IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Prerie Belleza

Go down 
AutorWiadomość
Born dead
Obywatel

avatar

Liczba postów : 10
Dołączył : 29/12/2013

Godność : Elijah Swan
Wiek : 19
Wzrost i waga : 170/61
Multikonta : Liseł aka niepamięć.

PisanieTemat: Prerie Belleza   Wto Sty 07, 2014 1:15 am

Na zachodzie znajduje się jedno z piękniejszych i łagodniejszych miejsc w całym kraju. Preria Belleza to miejsce, gdzie nie wkroczyła jeszcze cywilizacja. Wszystko toczy się tu tak samo jak setki lat wcześniej. Łagodne pagórki spływają w niziny, a zielona trawa przeplatana jest barwnymi kwiatami. Na obrzeżach prerii można spotkać hodowców i farmerów, którzy wypasają tu owce i bydło. Jest tu pełno dzikich zwierząt, od zajęcy, przez lisy, a jeśli ktoś ma szczęście może ujrzy nawet i mustangi. Znajduje się tu również wartka rzeka, która zapewnia dobrobyt i ucieka wprost na przymorską część wybrzeża.


_______________________________________


Od dawna nie był bardziej sam, niż w tej chwili. Otoczony przez zieleń i naturę czuł się jak na niezasłużonym odwyku, chociaż przecież przybył tu z własnej woli. Co innego, że przez głupotę nie siedział aktualnie gdzieś przy oknie, mieląc w dłoni telefon jak kawałek plasteliny… Coś poszło niezgodnie z planem. Pokłócił się z każdą osobą, z którą dał radę to zrobić i zatrzasnął drzwi taksówki, krzycząc coś o preriach i świętym spokoju. Gdy dojechali i Elijah zdążył ochłonąć, tylny zderzak mignął mu za zakrętem, zaś głupie urządzenie postanowiło umrzeć przez pustą baterię. No szlag by to wszystko trafił.
Co prawda, nie miał daleko do cywilizacji. Kilka kilometrów od aktualnego miejsca stała stacja kolejowa, którą mógł dostać się na obrzeża Rathelonu, stamtąd zaś udać się w okolice rodzinnego domu, nie musząc przyznawać się do nietrafionego planu. Jednak jakoś nie potrafił się na to zdobyć. Już dłuższą chwilę trwał w pustce pomiędzy potrzebą przemyślenia ostatnich dni i pragnieniem zalogowania się do rzeczywistości. Trwał z opuszczoną głową, mijany przez zupełnie nieznanych mu ludzi o odmiennej mentalności i marzł, przeklinając cały świat za brak solidnej kurtki. Wszelkie ateistyczne twory, ile dałby za miękką poduszkę i kubek czegoś gorącego.
Zupełnie nie wiedział, co powinien zrobić najpierw, by wybrnąć z tej szalonej sytuacji. Jakieś oszukane szczątki intuicji kazały mu iść przed siebie i rzucić się z pierwszej lepszej skały tak na dobry początek. Z drugiej jednak strony czuł nieodpartą potrzebę zaciśnięcia pięści i krzyczenia  tak długo, aż zszarpane gardło odmówiłoby posłuszeństwa. Upadłby wtedy na kolana, wyśmiany zarówno przez własne lęki jak i nieznanych mu ludzi, i nadal nie wiedział co ze sobą począć. Wszystko jednak ładniej wyglądało wobec bezczynności.
Zaczął więc niewinnie. Nie usłuchał żadnej z rad, tylko puścił niedziałający sprzęt i postąpił kroku. Telefon z głuchym stuknięciem odbił się raz od stwardniałej ziemi i zanurkował w starej trawie. Piach i brud wlazły pomiędzy wydrapane niepewną ręką ‘urodziłem się martwy’ na obudowie, zaś ekranik zalśnił odbijając niebo. Przestał czuć się potrzebny. Elijah zaś zadowolił się wolnym, rozgrzewającym spacerkiem w stronę plaży. Nie zamierzał zajść zbyt daleko. Chciał się jedynie rozejrzeć i poszukać odpowiedzi, przecież musiała być gdzieś ukryta. Brzydził się pytać innych o rzecz tak oczywistą, jak ‘co powinienem zrobić’. Nie wyglądali na zbyt inteligentnych. Sami pogubiliby się w pomysłach, zaś chłopak nabawiłby się jedynie większego mętliku. Ze swoim brakiem szacunku do starszych i zdezorientowaniem, jedynie znalazłby kłopoty, co w jego sytuacji nie było zbyt wskazane. Zły, naburmuszony, grymaśny, ponury, osowiały, apatyczny, mrukliwy. Szedł przed siebie patrząc na czubki butów i odbijając nimi kamienie na uklepanej ścieżce. Chwila i zboczył, poniosło go wprost na połać zielonych łąk za polem, na których przycupnęło kilka drzewek o niskich gałęziach. Wdrapał się niezdarnie na jedną z nich i stanął, stabilizując pion ręką opartą wyższe rozgałęzienia. Patrzył to w dół, to w niebo, rozważając, co zrobić teraz, skoro wszystkie pomysły skończyły się jedynie długim spacerkiem i utkwieniem pół metra nad ziemią w pozycji samobójcy na moście. Zza naburmuszonej miny nieśmiało wyjrzało zwątpienie, szepcząc coś o kłopotach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Black Dahlia
Zastępca

avatar

Liczba postów : 157
Dołączył : 29/08/2013

FUNKCJA : Wysoko kwalifikowany admin-socjopata.
Godność : Nicole Davis [zm. Shetani Skoir-Arato].
Wiek : 24 lata
Zawód : Właściciel Elysium Comp., zarządza Asylum.
Partner : Gettin' married to the devil.
Wzrost i waga : 172 cm | 47 kg
Znaki szczególne : Wychudzona; elektryzująco jasne błękitne tęczówki; trzy, podłużne blizny pod lewym okiem; mnogość tatuaży [plecy, kark, wierzch dłoni, bok+biodro]; s o c j o p a t k a. Aktualnie srebrzysto-białe włosy.
Aktualny ubiór : Puf, cinq!

PisanieTemat: Re: Prerie Belleza   Wto Sty 07, 2014 1:42 am

Preria miała to do siebie, że była pustką zieleni i żółci, czasami przecinana wstęgą kwiatów. To miejsce odizolowane od chorego, zakażonego cywilizacja świata. Albo się je kochało albo nienawidziło. Mieszczuchy zazwyczaj czuły się nieswojo pośród niecości, gdzie zamiast wieżowców były drzewa, a zamiast fontann - jeziorka. Urocze zakątki były dla nich niebezpieczne i przerażające, owady zaś zmorą, której należało się pozbyć. Byli też jednak tacy, którzy ukochali wolność, jaką darowała ta zielona pustynia i dbali o jej dobro bardziej niż o własne. Nazywano ich eko świrami. Gorzej jednak, jeśli trafiał tu ktoś nieświadomy tego, jak odległe jest to miejsce. Elijah miał pecha. Najzwyklejszego, ludzkiego pecha. Złośliwość rzeczy martwych, upartość i charakter czorta doprowadziły do tego, że stał w środku dupy pola i nie miał się gdzie podziać. W którym kierunku iść? Ha, gdyby to było takie proste.
Z rozmyślań za pewnie wyrwał go donośny szelest w dole. Coś na czterech łapach stwierdziło, że obejrzy sobie nowego przyjaciela. Nie byłoby problemu, gdyby była to wiewiórka, lub pal licho, lis. To, co jednak mógł ujrzeć chłopak był najprawdziwszy gepard, spoglądający na niego zdziwiony z dołu. Przekrzywił łeb, marszcząc nosem i zamlaskał zdegustowany, jak gdyby gardził tym, jak nieskładnie człowiek wygląda na drzewie. Nakrapiany drapieżnik usiadł tuz przed nim, nie spuszczając go nawet na sekundę z oczu. Kiedy pierwszy szok minął, Elijah mógł dojrzeć, że na szyi kota jest cos na wzór obroży, chociaż brak było medalika. I gdy czarne myśli już zaczynały nadchodzić...
- Silvia. - spokojny, damski głos przedarł się przez ciszę. - Cos ty... A Ty co tu robisz? - Nicole uniosła brwi, zaskoczona widokiem swojego małego podopiecznego. Nie spodziewała się go widzieć w miejscu takim jak to. Przywołała gepardzicę do siebie jednym ruchem dłoni, a kocica podniosła sie leniwie i ruszyła do swojej pani. Pogłaskana za uchem dostała pozwolenie, by dalej biegać, a białowłosa zajęła się Swan'em.
- Ja wiem, że robiłeś już głupie rzeczy, ale jeśli próbujesz znów coś odwalić to Ci nie wyjdzie. - Pokręciła głową, nie mogąc ciągle uwierzyć, że go tu widzi. Dopiero po chwili coś ja tknęło. - To cudo jest Twoje? - W szczupłej dłoni pojawił sie telefon, który wypadł chłopakowi, gdy ten przedzierał się przez piaski.
Sama Nicole wyglądała trochę jak wyrwana z innej bajki na tle tego krajobrazu, ale na pewno była o wiele bardziej pewna siebie niz Elijah. Odwróciła się, spoglądając na Silvię, która aktualnie goniła jakąś mysz.
- Ponowię pytanie - co Ty tu robisz?

_________________



- What a world.
-  You think the world is strange?
- I meant yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Born dead
Obywatel

avatar

Liczba postów : 10
Dołączył : 29/12/2013

Godność : Elijah Swan
Wiek : 19
Wzrost i waga : 170/61
Multikonta : Liseł aka niepamięć.

PisanieTemat: Re: Prerie Belleza   Wto Sty 07, 2014 2:05 am

Elijah zdecydowanie nie należał do grupy ani eko-świrów, ani zwolenników natury w nietkniętej ludzką ręką odsłownie. Pomimo braku jakiegokolwiek uczucia do drzew ze szkła i metalu, kamiennych skał z oknami i koryt ulic, zdecydowanie pewniej czuł się idąc tuż przy ścianie, niż narażając się na przestrzeń. Nieraz dochodził do wniosku, że do jego bogatych wad należał także pewien strach przed wolnością i tym, co ze sobą niesie – światem. Dlatego nie potrafił poradzić sobie z prostym pytaniem o dalszą drogą, utykając gdzieś w szczerym polu i myśląc dziwnymi torami.
Błogosławieństwo powoli otulającego go uczucia przyzwyczajania się do otoczenia przerwało mrukliwe warknięcie gdzieś z doły. Odruchowo spojrzał w kierunku pożółkłej trawy, zaś gdy jego spojrzenie otarło się o cętkowaną sierść, sam Elijah zatoczył się do tyłu, łapiąc stabilność prawie w ostatniej chwili i nie spadając na plecy tuż przed drapieżnika. Był troszeczkę niżej w hierarchii niż normalni ludzie, dlatego tym ciężej byłoby od niego oczekiwać logicznej reakcji. Wrzask, jaki poniósł się po łące zamarł pomiędzy ustami, gdy zwierz poruszył się nerwowo. Sam chłopak uczepił się pnia, zaciskając wszystkie mięśnie. Nie potrafił zrezygnować z panicznych reakcji, dawał więc upust strachowi drżąc, póki nie powitały go nader ciepłe i ‘przyjemne uchu’ słowa. Uniósł głowę zdezorientowany i gdy już miał zacząć rozważać wspinaczkę na nieco wyższe gałęzie, jego wybawieniem, o zgrozo, okazał się inny człowiek.
Duża kocica odeszła, dając mu możliwość pierwszego swobodnego oddechu od dłuższej chwili. Chłopak co prawda nadal kurczowo trzymał się drzewa, podświadomie obawiając się, że zaraz zostanie rozszarpany przed duże kły i ostre pazury. Nie dość, że wylądował na kompletnym zadupiu, to teraz jeszcze taka niespodzianka.
-J-ja.
Skądś kojarzył kobietę przed sobą, jednak nie potrafił sobie przypomnieć, skąd. Ta jednak zdawała się go doskonale znać. Zachowywała się, jakby co najmniej umiała zwrócić się do niego po imieniu i przeliterować skład śniadania, jakie spożył. Zdezorientowany, przeniósł wzrok z niej na kota, to znów na jego panią i kolana się pod nim ugięły, gdy ciężar niepewności zlazł z jego karku. Nie, żeby coś do niego dotarło – po prostu wizja nieznanego niebezpieczeństwa powoli i leniwie odpływała gdzieś w nieznaną stronę.
-Nie jestem do końca pewien. Prawdopodobnie stoję sobie.
Grymas jakiejś złości wstąpił na jego twarz. Może i nie planował tego zakończenia, jednak przez chwilę radowało go to, że jest sam. Teraz zaś tkwił pośrodku niczego z kobietą rozkazującą wielkiemu bydlęciu, która nie dość, że rościła sobie jakiekolwiek prawa, by być dla niego oschłą, to jeszcze znalazła bezużyteczną zabawkę, której sam się pozbył.
- Już nie. Padła bateria. – pochylił się nieco do przodu, kończąc zdanie spoglądając się znowu w ziemię. Grzywka przykryła nachmurzone oczy, jednak naburmuszona mina pozostała. Zamiast grać w otwarte karty i spytać, kim jest Nicole, Elijah postanowił wybrnąć z tego powoli, licząc na jakieś potknięcie odkrywające, skąd go kojarzyła.
- A Ty? Gdzie jesteśmy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Black Dahlia
Zastępca

avatar

Liczba postów : 157
Dołączył : 29/08/2013

FUNKCJA : Wysoko kwalifikowany admin-socjopata.
Godność : Nicole Davis [zm. Shetani Skoir-Arato].
Wiek : 24 lata
Zawód : Właściciel Elysium Comp., zarządza Asylum.
Partner : Gettin' married to the devil.
Wzrost i waga : 172 cm | 47 kg
Znaki szczególne : Wychudzona; elektryzująco jasne błękitne tęczówki; trzy, podłużne blizny pod lewym okiem; mnogość tatuaży [plecy, kark, wierzch dłoni, bok+biodro]; s o c j o p a t k a. Aktualnie srebrzysto-białe włosy.
Aktualny ubiór : Puf, cinq!

PisanieTemat: Re: Prerie Belleza   Wto Sty 07, 2014 2:28 am

Zabawnym było oglądać jego reakcje, szczególnie, że miała je tylko zapisane na papierze i niczego wartościowego nie wnosiły. Teraz jednak miała ochotę wyszczerzyć się do młodziaka, ale coś przykuło jej uwagę. Jego zdezorientowanie. Było nieco za duże, a znając go, jak znała - wątpiła, by przepuścił okazję, żeby poszczekać. Pamiętała jego odburkiwanie, warczenie i niezadowolone miny, gdy go odratowali i trafił na oddział samobójców. Niedoszłych, na jego szczęście, mniejsza dla personelu. Elijah miał talent do wkurwiania innych, ale w tym prym wiodła jednak Shetani. Przeczesała palcami długie włosy, po czym pokręciła głową:
- Och, Elijah. Nic się nie zmieniłeś. - Nie miała zamiaru wytykać mu palcem, że zapomniał kim ona jest, ale nie omieszkała nieco utrzeć mu nosa. Robiła dokładnie to samo, gdy był jej podopiecznym w Asylum. Wredny, uparty dzieciak, ale niewątpliwie uroczy. A Nicole lubiła nieszablonowych szaleńców. - Nadal nie lubisz lodów i rzucasz nimi o ścianę, kiedy Ci je podają? - Pamiętała jego rozgoryczenie, kiedy dostał pucharek deseru po obiedzie i huknął nim, zostawiając biało-brązowy ślad na farbie. Inni pacjenci cieszyli się jak dzieci, ten marudził. Następnym razem Davis kazała mu podaj chleb z masłem i dżemem. Podziałało.
Silvia warknęła donośniej, zadowolona, że dorwała gryzonia, ale nie zjadła go, zostawiając w trawie. Białowłosa nie musiała nawet patrzeć, by wiedzieć, co robi. Elijah był bezpieczny - kocica nie atakowała bez pozwolenia. Była raczej królową niż wojowniczką i wolała, gdy talerz jej podsadzano pod nos.
- Wiesz, można ładować telefon, niekoniecznie kupować nowy. - rzuciła beznamiętnie kobieta, spoglądając niewzruszenie na chlopaka. Oceniła blondynem spojrzenie, rejestrując, że ma się lepiej niż ostatnio. Tyle dobrze. Uniosła nieco brew, słysząc pytanie:
- Nawet nie wiesz, gdzie każesz jeździć taksówkom? - Westchnęła ciężko, kręcąc głową. Że on jeszcze żył i nie zwichnął karku albo nie spotkał się twarzą w twarz z pociągiem. - Jesteś w Bellezie. Niedaleko jest parking, gdzie zostawiłam samochód. Jak potrzebujesz podwózki to mów i tak już wracałyśmy. - No tak, wyprowadzanie zwierząt na spacer nieco się komplikuje, gdy zamiast psa mamy geparda. Chociaż trzeba przyznać po stroju Nicole, że miała klasę nawet pośrodku niczego. Zagwizdała cicho na kocicę, która przytruchtała grzecznie do białowłosej, która znów zerknęła na blondyna:
- To jak...? Idziesz? I przypomniałeś sobie w końcu? - złośliwy uśmiech przemknął po bladej buźce kobiety.

_________________



- What a world.
-  You think the world is strange?
- I meant yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Born dead
Obywatel

avatar

Liczba postów : 10
Dołączył : 29/12/2013

Godność : Elijah Swan
Wiek : 19
Wzrost i waga : 170/61
Multikonta : Liseł aka niepamięć.

PisanieTemat: Re: Prerie Belleza   Wto Sty 07, 2014 2:53 am

Nie, żeby w jego podłej sytuacji coś zmieniło się na lepsze, gdy kobieta postanowiła zabawić się kosztem jego i tak nędznej już psychiki. Elijah wygiął wargi w pogardzie dla pierwszego zdania i zacisnął palce na korze, pozwalając knykciom zbieleć od nadmiaru napięcia. Żachnął się na kobietę i to dosyć porządnie, chociaż nie chciał przyznać się przed samym sobą, jak mało skuteczne to było. Uniósł jedynie głowę, oceniającym spojrzeniem oplatając jej szczupłą sylwetkę i nieco nieudolnie zdusił przekleństwo starające się opuścić jego usta.
- Nadal nie lubię, kiedy decyduje się za mnie.
Jeżeli wiedziała o lodach, musiała znać i jego niechlubne dokonania. Jedynym przypadkiem, kiedy rozsmarował jedzenie w nerwach była sytuacja, kiedy rozradowani pacjenci zajadali się zimnym deserem, zaś on wybitnie nie miał ochoty na obecność natrętnej pielęgniarki wmuszającej w niego jedzenie. W tamtym okresie schudł przynajmniej ze 3 kilo odmawiając sobie na złość wszystkiego, co przypominało mu o innych ludziach. Czyli więc kobieta musiała być albo w personelu szpitala, albo także mieć za sobą kilka przygód z proszkami, czy żyletką. Odruchowo zerknął na jej ręce.
- Nie lubi mnie. Zawsze wyłącza się, kiedy go potrzebuję. Teraz nie jest mi potrzebny. – chciał dodać coś jeszcze o potrzebach, np. samotności, ale ugryzł się w język, doceniając przewagę Nicole w postaci kota u boku. –Teraz dla przykładu uniemożliwił mi rozeznanie się w sytuacji i moim położeniu. Nie znam takiego miejsca.
Przeklęty taksówkarz i jego rozumienie ‘byle jak najdalej stąd’. Czy rzeczywiście nie mógł go zawieść gdzieś na obrzeża i wysadzić przy pierwszym lepszym tanim barze? To skończyłoby się zdecydowanie lepiej, niż pozostawanie z nieproszonym i niebezpiecznym towarzystwem. Co do tego nie miał najmniejszych wątpliwości. Nicole, o ile nie wyglądała na zagrożenie, o tyle czuła się na jego miarę. Nawet nie pytając, mógł wyczuć jej pewne spojrzenie i przekonanie o tym, że ma rację. Poza tym miała żywą broń! Na boga, czemu to nie mógł być głupi pers?!
- Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale lepiej poczułbym się stojąc na ziemi. Uniemożliwia mi to tylko jedna rzecz – twoje Si-coś siedzi za blisko. – drgnął jedną dłonią w parodii kapitana Sparrowa, gdy ten odganiał kamień. Rozluźnił się na tyle, by nie trzymać się kurczowo drzewa, jednak jeszcze czuł niepohamowaną ochotę przytulić się do szorstkiej kory w nadziei, że kot się znudzi i sobie pójdzie. Nigdy nie był zwolennikiem czworonożnych przyjaciół, jednak drapieżny gepard był dla niego zdrowym przegięciem… I to jego wysyłali do czubków, ta? Zakołysał tułowiem dając kobiecie do zrozumienia, że chciałby zejść, lub chociaż zająć wygodniejszą pozycję.
- Czemu miałbym z Tobą jechać….? – chyba jednak jeszcze nie potrafił się zwrócić bezpośrednio do kogoś, kogo kojarzył jedynie przez mgłę. Znajomy głos, dzielenie wspomnień ze szpitala, znajomość imienia… Ale kim do cholery była?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Black Dahlia
Zastępca

avatar

Liczba postów : 157
Dołączył : 29/08/2013

FUNKCJA : Wysoko kwalifikowany admin-socjopata.
Godność : Nicole Davis [zm. Shetani Skoir-Arato].
Wiek : 24 lata
Zawód : Właściciel Elysium Comp., zarządza Asylum.
Partner : Gettin' married to the devil.
Wzrost i waga : 172 cm | 47 kg
Znaki szczególne : Wychudzona; elektryzująco jasne błękitne tęczówki; trzy, podłużne blizny pod lewym okiem; mnogość tatuaży [plecy, kark, wierzch dłoni, bok+biodro]; s o c j o p a t k a. Aktualnie srebrzysto-białe włosy.
Aktualny ubiór : Puf, cinq!

PisanieTemat: Re: Prerie Belleza   Wto Sty 07, 2014 8:38 pm

Jego arogancja była tym bardziej zabawna, że on sam zapierał się tylko po to, by trzymać fason. Duma często wygrywała ze zdrowym rozsądkiem, chociaż może jazda z 'obcą' kobietą nie była za mądra to i tak gorzej mogło tylko być w momencie, kiedy zmierzch zastałby go pośród morza traw. Ilość zwierząt w koło z pewnością nie dałaby mu poczucia bezpieczeństwa, acz gepardów by nie spotkał. Lisy, dzikie psy, może miałby szczęście ujrzeć mustangi lub pumę... Cętkowanych przyjaciół brak jednak w tej szerokości geograficznej. Silvia otarła się o dłoń białowłosej, a Nicole podrapała ją delikatnie pod brodą długimi paznokciami.
- Coś podobnego, wcale nie widać. - rzuciła, cofając się grzecznie kilka kroków, by blondyn mógł zeskoczyć na trawę bez obaw, że kocica się na niego rzuci. Do tego by w ogóle nie doszło, biorąc pod uwagę jego fobię i delikatne podniebienie gepardzicy. By dodać mu jeszcze nieco otuchy, ciągle trzymała plamiastą obok siebie, by nie zrobił skoku w bok, tym samym sprawiając w prezencie zawał serca dla Elijah'a. Dłonią, w której trzymała telefon chłopaka, przeczesała długie włosy, obserwując, jak zsuwa się na stabilny grunt.
- Matko, to co żeś powiedział taksiarzowi? 'Na koniec świata i jeszcze dalej'? - Davis prychnęła, kręcąc głową i kierując spojrzenie w lewo, oceniając zachodzące słońce - Znajdujesz się dobrych kilkadziesiąt kilometrów za Rathelonem. Nawet, gdyby udało Ci się dotrzeć do stacji, wyjechałbyś rano, bo kursuje dwa razy dziennie. Masz szczęście w nieszczęściu. - stwierdziła, kończąc wypowiedź wzruszeniem ramion, po czym powróciła do sylwetki chłopaka. Niewiele się zmienił od ostatniego spotkania, a gburowatość jak zwykle wręcz się z niego wylewała. Nigdy nie prosił się o pomoc, a lekarz, który się nim zajmował dostawał bólów głowy, kiedy Elijah pluł, czym popadnie. Do tego stopnia był nieznośny, że aż Shetani się nim zainteresowała i rzuciła okiem na rozwydrzonego dzieciaka. Bawił ja od początku. Był nadzwyczaj uroczy w tym całym buncie i 'nie, nie chcę'. Kojarzył jej się z piaskownicą i zabranym wiaderkiem, którym potem dostał w dziób za pyskowanie.
- Jak chcesz iść piechotą, to nie mój problem. Oferuję Ci podwiezienie bez opłat, na wygodnym siedzeniu, bez dzikich zwierząt w koło, które nie reagują na polecenia. Oszczędzisz około dnia drogi, fali przekleństw i użerania się z konduktorami oraz starymi babciami, które mielą w ustach liście tabaki. - Człowieku, bierz póki dają. Nicole nie miała zamiaru spędzać tutaj nocy, która zapowiadała się chłodna, więc lepiej, by blondyn szybko się decydował. - I pozwól, że Ci pomogę. Nie jestem żadnym nieudolnym samobójcą. Kto ma na to czas w dzisiejszym świecie? - dodała, nie oczekując odpowiedzi. By utwierdzić go, że mówi prawdę uniosła ręce w góry, pokazując mu czyste nadgarstki, bez sznyt. Jego oczom mogły rzucic się tylko tatuaże na wierzchach dłoni i na nadgarstku lewej ręki.
- Siedziałeś w Asylum rzucając lodami i klnąc na czym świat stoi. Odwiedziłam Cię kilka razy i to ja wypisałam Twoją przepustkę, że możesz spieprzać do domu i dać odetchnąć lekarzowi i reszcie ekipy. Jak widzisz, znam Cię lepiej niż można przypuszczać. Los płata figle, hm...? - Uniosła brew, mrużąc jasne oczy, a kpiące iskry omiotły chłopaka. Skrzyżowała ręce na piersi, lekko przechylając głowę.
- Ja się stąd zbieram, więc decyduj. W razie czego może uda Ci sie złapać któregoś z tych mustangów albo kuguarów, które tu się kręcą. - Ponownie wzruszyła ramionami, odwracając się na pięcie, a gepardzica ruszyła za swoją panią. Nicole nie będzie go ciągnąć na siłę, to zależało tylko od niego.

_________________



- What a world.
-  You think the world is strange?
- I meant yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Born dead
Obywatel

avatar

Liczba postów : 10
Dołączył : 29/12/2013

Godność : Elijah Swan
Wiek : 19
Wzrost i waga : 170/61
Multikonta : Liseł aka niepamięć.

PisanieTemat: Re: Prerie Belleza   Wto Sty 07, 2014 9:40 pm

Nie to, żeby jakoś specjalnie był przeciw natychmiastowemu zawałowi serca. Póki istniała szansa, że zamiast męczyć się ze wszystkimi naleciałościami społeczeństwa, mógłby potrwać nieskończoność w niebycie, byłby w stanie nawet to zaakceptować, byle bez zbędnej otoczki stresu i zaskoczenia.  Programy przyrodnicze nauczyły go, że duże koty zabijają szybko, chociaż brutalnie, dlatego nawet gdyby Nicole związała Silvię sznurem i zakneblowała jej pysk, on i tak nie byłby w stanie postąpić nawet kroku w ich kierunku. W tej chwili dokładnie NIC na świecie nie byłoby w stanie przekonać go, żeby dobrowolnie pokierował się w pobliże ulubienicy pani doktor.
Cicho i, o dziwo, z gracją zsunął się z gałęzi, drapiąc swoimi niebywale drogimi spodniami o szorstką korę. Dla niego to nie była pierwszyzna. Często siadał sobie na lekkich wzniesieniach, czy wysokich parapetach, dlatego nie czuł nawet potrzeby zastanowienia się, jak zejść, by nie narobić większych szkód w otoczeniu. Przyszło samo z siebie i już po chwili prostował kolana, otrzepując uda i dolne partie brzucha z nieistniejącego brudu. To pozwoliło mu nie patrzeć w stronę kobiety nie wzbudzając kolejnej dawki podejrzeń w stosunku do jego stanu świadomości. Jednocześnie wertował dziurawą pamięć w poszukiwaniu jej barwnej osobowości, by móc wreszcie odpowiedzieć na to dręczące pytanie o jej personalia.
-Przypuszczam, że cos w stylu ‘Chcę pobyć sam’, ale bym skłamał, gdybym powiedział, że nie podałem żadnego adresu. Czytałem ostatnio dużo o dzikich koniach.
Wypiął pierś prawie że dumnie, jak gdyby ta informacja przedstawiała go w lepszym świetle, niż dotychczas. Poprawił kurtkę na karku i wcale nie dał kobiecie do zrozumienia, że informacja, w jak głębokiej dupie się znalazł, wywarła na nim jakiekolwiek wrażenie. Tak po prawdzie, to w tym momencie nawet się nie przejął żadnym zapewnieniem o tym, że nocowałby niechybnie pod gołym niebem, wystawiony na mróz i zwierzęta o iście przyjaznych zamiarach. Spłynęło to po nim jak po kaczce. Zupełnie podobnie do dalszych słów, które wpuścił jednym uchem, by natychmiast wypuścić z drugiej strony. Było, nie było, nie musiał na nic odpowiadać, skoro mógł zdecydować się w ostatniej chwili. Za to z dużym zainteresowaniem pochylił się nad sprawą zapewnienia, że nie miała kontaktu z asylum od tej samej strony, co i on. Otoczył odsłonięte nadgarstki uważnym spojrzeniem, jednak nawet to, co w pierwszej chwili zdawało się być zarysem blizny, okazało się tylko chwilowym cieniem przesłaniającym gładką skórę. Elijah zagryzł wargę.
- Doktor Davis!
No tak. Jedyna osoba, która zniosła jego negatywne nastawienie i jeszcze pożegnała go z uśmiechem nie tyle ulgi, co raczej zapewnienia, że i tak do niej wróci. Persona rozumna, nie bacząca na konwenanse i stereotypowe metody, a do tego zła i ironiczna. Chyba jedyny człowiek w tej części świata, przez którego nabawił się skurczów na samą myśl, że musi do niego podejść. Chłopak mimowolnie cofnął się o krok, przywierając plecami do gałęzi, zaś jasne oczy przykrył cień zdegustowania. Zdecydowanie mógł trafić lepiej.
- Śledzisz mnie? Czy to może część praktyki terenowej, że zupełnym przypadkiem lądujecie na pustkowiu ze swoim byłym pacjentem?
Specjalnie podkreślił słowo ‘byłym’, by Shetani straciła choć cień nadziei, że kiedykolwiek będzie jeszcze decydować o jego najbliższych godzinach. Ba, teraz nawet sam uwierzył, że nie było żadnego przypadku w tym kursie na Pcim Dolny. To zdecydowanie było ukartowane, zaś Nicole i jego rodzina musieli maczać w tym palce. Wyklął w myślach własne nazwisko do siedmiu pokoleń wstecz, jednak, gdy kobieta odwróciła się, podążając z kocicą w sobie tylko znaną stronę, Elijah ruszył za nią, trzymając stosowny dystans. Zaciśnięte w pięści dłonie wsunął do kieszeni kurtki, zaś mięśnie szczęki nerwowo drgały, kiedy mielił brzydkie słowa, rzucając jej tyłom nieufne i uważne spojrzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Black Dahlia
Zastępca

avatar

Liczba postów : 157
Dołączył : 29/08/2013

FUNKCJA : Wysoko kwalifikowany admin-socjopata.
Godność : Nicole Davis [zm. Shetani Skoir-Arato].
Wiek : 24 lata
Zawód : Właściciel Elysium Comp., zarządza Asylum.
Partner : Gettin' married to the devil.
Wzrost i waga : 172 cm | 47 kg
Znaki szczególne : Wychudzona; elektryzująco jasne błękitne tęczówki; trzy, podłużne blizny pod lewym okiem; mnogość tatuaży [plecy, kark, wierzch dłoni, bok+biodro]; s o c j o p a t k a. Aktualnie srebrzysto-białe włosy.
Aktualny ubiór : Puf, cinq!

PisanieTemat: Re: Prerie Belleza   Wto Sty 07, 2014 11:15 pm

Jej renoma rosła z dnia na dzień i chociaż nie ukończyła medycyny była nazywana 'doktorem' co niezmiernie ją bawiło. Nie miała większego pojęciach o tajnikach patoanatomii, pielęgniarstwa bądź chirurgii, acz pełnoprawnie mogła oceniać stan zdrowia pacjentów Asylum, nad którym sprawowała pieczę od kilku lat. Zanim spłynęły wodospady jej pieniędzy, szpital był zapyziały, stary i rozpadający się, a pacjenci nieszanowani oraz pozamykani w klatkach jak zwierzęta. Dopiero zastrzyk gotówki wpłynął na stan aparatury, pokoi i samo samopoczucie osób żywych. Nie obyło się oczywiście bez zawiści i wizyt sanepidu, który starał się ją wykopać, ale jeśli ma się po swojej stronie armię świrów, medyków oraz koncern farmaceutyczny - lepiej nie podnosić broni. Może i spadłaby z jednego tronu, ale szybko wnieśliby ją na kolejny. Bunt wymagał tylko iskry. Ona nią była. Jedyne, co trzymało wariatów przy nadziei... Pobłażliwe spojrzenie spłynęło po blondynie:
- Brawo. Teraz obejrzyj film, a może za pół roku będziesz zdolny się przejechać na grzbiecie jednego z nich. - odparła, zbywając ręką temat i nie spoglądając nań więcej, pewnym krokiem kierując się do auta. Miała dobrą orientację w terenie, a tą cześć prerii znała niemalże na pamięć. Przy dwóch, dużych kotach trzeba było szukać miejsc odludnych.
- Brawo, Elijah, przypnij sobie medal. - parsknęła suchym śmiechem, skręcając na kamienną ścieżkę, która kierowała się w stronę parkingu. Chwilę później mogli ujrzeć drewniany płotek oddzielający trawę od ziemnego postoju dla aut, a jedyne, jakie tu jeszcze stało był Land Rover, nieco ubrudzony błotem przez jazdę po bezdrożach. Silvia przyśpieszyła, stając przy tylnych drzwiach i czekając, aż pani wpuści ją do środka na jej ulubione miejsce. W dłoni Nicole pojawił się pilot, a kierunkowskazy rozbłysły krótko, a szczęk zamka oznajmij, że jest otwarte.
- Błagam, gdybym miała Cię śledzić nie robiłabym tego osobiście. Jeszcze z nią u boku. Myślisz, że uganiałabym się za młodzieżą? - Podeszła do auta, otwierając drzwi, a plamiasta towarzyszka wskoczyła na skórzane siedzenia, rozkładając się zadowolona. Drzwi trzasnęły, a białowłosy zwróciła się wreszcie bezpośrednio do chłopaka - Uwierz, to czysty przypadek. Dziesięć minut i drałowałbyś piechotą przez pół nocy po prerii.
Wskazała mu siedzenie pasażera, po czym obeszła maskę, otwierając drzwi kierowcy:
- Poza tym, mów co chcesz - póki żyjesz, nadal w jakiś sposób jesteś moim pacjentem. Mam Twoje akta i nawet, gdybyś uciekł na drugi koniec świata to i tak ze mną musieliby się kontaktować. Przesrane, nie? - Uniosła nieco brew w zaczepnym geście, po czym wpakowała się do samochodu, zamykając za sobą i wkładając kluczyk do stacyjki. Poczekała, aż młodzieniec wejdzie, po czym odpaliła silnik.
- Twoi rodzice nawet nie wiedzą, że wydawałam polecenia. Dla nich doktorem był Marcus, którego pewnie pamiętasz. Zęby zjadł na Tobie. - Uśmiechnęła sie kącikiem ust - Och, i nie powstrzymuj się. Możesz kląć ile wlezie, Silvii to nie zawadza, a ja i tak puszczę mimo uszu.

_________________



- What a world.
-  You think the world is strange?
- I meant yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Born dead
Obywatel

avatar

Liczba postów : 10
Dołączył : 29/12/2013

Godność : Elijah Swan
Wiek : 19
Wzrost i waga : 170/61
Multikonta : Liseł aka niepamięć.

PisanieTemat: Re: Prerie Belleza   Wto Sty 07, 2014 11:49 pm

Spokojnie szedł za nemezis o białych włosach, robiąc za cień złowrogości i rozdrażnienia za jej plecami. Nie mógł powstrzymać się przed zaciskaniem dłoni głęboko w kieszeniach, co dawało mu chociaż minimalną namiastkę zajęcia w momencie, kiedy najbardziej potrzebował odwrócenia uwagi. Koncentrował się na systematycznym wbijaniu nieobciętych paznokci w skórę, jednocześnie obdarzając całą szerokość pleców Shetani spojrzeniem rozdrażnionego, małego kota na uspokajaczach. Przeżuwał wszystko, co wychodziło w jej stronę, kierując złe słowa z powrotem do gardła. Nie, żeby nie chciał jej urazić, czy coś w tym stylu… Generalnie było mu wszystko jedno, jednak nie miał w zwyczaju wybuchać tak na wstępie, przeczuwał zaś, że to jeszcze nie jest ta chwila, kiedy może powiedzieć z całą pewnością, że ‘gorzej być nie może’.
Wsunął się lekko na miękkie siedzenie pasażera jak wzorowy, grzeczny chłopiec. Zgarbił się przy tym i jakby skurczył w sobie, z wyraźną niechęcią odsuwając się i od Nicole, i od Silvii za plecami. Wcisnął się ramieniem w obicie zamkniętych drzwi, ani myśląc o tak trywialnych zachowaniach, jak zapięcie pasów, czy umożliwienie zerknięcia kierowcy w boczną szybę. Przez chwilę wyglądał, jakby miał coś ważnego do powiedzenia, lecz to wrażenie szybko spłynęło, kiedy wydusił z siebie ciężkie westchnienie.
- Z naszej dwójki to JA, jak mniemam nie wnikam w cudze zachowania.
Odruchowo naciągnął rękawy na wyjęte z kieszeni ręce, kryjąc kilka nowych kreseczek powyżej linii nadgarstka. W sumie, ręce to tam nic. Kilka miesięcy temu odkrył zadziwiająco cudowne uczucie, kiedy samotność i lęki opuszczały go w miarę upuszczania krwi z okolic podbrzusza. Nigdzie nie udało mu się doczytać, by kiedykolwiek, ktokolwiek to wcześniej robił, dlatego poczuł się nawet trochę jak wynalazca. Doskonale zdawał sobie jednak sprawę, że gdyby to wyszło poza grono jego wewnętrznych przyjaciół, szybko zostałby odesłany z powrotem pod troskliwe skrzydła kobiety, która ozdabiała swoją obecnością większość koszmarów sennych.
-Nie pociesza mnie wcale to, co mówisz. Śmiem twierdzić, że zniweczyłaś właśnie kilka własnych osiągów w dziedzinie mojej resocjalizacji.
Wysunął nieco dolną wargę, bawiąc się ostatnim słowem, nim je w końcu wypluł. Posmak kwaśnej satysfakcji na języku rozszedł się na całe podniebienie, rozochocając Elijaha do dalszych rozmyślań na temat tego, co Shetani mogła zniszczyć jednym, nieprzemyślanym słowem. Nie, żeby umiał potem jakkolwiek udowodnić jej winę, nie?
- Nie znam żadnego Marcusa i póki nosi ten dziwaczny przydomek ‘doktor’, nie mam zamiaru go poznawać!
Potrząsnął głową w rozdrażnieniu na wspomnienie białego kitla, który utonął w morzu jemu podobnych. Nie miał świadomości, kim jest wspomniany mężczyzna, wiedział tylko jedno – z całą, stuprocentową pewnością typa nienawidził. Wierzył uparcie, że każdej nocy życzy mu i jemu podobnym śmierci w męczarniach. Najlepiej u boku psychologa z powołaniem.
Gdy kobieta ruszyła, chłopak wcisnął się jeszcze bardziej w drzwi, łapiąc się ich obudowy, by nie ślizgać się po dużym siedzeniu. Podkurczył nogi pod siebie, bezceremonialnie opierając płaską podeszwę o obicie fotela.
- Powinienem chyba podziękować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Black Dahlia
Zastępca

avatar

Liczba postów : 157
Dołączył : 29/08/2013

FUNKCJA : Wysoko kwalifikowany admin-socjopata.
Godność : Nicole Davis [zm. Shetani Skoir-Arato].
Wiek : 24 lata
Zawód : Właściciel Elysium Comp., zarządza Asylum.
Partner : Gettin' married to the devil.
Wzrost i waga : 172 cm | 47 kg
Znaki szczególne : Wychudzona; elektryzująco jasne błękitne tęczówki; trzy, podłużne blizny pod lewym okiem; mnogość tatuaży [plecy, kark, wierzch dłoni, bok+biodro]; s o c j o p a t k a. Aktualnie srebrzysto-białe włosy.
Aktualny ubiór : Puf, cinq!

PisanieTemat: Re: Prerie Belleza   Sro Sty 15, 2014 2:11 pm

Land Rover przecinał pustkowie, rozbryzgując błoto w koło. Nicole prowadziła pewnie, niemalże z zamkniętymi oczami. Omijała zgranie dziury, kierując się w stronę ubitej drogi, by z niej ruszyć na asfaltówkę, która już bezpiecznie zaprowadzi ich na obwodnicę do miasta. Ciemność ogarniała prerię, nadając jej groźnego charakteru i Elijah mógł się wręcz cieszyć, że był w bezpiecznym i ciepłym samochodzie. Mróz mógł zacząć już łapać co dziksze ostępy, bądź co bądź zima zbliżała się ogromnymi krokami i niedługo powinien zacząć padać śnieg. Wreszcie koła najechały na twardy grunt, a kobieta dodała gazu.
- Z naszej dwójki to nie ja się zgubiłam. - Trudno powiedzieć, czy miała na myśli dzisiejsze spotkanie czy coś o wiele głębszego. W końcu nikt normalny nie trafia do Asylum. Rząd uwielbiał słabe jednostki, a oddanie ich na leczenie nie było im na rękę. Bali się tylko stuprocentowych wariatów, którzy mogli być niebezpieczni. Tych mogliby nawet sprzedać, byleby ich już nigdy nie widzieć. Nie ma się co oszukiwać, że pomimo całego przekonania blondyna o tym, że śmierć byłaby rozwiązaniem, miał ogromne szczęście, że trafił jak trafił. Chowanie świeżych blizn było zabawne, biorąc pod uwagę, że Shetani nie musiała nawet spoglądać na jego ręce, by zgadnąć, że znów to zrobił. Miała świadomość, że niektórym pomóc się do końca nie dało, a że dzieciak był uparty i gburowaty - jego wybór. Ona miała go pilnować, gdy u niej mieszkał. Nie jej rola w pokazywaniu mu piękna świata.
- Moich osiągów? To Tobie nie na rękę jest bycie pacjentem. - zauważyła spokojnie, po czym wyciągnęła telefon, sprawdzając wiadomości. Tak, nie róbcie tego w trakcie jazdy, chyba, że jesteście na bezdrożach. - Tobie nie da się pomóc, sam o tym wiesz. Świrów nie da się wyleczyć, można jedynie łagodzić symptomy oraz wskazywać im odpowiednią ścieżkę, jak żyć. - Cały ten dialog był groteskowy, biorąc pod uwagę wyprany z emocji ton. Niemalże jak czytanie kolejnego fragmentu z wielkiej encyklopedii mądrości medycznych. Białowłosa zerknęła tylko przelotnie na Elijaha, wzruszając ramionami, po czym skręciła w lewo, a przed nimi zamajaczyła droga asfaltowa, oświetlona latarniami.
Jego niechęć do lekarzy była aż niemożliwa. Może gdyby Nicole była chociaż odrobinę wrażliwa, próbowałaby walczyć o jego postrzeganie świata. Aktualnie jednak już była na szczycie swej dobroci. Gdyby nie to, że lubiła śmiać się z niego oraz wyciągać pojedyncze informacje z samej obserwacji, Elijah pewnie nie różniłby się niczym od innych podopiecznych w jego wieku. Żyletka, gaz, lina w garażu... To tylko część tego, co spotykała na co dzień. Interesował ją umysł, nie osoby, które je posiadały. Land Rover wreszcie znalazł się na jezdni, przez co kobieta szybko zmieniła ustawienie podwozia, po czym przyśpieszyła. Było już ciemno, słońce dawno schowało się za horyzontem, a przez to byli sami na drodze.
- Nie kłopocz się. - odpowiedziała, kręcąc głową. Jakoś nie robiło jej to wielkiej różnicy, czy rzuci płytkie 'dziękuję' w jej stronę czy nie. - Mieszkasz tam, gdzie mieszkałeś? Czy gdzieś melinujesz? - spytała, unosząc brew w pytającym geście.

_________________



- What a world.
-  You think the world is strange?
- I meant yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Born dead
Obywatel

avatar

Liczba postów : 10
Dołączył : 29/12/2013

Godność : Elijah Swan
Wiek : 19
Wzrost i waga : 170/61
Multikonta : Liseł aka niepamięć.

PisanieTemat: Re: Prerie Belleza   Wto Lut 25, 2014 11:06 am

Pierwszy raz od wielu dni czas nie dłużył mu się w oczekiwaniu na niemożliwe. Nie tłukł się w towarzystwie własnych myśli i oddychał powietrzem współdzielonym z innym człowiekiem nie w ramach kłótni, czy męczących wywodów moralnych, a najzwyklejszej w świecie rozmowy. Nie mógł przyznać, że mu się to podoba, jednak kłamstwem byłoby stwierdzić, że to najgorsza z możliwych sytuacji. Było dobrze. Co prawda wolałby znaleźć się w innym miejscu i z innymi ludźmi, jednak pewien rodzaj respektu odczuwanego względem Nicole jako prowadzącego jego przypadek nie pozwalał mu oceniać jej na podstawie własnej nienawiści, czy braku zrozumienia. Nie szanował jej jako kobiety, nie lubił jako lekarza, nie odczytywał jak człowiek człowieka. Mimo to, Davis jako jedyna nie podchodziła do niego jak do gówna. Być może był to tylko pewien rodzaj kaprysu znanego jedynie bogatym pannom jej pokroju, może pociąg do ekstrawagancji i odmienności (Widocznej chociażby po pupilach. Kto normalny hoduje dzikie, drapieżne koty wielkości młodego byczka?!), może lubiła się otaczać psycholami, żeby ukryć własne ułomności… Tego nie potrafił stwierdzić. Mimo to, choć byłby w stanie określić ją najgorszymi ze znanych sobie obelg, Elijah po raz pierwszy nie odczuwał niepokoju i mógł w milczeniu kontemplować teraźniejszość wiedząc, że nic złego nie spotka go w przeciągu najbliższych 20 minut.
Dał sobie chwilę, po czym zgarbił się jeszcze bardziej i skrył dłonie między ciepłymi udami, myśląc o czymś nieistotnym.
- Zabawne… Pierwszy raz słyszę podobne stwierdzenie. Przez całe życie straszono mnie, że kiedyś będę ‘taki jak inni’, że ‘wyjdę z tego’, – tu nadał własnemu głosowi nieco piskliwy ton-a Ty mi mówisz, że zostanę taki do śmierci. Chyba powinienem się załamać i zapłakać, prawda?
Nie odwrócił się w jej kierunku, nie musiał. Wiedział, że nie wlepia w niego wzroku, jak to mieli w zwyczaju inni ludzie w kitlach. Poza tym, obecność Sylvii na tylnym siedzeniu niezwykle go rozpraszała i, nie da się ukryć, źle czuł się w jej obecności. Pomimo odczuwalnej swobody, nie potrafił się rozluźnić mając w głowie myśl, że siedzenie za nim siedzi krwiożercze bydle, które pewnikiem tylko czeka, by zatopić zęby w jego aorcie. Wiecie, że mógłby umrzeć w przeciągu sekund? Inna sprawa, gdyby dobrała się do pomniejszych żył.
- Wysadź mnie, gdzie uważasz za stosowne. Wszędzie będzie dobrze. Przez najbliższy tydzień nie jestem mile widziany.
Oczywiście, że kłamał. Jego rodzina aktualnie wybitnie w rzyci miała, czy pierworodny jest w domu, czy go nie ma. Elijah był jak jedno z wielu kociąt w gospodarstwie. Wyjdzie? Wróci za kilka godzin, może dni… Nie wróci? No trudno, TAKIE JEST ŻYCIE. Nawet pomimo tego, że przez społeczeństwo odczytywany był jak rasowe, drogie zwierzę, przez wzgląd na to, że gdyby chciał, mógłby załatwiać się do nocnika ze złota, w swoim własnym domu był raczej jak ozdoba. Miał swoje uaktualnienie w postaci blondyneczki o pięknym uśmiechu, więc nikomu nie ubyłoby bez jego obecności. Sam jednak nie miał zamiaru się tam pokazywać, przekonany, że winę za całe to zajście ponosi właśnie ojciec z matką. Manifestował swój bunt może dosyć stereotypowo, jednak własne widzimisię pozwalało mu nie dostrzegać groteskowości wyboru.
Ot, przygoda, jak przygoda.
Naraz jednak uniósł głowę i wypuścił zagryzaną wargę, ocierając usta rękawem.
- Pokaż mi martwych ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Prerie Belleza   

Powrót do góry Go down
 
Prerie Belleza
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
tereny poza miastem
 :: Wybrzeże
-
Skocz do: