IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ten który maskę nosi

Go down 
AutorWiadomość
Joker
Kundel

avatar

Liczba postów : 4
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Darien Devilcrow
Wiek : 25
Zawód : Cukiernik
Orientacja : Bi
Partner : Nie ma, ale kto by tam z nim wytrzymał?
Wzrost i waga : 179/60 kg
Znaki szczególne : Durny uśmiech na gębie
Aktualny ubiór : Biała maska na twarzy, biała koszula, czarne materiałowe spodnie, eleganckie buty, zegarek na rękę
Ekwipunek : Kluczyki od samochodu BMW, scyzoryk, karty (raz to zwykłe karty raz karty tarota), dwa pistolety typu colt 1911
Multikonta : Niet

PisanieTemat: Ten który maskę nosi   Wto Paź 15, 2013 8:22 pm

- Co to znaczy zimny wychów, Albert?  -  młoda dziewczyna o długich ciemnobrązowych włosach spiętych w kucyk, o szarych oczach wpatrzonych w rozmówcę. Miała na sobie czarny płaszcz, pod którego wystawały ciemne spodnie rurki, a na nogach miała szare adidasy.  Młódka siedziała przy barze na wysokim krześle barowym.
-  Zimny wychów pytasz? -  mężczyzna miał koło czterdziestu, może pięćdziesięciu lat. Siwe włosy kontrastowały z lekko ciemnawą karnacją. Zielone oczy patrzyły to na rozmówczynię, to na wycierane co chwilę kufle do piwa. Ubrany był w biała koszulę oraz czarną kamizelkę, która stanowiła komplet z ciemnymi spodniami oraz butami. -  Czemu chcesz wiedzieć takie rzeczy? Dzisiejsza młodzież jest naprawdę strasznie ciekawska. - jegomość zaśmiał się. -  Napijesz się czegoś?
- Tak, poproszę, to co zawsze. -  uśmiechnęła się do starszego - Pytam, bo podsłuchałam rozmowę dwóch ludzi, z którymi pracuje Joker. Jeden powiedział do drugiego, że  ojciec Jo wychowywał go na tak zwany chłodny wychów.
- Twój ulubiony sok pomarańczowy, Dimness -  postawił przed młódką kubek z pomarańczowym napojem-Nie ładnie tak podsłuchiwać. -  pogroził jej palcem.
- To, jak powiesz mi? -  Dimness złapała za słomkę, przez którą zaczęła pić sok, jak tylko znalazła się w szklance.-Wiesz, Jo się mną opiekuje, chciałabym wiedzieć o nim wszystko. -  zamyśliła się -  Poza tym, czasami jak chodzimy po ulicach, mam wrażenie,  jak mijamy jakieś rodziny z dziećmi, że robi się jakiś taki smutny.
- Smutny powiadasz? -  Albert jakby zmalał na moment. Odłożył ostatni kufel, a ścierkę przewiesił przez ramię-Wiesz, zimny wychód to znaczy, że dziecko nigdy nie zaznało rodzicielskiej miłości. -  pochylił się do niej, aby szepnąć jej na ucho  - Jeśli, któryś z nich tak powiedział, to naprawdę dobrze muszą znać Jokera, lepiej niż ja. Ja tylko wiem, tyle, że jego ojciec nie traktował go jak ojciec syna. Bardziej ważniejsza była jego siostra. Wiesz, Joker to biseksualista, rodziciel tego nie umiał zaakceptować.
- Jak można nie akceptować swojego dziecka?- zdziwiła się, popijając sok - Przecież on nie jest taki straszny. Co z tego, że lubi też chłopców. To w sumie nawet zabawne. – zaśmiała się – Od czasu do czasu próbowałam wynaleźć mu jakiegoś przytulasa, ale domyślił się. – wystawiła język. – Dał mi po głowie za to.
- Jak się bawisz w swatkę to się nie dziw. – mężczyzna skierował wzrok na wchodzącego do baru Jokera.
- Dimness! Wydzwaniam do ciebie od kilkunastu minut, a ty co?  Ja się zamartwiam, a ty plotkujesz sobie z Albertem, no wiesz co? – białowłosy rozłożył ręce, jak Dim zerknęła na telefon, po czym zrobiła ciche „ups”  oraz zaczęła się śmiać.
Joker pokiwał głową, jak dziewczyna podbiegłą do niego. Ruszyła za nim, po czym oboje wyszli. Albert pokiwał głową. Wsparł dłonie o blat, po czym zamknął oczy.
- Gdyby ona była trochę starsza…pasują do siebie. Jedno wkurza drugie, ale dla siebie zrobią wszystko.  Ach, jak ja bym teraz chciał mieć tyle lat co oni…




- Był sobie kiedyś facet, który myślał sobie, że góry przenosić może. -  Joker tańczył sobie dookoła, związanego i zakneblowanego mężczyzny.  Zniewolony miał jakieś metr osiemdziesiąt, może trochę więcej. Brązowe włosy, ubrudzone były krwią, od obciętego lewego ucha. W zielonych oczach widniał lekki strach na widok poczynań dziwoląga.  – Jednak świat mu się zawalił, kiedy nos wtykać zaczął, w nieswoje sprawy. -  Darien nadal tańczył, tylko tym razem robił to z wielka gracją  i wdziękiem. W jednym ręku trzymał ucho uwięzionego, a w drugiej niewielki, zakrwawiony sztylet. - Trzeba było słuchać mamy, słuchać taty, że ciekawość to zła drogą jest.
- Wypuść mnie! -  krzyknął nagle rzeczy w rymowance jegomość - Powiedziałem wszystko co wiem! Poza tym, wezwij lekarza! Wykrwawiam się!
Na ostatnie słowa Joker zatrzymał się w dość dziwnej pozie. Stał niby to okrakiem, niby nie, z podniesionymi rękami. Popatrzył na swoja ofiarę i polizał usta.  Jak panienka, podskoczył do niego. Pomachał mu przed nosem jego uchem. Stanął przodem przed brązowowłosym. Przystawił odcięte ucho do rannego miejsca, po czym je puścił.
-  Ups. -  wsadził palec do buzi, po czym dodał słodkim głosem - Nie chce się przykleić, jaka szkoda.- udał, że jest mu z tego powodu bardzo przykro. Po chwili jednak wybuchł śmiechem. - Przerwałeś mi recytacje wiersza. - tupnął nerwowo nogą po czym nachylił się do jegomościa - A na krwawienie to coś zaraz zaradzimy… - ujął rozmówce za podbródek, lekko unosząc jego głowę. Popatrzył mu prosto w oczy, po czym przysunął się do rannego miejsca i zaczął zlizywać krew.
Na to, co zaczął robić Darien, uwieziony aż drgnął ze strachu.
- Oszalałeś?! Nienormalny jesteś! Puszczaj!  -  mężczyzna zaczął się wyrywać, na co Joker odsunął się.
Stanął tak, jak zawstydzona dziewczynka. Usta miał całe we krwi.
-  Ale no ja tylko chciałem spróbować, czy ma pan słodka krew czy gorzką, bo wie pan…  -  przygryzł dolną wargę - …ja to preferuję słodką krew, jak komary… - zaczął bawić się skrawkiem ubrania gniotąc je lekko w rękach - …to nie było specjalnie…ja po prostu jestem koneserem krwi…
- Koneserem srenem! Jesteś popaprańcem i tyle! -  krzyknął uwięziony, ale widząc, że dziwoląg kiwa głową na prawo i lewo spoważniał. W brew pozorom bał się tego dziwnego osobnika, ale nie chciał mu tego pokazać.
- Oj, nie ładnie się tak wyrażać, no no! -  Darien pogroził brązowowłosemu palcem-Trzeba pana ukarać, za takie zachowanie… - pomachał  sztyletem, ale po chwili go odłożył. Podskoczył do niewielkich rozmiarów szafki, stojącej w kącie pomieszczenia -  Co by tu…gruszka…nie oklepane, zgniatacz kciuków…nie…bocian też nie pasuje, za wielki na to chyba pan jest… - Joker raz za razem, wyjmował jakieś dziwne przedmioty z szafki i odkładał je na bok. Na sam ich widok  przechodziły ciarki-hiszpańskie buty… - odwrócił się w stronę uwięzionego - może potem posłucham dźwięku łamania kości i twego śpiewu o panie… - odłożył je na bok-widełki heretyków, też za oklepane…no do diaska! Muszę tu mieć coś lepszego, coś nowszego…nożyczki, za małe, scyzoryk to już w ogóle wielkie gówno, a raczej małe gówno… - zaczął wyrzucać coraz to dziwniejsze rzeczy z tej szafki. Jak znalazł sekator, to uśmiechnął się - No mam to, czego szukałem. -  odwrócił się z miną szaleńca do mężczyzny - Nie ma to jak podcinanie chwastów…
Mężczyzna tylko przełknął ślinę, kiedy Joker skierował swoje kroki w jego stronę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Ten który maskę nosi
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
na wstęp
 :: Historie postaci
-
Skocz do: