IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Deptak

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
The Black Dahlia
Zastępca

avatar

Liczba postów : 157
Dołączył : 29/08/2013

FUNKCJA : Wysoko kwalifikowany admin-socjopata.
Godność : Nicole Davis [zm. Shetani Skoir-Arato].
Wiek : 24 lata
Zawód : Właściciel Elysium Comp., zarządza Asylum.
Partner : Gettin' married to the devil.
Wzrost i waga : 172 cm | 47 kg
Znaki szczególne : Wychudzona; elektryzująco jasne błękitne tęczówki; trzy, podłużne blizny pod lewym okiem; mnogość tatuaży [plecy, kark, wierzch dłoni, bok+biodro]; s o c j o p a t k a. Aktualnie srebrzysto-białe włosy.
Aktualny ubiór : Puf, cinq!

PisanieTemat: Deptak   Pią Lis 01, 2013 12:34 pm

Czyli nic innego jak brukowana, szeroka ulica przez którą przelewają się tłumy ludzi. W koło znajdują się witryny sklepów, wejścia do banków i urzędów, kwiaciarnie, knajpki, kawiarnie... Misz masz rozmaitości, jest w czym wybierać. To jest właśnie Rathelon - wszystko w jednym miejscu.
A jeśli się zmęczysz - przycupnij na ławeczce, których jest mnóstwo.

_________________



- What a world.
-  You think the world is strange?
- I meant yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jinx
The Mad Anarchist

avatar

Liczba postów : 1
Dołączył : 14/10/2013

FUNKCJA : Postać Specjalna MG
Godność : Jinx.
Zawód : Terrorysta-anarchista.
Wzrost i waga : 174 | 55

PisanieTemat: Re: Deptak   Pią Lis 01, 2013 1:02 pm

Niezależnie od pory dnia, tłumy ludzi przedzierały się przez centrum miasta. Mogłaby być czwarta rano, mogła być czwarta po południu. Czas był pojęciem względnym, lepszym ujęciem tego, co tu się działo był pośpiech. Ludzie zawsze biegali. Nie zwracali uwagi na to, co dzieje się w koło. Po prostu wypadali  z domu, metra, tramwaju, autobusu i lecieli na łeb, na szyję do pracy, sklepu czy na spacer. Ale też szybki, bo szkoda marnotrawić cenne sekundy na wzięcie oddechu. Nikogo to tu nie dziwiło. Nawet małe dzieci chodzące do szkoły cały czas biegały – i to nie za piłką. Przez to, jak funkcjonował aktualny świat nikt nie zwracał uwagi na otoczenia. A w tej chwili mógłby sporo przegapić. Bardzo dużo. Ogrom.
- Były sobie trzy, małe, białe myszki… – ciche i dość dziecięce nucenie rozległo się w okolicy wąskiej uliczki, odchodzącej od deptaka. Charakterystyczne klikanie poniosło się echem w wąskim korytarzyku, gdy drobne dłonie nacisnęły główkę spray’u, a wściekle różowy kolor przyozdobił ceglany mur. Szeroki uśmiech przeciął bladą buźkę dziewczyny, gdy zadowolona przyglądała się jej pracy. Wielki, szczerzący się zając spoglądał z bocznej ściany sklepiku z butami. - Jedna odłączyła się od reszty, wzięła karabin i bum! – Chichot rozbrzmiał donośnie, gdy sunęła wzdłuż cegieł w kierunku deptaka. Wstęga z farby odznaczała się wyraźnie na tle ciemnego budynku, a Jinx, zupełnie nie przejęta, skręciła w prawo, sunąc teraz po szybie sklepu. Właściciel zamrugał zaskoczony, gdy zobaczył w pierwszej chwili niebieskowłosą dziwaczkę, która właśnie niszczyła mu witrynę. Szybko się otrząsnął, wyskakując przez drzwi:
- Co Ty wyprawiasz?! Natychmiast przestań i to zmazuj! Bo zadzwonię na policję! – Dziewczyna odwróciła się w jego stronę, unosząc brwi. Po chwili jednak, zupełnie nie przejęta psiknęła mu sprayem po koszuli, tworząc uroczy X na samym środku.
- Od razu lepiej! – zaśmiała się, wracając do malowania szyby, a mężczyzna aż poczerwieniał ze wściekłości. Złapał Jinx za nadgarstek, wyrywając puszkę i wyrzucając ją za siebie z rozmachem, po czym przycisnął ja do szyby.
- Czy jesteś aż tak tępa czy aż tak pierdolnięta?! Mówiłem, że masz natychmiast przestać! Bierz szmatę i to czyść!
Tęczówki dziewczyny zabłysły niebezpiecznie, gdy farba uderzyła o bruk, a gdy facet ją złapał, skrzywiła się nieprzyjemnie, chociaż nie był to grymas groźby. Nim właściciel zdążył mrugnąć okiem, kolano Jinx uderzyło go w krocze, po czym pchnęła go przed siebie.
- Popsułeś! Popsułeś! Dupek, płaczka, nie umiesz się bawić! – wyciągnęła w jego kierunku język, po czym stanęła nad nim, gdy mężczyzna zaczynał zbierać się z ziemi. - Jak się nie chcesz bawić w kolorowanki to już w nic się nie pobawisz!
Jest taka zasada – nie wkurwiaj wariatki. A już na pewno nie wkurwiaj tej, bo będziesz miał pecha. Szybkim ruchem nasz mały wandal wyciągnął z dziwnego fanny pak’a coś, co było podobne do granatów. I tak – to były granaty. Z teatralnym oburzeniem na twarzy odbezpieczyła pierwszy, rozbijając nim szybę i z prędkością karabinu maszynowego trafiły do sklepu trzy kolejne, a właściciel zbladł, przerażony. Pożegnał go tylko śmiech Jinx, która odbiegła, łapiąc po drodze spray z ziemi.
Facet wstał.
Za późno o kilka sekund.
Wybuch wstrząsnął posadami sklepiku, wyrzucając resztki butów na odległość kilkudziesięciu metrów. Witryna poszła w mak, a właściciel zginął pod stosem cegieł. Ludzie z wrzaskiem zaczęli uciekać i chować się w innych sklepach lub banku nieopodal. W mig rozbrzmiały syreny policyjne, gdy służby już jechały zachować porządek, acz w tym wypadku… było to trudne. Inspektor nie potrzebował wiele czasu, by zorientować się, kto zaś narobił bałaganu w mieście. Różowe graffiti oraz słynne X widniało nieopodal, kolejny raz wkurwiając policję Rathelonu do granic możliwości.
Jinx w tym czasie stała na dachu budynku, oddalonego jakieś 50 metrów od epicentrum rozróby, uśmiechając się szeroko.  W dłoni trzymała spray, który już się skończył,  w drugiej zaś kolejny granat. Zerknęła na niego, na inspektora i wzruszyła ramionami:
- I wtedy pierwsza myszka zrobiła ratatatata! – zanuciła, odwracając się na pięcie tanecznym krokiem i znikając za gzymsem, wtapiając się w kręte uliczki metropolii. Pozostawiła jak zwykle syf, krew i kiepskiej jakości obrazy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyle
Prywatny detektyw

avatar

Liczba postów : 3
Dołączył : 09/11/2013

Godność : Derek Kyle Bramsworth
Wiek : 26 lat
Zawód : Prywatny detektyw
Orientacja : Biseksualny
Partner : Sille, Margrabia, Kot.
Wzrost i waga : 75 cali | 0,084 tony
Znaki szczególne : On cały jest szczególny.
Aktualny ubiór : Wąskie, skórzane spodnie w kolorze czarnym, wysokie do kolan, podniszczone trampki (lewy jest normalny, czarny, z błękitnymi sznurowadłami. Prawy, nie wiedzieć czemu, jest żółty i ma czerwone sznurowadła, przypięte przy kostce przypinki z obscenicznymi hasłami, a czubek ma popisany czarnym flamastrem). Spodnie na biodrach podtrzymane są szerokim paskiem z ćwiekami i fantazyjną klamrą w kształcie Harleya. Tors zakrywa czarną, obcisłą bokserką, na którą zarzuca pogniecioną koszulę w fioletowo-szare prążki. Rękawy zawsze ma podwinięte za łokcie, a na nadgarstkach nosi zawsze mnóstwo najróżniejszego stuffu (rzemyki, pieszczochy, łańcuszki, bransoletki, mulinowe sznurki). Na palcach ma kilka pokaźnych sygnetów, a szyję często zdobi mu wąska psia obroża. Gdy wychodzi na zewnątrz, zakłada długi, czarny płaszcz lub krótką, pikowaną kamizelkę w kolorze oczojebnej zieleni. Często można go spotkać z ogromnymi słuchawkami na uszach oraz dziwnymi rzeczami we włosach (typu spinki, dziwne gumki, ołówki...).
Ekwipunek : Portfel (pieniądze, dwie karty kredytowe, zdjęcie Alex, książeczki szczepień psów, prawo jazdy na motocykl, dowód osobisty, prezerwatywa, jakieś małe wizytówki, których wciąż nie wyrzucił), nóż sprężynowy, telefon, klucze, fajki z zapalniczką w paczce.
Obrażenia : Rak się liczy...?
Multikonta : √2

PisanieTemat: Re: Deptak   Nie Lis 17, 2013 2:52 pm


- Wyobraź sobie, że jesteś człowiekiem, który trzyma granat. O czym myślisz? – pytam, z charakterystycznym dla mnie wdziękiem pogwałcając żółtą taśmę z napisem „KEEP OUT”. Ląduje przygnieciona pod moim butem, a ja wysoko podnoszę nogi, przełażąc przez wybite okno w witrynie ruiny sklepowej.
- Nawet już nie chodzi mi o to, że zabijasz ludzi… - ciągnę, omijając rdzawobrunatne plamki. Wiecie, to się tak tylko mówi, że po coli szybko schodzi. Swego czasu robiłem w zakładzie gospodarki komunalnej, do moich obowiązków należało utrzymywanie czystości na ulicach. Wcale nie jest tak łatwo zmyć krew z chodnika.
Ze ścian też nie.
- Po prostu zastanawiam się, czy myślisz o tym, że możesz się po drodze potknąć i zwyczajnie nie uciec. To byłby kabaret, nie? Pieprznąć granatem i jeszcze nie uciec.
Człowiek rozszarpany granatem wygląda ciekawie. Jest dramatycznie świadomy faktu, że umiera i że nikt, absolutnie nikt nie będzie w stanie poskładać go do kupy. Nie godzi się z tym. I wczepia się pazurami we framugi, wgryza w ściany, robi wszystko, by nie dało się go oderwać, by policyjni technicy musieli skrobaczkami odrywać go od tynku, by krwawe zacieki treści żołądkowej były rozpryśnięte jak mięsno-krwista papka mielona w otwartym robocie kuchennym. Ten sklepikarz też bardzo chciał zostać na miejscu.
- Tyle że to nie wchodzi w grę, Watsonie – mruczę, schyliwszy się nad kupką potrzaskanego szkła. Ostrożnie wybrałem z niej akurat ten odłamek, który był ubabrany różową farbą. – Jeśli coś dzieje się kilkukrotnie, należy przypuszczać, że nastąpi znowu. Mniejsza z tym, konkrety. Ta ulica jest ruchliwa, szczególnie w godzinach handlowych. Jak można było nie zauważyć terrorysty…? Trzymaj Margrabiego, niech tu nie łazi, jeszcze wdepnie w szkło.
Wstaję.
- Amator – stwierdzam. – W dodatku ideowiec. Gdy zostawiasz za sobą takie zniszczenia, chodzi ci o akt wandalizmu sam w sobie, nie o konkretne morderstwo. To nie była zemsta, egzekucja też nie. Zostawia znaki po sobie. Jest dumny ze swojej roboty. Nie sądzisz, Watsonie?
Wyciągam papierosa. Krztuszę się, gdy fala gęstego dymu pachnącego czekoladą wdziera mi się do tchawicy, niemal fizycznie czuję, jak przepycha się przez oskrzela i oskrzeliki, jak zapycha mi pęcherzyki płucne. Ogranicza powierzchnię wymiany gazowej. Wciska mi w krwioobieg smoliste gówno, które bezpośrednio przyczynia się do mojego stopniowego schodzenia z tego łez padołu.
Nie, żebym narzekał.
Po prostu strasznie chce mi się sikać. Wiecie, to jest strasznie dziwne uczucie. Łazisz dosłownie jak kot z pęcherzem, tylko szukając kibla, w którym możesz się odlać, a gdy już stoisz nad muszlą i pisuarem, wzywasz wszystkich świętych pańskich i zaciskasz zęby, modląc się, by nie bolało. A boli. Syczysz pod nosem i miotasz kurwami, czując ból i tę niewysłowioną ulgę, znaną tylko temu, kto po godzinach bezskutecznego poszukiwania toalety wreszcie trafia do ubikacji. Deprymujące.
Kaszlę ochryple.
- Demonstracja. W niskim tonie, raczej na spontanie, choć powierzchownie przygotowana. Wygląda bardziej na pokazówę antyjakąśtam niż porządny zamach. Ale ludzie i tak nie żyją. Wkurwia mnie to, Alex. Zgarnijmy go.
Nie mogę tu petować. Papierosa gaszę na podeszwie buta i chowam do kieszeni. Teoretycznie zostawiliśmy za sobą psią sierść i popiół papierosowy. Teoretycznie zostawiliśmy też nieliczne ślady butów, złuszczony naskórek, nasze bakteria i naruszenie w strukturze wszechświata. Policja to idioci. Mogę tu równie dobrze zatańczyć kankana.
- Sprawdzimy tego właściciela, Ally – mruczę, odbierając od dziewczyny naszego psa. Przelotnie muskam ją wierzchem dłoni po policzku. – Zajmij się tym, Watsonie. Następnie porozmawiamy z właścicielami sąsiadujących budynków i poszukamy świadków. Zrobimy mały research w Internecie. Przede wszystkim musimy sporządzić dokumentację poprzednich ofiar i zestawić je, może znajdziemy prawdopodobieństwa. Może ten skurwysyn wybiera ich celowo. Szczerze mówiąc, wolę, by tak było. Inaczej oznacza to, że mamy do czynienia ze zidiociałym, działającym randomowo dzieckiem. Psychopaci są niebezpieczni. Wiem z doświadczenia, jestem jednym z nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexis
Watson

avatar

Liczba postów : 3
Dołączył : 09/11/2013

Godność : Alexis Kidd.
Wiek : 24.
Zawód : Studentka matematyki, „prywatny detektyw”.
Wzrost i waga : 159 cm, 53 kg.
Znaki szczególne : Nieprzyzwoicie długie (za pośladki), farbowane na śnieżną biel włosy; permanentnie wygląda, jakby zarwała ostatnie dwie noce.
Aktualny ubiór : Spodnie od piżamy (szare, w pingwinki) wciśnięte w wysokie cholewki sznurowanych czarnych oficerek. Burozielona parka z kapturem obszytym futerkiem, pod spodem cienki czarny sweterek. Bielizny brak. Włosy związane w wielki, niechlujny kok.
Multikonta : Cas, Mel, Red.

PisanieTemat: Re: Deptak   Nie Lis 17, 2013 10:48 pm

Przestąpiła ostrożnie przez dziurę, która była kiedyś oknem, mocniej przyciskając do siebie Margrabię. Odłamek szkła zgrzytnął jej pod podeszwą.
— Ups — mruknęła pod nosem i podążyła za Kylem, wsłuchana w jego przemowę. Sama raczej się nie odzywała. Wiedziała dobrze, że najlepiej będzie pozwolić mu mówić; jak nic padnie z jego ust coś mądrego, pewnie nawet prędzej niż później.
— Kabaret? Tragikomedia — sprostowała. Kąciki ust podniosły się na chwilkę, ale w zasadzie nie było jej do śmiechu, wystrój wnętrza po „remoncie” przyprawiał ją raczej o lekkie mdłości. Szczególnie ściany. (Widać było, że właściciel włożył w nie całego siebie. Hue.) Oglądała je z pełną odrazy fascynacją, jak rozjechanego gołębia albo wypadek drogowy; ohyda, ale nie możesz oderwać wzroku. Odwróciła się od nich dopiero, kiedy pies zaczął niespokojnie się kręcić. Jemu też się nie podobały.
— Cicho — mruknęła mu nad oklapniętym uchem i ułożyła go sobie wygodniej w ramionach. Przemierzyła pomieszczenie, rozglądając się na wszystkie strony, i stanęła w końcu kilka kroków od Kyle’a.
— Nie pokalecz się — ostrzegła go odruchowo. Zerknęła w stertę szkła, w której grzebał, wytężając krótkowzroczne oczy, ale nie dojrzała w niej nic ciekawego, przeniosła zatem spojrzenie z powrotem na ścianę. — Nie wiem — odpowiedziała na jego (chyba jednak retoryczne) pytanie, z pewnym roztargnieniem, bo już co innego przykuło jej uwagę. Podeszła do ściany zaskakująco żwawym jak na nią krokiem i sięgnęła przed siebie, zaraz jednak opamiętała się, zębami naciągnęła rękaw swetra na dłoń i dopiero tak osłoniętymi palcami wyciągnęła z tynku kawałek metalu. Obejrzała go, mrużąc oczy, i schowała do kieszeni na później.
— Odłamek — rzuciła przez ramię. Margrabia kichnął, jakby na potwierdzenie jej słów, i otrząsnął się niespokojnie. — Ciężki — poskarżyła się, lakonicznie, jak to miała w zwyczaju, wracając do Kyle’a. — Przydałaby mu się dieta albo coś.
Przez chwilę drapała psa po tłuściutkim brzuchu w milczeniu. Gryzła wargę i patrzyła niewidzącym wzrokiem trochę przed siebie, a trochę w dół, znaczy — myślała intensywnie.
— Dumny — powtórzyła. Usłyszała to słowo z własnych ust i chyba nie spodobało jej się za bardzo, bo zmarszczyła brwi. — Mhm... Nie. Demonstracja, tak, to prędzej. Wiadomość? Tylko komu zostawia się wiadomość w sklepie z butami? — Rozejrzała się bezradnie po pomieszczeniu. Za mało tu widziała, a w ogóle to było jej zimno i chciała już do domu. Oddała Kyle’owi psa z wyraźną ulgą, bo ręce zaczynały jej już omdlewać. (Faktycznie był ciężki.) Czując jego (Kyle’a, nie psa) dłoń na swoim policzku, przymknęła na chwilkę oczy jak zadowolony kot, ale zaraz z powrotem je otworzyła, słuchając uważnie jego słów. To, co słyszała, brzmiało jak plan. Lubiła plany.
— Mhm. Zrób rundkę po okolicy. Popytaj, poszukaj świadków. — Machnęła ręką. Nie zamierzała tłumaczyć, znał się przecież na tym lepiej od niej. — Wrócę do domu i pogrzebię w Internecie. Ten różowy spray... Czytałam coś kiedyś. Albo widziałam w telewizji... — Trudno powiedzieć, czy mówiła w tej chwili do niego, czy myślała na głos, pewnie oba naraz. Zerknęła na niego spod grzywki. — Zbiorę to do kupy i zobaczymy, hm?

_________________

should i wake up?
or just sleep now?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Deptak   

Powrót do góry Go down
 
Deptak
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
centrum miasta
 :: Główna ulica
-
Skocz do: