IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bar "Zielony imbryk"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Noel R. Aune
The Doctor

avatar

Liczba postów : 189
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Noel Raum Aune.
Wiek : 33 lata.
Zawód : Psychiatra.
Orientacja : Homoseksualny.
Partner : Gburowaty gbur.
Wzrost i waga : 186 cm / 81 kg.
Aktualny ubiór : Wytarte niebieskie jeansy, szara zwykła bluzka z długim rękawem i tego samego koloru sportowa marynarka. Do tego założył sportowe, wygodne obuwie.
Ekwipunek : Komórka, zegarek na nadgarstku, portfel z dokumentami.

PisanieTemat: Bar "Zielony imbryk"   Pon Wrz 30, 2013 8:02 pm

    "Bar został założony dziesięć lat temu i z początku była to spokojna kafeteria, w której można było zjeść ciasto domowej roboty oraz wypić przepyszną kawę czy herbatę. Właścicielką była starsza pani, która dwa lata później niespodziewanie zmarła na raka. Miejsce zostało sprzedane przez jej córkę Hiszpanowi, który szukał idealnego miejsca na wymarzony przez siebie bar. Nazwa tak mu się spodobała, że postanowił jej nie zmieniać, w przeciwieństwie do całej reszty. We wnętrzu panuje eklektyzm, połączenie starego stylu (przeważnie są to drewniane elementy z drewna z odzysku) i nowoczesnego. Wnętrze jest przyjemne, w dzień odpowiednio doświetlone, nocą zaś posiada swój specyficzny klimat, kiedy światło uliczny latarni wkrada się do środka przez okna."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The White Dog
Rajdowiec

avatar

Liczba postów : 62
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Michael Nivan Doherty || Caleb Nicholas Cohen (obecnie używane)
Wiek : 28 lat
Zawód : Pracuje w księgarni jako kasjer
Orientacja : Homoseksualny
Wzrost i waga : 192 cm || 85 kg
Znaki szczególne : Białe włosy, blizna na prawym boku. Kilka blizn na plecach.
Aktualny ubiór : Skórzana kurtka (ramoneska), bordowa koszula z rękawem trzy czwarte (podwinięty do łokcia), skórzane spodnie z przyczepionymi łańcuchami, jakieś buty (w stylu męskich botków czy coś). Sznurowane, ciemnobrązowe, za kostkę. Co do dodatków to jak zawsze sygnet na palcu. I to chyba wszystko.
Ekwipunek : Papierosy+zapalniczka, telefon+słuchawki, portfel, a w nim dokumenty, chusteczki.

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Wto Paź 01, 2013 4:40 pm

Ciemno ubrana postać stała oparta o latarnię paląc wiśniową fajkę. Do szlufek skórzanych, czarnych spodni miał przyczepione łańcuchy. Spojrzał na wejście do baru i westchnął ciężko. Dzisiaj miał mieć spotkanie z jakimś kolesiem poznanym na portali dla gejów. Zaciągnął się mocno papierosem i odchylił głowę w tył wsuwając dłoń we włosy. Strzepnął popiół i wypuścił dym do góry. Zaraz rzucił fajkę na ziemię i odgasił ją czubkiem buta, aby zaraz wejść do baru. Rozejrzał się i zaraz usiadł przy barze opierając polik na dłoni. Zaczął stukać palcami o blat przyglądając się barmanowi. Zamówił sok i zgarnął z twarzy długie włosy. Ściągnął łopatki i zaczął patrzeć w stronę drzwi. Rozsunął suwak ramoneski i zagryzł wargę. Zastanawiał się jaki będzie ten mężczyzna. Napił się soku i powoli przejechał językiem po dolnej wardze. Zaczął się bawić swoim sygnetem. Zmrużył kocio oczy i uśmiechnął ciut prowokacyjnie patrząc na mężczyznę za barem. Jednakże i tak głównie skupiał swoją uwagę na wejściu. Czekał. Czekał. A tego nadal nie było. Wsunął do uszu słuchawki i puścił sobie Filith in the beauty, The Gazette. Mimo swojego wieku, uwielbiał ten zespół. Przymknął oczy i odchylił głowę wsuwając w swe długie włosy dłoń, przez co pokazał jeszcze większą część szyi. Wyglądał jakby cały czas kusił swym zachowaniem. Poruszał ramionami uśmiechając się pod nosem i nie zważając na to, że ktoś na niego patrzy. Pił sok i podśpiewywał sobie pod nosem. Zaraz napił się soku i spojrzał na wyświetlacz telefonu. No gdzie on jest, przebiegło mu przez myśl. Ukrył błękitne oczy pod powiekami. Przejechał palcami po swoim poliku, paznokciami pozostawiając czerwone ślady. Paznokcie były trochę za długie i w dodatku pomalowane na czarno. To była zaleciałość z nastoletnich lat, był do tego przyzwyczajony. Znowu zaczął palcami stukać o blat. Wystukiwał jakąś melodię trochę zamyślony. Oczekiwanie mu się dłużyło. Bardzo, ale to bardzo dłużyło.
Leniwie przesunął językiem po swojej dolnej wardze, a potem po górnej. Usta miał już trochę zabarwione sokiem porzeczkowym. Poprawił rękawy podsuwając je do góry, a następnie zgarnął włosy za ucho. Wyglądał na trochę znudzonego, a do jego uszu docierały nieliczne dźwięki świata zewnętrznego. Cały czas słuchał muzyki. Chyba już dawno oczekiwanie na kogoś mu się tak nie dłużyło.

//Przepraszam, że tak krótko ;_:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noel R. Aune
The Doctor

avatar

Liczba postów : 189
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Noel Raum Aune.
Wiek : 33 lata.
Zawód : Psychiatra.
Orientacja : Homoseksualny.
Partner : Gburowaty gbur.
Wzrost i waga : 186 cm / 81 kg.
Aktualny ubiór : Wytarte niebieskie jeansy, szara zwykła bluzka z długim rękawem i tego samego koloru sportowa marynarka. Do tego założył sportowe, wygodne obuwie.
Ekwipunek : Komórka, zegarek na nadgarstku, portfel z dokumentami.

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Wto Paź 01, 2013 5:56 pm

Był podekscytowany przez całe popołudnie, trudno było mu się też skupić na czymkolwiek, a zdarzało mu się to naprawdę rzadko. Pacjenci z lekkim niedowierzaniem przyglądali się jak doktor nie mógł się skupić na zapisaniu własnych przemyśleń odnośnie tego co właśnie wysłuchał. Myśl, że dziś wieczorem spotka się z Michaelem doprowadzała go niemal do obłędu, jak jakiś głupi nastolatek nie mógł się doczekać urodzinowej niespodzianki czy rozpakowania prezentów spod choinki. Trząsł się cały wracając do swojego apartamentu. Wziął szybki prysznic, przygotował się, poprawił fryzurę i zmienił strój. Najbardziej ekscytował go fakt, że chłopak był młodszym niebieskookim blondynem, a jeżeli nie był to wsypie mu arszenik do piwa, niech się paskuda udławi. Właściwie to nie był pierwszy raz, kiedy myślał o… wyeliminowaniu kogoś tylko, dlatego że podał fałszywe dane. Chociaż kariera mordercy prawdopodobnie była równie fascynująca, co jego obecny zawód to nie kusiła go na tyle, by chcieć się poddać tej słodkiej pokusie. Skutecznie tłumił w sobie emocje, które w danej chwili mogły sprawić mu kłopoty i udawał przeszczęśliwego, że zamiast obiecanego rudzielca ma do czynienia z czarnym osobnikiem o wyjątkowo złych manierach. A potrafił być czarujący kiedy chciał.
Zadzwonił telefon, to był znak, że taksówka podjechała i lepiej, żeby zszedł w tej chwili niż prowokował taksówkarza do znienawidzenia kolejnego swojego klienta tego dnia, a tym samym popchnięcie go do czynu karalnego więzieniem. Chcąc jeszcze pożyć zgarnął z szafki portfel i wyszedł z domu. Taksówkarz okazał się być przesympatycznym starszym panem, który owszem mógł mieć nieokiełznaną chęć wrzucenia go do pobliskiego jeziora w kawałkach bądź wypchnięcia pod pędzący pociąg, ale po mistrzowsku to maskował, dlatego Noel był tak czarujący, jak tylko się dało. Na miejscu obdarował kierowcę sporym napiwkiem, w związku z bardzo sympatyczną pogawędką oraz umileniem czasu podczas podróży. Wysiadł od razu wkraczając do środka, pan taksówkarz był na tyle uprzejmy by podjechać pod samo wejście. Już od progu był w stanie rozpoznać swoją „randkę”, młodzieniec wyróżniał się spośród tłumu barwą włosów, w tych czasach naprawdę trudno ładnego, a już w ogóle o jakiegokolwiek blondyna! Uśmiechnął się łobuzersko pod nosem ruszając w tamtym kierunku, ale wpierw zahaczając o bar.
- Duże piwo poproszę. – Puścił oczko ulubionemu barmanowi, z którym znał się od kilku lat. Z zimną szklanką udał się do stolika, przy którym siedział czekający na niego młody mężczyzna.
- Mam nadzieję, że wybaczysz mi to małe spóźnienie. Zamówiłeś sobie już coś, drinka? A może masz ochotę na coś innego jeszcze? – Postawił szklankę na drewnianym blacie, tuż obok soku Michaela. – Dobrze wyglądasz. – Sam był ubrany w czarny sportowy garnitur i niebieską koszulę. Na lewym nadgarstku miał elegancki matowy zegarek z nowoczesnym cyferblatem. W pomieszczeniu było za gorąco, by siedzieć w marynarce, dlatego szybko postanowił z niej zrezygnować, zdjąć i powiesić na oparciu krzesła, by móc z powrotem wrócić swoim świdrującym wzrokiem do twarzy Michaela.

_________________

    "Nie była to jedyna myśl kołacząca się w jego głowie.
    Tłukło się ich bowiem bez liku. Niektóre przebiegały
    żwawo i płynnie niczym obłoki na niebie, inne kotłowały się
    jak żebracy u wrót kościoła."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The White Dog
Rajdowiec

avatar

Liczba postów : 62
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Michael Nivan Doherty || Caleb Nicholas Cohen (obecnie używane)
Wiek : 28 lat
Zawód : Pracuje w księgarni jako kasjer
Orientacja : Homoseksualny
Wzrost i waga : 192 cm || 85 kg
Znaki szczególne : Białe włosy, blizna na prawym boku. Kilka blizn na plecach.
Aktualny ubiór : Skórzana kurtka (ramoneska), bordowa koszula z rękawem trzy czwarte (podwinięty do łokcia), skórzane spodnie z przyczepionymi łańcuchami, jakieś buty (w stylu męskich botków czy coś). Sznurowane, ciemnobrązowe, za kostkę. Co do dodatków to jak zawsze sygnet na palcu. I to chyba wszystko.
Ekwipunek : Papierosy+zapalniczka, telefon+słuchawki, portfel, a w nim dokumenty, chusteczki.

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Pią Paź 04, 2013 5:01 pm

Czas płynął powoli, oczekiwanie na tamtego mężczyznę dłużyło mu się. Nawet muzyka mu nie pomagała. Odleciał tylko na chwilę, a gdy otworzył oczy zauważył jak Noel wchodzi do baru. Uśmiechnął się pod nosem i wyciągnął słuchawki z uszu, aby je zwinąć i schować do kieszeni wraz z telefonem. Upił łyk soku i zmrużył kocio oczy, gdy ten się przysiadał. Rzeczywiście, było dość ciepło w lokalu, lecz Michael (oficjalnie przedstawiający się jednak jako Caleb, tak w gwoli ścisłości) nie miał zamiaru ściągać z siebie kurtki. Rozsunął ją tylko do końca i zdjął chustę. Przez chwilę jeszcze stukał palcami o blat stolika i bardzo powoli przesunął językiem po dolnej wardze. Pochylił się do przodu, narzucił nogę na nogę i uśmiechnął do jegomościa.
Sok mi wystarczy. I... tak, zostało ci to wybaczone. — wyszeptał, a jego głos był trochę zachrypły, lecz miły dla ucha. Posłał mu flirciarski uśmiech podpierając się na łokciach i patrząc w jego oczy.
Cały czas pochylał się do przodu, a długie, białe włosy zakrywały trochę jego twarz, co jednak nie przeszkadzało Michaelowi. Przejechał palcem wskazującym po grzbiecie jego dłoni cały czas patrząc mu przy tym w oczy. Był ciekawy jego reakcji.
Ty również wyglądasz dobrze. Nawet bardzo dobrze. — wychrypiał i zaraz zagryzł dolną wargę zasysając się na niej lekko.
Wzrokiem wodził po jego ciele. Co jakiś czas tęczówki znowu skupiały się na jego twarzy, aby potem zawędrować gdzieś niżej. Był ciekawy tej persony, jednakże jak zwykle miał problem z zadaniem jakiegoś pytania. Przyłożył palec do ust i rozchylił trochę wargi przy tym. Patrzył w blat stolika zamyślony, palcami drugiej ręki stukał o niego. Uniósł wzrok wpatrując się w jego twarz, wyprostował się opierając się już normalnie o krzesło. Pozwalał swoim włosom luźno spływać po ramionach i wstępować niesfornym kosmykom na twarz. Nie przeszkadzało mu to. Przekrzywił głowę, przez co jego włosy jeszcze bardziej zakryły lico. Ciepły, jakże łagodny uśmiech rozpromienił jego twarzyczkę.

Od kiedy szukasz partnerów czy tam „randek” przez Internet? — zapytał zaciekawiony opierając polik o pięść i wpatrując się w niego. Zaraz zbliżył swoją twarz do jego ucha i odgarnął jego włosy — I dlaczego tak przystojny mężczyzna jak ty nikogo sobie nie znalazł? — wymruczał do jego ucha wprawiając powietrze w drżenie.
Zaraz odsunął się od niego i dopił do końca swój sok przyglądając się mu bardzo uważnie. Uśmiechnął się figlarnie utrzymując z nim kontakt wzrokowy. Oparł brodę na dłoni wpatrując się w niego zaciekawiony i oblizał usta. Niby nigdy nie skupiał się na związkach i innych tego typu sprawach, ale czy to oznaczało, że nie może czasami poflirtować? Otóż nie. Lubił czasami w coś takiego się pobawić, chociaż nigdy nie wiedział czy przekracza już granice, czy też nie. Na pewno nie chciał, aby to spotkanie skończyło się w łóżku, a potem już nigdy nie miał by się spotkać z psychologiem. Takie coś było dla niego nie do pomyślenia.
Uniósł podbródek i patrzył na niego pewnie. Bystrze. Jakby oczami próbował przewiercić na wylot jego duszę, poznać jego najskrytsze myśli, pragnienia. Ale był tylko zwyczajnym człowiekiem. Nie miał takich mocy. Może to jednak lepiej. Jaki będzie twój ruch?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noel R. Aune
The Doctor

avatar

Liczba postów : 189
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Noel Raum Aune.
Wiek : 33 lata.
Zawód : Psychiatra.
Orientacja : Homoseksualny.
Partner : Gburowaty gbur.
Wzrost i waga : 186 cm / 81 kg.
Aktualny ubiór : Wytarte niebieskie jeansy, szara zwykła bluzka z długim rękawem i tego samego koloru sportowa marynarka. Do tego założył sportowe, wygodne obuwie.
Ekwipunek : Komórka, zegarek na nadgarstku, portfel z dokumentami.

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Nie Paź 06, 2013 6:09 pm

Niebieskie, o ton lub nawet dwa, ciemniejsze oczy mężczyzny uważnie przyglądały się młodzieńcowi. Jak zahipnotyzowane śledziły jego subtelne ruchy, krążyły po smukłych ramionach skrytych pod grubą warstwą wierzchniego odzienia, ich skąpy właściciel nie szczędził uprzejmości w pokazaniu ich komukolwiek w tym pomieszczeniu, a zwłaszcza Noelowi, łaknącemu obejrzeć nieco więcej niż szczelnie otulającą go kurtkę. Jedyną rzeczą, która nie współgrała mu z resztą były paznokcie pomalowane na czarno. Być może był już za stary na takie zabawy, a być może po prostu nie tolerował czegoś takiego. Przede wszystkim był wielkim estetą i przede wszystkim lubił zachwycać się pięknem, a nie tylko jego cząstką zbrukaną czymś, co psuło zharmonizowaną całość. Próbując nie zwracać uwagi na ten drobny, nieco irytujący szczegół, skupiał się na twarzy młodzieńca, a ta wydawała się wyjątkowo intrygująca przez swoje naturalne piękno oraz kuszącą mimikę twarzy, która skutecznie przyciągała uwagę Noela. Słysząc jego pytanie uśmiechnął się nieco rozbawiony.
- Mógłbym zapytać Cię o to samo. A tam od razu szukać partnerów, po prostu wydaje mi się to bardziej ekscytujące aniżeli oczekiwanie, aż pozna się kogoś w życiu realnym. Wolę wziąć życie w swoje ręce niż pozwolić, by to ono mną kierowało i dlatego szukam tego czegoś za pomocą ludzkich wynalazków. – Sam nie do końca był przekonany, czy rzeczywiście o to chodzi, czy po prostu ma jakąś ogromną zabawę w tym, że poznaje te wszystkie osoby przez coś, czego właściwie nie da się zdefiniować.
- Wiadomo, że i tam można się naciąć na różne dziwne osoby, którym zamarzyło się zrobić żart, ale jest bezpieczniej i większość pisząc tam wie na co się decyduje oraz jak to wszystko funkcjonuje. Może odrobinę jestem zmęczony światem zewnętrznym, że potrzebowałem jakiejś odskoczni, spróbować czegoś nowego i przekonać się czy to jest dla mnie. – Upił łyk, by zaspokoić chwilowe pragnienie. Rozejrzał się po barze, w którym zaczynało robić się coraz ciaśniej, a wolnych stolików trzeba by było wypatrywać niczym igły w stogu siana.
- Jesteś uroczy, ale wygląd to nie wszystko. Tak jak i duże zainteresowanie, jeżeli mało jest interesujących, a co ważniejsze wartościowych adoratorów. Może jestem beznadziejnym romantykiem, ale poza dobrym seksem szukam czegoś, co by mnie spełniło, a nie tylko dało satysfakcję fizyczną. Oprócz dobrego kochanka chciałbym mieć partnera, z którym z przyjemnością spędzam czas i chcę z nim ten czas spędzać. A ty? Dlaczego w ogóle się zgodziłeś ze mną spotkać? W końcu mogłeś trafić na przykład na seryjnego mordercę, który szuka swojej nowej ofiary. – Poruszył znacząca brwiami uśmiechając się przy tym z rozbawieniem. Kto wie czy jeden lub drugi nie był właśnie takim psychopatą, który zamierza zakopać go w ogródku na własnym mini cmentarzyku, a z jego czaszki nie zrobić sobie na przykład lampki nocnej? Wszakże byłaby to przednia zdobycz. Noel miał bardzo ładną, kształtną głowę i z pewnością genialnie posłużyłaby za kielich perfekcyjnie wpasowujący się do kształtu dłoni.

_________________

    "Nie była to jedyna myśl kołacząca się w jego głowie.
    Tłukło się ich bowiem bez liku. Niektóre przebiegały
    żwawo i płynnie niczym obłoki na niebie, inne kotłowały się
    jak żebracy u wrót kościoła."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The White Dog
Rajdowiec

avatar

Liczba postów : 62
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Michael Nivan Doherty || Caleb Nicholas Cohen (obecnie używane)
Wiek : 28 lat
Zawód : Pracuje w księgarni jako kasjer
Orientacja : Homoseksualny
Wzrost i waga : 192 cm || 85 kg
Znaki szczególne : Białe włosy, blizna na prawym boku. Kilka blizn na plecach.
Aktualny ubiór : Skórzana kurtka (ramoneska), bordowa koszula z rękawem trzy czwarte (podwinięty do łokcia), skórzane spodnie z przyczepionymi łańcuchami, jakieś buty (w stylu męskich botków czy coś). Sznurowane, ciemnobrązowe, za kostkę. Co do dodatków to jak zawsze sygnet na palcu. I to chyba wszystko.
Ekwipunek : Papierosy+zapalniczka, telefon+słuchawki, portfel, a w nim dokumenty, chusteczki.

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Pon Paź 07, 2013 10:41 am

Niby mógłby pokazać spokojnie swoje ramiona oraz ręce. W końcu na tych nie kryły się żadne blizny. Jednakże białowłosy chyba po prostu jak na złość nie pokazywał mężczyźnie wększego skrawka swego umięśnionego ciała. Raumowi pozostało po prostu wyobrazić sobie jak wygląda ciało Białasa pod tą kurtką. Dopóki jej nie zdejmie, a tak z pewnością niebawem się stanie.
Uniósł brew do góry słysząc jego odpowiedź. Odpowiedź naszego Caleba na pytanie tego typu z pewnością wydałaby się prosta. Można by w niej odnaleźć nutkę tchórzostwa czy czegoś w tym stylu. Bo dlaczego nadal nie miał nikogo? Nie odnalazł nikogo odpowiedniego? A skąd, już wiele razy miał szansę, aby się z kimś związać. Było tyle odpowiednich osób, co sam Michael dostrzegał. Bał się związania z kimś? Tak, to pewne. W szczególności, że oszukiwałby cały czas swojego partnera. Czy chciał odpowiadać? A skądże znowu. Podparł brodę na dłoni zaciśniętej w pięść i pochylił się do przodu, aby znów go obserwować z bliska.
Niektórym z nich chodzi tylko o jednorazowy numerek. Niestety. Ja sam zostałem skłoniony do założenia profilu przez kumpla, który powiedział, że chyba pora kogoś sobie znaleźć. — mruknął dość oschle, chłodno spoglądając na własny sygnet.
Nie żeby, nie chciał kiedyś z kimś się związać. Chciał i to bardzo, lecz nie bardzo wiedział jak się zabrać do poznawania innych ludzi. Miał z tym jakąś trudność. No i skąd miał mieć pewność, że ten mężczyzna jest homo albo bi, a nie hetero. I to w dodatku takim co nie toleruje wszystkiego co „inne”. Michaś nigdy się nie wychylał ze swoją orientacją, mówił tylko najbliższym, tym godnym zaufania. Nie miał potrzeby, aby rozgłaszać to na prawo i lewo.
Zastukał paznokciami o blat stolika i spojrzał znowu na ciemnowłosego mężczyznę, który siedział przed nim. Słuchał go uważnie, starał cały czas utrzymywać się z nim kontakt wzrokowy, aby pokazać, że jest zainteresowany rozmówcą. Uniósł kącik ust do góry, gdy ten skończył.
Bez ryzyka nie ma zabawy. Ja sam mogłem się okazać gwałcicielem z dziwnymi fetyszami. Osobą, która stanowi zagrożenie dla świata zewnętrznego. Jednak postanowiłeś się ze mną spotkać. Zawsze jest w tym coś ekscytującego. Nigdy nie wiadomo kogo spotkamy. — wychrypiał, aby zaraz się unieść i zdjąć w końcu z siebie kurtkę, gdyż zrobiło mu się za gorąco.
Zgarnął wszystkie włosy na plecy, kurtkę zawiesił na oparciu krzesła, chociaż przez chwilę się zastanawiał czy jednak jej nie położyć na kolanach. To jednak mogło być niewygodne dla niego. Rozejrzał się po pomieszczeniu, a jego wzrok przykuła jedna postać. Bardzo znajoma. Wpatrywała się w białowłosego bez skrupułów, a zauważywszy, że ten to dostrzegł odwróciła wzrok. Caleb skupił się na osobie, z którą tu się umówił pozwalając sobie jeszcze na pobłażliwe pokręcenie głową. A tamten mężczyzna zaraz zniknął gdzieś w tłumie, najprawdopodobniej przy barze.
Wracając jeszcze do bycia romantykiem... ja sam nie skupiam się aż tak na tej sferze cielesnej, na całej fizyczności, seksie. Tak, on też jest ważny, lecz chciałbym znaleźć osobę, z którą bym się związał i nie chodziłoby u nas tylko o to, aby jak najwięcej czasu spędzać w łóżku. Czyli chyba w tym konkretnym przypadku jesteśmy troszkę podobni. Zastanawia mnie co sądzisz o tak zwanych wolnych związkach. Ja sam bym nie potrafił w czymś takim być. Należę do zazdrośników i jestem bardzo zaborczy. — wyszeptał patrząc mu w oczy i uśmiechając delikatnie.
Na chwilę poddał się rozmyślaniu wpatrując się w ten cholerny sygnet. Uśmiechał się smutno do siebie, po chwili unosząc wzrok, aby spojrzeć w te ciemniejsze tęczówki swego rozmówcy.
Kochałeś kiedyś kogoś? — zapytał przesuwając palcami prawej dłoni po grzbiecie lewej.
To pytanie mogłoby się wydać nie na miejscu, lecz jasnowłosy był po prostu ciekaw. Czy jednak powinien o coś takiego pytać? Przecież i samego siebie mógł tym pytaniem pogrążyć. On tu jest, przemknęło mu przez myśl, lecz nie wypatrywał tej osoby w tłumie. Patrzył cały czas na czarnowłosego, skupiał na nim swoją uwagę. I starał się rozproszyć swe myśli, które spokojnie można było porównać do chmur deszczowych, może nawet i burzowych.

||Za literówki przepraszam, jeśli takowe się pojawiły. Urok pisania z telefonu.


Ostatnio zmieniony przez The White Dog dnia Nie Paź 13, 2013 10:51 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noel R. Aune
The Doctor

avatar

Liczba postów : 189
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Noel Raum Aune.
Wiek : 33 lata.
Zawód : Psychiatra.
Orientacja : Homoseksualny.
Partner : Gburowaty gbur.
Wzrost i waga : 186 cm / 81 kg.
Aktualny ubiór : Wytarte niebieskie jeansy, szara zwykła bluzka z długim rękawem i tego samego koloru sportowa marynarka. Do tego założył sportowe, wygodne obuwie.
Ekwipunek : Komórka, zegarek na nadgarstku, portfel z dokumentami.

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Sro Paź 09, 2013 5:16 pm

Podrapał się po brodzie zastanawiając się nad tym, co właśnie powiedział chłopak, w sumie jemu także czasami chodziło tylko o seks. Pod tym względem pewnie nie różnił się od niektórych osób, w końcu nie był jakimś tam księciem z bajki na białym koniu, a zwyczajnym facetem, który miał swoje potrzeby i od czasu do czasu chciał je zaspokoić. A że akurat w jego życiu panował okres, że wcale mu się nie chciało z kimś wiązać to miał kilka osób, z którymi sypiał dla zabawy i lepszego samopoczucia. Wreszcie spojrzał na chłopaka i uśmiechnął się łobuzersko.
- Facet to facet, nawet jeżeli jest ciotą. Właściwie to już nawet nie chodzi o płeć, a raczej o pragnienia ludzi i ich spełnianie własnych zachcianek. Nie będę udawał, że mnie to nie kręci. Jeszcze do niedawna także nie szukałem niczego poważniejszego i zależało mi raczej na przeżyciach cielesnych niż uczuciowych. Seks jest naprawdę genialnym sposobem na odstresowanie się. – Zabrał się za konsumpcję swojego trunku, który z każdą chwilą robił się coraz cieplejszy, a chyba każdy zna zasadę, że piwo ciepłe, to piwo niedobre. A skoro wiedział, że jego przepyszne orzeźwienie w kilka szybkich chwil może się zamienić w paskudną breję postanowił temu zapobiec, wypijając kilkoma dużymi łykami większą cześć pozostałego piwa. – Naprawdę? No co ty, jaja sobie ze mnie robisz? Gdyby mój kumpel… – Urwał w połowie zdania, kiedy zorientował się, że w sumie był ktoś zdolny do tego, a nawet więcej. Jedna podstępna kreatura, która bardzo lubiła mieszać w jego życiu z pewnością chętnie, by się w to zabawiła, ale uprzedził ją i nawet nie miała jak zrobić mu tego niespodziewanego psikusa. – Urwałbym mu łeb, prawdopodobnie. Chociaż może tobie trzeba tego bodźca, by zrobić coś, czego sam nie byłbyś w stanie zapoczątkować. – Stulił lekko powieki próbując sobie wyobrazić sytuację, w której Caleb rzeczywiście okazałby się być nie tym, za kogo się podawał. Musiałby być większy i lepiej zbudowany, jeżeli rzeczywiście chciałby zrobić coś Noelowi, bo w obecnej sytuacji to Noel górował nad młodzieńcem i raczej nie było możliwości, by to się zmieniło. Tylko, że mężczyzna nie zamierzał nikogo do niczego przymuszać. Seks był fajny tylko i wyłącznie wtedy, gdy obie strony były z niego zadowolone.
- Jeżeli mój związek polegałby tylko na seksie i niczym innym to w sumie nie przeszkadzałoby mi to, gorzej jeżeli któraś ze stron, by wpadła i zaczęło jej zależeć, to wtedy sprawy mogłyby się skomplikować. – Uniósł nieznacznie brwi do góry, był nieco zaskoczony jego pytaniem. Zmieszał się, nie wiedząc, co właściwie powinien odpowiedzieć. Jest osobą otwartą i raczej nie ma problemów, by dyskutować o wielu sprawach, ale to akurat wkraczało w sferę zbyt prywatną i nie bardzo chciał się aż tak obnażać na pierwszym spotkaniu. – Wybacz, ale to pytanie jest dla mnie zbyt osobiste i nie chciałbym na nie odpowiadać. – Obejrzał się za siebie, w kierunku, w którym praktycznie non stop zerkał jego towarzysz, jakby gdzieś tam w tym ciemnym kącie stało coś o wiele bardziej fascynującego lub przerażającego od jego osoby. Następnie skierował pytające spojrzenie na Chleba chcąc wiedzieć o co właściwie tutaj chodzi.
Spojrzał na wyświetlacz telefonu, a kiedy zobaczył, że widniało tam nazwisko znanego detektywa od razu zerwał się na równe nogi.
- Wybacz, ale muszę uciekać. - W przelocie przeczytał wiadomość, ale i tak wiedział, że nie ma mowy o tym, by olać Burtona i zostać z chłopakiem. Skrzywił się bardzo brzydko, przeprosił go ejszcze raz i wyszedł.

z/t.


Ostatnio zmieniony przez Noel R. Aune dnia Czw Paź 17, 2013 8:51 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The White Dog
Rajdowiec

avatar

Liczba postów : 62
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Michael Nivan Doherty || Caleb Nicholas Cohen (obecnie używane)
Wiek : 28 lat
Zawód : Pracuje w księgarni jako kasjer
Orientacja : Homoseksualny
Wzrost i waga : 192 cm || 85 kg
Znaki szczególne : Białe włosy, blizna na prawym boku. Kilka blizn na plecach.
Aktualny ubiór : Skórzana kurtka (ramoneska), bordowa koszula z rękawem trzy czwarte (podwinięty do łokcia), skórzane spodnie z przyczepionymi łańcuchami, jakieś buty (w stylu męskich botków czy coś). Sznurowane, ciemnobrązowe, za kostkę. Co do dodatków to jak zawsze sygnet na palcu. I to chyba wszystko.
Ekwipunek : Papierosy+zapalniczka, telefon+słuchawki, portfel, a w nim dokumenty, chusteczki.

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Pon Paź 14, 2013 5:28 pm

Słuchał go uważnie wpatrując się w niego. Westchnął cicho i nie skomentował tego wszystkiego. A czy on był księciem z bajki? A skądże. Ale co my tu będziemy rozprawiać o jego rycerskości, a raczej jej braku? No dobra, może coś tam miał. Dobra, to źle zabrzmiało.
Wziął głęboki wdech i pokiwał głową, na znak że mówił prawdę. Cóż, robił się powoli cholernie małomówny. To chyba znak, że lepiej będzie, gdyby stąd znikał. Nie chciał, aby mężczyzna przed nim czuł się... Olany? Tak, to chyba było dobre określenie.
To nie tak, że potrzebowałem tego, aby kogoś poznać co po prostu... Nie lubię przywiązać się do ludzi. — mruknął krzyżując ręce na piersi.
Spuścił wzrok i zastukał palcami o stół. Pokręcił głową i zasłonił twarz włosami. Nagle wzdrygnął się wyrywając z zamyślenia.
Rozumiem. Nie powinienem takich pytań zadawać. — mruknął chowając w końcu sygnet do kieszeni. Widząc jego pytający wyraz twarzy ściągnął łopatki i pochylił w jego stronę. — Przeszłość mnie śledzi.
I tylko tyle. A może aż tyle. Zaraz „przeszłość” zawarła z nim bliższy kontakt cielesny. Mężczyzna przejechał palcami po karku Caleba, a potem po jego łopatce. Ten się wyraźnie wzdrygnął i zacisnął szczękę.
Nie po plecach. — wychrypiał łapiąc go za nadgarstek i patrząc mu w oczy.
Nie przedstawisz mnie swojej randce... Calebie? — mruknął uśmiechając się bezczelnie.
Zaraz białowłosy wstał z krzesła.
Nicholas to Raum. Raum to Nicholas. — mruknął oszczędnie i zaraz narzucił na siebie kurtkę. Spojrzał na wyświetlacz telefonu i wypuścił ze świstem powietrze.
Nie miał ochoty już tu przebywać. Był zjechany. Nastój mu się pogorszył. Machnął ręką jakby odganiał upierdliwą muchę czując oddech tego mężczyzny na swoim karku. Odejdź, nosz cholera jasna! I poszedł. Do baru. A nasz Kundel pochylił się nad Noelem.
Wybacz, że tak nagle znikam, jednakże obowiązki wzywają. Jeszcze się spotkamy, obiecuję. — mruknął mu do ucha i zaraz wyszedł z baru.
I tyle go widzieli.



[z/t x2]


||Przepraszam, że wyłażę z tematu, ale wena mnie opuściła, a nie chcę cię dłużej przetrzymywać.

_________________
Tworzenie w toku
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noel R. Aune
The Doctor

avatar

Liczba postów : 189
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Noel Raum Aune.
Wiek : 33 lata.
Zawód : Psychiatra.
Orientacja : Homoseksualny.
Partner : Gburowaty gbur.
Wzrost i waga : 186 cm / 81 kg.
Aktualny ubiór : Wytarte niebieskie jeansy, szara zwykła bluzka z długim rękawem i tego samego koloru sportowa marynarka. Do tego założył sportowe, wygodne obuwie.
Ekwipunek : Komórka, zegarek na nadgarstku, portfel z dokumentami.

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Czw Paź 17, 2013 10:20 pm

Kilka nieprzyjemnych i bardzo kłopotliwych sytuacji nie odwiodło mężczyzny od poznawania ludzi przez Internet, właściwie to wciąż wychodził z założenia, że i tym razem mu się uda nie stracić ręki, nerki czy innej cennej części ciała. Gwałtu nigdy nie brał pod uwagę, a może wydawało mu się, że to jest niemożliwe?
Zwykłe spotkanie, z kolejnym kolesiem, który akurat wydawał się być ciekawszy niż reszta. Umówił się z nim. Chłopak był młodszy niż mu się z początku wydawało, miał może z dwadzieścia parę lat, wspominał coś, że studiuje bodajże kulturoznawstwo, a może chodziło mu o politologię? Sam nie pamiętał, wszystko działo się tak szybko, że nim się zorientował szczupły blondyn siedział na nim okrakiem, a jego mięśnie jakby odmawiały mu posłuszeństwa, był zbyt słaby i powolny, by móc cokolwiek zrobić. Cholernie nie podobał mu się fakt, że młody się do niego coraz bardziej dobiera, że podciąga mu koszulkę i zaczyna gmerać w spodniach. Próbował się bronić, ale samo podniesienie ręki wydawało mu się Syzyfową pracą, jakby jego wiotka dłoń w jednej sekundzie zmieniła się w ołów. Zadrżał na ciele, nie podobał mu się dotyk tamtego, był zbyt natarczywy, a przede wszystkim robił to wbrew jego woli, czy w ogóle można tu mówić o jakiejkolwiek woli, kiedy Noel praktycznie nie był w stanie nic powiedzieć. Miał tylko nadzieję, że sms dotarł i mężczyzna dotrze na czas, że nie zignorowało po tamtych słowach, że się nie obraził jak pięciolatek i zaraz go ujrzy między bordowymi kotarami. Paniczny Stach zagościł w okolicach potylicy. Był niemal przerażony, kiedy młodzieniec zaczął zabierać się za rozbieranie go, a kompletnie pozbawione siły ręce miast odtrącić go plątały się.
- Z-zostaw… Kurwa! Nie dotykaj mnie.. – Ledwie wypowiedział, a zaraz potem blondyn wepchnął mu język do buzi, tym samym skutecznie go uciszając. Nieznośne, lepkie ręce błądziły po jego ciele niczym stado jadowitych węży. Zrobiło mu się niedobrze i tak strasznie źle, że pragnął jedynie zapaść się pod ziemię.

_________________

    "Nie była to jedyna myśl kołacząca się w jego głowie.
    Tłukło się ich bowiem bez liku. Niektóre przebiegały
    żwawo i płynnie niczym obłoki na niebie, inne kotłowały się
    jak żebracy u wrót kościoła."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burton
Detektyw

avatar

Liczba postów : 109
Dołączył : 17/09/2013

Godność : John Alexander Burton.
Wiek : 32 lata.
Zawód : Detektyw.
Orientacja : Biseksualny.
Partner : Psychiatra z piekła rodem.
Wzrost i waga : 189 cm/ 84 kg.
Znaki szczególne : Jasne blond włosy przystrzyżone na jeden centymetr po bokach i pofarbowane na brązowo; intensywne brązowe oczy.
Aktualny ubiór : Czarna dobrze dopasowana koszula, której rękawy są zawinięte do połowy; sportowa kamizelka, nie zapięta; jasne spodnie dżinsowe, których nogawki są wsadzone w buty; półbuty męskie za kostkę [model: blue molto] z wykończeniem 'old', nie do końca zasznurowane.
Ekwipunek : Odznaka; służbowy pistolet; klucze; komórka; paczka fajek; zapalniczka.
Obrażenia : Na razie brak.

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Czw Paź 17, 2013 10:35 pm

Za radą Noela Burton wziął sobie kilka dni wolnego, może nawet więcej niż kilka, gdyż tydzień. Siedział w swoim mieszkaniu, jedząc jakieś żarcie z tytki, kiedy usłyszał dźwięk esemesa. Był od Aune. Nieźle się zdziwił, bo nie rozmawiali ze sobą od kiedy ściągnął go do gabinetu, czyli jakieś cztery, może pięć dni.  Nigdy nie zdarzało się tak, aby psychiatra o coś prosił Johna, może czasem, ale naprawdę w sporadycznych sytuacjach, a teraz wydawał się …. Taki dziwny.  Nie myślał wiele, wziął kurtkę, ubrał buty.  Zaraz pojechał we wskazane miejsce.
Bar? Ależ się zdziwił, kiedy stanął przed nim. Sądził, że Noel nie przepada za takimi miejscami, gryzło mu się to z jego całą nienaganną sylwetką jaką reprezentuje w gabinecie. Widocznie wiedział o nim zbyt mało.  
Spojrzał na wyświetlacz, szukając wskazanego miejsca. Szybkim krokiem dotarł do loży dla vipów, tą tuż za kotarą i odsłonił ją. Widok jaki tam zastał trochę go wstrząsnął nim. Jakiś facet dobierał się do Aune, a ten był prawie nieprzytomny.  Nie myślał wiele, szarpnął młodego chłopaka za tył koszulki wręcz zrzucając go z wiotkiego ciała lekarza. Tamten począł się szarpać i krzyczeć jakieś przekleństwa, jednak Burton na to nie zareagował. Podszedł do Noela, chcąc go podnieść, jednak wtedy poczuł jak tamten rzuca się na niego.  Szybki refleks oraz niemałe doświadczenia w takich sytuacjach pozwoliło mężczyźnie na szybkie zareagowanie oraz wymierzenie gościowi prawego prostego, który posłał go parę kroków w tył  wprost na ścianę.
- Żebym cie przy nim nie widział, bo inaczej nogi z dupy powyrywam, jasne? – syknął, niskim ostrym wręcz tonem, jaki rzadko mógł słyszeć psychiatra. W takich sytuacjach Burton nie był sympatycznym i miłym facetem, zmieniał się w utrapienie dla tych wszystkich wyjętych spod prawa gnoi.  
Chciał postawić Noela na nogi, jednak ten chwiał mu się i gibał na przemian. Nie miał innego wyjścia, jak wzięcie go na ręce i wyjście z tego cholernego, tłocznego baru.
- Noel. Ej, to ja John. Żyjesz? Wszystko ok? – zapytał go, kiedy tylko posadził go na miejscu pasażera i zapinał mu pasy. Wisiał nad nim, przyglądając się twarzy, oraz oczom. Wyglądał na naćpanego. Podniósł jego rękawy do góry, sprawdzając czy czasem sam sobie nie dawał w żyłę. Śladów nie było, a więc ktoś musiał mu czegoś do sypać. Na to wyglądało, bo wątpił, by ten dzwonił do gliniarza, zapewniając sobie niezły lot, by ten go odebrał z baru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noel R. Aune
The Doctor

avatar

Liczba postów : 189
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Noel Raum Aune.
Wiek : 33 lata.
Zawód : Psychiatra.
Orientacja : Homoseksualny.
Partner : Gburowaty gbur.
Wzrost i waga : 186 cm / 81 kg.
Aktualny ubiór : Wytarte niebieskie jeansy, szara zwykła bluzka z długim rękawem i tego samego koloru sportowa marynarka. Do tego założył sportowe, wygodne obuwie.
Ekwipunek : Komórka, zegarek na nadgarstku, portfel z dokumentami.

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Czw Paź 17, 2013 11:03 pm

Wzywał imiona wszystkich znanych mu bóstw i miał nadzieję, że do któregoś uda mu się wreszcie dotrzeć, że może ofiara gwałtu może przeskoczyć modlitewną kolejkę i zostać wysłuchana, jako pierwsza w kolejności. Miał szczerą nadzieję, że blondynowi na przykład eksplodują jądra albo spadnie na nich meteoryt, chociaż sam nie bardzo chciał umierać, ale chociaż nie musiałby potem przeżywać tego całego stresu. Naprawdę marzył, by cokolwiek im przeszkodziło, nawet niech już będzie ekipa „mamy Cię!” lub innego idiotycznego show, ale niech ktoś go wyrwie spot tej kościstej góry żył i tkanek.
- Burton… pośpiesz się. – Wymamrotał prawie niesłyszalnie, a słowa niczym magiczne zaklęcie jakby nagle zmaterializowały się w postaci detektywa. Z początku go nie zauważył, dopiero w chwili, w której zrobiło mu się jakby lżej na ciele zamrugał oczami próbując zorientować się w sytuacji. Zmrużył oczy i skupił swoje spojrzenie na sylwetce Burtona, naprawdę się pojawił i naprawdę zamierzało z tej pieprzonej sytuacji uratować. Nie bardzo kojarzył, co się działo i jak sytuacja się dalej potoczyła. Czy to młody sponiewierał detektywa – mało prawdopodobne – czy detektyw zamiótł podłogę blondynem, było mało istotne w tym momencie. Przytomność powróciła mu na chwilę przed wyjściem z baru, kiedy czuł dziwne kołysanie, jakie nie powinno zaistnieć w przypadku leżenia na kanapie. Tyle, że on leżał, ale w ramionach Burtona. Zaraz począł się zastanawiać, dlaczego tamten go niesie i czy w ogóle jest w stanie go unieść. Może i był nieco drobniejszy od niego, czy chudszy, ale mimo wszystko swoje ważył. Co śmieszniejsze, już nawet nie przeszkadzał fakt bycia niesionym, bo co kogo to obchodzi i co za różnica, ale czy detektyw się za bardzo nie obciążał? I znowu jak ten idiota martwił się o niego, a nie własną dupę, która prawie została zgwałcona.
- John… Nie za ciężko Ci? – Wyszeptał mu słabym głosem do ucha, kładąc zaraz głowę na ramieniu mężczyzny. Wczepił się jeszcze w niego palcami i znów odleciał. Noel już nie kontaktował. Sam nie wiedział czy stracił przytomność, zasnął czy był we własnym świecie podczas przejażdżki. Moment jazdy samochodem gdzieś mu umknął.

[Oboje zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sean Hansen
Posterunkowy

avatar

Liczba postów : 7
Dołączył : 17/10/2013

Godność : Sean Ulisess Hansen
Wiek : 26 lat.
Zawód : Detektyw.
Orientacja : Heteroseksualny.
Partner : Martwa.
Wzrost i waga : 188cm/85kg.
Znaki szczególne : Kolorowe, powiązane ze sobą tatuaże znajdujące się na ciele Seana. Dokładniej mówiąc są to wymalowane plecy oraz ręce.
Aktualny ubiór : Schludny strój składający się z czarnej marynarki, białej eleganckiej koszuli wpuszczonej w materiałowe spodnie z kantem przepięte skórzanym paskiem.
Ekwipunek : Paczka grubych papierosów schowanych w wewnętrznej kieszeni marynarki w metalowym pokrowcu wraz z pospolitą zapalniczką zakupioną ostatnimi czasy w kiosku. Pod pachą zwisa zrobiona z czarnej skóry kabura, a w niej otrzymany od policji dość świeży amerykański model Beretta M9. W kieszeni telefon, metalowa obudowa, składany oraz posiadający klawisze.
Obrażenia : Na razie brak.
Multikonta : Brak.

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Nie Paź 27, 2013 1:49 pm

Sean przedzierał się przez tłumy ludzi, którzy jak co wieczór mieli ochotę spędzić swój czas na świeżym powietrzu wśród migających lamp oraz świateł reklam. Było ich wiele, dosłownie na każdym słupie czy kawałku ściany widniały elektroniczne plakaty o przeróżnej tematyce. W dzielnicy rozrywkowej Rathelon nie zabrakło by przecież informacji na temat wchodzących do kin nowych hitów, bestsellerów w księgarniach czy najnowszych osiągnięciach technologicznych.
- Zbędny sprzęt zamieniający człowieka w zależną od maszyn małpę. - Prychnął pod nosem wyrażając swoją postawę względem rozwoju inżynierii miasta. Jego zdaniem ten nagły mechaniczny wybuch mógł spowodować coś naprawdę złego. Rząd dzięki technice mógł mieć większą kontrolę nad życiem każdego cywila. A wiadomo, że każdy ma swoje dobre i złe oblicze, o którym nie wszyscy muszą wiedzieć. Był zwolennikiem starej szkoły, jeśli za coś miałby być odpowiedzialny lepiej żeby złapali go za ręce bo nie da sobą kierować przy pomocy nowych telefonów, komunikatorów czy innych badziewi. Postawa szczególnie dziwna jak na detektywa policji.
 Przebijając się przez z czasem powiększające się grupki znalazł chwilę wytchnienia stając przy śmietnikach w jakimś niewielkim zaułku. Na jego szczęście był tutaj sam i nie musiał słuchać dokazujących meneli. Nawet w tak wspaniałym miejscu jak Rathelon na pewno zdarzali się Ci zbuntowani przeciwko systemowi. Bo tak traktował ludzi bez domu. Starał się widzieć dobrą stronę wszystkiego. Nawet życia jako kloszard.
Stojąc tak w samotności wyciągnął z kieszeni marynarki srebrny pokrowiec, w którym znajdowały się papierosy. Wyciągnął jednego, wsadził między mięsiste wargi przytrzymując ustnik białymi zębami. Na jego twarzy zaczynał pojawiać się ślad lekkiego zarostu. Od wczorajszego poranka nie golił się przez co twarde złote igiełki pokrywało teren jego brody oraz polików. Choć za nimi nie przepadał wiele kobiet wzdrygało się na ich widok mówiąc, że dodają one mu męskości i seksapilu.
- Cholerna... - Rzucił pod nosem próbując odpalić lekko pogniecionego szluga. Jego zapalniczka choć próbowała z całych sił nie potrafiła wykrzesać z siebie więcej niż kilka iskier. Zrezygnowany otworzył kubeł i wrzucił ją do środka dodając kilka niemiłych słów na jej temat. Schował z powrotem papierosa do srebrnego pudełeczka, które wylądowało za pazuchą. Spojrzał w lewo, spojrzał w prawo.
Był sam jak palec, to też nie mógł nikogo poprosić o chociażby zapałkę. Ochotę zapalenia zaczęła przeszkadzać mu w koncentracji. Zacisnąl pięści, zmarszczył brwi po czym licząc do trzech wrócił do rynsztoku.
Szedł powoli, trzymał ręce głęboko wbite w kieszenie brązowego płaszczu. Głowę miał spuszczoną wpatrzoną w buty, nie tylko swoje ale także w obuwie tysiąca ludzi obok niego. Starał się nie reagować na przepychających się chojraków, jako policjant nauczył się, że dostawanie po pysku od mięśniaków nie jest jego obowiązkiem. Tym bardziej nie reagował na schludnie ubrane kobiety z minami wiecznie obrażonych. Każdemu się spieszyło, nie każdy przepadał za bliskością tak wielu ludzi w tym samym momencie, ale nie oznaczało to, że ludzie mieli zamiar robić jej przejście. Nie była przecież księżniczką, a nawet jeśli, w dzisiejszych czasach zapewne nie wiele by to zmieniło. Uderzony w biodro przez grupkę sięgających do jego pasa biegających dzieciaków warknął niczym wkurzony buldog. Z kieszeni jego spodni wypadł telefon. Nim upadł w jedno miejsce odbił się kilka razy o chodnik oraz nogi przechodniów niczym piłeczka golfowa. Kiedy już było to możliwe zgarnął go do kieszeni nawet nie patrząc na rysy, które na pewno się pojawiły. Nie chciał się denerwować na zapas.
- Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal, Hansen. - Rzucił pod nosem przymykając pulsujące powieki. Znużony obrócił się by spojrzeć na drzwi baru. W końcu koniec. Leniwym pchnięciem otworzył drzwi przywołując tym samym na siebie wiele spojrzeń. Bar nie szczególnie był zapchany, jednak większość małych stolików było zajętych.
Podszedł do drewnianego wieszaka obok drzwi. Znalazł tam miejsce dla siebie, na którym zawiesił brązowy płaszcz. Miał na sobie kremowy sweter z szalowym kołnierzem robiony na drutach, szare materiałowe spodnie z podwiniętymi nogawkami oraz brązowe zlewające się z kolorem płaszczu laczki. Pod sweter widniał lekko prześwitujący piaskowy t-shirt z kołnierzem ściętym w serek oraz posiadający trzy zapięte brązowe guziki. Było to możliwe do zobaczenia ze względu na rozpięty sweter ukazujący całą klatkę piersiową.
Podwinąwszy rękawy podszedł do baru siadając na jednym z drewnianych wysokich stołków barowych. Siedzenie było obite bordową skórką, dzięki czemu wyglądało ono zachęcająco. Nim coś zamówił rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie poznawał żadnego z tych ludzi jednak już teraz mógł stwierdzić ile z nich przyszło się tutaj kulturalnie napić czy porozmawiać ze znajomymi, a ilu szukało rozróby. W jego mniemaniu nie było źle, wieczór zapowiadał się na raczej spokojny.
Na dworze powoli zachodziło słońce. Odgłosy z chodnika przytłaczała muzyka "Imbryka". Spokojny relaksujący jazz dudnił w tle puszczony z głośników znajdujących się w rogach ścian. Nie leciała za głośno toteż nie przytłaczała myśli czy rozmowy wewnątrz pomieszczenia. Sean był w stanie wyhaczyć kilka szczegółów z rozmowy najbliższego stolika. Był to rudowłosy chłopak w garniturze zgrywający bogatego i elokwentnego. Niestety jego towarzyszka wydawała się być bardziej zainteresowana rozmowami na temat jej pracy niż uczuciu. To smutne.
Obróciwszy się w stronę butelek ujrzał uśmiechniętego młodego barmana o karmelkowej karnacji i ulizanymi do tyłu czarnymi kudłami. Sean nie potrafił odmówić jego brązowe uniesione usta. Odwzajemniając uśmiech poprosił o popielniczkę i szklankę irlandzkiego cydru. Napoju gazowanego, alkoholowego, w którego skład wchodziły dojrzałe jabłka. Najwyższa pora zając się sobą.
Drapiąc się po złotym zaroście wsadził ponownie papierosa między mięsiste wargi ściskając ustnik białymi zębami. Uśmiechając się do barmana zapytał o podpalenie "lontu". Po chwili w ręce karmelkowego chłopaka w białej koszuli pojawiła się oprawiona w blachę srebrna zapalniczka gazowa z licznymi wzorkami. Na jego palcu dostrzegł złoty sygnet, a na nadgarstku bransoletkę z tego samego szlachetnego kruszcu. Wnioskując po wieku był to zapewne syn właściciela dorabiający w wolnym czasie oraz pomagający w rodzinnym interesie. Życzliwie podziękował po czym łapiąc pierwszego bucha wypuścił z ust ogromną chmurę szarego dymu. Westchnął głęboko przymykając powieki. W jego ręce znalazła się szklanka mętnego, złotego napoju. Ze szkła wydobywały się liczne pękające w powietrzu bąbelki. Upoiwszy dużego łyka powrócił do relaksowania się przy papierosie oraz długich wdechach. Twarz skrywał pod lewa ręką z uniesionym papierosem. Druga ręka obracała leniwie wokół osi szklankę. Lekko zgarbiony podrygiwał stopą w rytm muzyki.
Nim jego papieros skończył w popielniczce zarechotał pod nosem wypowiadając na tyle głośno by osoba, która siedziała obok niego mogła usłyszeć.
- Cholerny Artie Shaw i jego klarnet. Nigdy nie da mi się w spokoju poużalać przy Unique Twist z wjątkowo pysznym sokiem jabłkowym...
Z uśmiechiem na twarzy poprosił bruneta o dolewkę.

_________________
Show yourself Noir~!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lolita
Front line manager

avatar

Liczba postów : 27
Dołączył : 21/10/2013

Godność : Chiara Stark.
Wiek : 29, ale tsss.
Zawód : Menadżer.
Orientacja : Hetero.
Partner : *gasp*
Wzrost i waga : 174/62
Znaki szczególne : Pieprzyk pod lewym okiem.
Aktualny ubiór : Estę fashionitę. I płaszcz.
Ekwipunek : Telefon, tablet, klucze, portfel, torebka, jakieś gumy do żucia.
Multikonta : Askelove.

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Nie Paź 27, 2013 3:48 pm

Wolne dni, o ile coś takiego w ogóle funkcjonowało w tym środowisku, były na swój sposób miłe i przykre. Dość elastyczny system pracy rzucał ją zarówno w sytuacje, gdy przesiadywała w domu załatwiając kolejne sprawy przez komputer i telefon, doglądając z czułością i oddaniem rodzica spraw podopiecznego, a czasem wracała do domu głównie po to, żeby przespać kilka godzin i zmienić ubranie. Jedynym zobowiązaniem tego dnia było odstawienie Kwiatka na sesje zdjęciową i dopilnowanie, żeby komuś nie przyszło do głowy wciskać go w skórę i lateks. Swoje wytyczne miała a i szefostwo firmy pilnowało, by przypadkiem nie zniszczyć wizerunku ‘idola nastolatek’. Bycie egzekutorem tych zobowiązań dopełniało procesu.
Z drugiej strony, dziwnie się czuła żyjąc świadomością, że miałaby ten dzień spędzić tylko i wyłącznie w domu. Najpierw podjęła się próby uporządkowania szafy, co mniej więcej w połowie zakończyło się fiaskiem. Im dalej zagłębiała się w swój dobytek, tym więcej odnajdywała rzecz z dawna nie noszonych albo tego szczególnego rodzaju sukienek, których czasami nie zakłada się nigdy. Żelazna damska logika obowiązywała. Nie wspominając o całej masie rzeczy, których nie pamiętała. Po znalezieniu trzeciej męskiej koszuli, której pochodzenia nie mogła dociec ani nie kojarzyła z żadną szczególną osobą zarzuciła pomysł i oddała się przeglądaniu pism. Ten pomysł również spalił na panewce i doszła wreszcie do wniosku, że nie usiedzi. Nie ma mowy, nie będzie się dusiła w czterech ścianach, kiedy na zewnątrz jest tyle ciekawych rzeczy! Włosy spięła w wysoki kok, ubrała się i lekko umalowała, ot, żeby było i w swoich ulubionych, czarnych botkach pomknęła w miasto, zapobiegawczo nie ruszając nawet kluczyków od auta ani motocykla. Ostatnie czego potrzebowała to mandatu za jazdę pod najlżejszym nawet wpływem alkoholu. Tylko tego brakowało do dość kolekcji. Na przyjaciółki postanowiła nie liczyć, uznając, że Mon jeszcze kilka dni będzie poza zasięgiem, tocząc wyścig o przeżycie z terminem, a co do Sparky istniało spore podejrzenie, że krąży już po swoim lokalu z butelką whisky i sączy ją przez słomkę.
„Zielony imbryk” wybrała na chybił trafił, stwierdzając, że tam przecież zawsze można spotkać kogoś ciekawego. A jeśli nie spotkać, to poznać. Z tym przekonaniem weszła do środka i pozbywszy się płaszcza, podeszła do baru, skoro tylko w zasięgu wzroku nie pojawiła się żadna znajoma twarz. Żaden problem.
- Piwo z sokiem. – Nie była ważna ilość razy, kiedy usłyszała że kala ten ‘szlachetny’ napój, liczyło się, że sok dodawał słodyczy, a samo piwo pozwalało się sączyć powoli. Inaczej rzecz się miała z drinkami, które coś podejrzanie szybko się kończyły, żeby jeszcze szybciej zawrócić w głowie. Na szczycie hierarchii stali Daniels i Walker, których Mon odmawiała wymienić na cokolwiek innego. O mało nie zachichotała sama do siebie na wspomnienie ostatnich wybryków, kiedy przewieszone przez balkon próbowały konwersować z grupą małolatów i wysępić papierosy. Nie planowały dorastać zbyt szybko. Ułożyła się na siedzeniu bokiem do baru, żeby mieć wgląd w przebywających tam ludzi i zaraz dostrzegła, że znajdująca się po jej prawej stronie blond czupryna należy do widzianej bodaj przed dwoma tygodniami twarzy. Tylko gdzie ona…? Światełko zrozumienia zaświtało po chwili w (farbowanej) blond główce i lekko się nachyliła, a łagodny uśmiech już uniósł kąciki do góry.
- Detektyw Hansen? – Zagadnęła uprzejmie, gdzieś tam mając na względzie ciszy ton. Może wcale nie chciał, żeby wtem i wobec oznajmiać jego profesje? Oglądanie telewizji poszerzało w niektórych przypadkach horyzonty. Dwa tygodnie to szmat czasu, ale zapamiętała go z dość niespodziewanej wizyty w studiu nagraniowym, gdzie akurat pilnowała ostatnich poprawek co do nowej piosenki. Idąc dalej, poprosił ją na chwile na zewnątrz i kiedy już zaczynała się zastanawiać, czy przypadkiem nie zaparkowała źle auta, zaczął wypytywać o Cindy, spotykaną częściej w klubach niż na kawie, ale ciągle jako takiej znajomej. Kilka następnych minut upłynęło na ciężkim zdziwieniu, że została zamordowana i próbach przypomnienia sobie, czy były ku temu jakiekolwiek przesłanki. Robił wrażenie miłego i dlatego aż przykro jej się zrobiło, że niespecjalnie mogła pomóc. Nie mówiąc o tym, że przykro robiło się słyszeć o śmierci nawet dalszej znajomej. A teraz widzieli się tutaj znowu i aż ją korciło żeby zapytać, czy sprawa została rozwiązana. Tak sobie o.

_________________
"Oj czujcie mnie w kościach, bo dziać się będzie,
jam pan we włościach i car na urzędzie."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sean Hansen
Posterunkowy

avatar

Liczba postów : 7
Dołączył : 17/10/2013

Godność : Sean Ulisess Hansen
Wiek : 26 lat.
Zawód : Detektyw.
Orientacja : Heteroseksualny.
Partner : Martwa.
Wzrost i waga : 188cm/85kg.
Znaki szczególne : Kolorowe, powiązane ze sobą tatuaże znajdujące się na ciele Seana. Dokładniej mówiąc są to wymalowane plecy oraz ręce.
Aktualny ubiór : Schludny strój składający się z czarnej marynarki, białej eleganckiej koszuli wpuszczonej w materiałowe spodnie z kantem przepięte skórzanym paskiem.
Ekwipunek : Paczka grubych papierosów schowanych w wewnętrznej kieszeni marynarki w metalowym pokrowcu wraz z pospolitą zapalniczką zakupioną ostatnimi czasy w kiosku. Pod pachą zwisa zrobiona z czarnej skóry kabura, a w niej otrzymany od policji dość świeży amerykański model Beretta M9. W kieszeni telefon, metalowa obudowa, składany oraz posiadający klawisze.
Obrażenia : Na razie brak.
Multikonta : Brak.

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Nie Paź 27, 2013 11:02 pm

Sean zdążył zając się samym sobą. Spijając kolejny łyk wybornego napoju z jabłek wsłuchiwał się w powoli dochodzącą do końca muzykę jazzową. Była niesamowicie klimatyczna i pasowała do wnętrza baru. Z każdą sekundą co raz bardziej podobało mu się to miejsce. To dziwne, że nigdy jeszcze tutaj nie zawitał. Choć z drugiej strony może to i lepiej. Chociaż barmani i osoby siedzące na stołkach obok nie mają o nim złego zdania. Podrzędny policjant, a tak naprawdę marny pijaczyna.

No cóż, mieli chyba racje.

Przeglądając się w złotym napitku myślał o tym i o tamtym. Z jednej strony martwił się o pracę, z drugiej chciał o niej nie myśleć i pochłonąć się odpoczynkowi. Niestety było to niemożliwe, cały czas myśli krążyły wokół morderstw, śledztw i poszukiwań. A w szczególności wokół jednego, które nie szczególnie interesowało wydział śledczy, jednak pochłoneło Seana w calości.

Skrzywił się, upił łyka i zgasił papierosa wgniatając resztki w szklaną podstawę popielniczki. Robił to tak jakby maltertował przesłuchiwanego. Długo, zawzięcie, dopóki szara praktycznie nie widoczna mgiełka nie przestała unosić się na wysokość jego paznokci. Kiedy już kiep przypominał wyglądem na swym końcu płaską czarną deskę, upuścił go przewracając oczami.

Prychnął pod nosem a obok niego siedziała nie-skromna blondynka. Nie miał w zwyczaju bawić się w gbura czy prostaka. Życie nauczyło go, że bycie miłym wychodzi o wiele lepiej niż składanie zdań bez możliwości pominięcia stałych fraz. "Czaisz?" "Ta?" "Wiesz jak?". Skromnie uśmiechnął się w jej kierunku. Nie dużo czasu potrzebowało mu zając by poukładać myśli. Chiara Stark, 29 lat, manager największej gwiazdy w Rathelon, często widywana na ekranach i pokazywana ze swojej najlepszej strony. Pamięć Seana działała bardziej niczym narkotyk nieodstępujący go na krok. Za dużo, wiedzy, na raz.

- Eeeem, Witam Panno Stark. -.  Upewnił się jak zareaguje na tytuł panny, parę dni temu nie spytał czy jest ona zamężna, teraz przyszła na to najwyższa pora. Z szerokim uśmiechem i wpatrującymi się w nią błękitnymi oczami kontynuował. - Co słychać w wielkim świecie?.

Zaśmiał się. Tak jakby morderstwo, o którym onegdaj rozmawiali nie miało miejsca. Tak jakby pozostawiał pracę za drzwiami baru. Niestety nie było to prawdą, oszukiwał sam siebie.
Mówił dosyć głośno, pokazując tym samym Lolicie, że nie musi czuć się w jego obecności skrępowana i mówić szeptem. Nie ma się czego wstydzić był detektywem i wielu ludzi o tym wiedziało.

Z racji, iż to ona dołączyła się do niego postanowił nie spytać czy może w jej obecności zapalić. Swoboda to podstawa każdej znajomości czy też konwersacji. Zamiast tego uprzejmie rzucił.

- Nie chciała by pani może zapalić? -.  Wysuwając w jej stronę pomarańczowy ustnik.

Przygryzając swój sięgnął po zapalniczkę pozostawioną przez barmana na ladzie i odpalił swojego papierosa. Jeśli Lolita postanowiła sięgnąć do metalowej paczki oczywiście bez zwłoki użyczył jej ognia.

Nie odstępując jej spojrzeniem zarzucił nogę na nogę i z błyszczącym na jego twarzy uśmieszkiem starał się dowiedzieć czegoś więcej.

- Czy to przypadek, że spotykamy się ponownie? Jak uważasz? -.  Z prychnięciem momentalnie odpowiedział sam w sobie. - Niewierze w przypadek lecz w przeznaczenie..

Powieki co rusz zamykały się i otwierały wprowadzając rzęsy w ruch. Oczy barwy oceanu wydawały się być wyjątkowo zainteresowane osobą managerki.

- Fajny kolor włosów, podoba mi się.

Zarechotał porównując jej długie złote niczym zboże włosy do swoich o tym samym odcieniu. Ktoś mógłby pomyśleć, że są oni rodzeństwem.

_________________
Show yourself Noir~!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lolita
Front line manager

avatar

Liczba postów : 27
Dołączył : 21/10/2013

Godność : Chiara Stark.
Wiek : 29, ale tsss.
Zawód : Menadżer.
Orientacja : Hetero.
Partner : *gasp*
Wzrost i waga : 174/62
Znaki szczególne : Pieprzyk pod lewym okiem.
Aktualny ubiór : Estę fashionitę. I płaszcz.
Ekwipunek : Telefon, tablet, klucze, portfel, torebka, jakieś gumy do żucia.
Multikonta : Askelove.

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Pon Paź 28, 2013 2:20 am

Zaraz nieskromna, zwyczajnie otwarta na świat i mile usposobiona, co w połączeniu z łagodnym adhd (nie stwierdzonym przez lekarzy) dawało obraz całkiem pociesznej osoby. Ostatni optymista w mieście pełnym realistów, a co.  
- Chiara. Po prostu Chiara. – Poprawiła go odruchowo, jakoś to ‘panno’ i ‘pani’ zawsze niezmiernie ją gryzło. Czy to ze względu na wiek, który wydawał jej się jakimś wielkim żartem (nawet pan detektyw zwątpił i musiała pokazać dowód) czy na dzielącą ludzi w ten sposób przestrzeń ‘oficjalności’, wyrastającej jak mur i oddzielają lekką, przyjemną rozmowę od sztywnych formułek i jeszcze sztywniejszych spojrzeń, nie schodzących poza linie nosa, bo przecież na usta już spojrzeć nie wypada. Wzruszyła ramionami. Jak sam raczył zauważyć, Kwiatek był gwiazdą głównie Rathelonu. To znaczy, oczywiście, dbała o promocje wszędzie tam, gdzie gwiazdkę da się pokazać, żeby wypadła najkorzystniej, ale na własnym podwórku jakoś najłatwiej było się za to zabrać. – Jak kogoś z wielkiego świata spotkam, to zapytam i przekaże. – Obiecała  wesoło. Nie siliła się na jakąś wybitną skromność, raczej swobodny żart wskazujący, że w tejże właśnie chwili jest po prostu siedzącą w barze dziewczyną (PRAWIE TRZYDZIESTKĄ), która ku zgrozie ‘prawdziwych samców alfa’ pije piwo przez słomkę  i szczebioce sobie, podczas gdy praca została w domu czy tam biurze. Nie żeby jakieś posiadała. Ewentualnie w, zagrzebanym w torebce, telefonie. Lekkie ściszenie głosu wynikało z tego, że nie wiedziała, czy przypadkiem nie jest w pracy, a gdzieś tam ogólna ludowa mądrość przekazywana na łamach kartonu płatków śniadaniowych głosiła, że nie powinno się psuć cudzej pracy, choćby za cenę bycia uprzejmym. A nóż widelec siedział tu po tajniacku? Tego przecież wiedzieć nie mogła.
-Zaraz pomyśle, że chcesz mnie wygonić przez stosowanie tego ‘pani’. – Poskarżyła się, zerkając znad pokala (w sensie, tej wysokiej szklanki do którego trunek wlewano, bo ciosany w grubym szkle kufel był zbyt ordynarny) i mimo wszystko z krótkim ‘dzięki’ przyjęła zarówno papierosa, jak i proponowany ogień. Odruchem, którego pozbyć się nie potrafiła, bo i nie paliła na tyle często, było lekkie odchylanie głowy do tyłu w trakcie zaciągania się i dopiero po wypuszczeniu dymu w przestrzeń wracała do nieco bardziej ludzkiej pozycji. Nie chodziło nawet o komfort siedzących blisko osób i dbanie o ich wrażenia zapachowe, a o czysty narcyzm. Poza tym, kółeczka z dymu o wiele lepiej puszczało się w górę i obserwowało ich powolne rozpływanie się, co raczyła zrobić. Wyszło tylko jedno, drugie zaś okazało się tylko obłoczkiem i dała za wygraną. Nawet nie pamiętała, kto i kiedy ją tego nauczył, ale kojarzyła to bardziej z dużymi ilościami dymu z sziszy i słodkich, jabłkowych wkładów. Tylko po studencku kółka nie wychodziły, bo dym miał zbyt dużo czasu, żeby uciec.
- Przypadek? Przeznaczenie? W takim razie fortuna musi mieć nas w opiece, pilnuje, żebyśmy nie wpadali na nudnych ludzi. – Podjęła zręcznie temat. Można było się oddawać rozważaniom, czy aby przeznaczenie nie jest sumą przypadków. Toć sama bogini Fortuna przedstawiona jest jako kobieta o zasłoniętych oczach. Nie dość, że niewidoma, to dochodzą cechy typowo kobiece, od lenistwa do niezdecydowania i zmienności nastrojów. Od czegoś takiego uzależniać swoje szczęście? Odpowiadały mu pełne życia, aczkolwiek dłuższe spojrzenia brązowych tęczówek. Okręciła na palcu jeden niesforny, krótki kosmyk który wymknął się z koka i tak już zostawiła, opadającego swobodnie na skroń.
-Tylko kolor włosów? – Zapytała, z lekko obrażoną minką, imitując urazę, że tylko kolor został doceniony. Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że jak chciała bardziej wyszukanych komplementów, to było nie ubierać koszuli zapinanej pod szyją, ale kto chciałby cały czas rozmawiać z cudzym czołem albo, w lepszym przypadku, powiekami? Dla samej satysfakcji "wiedziałeś, że mam niebieski tusz na rzęsach"  nie było warto. A ponieważ była równie beznadziejnym kłamcą co aktorką, zaraz parsknęła śmiechem i dłonią zaciśniętą w pięść („żółwika”) lekko szturchnęła go w ramie. – Dzięki. Wygląda o niebo lepiej niż tęcza, którą kiedyś sobie zrobiłam. A w zasadzie Roach dokonała tego wzniosłego czynu, pierwszy raz zaburzając naturalny brąz. Róż, błękit, czerwień i zieleń na niewiele dłuższych niż Seana włosach wyglądało ciekawie, chyba nawet gdzieś miała zdjęcie. Powinna je nosić w portfelu i machać nim za każdym razem, kiedy usłyszy, że jest niepoważna. „ Co ty kurde wiesz o byciu niepoważnym, pływałeś kiedyś w fontannie mającej całe 30cm wody?!” mogłaby wówczas pytać. Najlepiej w urzędzie miasta.

Taaa... Fajnie się czekało.

Po dłuższej chwili z furią rozdzwonił się jej telefon, toteż obdarzyła przepraszającym wzrokiem rozmówce i wygrzebała rzeczony przedmiot z torebki. Jedno zerknięcie w ekran pozwoliło jej stwierdzić, że chyba pora się zbierać. Nie musiała nawet odbierać.
- Przepraszam, sytuacja kryzysowa. Idę ratować świat. - Z tymi oto słowami w ciągu 5 kolejnych minut opuściła klub.

zt

_________________
"Oj czujcie mnie w kościach, bo dziać się będzie,
jam pan we włościach i car na urzędzie."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red King
Informator

avatar

Liczba postów : 35
Dołączył : 29/12/2013

Godność : Jego prawdziwym mianem jest Tohru Harakawa, jednak już prędzej natkniesz się na jego pseudonim - Red King
Wiek : 31 paskudnych zim
Zawód : Informator/Właściciel baru
Orientacja : Coby życie miało smaczek...
Partner : Lol nope
Wzrost i waga : 189cm/76kg
Znaki szczególne : Czerwone, sterczące włosy. Starczy.
Aktualny ubiór : O to. A co się będę wysilać
Ekwipunek : Portfel, klucze, telefon, kilka paczuszek hery..
Obrażenia : Nope
Multikonta : Nope

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Wto Gru 31, 2013 2:54 pm

Nawet lubił to miejsce. Nie było hałaśliwe a wręcz przeciwnie - ciche i przytulne, spokojne. Można było wypić tutaj kawę albo i coś mocniejszego a nikt nie pchał się do ciebie i nie próbował poderwać. Znaczy to odnosiło się bardziej do kobiet, ale nieważne. I tak lubił to miejsce. Ludzie którzy tu przychodzili, robili to by się wyluzwać. Próżno było wśród klienteli szukać tępych mięśniaków czy awanturników.
Red wszedł do środka i usiadł przy jednym ze stolików. Jego wygląd zdradzał czym zajmował się przez ostatnie dni - to znaczy, zdradzał wtajemniczonym. Podkrążone oczy, blada cera, nieco zmierzwione włosy. Oczywistym było że znów siedział godzinami przed monitorami i przeczesywał bazy danych. Powinien w sumie wykorzystać ten czas na jakąś drzemkę ale zwyczajnie chciał się już wyrwać z czterech ścian. Przekonany był, że gdyby posiedział tam jeszcze kilka minut dostałby kręćka. Średnio mu to odpowiadało, zdecydował się więc wyjść na zewnątrz.
Dostał zamówioną przez siebie kawę z rumem i mimo wyraźnego zakazu panującego w lokalu, wyciągnął paczkę fajek. Siedział akurat w takim miejscu że kelner nie od razu zorientuje się co się święci. Bez skrupułów odpalił więc fajka i zaciągnął się dymem. Popiół strząsał na talerzyk na którym przyniesiono mu kawę.
Posiedział tak trochę, paląc i rozmyślając właściwie o niczym, kiedy jego skill do zasypiania zawsze i wszędzie dał o sobie znać bez jego woli. Red zwyczajnie zaczął przysypiać na siedząco. Już po chwili głowa mu się kiwała a powieki były zamknięte, nie zasnął jednak jeszcze na dobre.

wybacz, że tak słabo na początek i że tyle czekałaś, mnie też zawołali do kuchni i jeszcze obiad był xd"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rose
Haker

avatar

Liczba postów : 81
Dołączył : 28/12/2013

Godność : Rose / Aleksandra Natasha Blacksmith
Wiek : 18~
Zawód : twórczyni programów
Orientacja : bardzo dobra ^-^
Partner : nie!
Wzrost i waga : 170 cm/ 53 kg
Znaki szczególne : wyróżnia się wszystkim .___. włosy, oczy zachowanie ...
Aktualny ubiór : jeśli chcesz go zobaczyć kliknij tutaj ----> *klik*
Ekwipunek : telefon, portfel, klucze do domu, lizak.
Obrażenia : brak~
Multikonta : jest jedno : Aster

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Wto Gru 31, 2013 3:25 pm

Zmęczona siedzeniem w domu i robieniem tego co zwykle postanowiła wyjść z domu. Nawet jej się to zdarza. Zresztą teraz była zapracowana i musiała wymyślić kolejny program. Nic dziwnego, że postanowiła wyjść z domu na spacer. Nie miała ochoty biegać więc skierowała się w stronę dzielnicy rozrywki. Można zdarzy się tam coś ciekawego...
Nogi zaniosły ją do baru"Zielony imbryk". Cóż, nie dyskutowała, skoro tu to tu. Gdy weszła do baru od razu zauważyła siedzącego Red i skierowała się w jego stronę.Przy okazji stanęła przy kelnerze i złożyła szybkie zamówienie: " Gorącą czekoladę z mlekiem" z uśmiechem i skierowała się do niego. Lekko się zdziwiła, że go tu spotkała. Było to jednak miłe zaskoczenie.
Widząc, że pali mimo zakazu, westchnęła. Podeszła i pierwsze co zrobiła to wyciągnęła mu papierosa z ust po czym zgasiła go.
- Wisi tu zakaz palenia, zresztą powinieneś przestać. Możesz przez to zachorować... - powiedziała z uśmiechem i przymkniętymi oczami. Widać było po twarzy kelnera, że bał się to zrobić. Cóż, nic dziwnego. Red'a otaczała go taka, a nie inna aura.
- Witaj, Red- powiedziała do niego i usiadła na przeciw niego. - Co za zbieg okoliczności. Nie spodziewałam się, że ciebie tu spotkam...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red King
Informator

avatar

Liczba postów : 35
Dołączył : 29/12/2013

Godność : Jego prawdziwym mianem jest Tohru Harakawa, jednak już prędzej natkniesz się na jego pseudonim - Red King
Wiek : 31 paskudnych zim
Zawód : Informator/Właściciel baru
Orientacja : Coby życie miało smaczek...
Partner : Lol nope
Wzrost i waga : 189cm/76kg
Znaki szczególne : Czerwone, sterczące włosy. Starczy.
Aktualny ubiór : O to. A co się będę wysilać
Ekwipunek : Portfel, klucze, telefon, kilka paczuszek hery..
Obrażenia : Nope
Multikonta : Nope

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Wto Gru 31, 2013 3:38 pm

Wszystkie zmysły poza wzrokiem oczywiście, nadal dostarczały mężczyźnie informacji o otoczeniu, jednak były one na tyle nieistotne, że zwyczajnie je ignorował, popadając w coraz to głębszą drzemkę. Otwieranie drzwi, głosy przy innych stolikach... nie było to nic ciekawego. Dlatego nawet kiedy do baru wszedł ktoś kogo Red osobiście znał i cenił, nie zarejestrował tego. Stało się to oczywiście dopiero, kiedy jego zmysł dotyku wyłapał, że leżący pomiędzy jego wargami papieros został mu zabrany a do uszu doleciał dźwięczny, melodyjny głos Różyczki.
Powieki Reda natychmiast uleciały w górę, ukazując jego jasne oczy. Mężczyzna zaraz zlokalizował spojrzeniem dziewczynę, która tak brutalnie zakończyła żywot jego papierosa. Niegrzeczna.
- Spóźniłaś się - rzucił swoim przytłumionym, mrukliwym głosem, zupełnie jak gdyby byli tutaj umówieni, chociaż oczywiście nie byli. Nie dał po sobie poznać że również był nieco zaskoczony na jej widok.
Cóż, co do swojej aury to nie potrafił po prostu wyglądać inaczej. Ale miało to i swoje plusy, na przykład nie zaczepiał go upierdliwy kelner, żądając by zgasił papierosa. Mógł sobie palić i spać w spokoju, dopóki nie przyjdzie Różyczka i nie pouczy go o zdrowiu.
- No wiesz co, nawet ja wychodzę czasem ze swojej nory. Widzę że ty też się na to zdecydowałaś. - znowu mruknął, wyciągając z kieszeni paczkę. Czuł niedosyt po tym zabranym papierosie ale po namyśle tylko policzył ile sztuk mu zostało. Gdyby odpalił nowego, Rose zaraz by mu go znów zabrała.
- Odpoczywasz od monitorów i skryptów? - zapytał, kiedy kelner przyniósł zamówienie dziewczyny i poszedł sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rose
Haker

avatar

Liczba postów : 81
Dołączył : 28/12/2013

Godność : Rose / Aleksandra Natasha Blacksmith
Wiek : 18~
Zawód : twórczyni programów
Orientacja : bardzo dobra ^-^
Partner : nie!
Wzrost i waga : 170 cm/ 53 kg
Znaki szczególne : wyróżnia się wszystkim .___. włosy, oczy zachowanie ...
Aktualny ubiór : jeśli chcesz go zobaczyć kliknij tutaj ----> *klik*
Ekwipunek : telefon, portfel, klucze do domu, lizak.
Obrażenia : brak~
Multikonta : jest jedno : Aster

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Wto Gru 31, 2013 4:05 pm

Nie spodziewała się od niego, że usłyszy iż się spóźniła. Nawet nie wyglądał na zaskoczonego, jakby chciała to by go zaskoczyła. Tylko potem miałby problemy. Mimo wszystko przez chwilę się zawahała. Miała teraz udawać z nim, że byli umówieni czy po prostu to zignorować. Na szczęście, jego następne słowa wskazały jej drogę. Słysząc je zaśmiała się lekko. Dawał jej najprawdziwszą szansę na wyżalenie się. Tego mogła się spodziewać po Red-nii. W każdym razie nie zamierzała.
- Nie wiem jak ty, ale ja do żadnej nory nie wchodziłam ostatnio - wiedziała o co mu chodzi, ale nie mogła się powstrzymać. Po za tym te jego mruknięcia były całkiem fajne. Niestety nie zamierzała mu tego powiedzieć, była za trzeźwa na to. Widziała, że przymierzał się do wzięcia kolejnego, ale się powstrzymał. I dobrze. Zgasiłaby i tego, a to byłoby już marnotrawstwo. Musiałaby mu potem odkupić, a to wymagało zrobienia wielu czynności, co przekłada się na zmęczenie. Tak, to cała ona. Jest zbyt leniwa żeby cokolwiek zrobić.
Usłyszała pytanie po czym kelner przyniósł jej czekoladę. Od razu upiła trochę kiwając głową na tak.
- Robię nowy program na którym powstanie portalu społecznościowego i utknęłam w miejscu. Nie mam chęci do kontynuowania... - powiedziała i mina jej lekko zrzedła. Na szczęście miała w rękach kubek z jej słodkim napojem. Od razu powróciło do niej szczęście. Red, prawdopodobnie mógł zrozumieć czemu wybrała akurat takie zlecenie. Dostęp do danych w taki prosty sposób był czymś w czym Rose była dobra. Co prawda mogła się bawić w hakerstwo, ale jeśli robią coś na jej programie to praca idzie dwa raz y szybciej, zjada wtedy dwa razy mniej słodyczy i nie musi tyle biegać. Wszystko przez lenistwo, a i tak jedyne co robi to siedzi na tyłku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red King
Informator

avatar

Liczba postów : 35
Dołączył : 29/12/2013

Godność : Jego prawdziwym mianem jest Tohru Harakawa, jednak już prędzej natkniesz się na jego pseudonim - Red King
Wiek : 31 paskudnych zim
Zawód : Informator/Właściciel baru
Orientacja : Coby życie miało smaczek...
Partner : Lol nope
Wzrost i waga : 189cm/76kg
Znaki szczególne : Czerwone, sterczące włosy. Starczy.
Aktualny ubiór : O to. A co się będę wysilać
Ekwipunek : Portfel, klucze, telefon, kilka paczuszek hery..
Obrażenia : Nope
Multikonta : Nope

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Wto Gru 31, 2013 4:24 pm

Żeby się czymś zająć skoro nie wolno mu było zapalić, skupił się na swojej kawie. Wziął ją w ręce i grzał je przez chwilę, ściskając kubek oburącz. Spoglądał na Różyczkę ni to specjalnie uważnym, ni to znudzonym spojrzeniem, chociaż ona dobrze wiedziała, że miała całą jego uwagę. Taki to już był specyficzny typ co to wysyłał nieco błędne sygnały, jednak ktoś zorientowany mógł je przejrzeć na wylot i domyślić się co mu po łbie chodzi.
Niby faktycznie dostała możliwość wyżalenia się ale doskonale wiedział że z niej nie skorzysta. Przynajmniej nie w taki sposób jak by to zrobiła znaczna większość przedstawicielek płci pięknej w wieku lat osiemnastu. Takie to zwykle narzekały na chłopaków, na kosmetyki, buty. No, ale z taką to też i by Red nie wytrzymał. Co do papierosów wychodziło na to że nie dość że zapobiegł kolejnej stracie po swojej stronie to jeszcze nie dopuścił do całej lawiny zdarzeń, które zakończyłyby się zapewne irytacją po stronie dziewczyny. Bo fakt, przecież pójście do sklepu i zakup nowej paczki to nie dość że strata pieniędzy to jeszcze i czasu a i trzeba włożyć wysiłku żeby do tego kiosku dojść! No i pewnie świadomość że za pozbawienie go dwóch papierosów musi kupić Redowi całą paczkę też nie była fajna. Przecież była taką uroczą Różyczką i dbała o jego zdrowie.
- Program pod portal społecznościowy? - mruknął, unosząc brew i upijając łyk swojej kawy.
Nuda. Znaczy, po prostu doskonale znał wartości informacji które się przez takie portale przepuszcza. Fakt, dostęp do tych informacji był prosty jeśli to ty napisałeś program na którym to to ma powstać, ale grzebanie się potem w tym przypomina istne szukanie igły w stogu siana. Chyba że naprawdę wiesz, czego szukasz.
- Biedna moja Różyczka. Znów lenistwo dopadło? Powinni ci może zapłacić za to w cukierkach, to by ci dało motywację. - powiedział, odstawiając kubek na stolik. - Zapewne nie chcesz bym ci pomógł, hm? - zapytał mimo iż doskonale znał odpowiedź na to pytanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rose
Haker

avatar

Liczba postów : 81
Dołączył : 28/12/2013

Godność : Rose / Aleksandra Natasha Blacksmith
Wiek : 18~
Zawód : twórczyni programów
Orientacja : bardzo dobra ^-^
Partner : nie!
Wzrost i waga : 170 cm/ 53 kg
Znaki szczególne : wyróżnia się wszystkim .___. włosy, oczy zachowanie ...
Aktualny ubiór : jeśli chcesz go zobaczyć kliknij tutaj ----> *klik*
Ekwipunek : telefon, portfel, klucze do domu, lizak.
Obrażenia : brak~
Multikonta : jest jedno : Aster

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Wto Gru 31, 2013 5:06 pm

Z jego reakcji mogła dobrze wyczytać co chodzi mu po głowie. Wiedziała, że to wcale nie jest proste. Takie wyszukiwanie informacji na tego typu serwerach, ale przecież ten jest stworzony przez nią. Oczywistym więc było, że ona będzie miała łatwy dostęp do danych, a inni już niekoniecznie. Niestety, o swoje interesy trzeba dbać podwójnie. Innych już niezbyt interesowały.
Słysząc jego propozycję, na jej twarzy pojawiła się widoczny znak że jej się ten pomysł podoba. Cóż, nie tyle na jej twarzy co w oczach. Rozszerzyły się i zaczęły błyszczeć na samą myśl o tym. To była szczera prawda. Gdyby płacono jej w cukierkach. Odstawienie przez Red kubka jednak wybudziło ją z tego zafascynowania.
- Oczywiście, że nie. Nie potrzebuje pomocy kogoś innego. - powiedziała bardzo dumnie - W końcu to ja tu jestem geniuszem - dodała w formie żartu. Ci co ją znali wiedzieli, że ten tytuł był dla niej bezużyteczny i oddałaby go jeśli w zamian dostałaby lizaki. Cóż, musiało by być ich sporo, ale cena do uzgodnienia. U niej tak zawsze. Za odpowiednią cenę sprzeda ci większość informacji. Chyba, że dotyczą tematu na który nie chce rozmawiać, albo nie możne. Częściej to drugie. W końcu dało się z nią rozmawiać od samochodów, przez pluszaki do rodzajów wina. Większość tematów nie była problemem.
- A co u ciebie? Jak tam praca? Wygląda jakbyś ostatnio zbyt dużo nie spał... - spytała i widać było że na poważnie się martwi. Miała ku temu powody. W końcu Red był dla niej jak starszym bratem. Rodzeństwem, którego nie miała. Nic dziwnego, że nie chciała od niego słyszeć złych wieści...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red King
Informator

avatar

Liczba postów : 35
Dołączył : 29/12/2013

Godność : Jego prawdziwym mianem jest Tohru Harakawa, jednak już prędzej natkniesz się na jego pseudonim - Red King
Wiek : 31 paskudnych zim
Zawód : Informator/Właściciel baru
Orientacja : Coby życie miało smaczek...
Partner : Lol nope
Wzrost i waga : 189cm/76kg
Znaki szczególne : Czerwone, sterczące włosy. Starczy.
Aktualny ubiór : O to. A co się będę wysilać
Ekwipunek : Portfel, klucze, telefon, kilka paczuszek hery..
Obrażenia : Nope
Multikonta : Nope

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Sro Sty 01, 2014 2:40 pm

Cóż, Red miał zamiar rzucić kilka uwag na temat tych cukierków, ale to może potem. W końcu nie tylko ona się tu o niego martwiła, on o nią też. A przecież jakby jadła tylko słodkości a jeszcze na dodatek w ogóle się nie ruszała, to zaraz się cukrzycy nabawi. I wtedy co? Wtedy to nie dość że zakażą jej jeść słodkości to jeszcze będzie się musiała co chwila kłuć igłą. No i będzie krew. Br...
Co do tego... "pomagania" jej... i tak zamierzał to zrobić. Na swój sposób oczywiście. Nie, nie zamierzał tego wszystkiego budować za nią. Po prostu kiedy już skończy, osobiście sprawdzi jej zabezpieczenia, używając wszystkich swoich sposobów na łamanie kodów. Był w tym absolutnym mistrzem a skoro Różyczka była mu tak droga, postanowił wykorzystać swój talent by upewnić się że jej robota zostanie nienaruszona. No... ewentualnie zostawi maleńką furteczkę dla siebie... tak na wszelki wypadek...
Uśmiechnął się tylko kiedy odpowiedziała mu że nie potrzebuje pomocy. Oczywiście. Sam tytuł niewiele dla niej znaczył ale umiejętności które się za nim kryły - już owszem. No i dobrze.
- U mnie, pytasz? Nic szczególnego. Zgadłaś z tym spaniem. Przylazł klient no i oczywiście on chce coś "na wczoraj". A że płaci z góry, no to co mam robić? Troche to zajęło. Teraz zamierzam sobie zrobić chwilę przerwy.
Wsunął znów rękę do kieszeni, jednak drugiej, nie tej w której trzymał papierosy. Pogrzebał w niej trochę, zmarszczył brwi po czym wyciągnął z niej coś. A raczej próbował - kiedy wyjął rękę, wynurzyły się z niej także dwie małe łapki, mocno ściskające cukierka, którego to Red chciał wydobyć.
- Oż ty cholero. Do wszystkich się dobrałeś? - rzucił do swojej kieszeni, wyrywając w końcu cukierka z łap szczura.
Red chciał poczęstować jednym Rose a drugiego zjeść samemu, niestety Edmund dobrał się do praktycznie wszystkich cuksów jakie Harakawa miał w kieszeni. Ten, którego wyrwał gryzoniowi uchował się w nienaruszonym stanie. Tylko papierek był nadgryziony. Najwyraźniej zwierzak właśnie się za niego zabierał.
- Jeśli chcesz.. to się poczęstuj. - rzucił, kładąc łakoć na stole.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rose
Haker

avatar

Liczba postów : 81
Dołączył : 28/12/2013

Godność : Rose / Aleksandra Natasha Blacksmith
Wiek : 18~
Zawód : twórczyni programów
Orientacja : bardzo dobra ^-^
Partner : nie!
Wzrost i waga : 170 cm/ 53 kg
Znaki szczególne : wyróżnia się wszystkim .___. włosy, oczy zachowanie ...
Aktualny ubiór : jeśli chcesz go zobaczyć kliknij tutaj ----> *klik*
Ekwipunek : telefon, portfel, klucze do domu, lizak.
Obrażenia : brak~
Multikonta : jest jedno : Aster

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Sro Sty 01, 2014 3:48 pm

Mogła się cieszyć, że nie zamierzała nic mówić na temat tych słodyczy. W końcu nie zamierzała zrezygnować. One ją w głównej mierze podtrzymywały przy życiu. Co prawda jadła też inne rzeczy, ale jeśli miała pracować to słodycze musiały być. Jakoś się nie przejmowała tym, że może mieć cukrzycę. Miała teraz osiemnaście lat, całe życie przed nią. Jeden czy dwa nałogi nic jej nie zrobią. Zresztą jakby nie patrzeć mierzyła sobie poziom cukru we krwi i zawsze było dobrze. Co z tego, że w ten sposób nadwyrężała trochę swój organizm. Dobrze o tym wiedziała, ale i tak nie zamierzała nic z tym zrobić.
- ...Czyli jednak miałam rację... - odpowiedziała mu i westchnęła. Pewnie z tego powodu ona jest sama sobie szefem i nie zgadzam się na wszystkie propozycje i oferty jakie jej przynoszą. - Powinieneś uważać z tym snem, potem będą z tym same problemy... - dodała trochę ciszej przenosząc swój wzrok na kubek. Nie było jej jakoś do śmiechu z tego powodu. Był od niej starszy i powinien odpowiednio wypoczywać. Po jego słowach szybko podniosła głowę. To było całkiem zabawne jak się szarpał z kieszenią. Mogła się założyć, że mimo iż nie było widać, to trzymał tam swoje zwierzątko. Z tego co pamiętała to był to szczurek i miał jakoś na E... tylko nie mogła sobie przypomnieć jak. W każdym razie ta scenka była o tyle zabawna, że zaczęła się z niej śmiać. Gdy wyrwał coś szczurkowi i rzucił to a stół w pierwszej chwili się zawahała. Był to cukierek.
- Nie dzięki, mam przy sobie swoje lizaki... Oddaj go szczurkowi... - pozwoliła sobie odpowiedzieć przy okazji powstrzymując śmiech. Ta sytuacja była w końcu zabawna. Nie można było tutaj ani palić, ani wnosić zwierząt, ale oczywiście Red nic sobie z tego nie robił i łamał wszystkie zakazy... Typowy on? Chyba tak, jednak Rose miała pewność, że nie musi się o niego aż tak martwić.
- Widzę, że dobrze karmisz swoje zwierzątko - zaśmiała się wskazując na nadgryziony papierek cukierka. Nie była to odpowiednia dla szczurów dieta, ale przecież te potrafiły zjeść wszystko więc niech go karmi jak chce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red King
Informator

avatar

Liczba postów : 35
Dołączył : 29/12/2013

Godność : Jego prawdziwym mianem jest Tohru Harakawa, jednak już prędzej natkniesz się na jego pseudonim - Red King
Wiek : 31 paskudnych zim
Zawód : Informator/Właściciel baru
Orientacja : Coby życie miało smaczek...
Partner : Lol nope
Wzrost i waga : 189cm/76kg
Znaki szczególne : Czerwone, sterczące włosy. Starczy.
Aktualny ubiór : O to. A co się będę wysilać
Ekwipunek : Portfel, klucze, telefon, kilka paczuszek hery..
Obrażenia : Nope
Multikonta : Nope

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Sro Sty 01, 2014 4:15 pm

I tak miał zamiar za jakiś czas ją o tym upomnieć. Nie mogło być tak by jedynie ona martwiła się o niego. On też musiał jej czasem ponarzekać. W końcu od tego są starsi bracia, nie? Żeby martwić się o tych młodszych. A tak swoją drogą...
- Przesadzasz, moja droga. Doskonale znasz moją umiejętność do zasypiania zawsze i wszędzie. Nawet zanim tu przyszłaś, drzemałem. Inaczej pewnie nie dałbym sobie wyrwać fajki z ust.
Red nie był jeszcze tak stary, jak najwyraźniej uważała Rose. Hej, niedawno ledwo przekroczył trzydziestkę! Był w sile wieku no. A ta mu tu o wypoczywaniu truje. Jeszcze trochę i będzie się czuł jak siedemdziesiąt letni staruszek.
Cóż, Red też nie zgadzał się na wszystkie zlecenia. To nie tak, że brał co popadło bo ciężko mu było o pracę czy coś. Zwykle dostarczał informacje tylko sprawdzonym osobom. Tym razem trafił mu się jednak zwyczajnie zbyt kuszący kąsek. Koleś wymagał jakichś średnio istotnych w mniemaniu Reda informacji, chociaż chciał je mieć na zaraz. A że płacił nie dość że grubą forsę to jeszcze z góry... Dzień czy dwa bez snu. Co to dla niego.
Harakawa popatrzył na swojego futerkowego towarzysza kiedy ten, obrażony, wystawił łeb z kieszeni. Oczywiście że nie miał zamiaru mu go oddawać. Jeszcze czego!
- Zeżarł już z pięć takich. Zapomniałem że zwykle włazi właśnie do tej kieszeni i je tam wpakowałem. Tego już nie dostanie.
Oczywiście że Red nie robił sobie nic z panujących powszechnie zasad. No proszę, gdyby miał jakieś zahamowania przed łamaniem ich, nie parałby się hakerstwem. Okej, wiedział kiedy nie przedobrzyć, ale trochę luzu musiało być. Wnoszenie zwierząt? A komu to przeszkadza skoro nawet o nim nie wiedzą?
- Zwykle dostaje normalne żarcie. Teraz mu się kąsek trafił. - powiedział, wydobywając szczura z kieszeni. - No, Edmund. Bądź dżentelmenem i przywitaj się. - dodał, stawiając szczura na stole.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rose
Haker

avatar

Liczba postów : 81
Dołączył : 28/12/2013

Godność : Rose / Aleksandra Natasha Blacksmith
Wiek : 18~
Zawód : twórczyni programów
Orientacja : bardzo dobra ^-^
Partner : nie!
Wzrost i waga : 170 cm/ 53 kg
Znaki szczególne : wyróżnia się wszystkim .___. włosy, oczy zachowanie ...
Aktualny ubiór : jeśli chcesz go zobaczyć kliknij tutaj ----> *klik*
Ekwipunek : telefon, portfel, klucze do domu, lizak.
Obrażenia : brak~
Multikonta : jest jedno : Aster

PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   Sro Sty 01, 2014 4:49 pm

Nie miała innego wyjścia, musiała mu przyznać racje. W końcu gdy tu weszła miała wrażenie, że śpi. I tak by podeszła, tylko potem byłby problem, bo go obudziła. Sama nie lubiła jak ktoś ją budził więc nie zdziwiła by się gdyby i on był za to wtedy wkurzony.
- Masz racje, raczej byś sobie nie pozwolił zabrać fajki... - powiedziała i popiła czekolady. Ach, ta słodycz... W sumie wiedziała, że nie jest aż tak stary, ale porównując wiek Red, a jej ojca to różnica wynosiła jakieś dziesięć lat. Wiedziała, że jest to nie na miejscu i usuwała to porównanie, ale mimo wszystko. Westchneła lekko i szybko napiła się znowu. Jej radość powróciła.
Słysząc jak mówi o tych pięciu zjedzonych cukierkach zrobiła duże oczy. Przecież to źle! Może mieć potem problemy z żołądkiem... A po chwili przypomniała sobie, że mówią o szczurze. Jeśli nie je tak na co dzień to powinno być dobrze.
- Powinieneś się już chyba przyzwyczaić... - powiedziała lekko zdezorientowana. Ona po pierwszym razie już by pamiętała, żeby nie robić takiej gafy. Niestety, los zakazał jej mieć zwierzęta gdyż nie ma na nie czasu. W końcu czasu ma tylko dla pracy, dla odpoczynku i dla siebie. Czyli dzielimy dobę na trzy i tyle.
Słysząc, że zamierza go wydobyć od razu zaczęła oczekiwać pojawienia się na stole szczurka. Cóż, obsługa i tak nie podejdzie. Red ich odstrasza. Nawet uśmiech Rose by ich do tego nie przekonał pewnie. Chociaż, szczurek na stole może dać rade. W końcu ludzie tu jedzą mimo wszystko. W tej chwili jednak ważniejszy był szczurek.
- Cześć Słońce... - powiedziała wyciągając do niego rękę. Miała to szczęście, że pewnie od razu jej nie ugryzie tylko po jakiejś chwili. Zresztą nareszcie usłyszała imię tego zwierzą. Edmund... Nie mogła powiedzieć, że nie robiło ze szczura dżentelmena.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bar "Zielony imbryk"   

Powrót do góry Go down
 
Bar "Zielony imbryk"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
centrum miasta
 :: Dzielnica rozrywkowa
-
Skocz do: