IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 My ding ding dong.

Go down 
AutorWiadomość
Askel
Informator

avatar

Liczba postów : 146
Dołączył : 18/09/2013

FUNKCJA : Moderacyjny królik.
Godność : Claude Artemis Keith Carreac
Wiek : 23
Zawód : Student oraz barman, dorywczo.
Orientacja : Aseksualista.
Partner : Prawa ręka.
Wzrost i waga : 179/62
Aktualny ubiór : No to.
Ekwipunek : Trzy telefony, portfel, nóż motylkowy, klucze.

PisanieTemat: My ding ding dong.    Sob Wrz 21, 2013 2:29 pm

.
.
.

Enigma dołączył do rozmowy.
Enigma:
Ma Cherie, długo już na mnie czekasz?
Adamantowa:
Tak! :< Co tak późno?!
Enigma:
Ależ skarbie, praktycznie rzecz biorąc jest 5 rano, a to oznacza, że jestem wcześnie.
Adamantowa:
Nie kręć, obiecałeś.
Enigma:
Nic nie obiecywałem, padłem ofiarą przemyślnej intrygi i siłą rzeczy nie mogłem wygrać tamtego zakładu, bo byłaś w posiadaniu informacji mi nieznanych.
Adamantowa:
Czyli się przyznajesz, że wszystkiego nie wiesz?
Enigma:
Tak, tak, tak dziewczynko, możesz sobie to tak tłumaczyć.
Adamantowa:
Hympf. Przegrałeś I musisz mi o sobie opowiedzieć!
Enigma:
Jesteś pewna, że nie chcesz tego zamienić na gołe fotki? To znaczy, ty mi wyślesz swoje a ja uznam, że sprawy nie było.
Adamantowa:
Nie :C Masz opowiadać. Teraz. Zaraz.
Enigma:
Eh, dzieci w dzisiejszych czasach. Na początek, moja mała, musisz wiedzieć, że jestem wyjątkowy. To znaczy, to już wiesz, ale jeszcze jedna rzecz o tym stanowi.
Moje narodziny to trochę skomplikowana sprawa. Kiedyś jeszcze chciało mi się to tłumaczyć ludziom, dzisiaj niekoniecznie. Większość z nich pochodzi z porządnych rodzin, gdzie największą tragedią jest odkryć, że córka już umawia się z chłopcami. Mój biologiczny ojciec, a nie ten, z którym się wychowałem, był swego czasu wziętym playboyem i zaliczał panienki jedna po drugiej. Pech chciał, że w krótkim czasie miał dwie różne, blondynkę i brunetkę, a one obydwie zaszły w ciąże. Zrządzenie losu, prawda? Historia się komplikuje – blondynka zmusza go do ślubu, brunetka zmienia miejsce zamieszkania i w jego pamięci za najbliższych kilka lat zapisze się jako przygoda na jedną noc. Kolejna komplikacja historii, obie kobiety rodzą tego samego dnia. Brzmi jak scenariusz do filmu, prawda? Cóż, moja matka chyba z miejsca doszła do wniosku, że z tego faceta kiepski materiał na ojca, a że zaradna była, to w ciągu kilku miesięcy znalazła innego faceta, Patricka. Gisele i Patrick, ładnie, nie? Zamieszkali razem w domku jednorodzinnym w okolicy zajmowanej głównie przez potomków francuskich emigrantów, takich jak moja maman i jakoś sobie pielęgnowali sen o Europie, doceniając przy okazji uroki Ameryki. Jakby mi matka nie powiedziała, to bym się nie domyślił, że Patrick nie jest moim ojcem. Fakt, że ciekawiło mnie po kim mam zielone oczy, skoro on miał brązowe, a mama niebieskie, ale że przy okazji jestem do niej całkiem podobny, to bardziej w swoje pochodzenie nie powątpiewałem. Miałem całkiem szczęśliwe dzieciństwo, wiesz? Dzieci mają w sobie niesamowite pokłady wiary i zaufania, ja się nie różniłem. Na tamtym etapie świat jawił mi się jako tajemnicze miejsce pełne przygód, a rodzice byli wszystkim. W końcu, to oni sprawdzali po pięć razy, czy w szafie albo pod łóżkiem nie ma potworów, uparcie zmywali ślady rąk z tapet a nawet kładli mi do głowy najważniejsze zasady, które potem olałem, ale tsss.  
Adamantowa:
Czekaj, tak po prostu ci powiedzieli, że masz innego ojca?
Enigma:
Jesteś niemądra. Patrick był moim ojcem I nigdy w to nie wątpiłem. Nie wiem, skądś się w ludziach bierze przekonanie, że dla dziecka to tragedia dowiedzieć się o innych rodzicach. Szok jakiś mały jest, ale zadaj sobie pytanie – ważniejsza jest dla ciebie relacja czy więzy krwi? To Patrick mnie wychował. On szukał potworów pod łóżkiem, on uczył mnie jeździć na rowerze, on złoił mi tyłek, jak się pobiłem z dzieciakiem sąsiadów, on rozwalił ze mną prawie pół kuchni, jak szykowaliśmy dla mamy ciasto na urodziny, a potem darł się „ RUN FOREST, RUN”, kiedy mama ten cały bajzel zobaczyła. Próbuje wyjaśnić też mojemu bratu, że jego staruszek obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg (nie lubię śniegu), ale chyba jeszcze nie przedarłem się do jego wyimaginowanego świata.  A wracając do twojego pytania słodka, matka mi powiedziała. Ile mogłem mieć? Jakieś 11-12 lat? Sądziłem, że to będzie kolejna pogadanka o tym, skąd się biorą dzieci ( szczerze ich nie lubiłem, chociaż temat sam w sobie…) a ona mi wyskoczyła z imieniem, nazwiskiem i zdjęciem gościa, którego nigdy nie widziałem. To znaczy, jak patrzę na to z tamtej perspektywy, to przypomina mi się jedna sytuacja. Do takich wniosków dochodzi się dopiero po latach, kiedy można spokojnie przeanalizować to, co się widziało. Raz go może widziałem, gdzieś na spacerze z rodzicami i za Chiny nie mogłem zrozumieć, czemu mama w ogóle zwróciła na niego uwagę.
Adamantowa:
Dawna miłość? Może miała mu za złe...?
Enigma:
Nie, bo rozmawiając o tym ze mną nazwała go wyrwidupą.
Adamantowa:
AHA O.O
Enigma:
Nie ahaj na mnie, to brzydko. Wyjaśniła mi sytuacje, tak  po prostu, żebym się kiedyś nie zdziwił. I że mam brata. Akurat na tą informacje się ucieszyłem, bo rodzice uparcie odmawiali sprezentowania mi siostrzyczki. Stwierdziłem, a co tam, brat w tym samym wieku, to będzie można razem budować schrony z poduszek. Dopiero potem się dowiedziałem, że w testamencie czy innym urzędowym papierku zaznaczyła, że w razie wypadku lub śmierci jej i Patricka należy się z tamtym skontaktować i oddać mnie im pod opiekę, o czym zresztą jego też poinformowała. Wypadało, no nie? Nie wiem, kiedy ten zapis dodała, ale zabobonni mogliby stwierdzić, że sprowadziła na nas fatum.
Adamantowa:
Powiało grozą. Co się stało?
Enigma:
Zginęli w wypadku samochodowym.
Adamantowa:
Ojej. Przykro mi…
Enigma:
Przykro? Dlaczego? Nie masz z tym nic wspólnego, zapewne robiłaś wtedy w pieluchy I egzystowałaś w zupełnie innej rzeczywistości, wreszcie, piszemy ze sobą od pół roku i w zasadzie się nie znamy. Na jakiej postawie jest ci przykro? Bo ludzka tragedia? Bo nagle jestem upośledzony, gorszy od pełnoprawnych jednostek społeczeństwa, wychowanych w kochających się rodzinach?
Adamantowa:
Przestań! Wcale tego nie powiedziałam. Co Cię ugryzło? ._.
Enigma:
Nic Chciałem zobaczyć, jak zareagujesz. Przebywałem akurat u dziadków, kiedy zadzwonił telefon. Wyprzedzali na dość niebezpiecznym odcinku drugi i nie przeżyli zderzania z innym autem osobowym. Zgon na miejscu. Nie pisz nic, daj mi skończyć. Nie chce tworzyć tu jakieś mocno dramatycznej historii, opowiem to najkrócej jak się da. Najpierw się popłakałem i wyłem dobre dwie doby, potem przestałem się odzywać na niemal miesiąc. W tym czasie mieszkałem u dziadków, ale toczyło się postępowanie o adopcje przez rodzinę biologicznego ojca. Gdyby nie zapis w testamencie mojej matki, to chyba w ogóle by ich nie brali pod uwagę, niech jej ziemia lekką będzie, psia mać.  Pierwszym słowem, jakim wypowiedziałem było ‘nie’, jako odpowiedź na trajkotanie mojego brata. To było naprawdę paskudne uczucie zobaczyć kogoś względnie podobnego do mnie, w tym samym wieku ale wyższego i jeszcze z naklejką ‘dziecko szczęścia’, bo mnie musiała przypaść rola czarnej owcy. Z drugiej strony jeszcze gorzej się czułem patrząc, jak nowy ojciec się kręci, żeby jakoś mnie rozweselić i tak zaczynały się awantury. Pieniądze w spadku po rodzicach mogłem otrzymać dopiero po ukończeniu 18 lat, ale byli dziadkowie. Mniej więcej wtedy odkryłem, że życie w sieci jest o wiele zabawniejsze. Gmerałem przy komputerze i przy drobnej pomocy psychiatry jakoś nauczyłem się żyć w nowych okolicznościach. Wtedy też zainteresowałem się pewną grupą, która funkcjonowała od pewnego czasu w naszej miejskiej społeczności. Tam nikt mnie nie pytał skąd jestem i jak się nazywam, a mnie to w zupełności odpowiadało. Stałem się chłopcem na posyłki, przynieść, zanieść, komuś coś naprawić. Zanim się obejrzałem, społeczność ta przyjęła mnie i się nieco rozszerzyły… kompetencje? Uczyłem się stopniowo wszystkiego, od kłamstwa po kantowanie. Tutaj coś zarobiłem, tam sprzedałem jakiś podrasowany sprzęt. Nowa rodzina nie miała innego wyboru jak to zaakceptować, bo i tak całymi miesiącami bywałem markotny. Czasem wziął mnie jakiś ludzki odruch, bo w sumie co mi oni zawinili… A po ukończeniu osiemnastki spakowałem manatki i się wyprowadziłem. Powiedziałbym, że najmocniej uderzyło to w Paula, bo jak już się zorientował, gdzie mieszkam, to prawie mi drzwi wyważył, tylko po to, żeby obdarzyć mnie wzrokiem zbitego psa. I co ja mu miałem powiedzieć? Że irytuje mnie bycie częścią jego świata, skoro dobitnie tam nie pasuje? Że zadaje się z grupą, która żeruje na cudzym nieszczęściu i sprzedaje to nieszczęście za ciężkie pieniądze? On żył w swoim świecie gdzie matka była ideałem, a ja mogłem się już zadawać tylko ze śmietnikowymi trollami, bo tam było moje miejsce. Jakoś w końcu to przyjął do wiadomości i tak sobie od tego czasu mieszkam sam. Coś jeszcze? Zasłużyłem już na Twoje gołe fotki?
Adamantowa:
Tylko jeśli mi powiesz, co to za grupa.
Enigma:
A to pozostawie w tajemnicy, coby zasiać w tobie ziarenko niepewności. Jeszcze jedno.
Adamantowa:
Tak? :3
Enigma:
Kłamałem. Cała ta historia wydarzyła się w jakieś książce, którą kiedyś czytałem. Papa
Adamentowa został wyrzucony z chatu.
Enigma:
Nie miał bym nic przeciwko, żeby to było kłamstwo. Ha.
Enigma wylogował się.

_________________

Hi

What if I can't forget you?
I'll burn your name into my throat.
I'll be the fire that will catch you.
What's so good about picking up the pieces?
None of the colors ever light up anymore in this home.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
My ding ding dong.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
na wstęp
 :: Historie postaci
-
Skocz do: