IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Główna sala

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Meli
Członek gangu

avatar

Liczba postów : 10
Dołączył : 09/11/2013

Godność : Meli
Wiek : 20 lat
Zawód : Studentka oraz właścicielka sklepu internetowego
Orientacja : Hetero
Wzrost i waga : 168cm 56kg
Aktualny ubiór : Czarna luźna bluza, jeansy oraz trampki. Włosy związane w kok. Na nadgarstku widnieje bransoletka z małą podkówką.
Ekwipunek : Pistolet, kasa, komórka.

PisanieTemat: Główna sala   Sob Lis 16, 2013 9:36 pm

Największy pokój, w którym znajduje się wielki bar. Na samym środku jest parkiet, na którego rzucane są kolorowe światła. Ściany są koloru złotego, natomiast podłogę zdobiły czarne, błyszczące kafelki. Przy ścianach stoją czerwone, wygodne kanapy z stołami.
(Później będzie większy opis)

Napis na clubie był znakiem, że tym razem nie trafi do przypadkowego miejsca. Weszła do środka. Głośna muzyka nieco dawała po uszach. Cóż przychodząc tutaj mogła się tego spodziewać. Nie maiła zamiaru tańczyć tylko się zrelaksować. W głowie usłyszała głos swojej matki, która robi jej kazanie na temat tego, że nie powinna przebywać w takich miejscach. Na szczęście uwolniła się od tego i prędko nie miała zamiaru wrócić. Swój kontakt z rodzicami ograniczyła do minimum. Zapewne gdyby zjawiła się znowu w domu usłyszała by gadkę na temat jej zachowania. Podeszła do baru. Kelner od razu podszedł do niej.
- Jakiś drink, byle nie za słodki.
Miała dość mocną głowę do alkoholi, mimo to wolała się ograniczać. Nie przepadała za upijaniem się. Tym bardziej, że chciała uniknąć rannego kaca. Kiedy zamówienie zostało postawione przed nią, sięgnęła do kieszeni aby wyjąc drobne, po czym wyłożyła wyliczoną gotówkę na ladę. Wzięła drinka i zrobiła łyka.
- Dość dobre.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Natalie
Szpieg

avatar

Liczba postów : 30
Dołączył : 02/11/2013

Godność : Natalie
Wiek : 17 lat
Zawód : Uczennica
Orientacja : Hetero
Wzrost i waga : 165/50
Aktualny ubiór : Avkowy+ czarna bluza z dużym kapturem i szpilki, makijaż, lakier na paznokcie, torba przewieszona przez ramię na skos.
Ekwipunek : Telefon, portfel, wytrychy, nóż, fałszywe dokumenty - ukryte.
Obrażenia : Wiecznie paprząca się rana

PisanieTemat: Re: Główna sala   Nie Lis 17, 2013 12:20 pm

Klub udało się odszukać bez żadnych większych przeszkód. Wielkiego szyldu nie dało się przegapić, więc nogi obu dziewczyny szybko znalazły się w środku. Fala światła i dźwięku uderzyła w nie. Meli postanowiła iść do Baru, Nat udała się za nią przyglądając tańczącym ludziom. Po chwili posadziła swój tyłek na barowym krzesełku. Nic sobie nie zamówiła uśmiechając się słodko do barmana. Za nimi siedziała grupa mężczyzn, którzy przyglądali się nimi, z drugiej strony kilku solistów i zakochanych parek, które dzisiejszy dzień skończą bzykając się niczym króliki.
– Lubisz takie miejsca? – spytała, patrząc na dziewczynę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Meli
Członek gangu

avatar

Liczba postów : 10
Dołączył : 09/11/2013

Godność : Meli
Wiek : 20 lat
Zawód : Studentka oraz właścicielka sklepu internetowego
Orientacja : Hetero
Wzrost i waga : 168cm 56kg
Aktualny ubiór : Czarna luźna bluza, jeansy oraz trampki. Włosy związane w kok. Na nadgarstku widnieje bransoletka z małą podkówką.
Ekwipunek : Pistolet, kasa, komórka.

PisanieTemat: Re: Główna sala   Nie Lis 17, 2013 6:11 pm

Obracała swoją szklankę w palcach. Mimo muzyki słyszała urywki rozmowy mężczyzn, którzy siedzieli parę miejsc dalej. Ignorowała ich głupawe uśmiechy. Już nie takich kolesi przerabiała w swoim życiu i zdecydowanie oni nie należeli do tych z którymi ona mogła by się zadawać. Zrobiła kolejne łyki. Spojrzała pytająco na dziewczynę.
- Czemu sobie nie zamawiasz? Brak osiemnastki?
Wątpiła by w takim miejscu pytano o dowód. Dopiła swojego drinka i zamówiła kolejnego. Dopiero teraz przypomniała sobie, że nie jest ubrana jak do clubu. W końcu bluza to nienajlepsze ubranie do takiego miejsca, ale dziewczyna nie miała dzisiaj zamiaru tańczyć tylko trochę się odprężyć przy napojach. Dostając swoje zamówienie, podała kasę kelnerowi. Skosztowała drinka. Był lepszy od wcześniejszego. Przynajmniej jej się tak wydawało. Z zamyślenia wyrwały ją słowa Natalie.
- Lubię tylko napoje, które w takich miejscach są serwowane. Ile jesteś w mieście?
Chciała się dowiedzieć czegoś o miejscowych ludziach, miejscach i innych rzeczach, które mogą być warte uwagi. W końcu dlatego wybrała to miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Natalie
Szpieg

avatar

Liczba postów : 30
Dołączył : 02/11/2013

Godność : Natalie
Wiek : 17 lat
Zawód : Uczennica
Orientacja : Hetero
Wzrost i waga : 165/50
Aktualny ubiór : Avkowy+ czarna bluza z dużym kapturem i szpilki, makijaż, lakier na paznokcie, torba przewieszona przez ramię na skos.
Ekwipunek : Telefon, portfel, wytrychy, nóż, fałszywe dokumenty - ukryte.
Obrażenia : Wiecznie paprząca się rana

PisanieTemat: Re: Główna sala   Nie Lis 24, 2013 5:15 pm

- Nie, czekam na ważny telefon, więc wiesz. -uśmiechnęła się, kłamiąc. Zamiaru przytaknąć na jej słowa nie miała, co to to nie. Nie lubiła przyznawać się do tego, że nie ma wystarczającej ilości lat by pić alkohol czy palić papierosy. Obie te rzeczy lubiła ale w ramach przyzwoitości.
-Zaskoczę cię takie napoje można przygotować samemu w domu, nie musisz tutaj przychodzić. - nie ma to jak samodzielne drinki, a jak. w tej samej chwili zadzwonił telefon dziewczyny. Nat przeprosiła dziewczynę i odebrała.
-Wybacz ale ja będę się zwijać. Miło było cie poznać papa. -pożegnała się, opuszczając to miejsce.

zt

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Meli
Członek gangu

avatar

Liczba postów : 10
Dołączył : 09/11/2013

Godność : Meli
Wiek : 20 lat
Zawód : Studentka oraz właścicielka sklepu internetowego
Orientacja : Hetero
Wzrost i waga : 168cm 56kg
Aktualny ubiór : Czarna luźna bluza, jeansy oraz trampki. Włosy związane w kok. Na nadgarstku widnieje bransoletka z małą podkówką.
Ekwipunek : Pistolet, kasa, komórka.

PisanieTemat: Re: Główna sala   Nie Lis 24, 2013 7:14 pm

Prawda, można było zrobić drinki w domu, ale zdaniem Meli nie były one tak dobre jak w clubie, tym bardziej, że ona nie specjalizowała się w robieniu takich napojów. Wolała je po prostu kupić i mieć problem z głowy.
- Nie zawsze - odpowiedziała.
Słysząc telefon, spojrzała na nowo poznaną. Przeczuwała, że będzie musiała ona iść, dlatego nie zdziwiła się, kiedy Natalie oświadczyła idzie.
- Mi też ciebie było miło poznać, pa - pożegnawszy się zwróciła do swojego drinka. Był to ostatni dzisiaj. Nie chciała spędzić całej nocy w tym miejscu. Zapewne są ciekawsze tereny do odwiedzenia oraz ciekawsze zajęcia niż ciągłe siedzenie. Dopiła trunek, po czym wybyła w lokalu.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Agent FBI



Liczba postów : 40
Dołączył : 21/10/2013

Godność : Jared Blackery.
Wiek : 31 lat.
Zawód : Agent FBI.
Orientacja : Biseksualny.
Partner : Brak.
Wzrost i waga : 191 cm i 96 kg.
Znaki szczególne : Blizny po poparzeniach w wielu miejscach na ciele, znajdą się na ramionach, plecach, nogach. Czerwone pióra doczepione do włosów na karku.
Aktualny ubiór : Obecnie czysto formalnie: Rozpięta przy kołnierzu biała koszula, luźno związany wokół szyi ciemny krawat, swobodnie narzucona na ramiona czarna marynarka oraz spodnie tego samego koloru, smoliste eleganckie buty na niskim obcasie. Posiada również dwa sygnety na palcach lewej ręki.
Ekwipunek : Oczywiście odznaka, klucze od motoru i mieszkania, jego dwie lube - para pistoletów Beretta 92 FS w kolorze czarnym. Notatnik, długopis oraz portfel.
Obrażenia : Zdrowiutki.
Multikonta : Brak.

PisanieTemat: Re: Główna sala   Sro Lis 27, 2013 8:19 pm

Późna godzina nie zawsze musi oznaczać termin zakończenia pracy. W tym wypadku było grubo po dwudziestej trzeciej. Pewien wysoki brunet postanowił odwiedzić jeden z najsłynniejszych lokali w mieście. Wbrew pozorom na jego celu nie była rozrywka. Dostał cynk, że dwójka dealerów ma się spotkać właśnie w tym miejscu. Podczas spotkania panowie wymienią się towarem oraz pieniędzmi. Skąd ta pewność, że to się wydarzy? Brak, jednak nie zaszkodzi spróbować. W przeciwnym wypadku Jared zostanie zmuszony do "głębszego" sprawdzenia obecnego informatora. Jeśli mężczyzna został oszukany lepiej dla delikwenta, aby był już w drodze do innego miasta. Przeczucie czarnowłosego mówiło jednak co innego. Co prawda dziwne miejsce jak na tak ważne spotkanie, jednak przestępcy w dzisiejszych czasach próbują wszystkiego, aby zmylić stróżów prawa. Spotkanie ma się odbyć o około godzinie pierwszej. Nie zaszkodzi jednak przyjść odrobinę wcześniej, aby rozeznać się w sytuacji.
Diabeł stanął przy barze, aby zamówić dla siebie jedno piwo. Poczekał moment, aż barman je przygotuje poprzez nalanie trunku do szklanki, a kiedy skończył zapłacił i chwycił za zamówiony alkohol. W obecnym momencie ostatnie czego potrzebował to zbyt duża ilość promili we krwi. Koniecznością jest pozostawienie trzeźwego umysłu, chociaż na upicie tego gościa trzeba wiele alkoholu. Mimo wszystko nie zamierzał wypić więcej, niż obecnie potrzebował. Po zapłacie nie przyjął reszty w ramach napiwku, a następnie udał się na pobliskie kanapy. Zostały umieszczone przy ścianach, a do tego w takim miejscu, aby siedzący ludzie mogli spojrzeniem swobodnie ogarnąć większość sali. Idealna miejscówka dla Jared'a, który przybył tu w ramach obserwacji. Wybrał tą najbardziej odpowiednią kanapę i usiadł na niej. Jeszcze przed tym musiał wyminąć sporą rzeszę bawiących się ludzi. Najwidoczniej impreza już się zaczęła. Diabeł usiadł w takim miejscu, aby mieć widok na wejście oraz bar. Wygodnie oparł się plecami o oparcie i zaczął badać wzrokiem pomieszczenie. Co jakiś czas upijał odrobinę trunku ze szklanki.
Jeden z wcześniej wspomnianych panów, którzy zamierzają się tu spotkać należy do nowo powstałej, niewielkiej grupki przestępczej, którą Jared ma za zadanie wychwycić i rozgromić w swój "praktyczny" sposób. Jednak, aby to się stało musi dojść do ich założyciela. Póki co wie już całkiem sporo. Jedną z jego informacji jest to, iż grupa liczy około dziesięć osób, w tym dealera, który ma się dzisiaj tu zjawić. Jego zadanie nie powinno być trudne, jednak co najgorsze - czasochłonne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
William
Paser

avatar

Liczba postów : 58
Dołączył : 20/10/2013

Godność : William Waller.
Wiek : 26 lat.
Zawód : Paser w Ghost / Zabójca.
Orientacja : Smaczna. A tak serio, to biseksualna.
Partner : Give.
Wzrost i waga : 190cm/85kg
Znaki szczególne : Przede wszystkim, wściekle czerwone włosy, które sięgają mu do ramion. Poza tym... Liczne blizny na ciele oraz tatuaż na prawym ramieniu. Może być i także wzrost. Wysportowana sylwetka.
Aktualny ubiór : Czarne jeansy, lekko opuszczone, tak, że widać mu gumkę od bokserek. Także czarna bluzka, a do tego jasna brązowa bluza z kapturem, gdzie przyozdobiona jest sztucznym, jasnym futrem. Do tego glany i ewentualnie, jak gdzieś wychodzi, czarna skóra bądź czarny płaszcz.
Ekwipunek : Jedną z najważniejszych rzeczy, z którymi się nie roztaje, to papierosy wraz z markową zapalniczką, dokumenty i pieniądze, które znajdują się w portfelu oraz klucze od motoru wraz do domu. Obowiązkowo także telefon musi być, oraz broń, którą nosi przy pasie. Pistolet pneumatyczny UMAREX SA 177. To tak na co dzień, Przy większych akcjach, po prostu wymienia sobie.
Obrażenia : Jak na razie żadne.
Multikonta : ~

PisanieTemat: Re: Główna sala   Czw Lis 28, 2013 11:44 am

Zabawa trwała już od bardzo dawna, a tutaj zamiast ludzi ubywać, to coraz z późniejszą godziną ich przybywało. Inaczej nie było w przypadku William'a. Chcąc czy nie, musiał się tutaj zjawić. Otóż, dzisiaj ma dojść do handlu narkotykami. Brać rozsądek, policja na pewno się tutaj zjawi, więc i jakieś wsparcie jest potrzebne, a William był jedyną osobą, która się do tego nadawała i przede wszystkim, posiadał czas wolny. Także w okolicy dwudziestej drugiej już tutaj był. Trzy godziny przed akcją. Skoro już musiał się znaleźć w takim miejscu, to i zabawić się też może. Nie wiadomo, jak potoczy się owy handel, także lepiej przyjść było nieco wcześniej.
Wszedł do środka i pierwsze co zrobił, to zamówił sobie litrowe piwo. Zamienił parę zdań z barmanem i udał się do ruletki. Hazard. To jest to, co lubił. Ma niesamowite szczęście, bo nigdy mu się jeszcze nie zdarzyło przegrać, a siedzi w tym od dobrych sześciu lat. Tym razem także nie przegrał. Zgarnął dosyć ładną sumę pieniędzy, z czego był zadowolony jak diabli. Mniej mu nawet płacą za kropnięcie kogoś. Może by tak zwiększyć cenę? Się zobaczy.
Odpalił papierosa. Całe szczęście było można tutaj palić. Nie chciało mu się za bardzo opuszczać pomieszczenia przed robotą. Chłód, mróz. Teoretycznie lubił takową pogodę, jednak zdążył się już przyzwyczaić do tutejszego otoczenia, a było gorąco.
Za niecałe trzydzieści minut, miała być pierwsza. William, widząc godzinę, zaczął powoli się zbierać. Odstawił kufel od piwa do baru, ubrał kurtkę, którą wcześniej zdjął i po prostu wyszedł z pomieszczenia, wyrzucając spalonego peta.
Była punkt pierwsza.
Diler już wyczekiwał, a klient był w drodze do niego.
Minuta po pierwszej.
Doszło do spotkania. William, znajdował się w pewnym miejscu, gdzie go raczej nie znajdą tak łatwo. Także miał widok na całą sytuację, w razie gdyby, mógł ruszyć do akcji. Na razie wszystko szło bezproblemowo.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Agent FBI



Liczba postów : 40
Dołączył : 21/10/2013

Godność : Jared Blackery.
Wiek : 31 lat.
Zawód : Agent FBI.
Orientacja : Biseksualny.
Partner : Brak.
Wzrost i waga : 191 cm i 96 kg.
Znaki szczególne : Blizny po poparzeniach w wielu miejscach na ciele, znajdą się na ramionach, plecach, nogach. Czerwone pióra doczepione do włosów na karku.
Aktualny ubiór : Obecnie czysto formalnie: Rozpięta przy kołnierzu biała koszula, luźno związany wokół szyi ciemny krawat, swobodnie narzucona na ramiona czarna marynarka oraz spodnie tego samego koloru, smoliste eleganckie buty na niskim obcasie. Posiada również dwa sygnety na palcach lewej ręki.
Ekwipunek : Oczywiście odznaka, klucze od motoru i mieszkania, jego dwie lube - para pistoletów Beretta 92 FS w kolorze czarnym. Notatnik, długopis oraz portfel.
Obrażenia : Zdrowiutki.
Multikonta : Brak.

PisanieTemat: Re: Główna sala   Czw Lis 28, 2013 5:00 pm

Podczas oczekiwania mężczyzna zastanawiał się nad powodem spotkania właśnie w tym klubie. Myśli przychodziły różne. Oczywistym było, że to najwygodniejsze miejsce, choć również ryzykowne, jednak z pewnością warto będzie porozmawiać z właścicielem lokalu, co zrobi po wymianie, by nie zakłócić tego. Być może posiadacz klubu jest powiązany z ową szajką. To się jeszcze okaże. Nie ma najmniejszego zamiaru tego tak pozostawić.
Póki co brunet rozkoszował się zamówionym piwem, które pił wyjątkowo powoli. Wzrokiem badał pomieszczenie oraz nowo przybyłych ludzi. Żaden z nich nie wyglądał mu jakoś wyjątkowo podejrzanie, ale doskonale pamiętał, że pozory potrafią mylić. Jared nie zapomniał również o ochronie, która z pewnością będzie towarzyszyła mężczyznom. Prawdopodobnie będą wmieszani w tłum, niczym zwykła klientela. Tego również będzie musiał się dowiedzieć, co w jego wykonaniu nie będzie specjalnym problemem, dzięki latom doświadczenia w tym fachu.
Zbliżała się godzina pierwsza, a co za tym idzie również moment wymiany. Czujność Diabła znacznie zwiększyła się. Od tego momentu począł poszukiwać wzrokiem potencjalnych współpracowników w postaci ochrony. Zdążył nawet zauważyć wchodzącego do pomieszczenia mężczyznę z długimi, czerwonymi włosami, którego odprowadził wzrokiem, by dowiedzieć się o jego następnym punkcie położenia, co oczywiście robił z większością ludzi.
Jakby nigdy nic zarzucił nogę na nogę i dokańczał szklankę alkoholu. Tylko co jakiś czas zerkał spojrzeniem na dokonującą się transakcję. Nie była to jakaś wyjątkowa misja, być może dlatego Jared niespecjalnie się tym wszystkim przejmował. Zresztą, jak i większością rzeczy. Zrobi, co ma zrobić i opuści miejsce, chociaż... może nawet zostanie na dłużej, jeśli muzyka mu podpasuje.
Spotkanie nie trwało długo, gdyż zaraz po wymianie panowie rozeszli się. Jeden z nich udał się do ubikacji. Wraz ze zniknięciem mężczyzny za drzwiami WC Jared podniósł się z kanapy i odstawił szklankę na stolik. Skierował się do toalety, a podczas drogi wymijał całkiem sporą liczbę osób bawiącą się na parkiecie. Brunet nie spieszył się, szedł spokojnie, jakby nigdy nic. Po wejściu do niewielkiego pomieszczenia upewnił się czy tylko jedna kabina została zajęta, a kiedy tak rzeczywiście było zamknął drzwi na łucznik, a dla pewności zabarykadował je krzesełkiem w taki sposób, aby możliwość ich otwarcia była niewykonalna bez wyważenia czy innego cięższego sposobu. Wyszło na jego kiedy zauważył, że drzwi zostały solidnie umocowane. Sięgnął po cygaretkę, z której wyjął zapalniczkę oraz pojedyncze cygaro, wsunął je między wargami i podpalił. Schował rzeczy na miejsce do kieszeni marynarki, zaciągnął się nikotyną i wypuścił dym przez nos. Kiedy dealer wyszedł z kabiny Jared od razu zmierzył go spojrzeniem.
- Już nawet dzieci wysyłają?...
Mężczyzna, a raczej chłopak wyglądał mu na mniej niż dwadzieścia lat. Diabeł westchnął ciężko, nie przedstawił się, a jedynie użył słów: "Musimy sobie pogadać".
Minęło mniej niż pięć minut, a z pomieszczenia wyszedł wysoki brunet. Zajęło mu to niewiarygodnie mało czasu, jednak jego argumenty zawsze są niepodważalne, więc nie widział w tym niczego dziwnego. Plus, dzięki temu nie powinno to wzbudzić jakichkolwiek podejrzeń. Dowiedział się o wiele więcej, niż planował. Dostał nawet adres i kontakt ze wspomnianym wcześniej człowiekiem. Z pewnością przyda mu się na przyszłość.
Poprawił marynarkę i stanął przy barze, aby zamówić coś mocniejszego. Wieczór udany, chociaż zależy jak dla kogo. Troszkę pokiereszował chłopaka, ale niczego wyjątkowego nie zrobił. Prawdopodobnie byłoby znacznie gorzej, gdyby nie wyśpiewał tego czego chciał Diabeł.
Młody dealer wyszedł z łazienki ze złamanym nosem, ale wytłumaczył własnej ochronie, że poślizgnął się i upadł twarzą na zimne kafelki. Niedługo potem opuścił lokal. Wszystko wyglądało na udane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
William
Paser

avatar

Liczba postów : 58
Dołączył : 20/10/2013

Godność : William Waller.
Wiek : 26 lat.
Zawód : Paser w Ghost / Zabójca.
Orientacja : Smaczna. A tak serio, to biseksualna.
Partner : Give.
Wzrost i waga : 190cm/85kg
Znaki szczególne : Przede wszystkim, wściekle czerwone włosy, które sięgają mu do ramion. Poza tym... Liczne blizny na ciele oraz tatuaż na prawym ramieniu. Może być i także wzrost. Wysportowana sylwetka.
Aktualny ubiór : Czarne jeansy, lekko opuszczone, tak, że widać mu gumkę od bokserek. Także czarna bluzka, a do tego jasna brązowa bluza z kapturem, gdzie przyozdobiona jest sztucznym, jasnym futrem. Do tego glany i ewentualnie, jak gdzieś wychodzi, czarna skóra bądź czarny płaszcz.
Ekwipunek : Jedną z najważniejszych rzeczy, z którymi się nie roztaje, to papierosy wraz z markową zapalniczką, dokumenty i pieniądze, które znajdują się w portfelu oraz klucze od motoru wraz do domu. Obowiązkowo także telefon musi być, oraz broń, którą nosi przy pasie. Pistolet pneumatyczny UMAREX SA 177. To tak na co dzień, Przy większych akcjach, po prostu wymienia sobie.
Obrażenia : Jak na razie żadne.
Multikonta : ~

PisanieTemat: Re: Główna sala   Czw Lis 28, 2013 6:54 pm

Tak jak myślał. Udało się bez najmniejszych problemów. Z drugiej strony... Kto dokonuje wymiany w takim nietypowym miejscu? Przecież w tej chwili każdy mógłby zobaczyć daną sytuację i po prostu na kablować. Niestety, Will nie miał za bardzo do gadania. Po prostu musiał wykonać polecenie, a sam szef był teraz tak zajęty, że głowa mała. Chociaż... Człowiek, teoretycznie, uczy się na błędach. Mniejsza zresztą.
William odetchnął z ulgą. Nie był ani spięty, ani zestresowany. W sumie nic nie czuł. Może raczej było to westchnięcie, typu: "całe szczęście, że nie musiałem tam wkraczać". Bo szczerze mówiąc, nie widzi mu się w roli obrony, szczególnie, gdy typa średnio lubi. No ale wypadałoby ze sobą żyć w zgodzie, więc tak i jest, na razie. Zresztą, to jego pierwszy raz, między innymi potrzebował jakieś ochrony. Gdyby nie to, zapewne go by tutaj nie było, a siedział w domu i czytał książkę. Koniec końców, odprowadził wzrokiem dilera, a on mógł się wyłonić, co też uczynił i bawić się dalej, jeżeli będzie chciał. Jednak zaniepokoił go fakt, że za krótką chwilę, wszedł pewien facet. Jakby szedł za nim, czy coś. Pewnie wymyśla nie wiadomo co, aczkolwiek, gdy kolejna osoba chciała wejść do pomieszczenia, nie mogła. Jakby nagle drzwi ktoś zamkną, czego się nie da zrobić, no bo każdy do niej musi mieć dostęp, nieprawdaż? Oznaczało to tylko jedno - kłopoty. William postanowił to wszystko sprawdzić. Przeciskał się przez tłum ludzi, mając cały czas swój wzrok na drzwiach od łazienki. Gdy był gdzieś więcej niż w połowie drogi, z pomieszczenia wydobył się, gdzieś jego wzrostu brunet. Przeklną pod nosem i w miarę szybko, przecisnął się przez resztę tłumu. Będąc już przy drzwiach, nagle otworzył jego towarzysz ze złamanym nosem. Wymienili się tylko spojrzeniami. Chciał się o coś zapytać, co się wydarzyło, czy to ten brunet mu to zrobił, jednak nie zdążył, ponieważ diler, pchnął Will'a, aby się odsunął od niego, bo dość blisko siebie stali i po prostu wyszedł z klubu.
Przegryzł dolną wargę. Odpowiedź na pytanie się domyślił. Miał tylko nadzieje, że młody nie powiedział zbyt dużo, że w ogóle nic nie powiedział. Jeżeli tak, będzie musiał zostać wywalony z grupy, bo zdrajców nie tolerujemy. Jak nie potrafi sprostać zadaniu, a my, czyli grupa, ma za to obrywać, to ktoś taki nie jest mile widziany w naszych progach. Westchnął pod nosem i udał się do baru, zapalając kolejnego fajka. Alkohol stanowczo się do tego przyda. Będąc już przy nim, dym wypuści ku górze, chowając zapalniczkę do skórzanej kurtki.
- Whisky. Obojętnie jakie, oby było dobre - powiedział krótko, zaciągając się zaraz po tym. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że stoi obok bruneta, który to urządził jego "znajomego". Uniósł jeden z kącików ust, zastanawiając się, czy zagadać, czy dać sobie spokój i po dostaniu alkoholu, udać się gdzieś w tłum.
- No... Mogę powiedzieć, że to było dość nietypowe zagranie - oznajmił, odbierając swoją szklankę z trunkiem i dając mu pieniądze z małym napiwkiem. No jakżeby mógł sobie odmówić pierwszej opcji. Tyle rozrywki się w tym wszystkim kryło, aż był ciekaw, co się dalej stanie, jak dużo młody mu powiedział.
Upił ze dwa łyki alkoholu, czekając niezwykle cierpliwie na odpowiedź osobnika. Musiał przyznać, że dali mu dobrego whisky'acza. Rzadko kiedy się zdarza, żeby tak się działo. Miłe zaskoczenie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Agent FBI



Liczba postów : 40
Dołączył : 21/10/2013

Godność : Jared Blackery.
Wiek : 31 lat.
Zawód : Agent FBI.
Orientacja : Biseksualny.
Partner : Brak.
Wzrost i waga : 191 cm i 96 kg.
Znaki szczególne : Blizny po poparzeniach w wielu miejscach na ciele, znajdą się na ramionach, plecach, nogach. Czerwone pióra doczepione do włosów na karku.
Aktualny ubiór : Obecnie czysto formalnie: Rozpięta przy kołnierzu biała koszula, luźno związany wokół szyi ciemny krawat, swobodnie narzucona na ramiona czarna marynarka oraz spodnie tego samego koloru, smoliste eleganckie buty na niskim obcasie. Posiada również dwa sygnety na palcach lewej ręki.
Ekwipunek : Oczywiście odznaka, klucze od motoru i mieszkania, jego dwie lube - para pistoletów Beretta 92 FS w kolorze czarnym. Notatnik, długopis oraz portfel.
Obrażenia : Zdrowiutki.
Multikonta : Brak.

PisanieTemat: Re: Główna sala   Pią Lis 29, 2013 2:11 pm

Diabełek w dalszym ciągu zajmował się cygarem, które miał w ustach od momentu zapalenia go w łazience. Co jakiś czas zaciągał się nim, by za moment wypuścić dym przez usta. Przyjrzał się jeszcze sytuacji pomiędzy dealerem, a resztą jego ludzi. Zachowywał się normalnie, nawet wyjaśnił powód złamanego nosa, więc nikt niczego nie podejrzewał, prócz... tego czerwonowłosego typa, który nagle zaczął snuć przedziwne podejrzenia. Być może jest bardziej doświadczony w tych sprawach, niż mówi jego wygląd.
Brunet przyglądał się temu zaledwie kilka sekund. Nie myślał o wzbudzaniu podejrzeń, lecz dalsze wydarzenia pomiędzy tą grupką, to już nie jego problem. Zapłacił za kolejny otrzymany drink, dopalił cygaro, którego następnie zgasił o popielniczkę leżącą na blacie baru. Pogadał również z barmanem, aby się dowiedzieć czy właściciel lokalu jest dzisiaj w budynku. Podobno tej nocy jest poza klubem. Diabeł nie ma specjalnej ochoty na sprawdzenie tego. Zrobi to dnia następnego w formie niezapowiedzianej wizyty. Takie niespodzianki od stróżów prawa zawsze wywołują "wspaniały uśmiech" na wielu twarzach.
Popijając alkohol z kieliszka oglądał tańczących na parkiecie ludzi. Po skończeniu drinka zamierzał udać się do domu, jednak obok niego stanął długowłosy mężczyzna, który samym swoim zachowaniem wskazywał na współudział w spotkaniu. Nie sądził, że cokolwiek do niego powie, co mimo wszystko zrobił. Być może chciał się dowiedzieć, co zaszło w łazience. Diabeł nie miał zamiaru ani go okłamywać, ani mówić rzeczywistej prawdy. Mała gra słów będzie dla niego jak najbardziej satysfakcjonująca.
- Zagrania są dobre dla graczy, a ja wolę rozdawać karty.
Choć ciekawszej grze nigdy nie odmówi...
- Znamy się? Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek wcześniej Cię widział.
Wraz z tymi słowami skierował swój wzrok na czerwonowłosego. Dokładnie przyjrzał się jego twarzy, aby lepiej ją zapamiętać. Skoro brał udział we wcześniejszej zabawie, to chętnie sprawdzi kim jest ten człowiek. Miał odwagę go zagadać, więc może warto trochę się w tym zagłębić.

_________________
Oh my dear.

I wanna do bad things with you.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
William
Paser

avatar

Liczba postów : 58
Dołączył : 20/10/2013

Godność : William Waller.
Wiek : 26 lat.
Zawód : Paser w Ghost / Zabójca.
Orientacja : Smaczna. A tak serio, to biseksualna.
Partner : Give.
Wzrost i waga : 190cm/85kg
Znaki szczególne : Przede wszystkim, wściekle czerwone włosy, które sięgają mu do ramion. Poza tym... Liczne blizny na ciele oraz tatuaż na prawym ramieniu. Może być i także wzrost. Wysportowana sylwetka.
Aktualny ubiór : Czarne jeansy, lekko opuszczone, tak, że widać mu gumkę od bokserek. Także czarna bluzka, a do tego jasna brązowa bluza z kapturem, gdzie przyozdobiona jest sztucznym, jasnym futrem. Do tego glany i ewentualnie, jak gdzieś wychodzi, czarna skóra bądź czarny płaszcz.
Ekwipunek : Jedną z najważniejszych rzeczy, z którymi się nie roztaje, to papierosy wraz z markową zapalniczką, dokumenty i pieniądze, które znajdują się w portfelu oraz klucze od motoru wraz do domu. Obowiązkowo także telefon musi być, oraz broń, którą nosi przy pasie. Pistolet pneumatyczny UMAREX SA 177. To tak na co dzień, Przy większych akcjach, po prostu wymienia sobie.
Obrażenia : Jak na razie żadne.
Multikonta : ~

PisanieTemat: Re: Główna sala   Sob Lis 30, 2013 1:05 am

W mgnieniu oka, wypił zawartość szklanki i poprosił o następną, tego samego. W sumie, jeden z jego ulubionych alkoholi. Szczerze? Nie potrafiłby mu odmówić. Był całkiem podobnie od niego uzależniony, jak od hazardu. Gdy zacznie go pić, nie może przestać do momentu, gdy ktoś, albo coś go nie oderwie. Jednak nie upije się. Posiada mocną głowę, co jest wielkim plusem. Jednak lekki ból głowy na dzień następny, może się ujawnić.
W niecałe dwie minuty, dostał swoje zamówienie, za które zapłacił, już teraz równo. Dokończył palić papierosa, którego zgasił podobnie jak Devil, w popielnice tuż obok niego. Zaraz po tej czynności, upił łyk trunku i wziął kolejnego papierosa, odpalając go swym ogniem. Dym tym razem, wypuścił na przeciw siebie. Nie zaproponował fajkiem. Nie chciał i było mu szkoda, bo zostały mu tylko dwa, co dla niego jest strasznie mało. Trzy paczki potrafi dziennie wypalić. Dużo kasy na to wydaje, oj dużo, ale nie potrafi odciągnąć się od tego nałogu. Coś musi go stale relaksować i wybrał to.
- Jednak bywają i wyjątki, a wyjątek stanowi, bądź potwierdza regułę - od razu po tych słowach, wypowiedzianych zresztą dosyć niską tonacją głosu, lekko zachrypiały głosem, ponownie się zaciągnął, a tym w płucach nieco dłużej wstrzymał, jednak po chwili, wypuścił go, a on rozpowszechnił się po pomieszczeniu.
Zagranie słów. Jak on to kochał. Jednak już miał tą pewność, że to on tak urządził jego towarzysza, jednak szczerze mówiąc, mało go to interesowało. Będzie musiał się jedynie spowiadać przed szefem, czemu oberwał, a on, czyli William jestem cały i zdrowy.
- Ano, nie znamy się. Przynajmniej ja Cię nie znam, a może jednak kiedyś coś mi się o uszy obiło? Któż wie - wzruszył jedynie ramionami i dopił swój alkohol. Na razie nie zamówił kolejnego. W końcu odwrócił i głowę w jego stronę i w ten sposób ich spojrzenia spotkały się. Jego nie należało do przyjaznych, ale także nie do tych, co posyła wrogom. Po prostu takie miał dzisiejszej nocy. Nie za specjalnie miłe. Starał się go utrzymywać, co też mu wychodziło. Jakoś nie wywierał na niego specjalnego wrażenia, aczkolwiek był ciekaw jego osoby. Wciąż trzymając wzrok, zaciągnął się po raz kolejny. Chciał prowokacyjnie dmuchnąć mu dymem w twarz, alee... Rozmyślił się ostatecznie i puścił go prawym kącikiem ust.
- Skoro tak bardzo lubisz rozdawać karty, to może pobawisz się w Krupiera przy pokerze? Chyba że i tym razem zrobisz wyjątek i będziesz jednym z rozgrywających, czyli Karciarzem - spytał się po głębokiej ciszy. Dopiero teraz zamówił po raz trzeci, jednak z tą różnicą, że zamówił i dla siebie i dla niego. Średnio go interesowało, czy posiada jeszcze swojego drinka. No chyba nie odmówi, gdy mu stawiają. To byłoby niegrzeczne wtedy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Agent FBI



Liczba postów : 40
Dołączył : 21/10/2013

Godność : Jared Blackery.
Wiek : 31 lat.
Zawód : Agent FBI.
Orientacja : Biseksualny.
Partner : Brak.
Wzrost i waga : 191 cm i 96 kg.
Znaki szczególne : Blizny po poparzeniach w wielu miejscach na ciele, znajdą się na ramionach, plecach, nogach. Czerwone pióra doczepione do włosów na karku.
Aktualny ubiór : Obecnie czysto formalnie: Rozpięta przy kołnierzu biała koszula, luźno związany wokół szyi ciemny krawat, swobodnie narzucona na ramiona czarna marynarka oraz spodnie tego samego koloru, smoliste eleganckie buty na niskim obcasie. Posiada również dwa sygnety na palcach lewej ręki.
Ekwipunek : Oczywiście odznaka, klucze od motoru i mieszkania, jego dwie lube - para pistoletów Beretta 92 FS w kolorze czarnym. Notatnik, długopis oraz portfel.
Obrażenia : Zdrowiutki.
Multikonta : Brak.

PisanieTemat: Re: Główna sala   Nie Gru 01, 2013 1:27 am

Całe szczęście Diabeł nie ma najmniejszych problemów z odmówieniem sobie jakichkolwiek przyjemności, jeśli oczywiście wymaga tego dana sytuacja, bo w przeciwnym wypadku nie widzi powodów, aby nie zaznać odrobiny rozrywki. Podobnie jest ze wszelkimi uzależnieniami, których on akurat nie posiada... może jedno, ale póki co nikt nie musi o tym wiedzieć. Jak najbardziej jest za tym, iż wszystko jest dla ludzi, nawet te rzeczy, które zostały wymyślone tylko dla manipulacji i zysków, jednak należy pamiętać, że wszystko ma swoje granice - wszelakie używki również.
Devil zdążył zauważyć, że czerwonowłosy mężczyzna po jednej szklance trunku zamawia następną, podobnie było z papierosami - po wypaleniu fajka łapie za drugiego szluga. Cóż, różne są formy rozrywki i rozluźniania się, ale co za dużo gówna, to niezdrowo - zdaniem Jared'a. Oczywiście, nic go to nie obchodzi. Każdy żyje własnym życiem, i każdy niszczy je na własne sposoby, a on nigdy nie miesza się w cudze.
- Wyjątki nie mają tu nic do tego, a przynajmniej dzisiejszej nocy.
Na ustach Diabła wpłynął delikatny, nieco ironiczny uśmiech, który jak szybko się pojawił równie szybko zniknął. Niespecjalnie zdziwiła go dalsza odpowiedź. Nie przedstawił się, chociaż Diabeł "delikatnie" nacisnął na to słowami. Dla własnego dobra niby dobrze zrobił, jednak Agent po opuszczeniu swego nowego towarzysza nie będzie miał najmniejszych problemów ze znalezieniem jego tożsamości, więc nie robiło mu to zbyt dużej różnicy. Chociaż póki co nie widział powodu, aby się w to bawić. Już wcześniej dowiedział się wystarczająco dużo rzeczy, a przy tym pozyskał przydatnego informatora. Prawdopodobnie nie na długo, bo jego zadaniem jest rozwiązanie gangu dealerów, który sądzi, że uda mu się urosnąć w siłę w równie potężny sposób, co inne organizacje. Nie ma na to najmniejszych szans - nie, jeśli to Devil się nimi zajmie.
- Tego trzeba się dowiedzieć. Więc?
Brunet dopił własny drink, a następnie odstawił kieliszek na blat baru. Niedługo po tym otrzymał od czerwonowłosego drugi trunek, który nawet raczył mu postawić. Chyba już nie pamięta jak dawno ktoś mu stawiał drinka. Wygląda na to, że za bardzo oddaje się swojej pracy. Jednak nie narzeka, źle mu z tym nie jest. Robi to, co najbardziej lubi. Chwycił szklankę i upił z niej nieco alkoholu.
- Poker? Hm... Dawno nie grałem. Nie widzę problemu, aby nie przypomnieć sobie posmaku tej gry. Tym razem mogę zrobić wyjątek i będę jednym z graczy.
Zauważył te spojrzenie. Czerwonowłosy uparcie starał się utrzymać wzrok na równi z Devilem, który w najzwyczajniej przyglądał się jego osobie. Bezczelnie zilustrował sobie jego twarz, a nawet figurę mężczyzny. Opisując wzrok Diabła jest on niezwykle tajemniczy, a jednocześnie w pewien sposób przyciągający. Chociaż w tym spojrzeniu więcej chłodu, niż emocji. Patrzył na niego równie uparcie, przyglądał się jego tęczówkom. Osoba trzecia, przyglądająca się tej dwójce mogłaby mieć na ich temat przeróżne myśli wynikające z ich zachowania.

_________________
Oh my dear.

I wanna do bad things with you.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
William
Paser

avatar

Liczba postów : 58
Dołączył : 20/10/2013

Godność : William Waller.
Wiek : 26 lat.
Zawód : Paser w Ghost / Zabójca.
Orientacja : Smaczna. A tak serio, to biseksualna.
Partner : Give.
Wzrost i waga : 190cm/85kg
Znaki szczególne : Przede wszystkim, wściekle czerwone włosy, które sięgają mu do ramion. Poza tym... Liczne blizny na ciele oraz tatuaż na prawym ramieniu. Może być i także wzrost. Wysportowana sylwetka.
Aktualny ubiór : Czarne jeansy, lekko opuszczone, tak, że widać mu gumkę od bokserek. Także czarna bluzka, a do tego jasna brązowa bluza z kapturem, gdzie przyozdobiona jest sztucznym, jasnym futrem. Do tego glany i ewentualnie, jak gdzieś wychodzi, czarna skóra bądź czarny płaszcz.
Ekwipunek : Jedną z najważniejszych rzeczy, z którymi się nie roztaje, to papierosy wraz z markową zapalniczką, dokumenty i pieniądze, które znajdują się w portfelu oraz klucze od motoru wraz do domu. Obowiązkowo także telefon musi być, oraz broń, którą nosi przy pasie. Pistolet pneumatyczny UMAREX SA 177. To tak na co dzień, Przy większych akcjach, po prostu wymienia sobie.
Obrażenia : Jak na razie żadne.
Multikonta : ~

PisanieTemat: Re: Główna sala   Pon Gru 09, 2013 7:33 pm

No niestety. Na jego nieszczęście, nie potrafi się oderwać. Każdy ma jakieś wady, których dosyć trudno się wyzbyć.
Nie skomentował jego kolejnych słów, albowiem nie było to już potrzebne. Przynajmniej jego zdaniem. I tak wiedział już swoje, więc naciskanie na kogoś, kto i tak nie powie, tego co chciałby usłyszeć, nie ma najmniejszego sensu. I jeszcze ten uśmiech... To tylko potwierdziło jego tezę, której się trzymał do samego końca.
Dał swoje dłonie do kieszeni od spodni, zmieniając nieco w ten sposób swoją posturę. Była bardziej rozluźniona, co nie zmienia faktu, że wcześniej też taka nie była.
Na jego twarzy, pojawił się przebiegły uśmiech, lecz w ułamku sekundy znikł. Ciężar swojego ciała, przeniósł na lewą nogę, dając prawą za nią.
- Więc może zaczniemy od Ciebie? - nie mógł się powstrzymać i dmuchnąć mu prowokacyjnie w twarz dymem od papierosa. Ich spojrzenia wziąć utrzymywał i nie miał zamiaru ustąpić. Uniósł z jednych kącików ust ku górze i w ten ktoś do niego zaczął dzwonić. Zachłannie, ponieważ pierwsze parę sygnałów totalnie zignorował, bo był bardzo zajęty patrzeniem pewnej osobie w tęczówki. Po pewnej chwili, przewrócił oczami, gdy tak ciągle dzwonił i dzwonił. Chwycił telefon z kieszeni od skóry, odwrócił się tak o dziewięćdziesiąt stopni od niego i odebrał. Po pierwszym zdaniu drugiej strony słuchawki, odszedł od Devil'a na parę kroków, jednak nie daleko. Tak, aby on nie mógł nic usłyszeć. Wywiązała się krótka, dwuminutowa rozmowa. Rozłączył się i po jakiejś krótkiej chwili, dostał e - mila, którego mu obiecywano. Zmarszczył na początku brwi, potem na jego ustach ujawnił się dość specyficzny uśmiech, a na samym końcu swój wzrok z ekranu, przeniósł na osobę, której postawił drinka. Schował telefon z powrotem do skóry i wrócił do towarzysza.
- No cóż... - zaczął powoli, gasząc wypalonego już papierosa - Coś mi się wydaje, że nie pogramy. Interes mam do Ciebie. Wyjdźmy lepiej na zewnątrz. Świerze powietrze dobrze nam zrobi - oznajmił, kierując się do wyjścia tego klubu. Miał nadzieje, że pójdzie za nim.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Agent FBI



Liczba postów : 40
Dołączył : 21/10/2013

Godność : Jared Blackery.
Wiek : 31 lat.
Zawód : Agent FBI.
Orientacja : Biseksualny.
Partner : Brak.
Wzrost i waga : 191 cm i 96 kg.
Znaki szczególne : Blizny po poparzeniach w wielu miejscach na ciele, znajdą się na ramionach, plecach, nogach. Czerwone pióra doczepione do włosów na karku.
Aktualny ubiór : Obecnie czysto formalnie: Rozpięta przy kołnierzu biała koszula, luźno związany wokół szyi ciemny krawat, swobodnie narzucona na ramiona czarna marynarka oraz spodnie tego samego koloru, smoliste eleganckie buty na niskim obcasie. Posiada również dwa sygnety na palcach lewej ręki.
Ekwipunek : Oczywiście odznaka, klucze od motoru i mieszkania, jego dwie lube - para pistoletów Beretta 92 FS w kolorze czarnym. Notatnik, długopis oraz portfel.
Obrażenia : Zdrowiutki.
Multikonta : Brak.

PisanieTemat: Re: Główna sala   Sro Gru 11, 2013 10:23 pm

Brunet przyjrzał się mężczyźnie swym spokojnym wzrokiem. Nie odpowiedział od razu, lecz też nie zastanawiał się nad doborem słów. Zawsze doskonale wie co i kiedy ma powiedzieć. Tym razem nie było inaczej. Przeczekał jedynie na rozwianie się dymu, który wypuścił z ust czerwonowłosy między nimi. Uprzednio jeszcze poruszył nieznacznie głową w tył. Osobiście nie przepada za tego typu zachowaniem. Jest to jak najbardziej prowokacyjne, jednak dla tego osobnika w negatywnym kierunku. Uważa to za pewien rodzaj obrazy, a jednocześnie okazania braku poszanowania. Ciężko jest mu uwierzyć, że dla niektórych ludzi jest to całkowicie sprzeczne z jego zdaniem na ten temat, ale jak wiadomo - na świecie stąpają różni ludzie i różni szaleńcy.
Mężczyzna nie przyjął tego w pozytywny sposób, jednak na jego twarzy nie ukazała się żadna reakcja, nie wywołało to na nim większego poruszenia, prócz wcześniej wspomnianego, lekkiego poruszenia głową do tyłu.
- Nie widzę w tym problemu...
Odpowiedział, jednak nie skończył, a przynajmniej tak się mogło wydawać po słowach, jakie użył w wypowiedzi. Właściwie, to chciał z tym jeszcze poczekać. Nie widział najmniejszego problemu w przedstawieniu się, jednak postanowił dodać tu nieco tajemnicy oraz... jego specyficznego droczenia się, które ma miejsce w stosunku do ludzi, którzy go w jakiś sposób zainteresowali. Podczas swej drobnej rozrywki obserwuje reakcje danego delikwenta. Może to się przemienić w coś lepszego, bądź znacznie gorszego.
W jego zamiarach było dopowiedzenie czegoś jeszcze podczas konfrontacji wzrokowej, jednak telefon czerwonowłosego zaczął uparcie dzwonić, co przerwało jego niezwykle ciekawą obserwację... Przyjrzał się oddalającemu od niego mężczyźnie, a kiedy stał się dostatecznie daleko, by Diabeł nie był w stanie go usłyszeć odwrócił wzrok na tańczących ludzi. Niektórym z nich przyjrzał się znacznie dłużej. W szczególności paniom.
W momencie powrotu jego nowego towarzysza Jared był w momencie kończenia darmowego drinka. Podobno, to co darmowe najlepiej smakuje. Jest w tym trochę prawdy. Odstawił szklankę i wysłuchał tego, co ma do powiedzenia. Nie miał najmniejszej ochoty wychodzić na zewnątrz, gdzie temperatura była stosunkowo odpowiednia do marudzenia na zimno, tym bardziej, iż zdążył zagrzać się w klubie, jednak zaciekawił go "interes", o którym wspomniał.
- Oby to było coś ciekawego.
Bardziej, niż "ważnego". Odsunął się od baru i przeszedł przez dużą salę, podczas tego wymijając sporą ilość ludzi. Po chwili oboje znaleźli się na zewnątrz. Diabeł skierował swój wzrok na mężczyznę, oczekując szczegółów powodu wyjścia z budynku.

_________________
Oh my dear.

I wanna do bad things with you.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
William
Paser

avatar

Liczba postów : 58
Dołączył : 20/10/2013

Godność : William Waller.
Wiek : 26 lat.
Zawód : Paser w Ghost / Zabójca.
Orientacja : Smaczna. A tak serio, to biseksualna.
Partner : Give.
Wzrost i waga : 190cm/85kg
Znaki szczególne : Przede wszystkim, wściekle czerwone włosy, które sięgają mu do ramion. Poza tym... Liczne blizny na ciele oraz tatuaż na prawym ramieniu. Może być i także wzrost. Wysportowana sylwetka.
Aktualny ubiór : Czarne jeansy, lekko opuszczone, tak, że widać mu gumkę od bokserek. Także czarna bluzka, a do tego jasna brązowa bluza z kapturem, gdzie przyozdobiona jest sztucznym, jasnym futrem. Do tego glany i ewentualnie, jak gdzieś wychodzi, czarna skóra bądź czarny płaszcz.
Ekwipunek : Jedną z najważniejszych rzeczy, z którymi się nie roztaje, to papierosy wraz z markową zapalniczką, dokumenty i pieniądze, które znajdują się w portfelu oraz klucze od motoru wraz do domu. Obowiązkowo także telefon musi być, oraz broń, którą nosi przy pasie. Pistolet pneumatyczny UMAREX SA 177. To tak na co dzień, Przy większych akcjach, po prostu wymienia sobie.
Obrażenia : Jak na razie żadne.
Multikonta : ~

PisanieTemat: Re: Główna sala   Nie Gru 15, 2013 3:02 pm

Może rzeczywiście nie powinien tak robić. Sam uważa, że takie zachowanie nie należy do najodpowiedniejszych. Dla niego, to brak szacunku wobec drugiej osoby oraz niedocenienie przeciwnika. Nigdy tak nie robił, nie prowokował, ale w jego przypadku tak zrobił. Może był ciekaw jego reakcji? Sam do końca nie wiedział, dlaczego tak uczynił. Z jego ust można było nawet usłyszeć ciche "przepraszam", jakby tym chciał ukoić wszystkie swoje grzechy, których się dopuścił. Nie, nie był wierzącym, lecz nie zmienia to faktu, że na swojej duszy posiada różnego rodzaju grzechy, nawet i te najokrutniejsze.
Było oczywiste, że nic więcej nie zrobić. Co niby takiego miałby zrobić? Jeżeli nie jest tak nerwowy, jak William, to nic, oprócz tego lekkiego poruszenia głową. Nie miał do niego także żadnych pretensji. Nic.
Wyczekiwał z wyjątkową cierpliwością jego dalszych słów, i nawet jeśli miał zamiar dokończyć swoje zdanie, nie mógł w tym momencie tego dokonać. Przypominam, że do William'a, zadzwonił telefon, który przerwał ich konwersację i nie tylko. Zaraz po tym, przyszedł do niego i oznajmił, że będzie lepiej, gdy wyjdą na zewnątrz. Nie chciał od razu mówić, o co mu chodzi. Chciał się z nim delikatnie "podroczyć", jak to on robił dotychczas.
Przebił się przez tłum ludzi, a jednak z pań, zaczepiła jego osobę, by z nią zatańczył. Grzecznie odmówił jej i w ten sposób, znalazł się na zewnątrz razem z Devil'em. Od razu miał czym oddychać, bo wbrew pozorom, mimo dużego pomieszczenia, to dało się czuć pot innych ludzi, bądź silną woń alkoholu, gdy ktoś uchlany stał przy barze. Denerwował go fakt, iż ludzie w miejscu publicznym, nie potrafią się zachować. Jeżeli nie znasz swoich granic, co do alkoholu, to nie pij aż tak dużo. Nie każdy chce się użerać z pijaną osobą, szczególnie on. Will wie, że tak łatwo się nie upije, więc sobie pozwala. Szczerze? To jest jedyna rzecz, gdzie stawia sobie granice, mimo, że dość trudno mu odciągnąć się od pewnych rzeczy. No ale mniejsza z tym.
Schował ręce do kieszeni od spodni. Mróz, jaki panował, dawał po dłoniach, jakże i po twarzy, ale nie narzekał. Pasowała mu taka pogoda. Miał tylko nadzieje, że to też nie będzie obrazą dla towarzysza, jak dla niektórych. Chrząknął pod nosem.
- William Waller - oznajmił, po krótkiej, jakże oczekującej chwilą ciszy. Nie skłamał. Nie czuł specjalnej potrzeby, aby to robić. Poza tym... Znudziła już go ta gierka, więc chwycił po następną w jego wykonaniu. Może nieco ciekawsza.
- Może się przejdziemy gdzieś przy okazji, bo stanie jak kołek nie będzie nam służyło - dodał po chwili, skręcając w lewą stronę ulicy, po czym spacerkiem, ruszył przed siebie. Tak na spokojnie, bez żadnych nerwów. Z prawej kieszeni od spodni, wyciągnął paczkę fajek. Wziął sobie kolejnego papierosa, który wyniszcza jego płuca, następnie ostatnim, jakże dla niego znaczącym, poczęstował towarzysza obok. Jak nie wziął, więcej będzie dla niego, jeżeli wziął... No cóż... Będzie trzeba jeszcze dzisiaj pofatygować się po kolejną paczkę, niż spokojnie wrócić do domu i dopiero stamtąd sobie wziąć. Zapalił swoją markową zapalniczką, którą zaraz, zapodał Devil'owi, o ile się poczęstował, rzecz jasna. Dym, jak zwykle, puścił ku górze i wytworzył za sobą szarą smugę. Oblizał zeschnięte wargi i spojrzał na towarzysza, który zapewne wyczekiwał, o pewien interes, dla którego go wyciągnął.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Agent FBI



Liczba postów : 40
Dołączył : 21/10/2013

Godność : Jared Blackery.
Wiek : 31 lat.
Zawód : Agent FBI.
Orientacja : Biseksualny.
Partner : Brak.
Wzrost i waga : 191 cm i 96 kg.
Znaki szczególne : Blizny po poparzeniach w wielu miejscach na ciele, znajdą się na ramionach, plecach, nogach. Czerwone pióra doczepione do włosów na karku.
Aktualny ubiór : Obecnie czysto formalnie: Rozpięta przy kołnierzu biała koszula, luźno związany wokół szyi ciemny krawat, swobodnie narzucona na ramiona czarna marynarka oraz spodnie tego samego koloru, smoliste eleganckie buty na niskim obcasie. Posiada również dwa sygnety na palcach lewej ręki.
Ekwipunek : Oczywiście odznaka, klucze od motoru i mieszkania, jego dwie lube - para pistoletów Beretta 92 FS w kolorze czarnym. Notatnik, długopis oraz portfel.
Obrażenia : Zdrowiutki.
Multikonta : Brak.

PisanieTemat: Re: Główna sala   Pią Gru 20, 2013 7:26 pm

Ciche "przepraszam" okazało się idealnym podbudowaniem oceny William'a w oczach Jared'a. Ludzie w dzisiejszych czasach nie mają odwagi na takie słowa, często zasłaniają się dumą, jednak ten facet taki nie jest. Postanowił przeprosić za tą drobną wpadkę, w dodatku zrobił to w bardzo uroczy sposób, na co Devil zareagował delikatnym uśmiechem oraz dłuższym spojrzeniem na twarz towarzysza.
Devil nie narzekał na zimno, które mimo wszystko intensywnie uderzyło w nich zaraz po opuszczeniu lokalu. Nie jest tego typu osobnikiem, który ma tendencję do marudzenia na byle gówno. Plus, osobiście o wiele bardziej lubuje się w zimie, niż w lecie. Mógłby długo wymieniać jakie są powody ku temu. Z pewnością nienawidzi upałów, które potrafią być o wiele bardziej dokuczliwe, niż zimowy mróz, który często potrafi być przyjemny, w zależności od sytuacji. W tym przypadku na swój sposób również tak było. Mrozek sprawił, iż powietrze stało się bardziej odświeżające, a przy tym troskliwe dla płuc, nawet tych wypalonych przez palaczy, którzy mimo świadomego trucia się również potrzebują od czasu do czasu czegoś zdrowszego w nich.
Brunet poprawił swój czarny płaszcz, który założył jedynie na ramiona jeszcze podczas drogi do wyjścia z budynku. Nie zapiął go, gdyż póki co nie odczuwał większego chłodu, a tak zazwyczaj jest mu o wiele wygodniej, niż w zapiętym. Szalik o barwie ciemnego brązu również swobodnie zwisał na karku mężczyzny.
Po usłyszeniu imienia oraz nazwiska swego nowego towarzysza nie potrzebował powtarzać go sobie w głowie, jak to ludzie często robią, aby nie zapomnieć mienia już po paru sekundach po wypowiedzeniu. Posiada bardzo dobrą pamięć - do nazwisk, dat oraz nazw jakichkolwiek rzeczy. Nie miał z tym najmniejszego problemu. Jaki z niego byłby za agent FBI, jeśli nie posiadałby lepszej pamięci? Sieroctwo w tym zakresie jego nie dotyczy.
- Jared Blackery... choć zazwyczaj mówią mi "Devil".
Przez cały ten czas wysoki brunet stał przed nieznacznie niższym czerwonowłosym, który po dłuższej chwili stania postanowił zrobić im zdrowy spacerek. Zanim jeszcze zdążył odpowiedzieć ruszył z miejsca, nie mając jakichkolwiek przeciwwskazań. Począł iść przy jego boku z jedną ręką wsuniętą do kieszeni płaszcza, druga zaś swobodnie zwisała. Szedł wolnym, ale równym tempem razem z William'em.
Przeniósł wzrok na paczkę od fajek z ostatnim papierosem, którym poczęstował go Waller. Przy okazji zaczął zauważać, że mężczyzna potrafi momentami sam sobie zaprzeczać. Wcześniej, przy barze - nie poczęstował go, gdyż posiadał "resztki" nikotyny. Tym razem jednak wykazał się kulturą i zmienił zdanie postanawiając oddać nawet ostatniego fajka. Jak to miło z jego strony. Koniecznością jest przyznanie, iż ten człowiek staje się coraz ciekawszym punktem zainteresowania Devil'a, co w przypadku tego typa jest bardzo trudne do pozyskania.
Poczęstował się papierosem, a następnie użyczył od William'a zapalniczkę, którą podpalił fajka. Zaciągnął się nim i wypuścił dym nosem. Oddał zapalarkę w ręce właściciela, na którego na krótki moment przeniósł wzrok. Jak widać nie kwapił się do wytłumaczenia interesu do Jared'a, ale jest on cierpliwy, więc poczeka, jeśli trzeba. Być może jest to większym problemem, niż sądził, bądź... najzwyczajniej chciał spędzić z nim trochę czasu, co akurat okazałoby się dziwne. Dziwne jest też to, iż Devil'a bardziej przyciągają te "dziwne" rzeczy, niż normalne.

_________________
Oh my dear.

I wanna do bad things with you.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
William
Paser

avatar

Liczba postów : 58
Dołączył : 20/10/2013

Godność : William Waller.
Wiek : 26 lat.
Zawód : Paser w Ghost / Zabójca.
Orientacja : Smaczna. A tak serio, to biseksualna.
Partner : Give.
Wzrost i waga : 190cm/85kg
Znaki szczególne : Przede wszystkim, wściekle czerwone włosy, które sięgają mu do ramion. Poza tym... Liczne blizny na ciele oraz tatuaż na prawym ramieniu. Może być i także wzrost. Wysportowana sylwetka.
Aktualny ubiór : Czarne jeansy, lekko opuszczone, tak, że widać mu gumkę od bokserek. Także czarna bluzka, a do tego jasna brązowa bluza z kapturem, gdzie przyozdobiona jest sztucznym, jasnym futrem. Do tego glany i ewentualnie, jak gdzieś wychodzi, czarna skóra bądź czarny płaszcz.
Ekwipunek : Jedną z najważniejszych rzeczy, z którymi się nie roztaje, to papierosy wraz z markową zapalniczką, dokumenty i pieniądze, które znajdują się w portfelu oraz klucze od motoru wraz do domu. Obowiązkowo także telefon musi być, oraz broń, którą nosi przy pasie. Pistolet pneumatyczny UMAREX SA 177. To tak na co dzień, Przy większych akcjach, po prostu wymienia sobie.
Obrażenia : Jak na razie żadne.
Multikonta : ~

PisanieTemat: Re: Główna sala   Czw Gru 26, 2013 12:21 pm

Przytaknął na jego godność. Ksywka go zaintrygowała. Rzadko spotyka osoby, które w ten sposób się nazywają. Swego czasu, zbyt dużo przebywał z osobami religijnymi, będąc ateistą. Zawsze, gdy coś rzekł, został zwyzywany od szatanów, czy czegoś zupełnie innego. Zwisało mu to, ale z drugiej strony mogło się trochę przejeść.
Zwykle, gdy papierosa wypala w niecałą minutę, tak teraz delektował się nim, jak nigdy. W pewnym momencie, wyciągnął gumkę do włosów z kieszeni od spodni i związał nią swoje włosy. Powstała czerwona, mała kita na jego głowie. Przez nią, dało się wyraźnie zauważyć, iż ma jeszcze drugi bok zgolony, jednak bez żadnych wzorów, jak na tym widocznym. Także parę kolczyków, w tym nie wielki róg, którym, albo się nim zachwycają, albo patrzą się na niego z obrzydzenie.
Zaciągnął się po raz trzeci, a z dymu, zrobił zacne kółeczka. Nie żeby się chwalił, że potrafi. Po prostu miał taką ochotę na to.
- A więc... Jared... - zaczął dość powoli, utrzymując te napięcie między nimi, o ile można to tak nazwać - Chciałbym... Chociaż nie... Jak to ubrać w słowa... - podrapał się z tyłu głowy, jednak nie czuł jakiegoś zakłopotania, czy zdenerwowania.
O! Może tak! Dostałem na Ciebie zlecenie ii... No, muszę Cię zabić, nawet jeśli nie mam aktualnie na to ochoty - praca, praca wszędzie. Już myślał, że będzie mógł odetchnąć normalnie, a tutaj nagle jebs. Masz zlecenie. No nie zaradzisz, nie zaradzisz.
Zdanie, które udało mu się jakoś rozsądnie ułożyć, wypowiedział z takim spokojem, jakby to była dla niego codzienność. W sumie była. Był bardzo ciekaw, jak na to zareaguje jego nowo poznany towarzysz.
- Stwierdziłem, że nie ma co owijać w bawełnę, bo i tak prędzej, czy później się o tym dowiesz - oznajmił, spoglądając na niego, a bardziej na jego zachowanie. Przez to wszystko, wypalił całego papierosa. A miał się nim delektować... Wywalił peta gdzieś na bok i... Czekał na dalszą cześć wydarzeń.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Agent FBI



Liczba postów : 40
Dołączył : 21/10/2013

Godność : Jared Blackery.
Wiek : 31 lat.
Zawód : Agent FBI.
Orientacja : Biseksualny.
Partner : Brak.
Wzrost i waga : 191 cm i 96 kg.
Znaki szczególne : Blizny po poparzeniach w wielu miejscach na ciele, znajdą się na ramionach, plecach, nogach. Czerwone pióra doczepione do włosów na karku.
Aktualny ubiór : Obecnie czysto formalnie: Rozpięta przy kołnierzu biała koszula, luźno związany wokół szyi ciemny krawat, swobodnie narzucona na ramiona czarna marynarka oraz spodnie tego samego koloru, smoliste eleganckie buty na niskim obcasie. Posiada również dwa sygnety na palcach lewej ręki.
Ekwipunek : Oczywiście odznaka, klucze od motoru i mieszkania, jego dwie lube - para pistoletów Beretta 92 FS w kolorze czarnym. Notatnik, długopis oraz portfel.
Obrażenia : Zdrowiutki.
Multikonta : Brak.

PisanieTemat: Re: Główna sala   Czw Gru 26, 2013 10:19 pm

Jeśli już nawiązując do specyficznej ksywki mężczyzny nie miała ona nic wspólnego z jakąkolwiek religią, wierzeniami i tak dalej. Przywdziawszy owy pseudonim był ku temu dużo gorszy powód, niż bycie ateistą. Skoro czerwonowłosy nie zapytał o pochodzenie ksywki, jak to zazwyczaj robią ludzie, kiedy Devil przedstawia się im nie jest konieczne wyznawania tej okrutnej przyczyny.
Cóż, ten typ zawsze ze spokojem pali papierosa. Można by powiedzieć, że się nim delektuje, ale on zapytany odpowiedziałby, że po prostu ma tendencję do wolnego spalania fajek.
Kątem oczu spojrzał na czerwonowłosego, który właśnie związał włosy. Przyjrzał mu się tak chwilę. Jeśli miałby komentować tą drobną zmianę, to William'owi o wiele lepiej jest w rozpuszczonych włosach. Długo na niego nie patrzył, gdyż zaraz spojrzał na drogę przed nimi. Było tak przez te kilka sekund, zanim mężczyzna nie zaczął mówić o swym zacnym interesie. W momencie usłyszenia jego głosu Devil wrócił na niego wzrokiem i zaczął słuchać tego co ma do powiedzenia. Początkowo jąkał się, ale szybko wypowiedział, co mu w głowie siedziało.
Usłyszawszy te "przedziwne" zlecenie uniósł jedną z brwi. Z pewnością się zdziwił, jednak niespecjalnie było to widoczne na jego twarzy. Dopiero co go poznał, a już ma zamiar go zabić. Trochę dziwnie to wygląda. Czy aby na pewno czerwonowłosy jest pewien kogo ma zabić? Dopiero co poznał jego miano, co było po rozmowie telefonicznej, a jeszcze przed ujawnieniem nazwiska miał do niego owy interes, a to oznacza, że wtedy nie wiedział jeszcze kim jest, a mimo to wiedział, że to on jest jego ofiarą... Do tego, przez telefon raczej ciężko zobaczyć zdjęcie ofiary - przez komórkę nie ma problemu, jednak William nie zaglądał po tym do telefonu, jedynie rozmawiał. Jako agent Jared zwraca uwagę nawet na najmniejsze szczegóły. Coś tu nie tak... Chyba, że zleceniodawca powiedział "zabij mężczyznę, który stoi obok ciebie...", co akurat jest mało prawdopodobne, tak zwana jedna szansa na milion, aby akurat o tej godzinie, w tym miejscu miałoby to się stać.
- Jesteś pewien, że to mnie masz zabić?
Hm... zabawnie. Nie sądził, iż jakakolwiek z grup zainteresowałaby się jego osobą. Co prawda jest okrutnikiem jakich mało, do tego bardzo utalentowanym, ale wtedy prędzej by go chcieli już jako rekruta, chyba, że pan Jared sprawił więcej problemów, niż sądził. Na ostatnią myśl pojawił się na jego twarzy delikatny, nieco tajemniczy uśmiech jednego kącika ust, który mimo wszystko szybko zniknął.
Wsunął dłoń do niezapiętego płaszcza, kierując ją blisko lewego biodra. Pod ubraniem złapał za rękojeść Beretty, którą odbezpieczył, jednak póki co nie wyjął z kabury. Broń grzecznie czekała na użycie. Teraz miał pewność, że jeśli czerwonowłosy będzie chciał go zabić nie będzie miał na to najmniejszych szans, gdyż Jared bardzo szybko go uprzedzi, wymierzając wyrok na William'ie.
- Możesz próbować, jeśli chcesz, jednak uprzedzam, że Twój obecny ruch wymusi na mnie niekontrolowany odruch użycia pistoletu.
Cóż za wytłumaczenie na użycia broni. Innymi słowy - małe ostrzeżenie, iż jeśli William spróbuje cokolwiek wyciągnąć, nawet drugiego papierosa zostanie postrzelony. Raczej nie ma tu szans, aby chybił, a co dopiero nie zdążył strzelić. Jego zamiarem nie będzie od razu zabicie go, lecz strzał w rękę, którą poruszy, a jeśli będzie trzeba, to w obie.
- Dla Twojego dobra nawet bym nie próbował.
Westchnął cicho do siebie. Sądził, że dzisiejszej nocy nie będzie zmuszony do zabawy w policjanta i... zabójcę.
Wracając jednak do ustalania celu zabójcy - nawet jeśli by nim nie był, to lepiej nie straszyć tego gościa, gdyż potrafi się odwdzięczyć, jednak byłby to też dobry powód na zaczepkę, skoro dowiedział się, iż to on wcześniej pobił jednego z dealerów.

_________________
Oh my dear.

I wanna do bad things with you.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
William
Paser

avatar

Liczba postów : 58
Dołączył : 20/10/2013

Godność : William Waller.
Wiek : 26 lat.
Zawód : Paser w Ghost / Zabójca.
Orientacja : Smaczna. A tak serio, to biseksualna.
Partner : Give.
Wzrost i waga : 190cm/85kg
Znaki szczególne : Przede wszystkim, wściekle czerwone włosy, które sięgają mu do ramion. Poza tym... Liczne blizny na ciele oraz tatuaż na prawym ramieniu. Może być i także wzrost. Wysportowana sylwetka.
Aktualny ubiór : Czarne jeansy, lekko opuszczone, tak, że widać mu gumkę od bokserek. Także czarna bluzka, a do tego jasna brązowa bluza z kapturem, gdzie przyozdobiona jest sztucznym, jasnym futrem. Do tego glany i ewentualnie, jak gdzieś wychodzi, czarna skóra bądź czarny płaszcz.
Ekwipunek : Jedną z najważniejszych rzeczy, z którymi się nie roztaje, to papierosy wraz z markową zapalniczką, dokumenty i pieniądze, które znajdują się w portfelu oraz klucze od motoru wraz do domu. Obowiązkowo także telefon musi być, oraz broń, którą nosi przy pasie. Pistolet pneumatyczny UMAREX SA 177. To tak na co dzień, Przy większych akcjach, po prostu wymienia sobie.
Obrażenia : Jak na razie żadne.
Multikonta : ~

PisanieTemat: Re: Główna sala   Sob Gru 28, 2013 1:32 am

Może rzeczywiście było mu do twarzy w długich włosach, ale wiatr, który dosłownie niedawno się pojawił, z jego włosów, robił jakieś macki, które były aktualnie w ruchu. I ogólnie, zachodziły mu na twarz, przez co je "zjadał". Także wolał je po prostu związać.
Bywają i takie zlecenia, gdzie rozkazują zabijać i tego, który stoi za Tobą. Jak oferują dobrą sumę pieniędzy, to czemu nie? A jak kropnie nie tego, co trzeba, to już nie jego błąd, tylko osoby, która mu wyjaśniała, jak ofiara wygląda, bądź po prostu powiedziała, że zabij, tego za Tobą. Raz mu się tak zdarzyło. Stały klient był w tym samym miejscu, co William i ofiara także. Tłumu nie było, chociaż parę ludzi się przewijało. Nie zabił go w śród ludzi. To byłoby zbyt lekko myślne. Oczywiście go śledził i go zastrzelił. Rzadko spotykany taki przypadek, ale jednak. Ale, ale! Nie zapominajmy, iż tuż po samej rozmowie, grzebał jeszcze chwilę w telefonie. I te jego oczy, które powędrował na towarzysza i po chwili, wróciły ponownie na ekran telefonu. Cóż... Byłoby to niedopuszczalne, gdyby Devil, tak drobny szczegół pominął. Chyba aż za bardzo zapatrzył się na szczupłe, drobne nóżki, którejś z kobiet. No cóż... Nawet Ci najlepsi, potrafią popełnić jakiś niedopuszczalny błąd, który może zmienić wszystko. Jednak z drugiej strony... Po co? Śmiałby się ktoś odważyć z nim zadzierać, nie licząc William'a? Przecież jakby tak naprawdę chciał, to szybko by się dowiedział, to pociągnął za sznurki i nie byłoby ciekawie dla tej osoby.
- Gdybym nie był pewien, to raczej bym tego nie mówił, a zbierał informacje na temat, którego mam zabić, w tym wypadku Ciebie - oznajmił, zerkając na niego. Zarejestrował go nie za szybkim wzrokiem, w ten dostrzegł coś wypukłego, lecz szybko zniknęło. Wiatr, który nie oszczędzał, podwinął, akurat w tym momencie, z jednych skrzydeł płaszczu, co dało się zobaczyć minimalnie jego broń. Domyślił się, że ma. Trudno, aby nie, szczególnie po jego kolejnych słowach.
Wyjmować coś? W sumie by mógł... Ale niestety nie drugiego papierosa. Ostatniego dał Jared'owi, więc nawet gdyby chciał, to by nie mógł. I niech nie sądzi, że może go uprzedzić. Wbrew pozorom, William, posiada niesamowity refleks. Będąc tak blisko, mógłby po prostu chwycić za lufę i skierować ją zupełnie w innym kierunku. Nawet i w jego stronę. Nieunikniony jest fakt, że może oberwać, jednak nie zmienia to też faktu, iż może być to lekki draśnięcie, jak i zarówno głęboka rana, bo może tym razem mu się nie uda, a także, jak już wspomniano, może oberwać Jared, bądź jeszcze zupełnie inna opcja.
- Już mi grozisz, Panie Jaredzie? Sądziłem, że odłożymy to na zupełnie inny dzień, bo na pewno ani Tobie, ani mi, szczególnie mi, nie chce się tego robić, że tak to ujmę, na aktualny moment.
Droczenie się z drugą osobą, sprawia tyle zabawy. Mimo, że ryzykuje życiem, ma to w głębokim poważaniu. Najwyżej zginie, trudno się mówi. Jest dość pewny siebie, co wychodzi po pewnym czasie.
Widząc jego zachowanie, uwierzył William'owi, co go bawiło, szczerze mówiąc. Pytanie: Kto by nie uwierzył w takie słowa? Mało kto. Sam William pewnie by się nabrał, a dopiero żałowałaby osoba, która zrobiła mu taki psikus z mówieniem z tym.
- A ja nawet nie mam zamiaru, chociaż trzymanie rąk w kieszeni już mnie trochę znudziło... - mruknął od niechcenia, stopniowo, wyciągając dłonie z kieszenie, obserwując cały czas zachowanie towarzysza. W tej sytuacji, nie wolno pozwolić sobie na stracenie czujności. Aktualnie wszystko może się zdarzyć. Wszystko zależy od ich dwojga i może stron trzecich, jeżeli się tacy pojawią.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Venom
13

avatar

Liczba postów : 52
Dołączył : 20/01/2014

Godność : Vincent Schrödinger
Wiek : 32
Zawód : Cień
Orientacja : Hetero
Partner : Brak
Wzrost i waga : 196cm wzrostu na jakieś 79kg wagi
Znaki szczególne : Pierwsze co rzuca się w oczy to na pewno jego wzrost. Prawie dwa metry to nie w kij dmuchał, prawda? Następnie uwagę zwracają na pewno jego włosy. O tak, zielony to kolor jaki niecodziennie widzi się na głowach ludzi. Następne przymioty można zauważyć dopiero po podejściu na dość bliską odległość. Ostre, drapieżne rysy twarzy podkreślane w dodatku przez złote, niemal gadzie, tęczówki. Jego znakiem rozpoznawczym jest również szeroki, uśmiech skrywający sobą jakąś mroczną zagadkę. Niemal nigdy nie opuszcza on facjaty jegomościa i dzięki niemu można dostrzec nieco zbyt długie, ostre kły.
Aktualny ubiór : Jego bielizna jest dość zwyczajna. Składa się z czarnych bokserek z zielonymi akcentami oraz najzwyklejszych w świecie czarnych skarpetek. To akurat mało istotne bo nie często paraduje w samych gaciach. Skupmy się zatem na tym co widać od razu. Wygodna, śnieżnobiała koszula, elegancko zapięta i podkreślona ciemnym krawatem. Spodnie ciemnozielone, garniturowe, do kompletu z gustowną marynarką. Jej zapięcia ozdobione są lśniącymi, pozłacanymi guzikami. Sama marynarka może z powodzeniem robić jako płaszcz, posiada pokaźny kołnierz oraz niemałą długość. Na głowie niemal zawsze kapelusz pasujący kolorystycznie do reszty. Jeśli chodzi o dodatki to tylko złoty zegarek na nadgarstku, łańcuch na klucze i przypinka na krawat. Ot taki elegancki z niego jegomość.
Ekwipunek : Przy pasku dwa noże motylki, dość pokaźnej długości. Bez problemu sięgną wewnętrznych narządów jeśli wbić je komuś w ciało. Dość niebezpieczne zabawki. Na klatce piersiowej, tuż przy wewnętrznej kieszeni marynarki znajduje się skórzana uprząż i kabura, w której ukryte jest potężne kopyto w postaci Colta 1911. Używany tylko w ostateczności. Komplet zapasowej amunicji typu .45 ACP dołączony do zestawu. Prócz uzbrojenia Vincent nosi przy sobie również wszelakie drobiazgi. Portfel z dokumentami, klucze od domu, telefon komórkowy, długopis, paczkę kart i kostkę do gry, zapalniczkę oraz papierosy.
Obrażenia : Nope
Multikonta : Nope

PisanieTemat: Re: Główna sala   Sro Sty 22, 2014 5:07 pm

Zupełnie nie był przyzwyczajony do podróży samolotami pasażerskimi. Nic nie trzęsie, nie słychać ryków silników, nie brzęczy broń i uprzęże bezpieczeństwa na plecakach. Nie było też dowódcy, który stałby na środku pokładu i wydzierał się wniebogłosy wykrzykując po raz ostatni rozkazy i cele misji. Nie to żeby nigdy wcześniej nie latał zwykłymi liniami lotniczymi jednak dużo bardziej wolał wojskowe desantowce. Przynajmniej doskonale wiedział czego się ma spodziewać. Na pokład samolotu wsiadł z nadzieją, że będą mieli chociaż dobre żarcie i jakieś ładne stewardessy, które mogłyby umilić mu podróż rozmową i kręceniem tyłkiem podczas przechadzania się w tą i z powrotem. Jedzenie było podłe i w dodatku drogie a panienki z obsługi w większości tak grube, że nachodziły człowieka pytania typu jak one przecisnęły się przez małe drzwi jednostki. Jakby tego było mało zabroniono spożywać alkoholu i palić. Nie bardzo rozumiał o co dokładnie chodziło jednak chcąc nie chcąc musiał się podporządkować. Nie powinien wywoływać burd przed faktycznym rozpoczęciem się jego zadania. A to również należało do dość nietypowych. Cóż, uwinie się z tym szybko i będzie musiał zostać tu na jakiś czas. Cholerni lekarze twierdzili, że wiedzą lepiej co jest dla niego dobre. A on po prostu chciał trafić do jakiejś dżungli albo na pustynię, rozwalić kilku ludzi rozsmarowując ich ciała na ziemi przy pomocy jakiegoś grubszego kalibru. Dałby sobie rękę uciąć, że to zrobiłoby mu lepiej niż takie przymusowe wysyłanie na urlop. Ale, na szczęście to jeszcze przed nim. Miał jeszcze jedno zlecenie do wykonania. Ochrona jakiejś ważnej persony. Może być, choć zapowiadało się cholernie nudno.
Na lotnisku wpakował się z bagażami do pierwszej lepsze taksówki i kazał się zawieść do najbliższego baru. Zaschło mu w pysku a przecież nie będzie truł się mineralną. Nie znał miasta tak więc zdał się na taksiarza, który podrzucił go prosto pod wejście Pecado Dulce Club. Poinformowany do jakiego hotelu ma dostarczyć jego walizki pojechał dalej.
Nie do końca pewny tego co może czekać go w środku, facet w nieskazitelnym, wyjściowym mundurze zanurzył się w półmroku sali. Było trochę osób jednak nie miał problemu by znaleźć wolny stolik. Zdaje się, że ostatni. Reszta była oblegana przez grupki młodzieży popijającej drinki i śmiejącej się na całe gardło. Kilka osób zwróciło uwagę na wysokiego, niecodziennie ubranego faceta jednak nie obchodziło go to, że wyróżnia się z tłumu.
Usiadł na czerwonym siedzisku czekając czy pojawi się ktokolwiek by przyjąć jakieś zamówienie. Nie wiedział czy mają tu kelnerki czy też zamówienia składa się samodzielnie, przy barze. Póki co jednak za ladą też nikogo nie widział tak więc nie pozostało mu nic innego jak czekać.

_________________

~ Letho i Faust ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bel
Informator

avatar

Liczba postów : 57
Dołączył : 16/01/2014

Godność : Belial Marcus Rammstein
Wiek : 32 lata
Zawód : Lekarz, psychiatra
Orientacja : Heteroseksualna
Partner : Brak takowych, sorka.
Wzrost i waga : 185 cm i 81 kg
Znaki szczególne : Okolczykowane uszy, kolczyk w języku. Białe włosy, styl ubierania, tatuaż na klatce piersiowej i prawym przedramieniu.
Aktualny ubiór : Koszula flanelowa w czerwono-czarną kratę, skórzana kurtka z długimi rękawami. Czarne, poprzecierane dżinsy, na prawej pieszczocha z trzema rzędami srebrnych kolców. Kolczyki, srebrny naszyjnik z krzyżykiem. Czternasto dziurkowe glany, czarna bielizna, do spodni przypięty srebrny łańcuch. Na dłoniach krótkie, czarne, skórzane rękawice z elementami umiękczającymi na kostkach, by na wypadek walki nie ucierpiały za bardzo.
Ekwipunek : Portfel z pieniędzmi, dokumentami, klucze do domu i jakieś tam bzdety. Oprócz tego w kieszeniach skóry umieszczone ma dwie paczki Marlboro czerwonych wraz ze srebrną zapalniczką zippo. W spodniach trzyma telefon komórkowy, scyzoryk. Tabletki różnego rodzaju nosi również w kurtce, tak samo notatnik z drogim długopisem firmy Parker do zapisywania bieżących informacji cennych do sprzedania. Na lewym nadgarstku mobilny zegarek PRADA Link łączący się z telefonem.
Obrażenia : Na razie fizycznie jest cały zdrowy, co innego na tle psychicznym.
Multikonta : Nie posiadam

PisanieTemat: Re: Główna sala   Sro Sty 22, 2014 10:27 pm

Zaraz po rozstaniu z przyjaciółką wiadomo... Zapalił sobie fajeczkę i wyruszył w podróż po mieście. Jako, że znał je tak idealnie to nie miał problemu z wyborem odpowiedniego lokalu. Zachciało mu się łyknąć pare kieliszków zanim pójdzie spać. Nie miał większych planów, bo niby po co? Tyle mu starczy do udanego wieczoru tak na dobrą sprawę. Wszystko lepsze od nocnego dyżuru w psychiatryku... Jakoś nie miał ochoty na słuchanie kolejną noc wrzasków jakichś pieprzonych psycholi, a oni również na pewno się cieszyli, że nie zobaczą mordy białowłosego. Najprawdopodobniej napchałby ich jakimiś tabletkami, lub zamknął w dźwiękoszczelnej izolatce wszystkich, żeby mieć święty spokój. Nie będą go przecież drażnić porąbańcy jacyś, choć on do nich również należał.
Jeszcze przed wejściem dokarmił swego raka w płucach wiadomo jaką czynnością. Nie obejdzie się w końcu bez tego. Wlazł spokojnym krokiem do klubu, rozejrzał się przy wejściu. Wokół wszędzie młodzi ludzie zajmujący wszystkie stoliki. A nie! Chwila! Jeden jest pusty! Dobra, nie... Jakiś mundurowiec przy nim siedzi. Bystry wzrok informatora spróbował skojarzyć sobie dany strój, mordę nieznajomego. Za Chiny nie mógł zrozumieć skąd taki zagraniczny przybysz się znalazł właśnie tutaj. No cóż... Te miasto skrywa wiele tajemnic, ale chociaż nie wyglądał na bachora.
Białowłosy wpadł na genialny pomysł jako, że zielonek siedział na dupie i chyba myślał, że ktoś go obsłuży... Poszedł sobie do baru, poprosił pół litra na dobry początek oraz dwa kieliszki. Już chyba oczywiste po co mu dwa kielonki, co?
-Widzę, że pierwszy raz, co? Można się dosiąść?
Rzucił w sumie dwa pytania retoryczne będąc już przy stoliku. Dwóch najbardziej wyróżniających się gości w klubie właśnie się złączyło przy jednym stoliku. No tak! Zapomniałbym! Psychiatra nie czekał na odpowiedź, tylko podstawił żołnierzowi pod nos kieliszek, usiadł naprzeciwko niego, a flaszkę postawił na środku stołu, pozwalając nieznajomemu pierwszemu polać. Ot, drobny gest mający na celu przywitanie go w skromnych progach Rathelon'u.
Ciekawi was skąd Bel wie, że nie jest tutejszy? Mundur, to wszystko mówi informatorowi. Gdyby był z tego miasta, którejś z tutejszych służb to zostałby rozpoznany natychmiastowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Venom
13

avatar

Liczba postów : 52
Dołączył : 20/01/2014

Godność : Vincent Schrödinger
Wiek : 32
Zawód : Cień
Orientacja : Hetero
Partner : Brak
Wzrost i waga : 196cm wzrostu na jakieś 79kg wagi
Znaki szczególne : Pierwsze co rzuca się w oczy to na pewno jego wzrost. Prawie dwa metry to nie w kij dmuchał, prawda? Następnie uwagę zwracają na pewno jego włosy. O tak, zielony to kolor jaki niecodziennie widzi się na głowach ludzi. Następne przymioty można zauważyć dopiero po podejściu na dość bliską odległość. Ostre, drapieżne rysy twarzy podkreślane w dodatku przez złote, niemal gadzie, tęczówki. Jego znakiem rozpoznawczym jest również szeroki, uśmiech skrywający sobą jakąś mroczną zagadkę. Niemal nigdy nie opuszcza on facjaty jegomościa i dzięki niemu można dostrzec nieco zbyt długie, ostre kły.
Aktualny ubiór : Jego bielizna jest dość zwyczajna. Składa się z czarnych bokserek z zielonymi akcentami oraz najzwyklejszych w świecie czarnych skarpetek. To akurat mało istotne bo nie często paraduje w samych gaciach. Skupmy się zatem na tym co widać od razu. Wygodna, śnieżnobiała koszula, elegancko zapięta i podkreślona ciemnym krawatem. Spodnie ciemnozielone, garniturowe, do kompletu z gustowną marynarką. Jej zapięcia ozdobione są lśniącymi, pozłacanymi guzikami. Sama marynarka może z powodzeniem robić jako płaszcz, posiada pokaźny kołnierz oraz niemałą długość. Na głowie niemal zawsze kapelusz pasujący kolorystycznie do reszty. Jeśli chodzi o dodatki to tylko złoty zegarek na nadgarstku, łańcuch na klucze i przypinka na krawat. Ot taki elegancki z niego jegomość.
Ekwipunek : Przy pasku dwa noże motylki, dość pokaźnej długości. Bez problemu sięgną wewnętrznych narządów jeśli wbić je komuś w ciało. Dość niebezpieczne zabawki. Na klatce piersiowej, tuż przy wewnętrznej kieszeni marynarki znajduje się skórzana uprząż i kabura, w której ukryte jest potężne kopyto w postaci Colta 1911. Używany tylko w ostateczności. Komplet zapasowej amunicji typu .45 ACP dołączony do zestawu. Prócz uzbrojenia Vincent nosi przy sobie również wszelakie drobiazgi. Portfel z dokumentami, klucze od domu, telefon komórkowy, długopis, paczkę kart i kostkę do gry, zapalniczkę oraz papierosy.
Obrażenia : Nope
Multikonta : Nope

PisanieTemat: Re: Główna sala   Czw Sty 23, 2014 2:16 pm

Czekając na to czy ktoś pojawi się za barem zagapił się nieco na grupkę gówniarzy przy stoliku naprzeciwko. Przewaga chłopaków, chcą się popisać przed dziewczynami ile są w stanie wlać w siebie alkoholu jakby faktycznie miało to dla nich wielkie znaczenie. Już on dobrze wiedział jak takie popisówy najczęściej się kończą. Będzie więc musiał skorzystać z toalety zanim nie będzie cała zalana rzygowinami i zawalona nieprzytomnymi smarkaczami. Cóż, nie był to chyba jednak najlepszy lokal do jakiego mógł trafić. Mówi się trudno, nie chciało mu się szukać czegoś innego skoro tu zdążył już zagrzać sobie miejsce.
Pochłonięty rozmyślaniem nad tym co też uczyni ze swoim czasem wolnym po wykonaniu zadania, wrócił do świata rzeczywistego dopiero usłyszawszy stukot butelki i kieliszków na blacie stolika, przy którym siedział. Spojrzał na nieznajomego jegomościa, który przysiadł się do niego z zaopatrzeniem. A więc jednak należało składać zamówienia przy barze. Miło by jednak było gdyby ktoś za tym barem stał gdy wszedł do lokalu. Mówi się trudno, ważne, że wódka i tak stała na stole. Choć za nią nie zapłacił.
- Ta - rzucił krótko w odpowiedzi i bez ceregieli sięgnął po butelkę. Odkręcił ją bez większych problemów i polał, jak nakazują dobre obyczaje, najpierw gościowi, później sobie. Nie mógł powiedzieć, że facet jakoś szczególnie zaskoczył go tym, że chciał się przysiąść. Wszystkie stoliki oblegane przez smarkaczy a on siedział sam, tak więc miejsca było sporo.
- Stały bywalec? Zawsze tu tyle gównarzerii? - trzymał szkło w palcach wymownie czekając aż białowłosy chwyci swój kieliszek. Nie ma co się pitolić, wódka jest, można do kogoś gębę otworzyć. Choć nie przepadał za rozmowami z cywilami, teraz jednak nieco zluzował, wszak pomimo bycia odzianym w mundur nie był jeszcze na służbie.
Kiedy paląca, ognista woda już zagości w ich przełykach a następnie żołądkach, wojskowy wstanie by wyciągnąć rękę i się przedstawić. Skoro skazani są na swoje towarzystwo wypada poznać się chociaż powierzchownie.
- Vincent Schröder.
Wybitnie niemiecko brzmiące nazwisko, trzeba przyznać. Świadom był tego, że Niemcy nie są raczej zbyt lubianym narodem ale co go obchodziło jak zareaguje ten jegomość?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bel
Informator

avatar

Liczba postów : 57
Dołączył : 16/01/2014

Godność : Belial Marcus Rammstein
Wiek : 32 lata
Zawód : Lekarz, psychiatra
Orientacja : Heteroseksualna
Partner : Brak takowych, sorka.
Wzrost i waga : 185 cm i 81 kg
Znaki szczególne : Okolczykowane uszy, kolczyk w języku. Białe włosy, styl ubierania, tatuaż na klatce piersiowej i prawym przedramieniu.
Aktualny ubiór : Koszula flanelowa w czerwono-czarną kratę, skórzana kurtka z długimi rękawami. Czarne, poprzecierane dżinsy, na prawej pieszczocha z trzema rzędami srebrnych kolców. Kolczyki, srebrny naszyjnik z krzyżykiem. Czternasto dziurkowe glany, czarna bielizna, do spodni przypięty srebrny łańcuch. Na dłoniach krótkie, czarne, skórzane rękawice z elementami umiękczającymi na kostkach, by na wypadek walki nie ucierpiały za bardzo.
Ekwipunek : Portfel z pieniędzmi, dokumentami, klucze do domu i jakieś tam bzdety. Oprócz tego w kieszeniach skóry umieszczone ma dwie paczki Marlboro czerwonych wraz ze srebrną zapalniczką zippo. W spodniach trzyma telefon komórkowy, scyzoryk. Tabletki różnego rodzaju nosi również w kurtce, tak samo notatnik z drogim długopisem firmy Parker do zapisywania bieżących informacji cennych do sprzedania. Na lewym nadgarstku mobilny zegarek PRADA Link łączący się z telefonem.
Obrażenia : Na razie fizycznie jest cały zdrowy, co innego na tle psychicznym.
Multikonta : Nie posiadam

PisanieTemat: Re: Główna sala   Czw Sty 23, 2014 4:49 pm

No nic stało się. Najwyraźnie zielonek miał swoistego pecha, że akurat nikt nie stał przy barze, a może jednak chodzą tu jakieś kelnerki? Kto wie, kto wie... Przynajmniej Rammstein nie widział takowych, więc od razu zareagował z barem, a co mu tam, że postawił flaszkę nieznajomemu. Chociaż nie będzie sam pił tylko z kimś w miarę ogarniętym. Czytaj: dorosłym. Jakoś nie widziało mu się siedzenie z małolatami i picie z nimi alkoholu, bo jak to już Vincent zauważył. Z ich strony wychodziła tylko i wyłącznie niepotrzebna popisówka. Po co to komu? Ajajaj... Co z tą młodzieżą, za jego czasów to gdzieś w plener się szło schlać jak prosie, a nie w klubach. Przynajmniej on tak robił, wolał przy własnej muzyce puszczanej z telefonu posiedzieć ze znajomymi niżeli słuchać pobudzającego techno.
Jednak nie roztrząsajmy o tym, szkoda słów po prostu. Ważne jest to co teraz zrobił nieznajomy, bo w końcu jeszcze się nie przedstawili sobie, co? Mianowicie chodzi o otworzenie butelki z trunkiem i rozlanie go do szkła. Bel nie czekał zbyt długo, chwycił kieliszek, podniósł i zrobił znany gest, coś w stylu toastu jakiegoś, choć zrobił to bez słowa. Może chciał być miły w swój pewien sposób? Tak czy siak zaraz kiedy Vin odwzajemnił drobny gest, a raczej to zrobił... Łyknął bez zastanowienia wódkę. Czy się skrzywił? Wiadomo, odrobinę mu wykrzywiło tę mordkę, jednak to dosyć normalne przy pierwszym kieliszku nawet dla cenionych alkoholików.
-Z tego co słyszałem to nie... Najwyraźniej mieli dzień wolny i postanowili pójść się schlać, naćpać i pociumkać jakieś dziurki.
Bez ceregieli powiedział to co myślał. Toalet klubowych było pełno, na pewno niektórzy już tam poszli na szybkiego lodzika lub po prostu sobie pobzykać. To klub! Extasy i pigułki gwałtu na bank gdzieś krążą po drinkach kobiet bardziej lub mniej urodziwych. Młodym ludziom wiele lata po głowie, więc można dać sobie rękę uciąć za to, że któryś z tutaj obecnych ma kieszeń wypełnioną narkotykami różnego rodzaju. Było tak od dawna, odkąd tylko powstały te chemiczne specyfiki urozmaicające zabawę.
Czy był stałym bywalcem? Raczej nie... Z reguły popijał sobie jak już u siebie w domu, w salonie przy kominku czy coś. Nie latał po klubach, nie miał na to czasu i w pewnym sensie był już za stary na tego rodzaju wygibasy. Na dodatek podwójna robota zabierała mu dość pokaźną ilość czasu, więc tym bardziej szkoda gadać.
Zaraz po żołnierzu również wstał. Zorientował się o co chodzi, więc zsunął szybko z prawej dłoni skórzaną rękawiczkę. Dłoń zimna, można powiedzieć, że miał w miarę kiepskie krążenie. Czego można się spodziewać? Wbrew pozorom ilość tabletek, które łykał i wszystko inne, sposób życia nie pozwalał na odpowiednie utrzymanie stanu zdrowotnego pod tym względem. Choć ciało miał niezłe i wielu obecnych tutaj facetów mogło mu pozazdrościć.
Tak czy siak wyciągnął swoją dłoń w kierunku nowo poznanego gościa.
-Belial Rammstein.
Nie było to niby jego prawdziwe imię i nazwisko, lecz nikt mu nie zarzuci kłamstwa, skoro od ponad 10 lat posługuje się nim i jako ktoś taki żyje, pracuje czy inne tego typu dyrdymały. Więc wbrew pozorom nie kłamał.
Wyczuł w Vincencie, a raczej w jego nazwisku te niemieckie pochodzenie. W sumie mieli wiele wspólnego... Nazwisko i te prawdziwe, i fałszywe również miało niemieckie brzmienie. Ba! Białowłosy w połowie był niemcem i to od strony ojca! Zatem można powiedzieć, że jest szwabem, skoro Niemcy to kraj jego ojców. Ciekawie co? Dwóch dość szalonych i dziwnie wyglądających niemców spotkało się przypadkiem przy wódce.
Skoro skończyli formalności to wypada dalej opracowywać butelkę, co? Drugi w kolejności z polewaniem był Marcus. Zatem chwycił za butelkę, zwinnym i szybkim ruchem polał obydwu i pociągnął dalej rozmowę.
-Co sprowadza umundurowanego niemca do miasta? Ojczyzna dość daleko...
Takie tam podstawowe pytanie. Jak widać nie bawił się w głupoty, jak tam życie czy coś. Walił prosto z mostu to co go ciekawiło, ewentualnie mógłby niegdyś wykorzystać jako coś do sprzedania. Wszystko się przyda, co? Taka jego fucha, sorka. Lecz nie ukrywajmy, go również zaciekawiła obecność Vincent'a tutaj. Czyżby miał jakąś misję do wykonania? Czy po prostu przyjechał sobie na urlop?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Venom
13

avatar

Liczba postów : 52
Dołączył : 20/01/2014

Godność : Vincent Schrödinger
Wiek : 32
Zawód : Cień
Orientacja : Hetero
Partner : Brak
Wzrost i waga : 196cm wzrostu na jakieś 79kg wagi
Znaki szczególne : Pierwsze co rzuca się w oczy to na pewno jego wzrost. Prawie dwa metry to nie w kij dmuchał, prawda? Następnie uwagę zwracają na pewno jego włosy. O tak, zielony to kolor jaki niecodziennie widzi się na głowach ludzi. Następne przymioty można zauważyć dopiero po podejściu na dość bliską odległość. Ostre, drapieżne rysy twarzy podkreślane w dodatku przez złote, niemal gadzie, tęczówki. Jego znakiem rozpoznawczym jest również szeroki, uśmiech skrywający sobą jakąś mroczną zagadkę. Niemal nigdy nie opuszcza on facjaty jegomościa i dzięki niemu można dostrzec nieco zbyt długie, ostre kły.
Aktualny ubiór : Jego bielizna jest dość zwyczajna. Składa się z czarnych bokserek z zielonymi akcentami oraz najzwyklejszych w świecie czarnych skarpetek. To akurat mało istotne bo nie często paraduje w samych gaciach. Skupmy się zatem na tym co widać od razu. Wygodna, śnieżnobiała koszula, elegancko zapięta i podkreślona ciemnym krawatem. Spodnie ciemnozielone, garniturowe, do kompletu z gustowną marynarką. Jej zapięcia ozdobione są lśniącymi, pozłacanymi guzikami. Sama marynarka może z powodzeniem robić jako płaszcz, posiada pokaźny kołnierz oraz niemałą długość. Na głowie niemal zawsze kapelusz pasujący kolorystycznie do reszty. Jeśli chodzi o dodatki to tylko złoty zegarek na nadgarstku, łańcuch na klucze i przypinka na krawat. Ot taki elegancki z niego jegomość.
Ekwipunek : Przy pasku dwa noże motylki, dość pokaźnej długości. Bez problemu sięgną wewnętrznych narządów jeśli wbić je komuś w ciało. Dość niebezpieczne zabawki. Na klatce piersiowej, tuż przy wewnętrznej kieszeni marynarki znajduje się skórzana uprząż i kabura, w której ukryte jest potężne kopyto w postaci Colta 1911. Używany tylko w ostateczności. Komplet zapasowej amunicji typu .45 ACP dołączony do zestawu. Prócz uzbrojenia Vincent nosi przy sobie również wszelakie drobiazgi. Portfel z dokumentami, klucze od domu, telefon komórkowy, długopis, paczkę kart i kostkę do gry, zapalniczkę oraz papierosy.
Obrażenia : Nope
Multikonta : Nope

PisanieTemat: Re: Główna sala   Czw Sty 23, 2014 5:33 pm

Irytująco schematyczna i monotonna muzyka. Pełna przypadkowych, wyrwanych z kontekstu słów, zazwyczaj wypowiadanych przez kobiety mogące z powodzeniem pracować w seks telefonie. Do tego basy wprawiające w drżenie szkło na stolikach i zdające się wyłamywać ludziom żebra. Jak on nie lubił takich elektronicznych dźwięków. Kojarzyły mu się zawsze z pewną aparaturą, do której swego czasu zdarzyło mu się być podłączonym. Elektrody wszędzie gdzie się da, maseczka z jakimś świństwem na buzi, skrępowane kończyny. Nic przyjemnego. W dodatku dźwięki o takich częstotliwościach jak te łupiące bezlitośnie z nagłośnienia klubu, w połączeniu z odpowiednią dawą alkoholu budziły w człowieku agresję. Najzwyczajniej w świecie budziła się potrzeba przypieprzenia komuś w pysk. Tylko czekać aż jacyś smarkacze zaczną się szarpać i zostaną wyprowadzeni na zewnątrz przez ochronę.
Takie narzekanie na dzisiejszą młodzież było całkiem zabawne kiedy spojrzało się na to obiektywnie. Każde pokolenie było uznawane za to gorsze od poprzedniego i będzie tak do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej. Kiedy ich roczniki przesiadywały na klatkach schodowych paląc pierwsze papierosy, zapijając je tanim winem i chędożąc osiedlowe dziewczęta w piwnicach, rodzice i dziadkowie też psioczyli. "Za naszych czasów było lepiej". Stare, dobre i niezapomniane pożekadło, które zawsze będzie aktualne. Trzynastka nie narzekał na dzieciarnię w klubach. Czasy się zmieniały, nie musieli chować się już po piwnicach, garażach i melinach. Mogli iść do klubu i tam oddawać się pijaństwu. Choć przyznać musiał, że te dawniej było to chyba bardziej klimatyczne.
Rammstein? Jak ten zespół metalowy? No, nieźle. Nie ma to jak słynne nazwisko. Jego można skojarzyć co najwyżej z byłym kanclerzem Niemiec lub głównym wrogiem wojowniczych żółwi ninja. Nie ma jednak co się przejmować, wszak był to sztuczny twór potrzebny mu by poruszać się bez problemu po świecie. Mogło być gorzej. Przynajmniej zachowano odpowiednie brzmienie i pochodzenie. Gdyby dano mu w sztabie jakieś słowiańskie nazwisko z ich szeleszczącymi zgłoskami mógłby być nie lada problem z wypowiedzeniem go.
- Niemiec? Austriak?
Ot zwykłe zagajenie by nie zapadła niezręczna cisza. Trzeba wynajdować jakieś szczegóły, punkty zaczepienia by rozmowa jakoś się kleiła. Przynajmniej na początku. Później wiadomo, zadziałają procenty, języki się rozwiążą i problem zniknie bez śladu. Miejmy na dzieję, że nie rozwiążą się za bardzo, bo lepiej by Trzynastka nie chlapnął czegoś czego nie powinien. Jeszcze nigdy mu się nie zdarzyło a dowództwo miało do niego pełne zaufania ale wiadomo. Przezorny zawsze ubezpieczony.
Kiedy drugi kieliszek został napełniony ciekłym szczęściem Vincent z błyskiem w oku uniósł go i błyskawicznie wlał w swą gardziel.
- A co może sprowadzać Niemca w mundurze do obcego kraju? Blitzkrieg!
Na bladej, pociągłej twarzy zielonowłosego zakwitł szeroki drapieżny uśmiech odsłaniający jego bielutkie i nieco za długie kły. Złote ślepia patrzyły na rozmówcę krótką chwilę po czym facet wybuchnął śmiechem. Oho, zaczyna się. Wahania nastroju i to dość gwałtowne. Skoro nadeszła kolej na niego polał po kieliszku. Jeszcze ze dwa i zacznie się zabawa.

_________________

~ Letho i Faust ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bel
Informator

avatar

Liczba postów : 57
Dołączył : 16/01/2014

Godność : Belial Marcus Rammstein
Wiek : 32 lata
Zawód : Lekarz, psychiatra
Orientacja : Heteroseksualna
Partner : Brak takowych, sorka.
Wzrost i waga : 185 cm i 81 kg
Znaki szczególne : Okolczykowane uszy, kolczyk w języku. Białe włosy, styl ubierania, tatuaż na klatce piersiowej i prawym przedramieniu.
Aktualny ubiór : Koszula flanelowa w czerwono-czarną kratę, skórzana kurtka z długimi rękawami. Czarne, poprzecierane dżinsy, na prawej pieszczocha z trzema rzędami srebrnych kolców. Kolczyki, srebrny naszyjnik z krzyżykiem. Czternasto dziurkowe glany, czarna bielizna, do spodni przypięty srebrny łańcuch. Na dłoniach krótkie, czarne, skórzane rękawice z elementami umiękczającymi na kostkach, by na wypadek walki nie ucierpiały za bardzo.
Ekwipunek : Portfel z pieniędzmi, dokumentami, klucze do domu i jakieś tam bzdety. Oprócz tego w kieszeniach skóry umieszczone ma dwie paczki Marlboro czerwonych wraz ze srebrną zapalniczką zippo. W spodniach trzyma telefon komórkowy, scyzoryk. Tabletki różnego rodzaju nosi również w kurtce, tak samo notatnik z drogim długopisem firmy Parker do zapisywania bieżących informacji cennych do sprzedania. Na lewym nadgarstku mobilny zegarek PRADA Link łączący się z telefonem.
Obrażenia : Na razie fizycznie jest cały zdrowy, co innego na tle psychicznym.
Multikonta : Nie posiadam

PisanieTemat: Re: Główna sala   Czw Sty 23, 2014 7:01 pm

O popatrz! Już któryś pod wpływem alkoholu przywalił znajomemu. Uch! Cóż za piękne, malownicze tło było tuż za plecami psychiatry, czyż nie? Nasz mundurowy miał na co popatrzeć jak lubił taki widok. Lekarzyna słysząc tylko jakieś dźwięki starał się o nich zapominać. Już wolał łomotanie muzyki niż dźwięk bijatyki. No, ale okej... Pomińmy lepiej jego problemy psychiczne, to nie pora na jego umysł. Na pewno Vincent będzie miał jeszcze okazję popatrzeć na to wszystko.
-Niemiec.
Krótko, zwięźle i na temat bez niepotrzebnych słów. Białowłosy zwykle jest bardziej rozgadany i skory do prowadzenia konwersacji. No, ale jest zmęczony wszystkim i jego przyjście tutaj jednak miało cel wyluzowania się samemu przy jakimś trunku, a następnie udaniu się do spokojnego domu. Kto normalny spodziewałby się takiego przeludnienia i spotkania dość ciekawego osobnika? No nikt...
Podwinął na szybko lewy rękaw przerzucając wzrok na godzinę. Dość młoda była, mają sporo czasu na obalenie flaszki, a może i kolejnej? Dlatego też szybko łyknął to co sam połał.
Na kolejne słowa zielonowłosego jedynie się zadziornie uśmiechnął. Ciekawe podejście miał niemiec, nie ma co...
-Tylko nie rozrabiaj za bardzo... Lubię w miarę to miasto, a jeszcze spłoszysz mi klientelę.
Nie, nie chodziło tu o psycholi w ośrodkach psychiatrycznych potrzebujących specjalisty jakim był Bel. Bardziej miał na myśli ludzi potrzebujących informatora. Póki walka w mieście była niczym podchody to każdy chwytał się takowych źródeł informacji, pozwalając zarobić Belial'owi, a przy okazji tworząc mu bezpieczną powłokę.
Mężczyzna polał, więc Rammstein nie czekał na daremno. Szybko chwycił za kielona i wlał zawartość do gardła.
Wahania nastroju? Ohoh! No popatrzcie, może na końcu znajomości wymienią się wizytówkami jeśli takową żołnierzyk ma co? Szczerze to nie przeszkadzało mu za bardzo. Przyzwyczaił się do jakichś krzyków, jęków i innych, więc co mu po parskaniu śmiechem?
-Jakbyś potrzebował jakichś informacji to już wiesz do kogo uderzać.
Tak zarzucił ciekawostką. Bez problemu Schröder mógł się skapnąć czym się zajmuje nasz lekarzyna. Nie krył się z tym, aż tak bardzo. Nikt go nie chciał stracić, niezależnie czy to rząd, czy wilki, a może Fraternity?
Podczas mówienia polał kolejnego kielicha, a co mu tam! Niech się bawią na całego co? Tempo narzucili to niech je utrzymają chociaż, co jakiś czas można się doprowadzić do stanu jeża po zjedzeniu fermentowanego jabłuszka. Ot takie dość ciekawe porównanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Główna sala   

Powrót do góry Go down
 
Główna sala
Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Sala tortur.
» Sala balowa
» Sala balowa.
» Sala #69
» Sala grawitacyjna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
centrum miasta
 :: Dzielnica rozrywkowa :: Pecado Dulce Club
-
Skocz do: