IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Promenada.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Promenada.   Pią Paź 11, 2013 5:49 pm

Uwaga. To będzie bardzo ambitny post o bardzo ambitnej treści, mający na celu wyciągnięcie mnie z tematu, gdyż, jasna cholera, mam dość tej postaci i nie umiem się w nią wczuć, co skutkuje usunięciem konta i założeniem czegoś, co, choć będzie w cholerę podobne, to jednak inne, a skoro będzie inne i bardziej mi odpowiadające, to będzie good, chociaż w sumie, to napisałam słabą kartę, ale kto by się tam tym przejmował, skoro i tak wszyscy wiecie, że jestem derpem, no i w ogóle. Więc: zdanie pierwsze. Drugie. Trzecie. Blablabla. Nagle odwróciła się na pięcie i, bez zbędnych słów na pożegnanie, odeszła.

z/t, tadam~.
+ Przepraszam wszystkich, którzy mieli jakieś misterne plany, ale po prostu nie wyrabiam z tym... no, z tym czymś. Wychodzę z siebie, jak piszę posty Mey, więc... gomen. Ale - hey! - przecież to i tak mała strata! xD
Powrót do góry Go down
The Black Dahlia
Zastępca

avatar

Liczba postów : 157
Dołączył : 29/08/2013

FUNKCJA : Wysoko kwalifikowany admin-socjopata.
Godność : Nicole Davis [zm. Shetani Skoir-Arato].
Wiek : 24 lata
Zawód : Właściciel Elysium Comp., zarządza Asylum.
Partner : Gettin' married to the devil.
Wzrost i waga : 172 cm | 47 kg
Znaki szczególne : Wychudzona; elektryzująco jasne błękitne tęczówki; trzy, podłużne blizny pod lewym okiem; mnogość tatuaży [plecy, kark, wierzch dłoni, bok+biodro]; s o c j o p a t k a. Aktualnie srebrzysto-białe włosy.
Aktualny ubiór : Puf, cinq!

PisanieTemat: Re: Promenada.   Sob Paź 12, 2013 10:46 pm

Natsu był taką osobą dla której klątwa nie powinna być niczym dziwnym. Takiemu leniowi się należało, chociaż w tym wszystkim tkwił jakiś urok, którego nie można było odmówić blondynowi. Był marudny, nieznośny, czasami próbował się wykręcić, ale Nicole nigdy nie miała mu za złe różnych wpadek. Przynajmniej poprawiał jej humor, nawet jeśli miała na głowie makaron z sosem. Do tej pory upierał się, że to ciągle była jej wina, gdyż siedziała mu na drodze, chociaż stolika to ona nie przesunęła w żaden sposób. Dzięki temu jednak nie musiała konsumować spaghetti, na które nie miała ochoty, a które zostało zamówione odgórnie.
- Dziw się, że siebie nie połamałeś. - odparła niezrażona. Doskonale wiedziała, że sama jest wychudzonym patykiem, aż dziw brał, że nadal egzystowała. Po tylu latach jednak organizm dostosował się do ciężkich warunków, jakie Nicole sobie podyktowała i teraz nie potrzebowała tylu kalorii, co normalny człowiek. Czy było to zdrowe? Nie. Z całą pewnością nie. Jednakże miała to głęboko gdzieś, co było abstrakcyjne, gdyż stojąc na czele prężnie rozwijającej się firmy medycznej powinna być przykładem dla klientów i pracowników. Cóż... Nic z tego. - Hej, przecież nie gryzę. Jak wiem to jesteś cały, a nie widzisz mnie drugi raz w swoim życiu.
Taka była prawda. Blondyn, po niefortunnym wypadku w restauracji, zaplątał się w życiu Shetani, która nie miała wielkich oporów, by go przyjąć w wąskie grono znajomych. Pyskówka, jaką ją uraczył umocniła ją w przekonaniu, że jest jeden na milion. Nie przejmował się jej pozycją, nie miał ochoty przyznać się do winy i uwielbiał słowne docinki, co czyniło go niezłym towarzyszem na nudne, ponure dni, które często nawiedzały życie kobiety. Natsu stał się czymś w rodzaju uroczej odskoczni.
Zaczesała kosmyk kruczych włosów za ucho, odstawiając naczynie z kawą na blat, po czym rozsiadła się wygodniej na wiklinowym fotelu. Błękitne oczy spoglądały na niego rozbawione, chociaż blade usta pozostawały w linii prostej:
- To nie ja się wściekam, Natsu. - zauważyła, unosząc brew - Problem tkwi chyba w Twojej wyłączności na pecha. Nie myślałeś o tym, by zostać jakimś instruktorem? Jak rozwalić głowę przypadkiem? Jak polać kogoś wrzątkiem? Porady dla zaawansowanych i nie tylko. Mógłbyś zarobić miliony. - Słysząc o grubasie, rozejrzała się, ale niefortunny cel odbicia się blondyna zdążył dawno zniknąć w tłumie ludzi. Szare społeczeństwo nie wykazywało jakiś szczególnych cech, które mogłoby zainteresować czarnowłosą. Wszyscy skupiali się na kolorowych straganach, jedzeniu, piciu i dobrej zabawie, nie zważając na innych. Nie skomentowała wypowiedzi Noah'a, jak gdyby nie mając ochoty zagłębiać się w ten temat. Dźwięk szurającego szkła oderwał ją od obserwacji fali ludzi, a utkwieniu błękitu ponownie w blondynie:
- Przyszłam zobaczyć, jak ponownie ktoś Cię wystawia. Kto to był tym razem? - spytała spokojnie, opierając podbródek na palcach, a kpiąca iskra rozbłysła w tęczówkach. Wkurwiająca właściwość łączenia faktów i obserwacji - dlatego inni ludzie nienawidzili siedzieć z Nicole przy jednym stole. W mgnieniu oka wiedziała, co mniej więcej dzieje się w życiu innych. Kochany Natsu.

_________________



- What a world.
-  You think the world is strange?
- I meant yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gilbert
Przybysz

avatar

Liczba postów : 38
Dołączył : 03/09/2013

Godność : Raymond `Gilbert` Salvatore.
Wiek : dwadzieścia cztery lata na karku.
Zawód : wyszczekany, młody detektyw.
Orientacja : wymuszony aseksualizm. W rzeczywistości uczepił się jednego skurwiela.
Wzrost i waga : 158 centymetrów, na anorektyczne 38 kilogramów. Problem?
Znaki szczególne : heterochromia (lewe oko czerwone, prawe niebieskie); niebieskie pasemka; gówniarskie zachowanie; wzruszający wzrost dzieciaka z gimnazjum.
Aktualny ubiór : + czarna bluza z kapturem.
Ekwipunek : nosi ze sobą całą szafę, bo jest złośliwy, he. A na poważnie: w tylnej kieszeni spodni trzyma prehistoryczny telefon komórkowy (odpalany metodom znanym chyba tylko Gilbertowi); dodatkowo po lewej stronie paska, przymocowana kabura z bronią. Mini notesik (właściwie rozmemłane do granic możliwości kartki, które wcześniej znalazły się między zębami kundla) oraz ledwo dychający długopis.
Obrażenia : zadrapania na ramionach, przedramionach, rękach, brzuchu i karku. Na policzku cienka linia rany po nożu, na drugim fioletowy siniak. Psychika mu siada.

PisanieTemat: Re: Promenada.   Sob Paź 12, 2013 10:59 pm

No właśnie? Dlaczego uparcie siedzisz mu na ogonie? Gilbert zmarszczył brwi. Nie wiedział. Ha. W tym momencie właściwie zdał sobie sprawę, że nie miał nawet namiastki powodu, aby rzeczywiście dalej tu stać, słuchać go, yh, patrzeć na niego. Wszystko to powodowało, że w gardle pojawiała się pustynia i... zresztą, to nieistotne. Na chwilę obecną, czegokolwiek by nie zrobił, ciemnowłosy i tak będzie gdakać swoje, myśląc, że jego opanowanie, równa się bycie lepszemu. Za to szczerze go Salvatore nienawidził. Za bycie tak cholerną, lodowatą łajzą, która na każdym kroku tylko unosiła brodę, wyrażając w tym pogardę dla świata. Jakim prawem był lepszy?
„Poza tym nie wyglądasz na godnego zaufania”.
Cios w samo serce. Bing bang – trafiony zatopiony – rzucił ironicznie, mrużąc oczy. — Chociaż? Może nawet bym się przejął, gdyby powiedział to ktoś inny.
Ktoś, kto tym całym „zaufaniem” sam emanował. Zresztą – no hej! – Gilbert był pewien, że całkiem przyzwoicie się prezentuje. No, może nie w chwili obecnej, gdy pokazywał kły i robił się nieznośny, ale na co dzień? Być może na pierwszy rzut oka nie widać było w nim ucieleśnienia idealnego gliny, ale po pewnym czasie wnioski nasuwały się same – był ambitny, skrupulatny i oddany pracy... Przystojny, szarmancki, silny... e, e, e, prrr, rumaku.
Słuchaj, jeżeli myślisz, że...
Reszta zdania utknęła w czymś pomiędzy „udsif” a „ihfdis”, w momencie, gdy sam Gilbert postąpił przymusowo parę kroków naprzód. Shirow naturalnie warknął, zjeżył sierść, szczeknął dwa razy, a jego uszy przylgnęły ściśle do czaszki, wyrażając totalne niezadowolenie sytuacją. Zresztą, w tej kwestii właściciel się z nim zgadzał. Był równie niezadowolony, o ile nie jeszcze bardziej.
Bierz... tę... łapę – przemknęło się przez myśl, gdy czarnowłosy zmuszony był odrobinę schylić głowę. Ale nie dlatego, by nie dostać kulą armatnią w łeb. Pal licho jego życie, tu chodziło o to, że jego organizm reagował za niego. ZA NIEGO. ZA NIEGO! Włosy na szczęście w porę przykryły wpływający na policzki wstyd.
Cóż.
Na dobrą sprawę Salvatore nie był nawet w stanie dłużej wściekać się na swój obecny stan – ekhem ekhem – zażenowania. Powód jasny i przejrzysty: coś śmignęło, coś plasnęło, latające talerze, przekleństwa, uśmiechy, włosy na żel i ostatecznie on sam, w uścisku jakiś frajerów. Nawet się nie szarpnął. Był zbyt... nie. Nie zdziwiony. Nie takie rzeczy widział, nie takie sytuacje przeżył. Był po prostu zawiedziony, że w takim miejscu, o takim czasie, z takim zmęczeniem na ciele... był zmuszony grać w nieswojej scence.
„Poza tym, z tego, co słyszałem przychodzimy tu dla zabawy. Prawda, Gilbert?”
Czarnowłosy uśmiechnął się żarliwie, co było odpowiedzą samą w sobie. Właściwie miał też zamiar coś dodać w wersji słownej, ale zwyczajnie nie był w stanie. Coś lodowatego drażniło jego gardło... yrh, no tak. Czego się spodziewał? Że mu stokrotki pod nos podetkną?
„A ty to kto?”
Kurwa, jestem jego bratem z innej matki. Rzeczywiście. Podobieństwo było wręcz uderzające. Takanori nie był australopitekiem – Gilbert też nie. Takanori nigdy nie ubrał różowej sukienki z falbankami – Gilbert też nie. Takanori oddycha tlenem – Gilbert również. To już co najmniej trzy podobieństwa, a takich znalazłoby się znacznie, znacznie więcej! I jak tu w ogóle nie uznać ich za rodzeństwo?
Jeżeli odpowiem na pytanie, pójdziesz być debilem gdzie indziej? Mam wrażenie, że od twojej beznadziejności dostanę raka.
Skrzywił się. W tym momencie jego twarz wydawała się o tę parę lat starsza. Dorosły mężczyzna uwięziony na wieki w ciele gówniarskiego siedemnastolatka. To czasami naprawdę bolało... ha. Momentami wyprowadzało czarnowłosego z równowagi. Nigdy jednak w momentach, porównywalnych do sytuacji, która miała miejsce teraz. Hałas wokół rzeczywiście był przytłaczający. Nie było pewności, czy ktokolwiek zwrócił uwagę na to szkaradne przedstawienie. A skoro nikt nie zauważył szarpaniny... to dlaczego ktokolwiek miałby zauważyć psa, który z warkliwym protestem rzucił się na przeciwnika? Shirow rozdziawił paszczę, błysnęły kły, które już po chwili miały znaleźć swoje miejsce w udzie jednego z przeciwników – tego, który trzymał ostrze.
Korzystając z okazji Gilbert uniósł jedną z nóg, by z impetem wbić podeszwę ciężkiego buta w nieszczęsną stopę oprawy po swojej prawej, z nadzieją, że nadprogramowe przywitanie sprawi, że agresor poluzuje uścisk i czarnowłosy będzie mógł wyszarpnąć przedramię z kajdanek z rąk. To samo jeśli chodzi o człowieka zaatakowanego przez Shirow'a. Salvatore, w momencie, przykliszczenia nogi glanem, uniósł też dłoń, by chwycić ponad nadgarstkiem rękę delikwenta i odepchnąć ostrze od nieszczęsnego gardła. Ba. Sprawnie prześlizgnął się palcami, by zaraz ścisnąć i przekrzywić niebezpiecznie sam nadgarstek, z zamiarem zmuszenia do wypuszczenia broni z ręki rozbestwionych gangsterów.
Pieprzcie się, świry.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Natsume
Obywatel

avatar

Liczba postów : 33
Dołączył : 05/10/2013

Godność : Natsume „Noah” Okamura.
Wiek : Dwadzieścia trzy lata.
Zawód : Robi za kelnera.
Orientacja : Biseksualizm.
Partner : Hold my hands above my head and push my face into the bed. 'Cause I'm a screamer baby, make me a mute.
Wzrost i waga : 178 cm | 64 kilogramy.
Aktualny ubiór : Z Jeffem i z Mio, bo w sumie nie chce mi się szukać innego obrazka, ani opisywać.
Ekwipunek : Komórka, portfel (dużo to tam nie ma), klucze do domu, paczka wiśniowych papierosów, zapalniczka benzynowa.
Multikonta : Take.

PisanieTemat: Re: Promenada.   Nie Paź 13, 2013 4:02 pm

Gryziesz czy nie – nie ma to większego znaczenia. Poza tym nie sądzę, bym na podstawie kilku spotkań już mógł stwierdzić, czy nic nie zagraża mi z twojej strony. Sama rozumiesz ― wzruszył lekceważąco barkami. Nie to, żeby teraz nie zauważył, że ma kolejną okazję, by lepiej poznać czarnowłosą. Rzecz w tym, że nie był pewien, czy jakoś bardzo mu na tym zależało. Poza tym przytłaczał go hałas i rzesze ludzi, które znów w każdej chwili mogły podjąć nieświadomy atak na niego. Dlatego też co chwila zerkał kątem oka w bok, byleby tylko tym razem odsunąć się, gdy stwierdzi, że za moment znajdzie się w sytuacji podbramkowej. Jednak tu, na uboczu, było w miarę spokojnie. Nic dziwnego, skoro manewrowanie pomiędzy stolikami i krzesłami nie było wygodne, a gdyby wszyscy skumulowali się w tym miejscu, siniaki i uszkodzenia mienia publicznego były murowane, jak nic. Blondyn zdążył już zresztą zademonstrować możliwe skutki, choć nadal w niegroźnej odsłonie.
I dlaczego to musiała być akurat ona?
„To nie ja się wściekam, Natsu.”
Parsknął, jednak nie roześmiał się. Pomimo tego, że starał się wmówić sobie, że jest pieprzonym kwiatem lotosu, rzeczywistość miała się nieco inaczej. Oczywiście na ogół rzadko dawał wyprowadzić się z równowagi, ale to był po prostu ten gorszy dzień, który powinien się skończyć, jak najszybciej. Nie dość, że było już ciemno, to jeszcze lało, jak z cebra, a obecny stan mógł zawrzeć w dwóch słowach: „do dupy”, pomimo tego, że rzadko szczędził komukolwiek rozbudowanych dialogów.
A czy ja wyglądam na wściekłego? ― mruknął i uniósł rękę, sugestywnie wskazując palcem na swoją twarz. Jego usta wygiął krzywy uśmiech, jednak ten zniknął, gdy ręka opadła mu wraz z kolejną próbą uprzykrzenia mu życia. ― Jeszcze chwila, a zajmę się poradami na temat tego, jak przypadkiem rozwalić cudzą głowę. To, że zdarzyło mi się to ra-- dwa razy, nie oznacza, że zaraz trzeba robić ze mnie speca od piątków trzynastego i czarnych kotów. Ale zapewne zarobiłbym miliony, gdybyś zgodziła się to za sponsorować ― rozłożył bezradnie ręce, ale zaraz westchnął zrezygnowany. Jednak trudno było mu ukryć zmęczenie, toteż odsunięcie krzesła naprzeciwko i ciężkie opadnięcie na nie było całkowicie odruchowe. Opuścił swobodnie ręce po bokach i wyciągnął przed siebie już nieco obolałe nogi. Chwilę później zmierzył kobietę spojrzeniem spod byka, które jasno mówiło, że w tym momencie powinna już spasować. Jasnowłosy jednak nawet, gdyby chciał nie potrafił zgrywać aż tak groźnego, a nawet, jeśli zaprezentowałby swoje umiejętności przed Nicole, ta prędzej zaniosłaby się śmiechem albo umyślnie rzuciłaby mu kolejną kłodę pod nogi. Tak dla podkopania jego (bardzo męskiego) ego. ― Nikt mnie nie wystawił. Tak się składa, że... Właściwie nie sądzę, bym musiał się z czegokolwiek tłumaczyć. Przynajmniej ktoś mnie poprosił, żebym tu przyszedł, tak? I nawet cieszę się z tego, że zajął się sobą, bo przynajmniej oszczędził mi dalszego „spaceru”.
Miałeś się nie tłumaczyć.
Poza tym to zły argument.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Takanori
Przywódca

avatar

Liczba postów : 1103
Dołączył : 27/08/2013

FUNKCJA : Administracyjny Skurwiel.
Godność : Z urodzenia Takanori Nishimura, jednak wszystkie dokumenty wskazują na to, że nazywa się Ryan Cowell.
Wiek : Liczy sobie dwadzieścia lat, choć zapewne niejeden ująłby mu z dwie wiosny.
Zawód : Przede wszystkim despota z licencją na skurwysyństwo. Poza tym włamywacz, złodziej, zabójca, kłamca, a od biedy porobi za młodego barmana i muzyka w klubie.
Orientacja : Skłonność do aseksualizmu ze słabością do niższych od siebie chłopców.
Wzrost i waga : 174 cm | 59 kilogramów.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Srebrne tęczówki oczu. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden.
Aktualny ubiór : Z Gilbertem: Zwykły, biały i nieco przyszeroki podkoszulek; luźna, cienka, jasnoszara, rozpięta bluza z kapturem i z podciągniętymi pod łokcie rękawami; czarna, skórzana kurtka; szare, poprzecierane jeansy, podtrzymywane na biodrach czarnym, ćwiekowanym paskiem; na nogach czarne trampki; na lewym nadgarstku przewiązana biała bandana z czarnymi wzorkami; na szyi zawieszone srebrne nieśmiertelniki.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, nóż sprężynowy, portfel i telefon komórkowy.
Obrażenia : Rozcięty lewy policzek.

PisanieTemat: Re: Promenada.   Nie Paź 20, 2013 2:00 pm

I pomyśleć, że z tego wszystkiego przegapił ten drobny pokaz słabości pana detektywa. Kto wie – może przy odrobinie szczęścia przez moment pomyślałby za głośno i przyznał, że czarnowłosy miał jednak swoją uroczą stronę, którą ukrywał za ironią i zawodowym rozgoryczeniem? Wywołałoby to większą falę irytacji, jednak dosadny ślad na policzkach jasno dawałby znać o tym że gdzieś tam, w ledwo osiągalnych odmętach podświadomości, kłębiło się coś sprzecznego z tym, czego obraz miało się przed oczami. Obserwowanie takich sprzeczności było na swój sposób rozrywkowe, jeżeli potrafiło się dostrzegać drobne detale i nie dawać się zwieść – niby to oczywistym – usprawiedliwieniom.
Teraz jednak wypadało skupić się na blondynie, uparcie dającym o sobie znać poprzez wbijanie palców w ramiona ciemnowłosego, gdy na moment zdecydował, że przyjrzy się jego znajomemu. Było to nieme ostrzeżenie, jednak kim byłby Takanori, jeżeli w głowie nie zaświtałaby mu myśl zignorowania go? Zresztą – co niewątpliwie rzucało się w oczy – nie wydawał się być przerażony tym, że znalazł się w niekorzystnym położeniu. Zacisnął palce prawej ręki w pięść, by zaraz ponownie rozluźnić je i jeszcze raz powtórzyć czynność, jakby powoli i z rozmysłem przygotowywał się na coś większego, niż zwyczajną przepychankę pośród tłumu. Tłumu, który nie zdawał sobie sprawy z tego, że za moment zabawa dla niewielkiej ich grupy może zamienić się w piekło.
Jasnowłosy skrzywił się, co zadeklarowało jego niezadowolenie słowami nieznanego mu konusa. Z drugiej strony – jeszcze żaden typ, który starał się zgrywać kozaka, maślaka i nie wiadomo co jeszcze, nie zachowywał zimnej krwi w obliczu próby podkopania jego ego. Pan „Gdy pytam, to, kurwa, grzecznie odpowiadaj”. A przynajmniej wydawało mu się, że respekt należał mu się przez wzgląd na obecną przewagę liczebną. I już otwierał usta, by rzucić jakąś mało wyszukaną ripostą lub też nakazać swoim fagasom, by doprowadzili wyszczekanego kundla do porządku, ale pod wpływem chwili planowane słowa przerodziły się w jedno, w dodatku niedokończone, które miało ostrzec jego kolegę przed bliskim niebezpieczeństwem. Z tej odległości zauważył rozjuszonego wydarzeniem Burka, kręcącego się obok.
Burek był szybszy.
Rudzielec wrzasnął, ściągając na siebie spojrzenia kilku przechodzących, jednak oczywistym było, że ci woleli unikać konfliktów, niż się w nie pakować. Niektórzy pokręcili głowami z dezaprobatą, inni wymienili się złośliwymi spostrzeżeniami ze swoimi znajomymi, jednak każdy z nich miał na względzie dobro własnego dupska. Zresztą kto chciałby się zbliżać do dzieciaka z nożem, który najpewniej sam był sobie winien? Zanim jednak ostrze oderwało się od szyi czarnowłosego, gwałtowna reakcja sprawiła, że na bladej skórze policjanta pojawiła się niewielka, powierzchowna rana. Nożyk okazał się nie być zaledwie stępioną zabawką do postraszenia. Miał zamiar dźgnąć kundla nożem, jednak palce zaciśnięte na jego nadgarstku uniemożliwiły mu to, choć w pierwszym odruchu szarpnął się, ale później był zbyt zajęty potrząsaniem nogą. Ręka, która wcześniej przytrzymywała czarnowłosego, teraz uporczywie starała się rozluźnić uścisk psich szczęk.
Zabierz go! ― wrzasnął, a jego głos odrobinę się podłamał, przez co brzmiał bardziej piskliwie, niż powinien. Nóż w istocie wypadł mu z ręki, a jego spotkaniu z brukiem akompaniowało – co prawda ledwo przebijające się przez gwar – brzdęknięcie.
Drugi oprawca był odrobinę zdezorientowany tym wszystkim, jednak but, który ochraniał jego stopę zamortyzował uderzenie, a w efekcie, zamiast pomóc koledze w potrzebie, zacisnął palce mocniej na ręce Salvatore'a. W odpowiedzi na jego atak, szarpnął nim gwałtownie do tyłu, jakby był szmacianą lalką, którą można bawić się w nawet najbardziej bestialski sposób. Siłą rzeczy chłopak zderzył się z kimś, kto przechodził tuż obok. Potrącona kobieta wrzasnęła, jakby co najmniej w zasięgu jej wzroku znalazł się szczur, który plątał się pod nogami. Ale to nie było istotne, choć zapewne oberwanie torebką po głowie nie należało do najprzyjemniejszych doznań, jednak oprawca także doczekał się odwetu, obrywając po twarzy dokładnie tym samym przedmiotem. Warknął pod nosem, jednak zamachnąwszy się ręką bynajmniej nie celował w nieznajomą, bo ta – jak się okazało – szybko zdążyła się ulotnić. Zaciśnięta mocno pięść celowała prosto w policzek Gilberta, a brunet najwyraźniej liczył na to, że uda mu się powalić go na ziemię tym ciosem.
Już w momencie, w którym to się zaczęło jasnowłosy chłopak miał zamiar rzucić się w ich stronę, by odciągnąć psa albo przynajmniej dorzucić swoje trzy grosze w starciu z Raymondem. Chwila nieuwagi, a pięść Nishimury zderzyła się ze spodem żuchwy blondyna. Z tej odległości Ryan dokładnie mógł usłyszeć nieprzyjemne szczęknięcie zębów. Przeciwnik zaraz odruchowo cofnął się przyciskając ręce do obolałego miejsca. Gniewne spojrzenie usiłowało zasztyletować ciemnowłosego, który ostentacyjnie otrzepał rękawy bluzy, chcąc pozbyć się nieprzyjemnej pamiątki po jego dotyku. Odsunął się od przeszkody za plecami, żeby ponownie się z nią nie spotkać.
Sukinsynu... ― wycedził, unosząc górną wargę i odsłaniając niezbyt zadbane uzębienie, niczym wkurzone zwierzę. Za chwilę i w jego ręce błysnął scyzoryk, który nerwowym ruchem wydobył z kieszeni.
Jakby naprawdę nie mogło obyć się bez tego ― wypuścił powietrze ustami ze świstem. O ile łatwiej byłoby, gdyby mimo wszystko trafił na kogoś, na kogo chciałoby mu się tracić czas. Tymczasem miał przed sobą... to. Pozwoliłby nazwać go sobie problemem z przypadku. ― Zanotuj, detektywie: „Obrona konieczna” ― rzucił, nie łudząc się, że w tym całym zamieszaniu Gilbert przyswoi ten przekaz. Zresztą już w tym momencie blondyn zamachnął się na niego z nożem, z okrzykiem godnym prawdziwego neandertalczyka. Cowell uchylił się przed silniejszym ciosem, jednak końcówka ostrza zahaczyła o jego skórę mniej więcej na wysokości lewej kości policzkowej, tworząc cienką i równą kreskę, z której leniwie zaczęła sączyć się krew. Drugie zamachnięcie się zostało zablokowane, gdy Takanori zacisnął mocno palce na nadgarstku blondyna. Spojrzenie srebrzystych tęczówek niemo nakazywało mu puścić przedmiot, jednak ten nie poddawał się i od razu zamachnął się wolną ręką, która w ostatniej chwili także została zatrzymana. Zaparłszy się, zdołał odsunąć ją od twarzy na odległość kilku centymetrów, jednak jasnowłosy nie zamierzał się poddawać. Wyglądał teraz, jak bestia zamknięta w klatce, która próbuje wyciągnąć łapska po zdobycz, która znajdowała się poza zasięgiem. Ta perspektywa byłaby nawet zabawna, gdyby przeciwnik faktycznie znajdował się za metalowymi prętami, a konieczność przytrzymywania go okazałaby się zbędna.
Naucz się wreszcie słuchać tego, co się do ciebie mówi i pilnuj swoich zasranych, kurduplowatych kolegów z durnymi psami.
Mhm ― pierwsza oznaka tego, że nie zamierzał się dostosować. ― Walczysz czy gadasz? ― uniósł brwi pytająco, jednak nie dał mu szansy na odpowiedź. Wsunął nogę pomiędzy jego, by tyłem ciężkiego buta wymierzyć cios prosto w zgięcie jego kolana, przyciągając jego nogę nieco w swoją stronę. Teraz mógł spoglądać z góry na blondyna, który – chcąc nie chcąc –  ugiął nogę pod wpływem uderzenia. Dzięki temu Ryan zdołał unieść wyżej jego ręce, gdy siła, z którą blondyn próbował przebić się przez uścisk, nieco zelżała. Kolejny cios – tym razem kolanem – został wymierzony w brzuch delikwenta, który zakaszlał i opadł na jedno kolano, po czym z wyraźnym trudem zaklął pod nosem. Mimo to zaraz szarpnął się, wyrywając rękę – tę bez noża – z pewnego uścisku. W przypływie adrenaliny ten okazał się być niewystarczający. Czasami na bezmyślny atak trzeba było odpowiadać tym samym, toteż ciemnowłosy nie zastanawiał się długo nad tym, by zamachnąć się wolną już ręką w celu częściowego przemodelowania twarzy przeciwnika. Uderzenie jednak zostało częściowo zamortyzowane, gdy jego ofiara chwyciła za rękaw bluzy.
Nienawidzę tych upartych gnojków.
Spierdalaj.
Z ust mi to wyjąłeś ― wbił paznokcie w jego nadgarstek, chcąc zmusić go do wypuszczenia scyzoryka z ręki. Próba wyszarpania się sprawiła, że gest ten zabolał jeszcze bardziej, o czym poświadczył syk, który wyrwał się z ust jasnowłosego.
Nie chciał jednak dać za wygraną. Aktualnie można było wyczuć już coraz więcej spojrzeń wymierzonych w kierunku drobnego zbiorowiska. A tak zależało mu na tym, by nie być zauważonym. Ktoś w tłumie już zaczął krzyczeć, licząc na to, że uda mu się zwołać policję, która powinna kręcić się w pobliżu.

Ciąg dalszy nastąpi. Amen.

_________________


...
God, I hate people who keep going over pointless shit.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Black Dahlia
Zastępca

avatar

Liczba postów : 157
Dołączył : 29/08/2013

FUNKCJA : Wysoko kwalifikowany admin-socjopata.
Godność : Nicole Davis [zm. Shetani Skoir-Arato].
Wiek : 24 lata
Zawód : Właściciel Elysium Comp., zarządza Asylum.
Partner : Gettin' married to the devil.
Wzrost i waga : 172 cm | 47 kg
Znaki szczególne : Wychudzona; elektryzująco jasne błękitne tęczówki; trzy, podłużne blizny pod lewym okiem; mnogość tatuaży [plecy, kark, wierzch dłoni, bok+biodro]; s o c j o p a t k a. Aktualnie srebrzysto-białe włosy.
Aktualny ubiór : Puf, cinq!

PisanieTemat: Re: Promenada.   Pon Paź 21, 2013 5:21 pm

Festyn trwał w najlepsze, chociaż wieczór powoli przemieniał się w zimną i wilgotną noc. Deszcz nieustannie siąpił, zamazując kontury budynków. Drapacze skryły się w chmurach, a burzliwe nimbusy nadciągały ze wschodu, wieszcząc nieuniknioną nawałnicę, która z pewnością napadnie Rathelon. Na szczęście społeczeństwo nie musiało obawiać się przerw w dostawie prądu - kochany rząd zapewnił im, że nawet w trakcie końca świata do ostatnich chwil będą mogli surfować po internecie i wysyłać zdjęcia na Instagramy z ręki 'Mój ostatni posiłek, kc misiu ;*'. Na tym bazował teraz świat, odkąd zaczął się XXI wiek - komputery, smartfony i sieć były podstawą, do której dostęp miał każdy. Dzieciaki uczyły się z tabletów, e-book zastępował papier, a gra w piłkę była możliwa w FIFE, nie na boisku. Błękitne oczy, wypełnione nieskalanym lodem prześlizgnęły się z twarzy blondyna na tłumy przechadzające się po głównej uliczce. Gwar rzeczywiście był nieznośny, chociaż Nicole w pewien sposób bo ignorowała, wychwytując co niektóre słówka. Nie miała dzisiaj zamiaru udawać per Sherlock'a.
- Nie chowam giwery w kieszeni, nie obawiaj się o swoją śliczną buźkę. - rzuciła nagle, odrywając się od kawalkady za szmacianymi ścianami kawiarni. Upiła łyk kawy, odstawiając niemalże pustą szklankę na stół. Dlaczego ona? Dobre pytanie. Widać oboje mieli takie szczęście, że trafiali na siebie w nieodpowiednich sytuacjach w nieodpowiednim czasie. Mimo to, Noah mógłby przestać tyle narzekać, bo póki czarnowłosa go lubiła, nie musiał się bać, że dostanie wpierdziel, który niechybnie mogłaby komuś spuścić. Za osłoną elegancji i dystyngowanego, skurwysyńskiego chłodu kryła się bestia, którą nauczyła się kontrolować za pomocą brata. Oboje byli do siebie podobni i oboje mieli ten sam problem - wieczne poczucie buntu. Nie zgadzali się z durnymi prawami, acz każde walczyło o wolność w inny sposób. Ona nie mogła ruszyć tą samą ścieżką co Jeff, więc zaczepiła się pazurami tego, co było jej najbliższe. Po latach upokorzeń, zamknięcia i ćpania - odnalazła stabilny ląd. Dzięki wsparciu zastępczej rodziny i własnej upartości nie odpuściła, uzyskując więcej niż kiedykolwiek marzyła. Parła naprzód, zrywając kolejne łańcuchy, chociaż... kto o tym wiedział?
Przecież siedziała tylko za biurkiem lub w laboratorium. Mały kujon, ha.
- Na rozdrażnionego. - zauważyła spokojnie, unosząc nieco łuk brwiowy i obarczając go przenikliwym spojrzeniem. Jak zawsze zgrywający się Natsu. Typowe. - Podaj mi dobre argumenty, a może wysupłam coś z portfela i wspomogę Twoją młodą, prężnie rozwijającą się markę. Wierz mi, czarne koty i przechodzenie pod drabiną jest często uprawianym sportem. Możesz wiele zmienić w świecie, o ile Ci się zachce.
Tu był główny problem, ale kto jak to - Noah nie należał do tych, co brali inicjatywę w ręce i ruszali przed siebie z kopyta. Nicole nie byłaby wielce zdziwiona po tym, co widziała wcześniej, jakby Natsu miał plan na życie ujęty w jednym punkcie: Nie chce mi się, to posiedzę w spokoju. Na swój sposób miało to ręce i nogi, zero angażu, zero problemów.
Groźne spojrzenie skomentowała pokręceniem głową. Jeśli blondyn chce być groźny to wpierw niech nieco zmieni wygląd. Czarnowłosa raczej się go nie wystraszy, nawet gdyby miał w ręce karabin maszynowy.
- To po co się zgadzałeś, jak masz dość takich spacerów? Byłbyś szczęśliwszy u siebie, jak mniemam, skoro tutaj szczerzysz zęby na nieporadnych przechodniów. - Bardzo zły Natsu jest bardzo zły - Argument jak każdy inny. Przynajmniej mam podkładkę pod niego.

_________________



- What a world.
-  You think the world is strange?
- I meant yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Natsume
Obywatel

avatar

Liczba postów : 33
Dołączył : 05/10/2013

Godność : Natsume „Noah” Okamura.
Wiek : Dwadzieścia trzy lata.
Zawód : Robi za kelnera.
Orientacja : Biseksualizm.
Partner : Hold my hands above my head and push my face into the bed. 'Cause I'm a screamer baby, make me a mute.
Wzrost i waga : 178 cm | 64 kilogramy.
Aktualny ubiór : Z Jeffem i z Mio, bo w sumie nie chce mi się szukać innego obrazka, ani opisywać.
Ekwipunek : Komórka, portfel (dużo to tam nie ma), klucze do domu, paczka wiśniowych papierosów, zapalniczka benzynowa.
Multikonta : Take.

PisanieTemat: Re: Promenada.   Sro Paź 23, 2013 9:02 am

O! Nawet został skomplementowany, jednakże w tym wypadku nie wydawał się być poruszony faktem, że ktoś docenił jego urodę. Pewnie dlatego, że te słowa były dla niego zbyt pobłażliwe. Może próba przekonania go do tego, że nic mu nie grozi zakończyła się sukcesem, jednakże miało to swoje logiczne pokrycie. Przykładowo to, że wokół było całe mnóstwo ludzi. Pewnie nie chcieli, żeby zawracano im głowę własnymi problemami, jednakże w kryzysowej sytuacji zapewne nie musiałby się obawiać tego, że nikt nie raczy interweniować. Poza tym wokół kręciło się całe mnóstwo policji (a przynajmniej powinno się kręcić). Co więcej – czarnowłosa i tak z całą pewnością nie podniosłaby na niego ręki, ale to nie powstrzymało go przed jeszcze chwilowym przyglądaniem się jej nieco podejrzliwym wzrokiem, który zelżał dopiero po kilkunastu dłużących się sekundach politycznego milczenia.
Jasne ― mruknął wreszcie, wyraźnie marudnym tonem. W końcu nie miał już argumentów, które przemawiałyby za tym, że jednak miał rację. Chociaż... może i miał. Zawsze potrafił dużo mówić. Problem tkwił w tym, że gdyby teraz otworzył usta, zapewne uraczyłby kobietę najprawdziwszym nonsensem, wymyślając teorie, które w ostateczności zrobiłyby z niej kogoś, kto chciałby przejąć kontrolę nad całym światem, zaś z niego przeszkodę w dążeniu do tego celu, którą należało szybko wyeliminować. Niedorzeczne. A może? W aktualnej chwili mogła usypiać jego czujność tym stoickim spokojem, by koniec końców zapędzić go w swoją pajęczą sieć, pozostawić bez wyjścia i pożreć.
Ja pierdolę. Paranoja.
Pokręcił głową, negując własne myśli. Czasami sam nie wierzył w to, co działo się w jego głowie, jednak szybko potrafił odzyskać względny rezon. Zmierzwił palcami jasną grzywkę, która opadła wcześniej na jego oczy, sprawiając, że na jego głowie pojawił się jeszcze większy nieład, choć – jak to on – nie przejął się tym ani trochę. Zresztą nie uczestniczył w wyborach na mistera festynu, bo takowego nawet nie organizowano.
A skąd. Jestem pieprzoną oazą spokoju ― i nawet udało mu się powiedzieć to tak, że brzmiało to, niczym niezaprzeczalna prawda. Zresztą faktycznie zdążył się już uspokoić. ― Zdaje się, że cała ta akcja była twoim pomysłem, więc nie sądzę, że argumenty są potrzebne. Sama przyznałaś, że to opłacalna dziedzina, a ja mam szansę odnieść w niej sukces, choć chęci rzeczywiście mogą być problemem. Poza tym nie jestem aż takim pechowcem, jak ci się wydaje. Pomyśl sobie, że to spaghetti mogło wylądować na mnie, a wylądowało na tobie. I to ja mogłem skończyć z randomowym przechodniem na kolanach, a jednak to tobie się to przytrafiło. I jestem w stu procentach pewien, że w wielu kwestiach wiodło mi się znacznie lepiej ― rozłożył bezradnie ręce. Czasem naprawdę powinien trzymać język za zębami, a jednak ten często funkcjonował wbrew jego woli.
I – heeej! – to znowu nie było tak, że zupełnie nie potrafił być groźny.
Oczywiście, że byłbym szczęśliwszy u siebie. Tam przynajmniej nikt mnie nie potrąca, a jedynych zaczepek mogę spodziewać się od kota, który nagle zgłodnieje. Zgodziłem się, bo gdybym tego nie zrobił, zapewne siłą zostałbym wywleczony ze swoich czterech ścian. Nie wiesz do czego niektórzy są zdolni ― wypowiedź zakończył zrezygnowanych westchnięciem i pokręcił głową z dezaprobatą. ― Świetnie. Więc oboje jakiś mamy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon
Przybysz

avatar

Liczba postów : 78
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Em... Ten... Jak się nazywam? No... Feliks! Tak, Feliks... Nazwisko? Huh? No... To podchwytliwe pytanie?
Wiek : Wiek? No, wydaje mi się, że mamy XXI wiek... Co nie? A! O to chodzi... No więc... Ten... Koło dwudziestu? Chyba... Nie wiem.
Zawód : Słyszałeś o tym cholernym kieszonkowcu? Ponoć jest ich kilku. Już zajebali mi portfel i łańcuszek dla żony.
Orientacja : Eh? Co? Ja... Co to miłość? - czyli potencjalnie aseksualny, ale cholera go tam wie jak jest naprawdę.
Wzrost i waga : 160/47
Znaki szczególne : Cholernie dziwny, mega trudno jest z nim normalnie porozmawiać lub czegoś się dowiedzieć. Ma heterochromię centralną (brązowo-niebiesko-zielone oczy), bardzo często nosi maskę szopa, która jest super zajebista i wy takiej nie macie!
Aktualny ubiór : Szara koszulka z czarnym napisem "Sludge Factory", czarna bluza, ciemnoszare spodnie, wciśnięte w 25-dziurkowe glany, czarna czapka-skarpeta na głowie.
Ekwipunek : Telefon, portfel, scyzoryk szwajcarski, nóż motylkowy i... krem do rąk.
Obrażenia : Myślenie w toku.

PisanieTemat: Re: Promenada.   Pon Paź 28, 2013 7:30 pm

Tak, można się tego było spodziewać, że prędzej czy później na festynie zjawi się jeden z lisów ulicy tego miasta. Chociaż... Dlaczego właściwie lisów? Feliks nie przepadał za tym określeniem. Z całym szacunkiem dla tych zwierząt, ale... Serio? Lis? No ja rozumiem, że słyną z tego, że są bardzo chytre i kradną kury ze wsi, ale czy Fel wam wyglądał na kogoś, kto miałby się specjalnie fatygować na jakąś farmę, żeby podpieprzyć głupiego kurczaka, za którego później na pewno nie dostałby więcej niż pięć dolarów? Nie, zdecydowanie nie. Dlatego wolał określać się mianem szopa. Żyje z kradzieży, raczej nie interesują go jakieś zwykłe, pospolite rzeczy, tylko coś co ma wartość, coś za co można dużo dostać na czarnym rynku na przykład - różnego rodzaju świecidełka (tudzież biżuterię, zegarki), kluczyki do samochodów i domów jakiś ważnych ludzi lub 'pieniądze do ręki', czyli krótko mówiąc - portfele. No i jak to się często w mediach mówi, co by przestrzegać ludzi - "kieszonkowcy są wszędzie". A guzik prawda. Życzę powodzenia w szukaniu kieszonkowców na jakimś pustkowiu z małą gęstością zaludnienia, w myśl nowej, ustanowionej przeze mnie zasady - "tłum najlepszym przyjacielem kieszonkowca". No... I to tak w ogromnym skrócie jeśli chodzi o powód, dla którego on mógłby się tu przede wszystkim znajdować. Chociaż generalnie to... Mógłby się też zgubić, co nie? Niby tak, ale to byłoby cholernie dziwne. Feliks i zgubienie się? To przecież słowa przeciwstawne! Jak "prawy" i "lewy", "prawda" i "fałsz", "mądry" i "głupi"... Jest tylko jeden wyjątek od tej zasady - gdyby był naćpany. Ale nie widać było żadnych symptomów tego stanu. Brak powiększonych źrenic, szczeniackiego, niekontrolowanego zachowania, dziwnego, nieopanowanego śmiechu czy też objawów halucynacji. Wyglądał po prostu nader zwyczajnie. Normalny człowiek, tylko trochę zmęczony życiem i może pokrzywdzony przez los, nic więcej. W każdym bądź razie, jaki by nie był, nie miał prawa zwracać na siebie większej uwagi. Naciągnął na wściekle czerwone włosy czarną czapkę, zmarznięte, sine ręce schował do kieszeni bluzy i bez żadnego wahania ruszył żwawym krokiem w kierunku zbiorowiska ludzi, nieco skulony. No cholera jasna, jak on nie znosił tego okresu, kiedy było już zimno. Dlaczego? "Bo to jebane, zimne gówno" - tak by powiedział. W rzeczywistości jednak był dość czuły na mróz i to był główny powód dla którego go nie lubił. Mega często sobie coś odmraża, bo nie potrafi ubrać się stosownie do pogody. A w dodatku choruje. Cholerna słaba odporność. Kto to w ogóle wymyslił? Zresztą nie ważne kto, ale trzeba go zabić.
Pociągając nosem podniósł głowę i zobaczył jakieś większe skupisko ludzi. Jego ciekawska natura nie pozwoliła mu przejść obok spokojnie więc postanowił się wkręcić i zobaczyć co się tam dzieje. Może przy okazji uda mu się coś zdobyć? Miał taką nadzieję. Korzystając że swojej szczupłości (pomijając fakt, że szczupłością tego zbytnio nazwać się nie da, bo w końcu na widok jakiego szczupłego człowieka aż chce się podzielić posiłkiem i jeszcze dodatkowo zafundować mu obiad?) i niskiego wzrostu przedarł się tak, by coś widzieć, a wtedy... Tak go oszołomiło to, co ujrzał, że właściwie zapomniał po co tu przyszedł. Wystarczyło, że zobaczył jakiegoś debila wymachującego scyzorykiem jakby był jakiś popieprzony (cytując myśli Fela - "Idiota! Niszczy przeznaczenie pięknego, szwajcarskiego scyzoryka! TAK SIĘ TEGO NIE UŻYWA! Zabić!) jeszcze w dodatku w kierunku jego szefa... Nie no, tego było już za wiele. SZWAJCARSKI SCYZORYK. Czy on zdawał sobie sprawę jakie to było wartościowe? Z pewnością nie. Jeszcze jakby tego było mało Ryan nie wyglądał jakby miał całą tą sytuację pod kontrolą, no i Wright poczuł się jak superbohater, którego misją życiową jest uratowanie... Scyzoryka, oczywiście. Pociągnął czapkę jeszcze bardziej, na uszy, podszedł nieco bliżej i gdy tylko głowa wyżej wspomnianego, miotającego się kolesia, który obecnie na wpół klęczał, znalazła się w zasięgu glana czerwonowłosego - kopnął ją z całej siły, i choć tej nie miał zbyt wiele to jednak mając ciężkie buty równocześnie miał przewagę, gdyż twarda podeszwa uderzająca o głowę może wywołać conajmniej utratę przytomności. Mniejsza jednak z tym, bo na fizyce czy tam medycynie znam się jak wilk na gwiazdach...
Facet upadł na glebę, Felek odebrał mu narzędzie niedoszłej zbrodni z triumfalnym wyrazem twarzy, po czym spojrzał na szefa i zauważył ściekającą mu krew z policzka. No tak... Co teraz?

Grupa: Wolves.
Umiejętności:
x Wyspecjalizowany złodziej.
x Bardzo dobra orientacja w terenie.
x Świetnie posługuje się bronią białą, głównie nożami.
x Parkour.
x Artysta.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Black Dahlia
Zastępca

avatar

Liczba postów : 157
Dołączył : 29/08/2013

FUNKCJA : Wysoko kwalifikowany admin-socjopata.
Godność : Nicole Davis [zm. Shetani Skoir-Arato].
Wiek : 24 lata
Zawód : Właściciel Elysium Comp., zarządza Asylum.
Partner : Gettin' married to the devil.
Wzrost i waga : 172 cm | 47 kg
Znaki szczególne : Wychudzona; elektryzująco jasne błękitne tęczówki; trzy, podłużne blizny pod lewym okiem; mnogość tatuaży [plecy, kark, wierzch dłoni, bok+biodro]; s o c j o p a t k a. Aktualnie srebrzysto-białe włosy.
Aktualny ubiór : Puf, cinq!

PisanieTemat: Re: Promenada.   Sob Lis 02, 2013 11:28 am

Oczywiście, Nicole była zakamuflowaną femme fatale, królową pająków i w ogóle mistrzynią uwodzenia, która potem wysysała z facetów wszystkie soki, jakkolwiek to brzmi. Koniec końców, koleś był martwy, konto bankowe opustoszałe, a ona sama szukała nowej ofiary, nudząc się jak mops i nie pamiętając o byłym kochanku. To takie prawdziwe… Czarnowłosa była ostatnią, która brałaby się a takie gówno. Nie miała na to czasu, który zawsze deptał jej po piętach. Wzięła na swoje barki obowiązki, które goniły ją o każdej porze dnia, ale nie narzekała. Zyskała na tym więcej niż niektórzy ludzie przez całe życie nie mieli w rękach. Firma, która prosperowała, opiekę na zapuszczonym Asylum, wilki i smartfony, które potrafiły więcej, niż inni myśleli. Aktualnie czarny telefon tkwił bezpiecznie w jej kieszeni, chowając się przed resztą świata. Błękitne oczy zmrużyły się, rozbawione zachowaniem Natsu:
- Póki wpada na mnie ktoś z fajnym tyłkiem, przeżyję. To nie ja poobijałam sobie biedne pośladki, bo ktoś tu jest ‘kościsty’. – prychnęła, unosząc brew, po czym pokręciła głową. Czasami blondyn był nie do wytrzymania ze swoimi humorami, ale miało to swój urok. Prawdopodobnie dla większości społeczeństwa młody był wkurwiającym dupkiem, ale nie dla tej socjopatki, która każdy odchył traktowało jako coś ciekawego. Nawet takie marudzenie. - Ale to nie mnie wystawiają znajomi. No ale. Co ja wiem. – zakończyła temat teatralnym westchnięciem.
To dopiero było wkurwiające – mieć tą świadomość, że Shetani wiedziała więcej na podstawie jednego spojrzenia niż reszta ludzi po rozmowie. Natsume już dawno przekonał się o tym, że nawet, jeśli czegoś nie powie to kobieta domyśli się przynajmniej o co mniej więcej mogło chodzić, a jeśli dostrzeże jakiś szczegół, wszystko poukłada się jej w zgrabną całość. Nie ma co, to było gorsze niż przesłuchanie na policji. Nawet nie dało się okłamać, bo i tak wiedziała swoje. Uparta jak osioł i zupełnie nie przystosowana do życia w społeczeństwie. Takich ludzi powinni zamykać, by inni mogli w spokoju żyć.
- Uła, wyciąganie siłą z mieszkania może być karalne. Powiedziałbyś, że to porwanie. Policja w Rathelonie jest skłonna uwierzyć we wszystko, byleby mieć co robić i pochwalić się, jakich to groźnych przestępców łapią. – Już nieważne, że Jeff był jednym ze stróżów prawa. Znała może dwóch, których potrafiła akceptować, nikogo więcej. Ogólnie z przywiązaniem było u niej ciężko – poza trzema dupkami… I Natsu – nie było miejsca na nikogo więcej. Monotematyczna była w tym temacie.
W tym momencie rozbrzmiał dzwonek smsa, a kobieta w oka mgnieniu wyciągnęła telefon, spoglądając na treść, po czym zmarszczyła brwi. Szybkim ruchem wysmarowała odpowiedź na ekranie, a błękit zwrócił się ponownie do blondyna:
- Będziesz nawet miał okazję to zrobić za kilkanaście sekund. – dodała, unosząc spojrzenie nad czubek głowy Noah’a.

_________________



- What a world.
-  You think the world is strange?
- I meant yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jeff
Agent FBI

avatar

Liczba postów : 16
Dołączył : 25/09/2013

Godność : Jeff Rodriquez 'Ocelot' Davis
Wiek : 31
Zawód : Agent FBI
Wzrost i waga : 190 cm | 80 kg
Aktualny ubiór : Festyn [bez plecaka]

PisanieTemat: Re: Promenada.   Sob Lis 02, 2013 12:23 pm

Wysoki mężczyzna schował telefon do kieszeni, spoglądając na szyld kafejki, gdzie siedziała Nicole. Z westchnieniem poprawił kaptur na głowie, chowając niesforne, krucze włosy, lekko wilgotne od deszczu, który siąpił, gdy lazł przez miasto na festyn. W kieszeni bluzy trzymał list zaadresowany do czarnowłosej, a że miał dzień wolnego, wykorzystał go by się przejść, a przy okazji nakopać chudzinie do tyłka, że nie zadzwoniła, tak, jak obiecała kilka dni temu. Cholery można było z nią dostać. Wymijając ludzi, Jeff przeciął główny pasaż na wskroś, wchodząc do jasno oświetlonej kawiarni, szukając spojrzeniem Nicole. Dostrzegł ją dopiero po kilku, długich sekundach. Chowała się w cieniu, jak miała to w zwyczaju, acz co dziwne, nie była sama. Błękitne, jasne oczy mężczyzny padły na czuprynę blondyna, a gdy do nich podszedł, zmierzył go obojętnie od stóp do głowy.
- Straszysz przechodniów czy to spotkanie firmowe? – prychnął pod nosem, kręcąc głową, po czym ściągnął kaptur z głowy, przeczesując ciemne włosy. Dla postronnego obserwatora Nicole i Jeff zdawali się być kropka w kropkę – ciemne włosy, niesamowicie jasne, błękitne oczy, blada cera, wyraźnie zarysowane rysy twarzy. Mało kto w rzeczywistości wiedział, że dziewczyna została adoptowana lata temu, a tylko jakimś zrządzeniem losu okazała się być młodszą kopią agenta FBI. Czarnowłosa już otworzyła usta, by mu odpowiedź, gdy ten machnął ręką:
- Nieważne. Trzymaj, przyszło kilka dni temu. Stawiam, że to jakieś zaproszenie. – mruknął już ciszej, rzucając jej na kolana list. Był dość spory, w eleganckiej kopercie, ładna kaligrafią zaadresowany na jej imię i nazwisko, z tym, że podano tam adres jej rodziców.
- Pewnie kolejna konferencja. Mogłeś to wyrzucić do kosza. – prychnęła, zginając list w połowie i pakując do kieszeni kurtki. Jakoś mało ją interesowało, co i kto ją zapraszał. Jeśli czegoś chciała, sama to brała. Widząc pytające spojrzenie brata, skinęła w kierunku Natsu - Ten wysoki to Jeff, mój brat. Ten niski to Natsume, ten, który rzucił we mnie spaghetti i sprawdzał, czy się przyklei. Poznajcie się. – rzuciła, wstając z wiklinowego krzesła i klepiąc mężczyznę po ramieniu. - Potem się odezwę, dzięki za smsa. Trzymaj się, Natsu, udanego wieczoru. – dodała przekornie, zgrabnie wymijając jego siedzisko i zniknęła w tłumie za winklem. Jeff westchnął ciężko, kręcąc głową. Shetani jak zwykle musiała postawić na swoim i za nic nie chciała go posłuchać w niektórych kwestiach. Wpakował dłonie do kieszeni, zerkając na blondyna:
- Przyznaj się – przetrzymywała Cię siłą czy po prostu jesteś taki cierpliwy? Raczej nie jest typem osoby, która sprawdza się w roli rozmówcy. Chyba, że zaś coś na nią wylałeś. – parsknął, unosząc brew.
Cholera, widać, że rodzeństwo.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Takanori
Przywódca

avatar

Liczba postów : 1103
Dołączył : 27/08/2013

FUNKCJA : Administracyjny Skurwiel.
Godność : Z urodzenia Takanori Nishimura, jednak wszystkie dokumenty wskazują na to, że nazywa się Ryan Cowell.
Wiek : Liczy sobie dwadzieścia lat, choć zapewne niejeden ująłby mu z dwie wiosny.
Zawód : Przede wszystkim despota z licencją na skurwysyństwo. Poza tym włamywacz, złodziej, zabójca, kłamca, a od biedy porobi za młodego barmana i muzyka w klubie.
Orientacja : Skłonność do aseksualizmu ze słabością do niższych od siebie chłopców.
Wzrost i waga : 174 cm | 59 kilogramów.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Srebrne tęczówki oczu. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden.
Aktualny ubiór : Z Gilbertem: Zwykły, biały i nieco przyszeroki podkoszulek; luźna, cienka, jasnoszara, rozpięta bluza z kapturem i z podciągniętymi pod łokcie rękawami; czarna, skórzana kurtka; szare, poprzecierane jeansy, podtrzymywane na biodrach czarnym, ćwiekowanym paskiem; na nogach czarne trampki; na lewym nadgarstku przewiązana biała bandana z czarnymi wzorkami; na szyi zawieszone srebrne nieśmiertelniki.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, nóż sprężynowy, portfel i telefon komórkowy.
Obrażenia : Rozcięty lewy policzek.

PisanieTemat: Re: Promenada.   Nie Lis 03, 2013 4:23 pm

To wcale nie tak, że sytuacja wymknęła mu się spod kontroli. Oczywistym było jednak, że to, iż ktoś klęczał przed drugą osobą wcale nie oznaczało, że zamierzał się jej oświadczyć, zatem ten nieszczęsny widok trudno było potraktować obojętnością, choć brak reakcji ze strony przechodniów zapewne można było przypisać ich głupocie. Jedyne, co potrafili to otwierać szeroko oczy i zasłaniać usta w zdumieniu oraz przerażeniu gwałtowną sytuacją. Z kolei ci, którzy byli już pod wpływem odpowiedniej ilości alkoholu, zatrzymywali się, by wydawać z siebie okrzyki, które miały na celu dopingować którąś ze stron. A przecież, kurwa, to nie był jebany mecz! Właściwie tłumy tylko przeszkadzały, jednak wołanie o policję sprawiło, że uświadomił sonie, jak niewiele czasu zostało. Rzucił zdawkowe spojrzenie Charliemu, który został porwany w wir walki, więc zapewne nie miał okazji zauważyć niemego przekazu, ale powinien zdawać sobie sprawę z tego, że niezależnie od tego, co miało się za moment stać, nie mógł wspominać o tym, że Nishimura w ogóle znalazł się w tym miejscu. Przeniósłszy spojrzenie z powrotem na blondyna, który nadal nie chciał dać za wygraną, już przymierzał się do wymierzenia mu bolesnego ciosu z kolana w brzuch, ale...
Co jest?
... nie zdążył.
Nie spodziewał się jakiejkolwiek nagłej odsieczy. Ba! Nawet się o nią nie prosił. Jednak, gdy jasnowłosy pod wpływem kopniaka wymierzonego w głowę zachwiał się i zaczął tracić równowagę, Takanori nie omieszkał go puścić i odsunąć się o krok, jakby właśnie starał się uniknąć bliższego spotkania z czymś obrzydliwym. Właściwie jego przeciwnik właśnie taki był. A teraz może nie stracił przytomności, ale leżał na ziemi i przycisnął ręce do głowy, przy czym nawet nie zorientował się, że stracił część swojego dobytku, jakim był niby to szwajcarski scyzoryk. I kto by pomyślał, że ktokolwiek mógł przejmować się losem biednego ostrza, lekko zabrudzonego cudzą krwią? Srebrzyste tęczówki powiodły spojrzeniem za ręką, która przed momentem wyrwała chłopakowi narzędzie zbrodni z ręki, a na koniec obrzuciły znajomą twarz pytającym spojrzeniem. Nie spodziewał się trafić tu na jakiegokolwiek członka Wilków. Prawdopodobnie uznał też, że nie powinien interweniować, choć dobrze się stało. Co prawda Ryan nie zamierzał mówić tego na głos, co nie było tajemnicą dla nikogo. Nigdy nie strzępił sobie języka na pochwały.
Feliks... ― nie udało mu się dokończyć, bo dźwięk policyjnego gwizdka, który zaraz miał sprawić, by obserwatorzy rozeszli się sprawiło, że ciemnowłosy zadarł lekko głowę do góry i starał się zarejestrować, ile czasu im jeszcze zostało. Właściwie nie było go wiele, biorąc pod uwagę to, że jasnowłosy za moment mógł odzyskać rezon, toteż Cowell bezapelacyjnie złapał czerwonowłosego za materiał bluzy i pociągnął go za sobą, wybiegając poza zadaszenie promenady. Było tu znacznie ciemniej, buty grzęzły w mokrym piachu, a deszcz znów nieprzyjemnie zaczął ciąć w twarz. Wolną ręką szarooki naciągnął kaptur na głowę, a drugą zdążył już zacisnąć pewniej na przedramieniu złodzieja. Nie dał mu zbyt dużego wyboru, ale młodzieniec powinien zrozumieć, że spotkanie z policją mogło być uciążliwe. Bycie w centrum zainteresowania to nie coś, co działało na rękę Wilkom.
Po przebiegnięciu dość sporego odcinka w półmroku i mało sprzyjających warunkach, Takanori odnalazł utorowane przejście między dwoma filarami, podpierającymi zadaszenie promenady i tym samym znaleźli się w bezpiecznym miejscu, z dala od wcześniejszego zamieszania. Nikt nawet nie pokwapił się o to, żeby ich ścigać. Mimo to szarooki nie zrzucił jeszcze kaptura z głowy, ale za to raczył już puścić Feliksa, upewniwszy się, że zagrożenie minęło.
Mogłeś go zostawić ― rzucił i nie trzeba było być geniuszem, by domyślić się, że chodziło mu o scyzoryk. Wierzchem ręki otarł krew, która ściekała mu z policzka, choć deszcz zdążył już częściowo ją rozmyć.

_________________


...
God, I hate people who keep going over pointless shit.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon
Przybysz

avatar

Liczba postów : 78
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Em... Ten... Jak się nazywam? No... Feliks! Tak, Feliks... Nazwisko? Huh? No... To podchwytliwe pytanie?
Wiek : Wiek? No, wydaje mi się, że mamy XXI wiek... Co nie? A! O to chodzi... No więc... Ten... Koło dwudziestu? Chyba... Nie wiem.
Zawód : Słyszałeś o tym cholernym kieszonkowcu? Ponoć jest ich kilku. Już zajebali mi portfel i łańcuszek dla żony.
Orientacja : Eh? Co? Ja... Co to miłość? - czyli potencjalnie aseksualny, ale cholera go tam wie jak jest naprawdę.
Wzrost i waga : 160/47
Znaki szczególne : Cholernie dziwny, mega trudno jest z nim normalnie porozmawiać lub czegoś się dowiedzieć. Ma heterochromię centralną (brązowo-niebiesko-zielone oczy), bardzo często nosi maskę szopa, która jest super zajebista i wy takiej nie macie!
Aktualny ubiór : Szara koszulka z czarnym napisem "Sludge Factory", czarna bluza, ciemnoszare spodnie, wciśnięte w 25-dziurkowe glany, czarna czapka-skarpeta na głowie.
Ekwipunek : Telefon, portfel, scyzoryk szwajcarski, nóż motylkowy i... krem do rąk.
Obrażenia : Myślenie w toku.

PisanieTemat: Re: Promenada.   Pon Lis 04, 2013 6:28 pm

Cóż, Feliks jednak nie był aż tak bogato obdarzony totalnie logistyczną inteligencją, żeby obmyślić super zajebisty sposób na ucieczkę przed glinami. Nieważne, że to wcale nie było aż takie trudne. Jego plan działania głównie opierał się na czymś takim: „1. Mieć wszystko w dupie i kraść wszystko, co wartościowe w ilości tak, by się zmieściło do kieszeni, 2. Gdy już coś się usłyszy – nadal mieć w dupie i kraść dalej, pakując sobie rzeczy w taki sposób, żeby nie mieć później zbytniej trudności z ucieczką, 3. Jak się już ich zobaczy – spieprzać w super epicki sposób, używając parkoura i innych fajnych technik, ewentualnie schować się gdzieś”. Kreatywnie, czyż nie? I jeszcze to zróżnicowanie w działaniu. Zatem… Czy technika Takanoriego mu odpowiadała, pomimo że nie różniła się aż tak znacząc i w sumie daleko jej było do prawdziwego planu ucieczki? Well, to bardzo podchwytliwe pytanie. Zapewne miał na nią wywalone, biorąc pod uwagę to, że gdyby ich dogonili czy cokolwiek – mógłby wziąć nogi za pas. Takie umiejętności i predyspozycje do uciekania przed wszystkim co niebezpieczne są bardzo przydatne, bo nie potrzeba żadnych miotaczy ognia czy zasłon dymnych, żeby się obronić – wystarczy się zmyć, ale Black miał chyba trochę przesadne zaufanie co do tego sposobu. Przecież czasem zwianie z miejsca zdarzenia może okazać się mniej skuteczne. Oczywiście, może opóźnić i znacznie utrudnić śledztwo, ale nie uniemożliwić. Głupi Castiel, oj głupi. Kiedyś z pewnością przekona się na własnej skórze jak bardzo się mylił. „No, ale nie bądźmy aż tak bardzo do przodu, bo jeszcze się zgubimy” – jak to ma w zwyczaju gadać moja jakże świetna nauczycielka matematyki, którą z tego miejsca serdecznie pozdrawiam, bo dzięki niej w końcu zaczęłam ogarniać geometrię (ale nieważne), wróćmy do bieżących wydarzeń…
Fels niczym posłuszny kundel, czy tam wilk, lis, szop, czy cokolwiek innego, jak kto woli, truchtał tuż za szefem. Nie zwracał uwagi, że mu naciągnie materiał bluzy, że buciki mu się ubrudzą od brudnego piachu i że deszcz rozmyje mu makijaż (którego nie miał, ale dobra), jakby to pewnie zrobiła jakaś dziewczyna (no Drey na przykład. Szlag, znowu mi się zebrało na wspominanie jej). W końcu jednak przystanęli. Było ciemno jak w jakiejś d… dziurze, ale jemu to nie przeszkadzało… Cholera, czy jemu cokolwiek kiedykolwiek coś przeszkadzało, prócz tego felernego scyzoryka? Nie no, spokojnie, na pewno tak. Na przykład, chociażby patrzenie się na niego z góry. Nie znosi tego z całego swojego serca.  Oczywiście też – jak wszystkie  moje postacie – nie byłby obojętny wobec sernika. Ale wtedy to raczej by się ucieszył. No, chyba że sernik byłby z rodzynkami czy jakimś innym paskudztwem, wtedy może nie byłby zbyt zachwycony.
I… O! Wiem co jeszcze na pewno go wkurza! Gdy walona czapka, przez cały czas zsuwa mu się z uszu, odkrywając je, a że jemu zimno, to bez przerwy musi ją poprawiać. Na przykład teraz. Głupie ustrojstwo, jakby nie mogło się grzecznie trzymać, co nie? W każdym razie następną jego czynnością było dokładne wytarcie krótkiego, scyzorykowego noża z krwi Ryana. Raczej nie chciał mieć posoki swojego własnego szefa na swym nowym, chamsko ukradzionym, czy też jak to on woli mówić, przygarniętym, koziku. Źle to by o nim świadczyło. Nie, żeby się przejmował czy coś, ale – uwaga, to będzie szok, uprzejmie prosimy o mentalne przygotowanie się – jednak miał jakieś tam zalążki kultury osobistej i szacunku do osób wyższych rangą od siebie, więc wiedział co to mogłoby oznaczać oraz, że tak nie wypada. A mówiąc już o krwi. Czy nie wypadałoby również udzielić mu jakiejś pomocy medycznej? Nakleić jakiś plaster z pieskami czy coś w tym rodzaju? W końcu mogłoby się tam dostać jakieś zakażenie, a tego nie chcemy. Ale, że Alex (bo tak brzmi jego prawdziwe imię) nie dysponował w tym momencie ani plastrami z pieskami, ani również zwykłymi to zrezygnował z tego pomysłu. A po za tym… Co za dużo, to nie zdrowo. Nie można być przez cały czas takim milusim, prawda?
Mogłeś go zostawić”…
CO?! Że niby jak? Zostawić, cytuję - „piękny, szwajcarski scyzoryk” w łapach jakiegoś tępego idioty, który totalnie nie potrafi się tym posługiwać? Nie no, to można skrytykować tylko jednym słowem:
- Nie – i tak też rzekł czerwonowłosy. Nie mógłby go tam zostawić. Przeczyłoby to z jego zasadami „Tajnej Organizacji Opieki Nad Wszelaką Bronią Białą”, w skrócie TOONWBB. Nie ważne, że nic takiego wcale nie istniało.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Natsume
Obywatel

avatar

Liczba postów : 33
Dołączył : 05/10/2013

Godność : Natsume „Noah” Okamura.
Wiek : Dwadzieścia trzy lata.
Zawód : Robi za kelnera.
Orientacja : Biseksualizm.
Partner : Hold my hands above my head and push my face into the bed. 'Cause I'm a screamer baby, make me a mute.
Wzrost i waga : 178 cm | 64 kilogramy.
Aktualny ubiór : Z Jeffem i z Mio, bo w sumie nie chce mi się szukać innego obrazka, ani opisywać.
Ekwipunek : Komórka, portfel (dużo to tam nie ma), klucze do domu, paczka wiśniowych papierosów, zapalniczka benzynowa.
Multikonta : Take.

PisanieTemat: Re: Promenada.   Wto Lis 05, 2013 4:15 pm

Cała ta rozmowa, tak po prawdzie, do niczego nie prowadziła. Im dalej się w nią brnęli, tym bardziej bezsensowna była. Noah dotarłszy do tego wniosku – no niewiarygodne! – postanowił zamknąć jadaczkę, a ściągnąwszy brwi, uświadomił kobiecie, że nie ma ochoty słuchać w kółko o tym samym. Tak, doskonale wiedział, że się potknął, ale wiedział też, że nie było to coś na tyle złego, by mu to wypominać. Tak samo zdawał sobie sprawę z tego, że skoro już zmuszono go do przyjścia tu, to nie powinno się go zostawiać na pastwę losu rozpychających się tłumów, ale przecież nie miał pięciu lat. Równie dobrze mógł uznać to za dbałość o jego zdrowie, byleby tylko znów nie wylegiwał się w łóżku, ile tylko mógł, tylko też pooddychał – no może tu niekoniecznie całkiem świeżym – powietrzem spoza swojego mieszkania.
W milczeniu rozejrzał się dookoła, zawieszając znużony już wzrok na przechodniach, jakby czekał na dobrą okazję, by się stąd wyrwać. A przynajmniej móc odejść we względnym spokoju. Oczywiście cały czas słuchał czarnowłosej i kiwał głową, jakby się nią zgadzał w tej kwestii, ale oczywiście brakowało kilka detali, które pozwoliłyby na danie do zrozumienia policjantom, że faktycznie mieli do czynienia z porwaniem. Blondyn nawet zaczął wyglądać na kogoś, kto rozmyśla nad wielkim i przede wszystkim wiarygodnym planem.
Musiałabyś tylko przywiązać mnie do krzesła i podstawić jakąś atrapę bomby. Choć pewnie byłabyś w stanie załatwić prawdziwą ― zerknął na nią z ukosa, nieco podejrzliwym spojrzeniem. Coś w jego złotych oczach mówiło jednak, że uważał tę koncepcję za całkowicie niedorzeczną. Poza tym traktowała go tak, jakby faktycznie trudno było mu znieść jakiekolwiek wyciągnięcie z domu. Może się nie myliła, ale nie musiał jej udowadniać, że właśnie tak było i dawać satysfakcję z tego, że przejrzała go na wylot.
„Będziesz nawet miał okazję to zrobić za kilkanaście sekund.”
Huh? ― wyrwało mu się, gdy nie do końca wiedział, o co jej chodziło. Dopiero po chwili, usłyszawszy jakiś obcy głos, przeniósł spojrzenie na nieznajomego mężczyznę, któremu odpłacił się równie niezainteresowanym spojrzeniem, jednak zaraz po tym zerknął na Nicole. Trzeba przyznać, że rzeczywiście byli do siebie podobni. Był w stanie nawet przysiąc, że byli spokrewnieni, a to oznaczało jeszcze większe kłopoty.
„... mój brat.”
Wiedziałem, że coś mi nie gra.
„... ten, który rzucił we mnie spaghetti...”
Nie pozwalaj sobie! ― obruszył się. Jednak było już za późno. Oczywiście nie mogła postawić go w jakimś lepszym świetle przed nieznajomym. Nie, żeby bardzo zależało mu na dobrej opinii, ale nie musiał chyba znosić upokorzenia już na wstępie. Po tym nie raczył nawet spojrzeć na czarnowłosego. Nie odpowiedział także na pożegnanie kobiety. Przesunął tylko ręką po twarzy ze zrezygnowaniem, niemalże pewien tego, że koszmar dzisiejszego dnia dobiegł końca i teraz zostanie sam.
Nadzieje spełzły na niczym, gdy Jeff mimo wszystko do niego zagadnął.
Nie. Miała zaszczyt gościć mnie na swoich kolanach ― rzucił opryskliwie i obrzucił go nieprzychylnym spojrzeniem. Od razu było widać, że nowy znajomy z przymusu nie zrobił na nim dobrego wrażenia. Według Okamury nie miał żadnego prawa do komentowania tego, co się wydarzyło. ― Widać, że wypominanie macie we krwi. Nie masz jeszcze jakichś innych listów do dostarczenia? Może gdzieś tam ― tu machnął niedbale ręką w stronę masy ludzi ― ktoś się już niecierpliwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Takanori
Przywódca

avatar

Liczba postów : 1103
Dołączył : 27/08/2013

FUNKCJA : Administracyjny Skurwiel.
Godność : Z urodzenia Takanori Nishimura, jednak wszystkie dokumenty wskazują na to, że nazywa się Ryan Cowell.
Wiek : Liczy sobie dwadzieścia lat, choć zapewne niejeden ująłby mu z dwie wiosny.
Zawód : Przede wszystkim despota z licencją na skurwysyństwo. Poza tym włamywacz, złodziej, zabójca, kłamca, a od biedy porobi za młodego barmana i muzyka w klubie.
Orientacja : Skłonność do aseksualizmu ze słabością do niższych od siebie chłopców.
Wzrost i waga : 174 cm | 59 kilogramów.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Srebrne tęczówki oczu. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden.
Aktualny ubiór : Z Gilbertem: Zwykły, biały i nieco przyszeroki podkoszulek; luźna, cienka, jasnoszara, rozpięta bluza z kapturem i z podciągniętymi pod łokcie rękawami; czarna, skórzana kurtka; szare, poprzecierane jeansy, podtrzymywane na biodrach czarnym, ćwiekowanym paskiem; na nogach czarne trampki; na lewym nadgarstku przewiązana biała bandana z czarnymi wzorkami; na szyi zawieszone srebrne nieśmiertelniki.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, nóż sprężynowy, portfel i telefon komórkowy.
Obrażenia : Rozcięty lewy policzek.

PisanieTemat: Re: Promenada.   Sro Lis 06, 2013 9:13 am

Nie to, żeby bardzo podobało mu się targanie Feliksa za sobą. Cóż, ten przynajmniej nie stawiał oporu, toteż sprawiło to, że Ryan nie zostawił go gdzieś w tyle, co – jak zresztą wszystkim wiadomo – było jak najbardziej możliwe. To ten typ, który nie znosił sprzeciwu w żadnej formie, a jednocześnie – choć przywódcy wypadało dbać o swoich – w momentach, w których jego podwładni podopieczni robili coś, co nie zgadzało się z jego założeniami, bądź w jakiś sposób mogło zaszkodzić całej reszcie, naprawdę potrafił potraktować ich w nieludzki sposób. To też nie było dla nikogo żadną tajemnicą. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo i przyjemnie, dlatego o wiele prościej było się dostosować, pomimo plucia sobie w brodę à propos tego, jak jakiś szczeniak mógł pomiatać nawet osobami z bogatszym doświadczeniem lub jedynie starszymi od siebie (w końcu niekoniecznie musieli wiedzieć więcej, a w jego mniemaniu zapewne nie wiedzieli). Wydawałoby się, że to wygórowane podejście mogło już dawno zeżreć mu zdrowy rozsądek, ale – chociażby w przeciwieństwie do takiego Alexa – potrafił rozważyć gorszy przebieg wydarzeń, który opierał się na tym, że to, iż zakładać oczywisty sukces, nie oznacza, że go osiągniemy. Lepiej dmuchać na zimne, zanim rozczarowanie uderzy w nas lodowatą falą tsunami i dotkliwie zmiażdży ego, którego rozmiar najwyraźniej nie był adekwatny do tego, jak było w rzeczywistości. Aż chciałoby się powiedzieć: „Smutne, ale prawdziwe”.
Ciemnowłosy bez poruszenia przyglądał się temu, jak mały złodziej zaczął oczyszczać swoją nową zdobycz z jego krwi. Nie był pełen podziwu dla sposobu, w który pozyskał nowy przedmiot i bynajmniej nie chodziło tu o sam zamysł kradzieży, ale o to, że nie był to jakiś wielki popis jego zdolności. Zawsze wydawało mu się, że wymagało to jakiejś dyskrecji, a nie wyrywaniu z cudzych rąk ich dobytku siłą. Jeszcze na oczach tylu ludzi. Aż mimowolnie pokręcił głową z wyrazami dezaprobaty, ażeby tylko podkreślić to, co o tym wszystkim myślał. Szkoda tylko, że biedny czerwonowłosy nie mógł wedrzeć się do jego głowy, a kamienny wyraz twarzy Takanoriego nie mógł przekazać mu za wiele. Normalna sytuacja w jego towarzystwie.
I – naprawdę – to wielkie szczęście, że ten zagorzały fan szopów nie miał przy sobie plastrów, bo jego chęć pomocy mogłaby zostać odebrana w sposób zupełnie odwrotny i potraktowana spotkaniem pierwszego stopnia z pięścią Cowell'a. Wychodził z założenia, że w przypadku takich drobnostek nie potrzebuje pomocnych dłoni. Od jednego zadraśnięcia nożem jeszcze nikt się nie rozpadł. Przynajmniej sam nie przypominał sobie, by kiedykolwiek słyszał o takiej sytuacji.
Odmowa chłopaka została potraktowana uniesieniem brwi, niby to z zdziwieniu, ale przecież Nishimura i tak spodziewał się podobnej odpowiedzi. Niektórym po prostu trudno było sobie darować i nie potrafili walczyć ze swoimi nawykami oraz zachowywać swoich teorii dla siebie. Nie rozumiał jednak wartości scyzoryka, bo wydawał mu się absolutnie zwyczajny i – tak po prawdzie – kilka dolców wyrzuconych na niego nie było jakąś wielką fortuną. Ale co on tam wiedział?
Mhm ― mruknął, a upchnąwszy ręce w kieszenie bluzy, powoli w kierunku tłumu, gdzie deszcz już nie ciął, a oświetlenie właściwie nie pozwalało na ukrycie niczego. Po kilku pokonanych krokach, zerknął za siebie przez ramię, wlepiając spojrzenie w twarz chłopaka. ― Swoją drogą, przyszedłeś tu szukać okazji? Nie będziemy wyciągać cię z gówna, jeśli cię złapią, także nie rzucaj się w oczy ― rzucił i było w tym coś z upomnienia, chociaż sam przed momentem stał się obiektem kłopotów. Niemniej jednak był to nagły przypadek, który nie miał nic wspólnego z jego winą. Nie przypuszczał, że komukolwiek może przeszkadzać to, że będzie spokojnie stał na boku i udawał, że wcale go tam nie ma.

_________________


...
God, I hate people who keep going over pointless shit.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon
Przybysz

avatar

Liczba postów : 78
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Em... Ten... Jak się nazywam? No... Feliks! Tak, Feliks... Nazwisko? Huh? No... To podchwytliwe pytanie?
Wiek : Wiek? No, wydaje mi się, że mamy XXI wiek... Co nie? A! O to chodzi... No więc... Ten... Koło dwudziestu? Chyba... Nie wiem.
Zawód : Słyszałeś o tym cholernym kieszonkowcu? Ponoć jest ich kilku. Już zajebali mi portfel i łańcuszek dla żony.
Orientacja : Eh? Co? Ja... Co to miłość? - czyli potencjalnie aseksualny, ale cholera go tam wie jak jest naprawdę.
Wzrost i waga : 160/47
Znaki szczególne : Cholernie dziwny, mega trudno jest z nim normalnie porozmawiać lub czegoś się dowiedzieć. Ma heterochromię centralną (brązowo-niebiesko-zielone oczy), bardzo często nosi maskę szopa, która jest super zajebista i wy takiej nie macie!
Aktualny ubiór : Szara koszulka z czarnym napisem "Sludge Factory", czarna bluza, ciemnoszare spodnie, wciśnięte w 25-dziurkowe glany, czarna czapka-skarpeta na głowie.
Ekwipunek : Telefon, portfel, scyzoryk szwajcarski, nóż motylkowy i... krem do rąk.
Obrażenia : Myślenie w toku.

PisanieTemat: Re: Promenada.   Czw Lis 07, 2013 11:21 pm

A gdyby go zostawił… To Feliks prawdopodobnie już by tam został. W najlepszym wypadku spieprzył, kiedy już by się zorientował co się dzieje. Wiecie co jest w nim najgorsze? Że bardzo często miewa momenty, w których nie ma pojęcia co się wokół niego dzieje. Cholerny ćpun. Z ręką na sercu można większą część winy przypisać właśnie dragom, a nie jego usposobieniu, jak to on zwykle się tłumaczy. I w sumie, tak na dobrą sprawę, trudno Castiela przypisać do grupy nieposłusznych ludzi, lubiących wszczynać bunt. Owszem, może i sprzeciwia się rządowi, no ale proszę was… Kto o zdrowych zmysłach w tych czasach się nie sprzeciwia? Według niego to jest nie do przyjęcia i amen. No i jak już zdążyłam wspomnieć (chyba… tak szczerze to nie pamiętam o czym tam ględziłam) to był posłuszny z grzeczności do wyższych rangą i równocześnie mając na wszystko wywalone z powyższych powodów, ale właśnie tak sobie przypomniałam, że to w sumie nie są jedyne powody, dla których czerwonowłosy taki właśnie jest, bowiem trzeba wiedzieć, iż należy on do osób… uległych. Nie, nie w tym sensie, co myślicie. Chociaż możliwe, że w tym też, ale tutaj nie o to chodzi. Mam na myśli fakt, iż jest skłonny wykonać praktycznie każdy rozkaz, który wyda mu jego pan. Wiem, to głupie i wygląda jakby był jakimś wiernym psem, ale… On nie jest żadnym psem! Jest szopem i oświadczam to po raz ostatni. Szopy także potrafią być wierne, wbrew pozorom.
Black uniósł głowę i spojrzał na twarz Ryan’a, podświadomie oczekując czegokolwiek na jego twarzy. Jakichkolwiek emocji, mówiących o tym, co mógłby aktualnie czuć lub też myśleć. Cóż, niedoczekanie. Czasami się szczerze zastanawiał… Dlaczego, do cholery, przywódca Wilków jest taki drętwy? Zawsze sobie wyobrażał wszelakiego rodzaju dyrektorów i tym podobnych (prócz ‘dyktatora’ z rządu, rzecz jasna, chodzi o bardziej demokratycznych władców) jako coś w rodzaju zabawnych wujków dobra rada, którzy tylko w ekstremalnych warunkach stają się kąśliwi. A na to mam tylko jeden komentarz… Za dużo kreskówek. Niestety nie żyjemy w żadnym „Naruto”, ani niczym takim. Chociaż jedno trzeba przyznać – Kakashi zawsze był, jest i będzie zajebisty.
Pragnę również nadmienić jedną, bardzo ważną rzecz… Chłopak wcale nie był aż takim beznadziejnym złodziejem, jakby to mogło się wydawać. Pozwolę sobie zwalić ten czyn na chwilowe zaćmienie umysłu autorki równie nierozgarniętej, co jej postać. W dodatku zważywszy na dosyć silne zaburzenia na tle psychicznym (u Feliksa, rzecz jasna) przeplatane z manią na punkcie przedmiotów ostrych, zaliczanych do broni białej, jakiej jeszcze nie widzieliście… Tak, właściwie nie trzeba niczego usprawiedliwiać. Ale się tak prywatnie zastanawiam… Po jaką cholerę ja ładuję tyle dziwactw tym moim postaciom?
W każdym razie złodziej przez cały czas śledził wzrokiem poczynania Nishimury, samemu stojąc nieruchomo. Nie zwracał już większej uwagi na mimikę twarzy, tylko na gesty. Gdy jeszcze chodził do szkoły jego nauczycielka wiedzy o kulturze miała w zwyczaju mówić, że „gesty i nawyki mówią o człowieku więcej niż cokolwiek innego”. Może i nie był zbyt wspaniałym obserwatorem, ale jednak coś tam jeszcze potrafił z zakresu tego cholernego WoK’u, na którego nigdy w życiu nie chciało mu się chodzić.
Słowa szefa jak najbardziej przyswoił do świadomości, a na znak tego skinął głową. W zasadzie doskonale wiedział o tym, że organizacja nie będzie chciała go wyciągać z kicia jeśli coś pójdzie nie tak, ale to nie znaczyło, że nie może nadal robić głupich rzeczy. Po za tym od ochrony miał kogoś zupełnie innego. Niejaką Alice, której jeszcze z nami nie ma, ale pewnie na dniach się pojawi. Temperamentne dziewczę, czasami wkurza kolorowookiego, ale jest jego najlepszą przyjaciółką – ma do tego pełne prawo. Jej głównym zadaniem w życiu jest… ochranianie go w totalnie ekstremalnych sytuacjach. Czasem również współuczestniczy w zbrodniach.
Tak czy inaczej, gdy tylko czarnowłosy zaczął iść – Alex zaraz podążył za nim, nie wiedzieć czemu. Głupi, nader posłuszny i uległy szop. Komuś by się tutaj przydała jakaś tresura.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Takanori
Przywódca

avatar

Liczba postów : 1103
Dołączył : 27/08/2013

FUNKCJA : Administracyjny Skurwiel.
Godność : Z urodzenia Takanori Nishimura, jednak wszystkie dokumenty wskazują na to, że nazywa się Ryan Cowell.
Wiek : Liczy sobie dwadzieścia lat, choć zapewne niejeden ująłby mu z dwie wiosny.
Zawód : Przede wszystkim despota z licencją na skurwysyństwo. Poza tym włamywacz, złodziej, zabójca, kłamca, a od biedy porobi za młodego barmana i muzyka w klubie.
Orientacja : Skłonność do aseksualizmu ze słabością do niższych od siebie chłopców.
Wzrost i waga : 174 cm | 59 kilogramów.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Srebrne tęczówki oczu. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden.
Aktualny ubiór : Z Gilbertem: Zwykły, biały i nieco przyszeroki podkoszulek; luźna, cienka, jasnoszara, rozpięta bluza z kapturem i z podciągniętymi pod łokcie rękawami; czarna, skórzana kurtka; szare, poprzecierane jeansy, podtrzymywane na biodrach czarnym, ćwiekowanym paskiem; na nogach czarne trampki; na lewym nadgarstku przewiązana biała bandana z czarnymi wzorkami; na szyi zawieszone srebrne nieśmiertelniki.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, nóż sprężynowy, portfel i telefon komórkowy.
Obrażenia : Rozcięty lewy policzek.

PisanieTemat: Re: Promenada.   Pią Lis 08, 2013 8:08 pm

Po co wpasowywać się w schematy, gdy można było załatwiać sprawy na swój indywidualny sposób? Do tego Ryan nie przypuszczał, że istniał jakiś konkretny wizerunek, który przypisywano przywódcom, a dostosowywanie się do stereotypów nie leżało w jego naturze. Jeżeli potrafiło zrobić się coś bez konkretnych wskazówek i radziło sobie z tym całkiem dobrze, to tym bardziej odstawianie szopek było bezużyteczne. Nie wyobrażał sobie, by na rzecz milszej współpracy to on musiał robić wszystko, by spodobać się swoim podopiecznym. Właściwie nawet nie sądził, by było to konieczne, skoro na ogół miał do czynienia z ludźmi, którzy zdążyli już poznać ciężką rękę losu. Ostrzejsze lub po prostu chłodniejsze traktowanie raczej nie kwalifikowało się do wielkich nieprzyjemności. Ponadto Wilki nie zaistniały po to, by rozczulać się nad swoją nieciekawą przeszłością w ciasnym kąciku podczas spotkań w gronie osób z równie nieciekawymi doświadczeniami. Pewnie taka kameralność sprawiłaby, że niekoniecznie musieliby być równie uważni, ale jednocześnie bezczynność nie była dobrym rozwiązaniem. Ryzyko skutecznie zabijało nudę i wcale nie wiązało się ono z możliwością zostania spałowanym przez straż miejską za szczeniackie bazgranie po murach. Sprawy już dawno posunęły się znacznie dalej i ten, kto nie był tego świadomy, nie miał wstępu w te szeregi. Tyle wystarczyło, by zrozumieć, że charakteryzacja poszczególnych członków ze względu na ich pozycję była tylko stratą czasu.
Trzeba przyznać, że czerwonowłosy nie należał do rozmownych. Zresztą ciemnowłosy także, ale jednak przeważnie starał się już wyrzucić z siebie jakiś zlepek słów. Uniósł brew, z lekkim zniecierpliwieniem przyglądając się Alexowi, ale najwyraźniej czekanie na coś więcej, niż zwykłe skinienie głowy było bezcelowe. Cowell raczej nie miał zbyt wielu okazji, by spotkać się ze złodziejem twarzą w twarz. Zresztą przeważnie interesowało go tylko to, czym zajmowali się ci, którzy przynależeli do Wolves i jak im to wychodziło. Na bliższy kontakt mogły liczyć jedynie nieliczne jednostki. I naprawdę było ich bardzo mało. Wyglądało na to, że dogadanie się z Feliksem tym bardziej mogło sprawić mu problem. Raczej nie był mistrzem zawierania kontaktów. Przynajmniej nie takich, w których ludzie mieliby o nim dobre zdanie, na którym z kolei nie szczególnie mu zależało. Nie był tu po to, by go lubić i nie musiał być lubiany, dopóki większość mimo wszystko ufała słuszności jego działań.
Odwrócił wzrok od młodzieńca, by skupić się już w pełni na tym, co miał przed sobą. Raczej nie spodziewał się tego, że czerwonowłosy podąży za nim. Zresztą nie miał już ku temu większego powodu. Chyba, że sam niekoniecznie wiedział po co tu przyszedł. W gruncie rzeczy dookoła niewiele się działo – to jest, dla kogoś, dla kogo taniec i chlanie do upadłego nie było żadną rozrywką, ponieważ roześmiane twarze co najmniej dziewięćdziesięciu pięciu procent społeczeństwa, które dało się ponieść zabawie, mówiło co innego. Coś jednak podkusiło Takanoriego do krótkiego zerknięcia za siebie, choć narzucony kaptur na głowę kaptur nieco przysłaniał mu pole widzenia, ale gdy ponownie zahaczył spojrzeniem o znajomą twarz, odchrząknął znacząco.
Wiesz, jestem pewien, że w tym tłumie już nie zaczną nas ścigać, więc możesz zająć się sobą ― rzucił, jakby nie dotarło do niego to, że wcale nie musiał chodzić krok w krok za swoim „panem”, choć polecenie „Noga!” zostało wyraźnie opanowane. ― Chyba, że wizja okradania zapijaczonych imprezowiczów przestała ci się podobać albo masz jakąś sprawę ― wzruszył lekceważąco barkami, by zaraz po tym dość błyskawicznie odsunąć się na bok, byleby tylko uniknąć bliskiego spotkania z facetem, który na jakiś czas stracił możliwość poruszania się po linii prostej i niekoniecznie zwracał uwagę na innych. Usta Nishimury na krótką chwilę ściągnęły się w wąską linię, w wyrazie dezaprobaty wobec ludzi, którzy nie znali umiaru. Z drugiej strony ich ucieczka w upojenie, często ułatwiała pracę w tak zatłoczonych miejscach. Szczególnie, gdy już ich film się urywał. ― Uciążliwe ― wymruczał pod nosem. ― To jak? ― spytał, szybko wracając do poprzedniego tematu.

_________________


...
God, I hate people who keep going over pointless shit.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon
Przybysz

avatar

Liczba postów : 78
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Em... Ten... Jak się nazywam? No... Feliks! Tak, Feliks... Nazwisko? Huh? No... To podchwytliwe pytanie?
Wiek : Wiek? No, wydaje mi się, że mamy XXI wiek... Co nie? A! O to chodzi... No więc... Ten... Koło dwudziestu? Chyba... Nie wiem.
Zawód : Słyszałeś o tym cholernym kieszonkowcu? Ponoć jest ich kilku. Już zajebali mi portfel i łańcuszek dla żony.
Orientacja : Eh? Co? Ja... Co to miłość? - czyli potencjalnie aseksualny, ale cholera go tam wie jak jest naprawdę.
Wzrost i waga : 160/47
Znaki szczególne : Cholernie dziwny, mega trudno jest z nim normalnie porozmawiać lub czegoś się dowiedzieć. Ma heterochromię centralną (brązowo-niebiesko-zielone oczy), bardzo często nosi maskę szopa, która jest super zajebista i wy takiej nie macie!
Aktualny ubiór : Szara koszulka z czarnym napisem "Sludge Factory", czarna bluza, ciemnoszare spodnie, wciśnięte w 25-dziurkowe glany, czarna czapka-skarpeta na głowie.
Ekwipunek : Telefon, portfel, scyzoryk szwajcarski, nóż motylkowy i... krem do rąk.
Obrażenia : Myślenie w toku.

PisanieTemat: Re: Promenada.   Wto Lis 12, 2013 7:38 pm

Westchnął. Przecież doskonale wiedział, że mógł się już bezpiecznie oddalić w swoje strony, ale pewna rzecz mu w tym przeszkadzała. No i właśnie… Powinnam poruszyć jedną cholernie, ale to cholernie ważną kwestię – „dlaczego właściwie za nim szedł?” I powiem, że… To jest bardzo dobre pytanie, ale niestety po raz kolejny bez jakiejś konkretnej odpowiedzi, gdyż właściwie potencjalnych powodów może być kilka. Jednym z nich może być, na przykład, to że nie miał co ze sobą zrobić. Jest to całkiem prawdopodobne, ale w końcu przyszedł tu głównie po to, żeby coś zdobyć, więc jeśli mu się nudziło – przecież mógł udać się, by robić to, po co tu przybył, więc nie tędy droga. Drugim powodem mogło być to, że… faktycznie czegoś chciał, a jak to ładnie ujął Takanori – miał jakąś sprawę. Ale czego by mógł chcieć taki niczego nie warty Feliks od swojego przywódcy? Szluga? Przecież tytoniu nie pali. Skręta? W miejscu publicznym? Na pewno nie. Pieniędzy? Przecież tak nie wypada! Po za tym mógł ukraść albo nie wydawać wszystkiego na substancje psychoaktywne. Zatem… No właśnie, czego chciał?
- No bo… - zająknął się, zastanawiając się co mógłby dalej powiedzieć. – Jesteś ranny… – stwierdził błyskotliwie, wykrzywiając twarz w jakimś niezidentyfikowanym grymasie. – …i nie powinienem cię od tak zostawiać. Chyba. – dodał. Serio? Serio, kurwa? Nie no, fuckin’ genius. Nie przyjmował do siebie wiadomości, że przecież Takanori to duży chłopiec i sobie poradzi. Po za tym to nie jest jakieś postrzelenie czy cokolwiek tylko najzwyklejsza w świecie rana na policzku. Sam Feliks ma i/lub miał chyba z pięćdziesiąt milionów tysięcy blizn po takich ranach. I co? Czy kiedykolwiek się tym przejął? Nie. Debilne!
Zamienił się ciałami z Alice, czy jak? Coś musiało się stać, że nagle stał się taki jakiś opiekuńczy czy nie wiadomo co. I nie zwalajmy tego na to, że autorka jest wyczerpana z weny i za cholerę nie mogła wymyślić jakiegoś logicznego powodu, dla którego Alex mógł iść za swoim szefem. W końcu na pewno, gdzieś między wierszami, czai się jakiś powód, dla którego palnęła akurat jakieś takie coś.
No i faktycznie, jest! Nawet nie aż tak między wierszami… Bo trzeba wiedzieć, że pomimo całego zła, aury jakiegoś nadętego psychola, w dodatku ćpuna, który nic tylko okrada ludzi i żydzi od swojej najlepszej przyjaciółki jedzenie (a już w szczególności na gastro. Wówczas to nawet potrafi się włamać do domu i wyżreć jej całą lodówkę) to gdzieś tam, głęboko w środku czai się całkiem miły i posłuszny szop człowiek, który objawia się niezwykle rzadko, głównie w jakichś dzikich przejawach dobroci i samarytańskiej pomocy. Kto jednak powiedział, że nie jest to uciążliwe? Jeśli ktoś nie chce przyjąć pomocy, albo Alex jest zbyt tchórzliwy, żeby powiedzieć wprost, że dana osoba potrzebuje pomocy (jedynie według Blacka, rzecz jasna) to potrafi łazić za daną osobą nawet i cały dzień, jak jakiś stalker, dopóki mu nie uświadomisz, że nie potrzebujesz żadnej, cholernej pomocy!

// Kurewsko krótki post pisany z „Czarną Mszą” w tle. Za wszelakie debilstwa przepraszamy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: Re: Promenada.   Czw Lis 14, 2013 5:25 am

Piewien urodziwy i dość młody panicz właśnie miał się wybrać na wycieczkę swoim popieprzonym cabrio i poszpanować zarówno wśród plebejskich mężczyzn, jak i mniej lub bardziej zamożnych dam, mających po ujrzeniu jego anielskiej twarzy zemdleć na ten widok, a po przebudzeniu wzdychać tylko do niego. Poruszał się dość powoli, gdyż ulica o tej porze nie była specjalnie przeciążona ogromną ilością aut, a i te nieliczne pojazdy, czy może raczej ich kierowcy wiedzieli, iż osoba za kierownicą tamtego samochodu to nie ktoś, kogo można zwyczajnie otrąbić i wyprzedzić. Jego tempo nie przeszkadzało jednak rowerzyście, jadącego kilkanaście metrów przed nim. Nawet on jechał nieco szybciej, niż młodociana gwiazdka, jednocześnie uważając na głupie panienki, które - prędzej, czy później - miały skupić swój wzrok na mordzie tego Bieber'a made in Rathelon.
Do takich dziewcząt jednak nie należała pewna drobna, kolorowowłosa panna, co krok wystukująca podeszwą buciora rytm, mający wtórować temu, który słyszała w słuchawkach. Właśnie podeszła do krawężnika i spojrzała na drugą stronę jezdni, następnie na obydwie swoje boczne strony. Nic nie zauważyła, więc spokojnie zaczęła skakać przez białe pasy na zebrze, dopóki... nie przypierdolił w nią rower.
Noga wygięła się w dziwaczny sposób, na bok, jednak Amasakawa nie pozwoliła na to, by udało jej się stracić w ten sposób równowagę i upaść na ziemię. Miast tego, chwyciła za kierownicę roweru, następnie puszczając go i, zapewniwszy chłopaka na siodełku, że nic jej nie jest, przepuściła go dalej. Stała w miejscu dosłownie sekundę, odwracając się za młodzianem, który postanowił jechać wolniej, ale coś nie pozwoliło jej spytać się w myślach, czy aby na pewno dobrze jest dla niego jechać środkiem pasa. Były to nagle opadające na coś twardego pośladki, przy czym maska samochodu, na którym siedziała, zdawała się poruszać dalej w przód. I to wolniej, niż dzieci z przedszkola na wycieczce po mieście. Nim jeszcze paniczyk zdołał zatrąbić, dziewczyna opuściła swój "fotel", odwróciła się do niego przodem i natychmiast spostrzegła, kim jest ów pseudo-pirat drogowy.
Glan w jednej sekundzie wylądował na reflektorze, następnie z hukiem obijając się o ziemię, kiedy Misao wyruszyła w bieg, śmiejąc się uroczo z pedalskich pisków gwiazdki.
Jednak nie miała w zamiarach żadnej wycieczki krajoznawczej po maskach kabriolecików i pasach dla pieszych. Biegła dalej i dalej, nie chcąc przegapić niczego szczególnego, co mogło ją czekać tam, gdzie nie wylali betonu, asfaltu, ani nawet nie poukładali nigdzie chodniczków z kostki brukowej, z której biedne dzieci miałyby niewolniczo zbierać liście (...dopiero po kilku minutach zczaiłam, czemu to napisałam). Chodziło tu bardziej o złoty piasek, który w momencie jej przybycia okazał się być już błotem i piękną roślinność tuż za tym paskudnym bagnem. Krople wody rozbryzgiwały się za nią co rusz dopóty, dopóki nie stanęła krzywo. Wtedy też drobne ciałko poleciało w przód, silnie uderzając twarzą o jedną ze stojących niedaleko ławek.
- Iteee... - jęknęła cichutko, zaraz natychmiast podnosząc się i rozglądając wokół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Black Dahlia
Zastępca

avatar

Liczba postów : 157
Dołączył : 29/08/2013

FUNKCJA : Wysoko kwalifikowany admin-socjopata.
Godność : Nicole Davis [zm. Shetani Skoir-Arato].
Wiek : 24 lata
Zawód : Właściciel Elysium Comp., zarządza Asylum.
Partner : Gettin' married to the devil.
Wzrost i waga : 172 cm | 47 kg
Znaki szczególne : Wychudzona; elektryzująco jasne błękitne tęczówki; trzy, podłużne blizny pod lewym okiem; mnogość tatuaży [plecy, kark, wierzch dłoni, bok+biodro]; s o c j o p a t k a. Aktualnie srebrzysto-białe włosy.
Aktualny ubiór : Puf, cinq!

PisanieTemat: Re: Promenada.   Czw Lis 14, 2013 12:01 pm

Całe to zamieszanie widziane było przez pewne błękitne oczy, które obserwowały zajście z wybitną obojętnością, nie kwapiąc się nawet, by pomóc któreś ze stron. Nie znała gwiazdek nowoczesnego świata, nie skupiała na nich swojej uwagi, uważając je za puste i niewarte nawet odrobiny zainteresowania. Każda z nich kiedyś przeminie, a chyba nie na tym polegała jej praca. Informacje wypływały z innych źródeł, nie ze zblazowanych dzieciaków, które nie wyrosły jeszcze z pieluszek, a co dopiero mogły się zabierać za poważną pracę w show biznesie, który niszczył je krótkim kopem z buta. Dźwięk tłuczonego szkła sprawił, że Nicole zmarszczyła nieco brwi, obserwującą spieprzającą dziewczynkę, którą znała aż za dobrze. Ruszyła za nią powoli, nie mając zamiaru się spieszyć. Mio nie uciekłaby białowłosej, nawet, gdyby straszliwie chciała. Shetani miała dziwny talent do odszukiwania co niektórych osób, a znając tamtą małą, prawdopodobnie gdzieś się wypieprzy po drodze, wpadnie na wściekłego psa albo spotka się twarzą w twarz z autobusem, jeśli nadal będzie tak nieuważna. Ominęła pieniącego się szczyla, nie zaszczycając go spojrzeniem i wyciągnęła z kieszeni telefon, szybko wklepując krótką komendę. Niedługo później miała wgląd w to, czego potrzebowała i nieśpiesznie przeszła ukosem w kierunku Mio, która zabiegła spory kawałek dalej. Musiała też oczywiście wybrać miejsce, gdzie nie ma asfaltu, przez co Nicole miała ochotę ukręcić młodej łeb, ale... cóż. Nie zrobiłaby tego z kilku względów, chociaż mogłoby być ciężko powstrzymywać niektóre zapędy. Wreszcie ujrzała kolorowy czerep na horyzoncie, chociaż w tak słabym świetle był to nie lada wyczyn. Noc już dawno zaczęła rządzić Rathelonem i białowłosa nie mogła ukryć swojej radości tym faktem. Jak ognia unikała słońca, nie mając zamiaru się z nim bratać. Dzień nie był porą dla niej...
Zatrzymała się kilka metrów od Mio, nieco pozostając w cieniu, a widząc, jak pociera buźkę, odhaczyła podpunkt na jej wcześniejszej liście.
- Kiedyś się zabijesz takim sposobem... - wychrypiał głos z ciemności, gdy młoda kobieta wyłączyła ekran telefonu i schowała go do kieszeni. Wyglądała nieco upiornie w półmroku, biorąc pod uwagę jej aparycję i to, jak się zachowywała, ale młoda zapewne znała ten głos i sylwetkę na tyle, że szybko odzyska rezon. Błękitne oczy rozejrzały się znudzone po okolicy. Miała wracać do domu, wylądowała gdzieś zupełnie indziej. Jeff znów ją zje za to, że szwenda się jakby miała wszy.
- Poza tym, módl się, by ten tępak nie kazał sprawdzać kamer z przejścia, kto rozpieprzył mu reflektor glanem. Możesz się nie wypłacić. - Brutalna prawda, część druga. Mio jak zwykle musiała narobić sobie kłopotów, jak gdyby nie zdawała sobie sprawy, jak wygląda teraz system monitoringu w mieście. Nicole miała czasem ochotę posadzić ją w ławce, dać jej elementarze i nauczyć kilku podstawowych rzeczy. Na szczęście szybko jej przechodziło...

_________________



- What a world.
-  You think the world is strange?
- I meant yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jeff
Agent FBI

avatar

Liczba postów : 16
Dołączył : 25/09/2013

Godność : Jeff Rodriquez 'Ocelot' Davis
Wiek : 31
Zawód : Agent FBI
Wzrost i waga : 190 cm | 80 kg
Aktualny ubiór : Festyn [bez plecaka]

PisanieTemat: Re: Promenada.   Czw Lis 14, 2013 7:06 pm

Akurat sam fakt, że spaghetti wylądowało na jego siostrze był plusem dla Natsu, bo Jeff'a szczerze rozbawiła ta sytuacja. Szczególnie, gdy przypominał sobie ubrudzoną siostrę z mordem w oczach, chociaż ze wszystkich sił chciała zachowywać się obojętnie i wstrzymywała nerwy na wodzy. Jak tak oceniał blondyna to nie dziwił się, że Nicole odpuściła. Widocznie musiało zawsze wyjść na niego, co pewnie nie raz przyczyniło mu problemów. Czarnowłosa (słodka nieświadomość brata o małej zmianie siostry ciągle trwa) nie miała mu już tego za złe i pewnie przeszło jej zupełnie, a sam incydent stał się dobrym punktem, by dziewczyna znalazła sobie jakiegoś znajomego. Kogokolwiek, poza dupkiem z Wilków i dupkiem z FBI. Ta to miała talent - dupek brat i cała reszta. Ciągnie swój do swego.
- Na kolanach? Nie pokaleczyłeś się? - Troska poziom ekspert. Widział przecież, że Nicole wstała o własnych siłach i przepłynęła niemalże po posadzce, wymijając innych ludzi z gracją, w dodatku na tych swoich pieprzniętych butach. Wątpił, by pozwoliła sobie zrobić krzywdę. A Noah nie wyglądał na ciężkiego, więc jedyną ofiarą mógł być on. I to ofiarą fizyczną, a nie losu... - W razie czego nie przychodź do mnie po odszkodowanie, ja nic nie wiem.
Jeśli Nicole była irytująca, to Jeff był ukrytym mistrzem ninja. Wydawał się spokojnym, opanowanym i porządnym młodym mężczyzną, który miał dobrą pracę i przyczyniał się państwu, jednak to tylko pozory. Jeśli nadepnęło się mu na odcisk, budziła się w nim bestia, która niemalże potrafiła pożreć żywcem, jeśli była rozwścieczona do granic możliwości. No ale cóż... Jaki pan taki kram. Czarnowłosy zaczesał lekko wilgotne włosy w tył, zrzucając kaptur z głowy i rozglądając się po ludziach.
- Niezbyt. Nie zrobiłem patentu listonosza i pomagam tylko jednej sierocie, która nigdy nie ma czasu. Wiesz, baby... - burknął Jeff pod nosem, kręcąc głową. Wątpił, by Natsu podzielał jego opinie, ale w sumie... I tak nie miał nic innego do roboty. - Nie chciałbyś się stąd wynieść? Ilość ludzi na metr kwadratowy jest przytłaczająca. Nie wiem co was podkusiło, by tu przyjść. - Niby taki otwarty, a jednak spieprzał od barachło w koło. Hałas był nieco naprzykrzający i mężczyzna z wielką chęcią miał ochotę się od tego uwolnić. Nie było to na jego nerwy. Szczególnie, że miał wolne i możliwość oderwania się od bandy paplających obywateli byłaby dla niego miłą odmianą.
- Znam całkiem niezłą knajpę nieopodal, a na pewno będzie mniej ludzi. Ludzie, którzy wytrzymują z Nicole są warci uwagi. - Jeff zerknął z góry na blondyna, czekając na jego odpowiedź.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: Re: Promenada.   Czw Lis 14, 2013 8:13 pm

No wiadomo, że bolało. Zawsze boli. Dłoń spoczywająca na czole i ocierająca się o nie wcale nie uśmierzała uciążliwego cierpienia, a wręcz tylko je pogłębiała. Powoli rósł jej guz, który przybierał paskudną, sinopodobną barwę, a wraz z każdym dotykiem ból stawał się coraz gorszy. Dłoń więc opuściła jej twarz, kiedy do uszu dotarł pewien dźwięk.
"Kiedyś się zabijesz (...)".
Brzmiało to aż nazbyt znajomo, jednakże ten głos na pewno nie był zaledwie wytworem jej wyobraźni, ani nawet durnym komentarzem ze strony pewnej pani, która dość niedawno już sporo namieszała i narobiła aż nazbyt dużo minusów, doliczonych następnie do konta Amasakawy. Osoba, z jakiej ust padły te słowa, była jak najbardziej prawdziwa, żywa, a co więcej - miała swoje własne, materialne ciało. Błękitna grzywka została odgarnięta na lewy bok, by zasłonić powoli rosnący na czółku guzek, przy okazji ograniczając do połowy widoczność dziewczęcia. Źrenica liliowej tęczówki jednak uniosła się w kierunku Nicole, nim pozostałą część bladej buźki rozjaśnił przyjazny uśmiech, najwyraźniej mający zastąpić powitanie.
- Może nie~. - Odparła tylko, nim wyprostowała się już do reszty, a następnie pozwoliła zaskrzypieć skórzanej warstwie przy stawianiu pierwszego kroku. Za nim dało się usłyszeć drugi i trzeci, a po nich kolejne, prowadzące powolutku i drobnymi etapami do młodej kobiety.
- Myślę, że nie musieliby niczego sprawdzać, żeby mnie znaleźć... - zamyśliła się na sekundkę, lecz zaraz kontynuowała swoją, niby to światłą, wypowiedź - ...ale myślę, że i tak nie będą nawet szukać. Pewnie ma z piętnaście podobnych samochodów, a ten był najgorszy i miał iść na złom, bo kończyło się w nim już paliwo. No to oszczędziłam im czasu~.
I przy okazji zmarnowała więcej ich pieniędzy. Ale przecież był durną gwiazdką. Im więcej kasy w błoto, tym lepiej. Chłopak pewnie jeszcze będzie jej wdzięczny za to, co zrobiła. Na razie jednak nie miała ochoty się nim kłopotać, za to z niezwykłą uwagą przypatrywała się kobiecie nazywanej przez nią mentorką. Na zblazowany wzrok błękitnych oczu, który pewnie był kolejnym niezadowolonym z czegoś pstrokatego, co wpadło tuż przed jego zasięg. Ile to już osób zirytowała dziś jej obecność? Pewnie wszystkich przechodniów.
Właściwie, to ona pierwsza się do niej odezwała, więc może jeszcze... nie, nie było nadziei.
- To... um... Pani Prawie-Szefowo? - Ponownie uniosła kąciki ust, łagodnie spoglądając wprost w znudzone oczy Shetani. Być może pozwoliła sobie na zbyt wiele, ale sama nie zauważyła, kiedy pochwyciła w szczuplutkie palce dłonie Wilczycy, a jej tęczówki rozbłysły w zachwycie. - Jakiego koloru jest Pani dzisiejsza bielizna~? *^*
Być może nie było to zbyt inteligentne pytanie, nawet nie patrząc na samą jego treść i to, jakie informacje Ren chciała wyciągnąć od srebrnowłosej. Odległość między nimi była zbyt niewielka, by dziewczynka zdołała umknąć przed ewentualnym pacnięciem przez łeb.
Ale co jej tam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Takanori
Przywódca

avatar

Liczba postów : 1103
Dołączył : 27/08/2013

FUNKCJA : Administracyjny Skurwiel.
Godność : Z urodzenia Takanori Nishimura, jednak wszystkie dokumenty wskazują na to, że nazywa się Ryan Cowell.
Wiek : Liczy sobie dwadzieścia lat, choć zapewne niejeden ująłby mu z dwie wiosny.
Zawód : Przede wszystkim despota z licencją na skurwysyństwo. Poza tym włamywacz, złodziej, zabójca, kłamca, a od biedy porobi za młodego barmana i muzyka w klubie.
Orientacja : Skłonność do aseksualizmu ze słabością do niższych od siebie chłopców.
Wzrost i waga : 174 cm | 59 kilogramów.
Znaki szczególne : Spaczenie emocjonalne. Srebrne tęczówki oczu. Znaki w kanie wytatuowane wzdłuż linii kręgosłupa; duża blizna przecinająca klatkę piersiową. Kilka kolczyków w prawym uchu, a w lewym jeden.
Aktualny ubiór : Z Gilbertem: Zwykły, biały i nieco przyszeroki podkoszulek; luźna, cienka, jasnoszara, rozpięta bluza z kapturem i z podciągniętymi pod łokcie rękawami; czarna, skórzana kurtka; szare, poprzecierane jeansy, podtrzymywane na biodrach czarnym, ćwiekowanym paskiem; na nogach czarne trampki; na lewym nadgarstku przewiązana biała bandana z czarnymi wzorkami; na szyi zawieszone srebrne nieśmiertelniki.
Ekwipunek : Zapalniczka benzynowa, paczka czekoladowych papierosów, nóż sprężynowy, portfel i telefon komórkowy.
Obrażenia : Rozcięty lewy policzek.

PisanieTemat: Re: Promenada.   Czw Lis 14, 2013 8:52 pm

Zająknięcie sprawiło, że w pierwszej chwili ciemnowłosy nabrał ochoty na zignorowanie chłopaka (choć z pewnej perspektywy było to całkiem urocze). Wychodził z założenia, że załatwianie jakichkolwiek spraw wymagało stanowczości, bez której druga osoba zyskiwała nad nami przewagę. Zerknął z ukosa gdzieś w bok, by przebiec spojrzeniem po tłumie. Po raz kolejny skupiał się na tym, czy w pobliżu nie było znajomych twarzy. Zaraz znów spojrzał za siebie, jednakże tym razem przeszywający wzrok szarych oczu nie padł na czerwonowłosego, a raczej przesunął się ponad jego głową. Z ulgą można było przyznać, że tamci mogli zapomnieć o tym, iż w konflikcie uczestniczyła jeszcze dwójka albo mały detektyw spełnił poprawnie swoje zadanie i opowiedział jak było zgodnie z prawdą, choć właściwie nie miał ku temu większych powodów, skoro tak bardzo zależało mu na uprzykrzeniu życia Ryanowi, a nawet taka drobna zamieszka była ku temu dobrą okazją.
„Jesteś ranny...”
Takanori aż zatrzymał się i wreszcie poświecił niższemu od siebie chłopakowi odrobinę uwagi, choć jego mina nie wyrażała pochwały dla stwierdzania tak oczywistych faktów. Naprawdę chodziło tylko o to? Szarooki uniósł rękę i przesunął opuszkami palców wzdłuż rany na policzku. Wciąż krwawiła, ale nadal było to tylko niegroźne skaleczenie, nie wymagające jakieś specjalistycznej opieki medycznej. Zresztą nie wierzył, by złodziej był w stanie cokolwiek zdziałać i jakkolwiek mu pomóc. Najgorsze w tym wszystkim było to, że wyglądał na takiego, co nie żartował, choć pewnie doskonale zdawał sobie sprawę, że od małej ranki jego przywódca nagle nie padnie na ziemię i nie skona mu pod nogami. Jakim byłby liderem, gdyby tak się stało? No właśnie. Może intencje Feliksa były dobre, jednakże w pewnym stopniu umniejszały teraz możliwości Cowell'a, a to nieszczególnie mu się podobało. Poza tym mówiono tu o kimś, kto nawet mając złamaną rękę, opierałby się przed przyjęciem pomocy.
Nic mi nie będzie ― zapewnił. W jego głosie pobrzmiewała nuta goryczy, która sprawiła, że brzmiał on ostrzej, niż powinien. Przecież nie chciał źle. W dodatku mógł mieć wątpliwości co do czystości wykorzystanego narzędzia zbrodni. Zakażenia to dość częste przypadki lekceważenia ran. ― Nie powinno zdziwić cię to, że całkiem dobrze znam się na przyklejaniu plastrów. Wiem też do czego służy woda utleniona. Nie musisz się martwić ― ostatnie słowa opuściły jego usta z niewielką dozą zniesmaczenia. Musiał wziąć głębszy oddech, by wreszcie zejść z troskliwości Alex'a. Ale chłopak chyba nie spodziewał się innej odpowiedzi? Nishimura sam w sobie był niczym jedno, wielkie, chodzące „NIE”, aczkolwiek zdarzały się niewielkie odstępstwa od tej pokrętnej reguły.
Zmierzwił niedbale palcami wilgotną grzywkę, która aktualnie przeszkadzała. Przez moment milczał, przyglądając się młodzieńcowi, jakby tylko czekał na to, aż spieprzy mu z oczu i wróci do szarżowania, a przynajmniej takie właśnie można było odnieść wrażenie. Ten typ milczenia nie należał do przyjemnych, choć rysy twarzy srebrnookiego zdążyły już zelżeć i przybrać formę znużenia, które okazało się znacznie mniej przytłaczające.
Zostajesz czy idziesz na kawę? ― pytanie było paradoksalne do wcześniejszych słów, niemniej jednak Take nie zamierzał czekać na odpowiedź, nie zamierzał też ciągnąć Black'a za sobą, po prostu przedzierając się przez tłum, zboczył nieco z wcześniej obranej trasy, by mieć łatwiejszy dostęp do kawiarni, która znajdowała się kilkadziesiąt metrów dalej, połączonej z promenadą. Jeszcze niespieszno było mu do domu, a był pewien, że tam nikt nie będzie go szukał.

_________________


...
God, I hate people who keep going over pointless shit.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Natsume
Obywatel

avatar

Liczba postów : 33
Dołączył : 05/10/2013

Godność : Natsume „Noah” Okamura.
Wiek : Dwadzieścia trzy lata.
Zawód : Robi za kelnera.
Orientacja : Biseksualizm.
Partner : Hold my hands above my head and push my face into the bed. 'Cause I'm a screamer baby, make me a mute.
Wzrost i waga : 178 cm | 64 kilogramy.
Aktualny ubiór : Z Jeffem i z Mio, bo w sumie nie chce mi się szukać innego obrazka, ani opisywać.
Ekwipunek : Komórka, portfel (dużo to tam nie ma), klucze do domu, paczka wiśniowych papierosów, zapalniczka benzynowa.
Multikonta : Take.

PisanieTemat: Re: Promenada.   Czw Lis 14, 2013 10:14 pm

Wywrócił oczami i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Przypominał wkurzonego dzieciaka, któremu nie chciało słuchać się ojcowskich rad. Poza tym od kiedy obcy ludzie mieli prawo do takiej bezpośredniości? Aktualnie wiedział tylko tyle, że mężczyzna nazywał się Jeff, miał czarne włosy, a jego postawa sama w sobie mówiła: Nie chcesz kłopotów, stary. No pewnie, że nie chciał! Nie chciał też Jeffa Jakiegośtam przed swoimi oczami. Nie prosił się o dodatkowe towarzystwo po nagłej utracie wcześniejszego, co było równoznaczne z tym, że nie oczekiwał żadnych odszkodowań. Chyba, że płacono za szkody moralne, bo nieszczególnie podobało mu się to bezpretensjonalne traktowanie.
Jak widać – jeszcze się trzymam ― mruknął i skrzywił się nieco, zdegustowany tym symulowanym przejęciem. Wbrew wszystkiemu, co sądzono o Natsume, nie był aż tak delikatny. Może trochę leniwy, ale na pewno nie delikatny. ― Nie zamierzam. Możesz wbić sobie do głowy, że niczego od ciebie nie chcę. No, może prócz skończenia z tym wypominaniem. Stało się, pośmialiśmy się i basta.
Bycie oazą spokoju przeszło dziś do historii, ale można było wierzyć, że na ogół nie przejmował się tak błahymi sprawami. Ten dzień po prostu był gorszym dniem, pełnym niespodzianek, których bynajmniej nie chciał otrzymać. Zawsze wydawało mu się, że gdy ostentacyjnie daje się ludziom do zrozumienia, że nie chce się ich towarzystwa, ci biorą nogi za pas, bo i tak nie są w stanie niczego wskórać. Ale czego mógł się spodziewać po krewnym chodzącego utrapienia?
Jasne ― rzucił zdawkowo, jak na siebie. Oczywiście, że nie zamierzał dzielić się teraz osobistymi poglądami z mężczyzną. Być może im mniej zacząłby mówić, tym bardziej zniechęciłby do siebie nieznajomego. Tymczasem jednak, uprzedzając jego słowa, podniósł się z miejsca, z zamiarem wycofania się. Szybko jednak złote oczy przekierowały spojrzenie na czarnowłosego. ― Wierz mi, że o niczym innym nie marzę ― odparł, ale odpowiedzią na kolejne słowa było jedynie lekceważące wzruszenie barkami. Wepchnął ręce w kieszenie kurki i dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że jego odpowiedź była niestosowna. No tak – w końcu po co innego agent miałby go o to pytać? Marny sposób na zaproszenie na randkę.
Tak, już pędzę, panie przystojny, sarknął w myślach i zmrużył oczy.
Skąd w ogóle pomysł, że mógłbym z tobą pójść? I nie wiem czy rozmawiamy w tym samym języku, ale zdaje się, że nie tak zachowują się ludzie, którzy wytrzymują z drugą osobą. Nawet nie proszę się o zainteresowanie. Źle ci z oczu patrzy i pewnie już masz jakieś szemrane zamiary, ale dla twojej wiadomości nie jestem z tych ― wyrzucił z siebie gorzko, zadzierając głowę do góry, choć w żadnym stopniu ten gest nie mógł pomóc mu stać się wyższym, niż był w rzeczywistości. Spoglądanie na niego z dołu nie było zbyt przyjemne. Blondyn musiał też powstrzymać gest wyrzucenia rąk w górę, a to nie było takie trudne, biorąc pod uwagę, że nie chciało mu się wyciągać ich z cieplejszego wnętrza materiałowej kurtki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon
Przybysz

avatar

Liczba postów : 78
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Em... Ten... Jak się nazywam? No... Feliks! Tak, Feliks... Nazwisko? Huh? No... To podchwytliwe pytanie?
Wiek : Wiek? No, wydaje mi się, że mamy XXI wiek... Co nie? A! O to chodzi... No więc... Ten... Koło dwudziestu? Chyba... Nie wiem.
Zawód : Słyszałeś o tym cholernym kieszonkowcu? Ponoć jest ich kilku. Już zajebali mi portfel i łańcuszek dla żony.
Orientacja : Eh? Co? Ja... Co to miłość? - czyli potencjalnie aseksualny, ale cholera go tam wie jak jest naprawdę.
Wzrost i waga : 160/47
Znaki szczególne : Cholernie dziwny, mega trudno jest z nim normalnie porozmawiać lub czegoś się dowiedzieć. Ma heterochromię centralną (brązowo-niebiesko-zielone oczy), bardzo często nosi maskę szopa, która jest super zajebista i wy takiej nie macie!
Aktualny ubiór : Szara koszulka z czarnym napisem "Sludge Factory", czarna bluza, ciemnoszare spodnie, wciśnięte w 25-dziurkowe glany, czarna czapka-skarpeta na głowie.
Ekwipunek : Telefon, portfel, scyzoryk szwajcarski, nóż motylkowy i... krem do rąk.
Obrażenia : Myślenie w toku.

PisanieTemat: Re: Promenada.   Sob Lis 16, 2013 10:59 pm

Feliks momentalnie się skrzywił. W jego minie można było dostrzec dozę zażenowania i goryczy. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Ryan potrafi przyklejać plastry… Mało tego! Że nawet dysponuje umiejętnością odkażania ran! Aczkolwiek była to okazja do czegoś w rodzaju zatroszczenia się o jego stan fizyczny. Powiecie – głupota! Przecież jak już wcześniej narrator zdążył zauważyć – Cowell nie był już dwuletnim dzieckiem i jednak potrafił opatrzyć taką ‘amatorską’ ranę. I przecież już miał kiedyś okazję się z nim spotkać, więc powinien wiedzieć, że bez względu wszystko oferta udzielenia pomocy medycznej tak czy inaczej spotka się z dezaprobatą z jego strony. No i tak swoją drogą – nie była to jakaś kolosalnych rozmiarów rana. Z pewnością nie było potrzeby wzywania pogotowia, ani również niczego takiego.
Co zatem było właściwym powodem, któremu zapewne narrator zaprzeczył w poprzednim poście, ale nie pamięta i dotychczas się pozmieniało, więc zaprzecza bo może, i chuj? Cóż… Nawet nie wiecie jak cholernie uciążliwe jest bycie dłużnikiem! W dodatku dłużnikiem swojego własnego szefa… Serio mówię. To jakieś potężne gówno, z którego się bez przerwy próbujesz wydostać, ale nie możesz. Gdyby jeszcze chodziło tutaj o pieniądze… Wyżydziłby od swojej drogiej przyjaciółki, trochę zamiótł z kieszeni niczemu winnych ludzi i już miałby spłacone. Chodzi tutaj jednak o zupełnie niematerialną przysługę, a mianowicie ocalenie moralności i być może nawet życia Black’a. No i jak on ma się tutaj z tego wykaraskać? Przecież nie będzie bez przerwy za nim łaził i pilnował na każdym kroku, co by paznokcia sobie czasem nie złamał. To byłoby zdecydowanie zbyt idiotyczne, nawet jak na niego. W dodatku… Chyba by nie umiał zostać czyimś Aniołem Stróżem. Byłoby to dla niego zdecydowanie zbyt wiele. Owszem, często miał oczy dookoła głowy, ale czasem tracił kontrolę nad rzeczywistością. I dlatego właśnie, dzieci, nie zażywajcie LSD. Nie dość, że pewnie się narobicie długów, to jeszcze istnieje szansa, że różnorakich strat, a jakby tego było jeszcze mało – to w dodatku istnieje mnóstwo skutków ubocznych, których prawdopodobnie się już nie pozbędziecie, bez względu na to co będziecie w związku z tym wyczyniać. Po za tym anioły docelowo powinny być osobami raczej dobrymi, kulturalnymi, wychowanymi, pomocnymi i przede wszystkim – nie nastawionymi na przestępczość. A jemu bardzo daleko do tych wszystkich cech, a już szczególnie do tej ostatniej.
Zatem nie było mowy, by w ten sposób mógł osiągnąć jakiś progress w odpłacaniu się. Pozostawało mu tylko i wyłącznie głupie łudzenie się, że kiedyś stanie się coś, co będzie mogło stanowić formę odpłaty.
Teoretycznie mógłby też zapomnieć o całej sprawie i olać to, nie spłaciwszy długu. Lecz prawda jest taka, że – uwaga, ta informacja może niektórych solidnie zszokować – prawdopodobnie nie potrafił. Jak już kiedyś zdołałam wspomnieć – gdzieś we wnętrzu Alex ma namiastkę dobra. Nie jest tylko zepsutym ćpunem, kłamcą, oszustem i złodziejem. Właściwie czasem stara się być uczciwy. Wierzy również w coś w stylu karmy. I nie, nie chodzi tutaj o żadne „Pedigree”. Twierdzi, że jeśli będzie miał taką samą, lub i większą liczbę dobrych uczynków, niźli złych to grzechy się w pewien sposób zniwelują. Nie ważne w ogóle, że prawdopodobnie nigdy mu się nie uda tego wyrównać. Liczba tych negatywnych postępków jest wręcz kolosalna. Musiałby się stać dosłownie wszechdobrym i wszechpomocnym Jezusem na przynajmniej rok, żeby nadrobić. Mniejsza jednak o to.
„Zostajesz czy idziesz na kawę?”
Ta propozycja wywołała u niego zupełnie nagłą zmianę wyrazu twarzy. Nie muszę chyba mówić, że porządnie się zszokował? Na początku zaskoczenie, potem zastanowienie czy to nie jest czasem jakiś żart. Przebiegło mu nawet przez myśl, że mogłaby to być jakaś pułapka. Przecież każdy, kto spędził z Ashworthem trochę więcej czasu powinien wiedzieć, iż jest on zagorzałym kawoholikiem. Nie potrafi on przetrwać więcej niż dwa dni bez kawy. W sumie nawet ciężko mu bez niej wstać z łóżka czy też pobliskiego kartonu.
Ale przecież… nieostrożność nie jest grzechem, prawda? Po za tym Castiel chyba podświadomie zdawał sobie sprawę z tego, iż Takanori nie chciałby źle dla swojej własnej organizacji. Zatem ruszył za nim, wyciskając czapkę z deszczu.
Miejmy tylko cichą nadzieję, że przywódca postawi mu tę kawę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jeff
Agent FBI

avatar

Liczba postów : 16
Dołączył : 25/09/2013

Godność : Jeff Rodriquez 'Ocelot' Davis
Wiek : 31
Zawód : Agent FBI
Wzrost i waga : 190 cm | 80 kg
Aktualny ubiór : Festyn [bez plecaka]

PisanieTemat: Re: Promenada.   Pon Lis 18, 2013 11:30 pm

Zapraszanie na randki było ostatnią rzeczą, jaką Jeff zamierzał robić. Daleko mu było do szukania sobie drugiej połówki, skoro niemalże całe jego życie wisiało na włosku w każdej sekundzie. Miał wielu wrogów, nie było się co oszukiwać. Sposób jego działania w pracy nie przynosił mu pozytywnych komentarzy, a raczej negatywne parskanie za plecami i grożenie w każdym spojrzeniu. Ocelot jednak się tym nie przejmował, ciągnąc każde śledztwo w dokładnie ten sam sposób co zawsze - najważniejszy był efekt, nie ilość kolegów w robocie. Znajomych jako takich pewnie miał, ale nie zwracał na nich większej uwagi. Poświęcił się jednemu i wolał się tego trzymać. Bez sukcesów nie zrobi tego, co zaplanował, a porażka nie wchodziła w grę. Gdy usłyszał monolog, zmarszczył brwi, wyraźnie zaskoczony taką dedukcją blondyna, po czym parsknął śmiechem, kręcąc głową. Jasne oczy zalśniły rozbawione:
- Pojebało Cię? Jestem głodny i chcę coś zjeść. Jakbym chciał Cię zabrać na randkę to kupiłbym Ci wpierw kwiaty albo coś w ten deseń. - pokręcił głową, nie mogąc uwierzyć, że Natsume wymyślił coś tak absurdalnego. Już pal licho to, że był facetem, ale widział go pierwszy raz w życiu i nie miał zamiaru lecieć od razu do kwiaciarni po róże z różową wstążką i butelkę szampana. Ocenił jednak spojrzeniem chłopaka od czubka głowy po buty, jednakże w sekundzie dało się zorientować, że Jeff po prostu się droczy.
- Źle mi się z oczu patrzy, bo Nicole to moja siostra. Nawet, jakbym ich nie miał i tak źle by to o mnie świadczyło. - Zakręcił oczyma młynka, po czym naciągnął kaptur na głowę. - Pytam się tylko, czy chcesz coś zjeść, bo ja sam jestem głodny jak wilk. Idziesz? - I nie czekając na jakąś bezpośrednią odpowiedź, czarnowłosy zaczął się przedzierać przez tłum ludzi, wychodząc na główną uliczkę. Deszcz zaczął mocniej padać, co tylko działało na korzyść knajpy, gdzie będzie ciepło, sucho i będzie można zjeść coś konkretnego na talerzu, a nie papierowej serwetce. Jeff odwrócił się, by zerknąć, czy świeżo poznany blondyn za nim ruszył, gdy wtem usłyszał kobiecy krzyk za sobą i został pchnięty. Poleciał w przód, jednak refleks zadziałał, a mężczyzna odwrócił się na palcach, rejestrując, jak dwójka facetów zaczyna się naparzać niczym na ringu. Oczywiście, by tego było mało, wpadli oni do namiotu kawiarenki, gdzie właśnie siedzieli i nieuniknione było nieszczęście. Kilka stołów już leżało, ludzie starali się umknąć przed rozwścieczonymi agresorami, a Jeff skrzywił się, widząc ten teatr. Nim ktoś mrugnął, Ocelot doskoczył do dwójki, łapiąc jednego za kołnierz i odciągając go od tego niżej, który próbował dorwać swoją ofiarę pięścią. Czarnowłosy zablokował go nogą, przypierając do ziemi, drugiego zaś trzymał, podduszając jego własną koszulką.
- Panowie, mam was wsadzić za zakłócanie porządków? - mruknął niespecjalnie szczęśliwy Jeff, zerkając to na jednego, to na drugiego.
- On zaczął... - wyrzęził pan na parterze, a czarnowłosy zignorował oskarżenie.
- Wynosić się stąd, oboje, albo wsadzę was na tydzień do paki za zakłócenie porządku, zniszczenie mienia oraz możliwe urazy innych obywateli. Sio.
Nie wiadomo, czy podziałał spokój Davis'a czy fragment jego odznaki, ale mężczyźni odpuścili dyskutowanie z czarnowłosym i szybko zebrali się w sobie, znikając w ciemności nocy. Sam agent pokręcił głową, wyraźnie zażenowany, pomagając wstać jakiejś starszej pani, po czym poszukał spojrzeniem Noah'a, by sprawdzić, czy jest cały.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Promenada.   

Powrót do góry Go down
 
Promenada.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
centrum miasta
 :: Rathelon Beach
-
Skocz do: