IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 But Charlie, I saw ya stick your dick in the salsa!

Go down 
AutorWiadomość
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: But Charlie, I saw ya stick your dick in the salsa!   Sob Lis 02, 2013 8:35 pm

Godność:
Prawdziwa: Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka Amasakawa
Fałszywa: Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo
Pseudonimy: Lion (+ zdrobnienia i inne pochodne) / Księżniczka (trolololo)
Znaki szególne:
Kolczyki: pięciokrotnie przebite lewe ucho, prawe dwukrotnie
Heterochromia: lewe oko błękitnej barwy akwamaryny, prawe zaś liliowego fioletu
Tatuaże: czarny krzyż na karku; złoto-czarny chiński smok na lewym boku, oplatający znaki: "悪魔を口ずけ"; czarne znaki "極楽" na wewnętrznej stronie prawego uda; ciąg znaków kanji (jeszcze nie wiem, jakie) po prawej stronie pleców.
Blizny: podłużna po prawej stronie szyi; również podłużna, ciągnąca się przez środek pleców.
Głos:
Talking: Tomosa Murata - 12
Singing: Lizz - 123
Relacje:



Szef to, Szef tamto, Szef chciał, Szef pożąda, Szef pewnie potrzebuje - czyli standardowe, cokilkusekundowe wypowiedzi Mio. Nawet ona sama (czyt. jej drugie ja) ma już dość ciągłego pierdolenia o jednej i tej samej osobie, która tak na dobrą sprawę ma na nią wyjebane. Trudno tu jednak mówić o jakiejś chęci zaciągnięcia go do łóżka, skoro boi się go w ogóle dotknąć, traktując go, niczym cholernego boga. W końcu jest taki... władczy. Tak, czy siak, wiadomo, że mogłaby zacząć się wydzierać, jak to ona go nie kocha, jak bardzo nie zależy jej na tym, żeby zobaczyć jego uśmiech... ale pieprzyć się z nim nie będzie, bo JEMU nie przystoi.
I dobrze. Bo Take by pewnie jej kijem nie tknął.



Posiadanie w rodzinie totalnego lenia kojarzy się Mio tylko z jedną myślą - trzeba o niego dbać, bo sam sobie w życiu nie poradzi! Tak, tak. Jej zdaniem nie jest nierobem. On po prostu nie potrafi dać sobie rady, bo świat się na nim wyżywa. Więc nie jest też ułomny, tylko ludzie robią z niego ofiarę. Amasakawa wmówiła to sobie już dawno temu, byleby tylko mieć kogoś, kogo będzie mogła tuczyć ciastem i wpychać mu się pod ramiona z okrzykiem: "moje biedactwo!". Taka "opieka" zapewnie nie skończy się niczym dobrym, ale przynajmniej od czasu do czasu zostaje poklepana po głowie, choć to i tak nie zmienia faktu, iż Natsume to zwyczajny dupek.
A niech sobie czerpie korzyści, ile wlezie. To małe kolorowe zdania nie zmieni.



"Jak dorosnę, zostanę Shetą!" to podobno jedna z najpopularniejszych wśród wypowiedzi Mio, jakie wypluła z siebie przez całe życie. Czyli wychodzi na to, że mówi to bardzo często. I cholera wie, dlaczego. Bo jest jej przełożoną? Chyba. Bo robi za prawą rękę Boga? Pewnie też. Nie potrzeba wiele, żeby wzbudzić w Mio jakikolwiek podziw, więc Shetani mogła to równie dobrze osiągnąć zupełnie nieświadomie. Także... nawet nie wiedziała, że ściągnęła na siebie klątwę w postaci małej, ciekawskiej dziewczynki wypytującej ją o wszystko, począwszy od obowiązków, na kolorze bielizny kończąc. Musi się jak najbardziej do niej upodobnić! Nie jej wina~.


Poznali się już w czasach "przedszkolnych", kiedy to ich matki postanowiły zabrać swoje dzieci na spotkanie towarzyskie, widząc, iż tych dwoje jest w dość podobnym wieku. Białowłosy od razu zrobił cudowne wrażenie na swojej nowej znajomej, przeobrażając samego siebie w jej osobistego rycerza. Niestety, kontakt się urwał, a jego księżniczka odnalazła go dopiero po latach, kiedy ten był w niemałym kryzysie, a i ona sama nie cieszyła się szczęściem w życiu. Oboje jednak jakoś się ustatkowali, w późniejszych latach wiodąc jako-tako lepszą kreskę żywotną, rysowaną na ich wykresie farta. Tamte chwile nędzy i biedy jednak jeszcze bardziej zacieśniły zapomniane więzy, które ich łączyły, czyniąc z nich doskonałą parę... przyjaciół. Dodatkowo, Anzai nie zapomniał o swoim przyrzeczeniu co do obrony Lwiątka i zapewnienia jej wszystkiego co najlepsze, więc od razu zapragnął posady jej lokaja. Darmowej, bo darmowej, ale z obowiązków wywiązuje się z przyjemnością, często nawet wbrew woli swojej szefowej.


Chipsy, słodycze, gazowane napoje... no i herbata. Ale przede wszystkim przydadzą się im pady do gry i wiele czasu, bo na jednej, czy dwóch rundkach w Tekkenie się nie skończy, a godzina napierdalania choćby i w Wormsy(~) to nic. Jeśli zaczną w południe, muszą skończyć co najmniej o piątej rano dwa dni później, bez wliczenia przerw na siusiu, jedzenie, czy kąpiel. Razem potrafią spędzić naprawdę wiele czasu na graniu, aczkolwiek na tym nie kończy się ich znajomość. Black pewnego dnia otrzymał awans z zajebistego kumpla na przyjaciela Amasakawy, a ta od tej pory klei się do jego ramienia i tylko truje mu dupę. To mu chyba jednak nie przeszkadza, bo jakoś nie wygląda na to, że jej nie lubi. W sumie, pewnie nawet ma do niej taki sam stosunek, co ona do niego. Z tym, że okazuje to po swojemu.


Tak dla żartu los postanowił zesłać na pewnego chłopca nieszczęście w postaci jasnowłosego dziecka, które jakimś cudem stwierdziło, że bycie geek'iem nie przeszkodzi młodziankowi w zostaniu jego cudownym księciem na białym koniu. Problem w tym, że dopóki Askel nie wyposaży się w bambusowy kij, butelkę, papier i zapalniczkę, to Mio podejść do niego nie może. Na nic więcej, niż słabą znajomość, nie ma co liczyć, więc już do końca życia pozostanie oznaczona plakietką: "Friendzoned". No, czasem dostanie od niego jakąś ciekawą informację, którą zaraz leci przekazać cudownemu Szefowi (patrz: Takanori), a która nie zawsze musi być koniecznie prawdziwa. A to małpa, pieprzy jej karierę.


Internetowe znajomości ciągną się nie od dziś, więc nic dziwnego, że ta dwójka na siebie natrafiła i stwierdziła, że mogliby porozmawiać sobie dłużej. Tak to się rozwijało, aż Daisy nie przeleciał kawałka drogi na Rathelon i nie spotkali się na żywo. Niedługo potem chłopak zadebiutował, a dziewczyna oficjalnie stała się jego prawie-psychofanką, oczywiście nie przestając się z nim jakoś kolegować. Nie można tego jednak nazwać głębszą przyjaźnią, gdyż osoby poznane w taki sposób są jednak traktowane nieco... inaczej. Aczkolwiek wrogami raczej nie zostaną, no bo bo i po co? W końcu Soo to taki sympatyczny chłopiec~!


Podobno to najlepsza dupa w mieście (bo Drozd mieszka gdzieś indziej~), a także najlepszy chuj, klata i morda. I w ogóle wszystko inne też ma najlepsze. W dodatku jest zajebistym tancerzem. I czego Mio może chcieć więcej, żeby się do kogoś ślinić? Problem jest jeden - tej pięknej klaty dotykać nie wolno. Sama Mio nie wie, czy to ze względu na jakieś prawo co do napastowania funkcjonariuszy, czy inne chujstwo, ale... za takiego bodyguarda to by nieźle zapłaciła.
...nie no, dobra. I tak chodziłoby tylko o tykanie klaty.
ALE DROZD JEST LEPSZY.



Potrzebny brat, i to na wczoraj. Co więc zrobić, kiedy nikt się nie zgłasza, a wokół same pedały, skurwiele i inni zupełnie nieodpowiedni mężczyźni? Wziąć kogoś, kto nawet nie powinien mężczyzną być! Melvin, czy może raczej Melanie, nadawałaby się raczej na siostrę, jednakże Mio nie mogłaby być sobą, poznając prawdziwą płeć owej osoby. Dzięki temu Wilk ten został przyszywanym braciszkiem lwiątka, za którym może i nie wskoczyłaby w ogień, ale na pewno poświęciłaby dla niego bardzo wiele.


"Onee-tan, zjedz jeszcze ciasta!"
"Onee-tan, może jeszcze jedną babeczkę?"
"Onee-tan" to, "Onee-tan" tamto. Ten rzep naprawdę nie wie, z kogo robić swoją przybraną rodzinkę. Niestety, przestrogi ludzkości nie wpływają za bardzo na jej decyzje i chyba właśnie przez to traktuje Josephine, jak swoją kochaną siostrę. I nawet, jeśli tematy rozmów narzucane przez Jo wydają się przekraczać granice "pogaduszek rodzinnych", młoda traktuje je, jak drobne żarciki. Całkowicie niewinne.
No i nie można zapomnieć o zapychaniu jej buźki babeczkami Lwiątka. Przecież nie byłaby sobą, nie częstując swojej "rodziny" własnymi wypiekami.



Bo jedzenie słodyczy samemu potrafi być naprawdę trudne i nudne, nie wspominając już nawet o tym, że to dość przygnębiające. Smutna Amasakawa to jednak rzecz niemożliwa, więc i na to znalazła radę - w swojej szkole odkryła cudowną zdobycz, jaką jest młody Einer, a jaka przydaje się nie tylko w celu wspólnej konsumpcji. Chłopak w końcu został jej dobrym kolegą, a następnie i przyjacielem, który chyba może doliczyć sobie kilka(set) dodatkowych punktów do swojego ego przez bycie nazywanym per "senpai". Tak to już jest, jak się zadaje z osobą pokroju Lwiątka.
Dobrze tylko, że nie wiedzą, iż normalnie powinni się pozabijać~.



Nie polecamy panu o zielonych kłakach zbliżać się do aż nazbyt pstrokatej panienki o upośledzonej osobowości. Może się to skończyć tragicznie, bowiem Lwiątko upatrzyła sobie tego "żołnierzyka" za swój osobisty obiekt do dręczenia własną obecnością. Mogłaby spędzić cały dzień, tylko i wyłącznie go śledząc, bo "jest ciekawy". Tak na dobrą sprawę, wie o nim niewiele - w zasadzie nic. Ale nie zmienia to faktu, że w jakiś sposób polubiła tego mężczyznę, a że nie potrafi jakoś do niego zagadać, to ciągnie się za nim, jak smród za gaciami. Co najlepsze, z perspektywy wojskowego, jest ona małą pułapką, zastawioną przez wrogie oddziały. Ale co taka cukrowa panienka byłaby w stanie mu zrobić?


Bo to się nie zgadza, a to jest źle, no a o tym to już w ogóle szkoda gadać. Niestety, kiedy ktoś ma ze sobą problem, to musi odwiedzać osoby, które potrafią ten problem zażegnać. Belial jest swego rodzaju lekarzem, mającym pomóc ludziom pokroju Lion. Ludziom, których problem zaczął się w mózgowych fałdach, a skala jego niszczycielstwa ma nieskończony promień i przebija się przez wszystkie mury tego świata, choćby i ten chiński. Tak więc jest jej ulubionym terapeutą, do którego chodzi się poużalać, pozabierać recepty i od czasu do czasu posiedzieć mu na kolankach w zamiarze tulenia.


To jest sytuacja na zasadzie: uratuj przylepę, a ona użyje całego swojego kleju, bylebyś tylko nie mógł jej od siebie oderwać. Odkąd Colette wybawiła dziewczynkę od szansy zostania aktorką w pedo-porno, ta zaczęła traktować ją jak bohatera i swojego osobistego rycerza. Rycerza, bo jasnowłosa przedstawiła się pstrokatej panience jako "Charlie", gdyż ta wzięła ją za młodzieńca. Tak więc teraz musi się co jakiś czas użerać z takim małym dzikusem. Ale chyba nawet nieźle to zniesie, skoro przy każdym takim spotkaniu dostanie jakiś łakoć.


Jak ktoś taki, jak Pierwiastek, mógłby zostać czyimś idolem? Najwyraźniej nawet takie coś jest możliwe, kiedy w grę wchodzi on i Mio. Przecież ta istotka potrafiłaby przylepić się do każdego dziwaka, więc dlaczego by nie do niego? Ale nie jest zwykłą fanką, która ubzdurała sobie, że zostanie kiedyś jego żoną. Jest, można by rzec, administratorką strony o nim, na której umieszcza wszelkie potrzebne ludziom informacje, jakich źródłem jest sam obiekt ich fangazmów. Tak więc Mio działa tu na zasadzie przekaźnika, ale kto powiedział, że jest jej z tym źle? To niezła robota!


Nienawiść to w tym przypadku naprawdę słabe słowo. Gdyby nie fakt, że rozlew krwi wygląda bardzo nieelegancko, pewnie już dawno by się wzajemnie pocharatali, a to wszystko przez osóbkę pewnego skurwiela, który rządzi ich dwójką. Zazdrość obydwojga z nich już dawno osiągnęło poziom krytyczny, przez co niemal cały czas jedno kopie dołki pod drugim i stara się mu dopiec w każdy możliwy sposób. Zresztą z wzajemnością. Chociaż grają w jednej drużynie. Ale kto by się tym przejmował?


Do wyżalenia się, do przytulenia, do pomarudzenia - czyli co nieco o wielofunkcyjności Mio. Jak wiadomo, przyjaciel potrafi być wsparciem w trudnych momentach i po prostu być, kiedy inni odwracają się ku tobie dupskiem. Lwiątko odgrywa taką rolę względem Króliczej Panny, która najwyraźniej chętnie korzysta z tego faktu, rozmawiając z nią o utrapieniach swojego serduszka.


Bardziej chodzi tu o wzajemne przekazywanie sobie informacji, aniżeli o totalną przyjaźń, mającą na celu wygrzebywanie Rose z domu, ale czemu Lion miałaby mówić "nie" wspólnym typowo babskim zabawom? Otoczona głównie przez mężczyzn (i Shetę~) też potrzebuje czasem chwili wytchnienia od tej bieganiny pełnej broni i gier wideo. Potrzeba jej bardziej... no nie wiem, dziewczęcych rozrywek. Stąd też pomysł zakumplowania się z Aleks wydał jej się nad wyraz "misiowy".


Kochany, ale pojebany. Bez wariatów świat byłby cholernie nudny, a kiedy ma się takowych w rodzinie, choćby i tej fałszywej, to o monotonii nie ma co pogadać. Ten ex-cyrkowiec jest znany ze swoich corocznych skoków na główkę do brodzika i łykania ognia pomimo emerytury, podczas gdy będąc w zoo wciąż kręci się przy tygrysach, szukając swojego kochanego Merlinka. Nie można także zapominać o jego domowym zwierzyńcu i każdorazowego bulwersu, kiedy do uszu dziewczyny dosięgnie imię "Jeff", jakie otrzymał puchaty tchórz rudzielca.


Siscon, idiota, kompletny zjeb, niekompetentny głupek, zdrajca... wymieniać dalej? Po prostu go nie znosi, choć w dzieciństwie był jej jedynym przyjacielem, czy może raczej wzorcem. Teraz jednak ma ochotę go zajebać gołymi rękoma, z jednej prostej przyczyny - Rząd. Okazał się być naiwnym idiotą. Zdrajcą. CHUJEM.


Zwierzęta:



Ciche, podstępne, a przede wszystkim strasznie podobne do jej ulubionego skurwiela w świecie. Ta kupa futra jest niczym innym, jak tylko kocityfikacją Nishimury, z tą różnicą, że czasem daje się trzymać na rękach, a nawet i przytulać. Jednakże nie lubi nikogo, poza swoją "panią", którą traktuje najczęściej, jak worek treningowy. Bywa również miły dla jej kuzyna, choć jego ma zwyczaj raczej ignorować, sporadycznie dając się podrapać za uszkiem. Tak, czy inaczej - lepiej się do niego nie zbliżać. Zajebie i wierdzieli na śniadanie.


Uosobienie szczęścia na czterech łapach pokrytych czarną sierścią. Ten retriever prostowłosy towarzyszy Lwiątku od niedawna, ale już zdążyli się do siebie przywiązać, niczym wieloletni przyjaciele. Oddałby wiele za swoją panią, a termin psiej wierności i lojalności pasuje do niego wręcz idealnie. Każdego dnia wędruje u jej boku, niczym cień i anioł stróż. Mimo tej postawy, jest także bardzo żywiołowy i przyjacielski, ale od razu wychwytuje podejrzane osoby, nadając się jednocześnie na doskonałego strażnika.


Z pozoru łagodny, słodki okaz dachowca, zagubiony w całym świecie, starający się cieszyć każdą przeżytą chwilą. W środku jednak tylko spiskuje przeciw wszystkim i wszystkiemu, uważając cały świat za swoje i tylko swoje zabawki, które nie mają prawa go tknąć. Dobrze dogaduje się ze swoim psim współlokatorem i tą, która według ludzi winna być nazywana "panią", jednakże jego pobratymiec rasowy traktuje go, niczym arcywroga. Ale on ma wyjebane~.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
But Charlie, I saw ya stick your dick in the salsa!
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Charlie Charlotte Mounhabierre, czyli twór bliżej nieokreślony.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
na wstęp
 :: Informacje
-
Skocz do: