IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mieszkanie Burtona.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Noel R. Aune
The Doctor

avatar

Liczba postów : 189
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Noel Raum Aune.
Wiek : 33 lata.
Zawód : Psychiatra.
Orientacja : Homoseksualny.
Partner : Gburowaty gbur.
Wzrost i waga : 186 cm / 81 kg.
Aktualny ubiór : Wytarte niebieskie jeansy, szara zwykła bluzka z długim rękawem i tego samego koloru sportowa marynarka. Do tego założył sportowe, wygodne obuwie.
Ekwipunek : Komórka, zegarek na nadgarstku, portfel z dokumentami.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Burtona.   Pią Mar 07, 2014 6:48 pm

A Noel spał. Spał i było mu dobrze. Ciepło, komfortowo i wygodnie niczym gąsienicy w kokonie. I spałby dalej, gdyby nagle jakiś mały szkodnik nie postanowił przeprowadzić nań zmasowanego ataku. Co to poligon czy mieszkanie?! Nieszczęśliwy uparcie usiłował łapać resztki odebranego siłą snu, zamykał powieki, naciągał kołdrę na głowę i udawał, że wcale się nie obudził. W ten sposób próbował oszukać Piaskowego dziadka tudzież Morfeusza, którzy aż nazbyt dobrze znali się na tych małych sennych kłamstewkach. Skapitulował. Wyciągnął potargany łeb spod pościeli spoglądając zamglonym jeszcze spojrzeniem na wyjątkowo zadowolonego z siebie chłopca.
- Nie jesteś przypadkiem synem listonosza? Oprócz wyglądu w ogóle nie przypominasz swoje gburowatego ojca. Chociaż on dałby mi spać, ty mały nicponiu. – Udał, że ledwo trzyma pion i w jednej chwili rzucił się na chłopczyka łapiąc go między swoje ramiona. Dłuższą chwilę kotłowali się na materacu póki psychiatra kompletnie nie dorwał swojej ofiary i rozpoczął poszukiwanie łaskotek. Na początek obrał standardowe miejsca – brzuch, boki, pięty, pod brodą, szyja… Kiedy udało mu się uzyskać śmiech dziecka z zadowoleniem męczył go dalej, bo przecież to taka świetna zabawa! Rzadko kiedy miał styczność z małymi ludźmi, ale mimo to zawsze umiał znaleźć z nimi wspólny język i chyba nie przeszkadzały mu tak bardzo jak jego znajomym. Dlatego w najlepsze turlał się i bił z Benem, który był chyba równie zadowolony z zainteresowania Noela, co sam właściciel. Łaskotki ustały, chłopczyk został odsunięty na bezpieczną odległość i oboje ciężko oddychali czerpiąc niezbędną energię do dalszej zabawy.
- Macie zaplanowany dzień z tatą? – Udało mu się złapać oddech, dlatego zapytał o to co go chyba najbardziej nurtowało, bo nie wiedział czy ma się już zwijać. W sumie to sam chłopak nie powodował u niego uczucia niezręczności, ale on plus Burton to już inna bajka. Było za wcześnie na wspólne spędzanie czasu. Czasu, który Burton miał surowo wykalkulowany na oglądanie swojego syna i Noel w żadnym wypadku nie zamierzał tego czasu im zabierać.
- Idę pod prysznic. – Puścił mu oczko, poczochrał włosy i wstał. Po drodze zgarnął swoje ubrania z krzesła znikając za drzwiami prowadzącymi do łazienki. Wziął szybki prysznic, choć miał ochotę spędzić pod ciepłymi strumieniami o wiele więcej czasu, ale Ben, pusty pokój i brak osoby dorosłej – to się nie mogło dobrze skończyć. Dlatego w ekspresowym tempie doprowadził się do porządku, wciągnął wczorajsze ubrania i wrócił do salonu.

_________________

    "Nie była to jedyna myśl kołacząca się w jego głowie.
    Tłukło się ich bowiem bez liku. Niektóre przebiegały
    żwawo i płynnie niczym obłoki na niebie, inne kotłowały się
    jak żebracy u wrót kościoła."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burton
Detektyw

avatar

Liczba postów : 109
Dołączył : 17/09/2013

Godność : John Alexander Burton.
Wiek : 32 lata.
Zawód : Detektyw.
Orientacja : Biseksualny.
Partner : Psychiatra z piekła rodem.
Wzrost i waga : 189 cm/ 84 kg.
Znaki szczególne : Jasne blond włosy przystrzyżone na jeden centymetr po bokach i pofarbowane na brązowo; intensywne brązowe oczy.
Aktualny ubiór : Czarna dobrze dopasowana koszula, której rękawy są zawinięte do połowy; sportowa kamizelka, nie zapięta; jasne spodnie dżinsowe, których nogawki są wsadzone w buty; półbuty męskie za kostkę [model: blue molto] z wykończeniem 'old', nie do końca zasznurowane.
Ekwipunek : Odznaka; służbowy pistolet; klucze; komórka; paczka fajek; zapalniczka.
Obrażenia : Na razie brak.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Burtona.   Pią Mar 07, 2014 9:17 pm

Bena to wcale, a wcale nie zniechęciło – wręcz przeciwnie, złapał zażarcie za róg kołdry ciągnąc go z trudem odkrywając upragnioną łepetynę psychiatry. Widząc nagle, jak wyjrzał zza kołdry mógł być pewnym, że nie uchroni się przed jego żywiołowością.
- Nie, głuptasie! Synem policjanta! – rzucił, jakby nie zrozumiał tej aluzji, czy bóg wie co to było. Chłopak zaraz poczuł palce mężczyzny na sobie, które bardzo szybko odnajdywały na jego ciele masę łaskotek. Po salonie rozbrzmiał się dziecięcy śmiech, a on niczym dżdżownica rzucał się na materacu, chcąc odsunąć od siebie ręce psychiatry. W końcu dał mu spokój, dzięki czemu Ben mógł dojść do siebie i ogarnąć własną fryzurę. Uśmiechnął się pogodnie, patrząc za Noelem widząc, jak ten poszedł do łazienki.
W między czasie John stał na korytarzu rozmawiając z Elise na temat wcześniejszej wizyty Bena, nie zrozumcie go źle, cieszył się, że miał więcej czasu dla chłopca, jednak gdyby ich zastał w innej scenerii, albo w ogóle detektywa nie było, gdyżby nocował u Aune? Z nią zawsze było tak samo, zostawiała chłopaka tyko wtedy, kiedy jej samej coś wypadło, oczekując, że Burton za każdym razem postąpi właściwie – i postępował właściwie, zawsze brał syna z trudem się z nim później rozstając. Chciał go mieć na stałe przy sobie, jednak tryb jego życia nie pozwalał mu na to.
Ben za to miał lepszą frajdę niż jego ojciec. Siedział chwilę znudzony na materacu, nie bardzo wiedząc co ma ze sobą zrobić, wiedząc, że tata rozmawia z mamą, a jedyna osoba wykazująca w tym momencie nim zainteresowanie poszła się kąpać. Co robić, jak żyć? Iść jak gnida za tamtą osobą. Niczym rzep. Wgramolił się do łazienki, zamykając ją cicho niczym zawodowiec. Spuścił bezszelestnie klapę sedesu, siadając na niej. Machał nogami, trzymając ręce między nimi i milcząc. Jakby oczekiwał, że Noel coś powie – niestety ten nawet nie miał świadomości tego, że siedmiolatek tutaj się znajduje. Prędzej o zawał go przyprawi.
- Mamy zaplanowany dzień z tatą, o to pytałeś za nim sobie poszedłeś – zaczął nieskrępowany, patrząc na zasłonkę prysznicową. - Powiedział, że idzie do fryzjera. W sumie też mi się przyda, tak powiedział. A potem powiedział, że idziemy w trójkę na obiad i lody. Lubię lody. A ty lubisz? – Niczym nakręcony pytał o wszystko.
- Noel, słuchasz mnie? Wiesz, o tym, że… jedna z australijskich ośmiornic wytwarza najbardziej niebezpieczną truciznę w tamtych okolicach? Wystarczy trochę, by w kilka minut zabić człowieka – powiedział dumny z własnej wiedzy. Po chwili jednak zszedł z sedesu i poczłapał do zasłonki, trzymając ręcznik w dłoni. Czekał aż Noel skończy brać prysznic.
- Spałeś dziś z moim tatą, nie? – zapytał całkowicie poważnie. Ben jak na siedmiolatka, był niesamowicie inteligentny i bystry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noel R. Aune
The Doctor

avatar

Liczba postów : 189
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Noel Raum Aune.
Wiek : 33 lata.
Zawód : Psychiatra.
Orientacja : Homoseksualny.
Partner : Gburowaty gbur.
Wzrost i waga : 186 cm / 81 kg.
Aktualny ubiór : Wytarte niebieskie jeansy, szara zwykła bluzka z długim rękawem i tego samego koloru sportowa marynarka. Do tego założył sportowe, wygodne obuwie.
Ekwipunek : Komórka, zegarek na nadgarstku, portfel z dokumentami.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Burtona.   Pią Mar 07, 2014 10:10 pm

A niczego nieświadomy psychiatra kąpał się i był święcie przekonany, że chłopczyk pobiegł z powrotem do ojca, za którym się stęsknił. Nigdy nie wpadłby na to, że ten postanowi mu się tak wtarabanić do łazienki. Gdyby o tym wiedział, to może… może zareagowałby mniej energicznie, a już z pewnością nie tak, jak miało to nastąpić za kilka chwil.
- Jezu! Ben! – Wrzasnął, bo naprawdę się przestraszył. Nie dlatego, że mały szkodnik był przerażający – bądźmy poważni siedmioletni chłopiec w jakikolwiek sposób nie mógł być przerażający – ale to dziecko miało tupet i jeszcze zakradło się do łazienki, jakby naprawdę miało na uwadze doprowadzenie Noela do zawału. Mężczyzna o mały włos się nie poślizgnął i dokonując cudów zręczności jakoś zachował równowagę. Dyszał ciężko, sapał niczym lokomotywa i bogu dziękował, że się nie wyjebał pod prysznicem. Z ręką na serce przyrzekał, ze miał przed oczami jak zarzyna tego nieznośnego dzieciaka, jak go dusi własnymi rękoma. Jednak był bardzo podobny do swojego ojca, ale bardziej perfidny, przebiegły i cholera jasna co za mały intrygant! Rósł z niego kolejny Burton, ale w o wiele gorszej wersji, bo to to takie niby niewinne, słodkie i kochane, a zaraz Ci jakąś szpilę miedzy żebra wciska z uśmiechem pulchnego aniołka.
- Nie wchodzi się komuś do łazienki bez pukania, a nawet gdybyś zapukał, to czeka się na pozwolenie. Proszę wyjdź i poczekaj na mnie w pokoju, zaraz wrócę. – Psychiatra był wyraźnie poirytowany, bo o ile Benjamin był słodkim dzieckiem, o tyle w żadnym wypadku nie tolerował czegoś takiego. Kij z dziecięcą otwartością, miał prawo do prywatności i cholera nie musiał się z tego tłumaczyć. Jeżeli dzieciak go posłuchał, to spędził w pomieszczeniu jeszcze z dziesięć minut, a jeżeli dalej uparcie siedział, to jakoś szybko się ubrał i wyszedł zostawiając go samego. Wdech, wydech. To tylko dziecko. Wdech, wydech. Cholernie irytujące dziecko. Wdech, wydech. Policz do dziesięciu. Nie zrobił tego złośliwie. A patrzyłeś na te jego przebiegłe oczka małego diabła? Toż to wcielenie najprawdziwszego zła! Wdech, wydech. To dziecko twojego faceta. Musisz być miły, nawet jak nie chcesz. Wdech, wydech. Uspokoiłeś się?
- Tak spałem u twojego taty i nie, nie wiedziałem. Co do obiadu, to przykro mi, ale nie mam dzisiaj czasu, by go z wami zjeść. Może innym razem. I tak lubię lody. – Tu pomyślał o czymś wyjątkowo perwersyjnym, bo też uśmiechnął się w ten sposób. Był dorosły i nieco inaczej patrzył na różne rzeczy. Szczególnie na takich małych terrorystów uwieszonych jego nogi. Spojrzał w dół na chłopczyka i uśmiechnął się do niego z rezygnacją. Ciężko było wygrać wojnę z tym małym demonem.

_________________

    "Nie była to jedyna myśl kołacząca się w jego głowie.
    Tłukło się ich bowiem bez liku. Niektóre przebiegały
    żwawo i płynnie niczym obłoki na niebie, inne kotłowały się
    jak żebracy u wrót kościoła."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burton
Detektyw

avatar

Liczba postów : 109
Dołączył : 17/09/2013

Godność : John Alexander Burton.
Wiek : 32 lata.
Zawód : Detektyw.
Orientacja : Biseksualny.
Partner : Psychiatra z piekła rodem.
Wzrost i waga : 189 cm/ 84 kg.
Znaki szczególne : Jasne blond włosy przystrzyżone na jeden centymetr po bokach i pofarbowane na brązowo; intensywne brązowe oczy.
Aktualny ubiór : Czarna dobrze dopasowana koszula, której rękawy są zawinięte do połowy; sportowa kamizelka, nie zapięta; jasne spodnie dżinsowe, których nogawki są wsadzone w buty; półbuty męskie za kostkę [model: blue molto] z wykończeniem 'old', nie do końca zasznurowane.
Ekwipunek : Odznaka; służbowy pistolet; klucze; komórka; paczka fajek; zapalniczka.
Obrażenia : Na razie brak.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Burtona.   Pią Mar 07, 2014 10:57 pm

Ben widząc, jak Noel zareagował pochmurniał zaraz opuszczając łazienkę. Siedział na materacu grzecznie, czekając aż któryś z dorosłych wróci. Okazało się, że Aune był pierwsze. Zaraz wbił w niego spojrzenie brązowych – rodem kota ze Shreka – oczu, cicho mamrocząc:
- Przepraszam – powiedział pod nosem, już więcej nawet nie dręcząc go swoją osobą. Do salonu wszedł nagle Burton, poprawiając włosy i spoglądając przelotem na tę dwójkę. Od razu dojrzał, że coś się stało – znał swojego syna, ta mina wskazywała, że coś nabroił. Jednak nie pytał. Noel był dorosłym facetem, który chyba potrafił sobie poradzić z żywiołowym siedmiolatkiem, prawda? A gdyby coś poważnego się stało, zapewne psychiatra nie przemilczałby tego, a powiedział o tym właściwej osobie. Dlatego też poszedł do kuchni, nastawiając mleko (w końcu lubił płatki z ciepłym mlekiem) w rondelku dla Bena, oraz wodę dla nich na kawę. Wrócił z powrotem, padając twarzą tuż koło syna, który niczym płaszczka położył się na jego plecach, cicho coś szepcząc mu do ucha.
- Tato, tato. Znalazłeś zabawkę w płatkach? – zapytał przyciskając policzek do jego ramienia i macając palcami miękkie włosy.
- Tak, ale nie wiem co to za potwór. Nie jestem na bieżąco. Idź po nią, jest na stole w kuchni – powiedział, a mały klon zszedł z niego, zaraz dreptają posłusznie do kuchni. John podniósł głowę, spoglądając na Aune. Chwilę tak leżąc w jednej pozycji, dopiero później zmuszając się do wstania. Podszedł bliżej partnera, obejmując mężczyznę w pasie i pocałował zaborczo. Wiedział, że miał tylko chwilę za nim Ben wróci i ich nakryje. Chciał chociaż przez chwile nacieszyć się ich obu obecnością. Odsunął wargi, ciągle go trzymając przy sobie.
- Ben, powiedział mi, że nie zjesz z nami obiadu. Specjalnie, czy masz pacjentów? – zapytał, wbijając w niego spojrzenie ciemnobrązowych oczu i starając się rozszyfrować jego wymówkę w kategorii prawdziwa bądź nie. - Muszę dziś odwiedź Bena około dwudziestej, Elise, chce go zabrać do swoich rodziców na rocznicę. Niedzielę będę mieć wolną, więc… – Tu zawiesił na chwilę głos, nisko mrucząc. - … chce powtórzyć ostatnią noc. – Uśmiechnął się zadziornie, palcami przesuwając po tyłku psychiatry, zaczepnie go prowokując. Zaraz jednak musiał się odsunąć, bo usłyszał syna, który go wołał z kuchni, że mleko gotowe. Wrócił tam na zaledwie kilka chwil, robiąc dziecku śniadanie, a samemu wracając do kochanka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noel R. Aune
The Doctor

avatar

Liczba postów : 189
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Noel Raum Aune.
Wiek : 33 lata.
Zawód : Psychiatra.
Orientacja : Homoseksualny.
Partner : Gburowaty gbur.
Wzrost i waga : 186 cm / 81 kg.
Aktualny ubiór : Wytarte niebieskie jeansy, szara zwykła bluzka z długim rękawem i tego samego koloru sportowa marynarka. Do tego założył sportowe, wygodne obuwie.
Ekwipunek : Komórka, zegarek na nadgarstku, portfel z dokumentami.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Burtona.   Sob Mar 08, 2014 5:27 pm

Ten obrazek wcale na niego nie działał. Chociaż… przyjrzał się chłopczykowi, który całkiem umiejętnie odgrywał swoją rolę. Mimo wszystko Aune nie był miłośnikiem małych dzieci, dlatego jedynie pokiwał głową ze zrozumieniem, co jasno miało oznaczać, że tak przyjmuje jego przeprosiny, ale nie będzie się zachwycać jego rzekomo „słodką” miną. Inaczej reagował na dzieci oraz ich zachowania, zupełnie inaczej od całej masy „normalnych” ludzi, którzy zaraz zaczęliby skakać wokół chłopca, przepraszać go i o boże jaki on uroczy, kochany i biedny zarazem. Tego typu zachowania wywoływały w nim odruch wymiotny. O wiele bardziej spodobało mu się to, co nastąpiło chwilę później. Rozpłaszczony Burton, którego ciało ledwo wystawało ponad skrawki skotłowanej pościeli i Benjamin wdrapujący się na ciało ojca, w celu przywarcia do jego pleców. Taki obrazek podobał mu się o wiele bardziej i nie miał patologicznej potrzeby wygłaszania tego na głos, wystarczyło, że zgodził się ze swoimi myślami, że taki zdjęcie byłoby bardzo ładne, a przede wszystkim niewymuszone. Kąciki jego ust powędrowały w górę w lekkim uśmiechu. Brakowało jednego elementu – matki. Kobiety, która wychylając się z kuchni krzyczała, że śniadanie jest gotowe lub chcąc zabrać syna została wciągnięta przez męża do zabawy. Brakowałoby jej gdyby patrzeć z perspektywy standardowej perspektywy. Ale oni nie wpisywali się w te standardy i chyba nie zamierzali, a już z pewnością nie Noel, który wcale nie zamierzał popylać w fartuszku, sukienkach czy innych pierdołach naśladując kobiety.
Nim tamten skończył swoje pytanie rodem z przesłuchania psychiatra zamknął mu usta kolejnym pocałunkiem. Jeszcze nie otrzymał swojej porcji pieszczot przysługujących ranem, dlatego postanowił wykorzystać tę krótką chwilę, by przedłużyć serwowaną przez policjanta przyjemność. Było mu dobrze, kiedy był zamknięty w silnych ramionach mężczyzny, dlatego zamruczał mu cicho do ucha, podgryzając zaczepnie małżowinę.
- Nie mam pacjentów, ale mam robotę. Muszę skończyć artykuł do gazety i jeżeli chcesz mieć mnie dostępnego wieczorem, to nie mogę iść z wami na obiad. – Po części była to prawda, choćby z tego względu, że owszem od jakiegoś czasu miał do napisania artykuł. Jego kumpel był naczelnym redaktorem naukowego czasopisma poświęconego medycynie i wreszcie udało mu się wymusić na Aune zgodę na artykuł. Gorzej już było z realizacją, bo psychiatra ciągle zwlekał wynajdując kolejne wymówki. I tak się śmiesznie złożyło, że teraz postanowił wykorzystać to jako wymówkę, by się wywinąć z obiadu, a przy okazji skończyć tę robotę, tym samym robiąc przyjemność znajomemu.
Uszczypnął zębami skórę u początku żuchwy pod uchem i się cicho zaśmiał odsuwając się, tak by młody klon nie postanowił czegoś sobie dopowiadać. Łapiąc detektywa za rękę zaciągnął go do kuchni, gdzie dorwał się z widocznym zadowoleniem do kawy.
- I jaki to potwór, Ben? Lubisz potwory, tak swoją drogą? – Spojrzał ze szczerym zaciekawieniem w kierunku chłopaka, który w najlepsze pałaszował swoje śniadanie.

_________________

    "Nie była to jedyna myśl kołacząca się w jego głowie.
    Tłukło się ich bowiem bez liku. Niektóre przebiegały
    żwawo i płynnie niczym obłoki na niebie, inne kotłowały się
    jak żebracy u wrót kościoła."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burton
Detektyw

avatar

Liczba postów : 109
Dołączył : 17/09/2013

Godność : John Alexander Burton.
Wiek : 32 lata.
Zawód : Detektyw.
Orientacja : Biseksualny.
Partner : Psychiatra z piekła rodem.
Wzrost i waga : 189 cm/ 84 kg.
Znaki szczególne : Jasne blond włosy przystrzyżone na jeden centymetr po bokach i pofarbowane na brązowo; intensywne brązowe oczy.
Aktualny ubiór : Czarna dobrze dopasowana koszula, której rękawy są zawinięte do połowy; sportowa kamizelka, nie zapięta; jasne spodnie dżinsowe, których nogawki są wsadzone w buty; półbuty męskie za kostkę [model: blue molto] z wykończeniem 'old', nie do końca zasznurowane.
Ekwipunek : Odznaka; służbowy pistolet; klucze; komórka; paczka fajek; zapalniczka.
Obrażenia : Na razie brak.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Burtona.   Pon Mar 10, 2014 5:14 pm

Burton kochał swojego syna całym sercem, nigdy go nie miał dość i zdecydowanie należał do tej grupy ludzi, którzy się nim zachwycali. Typowy rodzic, który uważał swoje dziecko za chodzącą doskonałość i samą słodycz. Może i obrazek był idealny, gdzie brakowało jedynie kobiety – jednak Burton jej nie chciał. Z Elise mu nie wyszło, więc czemu miało wyjść z jakąś inną? Poza tym chciał mieć faceta w osobie tego psychiatry.
- Jesteś kłamcą – powiedział detektyw, kiedy miał jeszcze chwilę okazji obejmować Noela. Wsunął nos w jego szyję rozkoszując się idealnym zapachem kochanka. Wiedział, że ten na chama wykręca się od zjedzenia z nim i jego synem obiadu – domyślał się, że musi tu chodzi o fakt, że dowiedział, że Ben jest jego synem, bądź o to, że nie lubił dzieci. Jedno z dwóch. W sumie nie dziwił mu się, sam nie wiedziałby jak ma zareagować w takiej sytuacji, chociaż trochę martwił go fakt, że Noel za każdym razem będzie unikać styczności z Benem. Skoro mieli być ze sobą na serio to chciał, aby przyzwyczaił się do siedmiolatka. Nie wyobrażał sobie dni, kiedy miałby mieć Bena przy sobie, a Aune po prostu wychodziłby tłumacząc: masz wykalkulowany czas, musisz go dobrze zagospodarować. To Johna tylko doprowadziłoby do szału. Pragnął z nimi obojgiem spędzać czas, innej opcji nie przewidując.
Po chwili udał się za Aune do kuchni, gdzie przy stole siedział Ben zaaferowany własnymi płatkami i nową wyczesaną zabawką, którą zdobył jego tata z pudełka po płatkach.
- Frostig. Nie znasz, bo nie oglądasz bajek, Noel. I lubię, przynajmniej nie są urocze jak kucyki pony. Moje koleżanki ze szkoły je lubią, to takie… dziewczyńskie – powiedział tłumacząc psychiatrze mentalność dzieciaków ze szkoły. Tak, fascynujący wykład Benjamina Burtona. - Dziewczyna są głupie. Zajmują się takimi głupimi sprawami, kiedy my chłopcy już mamy poważniejsze zabawki – dodał z kompletną powagą, patrząc na twarz doktora. Zaraz jednak spojrzał na ojca, który oparł się o blat kuchenny, pijąc swoją kawę. Ben widząc większe zainteresowanie ze strony Noela, postanowił to wykorzystać. W końcu rzadko, kiedy jakiś obcy dorosły interesował się nim na tyle, że pytał o głupoty związane z bajkami czy zabawkami.
- A ty lubisz takie potwory? Pokaże ci moja kolekcję, a ty powiesz, który ci się podoba, dobra? – zapytał, zaraz zeskakując z krzesła i pędząc, jak strzała w stronę swojej kurtki. Chwilę go nie było, jak wrócił do kuchni, wysypał z małych zaciśniętych pieści garstkę potworów, ustawiając je w szeregu, dumny ze własnej kolekcji. Spojrzał na Aune, siadając na wcześniejsze swoje miejsce.
- Który ci się podoba? – John przyjrzał się zabawkom, znając je wszystkie. Większość to on mu je dal, musząc wżerać ohydne owoce płatki śniadaniowe, byle je zdobyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noel R. Aune
The Doctor

avatar

Liczba postów : 189
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Noel Raum Aune.
Wiek : 33 lata.
Zawód : Psychiatra.
Orientacja : Homoseksualny.
Partner : Gburowaty gbur.
Wzrost i waga : 186 cm / 81 kg.
Aktualny ubiór : Wytarte niebieskie jeansy, szara zwykła bluzka z długim rękawem i tego samego koloru sportowa marynarka. Do tego założył sportowe, wygodne obuwie.
Ekwipunek : Komórka, zegarek na nadgarstku, portfel z dokumentami.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Burtona.   Sro Mar 12, 2014 6:10 pm

Poczuł się jak na przesłuchaniu, a to mu się bardzo nie spodobało. Skrzywił się odrobinę, ale dopiero w chwili, której mężczyzna nie mógł go dostrzec. Szybko pozbył się uczuć, które uznał za zbędne i prowadzące do kolejnej kłótni, dlatego między innymi skupił się na dziecku. To był zdecydowanie dobry ruch i chociaż momentami miał ochotę udusić Benjamina, to w tym momencie zdawał się być jego wybawicielem.
- Faktycznie nie mam pojęcia co to za potwór. Ja się raczej znam na meandrach ludzkiej świadomości, a jak byłem w twoim wieku to zbierałem znaczki. – To było… dwadzieścia sześć lat temu! Okropnie dawno. I faktycznie wtedy nie było czegoś takiego jak potwory i inne brednie. Chociaż on sam nie uważał, że to było coś złego, z resztą te figurki, które starannie poukładał chłopczyk nie wyglądały źle. Przypatrzył się każdej z kolejna, by móc ocenić, a przede wszystkim dać odpowiedź siedmiolatkowi, który widocznie oczekiwał w napięciu. Spojrzał na niego tak niby złośliwie, przedłużając moment swojej odpowiedzi.
- Prawdę mówiąc to się waham między tym. – I tu wskazał na potwora, który chyba był skrzyżowaniem trytona i człowieka lub czegoś podobnego. Niebiesko-zielony stwór z macko-płetwami na dwóch kończynach i z rybim ogonem. Lubił wodę, dlatego ten mu przypadł do gustu nawet, jeżeli niewiele miał wspólnego z syrenami.
- A tym. – Ostatni w kolejności przypominał zniekształconego konia, który chyba płonął, ale Noel nie był do końca przekonany czy to rzeczywiście ogień. Wydawał się być ciekawy. Reszta nic nie przypominała, po prostu była jakaś zdeformowana i dziwna, dlatego nie zwrócił na nie uwagi.
- John zbieram się. Do zobaczenia wieczorem. – Już chciał go pocałować, ale w porę przypomniał sobie, że nie są sami w pomieszczeniu. Szybko podsunął kubek z powrotem do ust i dopił kawę, kierując się w stronę zlewu. – Mam nadzieje, że lody będą dobre. – Poczochrał włosy chłopca, po czym udał się do wiatrołapu. Tam wzuł buty, narzucił płaszcz i opuścił mieszkanie. Miał nadzieję szybko dotrzeć do swojego mieszkania, bo naprawdę zamierzał przesiedzieć cały dzień nad tym cholernym artykułem.

[z/t]

_________________

    "Nie była to jedyna myśl kołacząca się w jego głowie.
    Tłukło się ich bowiem bez liku. Niektóre przebiegały
    żwawo i płynnie niczym obłoki na niebie, inne kotłowały się
    jak żebracy u wrót kościoła."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mieszkanie Burtona.   

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie Burtona.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
obrzeża miasta
 :: Osiedle
-
Skocz do: