IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Korytarz.

Go down 
AutorWiadomość
Burton
Detektyw

avatar

Liczba postów : 109
Dołączył : 17/09/2013

Godność : John Alexander Burton.
Wiek : 32 lata.
Zawód : Detektyw.
Orientacja : Biseksualny.
Partner : Psychiatra z piekła rodem.
Wzrost i waga : 189 cm/ 84 kg.
Znaki szczególne : Jasne blond włosy przystrzyżone na jeden centymetr po bokach i pofarbowane na brązowo; intensywne brązowe oczy.
Aktualny ubiór : Czarna dobrze dopasowana koszula, której rękawy są zawinięte do połowy; sportowa kamizelka, nie zapięta; jasne spodnie dżinsowe, których nogawki są wsadzone w buty; półbuty męskie za kostkę [model: blue molto] z wykończeniem 'old', nie do końca zasznurowane.
Ekwipunek : Odznaka; służbowy pistolet; klucze; komórka; paczka fajek; zapalniczka.
Obrażenia : Na razie brak.

PisanieTemat: Korytarz.   Nie Wrz 22, 2013 11:19 am


* * *


- Cholera, przeklęta pogoda. Ledwo cokolwiek widzę – mruczał pod nosem, jadąc ulicami miasta, zmierzając do szpitala. Nagle ktoś zajechał mu drogę, na co John musiał mocniej zahamować tuż na światłach. – Jak  jeździsz idioto!  Gdyby nie ten pieprzony deszcz wysiadłbym i wpieprzył w ten durny łeb! – syknął, uderzając ręką w kierownicę. Miał parszywy nastrój, który spowodowany był prowadzonym przez siebie śledztwem. Wszystko zmierzało do końca, szef chciał zamknąć sprawę, bo wszystkie dowody były  zebrane. Ale mu coś nie pasowało, czuł w kościach, że podążają niby dobrym, ale niewłaściwym śladem. I wcale się nie pomylił. Potencjalny podejrzany właśnie leżał w jednej z kostnic w pobliskim szpitalu. No zajebiście. Lepiej być nie mogło.  
Po jakiś dwudziestu minutach dojechał do szpitala, parkując przed budynkiem. Jak na wieczorną porę nie było tu za wiele ludzi, ani nawet karetka nie podjechała na podjazd na sygnale. Aż szok. Szpital zazwyczaj miał lepsze branie niż burdele. Jezu, John, ale ty masz porównania, pewnie gdyby matka cię słyszała, powiedziałaby, że jesteś niewychowanym dzikusem. Milutko.
Wysiadł z samochodu, czując jak zimne krople deszczu opadają na jego brązowy płaszcz, a także na twarz. Szybkim krokiem doszedł do drzwi, mocnym ruchem otwierając je i przekraczając ich próg. Rozejrzał się po pustym, białym korytarzu, który mógłby być jedną ze scen horroru. W sumie, dawno nie oglądał żadnego horroru, może było to spowodowane tym, że takie miewał codziennie w pracy i te kręcone jako pic na wodę, po prostu traktował jak komedię? Taa, bardzo prawdopodobne.
Szedł pewnym krokiem, rozglądając się za automatem do kawy. Trup nie ucieknie, a on potrzebował zastrzyku kofeiny. Szybko odnalazł cudowną maszynę, dającą pomyje rodem ze zlewozmywaka. Wrzucił parę monet, czekając. W między czasie dojrzał jakiegoś lekarza bądź stażystę. Rudy, dziwny gość. Tyle miał do powiedzenia na jego temat. Niech się na coś przyda.
-  Przepraszam – zawołał głośniej, by ten go usłyszał. John odebrał kubek z kawą z automatu, idąc w jego stronę. Upił łyk napoju spoglądając na niego spod pokrywki. -  Zawołaj mi kogoś, jakiegoś lekarza czy coś. Potrzebuję odwiedzić kostnicę, a tu was tak dużo, że aż nie mogę się zdecydować, którego chcę jako przewodnika. – Tak ironia, gdyż na korytarzu nie było nawet żywego ducha.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fanta
Człowiek od Skalpela

avatar

Liczba postów : 8
Dołączył : 17/09/2013

Godność : Josh Sean Smith
Wiek : Trzydzieści lat
Zawód : Chirurg, diagnosta
Orientacja : Biseksualna
Wzrost i waga : 179cm, 74kg

PisanieTemat: Re: Korytarz.   Nie Wrz 22, 2013 12:59 pm

Rudowłosy obrócił się momentalnie w stronę mężczyzny, w taki sposób, że mogło się wydawać, że w całym tym pośpiechu zaraz skręci sobie nogę.
- Kostnica? - To było pierwsze słowo które zdołał wydusić. Widać było, że dokądś mu się spieszyło, a przybyły wysoki mężczyzna górujący nad nim wzrostem po prostu mu to uniemożliwił. Chłopak mierzył może ze sto siedemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, a po jego wyrazie twarzy i rozbieganych oczach ukrytych za grubymi szkłami okularów wydawał się naprawdę nieporadny. - A kim pan jest, że potrzebuje dowiedzieć tutejszą kostnice?

Josh wolnym krokiem przemierzał pokój z kubkiem kawy w ręku.
- Może ma amnezje - mówił sam do siebie, zerkając na telewizor powieszony na ścianie naprzeciw fotela, w który chwilę później padł bezwładnie tyłkiem. Wsunął bezceremonialnie łyżeczkę w usta, poprawił się wygodnie opierając nogę o czarne obicie mebla. Upił łyk kawy i wbił wzrok w rozgrywający się dramat na ekranie telewizora.
- Podziwiasz naszą poczekalnie? - rozległ się głos tuż za jego plecami, na który nawet nie zareagował. Był wręcz pewien, że ktoś prędzej czy później się tu pojawi. Ten gabinet nie należał do niego tylko do oddziału pediatrycznego, do którego wszedł bez uprzedzenia i w którym lenił się z kubkiem kawy w ręku przed włączonym telewizorem. Takich dni było naprawdę nie wiele. Jak na razie żadnych pacjentów. W końcu mógł odpocząć.
- Przyszedłem po mleko do kawy, którego nie macie - skwitował i upił kolejny głębszy łyk. Lubił mocną kawę, ale bywały takie dni jak te, kiedy zmienił by całą tą pieprzoną rutynę.
Josh usłyszał dźwięk otwieranych się drzwi, a zaraz po nim rozległo się pierwsze pytanie:
- Co z dzieckiem? - zapytał głos dochodzący tuż za jego pleców.
- Urodziła się zdrowa, jednak jej objawy wskazują na niedrożność jelit, jest pod obserwacją, przejdzie jej. - drugi mężczyzna podszedł do stolika i siadł tuż obok Smitha, który spojrzał na niego mimochodem, upijając kolejny łyk kawy. Wydawało się przez cały czas jakby nad czymś się zastanawiał. Uderzył plastykową łyżeczką w podbródek i wstał bez słowa.
Obydwoje mężczyźni zmierzyli go wzorkiem.
- Doktorze Smith? - W pewnym momencie drzwi po raz kolejny się otworzyły, a przez szparę wychyliła się głowa piegowatego rudzielca. Josh wywrócił oczami. - Jest pan potrzebny.

- Co się dzieje, Shouten? - odparł nieco znudzonym głosem wychodząc z gabinetu.
Nie spodziewał się takiej konfrontacji,a może po prostu nie spodziewał się nikogo? Szare tęczówki Josha od razu skupiły się na blondynie stojącym od niego tylko kilka kroków dalej, próbował nie wykazywać żadnych niepotrzebnych emocji i chyba mu się to udało.
- Przyprowadziłem pana, bo chciał zobaczyć kostnice - zaczął niepewnie i nieśmiało - ale z początku nie wiedziałem kim jest, więc...
- I ty pytasz się kto to jest? - odparł całkiem spokojnie Josh, jednak jego kąciki warg zadrgały. - Jeśli ktoś przychodzi własnie tak ubrany, to są to pewnością psy. - uśmiechał się życzliwie jakby miało to coś zmienić.
Mogło się wydawać, że rudowłosy mężczyzna w pewnym momencie nie wiedział co ma właściwie zrobić, odejść czy stać tak pomiędzy nimi, by opanować całą tą nieprzyjemną sytuacje. Ale czy było to w ogóle potrzebne?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burton
Detektyw

avatar

Liczba postów : 109
Dołączył : 17/09/2013

Godność : John Alexander Burton.
Wiek : 32 lata.
Zawód : Detektyw.
Orientacja : Biseksualny.
Partner : Psychiatra z piekła rodem.
Wzrost i waga : 189 cm/ 84 kg.
Znaki szczególne : Jasne blond włosy przystrzyżone na jeden centymetr po bokach i pofarbowane na brązowo; intensywne brązowe oczy.
Aktualny ubiór : Czarna dobrze dopasowana koszula, której rękawy są zawinięte do połowy; sportowa kamizelka, nie zapięta; jasne spodnie dżinsowe, których nogawki są wsadzone w buty; półbuty męskie za kostkę [model: blue molto] z wykończeniem 'old', nie do końca zasznurowane.
Ekwipunek : Odznaka; służbowy pistolet; klucze; komórka; paczka fajek; zapalniczka.
Obrażenia : Na razie brak.

PisanieTemat: Re: Korytarz.   Nie Wrz 22, 2013 4:04 pm

Uroczy właściciel piegów był tak kochany, że aż zaprowadził Johna do jakiegoś gościa, który jak tylko wyszedł od razu wzbudził w Burtonie dziwne, mieszane uczucia. Niby nic szczególnego, ale coś go tknęło, by bezczelnie zlustrować wzrokiem całą sylwetkę tego nadętego bufona.
- Widzę, że ilość żelu na pana włosach, jest wprost proporcjonalna do pana inteligencji. Jak miło mi rozmawiać z kimś tak… błyskotliwym – powiedział całkowicie spokojnie, a jego wzrok ani ma moment nie zszedł z twarzy doktorka. Znał takich jak on. Nadęci, zbyt pewni siebie, którym trzeba tylko podciąć skrzydła oraz pokazać, że psy nie tylko głośno szczekają, ale także równie mocno ujadają. W tym wypadku przynajmniej tak było.
Burton spojrzał na Shoutena, widząc malujące się na jego twarzy zakłopotanie, którym kompletnie się nie przejął. Takie sytuacje były dla Johna codziennością. Spotkał się raz dziennie z takim tonem oraz takimi określeniami, które tak do niego trafiały jak ślepy drwal w pień. No ludzie, przecież gdyby przejmował się każdym głupim gadaniem skończyłby u Aune jako kompletny czubek, a w jego mniemaniu daleko jeszcze mu do takiego (chyba). Nie miał jeszcze w planach siedzieć w zakładzie zamkniętym, przy dużym oknie oglądając ptaki, a mówiąc, że widzi apokalipsę krwiożerczych gryfów. Dobra mniejsza.
- John Burton, wydział zabójstw – mówiąc to, jedną ręką wyjął z ukrytej w płaszczu kieszonce legitymację. Otwarł ją jednym ruchem, pokazując tym samym swoją odznakę tam umieszczoną. Szybko schował z powrotem do wnętrza ubrania, po czym jakby nigdy nic upił łyk kawy, a wolną rękę wsunął w kieszeń spodni.
- Będziemy tu jeszcze tak długo stać i słuchać ciętych ripost rzeźnika? – zapytał całkowicie niewinnie, oczywiście mając na myśli samego pana chirurga. - Zresztą potrzebuję kogoś … – Tu zawiesił głos, mierząc ponownie Fantę wzrokiem. - …kompetentnego. Potrzebuję szczegółowej sekcji zwłok Franka White’a i oczywiście kopię tych akt.- mówił automatycznie, znają na pamięć wszelkie procedury. Nie miał czasu i ochoty na dłuższe przekomarzanie się. Miał poważniejsze rzeczy do roboty, które nie chciały czekać, tak samo jak on w tym momencie. Nienawidził niesubordynacji zwłaszcza, kiedy ta osoba podlegała pod jego osobę. Wszystko musiało chodzić, jak w Szwajcarskim zegarku – na tip top.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fanta
Człowiek od Skalpela

avatar

Liczba postów : 8
Dołączył : 17/09/2013

Godność : Josh Sean Smith
Wiek : Trzydzieści lat
Zawód : Chirurg, diagnosta
Orientacja : Biseksualna
Wzrost i waga : 179cm, 74kg

PisanieTemat: Re: Korytarz.   Nie Wrz 22, 2013 5:11 pm

- Bekam na to - skwitował stwierdzenie detektywa dotyczące jego włosów i odsunął niewzruszony wzrok. Skupił się na niższym chłopaku, stojącym wciąż pomiędzy nimi z taką sama nieporadną miną jak jeszcze chwilę temu.
- Dobra, Shouten wracaj do pracy. W pokoju 11 jest pacjent, trzeba pobrać mu krew, zajmij się tym.
Chłopak pokiwał tylko głową i niepewnie odsunął się od nich idąc parę kroków tyłem, jakby miał się upewnić, że wszystko jest w porządku. Dopiero kiedy Josh ściągnął brwi, on odwrócił się i od razu szybkim krokiem zniknął za kolejnym rogiem korytarza.
- Widzę, że niektórzy wiedzą o mnie więcej niż ja sam, interesujące. Chyba powinniśmy zjeść razem lunch - zerknął ponownie na Burtona, uśmiechał się przenikliwie i ruszył wzdłuż korytarza. - Widzę bardzo spieszy Ci się do zimnych kumpli. To nawet dobrze. Moja matka też ostatnio nie odbiera telefonu, tak to się chyba zaczyna.
Przechodząc koło recepcji odstawił kubek z resztką zimnej kawy zatrzymując się dopiero przy windzie. Przycisnął guzik, a on podświetlił się na zielono. Zerknął kątem oka na detektywa, przyglądając się jego wygniecionej koszuli. - Niektórzy ludzie żyją tylko dlatego, że przestępstwem jest zabijanie.. Trochę taka ironia losu nie uważasz?
Drzwi windy otwarły się, a on wszedł do niej bez namysłu klikając odpowiedni guzik. Piętro -1. Winda nie byłą zbyt duża, a osoby cierpiące na klaustrofobie mogły by naprawdę czuć się nieswojo, dokładnie tak jak niektórzy podczas badania rezonansem.Winda ruszyła zamykając za nimi drzwi. Josh oparł się bokiem o ścianę windy i wyciągnął z kitla małe przeźroczyste pudełeczku z paroma białymi tabletkami w środku. wsypał parę na otwartą dłoń i zaaplikował całą dawkę do ust.
- Nie wolisz siedzieć za biurkiem tylko babrać się w czyiś wnętrznościach? - zakpił spoglądając na niego kolejny raz i tym razem zauważył głębie jego brązowych oczu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burton
Detektyw

avatar

Liczba postów : 109
Dołączył : 17/09/2013

Godność : John Alexander Burton.
Wiek : 32 lata.
Zawód : Detektyw.
Orientacja : Biseksualny.
Partner : Psychiatra z piekła rodem.
Wzrost i waga : 189 cm/ 84 kg.
Znaki szczególne : Jasne blond włosy przystrzyżone na jeden centymetr po bokach i pofarbowane na brązowo; intensywne brązowe oczy.
Aktualny ubiór : Czarna dobrze dopasowana koszula, której rękawy są zawinięte do połowy; sportowa kamizelka, nie zapięta; jasne spodnie dżinsowe, których nogawki są wsadzone w buty; półbuty męskie za kostkę [model: blue molto] z wykończeniem 'old', nie do końca zasznurowane.
Ekwipunek : Odznaka; służbowy pistolet; klucze; komórka; paczka fajek; zapalniczka.
Obrażenia : Na razie brak.

PisanieTemat: Re: Korytarz.   Nie Wrz 22, 2013 5:33 pm

- Bekasz na to? Chyba nie chce tego czuć – rzucił, spoglądając na Josha trochę z spospolitowanym spojrzeniem. Szybko się ogarnął, bo przecież jest  profesjonalistą, jednak ten facet… ten facet tak go drażnił, że nie potrafił odbębnić swojej roboty, zabrać się i bez słowa znosić jego głupie gadanie. Zresztą jak na lekarza to przyjemniaczkiem nie był. Jego pacjenci na pewno go uwielbiają, ciesząc się na każdą  wizytę w sali. John za pewne skakałby wyżej niż sufit, gdyby ten facet miałby być jego lekarzem prowadzącym. O zgrozo. Trafiasz z wyrostkiem, wychodzisz bez nerki. Tak widział to Burton, który uważał, że skalpel w ręku tego rzeźnika jest naprawdę czymś niebezpiecznym. Widać było, że szatyn ma coś ze złośliwego chochlika, który lubi robić wszystkim wbrew, dlatego gdyby miał oddać się na stole mu pod narkozą, pewnie po przebudzenie chciałby wiedzieć, czy wszystkie organy ma na miejscu.
- Lunch? Nie jadam lunchów - powiedział, kompletnie niszcząc wszelką nić jakiegokolwiek nawet małego flirtu. Nie był typem faceta, który umawia się z każdym. Trudno było go sobą zainteresować, a więc żadne wychodzenie na lunch nie wchodziło w grę. Zresztą Fanta wyglądał na takiego, który rzuca takimi hasłami na prawo i lewo. Ciekawe, czy ktoś je wziął na serio…
Szedł za nim, pijąc po drodze swoją kawę, która z każdą chwilą stygła. W końcu wziął większy łyk, wyrzucając do kosza na śmieci stojącego tuż przy windzie papierowy kubek.
- Taa, jak cholera – skwitował, wchodząc za nim do windy. Oparł się sam o wolny bok żelaznej trumny, by kątem oka spojrzeć na doktorka. -  Ciekawe pytanie. Mógłbym zapytać cię o to samo – rzucił, podnosząc kącik ust do góry, który utworzył dość krzywy uśmiech.  
W końcu winda zatrzymała się na minus jeden, a drzwi otwarły się. Wyszedł jako pierwszy, instynktownie zmierzając do jednych z drzwi w tym skrzydle.  Kostnica, jak kostnica. Nie powalała na kolana, ani nie odstraszała jak te rodem z horrorów.  Stanął przy lodówkach, spoglądając dość znacząco na Josha, jakby chciał go nieco popędzić. Zresztą – chciał. Nie miał całego dnia, a chciał skoczyć jeszcze do tej małej knajpki niedaleko, gdzie zazwyczaj jadał kolacje pracując. Było tam cicho i spokojnie, a kelnerki nie podchodziły do stolika co pięć minut pytając czy coś podać, tylko dolewały kawę bez jakiekolwiek słowa. Idealna obsługa.
- Pokazuj go, muszę go zobaczyć – mruknął, mając wsunięte dłonie w kieszenie, gdzie w jednej z nich ukryta była zapalniczka jaką zaczął się niewidocznie bawić. Chciało mu się palić, a nie robił tego od ponad dwóch godzin. A to dla niego naprawdę wyczyn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fanta
Człowiek od Skalpela

avatar

Liczba postów : 8
Dołączył : 17/09/2013

Godność : Josh Sean Smith
Wiek : Trzydzieści lat
Zawód : Chirurg, diagnosta
Orientacja : Biseksualna
Wzrost i waga : 179cm, 74kg

PisanieTemat: Re: Korytarz.   Nie Wrz 22, 2013 6:35 pm

Josh zatrzymał się na samym środku sali. Od razu instynktownie podszedł do ukrytych skrzyń w ścianach. Prawdę mówiąc bardzo rzadko tu bywał, zdarzyło mu się może raz albo dwa z przymusu zajrzeć do tutejszego prosektorium w celach informacyjnych, jednak nie należy do najczęstszych gości i chciałby, żeby tak zostało.
- Wiesz czemu nie wole siedzieć za biurkiem tylko babrać się w czyiś wnętrznościach? Bo lubie się w nich babrać.
Schylił się by przejrzeć niższe tablice wypisane na "wieczkach" skrzyń. Nie minęła chwila kiedy jednym mocnym ruchem jedna z lodówek wysunęła się na wysokość około dwóch metrów.
- To on - skwitował marszcząc brwi,a w dłoniach miętosząc zawieszkę z jego imieniem i nazwiskiem. Frank White. Pamiętał jak dwa dni temu tutaj trafił. Nic jeszcze wtedy nie wskazywało na cały ten wypadek. Był prawie zdrowy, jedynie parę obrażeń wewnętrznych, ale teraz wyglądał jakby ktoś na odlew ciął go niewidzialnym nożem, począwszy od twarzy aż po stopy. Frank nie żył, a wina nie spoczywał na żadnym z personelu szpitala. Ten człowiek miał coś na sumieniu. Ludzie w końcu zawsze kłamią.
- Jeszcze wczoraj o szesnastej trzydzieści byli tu ludzie od was, chcieli go zobaczyć. Teraz przysyłają detektywa bo sprawa jest poważniejsza? - podniósł wzrok na Johna jakby miał mu nagle udzielić odpowiedzi. - Jego przypadek od samego początku wydawał mi się interesujący. Prowadziłem go. Wydawał się, że ma schizofrenie, nikt nie pomyślałby, że następnego dnia wyskoczy z okna. Co ten biedak ma na sumieniu? Bo jak przypuszczam nie był miłym wariatem.
Josh wyprostował się wypuszczając zawieszkę z dłoni, a ona przez chwile zachwiała się zawieszona na dużym palcu pacjenta.
- Potrzebujesz dokładniejszych oględzin? - Podszedł do kartotek które były w szafce obok. Pozwolił Johnowi pracować, na tyle ile mógł mu pozwolić.
Przykucnął otwierając kolejne szafki szukając jego imienia i nazwiska. Podciągnął rękawy swojego kitla.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burton
Detektyw

avatar

Liczba postów : 109
Dołączył : 17/09/2013

Godność : John Alexander Burton.
Wiek : 32 lata.
Zawód : Detektyw.
Orientacja : Biseksualny.
Partner : Psychiatra z piekła rodem.
Wzrost i waga : 189 cm/ 84 kg.
Znaki szczególne : Jasne blond włosy przystrzyżone na jeden centymetr po bokach i pofarbowane na brązowo; intensywne brązowe oczy.
Aktualny ubiór : Czarna dobrze dopasowana koszula, której rękawy są zawinięte do połowy; sportowa kamizelka, nie zapięta; jasne spodnie dżinsowe, których nogawki są wsadzone w buty; półbuty męskie za kostkę [model: blue molto] z wykończeniem 'old', nie do końca zasznurowane.
Ekwipunek : Odznaka; służbowy pistolet; klucze; komórka; paczka fajek; zapalniczka.
Obrażenia : Na razie brak.

PisanieTemat: Re: Korytarz.   Nie Wrz 22, 2013 6:52 pm

- Urzekła mnie twoja historia – odparł tylko od niechcenia, jakby czując, że oczekuje się od niego odpowiedzi, a że nie był zbyt taktowy to rzucił pierwszym lepszym hasłem.
Czujne oczy Burtona, ani na moment nie odstępowały od postaci doktora. Spojrzał jak wysuwa denata, by samemu zbliżyć się do nieboszczyka. Spokojnym wzrokiem przesuwał pierw po twarzy White’a, następnie po klatce piersiowej, brzuchu, udach i kolanach, a nawet kostkach. Oglądał go, spoglądając na jego rany. To naprawdę było dziwne. Dwa dni temu Frank był całkowicie zdrów, a teraz Smith mówi mu, że podejrzewano u niego schizofrenię?
- Jakie miał obrażenia wewnętrzne? Zrobiliście mu wszystkie testy? Zresztą… skoro był u was wczoraj, to jakim cudem wyskoczył z okna? Na oddziale psychiatrycznym powinny być kraty w oknach. Są? – zapytał, jakby nie był pewien. Nie znał rozłożenia szpitala, a ręki obciąć sobie nie da, że tamto skrzydło jest odpowiednio zabezpieczone przed różnymi szalonymi pomysłami pacjentów. - Prowadziłeś go. Mówił coś? Jak się zachowywał? Był zamieszany w pięć morderstw młodych kobiet. Wspominał o jasnym włosach i drzewach? – mruknął, odchylając palcami głowę nieboszczyka w tył, sprawdzając mu krtań. - Tak potrzebuję dokładniejszych oględzin. Wszystko co macie. Od dnia, w którym do was trafił, aż po akt zgonu. - powiedział odsuwając się i pchnął mocno go powrotem do lodówki. Tyle mu na obecną chwilę wystarczy. Oglądanie gołego, martwego faceta nie było szczytem jego chorych fantazji.
- Daj mi te akta i znikam – mówiąc to, znalazł się za plecami Josha, zerkając z góry jak radzi sobie z przeglądaniem tych wszystkich kartotek. Czekał spokojnie, nie pospieszając go.
Chociaż… trochę go zdziwił. Ten facet naprawdę był jakiś dziwny. Jak tylko go zobaczył czuł, że nie będzie pałać do detektywa sympatią, a tu proszę jaki rozmowy się zrobił. Zadaje pytania, współpracuje bez żadnego gadania… Jezu, może w tej windzie uległ jakieś metamorfozie, której John nie zauważył. A kij z tym. Miał to w dupie. Chciał wyjść z tego zimnego miejsca i iść na kawę oraz tosty. Oj tak, cholernie o tym marzył. Potrzebował pieprzonego spokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fanta
Człowiek od Skalpela

avatar

Liczba postów : 8
Dołączył : 17/09/2013

Godność : Josh Sean Smith
Wiek : Trzydzieści lat
Zawód : Chirurg, diagnosta
Orientacja : Biseksualna
Wzrost i waga : 179cm, 74kg

PisanieTemat: Re: Korytarz.   Pon Wrz 23, 2013 7:37 pm

Kolejne papiery przelatywały Joshowi między palcami, a robił to w taki zwinny sposób, że ledwie można było usłyszeć szelest pomijanych kartek. Czemu współpracował? A czemu miałby nie współpracować, skoro obaj chcieli mieć święty spokój. Nie współpraca prowadzi do problemow, jednym z nich jest ślęczenie w tym miejscu przez kolejne godziny, a on kończył o 16. Spojrzał przelotnie na swój zegarek na prawej ręce. 15.50. Idealnie, jak się pospieszy wyjdzie stąd o równiej szesnastej i żaden pacjent nie zatrzyma go w drzwiach, jak to wiele razy bywało. Czasem zdążało mu się przyjmować w przychodni do której zaganiała go ordynatorka szpitala, ale on nienawidził tej parszywej roboty, dlatego wolał utlenić się o równej godzinie.
- Nie powiedziałem, że miał schizofrenie - zaznaczył podnosząc się i obracając w jego stronę z uśmiechem na wargach. - Tylko powiedziałem, że wszystko na to wskazywało.
Josh wyciągnął papiery w kierunku Johna z tym irytującym zawadiackim uśmieszkiem na twarzy.
- Frank, słyszał głosy. Zrobiliśmy mu parę badań. Diagnoza była jednak zła. Frank chorował na chorobę Wilsona, która powodowała te objawy. Więc nie był szaleńcem. Nie potrzebował krat - odparł opierając się o szafkę tuż za nim i z zaciekawieniem przyglądał się jego twarzy. - Taaak, coś wspominał o tych drzwiach, to coś istotnego?
Nie żeby by ucieszony kiedy tego dnia przywieźli Franka White do ich szpitala. Wielu lekarzy zawsze stwierdzało, że Josh po prostu lubi wariatów i ich sposób myślenia, pomimo tego, ze myślą przecież wadliwie. Może właśnie dlatego zgodził się go leczyć.
- Może powinien wspominać o oknie, skoro następnego dnia z niego wyleciał? Tak się dzieje z facetem kiedy ma za dużo kobiet na głowie.
Opierając się wciąż tyłkiem o skrzynkę akt tuż za nim wyciągnął kolejny raz w tym dniu przeźroczyste pudełeczko, z którego wysypał kolejne dwie białe tabletki.
- Coś jeszcze dedektywku? - powiedział od razu wrzucając tabletki do ust.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burton
Detektyw

avatar

Liczba postów : 109
Dołączył : 17/09/2013

Godność : John Alexander Burton.
Wiek : 32 lata.
Zawód : Detektyw.
Orientacja : Biseksualny.
Partner : Psychiatra z piekła rodem.
Wzrost i waga : 189 cm/ 84 kg.
Znaki szczególne : Jasne blond włosy przystrzyżone na jeden centymetr po bokach i pofarbowane na brązowo; intensywne brązowe oczy.
Aktualny ubiór : Czarna dobrze dopasowana koszula, której rękawy są zawinięte do połowy; sportowa kamizelka, nie zapięta; jasne spodnie dżinsowe, których nogawki są wsadzone w buty; półbuty męskie za kostkę [model: blue molto] z wykończeniem 'old', nie do końca zasznurowane.
Ekwipunek : Odznaka; służbowy pistolet; klucze; komórka; paczka fajek; zapalniczka.
Obrażenia : Na razie brak.

PisanieTemat: Re: Korytarz.   Wto Wrz 24, 2013 8:27 pm

- To nie wprowadzaj mnie w błąd, doktorku. Zdecyduj się ze stawianiem diagnoz-  burknął pod nosem, zdając sobie sprawę z tego, że sam źle zinterpretował słowa lekarza. Mimo to zaraz instynktownie spojrzał na zegarek wiszący nad głową Fanty.  Piętnasta pięćdziesiąt. Najwyższa pora by zbierać się z tej cholernej, zimnej kostnicy.-  Choroba Wilsona, jest często brana za schizofrenię, albo za zespół zależności alkoholowej. Skoro Frank nie był szaleńcem, to jak wyjaśnić, że wyskoczył z okna? Nie był o nic podejrzewany, aż do ostatniej ofiary. Tak jakby mu się wszystko posypało. Czy ta choroba jest uleczalna? – zapytał, spoglądając na mężczyznę dość badawczym wzrokiem. W sumie trzeba mu przyznać, ze jak na chirurga, to wiedzę o chorobach zahaczających o sfery psychologiczne posiadał. Musiał przyznać, że pomylił się z oceną Josha na temat jego braku wiedzy, czy znajomości ze swojego zakresu. Tak, sądził, że dyplom  chyba dostał przez łóżko, ale to zostawił dla siebie. Zresztą nie uśmiechało mu się użeranie z tym facetem zwłaszcza teraz, gdy był tak blisko wyjścia do drzwi.
- Powiedz mi co dokładnie Frank White mówił o tych kobietach? Mówił o czymś charakterystycznym? Skup się, a nie ćpaj jakieś prochy – rzucił, zaraz spoglądając w stronę znajdującej się w ręku Josha fiolki z lekami. John aż podniósł brew do góry, znowu wracając do swojego pierwotnego zdania o tym człowieku. Nieodpowiedni.  Zapewne to co brał nie wyglądało jak witaminki, te zazwyczaj są w jakiś cholernie kolorowych opakowaniach, by zachęcić idiotów do ich kupna. Te wyglądały jakby były na receptę.
- Co ty w ogóle bierzesz, lekarz nie powinien mieć trzeźwego umysłu? – zapytał zaraz, odbierając akta, które otwarł by wzrokiem przesunąć po linii tekstu.  Sekcja była interesująca. Frank White był człowiekiem poczytalnym w chwili dokonywania wszystkich morderstw o jakie go podejrzewano, trafia do szpitala. Pod opieką lekarza prowadzącego, wyskakuje z okna, a jego ciało wygląda jakby poszatkowano go jak kapustę. Pytanie brzmi, czy Frank sam wyskoczył z okna, czy ktoś mu pomógł? Skoro John wcześniej wyczuł, że White jest złym tropem, to jaki prawdziwy motyw miał morderca. Przecież na rękę by mu było, gdyby wsadzili niewinnego człowieka. Czyżby chciał mu tym coś przekazać?
Z zamyślenia wyrwał go głos Fanty. Ocknął się zaraz, spoglądając na szatyna.
- Nie to wszystko, dzięki za pomoc – rzucił, trzymając pod pachą akta, opuszczając kostnicę. Wyszedł na piętro, a następnie przed budynek. Przestało padać, a to dobry znak. Wyciągnął papierosy z kieszeni spodni, wsuwając jednego w usta i odpalając. Ruszył w stronę swoje wozu.


[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Korytarz.   

Powrót do góry Go down
 
Korytarz.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Korytarz.
» korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
centrum miasta
 :: Główna ulica :: Szpital
-
Skocz do: