IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sad bad true

Go down 
AutorWiadomość
Corinne
Córka byłego prezydenta

avatar

Liczba postów : 10
Dołączył : 18/09/2013

Godność : Corinne Delorie Ethel Mitchell
Wiek : Dziewiętnaście lat
Orientacja : Biseksualna
Wzrost i waga : 162 cm || 45 kg
Znaki szczególne : Piegi; Zielone, przebiegłe oczy; Tatuaże
Aktualny ubiór : Bielizna; Luźna, biała koszulka na ramiączka wpuszczona niedbale w ciemne, podarte rurki; Czarne buty na grubej podeszwie; Szara, gruba bluza z kapturem

PisanieTemat: Sad bad true   Sob Paź 05, 2013 1:53 pm

Ludzie obsesyjnie boją się ośmieszenia i odrzucenia. Zawsze tak było, chodź większość mogłaby się przed taką refleksją chować, udawać, że słowa jakie padły nie mają sensu, że to czyste kłamstwo rzucone z ust osamotnionej kobiety. Kiedy przyjdzie im się zmierzyć z tym twarzą w twarz słabną, pozwalając zrobić z siebie popychadło. Jakby ogrom jednego zdania przygniótł ich do ziemi w jednym momencie pozbawiając wszelkich sił. Sprawiają wrażenie smętnych, zniszczonych zabawek pozostawionych przez kogoś na kim zawsze bardzo im zależało. Wszelkie starania, dążenie do nawiązania relacji z drugą osobą, pozbawianie siebie wszelkich przyjemności na rzecz ukochanej znajomej. Te wszystkie rzeczy nagle zupełnie tracą sens w tej nieszczęsnej chwili, kiedy ktoś kto święcie przekonany, że będzie miał u swego boku przyjaciela na wieki ni stąd ni zowąd dowiaduje się że zwyczajnie został wystawiony, porzucony niczym najgorszy śmieć. Zdanie, które kiedyś posłyszał nabiera sensu i od tego momentu kimkolwiek ów człowiek by nie był, wzbrania się przed jakimikolwiek głębszymi znajomościami, byleby tylko unikać tak bardzo bolesnego upokorzenia, odrzucenia oraz cholernego wyśmiania.  
I Corinne nie udało się tego uniknąć. Chodź zawsze powtarzała sobie, że jej taka sytuacja nigdy, po prostu nigdy w życiu się nie przydarzy. Przez swoją durną łatwowierność i przywiązanie do pewnej dziewczyny, która sprytnie zdołała owinąć ją sobie w okół małego palca, zdołała zrozumieć, że o swoich uczuciach mówić nigdy nie powinna. Jedna strona kocha bardziej, otwiera się, a później orientuje się, że została jedynie wykorzystana. Natomiast wszelkie jej kroki, starania aby przyciągnąć do siebie pannę były zupełnie niepotrzebne, bo przecież ona i tak zrobiła to, co chciała. Nie wszyscy tacy są, to fakt. Ale wytłumacz to komuś, kto zaznał tyle bólu z powodu jednej, wrednej panny. Chodź może nie zamknie się w sobie, nie będzie robiła z siebie sieroty, wiecznej męczennicy na swoje nieszczęście mimo wszystko przed każdą następną nową relacją w jej głowie będzie zapalała się czerwona lampa, a strach przed tego typu sytuacjami zwyczajnie sam będzie powracał. I tak w koło, dopóki sama się nie przełamie.

  • Zaczynając jednak zupełnie od początku.

Znajomość obu dziewcząt zaczęła się gdzieś mniej więcej rok temu. Ojciec młodej panienki Mitchell już dawno przestał sprawować rządy w mieście, skupiając się całkowicie na prowadzonych przez siebie szpitalach. Starsze rodzeństwo Corinne nie zwracając na nią zbytnio uwagi zaczęło balować ze swoim towarzystwem, natomiast sama czarnowłosa po prostu skupiła się na znalezieniu miejsca dla siebie. Nie zajęło jej to zbyt wiele czas, szybko wkręciła się w jedną z gorszych grupek młodzieży z jej dzielnicy. Ciągłe imprezy, alkohol, ćpanie. Ethel zaczęła zatracać się w nałogach, nie widząc innego sensu. Dopiero pojawienie się w ich paczce Lilibeth sprawiło, że młódka chodź na chwile wyrwała się ze swojego małego świata, całkowicie poddając się wpływom starszej znajomej. Co prawda córka byłego prezydenta była początkowo sceptycznie nastawiona do 'nowej', która upierdliwie spędzała czas tylko z nią, by później zupełnie jej ulec. Lili poznała wszystkie jej słabe punkty, zdołała owinąć ją sobie w okół małego palca, wykorzystać, zrobić z niej pannę na posyłki. Cori zapatrzona w ich przyjaźń zupełnie nie zdawała sobie sprawy z tego jak sprytnie Lilibeth nią manipuluje, dopiero z czasem, kiedy dotarło do niej, że zależy jej na tej rudej wredocie znacznie bardziej niż na zwykłej przyjaciółce. Dostrzegła to, czego nie widziała wcześniej. Mimo, że wówczas dawała się już wykorzystywać świadomie, nadal nie chciała tego przerwać, jakby wiedziała, że kiedy tylko przyzna się do uczuć jakimi darzy znajomą, ta zniknie, nie będzie chciała jej znać. Obrazi się, wyklnie. Z drugiej jednak strony Corinne w ogóle nie dopuszczała do siebie wiadomości, że mimo tych wszystkich swoich lęków, Lilbeth zniknie na zawsze. Może jedynie się powyzywają, może jedna odejdzie, niemniej jednak z czasem wróci. Odważyła się, przyszedł ten moment. Jedyna chwila, którą Korek szczerze żałuje i gdyby mogła, wróciłaby do niej kończąc ich znajomość zupełnie inaczej.
- Słuchaj Lili. - mruknęła cicho, siedząc na jednej z kanap taniego, podrzędnego klubu. Uniosła zielone tęczówki na postać znajomej, która jak gdyby nigdy nic bawiła się materiałem jej koszulki. Po co? Kij go tam wie, Lilibeth zawsze był dziwna.
- Co chcesz? - rzuciła nieco oschle, przerywając mało sensowną zabawę. Zaraz uśmiechnęła się łagodnie, zgarniając pasma czarnych włosów Delorie za ucho. Na co ta zadrżała delikatnie, mimowolnie mrużąc duże oczy.
- Co ty tak właściwie do mnie czujesz? - chwila ciszy. Zdenerwowana mina Lili jasno dawała Ethel do zrozumienia, że przekroczyła pewną granicę, której po prawdzie przekroczyć nigdy nie powinna. Spięła się udając, że wcale nie czeka na odpowiedź. Nadgryzła delikatnie dolną, pełną wargę, zerkając w kąt sali. Oblała się czerwienią, mamrocząc jeszcze w stronę starszej drobne kocham Cie, by dosłownie chwilę później spotkać się z najgorszym odrzuceniem, jakie prawdopodobnie kiedykolwiek mogło się jej przydarzyć.
Połknęła głośno chwilę, mimowolnie kierując wzrok na Lil, która wstała z kanapy, stając na przeciwko niej. Oparła dłonie po obu stronach jej głowy, delikatnie się nachylając, by jej twarz była mniej więcej na równi z Cori. Uśmiechnęła się złośliwie, obdarowując kącik ust młódki drobnym pocałunkiem, by następnie wyśmiać ją za jej łatwowierność, ufność i podatność na uczucia. Nie szczędziła jej. Wypomniała nieszczęsnej Del wiele. Wspomniała jak idealnie było się nią zabawiać, potraktowała ją jak zwykłego śmiecia, by później ulotnić się z klubu, pozostawiając totalnie oszołomioną Mitchell na sofie. To było dla dziewczyny najbardziej żenujące, a zarazem pouczające zakończenie znajomości jakie kiedykolwiek w życiu przeżyła. Od tamtego czasu starannie dobiera sobie znajomych, nie daje sobą pomiatać. Jej charakter bardzo się wyostrzył.
Radzę nie nadepnąć jej na odcisk. Oj nie. Wkurzy się, zemści, zniszczy. Zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo boli swego rodzaju ośmieszenie, sama to przecież przeżyła. teraz natomiast ze złości i chęci zemsty wyżywa się na innych.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Sad bad true
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
na wstęp
 :: Historie postaci
-
Skocz do: