IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kawiarnia "Sweet's Embrace"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Sob Wrz 14, 2013 3:49 pm

Ciepłe brązy i beże na ścianach, czarne, okrągłe stoliki, złota barwa światła padającego z żarówek i, przede wszystkim, kwiatowe donice zawieszone na ścianach. Liście łaskoczą nosy obsługi stojącej za ladą, pełniącą również rolę wystawy, na której - olaboga! - znajdzie się wszystko, czego dusza zapragnie. Spod szklanego przykrycia spoglądają nie tylko świetnie ozdobione barwne ciasta i torty, ale i musy, sorbety... dosłownie WSZYSTKO. Do nabycia w drogeriach Rossmann.
Bądź po prostu do zamówienia na miejscu. Oczywiście, kawiarnie nie bez powodu nazywają się kawiarniami, więc również i ich wybór jest tu dosyć szeroki. Od prostego espresso, przez smakowe capuccino, aż po kilkupoziomową latte z wierzchnią warstwą bitej śmietany i rurką kremową gratis. Zresztą, nie tylko wybór i wnętrze kuszą klientów. Kelnerzy i kasjerzy, a także stojąca na zewnątrz figura niedźwiadka zajadającego się ciastem, dzięki swojemu sympatycznemu nastawieniu i ciepłym uśmiechom nie pozwolą nie wrócić tu osobie, która raz odwiedziła to miejsce.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Czw Wrz 26, 2013 6:32 pm

Cały czas w biegu. Może się wydawać, że tak naprawdę nie ma nic ciekawego do roboty, jednak to tylko pozory. Jedna z ważniejszych osób w mieście, więc nie ma bata, aby nie miała nic do roboty. Zawsze jest "coś" do zrobienia, jednak nie zawsze Nam się chce to robić. Tak samo jest z nią. Nie zawsze chce jej się robić, lecz nie oznacza, że nie ma nic do roboty. Wręcz przeciwnie, no ale koniec tej paplaniny. Jedna z ważniejszych osób w mieście, właśnie spotyka się z najważniejszą osobą kraju. Z Panią Prezydent. Nie wie tak do końca jeszcze w jakim celu, jednak domyśla się. No bo po co innego może się zgłosić do niej, jak nie posprzątanie kogoś, bo im zawadza? Logiczne myślenie. W każdym razie... Weszła do przyjemnej - jak dla niej - i przede wszystkim ciepłej kawiarenki, odziana w cieplutki płaszczyk z odkrytym, czarnym obuwiem na szpilce oraz torebką, z włosami - a bardziej peruka, przerzuconymi na lewo ramię. Zamknęła z gracją za sobą drzwi, a płaszcz powiesiła na wieszaku, który stał po prawej stronie. Zajęła pierwszy lepszy, wolny stolik dla czterech osób i zamówiła małą latte, opierając się następnie o krzesło i czekając. Torbę położyła na kolanach, sprawdzając, która jest godzina w telefonie. Jak zwykle przyszła za wcześnie. Co prawda o dziesięć minut, ale jednak. Oby najważniejsza osoba w kraju się nie spóźniła spóźniła. W końcu jej nie wypada, ale kto ją tam wie. Westchnęła ciężka, dając włosy ponownie na lewe ramię, gdyż zupełnie inaczej się ułożyły, przy zdejmowaniu płaszcza. Przymknęła na chwilę oczęta i zaczęła nucić jakąś melodię, usłyszaną gdzieś, gdy przechodziła.
Powrót do góry Go down
Anastasia
Minister

avatar

Liczba postów : 19
Dołączył : 21/09/2013

Godność : Anastasia Collins
Wiek : 33 lata
Zawód : Polityka~
Orientacja : Biseksualna
Partner : Szary kot Krewetka
Wzrost i waga : 175cm.
Znaki szczególne : * * * *
Aktualny ubiór : Ana ma na sobie krwistoczerwoną, koronkową bieliznę; czarną, obcisłą, krótką sukienkę; granatowe szpilki oraz torebkę Louis Vuitton też w odcieniach granatu.
Ekwipunek : Torebka: kluczyki do auta;,dokumenty, gumy orbit miętowe, portfel; Beretta M9 przy nodze.
Multikonta : Insomnia

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Czw Wrz 26, 2013 7:34 pm

Uwaga, uwaga, Anastasia na kapitolu. Pani Prezydent nigdy się nie spóźnia, to inni przychodzą za szybko, jednak tym razem przyszła o wyznaczonej godzinie. Równo, gdy zegar wybił pełną godzinę, weszła pewnym krokiem do kawiarenki. Spojrzała w stronę Szefowej, od razu ją wypatrzyła. Powiedzmy, że były w pewnym sensie podobne. Obydwie ważne, bogate, rządne władzy i potęgi. Miały pod sobą wielu ludzi i potrafiły sobie radzić. Twarde suki, a takie zawsze się poznajom, nawet w największym tłumie.
Ana zawiesiła płaszczyk na wieszaku i podeszła do stolika, przy którym siedziała Cath.
- Anastasia Collins.
Przedstawiła się oficjalnie, gdyby ktoś zamierzał je podsłuchiwać. Musiała zachowywać się swobodnie, jak gdyby przyszła na kawę i tyle. Nic poważnego, zwykłe babskie ploteczki. Wyciągnęła rękę w stronę Szefowej, po czym zajęła miejsce na przeciwko niej. Siedziała chwilę w milczeniu licząc tyknięcia zegara wiszącego na ścianie. 6, 7, 8 tyknięć później pojawiła się słodka kelnerka w przykrótkiej bluzce i źle obciętych włosach. Ana nawet na nią nie spojrzała. Zamówiła czarną espresso i spojrzała na osobę siedzącą przed sobą.
- Za pewne domyślasz się, jaki jest cel naszego spotkania.
Zaczęła z przyklejonym, oficjalnym uśmiechem do twarzy, tak wyćwiczonym, że aż niemal idealnym. To ten uśmiech mamił tysiące wyborców. Teraz pozostało tylko pogadać chwile o dupie marynie, przecież brakowało jeszcze kilku osób. Ana czekała z sednem sprawy na Marie, w końcu dotyczyło to je obydwie. Siedziały w tym gównie po uszy już od jakiegoś czasu, więc nie okazywały strachu. Gdzieś po drodze, na którymś z przystanków wyzbyły się go doszczętnie. Pozostała tylko twarda, wyblakła powłoka, wyzbyta od uczuć i emocji. Ci, którzy znali prawdziwe oblicze Prezydentowej wiedzieli, że nie należy do tych miłych i dobrych osób, pozory mogą mylić. Przecież trzymała tylu ludzi w szachu, była niebezpieczna, choć na taką nie wyglądała. To samo mogło tyczyć się Szefowej. O ironio. Jak na złość obydwie były kobietami, czyżby stowarzyszenie feministek?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Pią Wrz 27, 2013 7:15 am

Tymczasem do kawiarenki szła również Chey. Uroczyste spotkanie prezydentem i - być może – z samym premierem. Zapewne inni mieliby nogi jak a galarety, nie tylko dlatego, że właśnie idzie się popić herbatkę z tak ważnymi ludźmi. To oficjalna wersja. Bardziej od tego, działało na nią złamany zakaz. Irracjonalnie wprowadzał ją w podekscytowanie. Piesek nie miał być na tym spotkaniu. A jednak, dowiedział się co i jak, a za kilka sekund miał wejść przez drzwi ich miejsca spotkania. Taak, jakkolwiek by była wyszkolona i tak w niektórych sprawach nie jest odpowiednio wytresowana. W końcu pchnęła pewnie drzwi i wzrokiem odszukała ich stolik. Nie zajęło jej to dużo czasu, toteż od razu podeszła do panienek. Jej krok był sprawny i cichy. Nie, żeby się czaiła,  tak już robiła instynktownie. Zsunęła z ucha jedną ze słuchawek, w których przez całą drogę słychać było zespół Bring Me the Horizon i ich album Sempiternal. Po prostu, by zagłuszyć wszelkie hałasy i nie zachowywać się jak paranoiczka. Nawet nie musiała mierzyć wzrokiem Panią prezydent, gdyż nie raz widziała tą twarz w TV, wraz z firmowym uśmiechem.
- Witam. Pozwól, że pominę przedstawienie się. I tak jestem tylko jednym z ludzi tej kobiety. - powiedziała stonowanym głosem, nawet nie patrząc na Cath. Wolała ominąć to chłodne spojrzenie, którym zapewne ją obdaruje.
Kultura na wysokim poziomie! Nawet się przywitała i o pozwolenie zapytała! Przysiadła się do stolika, po stronie szefowej. Owszem, mogła się wpieprzyć obok prezydenta i być z dala od Królowej Lodu, ale tym samym naraziłaby się jeszcze bardziej na solidny opierz. Nie, żeby się bała, ale dzisiaj miała zbuntowany nastrój i chyba by za dużo powiedziała. Ściągnęła słuchawki, wyłączała muzykę. Schowała swój telefon we wewnętrznej kieszeni, przez co musiała rozpiąć swój polar i ukazać swą niedbałość w ubiorze, wraz z za dużym dekoltem. Zaraz jednak znowu zapięła się po szyję. Nieświadoma sytuacji dziewczynka podeszła ponownie do stolika, z tym nudnym i wypracowanym pytaniem: Coś podać?
- Herbatę. – odparła automatycznie, spoglądając na pracownicę.
Odprowadziwszy jej plecy spojrzeniem, tym razem wbiła wręcz upierdliwy w twarz prezydent. Kobietę zapewne nawet to nie speszy. W końcu ile razy była obserwowana?
Powrót do góry Go down
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Pon Paź 21, 2013 3:15 pm

Wszystko nagle ucichło. Spory w jej głowie ustały, a nogi wreszcie obrały sobie jakiś kierunek wędrówki. Nawet, jeśli do końca nie wiedziały, po co stawiają kroki w akurat tę stronę, to szły dalej. Powrót do domu był w tym momencie najnudniejszą rzeczą, jaką mogła uczynić, więc spacer wydawał się być przyjemną alternatywą dla tego wszystkiego. Przecież to nie problem.
Nawet ta agresywna suka zgadzała się na taką ewentualność, więc nic nie mogło jej już przeszkodzić w planach. Chyba, że nagle miałby spaść jej z nieba jakiś chamski juror z amerykańskiego X-Factora (Simon, we're watchin' ya) - wtedy może zmieniłaby zdanie i poszła w nieco innym kierunku.
Czy mogę skończyć lać wodę?
- Co za ból. - Mruknęła cichcem, mijając jakieś dziecko, któremu właśnie wypadł lizak z rączki i nieomal uderzył o ziemię, bohatersko uratowany przez jej dłoń. Wsunęła łakoć na patyku z powrotem pomiędzy paluszki chłopca, drugą ręką głaszcząc go po łebku w opiekuńczym geście. Uśmiech jego matki jednak był fałszywy i wystarczyła jej sekunda kontaktu wzrokowego utrzymanego z Amasakawą, by zaczęła się po niej zwyczajnie wydzierać.
- Nie masz co robić!? Wróciłabyś do domu, cholerna bezbożnico, zamiast dzieci straszyć! Kto to widział, żeby panna tak niszczyła swoje włosy!
Po kilkuminutowym (choć sprawiało ono wrażenie kilkugodzinnego) kazaniu, matka wreszcie odpuściła, pozostawiając dziewczynę w spokoju. Jej syn z kolei pomachał błękitnowłosej na pożegnanie, szczerząc się przy tym i eksponując całemu USA swoją piękną szparę pomiędzy siekaczami. Nie mogła jednak nie odwzajemnić tego uroczego uśmiechu, więc i kąciki jej ust uniosły się nieco w sympatycznym geście, a dłoń zafalowała w powietrzu, nim...
Wpieprzyła się w słup.
Nie ma jak zajebiste zakończenie pięknej chwili wyrafinowanym failem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Takanori
Przywódca

avatar

Liczba postów : 1103
Dołączył : 27/08/2013

FUNKCJA : Administracyjny Skurwiel.
Godność : Z urodzenia Takanori Nishimura, jednak wszystkie dokumenty wskazują na to, że nazywa się Ryan Cowell.
Wiek : Liczy sobie dwadzieścia lat, choć zapewne niejeden ująłby mu z dwie wiosny.
Zawód : Przede wszystkim despota z licencją na skurwysyństwo. Poza tym włamywacz, złodziej, zabójca, kłamca, a od biedy porobi za młodego barmana i muzyka w klubie.
Orientacja : Skłonność do aseksualizmu ze słabością do niższych od siebie chłopców.
Wzrost i waga : 174 cm | 59 kilogramów.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Srebrne tęczówki oczu. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden.
Aktualny ubiór : Z Gilbertem: Zwykły, biały i nieco przyszeroki podkoszulek; luźna, cienka, jasnoszara, rozpięta bluza z kapturem i z podciągniętymi pod łokcie rękawami; czarna, skórzana kurtka; szare, poprzecierane jeansy, podtrzymywane na biodrach czarnym, ćwiekowanym paskiem; na nogach czarne trampki; na lewym nadgarstku przewiązana biała bandana z czarnymi wzorkami; na szyi zawieszone srebrne nieśmiertelniki.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, nóż sprężynowy, portfel i telefon komórkowy.
Obrażenia : Rozcięty lewy policzek.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Wto Paź 22, 2013 6:48 pm

Nic się nie działo – przynajmniej tyle można było wywnioskować z obserwacji miasta jeszcze wczesnym południem. O tej porze główna ulica nie pękała jeszcze w szwach. Większość ludzi była zajęta pracą, toteż ilość przechodniów na głównej ulicy nie powalała. Miało to swoje plusy, bowiem przynajmniej można było uniknąć jakiegokolwiek kontaktu fizycznego w postaci przypadkowych szturchnięć czy otarć. Poza tym omijanie natrętnych ulotkarzy okazało się być banalnie proste. Z tym, że ciemnowłosy bynajmniej ich nie omijał. Niektórzy z nich uznawali trzymanie rąk w kieszeniach kurtki za oczywisty znak na to, że chłopak nie miał najmniejszego zamiaru fatygować się, by je wyciągnąć i to tylko po to, by sięgnąć po bezwartościowy kawałek papieru. Dlaczego jeszcze nikomu nie przyszło do głowy, by rozdawać pieniądze? W każdym razie były tam też te osoby, które z uporem osła wyciągały rękę, by pomachać kolorowymi karteczkami przed nosem. Za pierwszym razem łatwo było to zignorować, za drugim – stało się to nieco irytujące, z kolei trzeci raz miał być nauczką.
Ryan wreszcie wyciągnął rękę i chwycił barwną ulotkę. Nawet nie spojrzał na faceta, który mu podziękował. Szare tęczówki namierzyły już spojrzeniem cel, który znajdował się niedaleko przed nim. Już wtedy bez słowa i jakiegokolwiek przejęcia na twarzy zaczął zgniatać świstek, który kilka kroków później wylądował w koszu. Młodzieniec doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że gest ten będzie zapalnikiem na bomby, jednak nie odwrócił się, gdy zza jego pleców dobiegły oskarżycielskie przekleństwa, które zakończyło pełne oburzenia: „Już nigdy nie dostaniesz ulotki!”. Świetnie. Przecież o to właśnie chodziło. Nie czuł się w obowiązku, żeby wspierać tych, którzy nie potrafili zająć się czymś bardziej produktywnym. Nie czuł się także w obowiązku, by zgrywać bohatera, pomimo tego, że drobne niebezpieczeństwo zbliżało się wielkimi krokami. Nadchodząc akurat z naprzeciwka, zawiesił znużone spojrzenie na znajomo wyglądającym obiekcie. Zresztą trudno było nie zauważyć czegoś – a właściwie kogoś – równie pstrokatego.
Trzy. Dwa. Jeden.
Te dzisiejsze słupy wiedziały, w których miejscach należy stać.
Prawdopodobnie wielu osobom ten widok wydałby się zabawny, niemniej jednak w oczach Takanoriego był raczej żenujący. W tym momencie wypadałoby sprawdzić, w jakim stanie była niebieskowłosa, jednak Przywódca nie był tym szczególnie zainteresowany. Im mniej osób wiedziało, że się znają, tym lepiej. Toteż przeszedł obok, choć trudno było powstrzymać się przed obrzuceniem dziewczyny częściowo karcącym spojrzeniem, które nakazywało jej wrócić na ziemię. Poważnie – miał wrażenie, że żyła w zupełnie innym świecie. Zaraz jednak skręcił ku pobliskiej kawiarni, do której od początku się kierował. Pchnął drzwi, a zapach świeżej kawy i wypieków od razu dał się we znaki. Poza tym jak zwykle panowała tu względna cisza.
Od razu skierował się do jednego ze stolików, przy którym zajął miejsce. Nie musiał długo czekać aż kelnerka podeszła, by odebrać zamówienie. Oczywiście odczekała minutę czy dwie, jednak zauważywszy, że nowy klient nie był raczej zainteresowany przeglądaniem oferty lokalu, mogła z łatwością stwierdzić, że już ją znał i wiedział, po co przyszedł.
Dzień dobry. Co podać?
Espresso ― rzucił, nawet nie unosząc spojrzenia na kobietę. Najwyraźniej obserwacja tego, co działo się za sklepowym oknem była znacznie ciekawsza. Poza tym wiedział, co zobaczy na jej twarzy – wymuszony, uprzejmy uśmiech, którym miała pracować na opinię tego miejsca. Tylko kątem oka dostrzegł krótkie skinienie głową, nim pracownica oddaliła się, by zrealizować zamówienie.

_________________


...
God, I hate people who keep going over pointless shit.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Wto Paź 22, 2013 7:42 pm

Przed oczami zaczynało się świecić. A nie. To nie przed nimi. To w nich samych pojawił się dziwny blask; w pierwszej chwili niezbyt pewny swoich racji, ale zaraz przekonany co do tego, że ta bezuczuciowa twarzyczka należy do ulubionych widoków Amasakawy. Już miała ochotę mu pomachać i wrzasnąć coś głupiego na powitanie, jak to miała w zwyczaju w przypadku... prawie wszystkich. Ale wszyscy wiemy, że coś jej w tym przeszkodziło.
Całowanie słupa było interesującym zajęciem, aczkolwiek prędko znudziło się dziewczynie. Kątem oka zarejestrowała, gdzie zmierzał Cowell, dzięki czemu wiedziała, czym zabić nudę powstałą po porzuceniu nachalnego "podrywacza". To, że był światły i został metalem już w dzieciństwie naprawdę nie czyniło go lepszym od takiego srebrnookiego.
Tymczasem jednak, podczas podziwiania widoczków, Takanori mógł stwierdzić, iż małe kolorowe coś zwyczajnie rozpłynęło się w powietrzu.
Wszystko jednak wskazywało na to, że nie miało zamiaru się odczepić. Prędkie, acz jednocześnie pewne i ciężkie kroki rozbrzmiewały po wnętrzu kawiarni, kiedy drzwi zamknęły się za dziewczynką o niezbyt pokaźnej posturze i niecodziennej barwie włosów. Pozorne dzieciątko w niewyobrażalnie szybkim tempie dotarło do kelnerki obsługującej szatyna i chwyciło ją delikatnie za ramię, zwracając tym samym jej uwagę.
- A ja ładnie proszę o wiśniowy parfait i waniliowe capuccino, dobrze~? - Uśmiech, którym obdarzyła kobiecinę, był wręcz kwintesencją cholernej dziecinności, ale widać było, że wszystko to zniknie, jeśli dowie się, że nie wzięto jej zachowania na poważnie, a zamówienie nie zostanie zrealizowane. Podziękowała jeszcze z góry, a następnie, zaszurawszy jednym ze znajdujących się nieopodal krzesełek podczas chwytania za nie, przybrała kamienną maskę i odwróciła głowę w stronę znajomej jej mordki.
- Szefie... - rzuciła cichutko, stając tuż nad osobą Nishimury, palce wciąż i wciąż zaciskając na oparciu krzesła, które dopiero co, krótko mówiąc, zarąbała z sąsiedniego stolika, dosuwając je do tego, przy którym onże siedział. Po chwilowym wahaniu jednak postanowiła zająć zapewnione sobie miejsce i wlepić pełen powagi wzrok w twarz młodzieńca. Wyglądała, jakby w napięciu wyczekiwała jakiejś odpowiedzi na nurtujące ją od dziecka pytania, mogące na zawsze odmienić jej los i pomóc, bądź też zaszkodzić całemu jej otoczeniu. - ...dzień dobry~. Jak się Szef dzisiaj ma? Pewnie było potwornie, dopóki Szef mnie nie zobaczył, prawda? - Choć wiem, że jest odwrotnie, dopowiedziała sobie w myślach. Nie bez powodu wydusiła to zdanie ze szczyptą ironii w głosie. Nie byłaby sobą, gdyby nie przyznała, że jest dla niego jedynie utrapieniem. Ale przecież nie mogła się od niego odkleić. Fangirlowanie to trudna robota - trzeba być rzepem nawet, kiedy szkoda ci twojej ofiary.
- Ale wie Szef? Mam dla Szefa niespodziankę! Taką pyyyszną! Znaczy się... będę miała, ale wie Szef, o co chodzi! Jeszcze dzisiaj w nocy ją upiekę, dobrze? Naprawdę Szefowi zasmakuje! Naprawdę naprawdę! I Szef mnie pochwali, bo to będzie naprawdę coś wielkiego! Tak totaaalnie! I... i... ojej, rozgadałam się! Tak strasznie Szefa przepraszam!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Takanori
Przywódca

avatar

Liczba postów : 1103
Dołączył : 27/08/2013

FUNKCJA : Administracyjny Skurwiel.
Godność : Z urodzenia Takanori Nishimura, jednak wszystkie dokumenty wskazują na to, że nazywa się Ryan Cowell.
Wiek : Liczy sobie dwadzieścia lat, choć zapewne niejeden ująłby mu z dwie wiosny.
Zawód : Przede wszystkim despota z licencją na skurwysyństwo. Poza tym włamywacz, złodziej, zabójca, kłamca, a od biedy porobi za młodego barmana i muzyka w klubie.
Orientacja : Skłonność do aseksualizmu ze słabością do niższych od siebie chłopców.
Wzrost i waga : 174 cm | 59 kilogramów.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Srebrne tęczówki oczu. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden.
Aktualny ubiór : Z Gilbertem: Zwykły, biały i nieco przyszeroki podkoszulek; luźna, cienka, jasnoszara, rozpięta bluza z kapturem i z podciągniętymi pod łokcie rękawami; czarna, skórzana kurtka; szare, poprzecierane jeansy, podtrzymywane na biodrach czarnym, ćwiekowanym paskiem; na nogach czarne trampki; na lewym nadgarstku przewiązana biała bandana z czarnymi wzorkami; na szyi zawieszone srebrne nieśmiertelniki.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, nóż sprężynowy, portfel i telefon komórkowy.
Obrażenia : Rozcięty lewy policzek.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Pią Paź 25, 2013 9:11 pm

Jeżeli wcześniej, podczas mimowolnych rozważań, wspomniał coś o spokoju tego miejsca, właśnie nieodwołalnie wycofał to stwierdzenie. Wystarczył ten niezbyt przyjemny dla jego ucha głos, by wszelka nadzieja na to, że spędzi w ciszy kolejne kilkanaście minut poszła się – za przeproszeniem – jebać. Nie musiał nawet odwracać głowy w kierunku dziewczyny, bo i tym razem niebieskie pukle znalazły się w niewielkiej części zasięgu jego wzroku, jednocześnie wystarczyło tylko tyle, by uwierzyć w to, że jej obecność była prawdziwa. Palce ciemnowłosego bezgłośnie obiły się o blat stołu, jakby ten drobny gest miał wyrzucić z niego zaczątki negatywnych emocji, które zaczęły się w nim gromadzić wraz z przybyciem dziewczyny. Poza tym miała prawo tu być, a na dodatek wcale nie musiało oznaczać to tego, ze dotrzyma mu towarzystwa. Wokół było całe mnóstwo wolnych stolików, które mogła zająć, zamknąć jadaczkę i w spokoju delektować się zamówionym przez siebie deserem.
Ale po co się oszukiwać...?
„Szefie...”
Nie to, żeby kiedykolwiek był skromny, ale przy Mio nawet nie musiał. Rzecz w tym, że jej nadmierne zainteresowanie wcale nie było mu na rękę. Pewnie dlatego, że trudno nie rzucać się w oczy, mając u boku wielbicielkę tęczy i kolorowych kucyków, która skacze wokół, nadając niczym cholerna katarynka. Jeszcze żeby to wszystko miało jakikolwiek sens... Dla Ryana nie miało, biorąc pod uwagę, że nie był w stanie stwierdzić, o co tej małej w ogóle chodziło, ale ani myślał spytać jej, dlaczego się za nim ugania. Z jakiegoś powodu wychodził z założenia, że mogłaby znaleźć zbyt wiele – głównie bezsensownych – argumentów, przez co monolog trwałby dłużej, niż przewidywałyby jakiekolwiek statystyki. Trzeba przyznać, że byłoby to trudne do zniesienia, a on nie miał nawet najmniejszych chęci, by jej słuchać.
Jego brak chęci zdawał się nie robić jej różnicy.
Oderwawszy wzrok od szyby, leniwie przesunął nim w kierunku Amasakawy. Dopiero teraz zarejestrował krzesło, które przysunęła sobie, zdradzając mu swoje mało zadowalające plany. Koniec końców srebrne tęczówki spoczęły na nieco zdziecinniałej twarzyczce. Trudno było uwierzyć w to, że próg pełnoletniości miała już za sobą.
Widzę, że humor jak zwykle ci dopisuje ― rzucił, ale nie uśmiechał się, pomimo tego, że jej głupie nadzieje były dla niego żartem. Najwidoczniej niezbyt wyszukanym. ― Ale oczywiście zawsze marzyłem o tym, by napić się z tobą kawy. Gdzie podziewałaś się przez ten cały czas? ― uniósł brwi. Sarkastyczny ton nie powinien umknąć jej uwadze, choć z drugiej strony psychofanki przeważnie słyszały to, co chciały usłyszeć, więc w tym momencie mógł popełnić karygodny błąd i sprowadzić na siebie nieszczęście. Wypadało szybko to naprawić. Pokręcił głową ze zrezygnowaniem i najpewniej tym samym unieważnił swoją wcześniejszą wypowiedź. ― Daj spokój. Przecież doskonale wiesz, że jest zupełnie na odwrót. Czekasz na moment, w którym w końcu zmienię zdanie i – no nie wiem – z radości na twój widok rzucę ci się na szyję? To nie ta bajka. ― Zakończył stanowczo i uderzył palcem wskazującym o blat.
„Ale wie Szef?”
Nie chcę, kurwa, wiedzieć.
No, ale przecież musiał!
Nie ― mruknął. Nie trzeba było być geniuszem, by domyślić się, że nie chciał od niej żadnych wypieków. Nie robiła za jego gospodynię, toteż nie zamierzał niczego od niej przyjmować. ― To wszystko? Czy masz w zanadrzu jeszcze jakieś historie?
Szkło stuknęło o blat, gdy kelnerka postawiła przed nim filiżankę z kawą. Na talerzyku pod nią leżała niewielka paczuszka cukru oraz łyżeczka, która przez moment wydawała się być idealnym narzędziem zbrodni. Pewnie, gdyby wepchnąć ją Lion do gardła, ta wreszcie raczyłaby się uciszyć.

_________________


...
God, I hate people who keep going over pointless shit.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Sob Paź 26, 2013 6:14 pm

Musiała go zaczepić. Nie byłaby sobą, gdyby tak po prostu wyminęła jego miejsce siedzące, pomachała do niego, jak do przeciętnego znajomego i usiadła gdzieś dalej, w samotni. Zacznijmy od tego, że Amasakawa nawet obcego by zaczepiła, gdyby nie miała żadnego towarzystwa. Ciastko i kawa? Tylko z drugą osobą.
Pokiwała głową na wzmiankę o jej nastroju. Dzień choć po części spędzony z Szefem to jak święto narodowe w jej małej główce. Trzeba się do tego przyzwyczaić i zaakceptować fakt, że zwykłą podwładną to ona nie była. Ci zwykle nienawidzili swoich przełożonych i najchętniej zrównaliby ich z ziemią. Mio z kolei wyznawała Nishimuranizm, wielbiąc Przywódcę całym wielkim serduszkiem. I właśnie przez to zupełnie nie zraziła się jego niezbyt szczerą odpowiedzią na jej monolog. Wiedziała, jak brzmiała prawda. Nawet sam jej to potem potwierdził.
"Przecież doskonale wiesz, że jest zupełnie na odwrót."
- Oczywiście, że wiem! Wiem też, że Szef nigdy by zdania nie zmienił. Ale ja i tak Szefa kocham. Bo Szef, mimo wszystko, wydaje mi się być cudowną osobą. Nie mówię... - tu opuściła wzrok na blat stołu, by zaraz unieść go z powrotem w kierunku twarzy Ryana. - ...że jest Szef jakoś wewnętrznie wrażliwy i uroczy, czy coś. Nie wiem, jaki Szef jest w środku. Po prostu jest Szef genialny taki, na jakiego wygląda! - Zupełnie bezsensowne trajkotanie zakończyła paskudnie uroczym chichotem, który w połączeniu z jej, bądź co bądź, niezbyt wysokim głosem, zabrzmiał bardziej, jak psychiczny śmiech babci-kryminalistki. Może bez zbytniego nacisku na tę babcię, ale jednak tak mógł się skojarzyć. Na razie jednak nie pora się tym przejmować, bo najwyraźniej Takanori był już dostatecznie zmęczony jej obecnością w jego pobliżu. Nie znaczyło to jednak, że miała zamiar dać mu spokój. Onienienienie. Może się co najwyżej zamknąć na jakąś minutę, czy dwie.
I ten uroczy uśmiech, zwiastujący chwilowe wytchnienie dla uszu i ogólnie całej osoby srebrnookiego młodzieńca.
- Pewnie by się znalazły. - Rzuciła nieco uszczypliwie, jak gdyby chciała zacząć znowu trajkotać. - Ale Szef pewnie nie ma ochoty ich słuchać, więc tylko sobie posiedzę przy Szefie. Jeśli będę cichutko, to mogę, prawda? Nie ma Szef nic przeciwko temu?
Nawet jeśli, i tak się stąd nie ruszę.
Nie mogłaby. W końcu jej kawa miała przyjść do tego, a nie innego stolika. Chociaż ten argument wreszcie wygasł, gdy blat zetknął się z kolejnymi naczyniami, a łyżeczka zatopiła się w cieście. Dwubarwne spojrzenie z kolei nadal mierzyło Wilka wzrokiem.
Ale od początku jasnym było, że po kilku chwilach wręcz musiała otworzyć paszczękę.
- A Szefie? - Zaczęła cichutko, zerkając na niego z pewnym wahaniem. - A mogę spytać, co Szef dziś porabiał...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shirai
Przybysz

avatar

Liczba postów : 30
Dołączył : 17/10/2013

Godność : Shirai Ishikawa
Wiek : 18 lat.
Zawód : uczeń
Orientacja : homoseksualna
Wzrost i waga : 159 cm || 48 kg
Znaki szczególne : wyjątkowa uroda sama w sobie jest szczególna. Poza tym posiada również drobny kolczyk w prawym uchu oraz niewielki tatuaż na wewnętrznej stronie lewego nadgarstka.
Aktualny ubiór : Biały t-shirt z czarnym napisem "SORRY, I'M BAD", na którego narzucił ciepłą bluzę w granatowo-białą kratę, zapinaną na zamek, w dodatku z dość obszernym kapturem. Na tyłku nosi wąskie spodnie w barwie granatu zbliżonego niebezpiecznie do czerni przy odpowiednim świetle, zapięte na pasek z ćwiekami, w dodatku ozdobiony kilkoma cienkimi sznurkami dźwięczącymi przy każdym ruchu. Na nogach ma zwykłe trampki do połowy łydki, w które wpuszczone są spodnie. Nie obyło się bez udziwnień, bo niegdyś białe obuwie ozdobiono głównie czarnymi napisami, znakami oraz drobnymi malowidłami, co pięknie komponuje się z zestawem sznurówek - lewy but związany jest oczobijnie żółtą, zaś prawy jaskrawo zieloną. Ma również ozdoby na łapskach: prawy nadgarstek zdobi czarna frotka, zaś lewy kilka kolorowych rzemyków.
Ekwipunek : Portfel, komórka, odtwarzacz mp4 z dyskretnym, czarnym zestawem słuchawkowym, pęk kluczy z ozdobnikami w postaci miękkich drutów, wsuwek i tym podobnych rupieci.
Multikonta : nie jestem kaczką, jestem oposem. c:

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Nie Paź 27, 2013 7:45 pm

Z kapturem naciągniętym na głowę, rękoma wciśniętymi w kieszenie i subtelnym uśmiechem na ustach lawirował między ludźmi, mrucząc pod nosem słowa piosenki, które płynęły od dłuższego czasu ze słuchawek. Prawdę mówiąc ów słów nie było zbyt wiele, jednak gdyby nie skupił się na nich, okazjonalnie obijając palcami o biodro, prawdopodobnie nie powstrzymałby się od rozpętania małego widowiska na środku ulicy, korzystając ze sprzyjających rytmów. Zdołał zdusić w sobie pragnienie i parł dalej pomiędzy przechodniami, starając się uniknąć zderzenia z którymkolwiek i szturchania ich łokciami. Równie dobrze mógłby wziąć taksówkę, ale raczej nie miewał kłopotu z odrobiną wysiłku, tak jak i tego dnia, toteż nie zamierzał narzekać. W dodatku mijałoby się to z celem, skoro i tak nie miał najmniejszej ochoty wracać prosto do domu. Nie odmówiłby sobie chwili przerwy w kawiarni, do której miał zwyczaj zaglądać od czasu do czasu, w dodatku od pewnego czasu nękało go pragnienie wypicia czegoś cieplejszego, a to wydawało się dość dobrą wymówką.
Jakiś czas później znalazł się we wspominanym lokalu. Zsunął kaptur z głowy i poprawił krótkiego kucyka, wyciągając też jedną słuchawkę z ucha. Nie kwapił się nawet, by rozejrzeć się po wnętrzu - skierował się automatycznie do lady, stając za jakąś nadmiernie uradowaną parką. Nie poświęcał im uwagi zbyt długo; wyłącznie na tyle, by zorientować się, czy i przed nimi nie znajduje się jakiś klient. Nikogo nie było, więc Shirai skorzystał z okazji i wyciągnął z kieszeni odtwarzacz, chcąc ściszyć nieco muzykę. W kawiarni nie było zbyt wielkiego ruchu, nie było więc potrzeby do zagłuszania nikogo, a nie zamierzał psuć sobie słuchu. Zaraz jednak podniósł wzrok i dopiero wtedy powiódł z spojrzeniem po obecnych przy stolikach, w odruchu czystej ciekawości. Nawet bez wybitnej spostrzegawczości prędko rzuciła mu się w oczy błękitna czupryna pewnego dziewczęcia, które siedziało przy stoliku. Machinalnie zerknął na jej towarzysza... Kąciki jego ust drgnęły niezauważalnie, a on wpatrywał się dalej nieco otępiały to na chłopaka to na siedzącą z nim dziewczynę, bez trudu rozpoznając w niej istotkę, która pałętała się koło Ryana od pewnego czasu.
- Przepraszam? - Prawie podskoczył na dźwięk głosu zwracającego się bezpośrednio do jego osoby i automatycznie odwrócił głowę do lady, spotykając się z firmowym uśmiechem sprzedawcy. - Dzień dobry. Co podać?
- Czarną herbatę na wynos. Gorzką - wyrecytował, uśmiechając się przepraszająco. Prędko dostał swoje zamówienie, w międzyczasie oglądając się raz przez ramię, po czym opłacił należność, ogrzewając dłonie o tekturowy kubek, z którego zaraz upił odrobinę herbaty, czując jak przyjemne ciepło ogrzewa go od wewnątrz.
Nie zastanawiał się zbytnio nad kolejnymi posunięciami. Nie było po co, a i tak pewnie nie potrafiłby się przemóc. Nogi bez jego wiedzy kierowały się w kierunku stolika, przy którym siedział obiekt szczególnego zainteresowania blondyna i jego psychofanka, której dziękował w duchu za bycie tak cholernie zauważalną. Zatrzymał się dopiero za krzesłem Cowella, pochylił lekko i niemal oparł brodę na jego ramieniu, uśmiechając się szerzej w dość specyficzny sposób. Automatycznie rzucił panience Lion krótkie spojrzenie, które ktoś postronny odczytać mógł jako niezbyt przychylne, ale zaraz zerknął kątem oka na twarz mężczyzny, czy może raczej jego profil.
- Dzień dobry - wyrzucił z siebie swobodnie. Całe szczęście, że trudno było dostrzec wyraźnie zaróżowienia na jego twarzy, będące wynikiem nie tyle zawstydzenia (choć może po części), co raczej zwykłej radości. Nieco groteskowej, skoro tliła się w nim drobina niepewności, którą próbował zamaskować pozytywnym grymasem rysującym się na urodziwym obliczu. Wyprostował się prędko i obszedł stół dwoma krokami, stawiając na nim kubek i podparł się dłońmi o blat. - Niesamowity zbieg okoliczności - zauważył, wciąż z tym nieco przejaskrawionym optymizmem, ewidentnie wpatrując się w Cowella. Był świadom, że wygląda na zdesperowanego do potęgi, ale wciąż czuł w sobie nadmiar endorfin. - Coś mnie tknęło, żeby wstąpić tutaj po drodze do domu... To właściwie niekoniecznie zbieg okoliczności, prawda? Nie powinienem się dziwić, widząc was tutaj - oznajmił, z czystej uprzejmości zerkając przelotnie w kierunku dziewczyny, płynnie wracając do trochę natarczywego przypatrywania się twarzy Ryana. Prawdopodobnie samo pytanie odnosiło się również do niego samego. Było to bardziej niż pewne.
- Cieszę się, że cię... was widzę - poprawił się szybko, maskując przejęzyczenie chrząknięciem i wsunął dłoń we włosy, nerwowym gestem poprawiając grzywkę i kilka niesfornych kosmyków, które w ruchu wysunęły się z gumki. Było to oczywistym kłamstwem, ale nie przejął się tym zbytnio. Wystarczająco dezorientowała go niezrozumiała nerwówka, chociaż powinien do niej przywyknąć. Miał całkiem sporo okazji, żeby się przyzwyczaić.

_______________________________________________
grupa: Wolves
ranga: Kundel
- Taniec (hip hop), ze względu na co jest wygimnastykowany;
- Włamywanie się;
- Parkour, z czego dodatkowo wynika dobra kondycja i koordynacja ruchowa;
- Oburęczność;
- Wyrobił sobie bardzo dobrą pamięć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Takanori
Przywódca

avatar

Liczba postów : 1103
Dołączył : 27/08/2013

FUNKCJA : Administracyjny Skurwiel.
Godność : Z urodzenia Takanori Nishimura, jednak wszystkie dokumenty wskazują na to, że nazywa się Ryan Cowell.
Wiek : Liczy sobie dwadzieścia lat, choć zapewne niejeden ująłby mu z dwie wiosny.
Zawód : Przede wszystkim despota z licencją na skurwysyństwo. Poza tym włamywacz, złodziej, zabójca, kłamca, a od biedy porobi za młodego barmana i muzyka w klubie.
Orientacja : Skłonność do aseksualizmu ze słabością do niższych od siebie chłopców.
Wzrost i waga : 174 cm | 59 kilogramów.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Srebrne tęczówki oczu. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden.
Aktualny ubiór : Z Gilbertem: Zwykły, biały i nieco przyszeroki podkoszulek; luźna, cienka, jasnoszara, rozpięta bluza z kapturem i z podciągniętymi pod łokcie rękawami; czarna, skórzana kurtka; szare, poprzecierane jeansy, podtrzymywane na biodrach czarnym, ćwiekowanym paskiem; na nogach czarne trampki; na lewym nadgarstku przewiązana biała bandana z czarnymi wzorkami; na szyi zawieszone srebrne nieśmiertelniki.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, nóż sprężynowy, portfel i telefon komórkowy.
Obrażenia : Rozcięty lewy policzek.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Sro Paź 30, 2013 4:22 pm

Jeżeli nie byłaby sobą, gdyby nie zjawiła się przy jego stoliku, to Cowell dowiedziawszy się o tym, przyznałby, że mniejsze stężenie jej samej w tym niewielkim ciałku wyszłoby mu na dobre. Już nawet nie chodziło tu o samo uwielbienie. Mogło sobie tkwić zakorzenione w Mio, ale nie musiało oglądać światła dziennego. Być może fanatyzm był powszechnie znanym zjawiskiem, ale jego przejawy często spotykały się z przyciąganiem uwagi osób trzecich, a to już samo w sobie mogło postawić główny obiekt tej ślepej „miłości” w niekomfortowej sytuacji. Mogło, ale nie musiało. Ryan był tym przede wszystkim zmęczony. Nie obchodziło go, co pomyślą sobie inni, widząc dziewczynę, która nieudolnie próbuje wkupić się w łaski chłopaka, widocznie nie zwracającego na nią większej uwagi. W opinii osób postronnych mógł uchodzić za skurwiela, który nie liczy się z uczuciami innych, choć ci starają się, jak tylko mogą. To nic. Jeżeli jego podejście mogło sprawić, by któregoś dnia odechciało jej się bawić w milusińską podwładną, nie zamierzał przestawać. Zdarzało się jednak, że wątpił we własne powodzenie, bo naiwność niebieskowłosej przekraczała wszelkie pojęcie, a w dodatku była, jak chwast, którego za nic nie dało się wyrwać. Z ekonomicznej perspektywy mógł traktować Amasakawę, jak popychadło, a ona i tak zrobiłaby dla niego wszystko. Wszystko z wyjątkiem zostawienia go w spokoju.
Kąciki jego ust wykrzywiły się w grymasie zdegustowania. Trwało to zaledwie chwilę, jednak niesmak pozostał. Właśnie w takich momentach o wiele łatwiej było puszczać cudze słowa mimo uszu. Był zresztą pewien, że udzielanie jakiejkolwiek odpowiedzi mijałoby się z celem. Chłodne spojrzenie wyrażało więcej, niż wszystkie słowa razem wzięte. Powinien przynajmniej cieszyć się z tego, że zdawała sobie sprawę ze swojego kiepskiego położenia. Szkoda tylko, że desperackie zachwalanie jego geniuszu, którym w jej oczach emanował, wcale go nie polepszało. Takanori nie należał do łasych komplementów.
„Nie ma Szef nic przeciwko temu?”
Kiepska z ciebie uczennica. ― Skwitował, przekrzywiając głowę na bok, by oprzeć policzek o dłoń po wcześniejszym oparciu łokcia o blat stołu. Rozumiał, że istnieli ludzie, którzy mieli problemy z uczeniem, ale tego, żeby zaraz brnąć ku ich czołowej dziesiątce już niekoniecznie. ― Czasem zastanawiam się, w jakim języku przydałoby się do ciebie zwracać, żebyś wreszcie przyjęła do siebie to, co ludzie usiłują ci przekazać. I nie wierzę w twoją umiejętność milczenia ― mruknął i zerknął z ukosa na kelnerkę, która właśnie układała na blacie stołu zamówienie, które nie należało do niego, a przez to zdecydowanie nie powinno się tam znaleźć. Co ciekawe – kobieta wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, ale mimo wszystko walczyła z tą chęcią. Całkiem możliwe, że dialog pomiędzy dwójką nie wydał jej się przyjemny, ale równocześnie nie był jej sprawą. Rzuciwszy pospieszne „Proszę”, odeszła od stolika, pozostawiając klientów samych sobie.
Ciemnowłosy sięgnął po niewielką saszetkę z cukrem, którą przysunął do ust. Zacisnął zęby na jej końcówce i przekręcił, rozrywając lekko opakowanie. Chwilę później cała zawartość paczuszki znalazła się w kawie, zaś chłopak odłożywszy papierek na bok, sięgnął po łyżeczkę i powoli przemieszał kawę. Sztuciec tylko kilka razy obił się cicho o szkło, jakby dźwięk ten odmierzał czas, który Lion była w stanie spędzić w milczeniu. Co dziwne, szare tęczówki ze znużeniem przyglądały się jej. Nie dało się jednak ukryć, że wyczekiwał już tylko złamania postanowienia. Był pewien, że takowe za moment nastąpi. W tym czasie usłyszał, że ktoś właśnie szedł do lokalu, jednak dotychczasowe zajęcie pochłonęło go na tyle, że nie zwrócił uwagi na nowego klienta. Jak za niedługo miało się okazać – powinien ją zwrócić. Ale najpierw musiał przekonać się o swojej racji, a rację miał niezaprzeczalnie.
Szkoda, że w tak marnej kwestii.
Nie możesz ― odparł stanowczo i wynurzył srebrną łyżeczkę z gorącego napoju, po czym odłożył ją na bok. ― Nie spodziewałem się, że twój wynik będzie aż tak bezna...
Reszta zdania utonęła gdzieś w radosnym powitaniu, które rozbrzmiało tuż przy jego uchu. Nie musiał odwracać wzroku, by wiedzieć, z kim ma do czynienia. Tak się złożyło, że ten głos znał lepiej, niż jakikolwiek inny. Stłumiwszy prychnięcie, które najwyraźniej miało być doskonałym komentarzem dla jego pierdolonego szczęścia, uniósł filiżankę i upił łyk pobudzającej kawy. Nieprzespana noc źle na niego wpłynęła, jednak o wiele gorsze było towarzystwo tej dwójki. Dwójki, której brakowało już tylko puszystych, psich ogonków, by merdać nimi z radości na jego widok. Shirai jednak doczekał się jego spojrzenia dopiero w momencie, w którym odsunął się na bezpieczną (dla samego siebie) odległość. Nishimura, o ile dobrze pamiętał, zaznaczył ograniczenie ich kontaktów do minimum, które miało zostać przeznaczone na sprawy związane z „pracą”, dlatego też hormony szczęścia nie doprowadziły do entuzjastycznego podejścia na widok jasnowłosego. Zresztą u szarookiego nie stwierdzono występowania takowych. Ishikawie z kolei najwyraźniej było mało. Był kolejnym przykładem na to, jak niewiele docierało do ludzi. Może przy odrobinie szczęścia on i Mio mogliby się nawet dogadać. Gdyby tylko nie fakt, że w powietrzu zawisła nieprzyjemna aura, która, o dziwo, wcale nie emanowała od Ryana, jednak odkładana na spodek filiżanka wydała z siebie głośniejsze brzdęknięcie, niż powinna. To już samo w sobie nie wróżyło przyjaznego nastawienia. Aktualnie miał ochotę wyjść, ale przecież to on przyszedł tu pierwszy. Nie prosił się o zbędny balast.
No masz. Jeszcze kilka takich zbiegów okoliczności i pomyślę, że to przeznaczenie ― w jego głosie zabrakło entuzjazmu, a w jego czynach ochoczego uderzenia ręką o blat stołu. Było to możliwie najbardziej nieprzyjemne stwierdzenie, które mógł z siebie wyrzucić, biorąc pod uwagę, że doskonale wiedział, iż blondyn prawdopodobnie liczył na to, że któregoś dnia Cowell naprawdę to przyzna. ― A tak przy okazji, nie omieszkam wspomnieć o was psychiatrom, gdy już nabawię się manii prześladowczej. Co prawda wciąż rozważam nad tym, kto szybciej do nich trafi ― rozmasował palcami skroń, a na jego twarzy wymalowało się zrezygnowanie. Co za pojebany dzień.

_________________


...
God, I hate people who keep going over pointless shit.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Sro Paź 30, 2013 5:41 pm

Nie tylko nie byłaby sobą, ale i również straciłaby jako dobra podwładna. Takowa przecież musiała być, niczym wierny piesek, skacząc tuż za osobą swojego pana i pomagając mu w nagłych sytuacjach, choćby i przy rozpinaniu gaci w kiblu. No przecież wszyscy wiedzą, że nie takie rzeczy się zdarzały na świecie.
Do tego jej nie wierzył. Ale ona potrafiła stulić mordę i być cichutko! Naprawdę!
...chyba.
- To niech Szef uwierzy! Potrafię milczeć naprawdę długo, tylko z przerwami, ne! No, ale tak długodługodługo też umiem, jak się wysilę. Jak już będę przygotowana, to będę tak milczeć, dobrze?
Przy nim to pewnie by musiała milczeć cały czas. Takiej zdolności jednak już nie posiadała, gdyż wszyscy wiedzieli, że Mio nie jest mistrzem jedynie we wpierdalaniu słodyczy bez skutków ubocznych na swoim bladym brzuszku, ale i również w gadaniu, jak papuga podczas orgazmu.
Dobra, tak naprawdę nie wiem, jak brzmi papuga podczas orgazmu. No przepraszam, że nie jestem znawcą. Zapewne jest wkurwiająca.
I... o matko, on nia nią patrzył. Znając życie, sama nie zorientowała się, kiedy pyziate policzki lekko się zaróżowiły, przypominając teraz barwą krem spożywanego przez nią ciasta. Jeden krok do randki normalnie.
Przypadek?
Nie sądzę.
A ja tak. Sorry, babe.
Wracając, już naprawdę miała się zabierać do tego milczenia. Chciała go tylko zająć na tę sekundkę, porobić sobie nadzieje na to, że wreszcie jej opowie, co ciekawego robił, czy było dobrze, czy miał dobry humor, czy wpierdolił jakiemuś palantowi i w ogóle. Ale nie dość, że nie miał ochoty w ogóle czegokolwiek jej mówić, to jeszcze z nieba (choć prędzej z wariatkowa) spadł im kolejny debil do kolekcji. Chyba jeszcze większy od niej.
Fałszywy uśmiech wstąpił na jej buzię, gdy zerknęła na pana "uroczego" z pogardą. Zniknął on niestety tak szybko, jak tylko się pojawił - prędkość światła to dla niego drwina i nudziarstwo. Mięśnie twarzy szybko rozluźniły się, a następnie uformowały się w bardziej wrogi intruzowi znak ostrzegawczy, mówiący krótko i prosto: wypierdalaj.
- Ojej! Ishikawa-kun~! - Pisnęła, na pozór uradowana, choć po samym wyrazie jej twarzy od razu można było dojść do wniosku, co tak naprawdę chodzi jej po tej kolorowej główce.
Zgińtyjebanychujuzarazcięrozpruję.
Niewinny uśmiech jednak wrócił z chwilą, w której ponownie spojrzała w kierunku Nishimury. Pewnie musiał być ostro zmęczony, skoro zlecieli się jego psychofani, w dodatku tak perfidnie ze sobą rywalizujący. Więc powinna być przyjazna, prawda? Żeby jeszcze bardziej nie rozzłościć Szefa. Na tę myśl, jak na komendę nabrała na widelczyk nieco ciasta i podetknęła pod nos Shirai'a.
- Hej, Ishikawa-kun? - Podjęła nagle temat, wyszczerzywszy uroczo ząbki. - Chcesz może trochę ciacha? Jest smaczniuutkie!
Ciche szurnięcie, jakie wydał talerzyk sunący po blacie, poprzedziło huk, który rozniósł się za sprawą upadającego nań ciasta. Lion celowo zrzuciła je ze sztućca, który teraz wykorzystywała do lekkich dźgnięć mających zadać ból policzkowi jasnowłosego. Kuła, gdzie popadło, niejednokrotnie trafiając gdzieś w okolice oka. Oczywiście lekko, wręcz ledwo wyczuwalnie. W końcu mogło go to jedynie połechtać, czy coś.
Ale trzeba było przestać.
Trwało to dosłownie kilka sekund, acz takie zajęcia nudziły się naprawdę szybko. Kawa stygła, a ciastko schnęło, więc i mordka Shi nie mogła być zbyt długo okupowana. Po chwili widelec znów powrócił do poprzedniej ofiary, jaką była chamska, uciekająca truskawka. Dziewczynka z kolei milczała, jak gdyby sam Takanori wrzasnął na nią na całe gardło, ażeby tylko przestała robić z siebie idiotkę.
- Przepraszam, Szefie. Powinnam zachowywać się adekwatnie do swojego wieku... - Rzuciła cichcem. - I, skoro już się przygotowałam, to wracam do milczenia...
Zobaczymy, na jak długo ci to wyjdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shirai
Przybysz

avatar

Liczba postów : 30
Dołączył : 17/10/2013

Godność : Shirai Ishikawa
Wiek : 18 lat.
Zawód : uczeń
Orientacja : homoseksualna
Wzrost i waga : 159 cm || 48 kg
Znaki szczególne : wyjątkowa uroda sama w sobie jest szczególna. Poza tym posiada również drobny kolczyk w prawym uchu oraz niewielki tatuaż na wewnętrznej stronie lewego nadgarstka.
Aktualny ubiór : Biały t-shirt z czarnym napisem "SORRY, I'M BAD", na którego narzucił ciepłą bluzę w granatowo-białą kratę, zapinaną na zamek, w dodatku z dość obszernym kapturem. Na tyłku nosi wąskie spodnie w barwie granatu zbliżonego niebezpiecznie do czerni przy odpowiednim świetle, zapięte na pasek z ćwiekami, w dodatku ozdobiony kilkoma cienkimi sznurkami dźwięczącymi przy każdym ruchu. Na nogach ma zwykłe trampki do połowy łydki, w które wpuszczone są spodnie. Nie obyło się bez udziwnień, bo niegdyś białe obuwie ozdobiono głównie czarnymi napisami, znakami oraz drobnymi malowidłami, co pięknie komponuje się z zestawem sznurówek - lewy but związany jest oczobijnie żółtą, zaś prawy jaskrawo zieloną. Ma również ozdoby na łapskach: prawy nadgarstek zdobi czarna frotka, zaś lewy kilka kolorowych rzemyków.
Ekwipunek : Portfel, komórka, odtwarzacz mp4 z dyskretnym, czarnym zestawem słuchawkowym, pęk kluczy z ozdobnikami w postaci miękkich drutów, wsuwek i tym podobnych rupieci.
Multikonta : nie jestem kaczką, jestem oposem. c:

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Sro Paź 30, 2013 10:13 pm

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wyraźnie krzyczały, by zabrał swój pieprzony kubek z herbatą i pozwolił na to, by nogi powiodły go hen daleko, jak najdalej od Cowella oraz Amasakawy. Słyszał te podszepty racjonalności, ale miał je głęboko w poważaniu. Głównie przez wzgląd na cień nadziei, który w dalszym ciągu tlił się niezłomnym płomieniem, ponieważ Shirai naprawdę nie był kretynem, który układa w głowie najwygodniejsze dla siebie scenariusze. Dobrze wyczuwał momenty, w których dana osoba nie miała życzenia oglądać go na oczy, a w wypadku Ryana było to aż nazbyt dostrzegalne. Doskonale zdawał sobie również sprawę z winy, leżącej głównie po jego stronie. Żył jednak w przekonaniu, że dość się już nacierpiał - nie tak łatwo było ukrywać znamiona ich ostatniej "poważnej" rozmowy - a nie mógł nieustannie chować głowy w piasek. Miał ogromną nadzieję, że chłopak wreszcie zdoła choćby powstrzymywać niechęć pomieszaną z chłodną obojętnością, bijącą od niego za każdym razem kiedy mieli okazje znajdować się w tym samym pomieszczeniu. Znosił to mężnie, ambitnie dążąc do wyznaczonego sobie celu, w końcu nie po to przez pierwsze dni zmuszał się do uśmiechu, choć z początku był przerażony, że ten ponownie mógłby rozgniewać się na niego i tym razem prawdopodobnie nie uszedłby z tego z życiem. A na pewno skończyłby znacznie gorzej niż ostatnio. Czasem przychodziło mu do głowy, że może wystarczy, może dać sobie z tym wszystkim spokój, ale cholera, za każdym razem, kiedy go widział, nieustannie powracało kilka znaczących scen. Na samo wspomnienie chłopak przygryzł nieznacznie dolną wargę, ale szybko pokręcił głową, chcąc odtrącić nieprzyjemne myśli.
- Nic innego nie miałoby tu prawa bytu - odparł wciąż tym samym, radośnie niepewnym głosem, uśmiechając się jednak nieco inaczej. Był to słaby cień prawdziwego uśmiechu, choć kąciki ust wyraźnie uniosły się wyżej. Miał ogromną nadzieję, że faktycznie przeznaczenie maczało tu palce, bo w innym wypadku czułby się jeszcze gorzej. Starczyło, że od kilku sekund miał deprymujący mętlik w głowie, w sercu i - najpewniej - każdej możliwej cząstce ciała. W dodatku głos Ryana wytrącał go z równowagi. Czy raczej ton jego głosu... Trudno było udawać, że wszystko jest w porządku.
- Przecież... wcale cię nie... - wymruczał nagle nieco ciszej, ale zaraz odchrząknął. - Jeśli się jej nabawisz, to tylko ze względu na nieprzyzwyczajenie, w końcu nie śledzę cię, a i nie mam wpływu na zbiegi okoliczności - dodał już pewniej, zacinając się jedynie na moment. - Ale nie przeczę, że to szczęśliwy traf... - skończył z jakąś taką iskrą w oku, choć i bez tego doskonale widać było, że cieszy się na jego widok, przewrotnie do odczuwanego zarazem lęku wobec chłopaka. To się chyba nazywało toksyczną relacją.
Przez cały ten czas nie spuszczał z Cowella wzroku, uparcie próbując zmusić go telepatycznie, by zerknął na niego jeszcze raz, zamiast omijania wzrokiem i przypominania, że relacje między nimi miały zostać zredukowane niemal do zera. Nie podejrzewał, że chwila nieuwagi skończy się dla niego tak niefortunnie, więc w przypływie dezorientacji wydał z siebie demonstracyjne prychnięcie, wolno przenosząc wzrok z chłopaka na niebieskowłosą. Najchętniej złapałyby za te kudły i raz ale porządnie przywalił jej głową w blat stolika.
- Amasakawa, mogłabyś... - wysyczał, mrużąc powieki i starając się odsunąć od widelca, przy którego pomocy dziewczę namiętnie starało się ozdobić jego twarz kilkoma dodatkowymi otworami. Na usta cisnęły mu się jedynie siarczyste przekleństwa, ale zdusił je w sobie z ogromnym trudem. - Zaraz... - mruknął zduszonym głosem, ale wtedy było już po wszystkim. Shirai odczekał chwilę, wziął głęboki oddech i...
- Doskonale rozumiem, że próbujesz osłodzić sobie brak ogólnego zainteresowania przy pomocy tych bomb kalorycznych, ale jak tak dalej pójdzie wypadną ci wszystkie zęby i ostatecznie skończysz jak ta świrnięta cat lady, bo tylko zwierzęta będą mogły znieść twoją brzydotę - wycharczał względnie opanowanym ale i niezmiernie przesłodzonym tonem, po czym sięgnął po truskawkę z jej talerza i wsunął go sobie do ust, ponownie wracając do ulubionego zajęcia tego dnia, jakim było przypatrywanie się Cowellowi. Oblizał owoc i odgryzł kawałek, po czym uśmiechnął się wyraźniej.
- Wracając - rzucił i pochłonął pozostałą część truskawki, upił więcej herbaty i oparł przedramiona na stole, podpierając na nich brodę. - Nie należy walczyć z przeznaczeniem... Jeszcze pomyślę, że mnie unikasz - dodał cicho z wymuszonym rozbawieniem. W końcu tak właśnie było. Obydwoje to wiedzieli, nie trzeba było tego nadmiernie akcentować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Takanori
Przywódca

avatar

Liczba postów : 1103
Dołączył : 27/08/2013

FUNKCJA : Administracyjny Skurwiel.
Godność : Z urodzenia Takanori Nishimura, jednak wszystkie dokumenty wskazują na to, że nazywa się Ryan Cowell.
Wiek : Liczy sobie dwadzieścia lat, choć zapewne niejeden ująłby mu z dwie wiosny.
Zawód : Przede wszystkim despota z licencją na skurwysyństwo. Poza tym włamywacz, złodziej, zabójca, kłamca, a od biedy porobi za młodego barmana i muzyka w klubie.
Orientacja : Skłonność do aseksualizmu ze słabością do niższych od siebie chłopców.
Wzrost i waga : 174 cm | 59 kilogramów.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Srebrne tęczówki oczu. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden.
Aktualny ubiór : Z Gilbertem: Zwykły, biały i nieco przyszeroki podkoszulek; luźna, cienka, jasnoszara, rozpięta bluza z kapturem i z podciągniętymi pod łokcie rękawami; czarna, skórzana kurtka; szare, poprzecierane jeansy, podtrzymywane na biodrach czarnym, ćwiekowanym paskiem; na nogach czarne trampki; na lewym nadgarstku przewiązana biała bandana z czarnymi wzorkami; na szyi zawieszone srebrne nieśmiertelniki.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, nóż sprężynowy, portfel i telefon komórkowy.
Obrażenia : Rozcięty lewy policzek.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Czw Paź 31, 2013 8:55 am

To, że jego obecne towarzystwo nie przepadało za sobą było widoczne już na pierwszy rzut oka. Nie trzeba było być wybitnym psychologiem, by odczytać ich intencje względem siebie. Ryan uważał jednak, że nawet w rywalizowaniu ze sobą powinno być trochę więcej klasy, a tymczasem czuł się, jakby został siłą zaciągnięty do przedszkola, bo ktoś puścił plotkę, że doskonale sprawdza się w roli opiekuna. Może to nie minęłoby się z prawdą, gdyby niezwracanie uwagi na podopiecznych było doskonałą metodą wychowawczą. Bo tak właśnie to wyglądało: w ogóle nie przejmował się tym, czy za moment zaczną okładać się krzesłami, stołami i czy jedno wydłubie drugiemu oko łyżeczką albo wybije w nie widelec. Nie będąc ich ojcem (na całe szczęście), nie czuł się w obowiązku do sprowadzania ich na ziemię, choć może jako przywódca już poniekąd powinien się tym zająć. Nie mógł jednak sprzątać za każdym razem, gdy robili coś nie tak, bo było tego całkiem sporo.
W odpowiedzi na słowa Shiraia uniósł brwi, jakby chciał przekazać mu pozbawione zdziwienia „No co ty nie powiesz?”. Oczywiście, że musiał być to dla niego szczęśliwy traf, skoro nawet nie ukrywał swojej euforii na jego widok.
Pewnie. Wnioskuję, że właśnie dlatego nie potrafiłeś sobie darować i przejść obok bez słowa. A może po prostu nie mogłeś znieść myśli, że nie siedzę tu właśnie z tobą? ― mówiąc to był całkiem spokojny, choć nie odpowiadało mu również to, że musiał siedzieć tu z Amasakawą, ale ich dwójka była już mieszanką wybuchową. W międzyczasie zerknął na dziewczynę, to znowu na jasnowłosego obok. Jego spojrzenie niewątpliwie poddawało ich teraz jakieś ocenie. Nie, jako dwie osobne jednostki o różnych poglądach, ale jako wspólną całość. Upił kolejny łyk zamówionego napoju, zanim z jego ust padł nietypowy werdykt: ― I koniec końców jesteście siebie warci. Myślę, że kiedy już wreszcie zrozumiecie, że fatygowanie się jest bezcelowe, a w waszych oczach wyjdę na „tego złego”, bo nawet nie docenię waszych starań, stworzycie całkiem zgrany zespół.
O ile prędzej się nie pozabijacie, dokończył w myślach. Nawet dano mu powód, żeby tak sądził. Co prawda nie zareagował nawet na to, że Ishikawa musiał właśnie znosić napastowanie widelcem, a co więcej – zwrócił twarz i tym samym także wzrok w stronę okna, o które z coraz większą siłą zaczęły uderzać krople deszczu. Może bezgłośne uderzanie palcem o bok filiżanki zdradzało lekkie zniecierpliwienie ich szczeniackim zachowaniem, ale sami powinni dojść do wniosku, że ich poziom drastycznie spadł. Nawet nie chciało mu się słuchać tych przekomarzanek. Z drugiej strony to, że się kłócili było mu na rękę – przynajmniej na chwilę zapominali o jego obecności tutaj. Zaczął przesuwać wzrokiem po wolnych stolikach, jednak plan zmiany miejsca zniknął wraz z myślą, że to i tak niczego by nie zmieniło. Skoro on mógł się przesiąść, to oni także, jakby jego odejście od obleganego stołu nie było dla nich jasnym przekazem, żeby wreszcie się odpierdolili.
Tak, powinnaś ― rzucił wymijająco. Nawet nie spojrzał w jej stronę, choć oficjalnie zakończył już ocenianie wzrokiem wnętrza kawiarni. I – poważnie – co ona miała z tym ciągłym przepraszaniem go i zachowywaniem się tak, jakby miał nad nią władzę w każdej kwestii? Kto normalny umyślnie robi z siebie robaka, którego bez zawahania można rozgnieść podeszwą buta? Och, no tak. Mio nie należała do normalnych.
Można to nazwać doskonałym wyczuciem czasu, bo zahaczył wzrokiem o blondyna dokładnie w momencie, w którym przysunął do ust skradziony owoc. Pewnie niebawem miał spotkać się z niezadowoleniem ze strony niebieskowłosej, jednak aktualnie musiał zmierzyć się z obojętnością dla jego próby przypomnienia mu o pewnych sprawach. Nie dało się jednak ukryć, że trudno było nie zrobić Małemu na złość, toteż w niemej odpowiedzi przysunął filiżankę do ust, a gdy niewielka część kawy pozostała na jego dolnej wardze, ostentacyjnie przesunął po niej końcówką języka. Choć gest był zgoła równie zachęcający, spojrzenie szarych tęczówek wyraźnie robiło na złość niebieskookiemu, bo zawierało w sobie przekaz pokroju: „Nie ma, chuju”. Oczywiście, że nie było. Shirai sam doskonale się o to postarał, a teraz musiał radzić sobie z faktem, że istniała spora szansa na to, że już niczego nie odzyska. Ciemnowłosemu jakoś trudno byłoby uwierzyć w to, że jego byłemu nagle odechciało się być dziwką.
No proszę, rośnie nam kolejny Sherlock ― zripostował sarkastycznie. Aż poklepałby go po głowie za bycie tak bystrym Kundlem. ― Chociaż nie. Nie unikam. Oczywiście, że tego nie robię, bo – o ile dobrze pamiętam – przez jakiś czas nawet nie musiałem tego robić. Chyba mi nie powiesz, że tak szybko zapominasz albo, że bardzo chcesz, żebym odświeżył ci pamięć ― na jego twarzy pojawił się pytający wyraz, który miał w sobie też coś o tyle wymownego, że Cowell mógł oszczędzić sobie pomachania mu pięścią przed nosem. Poza tym bardziej dobitne rozgrzebywanie podobnych tematów w obecności Lion chyba nie powinno mieć miejsca.

_________________


...
God, I hate people who keep going over pointless shit.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Czw Paź 31, 2013 5:42 pm

Westchnęła głośno. Jego głos naprawdę był irytujący.
- Nie. Wcale go nie śledzisz... - mruknęła bardziej do siebie, chowając rozeźloną mordkę za kawał ciasta, którego było coraz mniej i mniej, jednakże talerzyk wciąż wydawał się być doskonałą kryjówką. Wracając, była pewna, że trzymał przy sobie jakąś mapę Huncwotów: wersja Rathelońska i śledził każdy ruch Nishimury, sądząc, iż po wszystkich tych "wypadkach i przypadkach" ciemnowłosy naprawdę zacznie sądzić, iż kieruje nimi przeznaczenie. A przecież każdy debil wiedział, że TAKE TO TAKE i tak się NIGDY nie stanie.
Chyba, że Shirai przewyższał ich niższością swojej inteligencji. Tak, najwyraźniej da się przewyższać niższością. Macie z tym problem?
Bo ona miała z czymś innym. Już nawet nie chodziło o to, że jej pogroził. Miała to szczerze gdzieś i najchętniej wyśmiałaby go za złudne nadzieje o spuszczeniu jej wpierdolu. Ale teraz naprawdę nie było jej do śmiechu. Po prostu ją wkurwił.
On... zjadł truskawkę. To serce ciasta...
"Zabij go, skoro to aż taki grzech."
Ale... to szczeniackie.
"Więc go opierdol."
Obiecałam, że będę milczeć...

Nie miała jednak zamiaru owej obietnicy dotrzymywać. Wpieprzanie truskawki w połączeniu z tak okropnymi słowami padającymi z jego ust niszczyło całą nadzieję na to, że się jeszcze kiedykolwoek uspokoi. Co prawda zdezorientowała się na sekundkę, spoglądając na Takanoriego, odpierdalającego jakiś fanserwis, jednakże nie uratowało to osoby jasnowłosego.
Upiła łyk kawy. Wciąż była gorąca, więc plan mógł się udać.
- Wiesz, Ishikawa-kun... nie powinieneś czepiać się mojego wyglądu, skoro nie jest ze mną źle, a to, co chcesz zrobić, nigdy nie nastąpi. Poza tym, przez wzgląd na swoją orientację - nie Tobie to oceniać. A poza tym... - tu uniosła na niego wzrok pełen wściekłości. Teraz już nieukrywanej. Nawet sam ton jej głosu zupełnie się zmienił. - ...częstowałam Cię ciastem. WIĘC JAK ŚMIAŁEŚ ZABRAĆ TRUSKAWKĘ!? TO SERCE CIASTA! CHCESZ ZAROBIĆ, TY CHOLERNY SKURWIELU!?
"Chlustuchlustu, kurwa mać" - przedarło się przez błękitną główkę, gdy chwyciła za wysoką szklankę i wykonała szybki zamach ręką, w której ją trzymała.
I kto teraz był w skowronkach? No oczywiście, że Lion. Kto by się nie cieszył po ochlapaniu nie tylko części twarzy, ale i odzienia swojego rywala? Naprawdę, głupie pytanie, ale czy to jej wystarczało? No ba, że nie. Uśmiech pojawił się na naprawdę krótką chwilę, w której poddała się temu połowicznemu tryumfowi, jednocześnie czyniąc ją głodną o wiele lepszej, większej i, przede wszystkim, słodszej zemsty. No i soczystej, jak policzek, który wymierzyła Kundlowi, sprawiając, że spływająca po jego pyszczku kawa rozbryznęła się jeszcze bardziej. A gdy tylko zlizała z palców część zmarnowanej na tego imbecyla przyjemności w płynie, rozchyliła ponownie wargi.
- Nie pozwalaj sobie, bo nie ręczę za siebie. Myślisz, że kim jesteś, co? - Wymamrotała dość cicho, acz dosłyszalnie zarówno dla jednego, jak i drugiego młodzieńca. Minęła naprawdę ledwie sekunda, zanim ruchy dziewczynki ponownie stały się gwałtowne, a widelec trafił w jej dłoń.
Chyba nie powinnaś być dla niego aż tak ostra, Chi...
"Kurna. Chcesz go ukarać, czy nie."

Uniosła rękę, wlepiając wzrok w swój cel. Zupełnie, jakby miała się zaraz pozbyć jego oka. I chyba to leżało w jej zamiarze...
Tak to jest, jak Mio nie jest sobą, ne.
A sprawa dotycząca odświeżania co poniektórym pamięci chyba jakoś nie zainteresowała jej drugiego ja. Była ona zbyt zajęta przymierzaniem się do rozpieprzenia skundlonemu Wilkowi czaszki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shirai
Przybysz

avatar

Liczba postów : 30
Dołączył : 17/10/2013

Godność : Shirai Ishikawa
Wiek : 18 lat.
Zawód : uczeń
Orientacja : homoseksualna
Wzrost i waga : 159 cm || 48 kg
Znaki szczególne : wyjątkowa uroda sama w sobie jest szczególna. Poza tym posiada również drobny kolczyk w prawym uchu oraz niewielki tatuaż na wewnętrznej stronie lewego nadgarstka.
Aktualny ubiór : Biały t-shirt z czarnym napisem "SORRY, I'M BAD", na którego narzucił ciepłą bluzę w granatowo-białą kratę, zapinaną na zamek, w dodatku z dość obszernym kapturem. Na tyłku nosi wąskie spodnie w barwie granatu zbliżonego niebezpiecznie do czerni przy odpowiednim świetle, zapięte na pasek z ćwiekami, w dodatku ozdobiony kilkoma cienkimi sznurkami dźwięczącymi przy każdym ruchu. Na nogach ma zwykłe trampki do połowy łydki, w które wpuszczone są spodnie. Nie obyło się bez udziwnień, bo niegdyś białe obuwie ozdobiono głównie czarnymi napisami, znakami oraz drobnymi malowidłami, co pięknie komponuje się z zestawem sznurówek - lewy but związany jest oczobijnie żółtą, zaś prawy jaskrawo zieloną. Ma również ozdoby na łapskach: prawy nadgarstek zdobi czarna frotka, zaś lewy kilka kolorowych rzemyków.
Ekwipunek : Portfel, komórka, odtwarzacz mp4 z dyskretnym, czarnym zestawem słuchawkowym, pęk kluczy z ozdobnikami w postaci miękkich drutów, wsuwek i tym podobnych rupieci.
Multikonta : nie jestem kaczką, jestem oposem. c:

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Czw Paź 31, 2013 7:05 pm

Wbrew wszystkiemu Shirai nie zachowywał się jak dziecko, nawet jeśli danie się sprowokować jak i rzucanie nieprzyjemnych spojrzeń dziewczynie nie było oznaką szczególnej dojrzałości. Zaznaczmy jednak, że w przypadku chłopaka skończyłoby się tylko na tym. Nie był skory do konfliktów, z drugiej jednak strony nie potrafił przejść obojętnie obok kogoś, kto wyraźnie próbował nadepnąć mu na odcisk. W tym wypadku rozchodziło się głównie o zazdrość, że to nie on miał okazję spotkać Cowella wcześniej, choć i tutaj nie było to tak istotne, skoro nawet pomimo obecności Amasakawy zdecydował się podejść do stolika.
Słysząc odpowiedź Ryana, kąciki ust drgnęły mu niezauważalnie, zaś jego wzrok nieco się zmienił. Chłopak potrafił trafiać w jego czułe punkty jak nikt. I choć ponownie poczuł ciężar swoich win znacznie dotkliwiej, spróbował nie dać tego po sobie poznać, nawet jeśli starania były bezcelowe, bo z sekundowego grymasu który przeciął jego twarz dało się wiele wyczytać. Spotęgował go pomruk dobiegający od strony dziewczyny, ale to nie miało najmniejszego znaczenia. Równie dobrze mogłoby jej tu nie być, raczej by za nią nie zatęsknił.
- Jeśli nawet bym przytaknął, sprawiłoby ci to jakąś różnicę? - mruknął niezręcznie i odchrząknął, chcąc zamaskować zażenowanie. Zazwyczaj udawało mu się utrzymać własne reakcje w ryzach, lecz nie były to sytuacje, podczas których musiał stawać na rzęsach, by się komuś przypodobać. A jeśli nawet, poprzeczka nie była ustawiona tak wysoko, więc nie miał z tym szczególnych problemów. Tutaj wiedział jak niewiele może zdziałać, ale nie chciał dać sobie tego wmówić. Upór czy zwykła głupota? Trudno orzec.
Zaraz spojrzał na Ryana skonsternowany, na krótko zerkając w kierunku tej głupszej części jego fanklubu i fuknął niezadowolony, nie mogąc znieść myśli, że ktokolwiek mógłby wiązać go z Lwiątkiem w innych kategoriach niżeli morderca oraz ofiara. Samo dopasowanie było trudne do zniesienia, ale insynuacje odnośnie ich zgrania na chwilę wytrąciły go z wstydliwej sytuacji, co było chłopakowi na rękę. Gdyby tylko nie musiał powstrzymywać odruchów wymiotnych. Chyba tylko przechodnie na zewnątrz byli nieświadomi niechęci Shiraia do wypacykowanego stracha na wróble płci żeńskiej, ponieważ ci obecni w kawiarni wiedzieli o tym więcej niż by chcieli.
Spontaniczna kradzież truskawki i kilka sekund bestialskiego znęcania się nad nią przypłaciło go nieco więcej niż gniew prawowitej właścicielki owocu. Ani mu w głowie było myśleć o konsekwencjach, skoro tym gestem sprowokował ciemnowłosego do odwetu, na którego widok blondyn machinalnie przełknął głośno ślinę, przez moment nie rozumiejąc, co się wydarzyło. Doskonale zrozumiał przekaz, nie było ku temu wątpliwości, aczkolwiek pozwolił sobie na rozkoszowanie się atrakcyjnym pokazem, choć niestety krótkim, nie interesując się resztą. Popełnił tym samym błąd, bo kiedy na powrót skupił się na słowach starszego, poczuł się jak sztorcowany szczeniak. Pamięć miał doskonałą, więc zbyteczne były sugestie odświeżania jej. Dodatkowo, nieposłuszny umysł przypomniał mu o gniewie chłopaka, a mrowienie kilku części ciała nieprzyjemnie zasugerowało, jakoby siniaki wciąż znajdowały się na swoim miejscu.
- N-nie musisz... - zająknął się pod wpływem nerwów, ale pragnął kontynuować. Pozostawał tylko mały szkopuł. Musiał przerwać, bo swoje trzy grosze pragnęła wtrącić Amasakawa, ale nie zmusił się choćby do zerknięcia w jej stronę. Wytrwał tak do czasu kiedy ta nie podniosła głowy. Dopiero wtedy otworzył usta w celu chamskiego uciszenia jej, lecz nie zdążył. Gorąca kawa, którą niespodziewanie dostał w twarz orzeźwiła go prędzej niż wiadro lodowatej wody. Z ust Małego dobył się żałosny skowyt, kiedy ten wyprostował się gwałtownie, zacisnąwszy powieki i pięści. Nie był w stanie trzeźwo ocenić sytuacji, bo jedyne, co przychodziło mu do głowy, to brutalna zemsta na oprawcy, który najwyraźniej jeszcze nie skończył. Choć było to piekielnie nieprzyjemne, przycisnął dłoń do, jeszcze bardziej zaczerwienionego przez kolejny cios, policzka i niemalże się zatoczył, w ostatniej chwili łapiąc krawędzi stołu. Prawdopodobnie swoim dramatycznym wystąpieniem sprosił na siebie jeszcze więcej spojrzeń niżeli chluśnięcie kawą w wykonaniu Lion, ale było to ostatnim, co do niego docierało.
- Ty... mała... pieprzona... - wycedził wściekle, niepewnie otwierając oczy i jednym ruchem otarł dłonią twarz, doprawiając jednocześnie ból płynący z możliwych oparzeń i uderzenia. Miał ochotę... zrobić jej krzywdę. Prawdopodobnie nie zdołałby się zamachnąć, ponieważ ktoś odciągnąłby go od przyszłej ofiary, ale w tej sekundzie pragnął jedynie wyrządzić jej jak najwięcej bólu. Nie zastanawiając się dwa razy, schwycił uniesioną przez dziewczę dłoń i zacisnął szczupłe palce na jej nadgarstku, wciskając w niego krótkie paznokcie jak najmocniej potrafił. - Życie ci niemiłe, suko? - warknął doprowadzony do ostateczności i szarpnął nią machinalnie, zaraz potrząsając głową, żeby wilgotne kosmyki odkleiły się od jego czoła. Skoro już i tak wszystko trafił szlag, Shi nie miał więcej do stracenia. Bolała go twarz, był przemoczony, a na domiar złego raczej nie przedstawiał się zbyt atrakcyjnie w tej chwili. - Ja mam sobie nie pozwalać? Bo co? Wciśniesz mi ten widelec w twarz? - Oddychał znacznie ciężej, ale powoli starał się wrócić do normalności. Jakkolwiek wielka nie byłaby chęć sprzedania jej kilku kopniaków, Mio wciąż była dziewczyną. Dlatego też nie mógł wyrządzić jej większej krzywdy niż tortury psychiczne. Skończyło się na wyrwaniu jej z ręki widelczyka i rzuceniu go na talerz, donośnym szczękiem sugerując dziewczynie, że zabawa się skończyła. Po chwili puścił też jej dłoń, choć to akurat wymagało od niego ogromnej siły woli. Chęć rozwalenia jej głowy była nazbyt kusząca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Takanori
Przywódca

avatar

Liczba postów : 1103
Dołączył : 27/08/2013

FUNKCJA : Administracyjny Skurwiel.
Godność : Z urodzenia Takanori Nishimura, jednak wszystkie dokumenty wskazują na to, że nazywa się Ryan Cowell.
Wiek : Liczy sobie dwadzieścia lat, choć zapewne niejeden ująłby mu z dwie wiosny.
Zawód : Przede wszystkim despota z licencją na skurwysyństwo. Poza tym włamywacz, złodziej, zabójca, kłamca, a od biedy porobi za młodego barmana i muzyka w klubie.
Orientacja : Skłonność do aseksualizmu ze słabością do niższych od siebie chłopców.
Wzrost i waga : 174 cm | 59 kilogramów.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Srebrne tęczówki oczu. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden.
Aktualny ubiór : Z Gilbertem: Zwykły, biały i nieco przyszeroki podkoszulek; luźna, cienka, jasnoszara, rozpięta bluza z kapturem i z podciągniętymi pod łokcie rękawami; czarna, skórzana kurtka; szare, poprzecierane jeansy, podtrzymywane na biodrach czarnym, ćwiekowanym paskiem; na nogach czarne trampki; na lewym nadgarstku przewiązana biała bandana z czarnymi wzorkami; na szyi zawieszone srebrne nieśmiertelniki.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, nóż sprężynowy, portfel i telefon komórkowy.
Obrażenia : Rozcięty lewy policzek.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Czw Paź 31, 2013 11:51 pm

Niektórych nawet nie trzeba było znać na wylot, by doszukać się pewnych słabych punktów ich osobowości. W tym wypadku jednak znał go o tyle dobrze, by móc odczytać nawet najdrobniejsze uchybienia w jego zachowaniu. Ryan nie powiedziałby jednak, że potrafiłby już teraz odgadnąć każdą rzecz na jego temat, ale wiedza, którą już posiadał w zupełności mu wystarczyła. Może jej część zmarnowała się już jakiś czas temu, podczas felernego incydentu, po którym jakoś stracił chęć na uderzanie w czułe punkty, ale być może kiedyś te informacje mogły mu się do czegoś przysłużyć. Wątpił jednak, by silniejsza „perswazja” była konieczna, skoro gdzieś tam był niemalże pewien, że blondyn nie potrafiłby mu odmówić, aczkolwiek mogło to trwać jedynie do pewnego czasu. Nikt nie miał stalowych nerwów. No, nikt poza Amasakawą, która zapewne uwielbiałaby Cowell'a nawet, gdyby zafundował jej bliskie spotkanie z podeszwą swojego buciora. A może właśnie tym spotęgowałby jej durne uczucie? Nieistotne. Grunt, że pod względem charakterów ci dwoje różnili się od siebie.
Hm... ― wyrwało mu się, gdy uniósł na moment wzrok w udawanym zastanowieniu. Odpowiedź już i tak nasuwała się sama. Mogłoby się wydawać, że niezależnie od tego, jak wiarygodny w swoich zapewnieniach był aktualnie Shirai, żadne z nich nie było wystarczająco przekonujące dla Takanoriego. Być może, gdyby sam nie posiadał doskonałej pamięci i nie zapamiętał dokładnie każdego najgorszego szczegółu, dopuściłby do jakichś czynności łagodzących dla jasnowłosego. Ale rzeczywistość była mniej kolorowa. Codziennie płaciło się za swoje błędy, których skutków często nie dało się naprawić. Oczywiście to nie była ta pora, w której należało rzucać tekstami o zmarnowanym życiu – w końcu był to tylko szczeniacki wybryk, hm? Oboje byli młodzi, mieli przed sobą całe życie. Ishikawa mógł wieść sobie sielankowy żywot ze swoim nowym ulubieńcem, aczkolwiek głupota ludzka ma to do siebie, że nakłania ludzi do pragnienia tego, czego przeważnie dostać nie mogą. ― Pewnie nie zdziwi cię, że nie. O ile nie wierzysz w szczęśliwe zakończenia ― mruknął i wzruszył mimowolnie barkami. Problem tkwił w tym, że Shi chyba w nie wierzył, co właśnie sobą reprezentował. W przeciwnym razie nie byłoby go tu, nie próbowałby grać, jakby wcześniej zupełnie nic się nie stało, nie odważyłby się nawet uciekać do sztuczek swojego uroku osobistego.
Uroku osobistego, który miał wkrótce spłynąć z niego wraz z kawą.
Najpierw jednak ciemnowłosy ściągnął brwi, gdy Mio – pomimo wcześniejszych obietnic – ponownie zdecydowała się zakłócić względny spokój swoim głosem. Głosem, którym nie do końca można było określić, jako jej. To urocze dziecko szczęścia w jednej chwili wyparowało z jej drobnego ciałka, ustępując miejsca czemuś... bliżej nieokreślonemu. W oczach Nishimury daleko było jej jednak do przerażającego dzieciaka rodem z horrorów, dlatego potraktował to przedstawienie bez poruszenia na twarzy. Pewnie wystarczyło jedno słowo, żeby przestała, ale  chciał doczekać się finału, choć ten zapewne miał oznaczać wyproszenie ich wszystkich z lokalu. Nie da się ukryć, że zbiorowa odpowiedzialność w tym wypadku nieszczególnie mu odpowiadała. Może właśnie to skłoniło go do rozchylenia ust, jednak koniec końców pozostało mu już tylko odchylenie się i pełne przylgnięcie plecami do oparcia, byleby tylko nie oberwać właśnie rozlewaną kawą. Z wyrazem powątpiewania, który na kilka sekund wykrzywił jego rysy, usiłował wmówić sobie, że to nie działo się naprawdę. Rozumiał kłótnie, był w stanie zrozumieć jakieś cholerne przepychanki i całą resztę bzdetów, jednak teraz nie mógł oprzeć się wrażeniu, że ma przed sobą dziecko, do którego nie dociera, że w miejscach publicznych lepiej się nie wychylać i nie robić zbędnego zamieszania. Najpierw kawa, później wymierzenie policzka, a teraz ten cholerny widelec... O tyle dobrze, że nie musiał złamać jej tej pieprzonej ręki.
Truskawka. Pierdolona truskawka.
Przesunął ręką po twarzy, zawierając w tym geście najbardziej elokwentny komentarz dla tego, co się tu wyprawiało. Mimowolnie obejrzał się za siebie przez ramię, chcąc zorientować się czy przypadkiem nie znaleźli się w centrum zainteresowania, czego wolał uniknąć, jednak na całe szczęście kelnerka uznała, że nie warto się wtrącać. Pewnie nie zarejestrowała, że przyjdzie jej sprzątać po niesfornej klientce. Odruchowo sięgnął po łyżeczkę, którą wyczekująco obrócił w palcach, przenosząc spojrzenie na Wilki. Do cholery, szarooki wiedział doskonale, że świat obfitował w idiotów, ale nie musieli mu o tym brutalnie przypominać, zaniżając poziom IQ w tym pomieszczeniu (o ile nie w całym mieście – w tym z pewnością też by się sprawdzili).
Ja pierdolę ― wymruczał do siebie pod nosem, wolną ręką mierzwiąc włosy z tyłu głowy. W tym momencie dobrze byłoby wstać i wyjść, jednak zrobienie tego, przysporzyłoby mu pewnie więcej problemów. Nieopatrznie mógł ujść za sprawcę przyszłej bójki w kawiarni i – chociaż zdążyłby już ulotnić się z miejsca zbrodni – znów musiałby przeżyć spotkanie z władzami. Kolejna rzecz, która nieszczególnie mu odpowiadała. I właśnie dlatego kolejny raz zakląwszy cicho, wyciągnął nad stołem rękę, w której dzierżył srebrny sztuciec w stronę głowy niebieskowłosej. Ta zaraz mogła odczuć wyraźne uderzenie w czaszkę, które miało na celu sprowadzić ją na ziemię, choć z perspektywy trzeciej osoby ten gest był gówno wart. ― Siad.
Za to słowo było święte.
Odetchnął głębiej, ale niezadowolenie nie zniknęło z jego twarzy. Właściwie w tym momencie wydawało się jeszcze gorsze, niż nagła zmiana nastroju Lion. Łyżeczka opadła z powrotem na talerzyk, a chłopak zacisnął palce w pięść i oparł ją o blat stołu.
Trzeba przyznać, że mnie zaskoczyliście ― rzucił, ale gdyby ostry ton faktycznie potrafił ciąć, jego towarzysze już nabawiliby się ran. ― Nie przypuszczałem, że można być aż do tego stopnia beznadziejnymi. Nie dość, że psujecie mi dzień swoim widokiem, to jeszcze nie robicie absolutnie nic, żeby zapracować sobie na lepszą ocenę. Powiem więcej, aktualnie ta spadła poniżej minimum. Waszym jedynym sukcesem jest rozbudowanie skali w dół. A ty... ― uciął na moment, zwracając się teraz bezpośrednio do donosicielki. Nawet nie musiał podnosić głosu, żeby brzmiał on bardziej nieprzyjemnie. ― Ile ty masz lat? Dziesięć? „Zabrał mi truskawkę”. Ojej, kurwa. To zapierdalaj po nową. Dwadzieścia nowych. Jesteś w jebanej kawiarni ― sarknął. Zaraz po tym krzesło zaszurało o podłogę, zwiastując to, że za niedługo naprawdę ma zamiar się stąd zebrać.

_________________


...
God, I hate people who keep going over pointless shit.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Pią Lis 01, 2013 9:39 am

Oczywiście, że się od siebie różnili. Były co do tego jakiekolwiek wątpliwości? Może i głupota zarówno Lion, jak i Shi, była na podobnym poziomie i spowodowana była tym samym, jednakże przejawiała się w zupełnie inny sposób, w zależności od charakterów, które naprawdę diametralnie się od siebie różniły. Całe patrzenie na sprawę jednego z nich było dokładnym przeciwieństwem tego drugiego. Przynajmniej tak się wydawało. Mio wiedziała, kiedy naprawdę musi się odsunąć, a Ryan miał jej całkowicie dosyć, jednakże nie sprawiała, że jego cierpliwość kończyła się od razu i podejmowała jedynie nieśmiałe próby spędzenia wraz z nim czasu. Nie pozwalała sobie również na dotyk, a nachalność ograniczała, jak tylko mogła. Z tego, co widziała - Ishikawa był kimś zupełnie innym. W jej mniemaniu traktował Cowell'a, jak tymczasowy obiekt do męczenia i stalkowania, który kiedyś mógłby zmienić zdanie i wreszcie się nim zainteresować, jeśli nie przelecieć. Misao czegoś takiego nie potrzebowała. Wystarczyło jej proste spojrzenie i krótka rozmowa, w której odpowiedziałby choć zdawkowo, racząc ją ślicznym głosem, który tak lubiła. W końcu był dla niej, jak jakieś pieprzone bóstwo. Sama możliwość odbębnienia dla niej kilkusekundowej audiencji była wielkim zaszczytem, a każdy cios zadany w mordę, czy gdziekolwiek, wszelkie zwroty do niej, choćby i te obraźliwe, jakich było zwykle o wiele więcej, jak i również inne przejawy chwilowego zwrócenia na nią uwagi traktowane były, jak dary z nieba. Dlatego chyba nigdy nie miałaby dosyć starań o choćby jeden uśmiech z jego strony. I choć wiedziała, że z takim podejściem do niczego nie dojdzie, to zmiany mogłyby wzbudzić podejrzenia (...ale przemówienie, kurna).
Nie docierało do niej, o czym w ogóle mówią. Chyba nawet nie miała ochoty słuchać o tym, co między nimi zaszło. Nawet nie chciała się domyślać, bo jedyne, co teraz przychodziło do jej kolorowej główki, brzmiało jak: Ishikawa-kun zrobił Szefowi coś niedobrego; nie wolno drążyć tematu, bo Szef się zezłości. Tak więc jej chęci prysnęły wraz z chwilą, w której zdała sobie sprawę, że mogłaby sobie narobić problemów takim zachowaniem. Więc grzecznie obserwowała ich zachowanie i dopingowała w duchu mnietojebizm Takanoriego, który zdawał się być na coraz wyższym poziomie. Z jednej strony wydawało się to zwyczajnie zajebiste, jednakże z drugiej smutno było patrzeć na kogoś, kto stawał się tak obojętny na wszystko.
I poużalałaby się nad jego losem troszkę dłużej, gdyby nie ta pieprzona alterka. Wuglarna, agresywna i jeszcze bardziej wrzaskliwa, niż sama Sayaka. Paskudztwo nad paskudztwami, cholera. Czasem myślała, czy jest ktoś, kogo nie lubi bardziej, niż Shirai'a. Odpowiedź była prosta - nie lubiła Chi.
Syknęła z bólu, gdy poczuła te drobne pseudoostrza, zatapiające się w jej skórze, jak gdyby chciały ją z niej obedrzeć. Nie był zbyt miły, naprawdę. Ale nic dziwnego, skoro ona była dla niego gorsza.
Myślę, że powinnaś go przeprosić...
"Zamknij mordę, ofiaro losu."

- Haaa? Mnie życie niemiłe? - Wysyczała przez zęby, ledwo powstrzymując się od zamordowania chłopaka wzrokiem. Bolało, jak skurwysyn, ale starała się, jak tylko mogła, byleby tylko nie pisnąć choćby najciszej i najdyskretniej, by już więcej nie okazać słabości. Dlatego też jedynie skrzywiła się lekko, kiedy została pociągnięta za rękę. Milczała, dopóki znów jej nie sprowokował, choć teraz trudno było mówić o tym, że dało się ją jeszcze popodjudzać. - Oczywiście, że go wcisnę! - Wrzasnęła w chwili, w której widelec zetknął się z talerzem, a zaraz po tym jej ręka została uwolniona. Wtedy też palce znów chciały zacisnąć się na rączce widelca. - Wydłubię Ci te gały, a potem...
Coś stuknęło, a powieki rozchyliły się nieco szerzej. Od razu zrozumiała przekaz.
"Siad."
"Wołają cię, Lwia ofiarko" - usłyszała, zanim znów odzyskała władzę nad ciałkiem, automatem opadając na krzesło i unosząc wzrok na srebrne oczy. Tym razem mniej obojętne, niż zazwyczaj. Aż czuła, jak chłopak próbuje ich zmrozić przerażającym spojrzeniem.
- Ja... co się stało...? - Cichy, aż nadto zrozpaczony głosik zwiastował powrót do normy, ale dla niego normą było chyba każde jej słowo i każda wykonana przez nią czynność. Fakt, nie o wszystkim wiedział, więc teraz miała jeszcze więcej minusowych punktów za nieswoje zachowanie. Każde słowo kuło tak, jak gdyby zadawał jej ciosy nożem. Nawet nie zwracała już uwagi na słowa mówiące, iż Shirai również obrywał. Czuła się, jakby tylko ona była temu wszystkiemu winna. - Szefie, ja...
"A ty..."
Opuściła głowę w wyrazie skruchy. Zeszklone tęczówki upuściły po jednej, czy dwóch łzach, gdy przyrównywał ją do nieznośnego dziecka i zdawał się wkładać jeszcze więcej siły w zadawane jej słowne ciosy. Przepraszała w myślach, choć jednocześnie było jej przykro - takiej truskawki przecież nie dało się zastąpić. Była sercem ciasta, a w takich przypadkach przeszczepów nie wykonujemy. Gdy tylko skończył, przetarła oczy i uniosła głowę, którą zaraz skinęła, by wyrazić zrozumienie.
- Przepraszam. Zachowałam się skandalicznie, wiem. Ja... następnym razem po prostu pomyślę dziesięć razy o tym, co chcę zrobić... i tego nie zrobię. Ale niech Szef zostanie, błagam! - Wydusiła, choć i tak słyszała wewnątrz siebie paskudny śmiech i to: "i tak wiesz, że zrobię, co zechcę". Zacisnęła palce na materiale spódniczki, nim sięgnęła do jej kieszeni i wydobyła z niej chusteczki. Wyciągnęła jedną i podniosła tyłek, by podejść bliżej Kundla. - Ciebie oczywiście też przepraszam, Ishikawa-kun. To, że przesadziłam, jest mało powiedziane. - Rzuciła całkiem szczerze, sięgając miękkim papierkiem o delikatnym, rumiankowym zapachu do jego twarzy, lekko ją wycierając. - I wybacz, że znowu Cię dotykam. - Westchnęła, namierzając kolejny zaciek z kawy.
Mnie też to średnio odpowiada.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shirai
Przybysz

avatar

Liczba postów : 30
Dołączył : 17/10/2013

Godność : Shirai Ishikawa
Wiek : 18 lat.
Zawód : uczeń
Orientacja : homoseksualna
Wzrost i waga : 159 cm || 48 kg
Znaki szczególne : wyjątkowa uroda sama w sobie jest szczególna. Poza tym posiada również drobny kolczyk w prawym uchu oraz niewielki tatuaż na wewnętrznej stronie lewego nadgarstka.
Aktualny ubiór : Biały t-shirt z czarnym napisem "SORRY, I'M BAD", na którego narzucił ciepłą bluzę w granatowo-białą kratę, zapinaną na zamek, w dodatku z dość obszernym kapturem. Na tyłku nosi wąskie spodnie w barwie granatu zbliżonego niebezpiecznie do czerni przy odpowiednim świetle, zapięte na pasek z ćwiekami, w dodatku ozdobiony kilkoma cienkimi sznurkami dźwięczącymi przy każdym ruchu. Na nogach ma zwykłe trampki do połowy łydki, w które wpuszczone są spodnie. Nie obyło się bez udziwnień, bo niegdyś białe obuwie ozdobiono głównie czarnymi napisami, znakami oraz drobnymi malowidłami, co pięknie komponuje się z zestawem sznurówek - lewy but związany jest oczobijnie żółtą, zaś prawy jaskrawo zieloną. Ma również ozdoby na łapskach: prawy nadgarstek zdobi czarna frotka, zaś lewy kilka kolorowych rzemyków.
Ekwipunek : Portfel, komórka, odtwarzacz mp4 z dyskretnym, czarnym zestawem słuchawkowym, pęk kluczy z ozdobnikami w postaci miękkich drutów, wsuwek i tym podobnych rupieci.
Multikonta : nie jestem kaczką, jestem oposem. c:

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Pią Lis 01, 2013 7:26 pm

Postronnym rzeczywiście jego zachowanie mogło wyglądać nieco osobliwie. Przede wszystkim sugestie odnośnie śledzenia Ryana nie przedstawiały chłopaka w dobrym świetle, ale przecież nikt z obecnych w kawiarni, prócz samej dwójki zainteresowanych, nie mógł mieć pojęcia co między nimi zaszło. Tak więc pozostawało mu jedynie mieć na to wywalone, co praktykował bez mrugnięcia okiem. No i, przede wszystkim, główną różnicą między niebieskowłosą a nim stanowił fakt, że Shi miał... miał o co walczyć. Głupotą była utrata czegoś tak istotnego, dlatego też za wszelką cenę starał się odkupić własne winy. Czy raczej zepchnąć je na dalszy tor, orzec jako niezaistniałe i trwać w przekonaniu, że krótki okres który minął od burzy był odpowiednim czasem, by Cowell łaskawie mu wybaczył. Nie chodziło mu o szczątkowe zainteresowanie z jego strony; to właśnie tego tak serdecznie nie znosił i to bodło w jego dumę. Właśnie dlatego był w stanie napastować chłopaka, choć i jemu samemu nie było to na rękę. Dużo prościej byłoby zakopać topór wojenny, ale doskonale wiedział, że wszelkie próby skończyłyby się zakopaniem jego samego... Najgorsze było to, że za każdym razem gdy próbował otworzyć usta i powiedzieć coś z sensem, zwyczajnie go zatykało. Presja by nie wyjść na kompletnego idiotę była ogromna.
Pytanie skierowane do chłopaka było raczej retorycznym, a nawet jeśli nie zabrzmiało na takowe, Shirai zdecydowanie nie chciał poznawać na nie odpowiedzi. Przede wszystkim dlatego, że z góry ją znał, a słowa wypowiedziane na głos były stokroć dotkliwsze niżeli świadomość tego. Nie zdążył jednak zabronić mu udzielania odpowiedzi, ponieważ nie podejrzewał, że Cowell będzie na tyle brutalny, by rozwiewać jego wątpliwości, choć takowe nie istniały. Przeliczył się jednak odnośnie jego charakteru, ale nie dało się wyczytać ani krzty zdumienia, że odpowiedź padła. Jedyną reakcją z jego strony z początku było wzruszenie barkami i subtelne odwrócenie wzroku, by zaraz zebrać się w sobie, choć przychodziło mu to z coraz większym trudem.
- Nie zdziwi - przytaknął bardziej ochryple, ale na tym koniec. Ciągnięcie tego tematu było o tyle niebezpieczne, że nie bardzo wiedział jak będą przedstawiały się kolejne jego reakcje. Jak na razie był jeszcze względnie spokojny, ale nie był na tyle wytrzymały, by długo znosić psychiczne tortury. Najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że Ryan nie musiał się wysilać, ponieważ najmniejszy gest świadczący przeciwko chłopakowi był odbierany jako niefortunna karta.
Naprawdę nieczęstym widokiem był pokaz wściekłości w wykonaniu Małego. Zwykle potrafił utrzymać złość w ryzach, ale nie był kwiatem lotosu, nawet jego cierpliwość mogła zostać wystawiona na próbę. Z tym że tutaj samoistnie sprowokował nieprzyjemną dla całej trójki sytuację. Rzecz jasna nie mógł przewidzieć jej skutków, ale i niewiele go one obchodziły, biorąc pod uwagę jego stosunek do Mio, który nie był nawet namiastką sympatii. Miał jej serdecznie dość w chwili gdy zorientował się kim była, a teraz chciałby się jej po prostu pozbyć, co niestety do łatwych zdań nie należało. Przede wszystkim najlepiej by było, gdyby po prostu się zamknęła. Jej odzywki mogły wywołać powtórną lawinę wściekłości, a ta raczej na pewno ściągnęłaby na tę dwójkę jakąś katastrofę. Do jednej już doszło, czemu by nie dowalić im bardziej?
Był oczywiście wdzięczny chłopakowi, że zakończył tę farsę, wiedząc przy tym, że ten zrobił to dla własnej wygody. Komu chciałoby się wysłuchiwać infantylnych sporów między dwójką zazdrosnych dzieciaków, które ledwo potrafiły utrzymać swoje nerwy na wodzy? W dodatku wyglądało na to, że Ryan i na nim nie chciał zostawić nawet suchej nitki. W przeciwieństwie do Mio dzielnie zniósł karę, przymykając oczy i starając się nie demonstrować nawet drgnieniem na twarzy, że dotarło do niego któreś ze słów. We własnym mniemaniu nie zasługiwał na żadne z nich; obrywał z powodu popędliwości donosicielki i nie było mu do śmiechu. Ale milczał, swój niemy bunt akcentując zaciskającymi się i rozwierającymi dłońmi. Na tym mógłby zakończyć, lecz to byłoby zbyt proste.
Nie słuchał dziewczyny, jej głos brzęczał mu nieprzyjemnie w uszach, ale nie zdobył się na komentarz. Dopiero gdy chusteczka zetknęła się z jego twarzą, ten otworzył usta i rzucił jej gniewne spojrzenie. Tego było za wiele. Nie pozwolił jej dokończyć, odpychając jej rękę po czym pociągnął cicho nosem i przestąpił z nogi na nogę.
- Zostaw - prychnął słabo. - Wystarczająco zrobiłaś - dodał ciszej, a następnie zerknął na chłopaka. - Masz rację, muszę być cholernie beznadziejny, skoro wrzuciłeś mnie do tego samego worka co ją... Nie fatyguj się, już mnie tu nie ma - wyrzucił z siebie, przy ostatnich słowach nieświadomie załamującym się tonem. Daleki był od płaczu, nie powiedział też dokładnie tego, co chciał, ale nie był w stanie znosić tego potępiania na dłuższą metę, więc złapał tekturowy kubek, o którym na moment zapomniał, narzucił wilgotny kaptur na łeb i bez zbędnych ceregieli oddalił się jak najprędzej.


    [zt.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Takanori
Przywódca

avatar

Liczba postów : 1103
Dołączył : 27/08/2013

FUNKCJA : Administracyjny Skurwiel.
Godność : Z urodzenia Takanori Nishimura, jednak wszystkie dokumenty wskazują na to, że nazywa się Ryan Cowell.
Wiek : Liczy sobie dwadzieścia lat, choć zapewne niejeden ująłby mu z dwie wiosny.
Zawód : Przede wszystkim despota z licencją na skurwysyństwo. Poza tym włamywacz, złodziej, zabójca, kłamca, a od biedy porobi za młodego barmana i muzyka w klubie.
Orientacja : Skłonność do aseksualizmu ze słabością do niższych od siebie chłopców.
Wzrost i waga : 174 cm | 59 kilogramów.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Srebrne tęczówki oczu. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden.
Aktualny ubiór : Z Gilbertem: Zwykły, biały i nieco przyszeroki podkoszulek; luźna, cienka, jasnoszara, rozpięta bluza z kapturem i z podciągniętymi pod łokcie rękawami; czarna, skórzana kurtka; szare, poprzecierane jeansy, podtrzymywane na biodrach czarnym, ćwiekowanym paskiem; na nogach czarne trampki; na lewym nadgarstku przewiązana biała bandana z czarnymi wzorkami; na szyi zawieszone srebrne nieśmiertelniki.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, nóż sprężynowy, portfel i telefon komórkowy.
Obrażenia : Rozcięty lewy policzek.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Pią Lis 01, 2013 9:45 pm

To było zbyt proste. Właściwie z ulgą przyjął do siebie fakt, że nie musiał wkładać więcej wysiłku w rozdzielenie ich. Ostatnią rzeczą, której mu tu brakowało była cholerna bójka pomiędzy dwoma kurduplami. Mio już i tak narobiła wystarczająco dużo hałasu w lokalu, więc chwała temu, że potrafił uporać się z nią przy użyciu zaledwie jednego polecenia. Można było spokojnie przyznać, że wszystko poszło zgodnie z planem. Dobra, może prawie wszystko. Nadszarpnięte nerwy nie były pożądanym efektem, w dodatku nadszarpnięte przez nich. Oboje zasługiwali na to, by przyjebać im stołem, przy którym właśnie siedzieli, jednak – można rzec, że w przeciwieństwie do Amasakawy – miał w sobie tyle samozaparcia, że udało mu się tego nie zrobić. Przez cały czas śledził uważnie reakcję obydwojga, jednak ani wywołanie uczucia skruchy u niebieskowłosej, ani świadomość tego, że prawdopodobnie wkurwiło się kogoś, kto nie potrafił dopilnować swojej dupy, nie sprawiły, że poczuł się lepiej. Gorzej też nie. Wyglądało na to, że jedyną metodą, która pozwoliłaby na naprawienie czegokolwiek, było rychłe zakończenie tego niespodziewanego spotkania.
Sięgnął po filiżankę, by zaraz dopić kawę do końca. Nie wyglądał tak, jakby zamierzał jeszcze wysłuchiwać tego, co mieli mu do powiedzenia. Nie zamierzał także w żaden sposób komentować już tego, co się działo. Ugodzony jego komentarzem Shirai musiał niestety zadowolić się jedynie chłodnym spojrzeniem, które nie zdradziło nawet odrobiny przejęcia tym, że jasnowłosy postanowił się wycofać. Tym, że mały książę najprawdopodobniej właśnie obraził się dożywotnio także nie zrobiło na nim wrażenia. Przecież tamtego dnia sam zażyczył sobie tego, by ciemnowłosy nie chciał go oglądać, a przynajmniej nie z przyjemnością. Ryan odetchnął głębiej, przymykając na chwilę oczy, przez co nie raczył nawet odprowadzić wzrokiem naburmuszonego chłopaka. A później odkładane naczynie wydało z siebie cichy trzask, zderzając się z talerzykiem, Cowell z kolei sięgnął do kieszeni kurtki, by wyłowić z niej portfel. Położywszy banknot na suchej części blatu, schował wcześniej wyciągnięty przedmiot, po czym podniósł się z miejsca. Przez te kilkadziesiąt sekund, obecność dziewczyny obok była prawdopodobnie tylko złudzeniem, jednak koniec końców zlustrował ją wzrokiem, który w jakiś sposób usiłował uczynić ją jeszcze mniejszą, niż aktualnie była.
Nie zamierzał zostać. Błagania były daremne, bo to, co się tu wydarzyło tym bardziej nie sprawiało, że miał ochotę zostać tutaj na dłużej. Przed sobą miał jeszcze całkiem sporą część dnia, także wolał spożytkować ją na wymazywaniu z pamięci durnego incydentu, choć nie było to takie proste.
Myślę, że na dziś wystarczy mi wrażeń, więc nawet nie próbuj za mną iść ― nie żartował. To był prawdopodobnie ten moment, w którym doskonale dało się wyczuć, jak bardzo nie chciał jej towarzystwa. Co prawda trudno powiedzieć, by kiedykolwiek było mu ono potrzebne, jednak była jakaś różnica pomiędzy możliwością jako takiego zniesienia tego, że plątała mu się pod nogami a niemożliwością tego. Nie powiedział już nic więcej, bo od razu ruszył w stronę wyjścia, zaś opuściwszy lokal, wepchnął ręce w kieszenie i udał się w swoją stronę, żałując już tylko tego, że sam nie pokusił się o założenie czegoś z kapturem.
    zt.

_________________


...
God, I hate people who keep going over pointless shit.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   Sob Lis 02, 2013 12:39 pm

Jako, iż nie mam żadnej elokwentnej treści do przekazania, napiszę jakieś bardzo złożone zdanie i wyjdę z tematu, o ile nie będzie to przeszkadzać szanownemu społeczeństwu, które spodziewało się czegoś ambitniejszego, choć doskonale wie, iż ja to ja, a moje posty na ostatku są totalnie debilne, przez wzgląd na nieopłacalność rozpisywania się, ale przynajmniej nie leję wody i można to uznać za niemały plus, który przełoży się w przyszłości na zapał userów do pisania ze mną, przy czym podkreślam, że ja wcale palić się do pisania z wami nie muszę, bo zwykle mi się nie chce, a nawet nie wiem, czemu, aczkolwiek może to mieć swoje źródło w jakiejś głupocie, tak, jak zresztą większy procent mojego lenistwa, ale nie o tym tu teraz mowa, więc po prostu postawię znaczek i wyjdę z tematu.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Sweet's Embrace"   

Powrót do góry Go down
 
Kawiarnia "Sweet's Embrace"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
centrum miasta
 :: Główna ulica
-
Skocz do: