IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Warsztat w nieużywanym hangarze

Go down 
AutorWiadomość
MacKenzie
Mechanik

avatar

Liczba postów : 105
Dołączył : 16/09/2013

Godność : Niklaus Schneider
Wiek : 26-28, trudno stwierdzić;
Zawód : mechanik; a to ci niespodzianka, no nie?
Orientacja : straight as duck
Partner : lewarek, kierfa;
Wzrost i waga : 186 cm | 76-9 kg
Znaki szczególne : blizna przecinająca brew; czupryna wpadająca barwą w granat; intensywnie niebieskie tęczówki; aparycją aż nazbyt prezentuje się jak zapyziały bezdomny; generalnie całkiem ruchable, no nie? taki nieco powycierany życiowo, zniechęcony życiem... z trzydniowym zarostem;
Aktualny ubiór : Zadziwiająco czysty i niepognieciony biały podkoszulek, czarna skórzana kurtka, ciemne powycierane jeansy zapięte sporym skórzanym czarnym paskiem, zapinany metalową klamrą, wysokie brązowe oficerki do połowy łydki.
Ekwipunek : obdrapana zapalniczka; pęk kluczy; dokumenty; pieniądze;
Multikonta : Sparky

PisanieTemat: Warsztat w nieużywanym hangarze   Sob Paź 19, 2013 2:09 pm

Sam obiekt nie jest tak spory, jak można się było spodziewać po hangarze. Od lat nieużywany, zawalony wszelkiego rodzaju rupieciarnią w postaci rozpadających się pojazdów, sprzętów, czy maszyn, które nie pamiętają już czasu swego użytkowania. I dokładnie tam, skryty między tą nawałnicą żelastwa, znajduje się umiarkowanych rozmiarów (ta dokładność~) kontener. Wcześniej zagracony podobnym sprzętem jaki wypełnia całą lokację, obecnie doprowadzony do porządku. Właśnie tam swoje czary odprawia Kenzie, więc w "pomieszczeniu" znajduje się cała masa starych części samochodowych, narzędzi oraz - na samym środku - samochód czekający niemal jak na operację na otwartym sercu. Zachowana jest w nim względna czystość (przynajmniej jak na faceta) i jedynym znakiem, że ktokolwiek jeszcze się tu zjawia - prócz jaśniejszych śladów wśród ogólnego brudu - jest tapczan podsunięty pod samą ścianę, na której zdarzało mu się spać gdy nie miał ochoty na powrót do domu. Warsztat jest dość dobrze zamaskowany, na pierwszy rzut oka wygląda po prostu na kolejny kontener nieużywany od lat, więc wyłącznie znajomi i znajomi znajomych mają pojęcie o jego przeznaczeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mel
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 16
Dołączył : 12/10/2013

Godność : Mel Bailey.
Wiek : 26.
Zawód : Pożal-się-boże-student, zawodowy nierób.
Wzrost i waga : 172 cm, 53 kg.
Znaki szczególne : Bliżej nieokreślona płeć; mnóstwo blizn pod ubraniem.
Aktualny ubiór : O rozmiar za duże szare trampki, czarne dżinsy, koszula w niebiesko-burą kratkę.
Ekwipunek : Nic.
Obrażenia : „Kac” po ecstasy, masa świeżych, płytkich ran ciętych na udach.
Multikonta : Cas, Red, Alexis.

PisanieTemat: Re: Warsztat w nieużywanym hangarze   Sob Paź 19, 2013 3:52 pm

Dość szybko zorientowała się, że nie idą do Kenziego do domu, ale nie przejęła się tym zbytnio; albo w ogóle nie postało jej w głowie, że może chcieć ją sprowadzić gdzieś na manowce, a potem spełnić jakieś swoje niecne zamiary, albo (co bardziej prawdopodobne) nie był to dla niej żaden problem. Szła sobie za nim, znosząc w ciszy i godności zarówno jego brak zainteresowania, jak i siąpiący uporczywie deszczyk. Wydawała się zadowolona z całej sytuacji, więc już się nie odzywała, nie patrzyła na Kenziego dziwnie i w ogóle była zaskakująco mało uciążliwa, poza tym, że wciąż uparcie za nim lazła. Poza tym nie dawała prawie żadnych znaków życia, aż do momentu, kiedy zorientowała się, że zmierzają w stronę warsztatu; wtedy zerknęła na Niklausa kątem oka, ale wciąż nic nie powiedziała. Pierwszy dźwięk od dłuższej chwili wydała z siebie dopiero, kiedy weszli do środka kontenera. Westchnęła wtedy głęboko, z zadowoleniem, zgrabnie wymijając Kenziego i kierując się prosto w stronę stojącego pod ścianą tapczanu. Zdjęła kurtkę i rzuciła ją na oparcie, a potem sama się na nim wyciągnęła, w poprzek, równolegle do oparcia. Zupełnie jak za dawnych czasów — właściwie ilekroć tu była, zajmowała tapczan bez chwili zwłoki, zanim Niklaus miał w ogóle okazję na nim usiąść. Pozostawało mu wtedy do wyboru albo usadowić się gdzie indziej, albo usiąść przy niej, na niej lub koło niej (co było nie lada wyzwaniem, bo, choć nieduża, potrafiła jak kot zająć całą dostępną dookoła przestrzeń); co zamierzał zrobić teraz, kiedy ich relacje były zupełnie inne, nie wiedziała, i prawdę mówiąc w ogóle jej to nie obchodziło. Wyciągnęła wygodnie nogi, uważając przy tym, żeby ubłocone martensy wystawały poza krawędź mebla (kultura musi być), i podwinęła lekko rękawy swetra, odsłaniając przy okazji nadgarstki pokryte gęsto ledwo zasklepionymi ranami. Nie zwracając zbytnio uwagi na gospodarza i jego reakcje, wygrzebała z kieszeni wygniecioną ponad wszelkie wyobrażenie paczkę, wyłuskała z niej cienkiego mentolowego papierosa, wsadziła między zęby i, ignorując wszelkie wytyczne BHP i zdrowego rozsądku na temat palenia w pobliżu samochodów, odpaliła. (Szczęśliwie nie wybuchli.) Nie proponowała mu nawet, trochę dlatego, że wiedziała, że nie pali, a trochę dlatego, że zwyczajnie zapomniała.
— Widzę, że wszystko po staremu — skomentowała, rozglądając się po warsztacie.

_________________

traktuj mnie źle, tak jak zawsze mnie traktujesz
bo kiedy cię nie ma jest jeszcze gorzej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MacKenzie
Mechanik

avatar

Liczba postów : 105
Dołączył : 16/09/2013

Godność : Niklaus Schneider
Wiek : 26-28, trudno stwierdzić;
Zawód : mechanik; a to ci niespodzianka, no nie?
Orientacja : straight as duck
Partner : lewarek, kierfa;
Wzrost i waga : 186 cm | 76-9 kg
Znaki szczególne : blizna przecinająca brew; czupryna wpadająca barwą w granat; intensywnie niebieskie tęczówki; aparycją aż nazbyt prezentuje się jak zapyziały bezdomny; generalnie całkiem ruchable, no nie? taki nieco powycierany życiowo, zniechęcony życiem... z trzydniowym zarostem;
Aktualny ubiór : Zadziwiająco czysty i niepognieciony biały podkoszulek, czarna skórzana kurtka, ciemne powycierane jeansy zapięte sporym skórzanym czarnym paskiem, zapinany metalową klamrą, wysokie brązowe oficerki do połowy łydki.
Ekwipunek : obdrapana zapalniczka; pęk kluczy; dokumenty; pieniądze;
Multikonta : Sparky

PisanieTemat: Re: Warsztat w nieużywanym hangarze   Sob Paź 19, 2013 4:24 pm

Taki spacer we względnej ciszy przerywanej jedynie odgłosem kroków i niknącym chwilami szumem deszczu z Mel u boku przywodził mu na myśl wędrówkę z psem. Takim bezdomnym, który wybłagał na piękne oczy porcję drugiego śniadania, a teraz mężnie szedł krok za "nowym właścicielem", mając nadzieję na więcej. Z tym że Mel nie była psem, bo psa dużo prościej odgonić, no i nie miała tak urodziwych oczu, żeby mógł pójść za nimi na koniec świata. Niespodziewanie zatęsknił za obecnością marudnego kaczątka, które teraz prawdopodobnie wałęsało się po jego mieszkaniu bez celu. Ono przynajmniej uciekało, kiedy porządnie huknął.
Naszło go spore déjà vu w miarę ukradkowej obserwacji następnych kroków dziewczyny. Zupełnie jakby znowu trzymali się razem. Tym razem jednak nie mógł ani nie chciał na uskutecznianie podobnych czynności, jakimi starał się utrudnić jej wylegiwanie się, podczas gdy pracował. Ostatecznie też nie przyciągnął jej tutaj, by mile spędzać czas, ale nie potrafił pozbyć się nacierających ze zdwojoną siłą wspomnień.
- Wybacz, posprzątałbym gdybym wiedział - odparował sarkastycznie. Zrobił to całkiem odruchowo, ale nie jego wina, że ta mała w dalszym ciągu działała na niego jak płachta na byka. Prędko się jednak otrząsnął, a przynajmniej taki miał zamiar, bo kiedy utkwił wzrok w zapalanym papierosie ciśnienie podniosło mu się na sekundę. Nieważne ilekroć prosił wszystkich wchodzących o niepalenie w kontenerze, ci z zaskakującą wręcz rozkoszą robili mu na przekór. Co dobre to to, że na daną chwilę niczym się nie bawił. Uniósł tylko maskę auta, by zająć czymś oczy i zajrzał pod nią. Wsadził do środka łapsko, ale zaraz wyciągnął je na zewnątrz, teraz już ozdobione czarną mazią, którą zaraz wytarł w szmatę wiszącą nieopodal.
- Masz zamiar fatygować się na ten pogrzeb? - spytał, w dalszym ciągu mając w głowie powód, dla którego dalej jej nie przepłoszył. Zastanowił się znowu, mieląc w ustach język jak gumę do żucia i napawając się cokolwiek kojącą wonią mentolowego papierosa. - I właściwie to... - Kilka sekund natrętnego milczenia i strzyknięcie stawami u rąk. - ...co jest? Stęskniłaś się? O ile mnie pamięć nie myli to raczej nie ja urządziłem bezsensowną aferę o nic i nie rzuciłem wszystkiego w diabły. - No proszę, a jednak był w stanie powiedzieć cośkolwiek więcej niżeli jednozdaniowe hasła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mel
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 16
Dołączył : 12/10/2013

Godność : Mel Bailey.
Wiek : 26.
Zawód : Pożal-się-boże-student, zawodowy nierób.
Wzrost i waga : 172 cm, 53 kg.
Znaki szczególne : Bliżej nieokreślona płeć; mnóstwo blizn pod ubraniem.
Aktualny ubiór : O rozmiar za duże szare trampki, czarne dżinsy, koszula w niebiesko-burą kratkę.
Ekwipunek : Nic.
Obrażenia : „Kac” po ecstasy, masa świeżych, płytkich ran ciętych na udach.
Multikonta : Cas, Red, Alexis.

PisanieTemat: Re: Warsztat w nieużywanym hangarze   Sob Paź 19, 2013 6:03 pm

— Nie — rzuciła i już nic więcej od niej w tej kwestii nie usłyszał. Wyraźnie nie miała ochoty rozmawiać o matce, pogrzebie i w ogóle tym wszystkim, więc siedziała po prostu w ciszy, paląc spokojnie papierosa i nie poruszając więcej tego tematu, ani na głos, ani w zaciszu własnego umysłu. Podniosła trochę głowę, kiedy znowu się odezwał, i zerknęła w jego ogólnym kierunku; skrzywiła się odruchowo, słysząc, jak trzasnął stawami.
— Jezu, nie rób tak — mruknęła z wyrzutem, jak zawsze, kiedy to robił. — Stęskniłam się? Mhm... Może odrobinę — przyznała niechętnie po chwili. — Znaczy się, nawet nie tyle się stęskniłam, raczej tak... — urwała, przesunęła spojrzeniem po ścianach i podłodze warsztatu, jakby szukając tam inspiracji, ale nie znalazła niczego. Zabębniła w udo palcami wolnej ręki, z irytacją gryząc wargę. Zawsze wiedziała dokładnie, co powiedzieć, zawsze reagowała szybko, spontanicznie i naturalnie — zawsze, tylko nie w takich sytuacjach. Szukała słów, denerwując się coraz bardziej, i jeśliby przyjrzał się uważnie, doszedłby zapewne do wniosku, że Mel stara się jak tylko może przekazać mu coś, co będzie brzmiało dobrze, i jednocześnie będzie w miarę prawdziwe — i miałby rację. Chyba.
— Wiesz, nie spodziewałam się, że cię zobaczę dzisiaj — zaczęła wreszcie, z kompletnie innej strony, od łatwych, wręcz oczywistych prawd. — W ogóle. Pomyślałam, że powinnam sobie pójść wtedy, i... I miałam pewnie rację, ale... Trochę cię chciałam zobaczyć. Wiesz? Trochę mnie ciekawiło, co u ciebie, to znaczy w sumie to wiem, co u ciebie, tak z grubsza, bo pytałam ludzi, ale chciałam zobaczyć...
Nerwowo strzepnęła popiół z papierosa na podłogę i zamilkła wreszcie, słysząc, że coś niezdarnie jej idzie to tłumaczenie. O ile łatwiej byłoby po prostu powiedzieć mu cokolwiek, co przyszłoby jej na myśl... Ale nie. Postanowiła z jakiegoś powodu, że będzie z nim szczera, i takie były konsekwencje.
— No, nie ty. — Tym razem zaczęła jeszcze skądinąd, zarzucając wreszcie temat tęsknienia i nietęsknienia; miała nadzieję, że z tym rozprawi się łatwiej, ale oczywiście płonną. No i co teraz miała mu niby do cholery powiedzieć, hę? Nie miała pojęcia, co tak naprawdę myślała o tej całej sprawie, i bardzo, ale to bardzo nie chciała się nad tym zastanawiać, ale podjęła w końcu jeszcze jedną próbę. A co tam. Gorzej nie będzie. — Mhm. To nie było w porządku. Z mojej strony. Tak cię... No, nie zasłużyłeś sobie na to. Niczym. — Zwiesiła głowę. Nie szło najlepiej. Prawdę mówiąc, szło fatalnie, tak jej się przynajmniej zdawało. Słowa jej się w ogóle nie kleiły, a całe to wyjaśnienie brzmiało mu pewnie jak niewprawnie zaserwowany stek bzdur. — Nie przyszłam cię przepraszać ani robić scen ani... Ani... — Nie widział tego pewnie, ale oczy zaszły jej łzami. Zgniotła papierosa w ręce, skutecznie gasząc go (na swojej skórze, ale co tam), chociaż ledwo zdążyła cokolwiek wypalić, i upuściła na podłogę. Rozpacz zalała ją czarną falą, tym bardziej przygniatającą, że kompletnie niespodziewaną, tak, jak to zwykle u niej bywało; w jednej chwili była jeszcze całkiem pozbierana, w drugiej rozpadała się na malutkie kawałeczki. Pociągnęła nosem mokro i żałośnie. Potwornie melodramatycznie musiało to wyglądać z jego strony, jakby starała się łzami wymusić na nim jakąś reakcję; zdawała sobie z tego sprawę i nawet próbowałaby to wyjaśnić, ale gardło jej się ścisnęło i żadne słowo nie chciało przez nie przejść, więc siedziała w ciszy, gapiąc się pustym wzrokiem przed siebie i mrugając gwałtownie, żeby przepędzić łzy. Efekt był oczywiście dokładnie przeciwny do zamierzonego.

_________________

traktuj mnie źle, tak jak zawsze mnie traktujesz
bo kiedy cię nie ma jest jeszcze gorzej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MacKenzie
Mechanik

avatar

Liczba postów : 105
Dołączył : 16/09/2013

Godność : Niklaus Schneider
Wiek : 26-28, trudno stwierdzić;
Zawód : mechanik; a to ci niespodzianka, no nie?
Orientacja : straight as duck
Partner : lewarek, kierfa;
Wzrost i waga : 186 cm | 76-9 kg
Znaki szczególne : blizna przecinająca brew; czupryna wpadająca barwą w granat; intensywnie niebieskie tęczówki; aparycją aż nazbyt prezentuje się jak zapyziały bezdomny; generalnie całkiem ruchable, no nie? taki nieco powycierany życiowo, zniechęcony życiem... z trzydniowym zarostem;
Aktualny ubiór : Zadziwiająco czysty i niepognieciony biały podkoszulek, czarna skórzana kurtka, ciemne powycierane jeansy zapięte sporym skórzanym czarnym paskiem, zapinany metalową klamrą, wysokie brązowe oficerki do połowy łydki.
Ekwipunek : obdrapana zapalniczka; pęk kluczy; dokumenty; pieniądze;
Multikonta : Sparky

PisanieTemat: Re: Warsztat w nieużywanym hangarze   Nie Paź 20, 2013 1:09 pm

Nie zaszczycił jej wyboru nawet słowem, wzruszając jedynie barkami, jak gdyby to starczyło za komentarz. Prawdopodobnie starczyło. Jemu ulżyło, że nie był zmuszony do rozmowy o zmarłej matce jego byłej dziewczyny, a jej umożliwiło uniknięcie brnięcia dalej w kłamstwo, które wciąż nie zostało naprostowane. Wszyscy więc byli na wygranej pozycji, a Kenzie wykaraskał się jakimś sposobem z niewątpliwie marnej dla niego sytuacji; nie został zaprogramowany do pocieszania kogokolwiek poza samym sobą. A i jemu starczyło intensywne oddanie się pracy i łyk alkoholu, bo tylko tyle potrafił zdzierżyć niewprawiony organizm.
Starał się na nią nie patrzeć. Zminimalizować nawet odruchy zerkania w jej kierunku znad samochodu. W takich warunkach pracować nie mógł, bo doskonale wiedział, że jeśli tylko zacznie, automatycznie straci zainteresowanie jej słowami, choćby miała wyznawać mu na kolanach dozgonną miłość i prosić o wybaczenie. Pozostawało mu więc natrętne gapienie się w poszczególne części, nadające się głównie do wywalenia i usilne niepoganianie jej. Nadmierna ciekawość mogła okazać się zgubna, a tego sobie przecież nie życzył. Ledwie dostrzegalnymi reakcjami było skwapliwe kiwanie głową, na znak, że jednak jej słucha, że nie ignoruje, że w najmniejszym stopniu interesuje go powód, dla którego za nim przyszła. Po części tak było; zapełnianie ciszy cudzym głosem po pewnym czasie stało się dużo łatwiejsze, więc akceptował monologi bez żadnego ale.
- Mel - wykrzesał z siebie wreszcie, choć dźwięk zabrzmiał jak kasłanie. Przetarł grzbietem dłoni policzek, zostawiając na nim smugę smaru i dopiero wtedy odważył się na zerknięcie w jej kierunku, automatycznie krzywiąc się na widok gaszonego papierosa. Z perspektywy obserwatora wyraz jego twarzy pozostał niezmiennie obojętny, niemal biło od niego niezrozumiałym chłodem, a jednak z jego ust nie posypała się wiązanka szwabskich przekleństw. Głównie dlatego, że umysł miał całkowicie pusty. Kiepsko znosił sytuacje kryzysowe, a ta zdecydowanie do takowych należała.
- Przestań - odezwał się znowu po krótkiej chwili milczenia. - Nie prosiłem cię o spowiedź, nie jest mi to do szczęścia potrzebne - zaznaczył. Może i wcześniejsze pytanie mogło sugerować, że chciał się czegoś od niej dowiedzieć, ale zdecydowanie nie spodziewał się ani nie chciał słuchać takiej litanii. Odchrząknął zalegającą w gardle flegmę i niespokojnie poprawił zwilgotniały kaptur bluzy, łypiąc na nią ukradkiem.
Zrobił kilka kroków w kierunku tapczanu i mogło się niemal wydawać, że ma zamiar zbliżyć się do niej, ale on jednak po prostu schylił się po niedopałek i wywalił go zaraz do wiadra stanowiącego prowizoryczny kosz. Było mu niemal głupio, acz nie dopuszczał do siebie tej myśli.
- Nie powinienem cię o to pytać. Było minęło, nie warto do tego wracać - wychrypiał zaraz i dopiero wtedy stanął przodem do tapczanu, mierzwiąc ręką granatowe kosmyki, by dodać im nieco bardziej artystycznego nieładu. Nie był do końca pewien, czy tak myśli, bardzo wątpił, by powiedział to, co faktycznie czuł, ale nie zamierzał na własne życzenie pogarszać sprawy. - I nie rycz, bo cię stąd wywalę - oznajmił bez zająknięcia. Nawet nie silił się na współczucie, bo dobrze wiedzieli, że nie tak łatwo było wymusić u niego namiastkę litości wobec kogokolwiek. Przewidywał jednak również, że tego emocjonalnego wybuchu raczej nie zdoła powstrzymać marna groźba.
Poszurał kilkakrotnie podeszwą smugę na podłodze, jak gdyby chciał ją zetrzeć, ale w efekcie pogorszył sprawę. No nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mel
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 16
Dołączył : 12/10/2013

Godność : Mel Bailey.
Wiek : 26.
Zawód : Pożal-się-boże-student, zawodowy nierób.
Wzrost i waga : 172 cm, 53 kg.
Znaki szczególne : Bliżej nieokreślona płeć; mnóstwo blizn pod ubraniem.
Aktualny ubiór : O rozmiar za duże szare trampki, czarne dżinsy, koszula w niebiesko-burą kratkę.
Ekwipunek : Nic.
Obrażenia : „Kac” po ecstasy, masa świeżych, płytkich ran ciętych na udach.
Multikonta : Cas, Red, Alexis.

PisanieTemat: Re: Warsztat w nieużywanym hangarze   Sro Paź 23, 2013 5:47 pm

Przestała, tak, jak sobie tego życzył, chociaż ciężko było powiedzieć, na ile sama tego chciała, a na ile zwyczajnie nie mogła mówić dalej. Wytarła nos wierzchem dłoni, a oczy rękawem swetra; cokolwiek się zaczerwieniły, ale przynajmniej były trochę suchsze, więc ostatecznie odniosła chyba sukces. Zacisnęła powieki i odchyliła trochę głowę do tyłu, gryząc mocno wargę i coś tam sobie mrucząc pod nosem. W pierwszej chwili wyglądało to, jakby bardzo ostentacyjnie go ignorowała, ale nietrudno było się domyślić, że tak naprawdę próbowała powstrzymać łzy. Dziwna sprawa, ale faktycznie jakoś jej się to udało; kiedy po chwili z powrotem spojrzała na Kenziego, dalej miała mokre oczy, ale przynajmniej nic już nie ciekło jej po policzkach. Odkaszlnęła i odezwała się prawie normalnym głosem:
— No wiem. Heh. Głupio trochę wyszło.
Nagle bez najmniejszego ostrzeżenia wyciągnęła rękę do przodu i złapała go za bluzę na wysokości przedramienia. Zanim miał w ogóle czas zareagować, pociągnęła go do siebie, jednocześnie odpychając się od tapczanu; efekt tej skomplikowanej operacji był taki, że dźwignęła się do pozycji stojącej, twarzą w twarz z Kenziem, nieprzyjemnie blisko, bo raptem o kilka centymetrów od niego. Podniosła się leciutko na palcach i przez straszliwy ułamek sekundy mógł mieć wrażenie, że dziewczyna zaraz go pocałuje, ale ostatecznie wyminęła go i kilkoma długimi krokami znalazła się przy drzwiach.
— Sama się wyrzucam. Wywalam — poprawiła się, uśmiechając się słabo. „Masz mój numer”, pomyślała sobie, „jakby co, to wiesz, gdzie mnie szukać”, „kocham cię”, „nie idź za mną”, „mam ochotę zerwać z ciebie te ujebane smarem spodnie i zrobić ci w tym samochodzie taką laskę, że zassiesz tyłkiem obicie fotela”. Wszystkie te myśli przeszły jej przez głowę prawie w tej samej chwili, nawet otworzyła już usta, chcąc którąś z nich (a może wszystkie) powiedzieć na głos, ale w końcu zamknęła je i tak stała — bez kurtki (porzucona na tapczanie, a potem zapomniana, wciąż leżała na oparciu), opierając się ręką o ścianę kontenera, jakby miała zaraz upaść, już prawie wychodząc, ale wciąż jeszcze na coś czekając. Aż się pożegna, aż ją zatrzyma, aż wystawi jej środkowy palec i każe wypieprzać — na coś.

_________________

traktuj mnie źle, tak jak zawsze mnie traktujesz
bo kiedy cię nie ma jest jeszcze gorzej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MacKenzie
Mechanik

avatar

Liczba postów : 105
Dołączył : 16/09/2013

Godność : Niklaus Schneider
Wiek : 26-28, trudno stwierdzić;
Zawód : mechanik; a to ci niespodzianka, no nie?
Orientacja : straight as duck
Partner : lewarek, kierfa;
Wzrost i waga : 186 cm | 76-9 kg
Znaki szczególne : blizna przecinająca brew; czupryna wpadająca barwą w granat; intensywnie niebieskie tęczówki; aparycją aż nazbyt prezentuje się jak zapyziały bezdomny; generalnie całkiem ruchable, no nie? taki nieco powycierany życiowo, zniechęcony życiem... z trzydniowym zarostem;
Aktualny ubiór : Zadziwiająco czysty i niepognieciony biały podkoszulek, czarna skórzana kurtka, ciemne powycierane jeansy zapięte sporym skórzanym czarnym paskiem, zapinany metalową klamrą, wysokie brązowe oficerki do połowy łydki.
Ekwipunek : obdrapana zapalniczka; pęk kluczy; dokumenty; pieniądze;
Multikonta : Sparky

PisanieTemat: Re: Warsztat w nieużywanym hangarze   Czw Paź 24, 2013 9:05 pm

Odetchnąłby z ulgą, gdyby nie było to niemal bezczelne okazywanie, że łzy dziewczyny działały mu na nerwy. I rzecz nie szła o to, że nie chciał okazywać frustracji jaką wywoływała. Niklaus zwyczajnie nie przepadał za afiszowaniem się z uczuciami, zwłaszcza kiedy sytuacja robiła się poważna. Teraz po prostu odczekał z umiarkowanym spokojem aż Melanie ogarnie się ze swoim emocjonalnym miszmaszem.
- Ta, trochę - przytaknął zdawkowo, zaś kąt jego ust drgnął na sekundę w namiastce oddechu, moment później ponownie będąc zatartym przez obojętną mimikę na twarzy mężczyzny. Podczas jednej krótkiej chwili dystans między nimi, który od początku starał się zachować, zmniejszył się diametralnie, w efekcie czego ponownie miał ją przy sobie i ledwie się powstrzymał przed objęciem ją ramieniem. Nie chodziło nawet o kwestię sentymentu, czy wybuch uczuć wobec kobiety. Sam nie potrafił tego wyjaśnić i równie prędko postarał się o tym zapomnieć. Tak samo szybko stracił ją z oczu, w lekkim otępieniu kierując wzrok na miejsce, w którym powinna się znaleźć.
- To miło, oszczędzisz mi zachodu - powiedział ciszej, prawdopodobnie z niechęcią otwierając usta. Mówienie było sporym wysiłkiem, a jego kosztowało dodatkowe siły, bo nie przywykł do niekończących się dysput. Do zwyczajnych rozmów też nieszczególnie, takie uroki aspołecznych ćwoków.
Dla odmiany jemu do głowy przychodziło jedynie "na co czekasz?" i może... może coś jeszcze, czego nie dopuszczał nawet jako godne powiedzenia na głos, więc sterczał tak w jednym miejscu, zostawiając dopuszczalną odległość między nimi i przypatrywał jej przez kilka sekund. Potem znowu otworzył usta, ale zanim wypowiedział choćby jedno słowo na głos, przesunął językiem po spierzchniętej wardze i dopiero wtedy, jakby za sprawą jakiegoś podszeptu, wypowiedział myśli na głos. Choć nie te, które podpowiadała mu natura.
- Nie kazałem ci spierdalać. Zmieniłaś taktykę? - spytał na pozór żartobliwie, przekrzywiając głowę na bok i patrząc na nią prawie wyczekująco, choć po prawdzie jej odpowiedź nie robiła mu szczególnej różnicy. Odwrócił więc od niej wzrok, zerknął jeszcze na wiszącą kurtkę, ale nie zamierzał jej podnosić. Przynajmniej nie teraz.
- Kolejna ze sztuczek? Czy może chcesz uśpić mą czujność, ale będziesz mnie obserwowała z bezpiecznej odległości licząc, że zapomnę, a potem podążysz za mną ponownie...? - wyrzucał z siebie kolejne słowa chyba tylko na wyrost. Po prawdzie nie wiedział, co mógłby jej powiedzieć. Ani o co spytać. Nagle odeszła chęć wygonienia jej. Ale i na zatrzymywanie nie miał szczególnie sił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mel
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 16
Dołączył : 12/10/2013

Godność : Mel Bailey.
Wiek : 26.
Zawód : Pożal-się-boże-student, zawodowy nierób.
Wzrost i waga : 172 cm, 53 kg.
Znaki szczególne : Bliżej nieokreślona płeć; mnóstwo blizn pod ubraniem.
Aktualny ubiór : O rozmiar za duże szare trampki, czarne dżinsy, koszula w niebiesko-burą kratkę.
Ekwipunek : Nic.
Obrażenia : „Kac” po ecstasy, masa świeżych, płytkich ran ciętych na udach.
Multikonta : Cas, Red, Alexis.

PisanieTemat: Re: Warsztat w nieużywanym hangarze   Sob Paź 26, 2013 1:16 pm

— Może. — Zmrużyła oczy lekko, patrząc w jakiś punkt kilkanaście centymetrów od niego. Wydawała się czymś rozweselona, ale nie była to bynajmniej kpina z Kenziego, raczej nie wiadomo skąd wzięte rozbawienie całą sytuacją.
— Może — powtórzyła. — Może zmieniłam, może sztuczka. Obserwować cię będę i tak, nie myśl sobie. — Wycelowała w niego palcem jakby oskarżycielsko, ale zaraz z powrotem opuściła rękę luźno wzdłuż ciała. — Ale na razie chyba dam ci spokój. Mhm. Pójdę sobie do domu albo — zawahała się przez chwilę — dokądś tam...
Jakoś się nie kwapił do proponowania jej, by została dłużej, ale nie zamierzała się tym przejmować. Usłyszała już aż nadto, nawet, jeśli z jego ust nie padły żadne płomienne wyznania czy zapewnienia. Nie patrzyła na niego, owszem, ale to wbrew pozorom nie znaczyło, że w ogóle nie zwracała na niego uwagi; słuchała uważnie i wyłapywała każde jego wahanie, każdą przerwę pełną zastanowienia. Przejmował się tym, co mówiła, nawet, jeśli nie bardzo chciał to okazywać, i to jej w zupełności wystarczyło.
— W każdym razie — podjęła dziarsko — w każdym razie, idę. Zobaczymy się jeszcze, Schneider. — Okaleczyła paskudnie jego nazwisko, zresztą za każdym razem, ilekroć próbowała je wymawiać. Z imieniem jakoś jeszcze sobie radziła, ale nazwisko w jej nieprzyzwyczajonych do niemieckiego ustach brzmiało dziwacznie, mocno niezręcznie i z lekka sepleniąco. — Całkiem niedługo.
I poszła sobie, jak gdyby nigdy nic, za nic mając cokolwiek, co mógłby jeszcze powiedzieć albo pomyśleć, oraz wszystkie plany, które mogła mu zrujnować swoją niezapowiedzianą „wizytą”, oraz swoje własne pospiesznie odwołane spotkanie z Billym, oraz pozostawioną na tapczanie kurtkę, oraz wszystko w ogóle. Poszła sobie, ale na pewno nie na zawsze.

_________________

traktuj mnie źle, tak jak zawsze mnie traktujesz
bo kiedy cię nie ma jest jeszcze gorzej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MacKenzie
Mechanik

avatar

Liczba postów : 105
Dołączył : 16/09/2013

Godność : Niklaus Schneider
Wiek : 26-28, trudno stwierdzić;
Zawód : mechanik; a to ci niespodzianka, no nie?
Orientacja : straight as duck
Partner : lewarek, kierfa;
Wzrost i waga : 186 cm | 76-9 kg
Znaki szczególne : blizna przecinająca brew; czupryna wpadająca barwą w granat; intensywnie niebieskie tęczówki; aparycją aż nazbyt prezentuje się jak zapyziały bezdomny; generalnie całkiem ruchable, no nie? taki nieco powycierany życiowo, zniechęcony życiem... z trzydniowym zarostem;
Aktualny ubiór : Zadziwiająco czysty i niepognieciony biały podkoszulek, czarna skórzana kurtka, ciemne powycierane jeansy zapięte sporym skórzanym czarnym paskiem, zapinany metalową klamrą, wysokie brązowe oficerki do połowy łydki.
Ekwipunek : obdrapana zapalniczka; pęk kluczy; dokumenty; pieniądze;
Multikonta : Sparky

PisanieTemat: Re: Warsztat w nieużywanym hangarze   Czw Paź 31, 2013 9:22 pm

Nie bardzo wiedział, z jakiej odpowiedzi dziewczyny byłby bardziej zadowolony. Równie dobrze mogła zniknąć i szybko zapomniałby o jej wizycie... Z drugiej jednak strony. Z drugiej strony miał pewnie wątpliwości, czy tak prędko pozbyłby się wspomnienia tej istoty, którą do niedawna przeklinał przy każdej możliwej okazji. Obecnie miał wrażenie, że kontynuowanie tego było bez sensu, ale nie mówił o tym na głos. Zresztą, nie miał w zwyczaju mówienia wszystkiego, co ślina przyniosła mu na język. Zwykle rezygnował nim otworzył usta. Po cholerę miał strzępić język? I tak na niewiele mogło mu się to przydać, tak więc przeważnie zniechęcał się zawczasu.
- Na razie - odparł raczej z grzeczności, choć i tego miał deficyt. Kiwnął głową i zaraz odwrócił się, wzdychając cicho z rezygnacji. Przeszedł się po warsztacie raz, drugi... I prędko odgonił z głowy wizytę Mel, po czym zajął się pracą. Samochód nie był wymagający; nie chciał z nim rozmawiać, nie musiał się z nim pieprzyć, nie trzeba było być nadmiernie delikatnym przy obchodzeniu się z nim.
Właśnie to sprawiło, że do późnych godzin wieczornych sterczał w warsztacie, decydując się na powrót do domu dopiero gdy powieki zaczęły odmawiać mu posłuszeństwa. Ślamazarnie zamknął warsztat, w ostatniej chwili orientując się, że Mel zgubiła u niego kurtkę, ale... Kilka sekund niemego wpatrywania się w rzucony niedbale element garderoby jego byłej wystarczył, bo zaraz gwałtownie zatrzasnął wielką klapę i leniwie skierował się w stronę domu.


    [zt.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Warsztat w nieużywanym hangarze   

Powrót do góry Go down
 
Warsztat w nieużywanym hangarze
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
obrzeża miasta
 :: Stare fabryki
-
Skocz do: