IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Time to burn you.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Devil
Agent FBI



Liczba postów : 40
Dołączył : 21/10/2013

Godność : Jared Blackery.
Wiek : 31 lat.
Zawód : Agent FBI.
Orientacja : Biseksualny.
Partner : Brak.
Wzrost i waga : 191 cm i 96 kg.
Znaki szczególne : Blizny po poparzeniach w wielu miejscach na ciele, znajdą się na ramionach, plecach, nogach. Czerwone pióra doczepione do włosów na karku.
Aktualny ubiór : Obecnie czysto formalnie: Rozpięta przy kołnierzu biała koszula, luźno związany wokół szyi ciemny krawat, swobodnie narzucona na ramiona czarna marynarka oraz spodnie tego samego koloru, smoliste eleganckie buty na niskim obcasie. Posiada również dwa sygnety na palcach lewej ręki.
Ekwipunek : Oczywiście odznaka, klucze od motoru i mieszkania, jego dwie lube - para pistoletów Beretta 92 FS w kolorze czarnym. Notatnik, długopis oraz portfel.
Obrażenia : Zdrowiutki.
Multikonta : Brak.

PisanieTemat: Time to burn you.   Sro Lis 27, 2013 3:45 pm

"- Znowu ten ogień...
...znowu gaśnie."

Stał spokojnie, patrzył jak płonie. Obserwował te zjawisko, jakby było to czymś niezwykłym, niepowtarzalnym i koniecznym do uwiecznienia. Słyszał ten spazmatyczny krzyk. Brzmiało to jak torturowanie zwierzęcia poprzez zdarcie jego skóry, powoli dla intensywnego bólu. Nie był w stanie dostrzec twarzy płonącego człowieka, jakby spłonęła jako pierwsza. "Czy to możliwe? Czarny ogień". Mimo wszystko jego wzrok zapamiętał każdy inny, najdrobniejszy szczegół. Pomieszczenie miało ściany, sufit, a nawet podłogę z równo ułożonych zapałek, które płonęły póki miały chęć. Każda z nich we własnym czasie dopalała się i nikła w czeluściach. Sufit wyglądał, jakby również miał dosyć cierpienia, a jedyną drogą ucieczki zostało zawalenie się. "Do tego ten smród". Nieprzyjemny odór płonącego włosia, skóry - ciała. Po środku on... siedzący na krześle, przymocowany do niego poprzez stalowe zęby. Siedział i płonął. Zaprzestał krzyczeć już od dawna, doskonale wiedział, że to nic nie da, jednak dawało to swoisty upust cierpieniu. Był ubrany w białą koszulę, krawat i czarne spodnie. "Kto to?". Twarz pozostała zagadką, jednak ta znajoma sylwetka... i te czarne włosy. Ginął powoli, został stracony. Bez pomocy, bez nadziei... W samotności. Jednak zostały jeszcze myśli i te twarze na podłodze. "Dlaczego nie mogę mu pomóc?".
- Nie śpij, Harcerzyku!
Jared momentalnie drgnął i otworzył oczy. Ponownie ten sen... Odwiedza go co noc, niczym zjawa karmiąca się strachem. Pomasował skroń i rozejrzał się po dużej sali, w której znajdowały się liczne mniejsze pomieszczenia z kratami. W obecnym momencie siedział na wygodnym fotelu z podszyciem. Słowa, które obudziły mężczyznę należały do jednego ze strażników, który właśnie skończył zmianę. Po przebudzeniu Jared'a posłał mu wesoły uśmiech. Oczywiście Diabełek w odpowiedzi jedynie machnął mu ręką. Brunet wstał z fotela, poprawił czapkę i zrobił obchód, aby rzucić okiem na grzecznie śpiących więźniów. "Pieprzony sen, ile jeszcze razy będzie mi się powtarzał?". Stanął przy jednej z klatce. Jeden z więźniów nadal nie spał - siedział na łóżku i patrzył w jedną stronę. Jared oparł się jedną ręką o stalowy i gruby pręt, a następnie przywarł czołem do ręki, przez co jego czapka odrobinę zsunęła się w tył. Dzięki temu był w stanie przyjrzeć się mężczyźnie w lepszy sposób, niż przez kraty.
- Powinieneś już dawno spać...
Więzień spojrzał na strażnika, jakby właśnie został wyrwany z rzeczywistego snu stworzonym przez myśli. Głupkowato się uśmiechnął, ale nic nie odpowiedział. Ułożył się w należyty sposób, wsunął ręce pod głowę i zaczął przyglądać się brunetowi. Prawdopodobnie nie będzie spał jeszcze przez co najmniej godzinę. Jared jedynie krótko jeszcze popatrzył na Peter'a, powierzchownie rzucił okiem na resztę pomieszczenia oraz znajdujące się w nim rzeczy. Po upewnieniu się odsunął od krat i z założonymi rękoma kontynuował swój krótki spacerek. Rozlegały się i odbijały o ściany ciche kroki, którym towarzyszyło chaotyczne dzwonienie szeregu kluczy. Ten dźwięk przecinał grobową ciszę i zabijał nowo stworzone myśli, bądź sny.





"- Życie ci niemiłe?!
- Tylko z rana"

Przeciętny wieczorek, jak każdy inny. Miasto pokryte mrokiem i ciemnością stało się niezwykle milczące. Jared przerwał na moment patrolowanie ulic, które mu przydzielono. Ostatnio bywało wyjątkowo spokojnie - żadnych morderstw, intryg, dealerów, bądź niegrzecznie bawiących się gangów - niczym cisza przed burzą. W związku z tą ciszą postanowił troszkę poleniuchować i nie wykonywać swych codziennych obowiązków w należyty sposób, jedynie na krótki moment. Tylko raz. Krótka, niezobowiązana przerwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Zresztą, na mieście nie było dostatecznie interesująco. Zatrzymał się motorem na parkingu niedaleko kafejki, mając w zamiarze wypić swój ulubiony napój - kakao. Zaraz po zablokowaniu kół i wyjęciu kluczyków ze stacyjki ruszył do upragnionego lokalu. Będąc w środku zsunął z głowy kask. Podszedł do baru i zamówił kubek wcześniej wspomnianego napoju. Całe szczęście nie musiał zbyt długo czekać. Owszem, jest cierpliwy, ale wszystko ma swoje granice, a przekroczenie tej nie wróży nic dobrego. Delektując się ciepłym napojem wyjął telefon komórkowy, w którym na szybko napisał SMS'a do dobrze znanej mu osoby. Była to raczej odpowiedź na wiadomość sprzed kilku godzin. Długo to nie trwało, gdyż zaraz po chwili schował go do jednej z kieszeń. Jako, iż był w mundurze posiadał ich pokaźną ilość, choć w gruncie rzeczy większa połowa została zajęta przez wszelakie "głupoty". Zapłacił za zamówienie, po czym wyszedł z budynku. Ta mała przerwa trwała zdecydowanie za krótko, gdyż jej zadaniem było zabić mozolnie ciągnący się czas. Próba nieudana, bądź to on za szybko stamtąd wyszedł. Cóż, zatem najwyższy czas wrócić do monotonnej pracy, czego oczywiście nie chciał. Marnowanie czasu nie należy do jego specjalności. Zamiast jeździć w kółko mógłby posiedzieć w ciepłym mieszkaniu, gdzie porobiłby coś równie produktywnego, co te nudne patrolowanie. Mimo wszystko trzymała się go nadzieja, by dzisiejszego wieczoru mógł zająć się czymś o wiele ciekawszym, niż liczenie latarni. Wtem jak na zawołanie usłyszał czyjś krzyk. Był on krótki i piskliwy, zdecydowanie należał do kobiety. Nie powtórzył się ponownie, jednak Jared zapamiętał skąd dobiegał wspomniany odgłos. Ruszył w stronę wąskiej alejki po drugiej stronie ulicy, którą uprzednio prędko przebiegł. Przez panujący tam mrok nie dało się czegokolwiek dostrzec, na obecną chwilę pozostał mu jedynie słuch. A i niejednokrotnie usłyszał coś interesującego: co jakiś czas rozlegały się ciche odgłosy szarpania i jęków. Najwyraźniej ktoś postanowił zaspokoić swe żądze w nieco wygodniejszy i łatwiejszy sposób. Jak miło, akurat na warcie pana Blackery. Policjant w końcu znalazł ciekawe zajęcie, do którego tak bardzo było mu spieszno. Uniósł jeden z kącików ust ku górze, po czym założył kask na głowę, nie chcąc zostać rozpoznany. Ofiara zbrodniarza mogłaby zapamiętać jego twarz, a tego jak najbardziej nie chciał kruczowłosy. Po cholerę miałby ukrywać swą tożsamość, skoro jest policjantem i zamierza pomóc? A to się za moment okaże. Wyciągnął pałkę teleskopową i przyspieszył krok. Pomimo panującego półmroku zdołał w końcu dostrzec na wpół rozebraną kobietę oraz szpetnego mężczyznę, który zobaczywszy policjanta od razu puścił dziewczę i uniósł ręce do góry. Delikwent sądził, iż samo poddanie się załatwi sprawę. Posiedzi jakiś czas w więzieniu i wyjdzie... Nic bardziej mylnego, gdyż natrafił na nieodpowiedniego policjanta. Jared dosyć mocno uderzył pałką o otwartą dłoń, patrząc na mężczyznę.
- Wynoś się stąd i wezwij pogotowie.
Skierował słowa do kobiety, która zamierzała rzucić się w ramiona swego wybawcy, chcąc w ten sposób podziękować, lecz po usłyszeniu tonu jego głosu oraz treści zawartej w słowach czym prędzej wstrzymała się i wyjąkała coś pod nosem na znak potwierdzenia. Zaraz po tym szybko udała się do wyjścia z wąskiej alejki. "Obrzydliwe..." - krótkie słowo, które zostało wypowiedziane przez policjanta. Zabrzmiało to, jakby najzwyczajniej głośno myślał, nie przejmując się człowiekiem przed sobą. Po owym wypowiedzeniu się z nienawiścią i obrzydzeniem zbliżył się do gwałciciela na niebezpieczną odległość i...

{...}

Minęło około piętnaście minut od momentu wezwania pogotowia przez wcześniej wspomnianą kobietę. Policjanta już od jakiegoś czasu nie ma na miejscu zdarzenia. Nadjechała karetka, a ludzie, którzy z niej wysiedli znaleźli nieprzytomnego mężczyznę. Jego twarz została brutalnie zmasakrowana, żebra połamane, jedna z rąk wykręcona. Plus, ktoś oderwał mu penisa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Time to burn you.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
na wstęp
 :: Historie postaci
-
Skocz do: