IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Staw

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Insomnia
Kundel

avatar

Liczba postów : 15
Dołączył : 24/09/2013

Godność : Madelaine Kavanagh
Wiek : 19 lat
Zawód : Studentka
Orientacja : Biseksualna
Partner : iPhone
Wzrost i waga : 165cm
Znaki szczególne : Długie blond włosy, jasno szare oczy, blizna cięta na obojczyku.
Aktualny ubiór : Oprócz czarnej, sportowej bielizny, ma na sobie ten komplet.
Ekwipunek : Biały i czarny iPhone 5s; laptop; gumy orbit
Obrażenia : Zdrowa rybka.
Multikonta : Anastasia

PisanieTemat: Staw   Sro Wrz 25, 2013 5:56 pm

Środkowa część parku, która została zajęta przez nieduży staw. Idealne miejsce dla zakochanych park, które chcą wypożyczyć sobie łódkę i wypłynąć na romantyczne popołudnie. Nocą ładnie oświetlona, jest miejscem miłym i przyjemnym. Latem można dopatrzeć się tutaj wielu łabędzi i kaczek, zimą mało kto tu przychodzi.
Wokół stawu znajduje się wiele ławek i latarni.

***

Mady postanowiła wyjść z domu. Takie było jej głupie postanowienie noworoczne: przynajmniej raz dziennie podnieść zadek z fotela i wyjść na dwór. Okropne czy nie, zdecydowała się go przestrzegać, przynajmniej na razie. Potem się dziwiła, że była wiecznie chora, kichała, płakała i kaszlała, a to wszystko przez brak świeżego powietrza. Przecież trzeba było się hartować, a nie żyć w jednym pokoju 24/7. Mimo wszystko dziewczyna właśnie taka była, gdyby mogła - siedziałaby na dupsku cały czas. To nie z powodu lenistwa raczej, jednak jej powołania życiowego.
Kiedy po raz pierwszy dostała się do internetu wiedziała, że to będzie robić do końca świata i dłużej. Niedługo po tym okrzyknęli ją Insomnią, a wielu zaczęło się jej bać. Oczywiście tak było w tej wirtualnej przestrzeni, która dla sporej grupy osób zaczęła zastępować tą rzeczywistą. Mady też do nich należała. W realu była tylko zwykłą, szarą myszką, a przez internet budowała własne imperium.
Tak więc podczas swojego rutynowego obchodu wokół stawu z telefonem w ręku, nagle straciła zasięg. Zaklęła pod nosem, wypowiadając słowa, które nie wypada mówić damie i zaczęła energicznie potrząsać iPhonem. Jej usta wygięły się w podkuwkę, a dziewczyna wyglądała, jak by miała zaraz się rozpłakać.
Cholera, cholera, cholera.
Biegała tam i z powrotem szukając tego cholernego zasięgu. Normalnie nie mogła w to uwierzyć, przecież takie rzeczy nie zdarzają się w tym mieście, już od kilku lat. Pewnie jakiś idiota bawi się w hakera i stara się rozzłościć innych uzależnionych od kabelków. W końcu wpadła na genialny pomysł i wbiegła na ławkę. Ze zręcznością małego, niezdarnego kotka wspięła się na oparcie i wyciągnęła rękę z telefonem najwyżej jak potrafiła. Przygryzła dolną wargę i nagle aż pisnęła triumfalnie.
- Mam go !
Zaświergotała uradowana, chwiejąc się niebezpiecznie na boki. Akrobatka była z niej żadna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amnesia
Szpieg

avatar

Liczba postów : 56
Dołączył : 14/09/2013

Godność : Christian Nathanaiel Byron
Wiek : 27
Wzrost i waga : 192cm / 74kg
Znaki szczególne : Kilka blizn na przedniej stronie korpusu
Aktualny ubiór : Poprzecierane tu i ówdzie spodnie, biała koszulka, ciemna, skórzana kurtka. Buty ponad kostkę wiązane dookoła.
Ekwipunek : paczka tanich papierosów, zapałki i gumki z 'chętnych ud', klucze do mieszkania
Obrażenia : rozcięty wierzch prawej dłoni. Siniak i rozcięcie przy lewej kości policzkowej. Siniaki i otarcia na korpusie.

PisanieTemat: Re: Staw   Sro Wrz 25, 2013 7:46 pm

Przez kilka dobrych godzin tłukł się pomiędzy czterema ścianami własnego mieszkania nie potrafiąc spożytkować właściwie wolnego czasu. Nie mógł powiedzieć, że było mu jakoś źle siedzieć i myśleć, jednak perspektywa spędzenia tak reszty dnia nie uśmiechała się Christianowi w ogóle. Prawdę powiedziawszy byłby wdzięczny za jakieś rozruchy nieopodal, by móc bezkarnie wytoczyć się poza ciasną klatkę i odetchnąć zmąconym powietrzem chaosu.
Nie należał do osób specjalnie aktywnych. Nie kiwnąłby palcem nawet jeżeli mógłby jakoś pomóc jednej, czy drugiej stronie konfliktu. Jednak przyciągało go jak magnes zło tego miasta. Skrawek zatrutej niewidzialnym ugorem ziemi trawiącej swoje własne dzieci. Zgnilizna kręgosłupa moralnego i twarde spojrzenie. Gniew, ach ten gniew! Toczący po skórze zimny dreszczyk i chęć na więcej. Nie pragnął chaosu dla ogółu – pragnął go dla siebie. Niczym szczury laboratoryjne, chciał obserwować ludzi i zapamiętywać ich zachowania. Chciał się uczyć jak reagować, nie popełniając własnoręcznie błędów. W końcu całe miasto było jedynie kufrem pełnym zabawek.
Dlatego też koniec końców trzasnął na odchodne drzwiami i sunąc ciemnym korytarzem badał szorstkość odłażącej od ścian farby ręką przytkniętą do jej pionu. Niedługo zajęło mu wejście w znienawidzony tłum i jeszcze szybciej znalazł się poza jego obrębami, oddychając głęboko. Wstrzymywał powietrze zbyt długo, nie chcąc przyjąć w siebie dzielonych między ciała wyziewów. Brzydził się. Tak po ludzku i poprawnie się brzydził. Dlatego wylądował w parku, wieczorową porą, kręcąc się z dala od ludzi, jednak w pobliżu ich gniazd i siedzisk.
Obserwował, wyobrażał sobie i stawiał teorie. Swój własny świat określił w ramach ‘ja + pięć metrów dookoła’. Nie potrafił jednak być tak obojętny przez cały czas, dlatego spojrzenie przykute przez drobną, kruchą postać zatrzymał na dłużej. Milcząc wyrażał całe swoje rozterki. Czy upadnie? Czy rozbije się na wiele elementów? Czy mogłaby to zrobić, by sprawdził?
Insomnia jednak ani myślała spełnić niemej prośby, tkwił więc tak w cieniu drzewa czekając na dogodny moment, by sprawie dopomóc, bądź dać sobie spokój. Nie należał do ludzi przedwcześnie rezygnujących z zamiaru, nie garnął się jednak także do natarczywego nastawania na kogokolwiek… Po prostu i najzwyczajniej w świecie zapobiegał nudzie zbyt długiego dnia wolnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Insomnia
Kundel

avatar

Liczba postów : 15
Dołączył : 24/09/2013

Godność : Madelaine Kavanagh
Wiek : 19 lat
Zawód : Studentka
Orientacja : Biseksualna
Partner : iPhone
Wzrost i waga : 165cm
Znaki szczególne : Długie blond włosy, jasno szare oczy, blizna cięta na obojczyku.
Aktualny ubiór : Oprócz czarnej, sportowej bielizny, ma na sobie ten komplet.
Ekwipunek : Biały i czarny iPhone 5s; laptop; gumy orbit
Obrażenia : Zdrowa rybka.
Multikonta : Anastasia

PisanieTemat: Re: Staw   Sro Wrz 25, 2013 8:01 pm

Czemu tak się działo, że siła grawitacji dawała o sobie znać wtedy, kiedy była najmniej potrzebna? Właśnie dlatego Insomnia uwielbiała świat wirtualny. Jeśli dobrze się go poznało i wiedziało jak w nim poruszać - był jak otwarta i niezapisana księga. B e z  o g r a n i c z e ń. Przypominał jej wyobraźnię, mogła w nim zrobić wszystko co chciała. Tak więc właśnie to bunt przeciwko grawitacji pchał ją do stworzenia gry, w której można było latać, a teraz co? Balansowała na krawędzi upadku w dół i nic nie mogła na to poradzić.
Jednak to nie takie zwykłe gry przez internet były jej celem, marzeniem. Czymś co chciała stworzyć. Była kobietą, więc dawanie życia miała we krwi, mimo wszystko ona wykraczała poza stereotypy. Od zawsze pragnęła zrobić świat, w którym uczestniczyliby prawdziwi ludzie. Mogliby utożsamiać się z wirtualnymi bohaterami i przeżywać to co ich podopieczni.  Nie było by tam bólu, głodu ani upokorzenia. Pracowała nad tym od kilku lat i wiedziała, że prędzej czy później jej się uda. Insomnia była zawziętą bestią i przede wszystkim nie znała słowa "porażka". Dla niej nie było rzeczy niemożliwych, tylko te bardziej lub mniej trudne w wykonaniu.
Oczywiście nie zauważyła tego pana, który przechodził nieopodal. Była zbyt zajęta próbą przetrwania na krawędzi i złapania nieuchwytnego zasięgu, że nawet armagedon nie zwróciłby jej uwagi. Mady była lekkomyślną dziewczynką, bo która normalna panna zapuszczałaby się wieczorami do parku? Może jeszcze kilka lat temu było to bezpieczne miejsce, odwiedzane przez stróżów prawa, jednak teraz wszystko się zmieniło. Już nikt nie przejmował się bezpieczeństwem zwykłych, szarych, nic nie znaczących ludzi. Liczyła się tylko władza i pieniądze.
Chwiejąc się niebezpiecznie rozłożyła ręce na boki, próbując utrzymać równowagę. W końcu przestała się trząść jak osika i uśmiechnęła się wesoło. Udało jej się! Już miała postawić nogę bezpiecznie na ławce, kiedy nagle zachwiała się ostatni raz i runęła jak długa na ziemię. Niemy krzyk zamarł jej na ustach, wszystko działo się na tyle szybko, że nawet nie zdążyła zareagować. Czekała tylko na obicie sobie tyłka i grzmotnięcie tym kruchym ciałkiem o ziemię. Spadając udało jej się jedynie unieść w górę iPhona i torbę z laptopem, jak gdyby chciała ratować swoje własne dziecko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amnesia
Szpieg

avatar

Liczba postów : 56
Dołączył : 14/09/2013

Godność : Christian Nathanaiel Byron
Wiek : 27
Wzrost i waga : 192cm / 74kg
Znaki szczególne : Kilka blizn na przedniej stronie korpusu
Aktualny ubiór : Poprzecierane tu i ówdzie spodnie, biała koszulka, ciemna, skórzana kurtka. Buty ponad kostkę wiązane dookoła.
Ekwipunek : paczka tanich papierosów, zapałki i gumki z 'chętnych ud', klucze do mieszkania
Obrażenia : rozcięty wierzch prawej dłoni. Siniak i rozcięcie przy lewej kości policzkowej. Siniaki i otarcia na korpusie.

PisanieTemat: Re: Staw   Czw Wrz 26, 2013 3:28 pm

Cienka czerwona linia dystansu międzyludzkiego napięła się nie przepuszczając bajkowej rzeczywistości poza obręb umysłu postronnego obserwatora. Christian nie ruszył by uratować damę. Nie przeskoczył dzielącej ich odległości, by pochwycić wątłe ciało w ramiona i uchronić przez twardym pocałunkiem z chłodną trawą. Nie okazał się na tyle miły i kulturalny, by uczynić jakikolwiek krok w stronę rycerskich stereotypów. Nie, to nie był ten mężczyzna. Christian jedynie wsunął duże ręce do kieszeni skórzanej kurtki i oblizał spierzchnięte usta. Oczy śledziły łagodny łuk upadku i nie mógł się nadziwić ile w kobietach gracji nawet wtedy, kiedy kaleczą się o własną nieostrożność.
Zaraz potem nastąpiła jakby chwila refleksji i pogoda zniknęła z twarzy, dając się zastąpić ironicznej ocenie. Prawy kącik ust uniósł się tworząc dołeczek, Christian zaś wysunął się z wieczornego cienia drzew stając naprzeciw metra sześćdziesięciu z kawałkiem blond tragedii i roztarł podeszwą pozostawionego przez kogoś peta. Nie uszło jego uwadze, że chociaż parku nie oblegały tłumy, przedstawienie Insomnii przyciągnęło uwagę każdej osoby w promieniu najbliższych sześciu metrów zieleni. Mężczyzna westchnął ciężko, podszedł jeszcze kilka kroków, pochylił się nieco i wyciągnął rękę, by…
Podnieść z ziemi telefon, który sekundę po upadku przeturlał się po trawie w jego kierunku. Christian dawno nie korzystał z dobrodziejstw technologii. Nie posiadał telefonu, zaś dawno temu zdobyty laptop pamiętał chyba jeszcze czasy windowsa98, służąc mu jedynie do mozolnego zaglądania na strony informacyjne w celu wyszukania jakichkolwiek wieści. Nowe cacka, które sprawiła mu organizacja leżały nietknięte w kartonie na dnie szafy czekając chwili, kiedy wysłużona, ciężka cegła z internetem spali się doszczętnie, by móc zabłysnąć swym wątłym kształtem, za to pewnie dużą skutecznością.
Christian przesunął palcem po odblokowanym ekranie z rozpaczą rejestrując, że nic ciekawego nie wydarzyło się w pobliżu. Nic w rozumieniu poważnych dysfunkcji normalnego trybu dnia, o których rozpisywałyby się wszelkie strony ‘24online’. Walcząc z wewnętrznym rozgoryczeniem rzucił w kierunku dziewczyny jej zabawkę, ignorując wszelkie jej zachowania i siadając z kwaśną miną na ławce, z której tak niedawno spadła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Insomnia
Kundel

avatar

Liczba postów : 15
Dołączył : 24/09/2013

Godność : Madelaine Kavanagh
Wiek : 19 lat
Zawód : Studentka
Orientacja : Biseksualna
Partner : iPhone
Wzrost i waga : 165cm
Znaki szczególne : Długie blond włosy, jasno szare oczy, blizna cięta na obojczyku.
Aktualny ubiór : Oprócz czarnej, sportowej bielizny, ma na sobie ten komplet.
Ekwipunek : Biały i czarny iPhone 5s; laptop; gumy orbit
Obrażenia : Zdrowa rybka.
Multikonta : Anastasia

PisanieTemat: Re: Staw   Czw Wrz 26, 2013 4:21 pm

1, 2, 3 szybkie uderzenia serca później upadła na ziemię. Jej twardy tyłek grzmotnął niemiłosiernie o trawę, że aż jęknęła przesadnie. Niebezpieczna zabawa musiała się tak skończyć, a Sonia pluła sobie w brodę, że wyszła z tego swojego cholernego domu. Gdyby nadal siedziała przy kompie, nic przykrego by ją nie spotkało, ale tak tak, postanowienie noworoczne i te inne bzdury. Przez ten incydent będzie wyleczona z opuszczania swojej nory przez kolejne dwa tygodnie co najmniej. W końcu zacznie cierpieć na zanik mięśni i już nigdy nie ruszy się z fotela, a potem udusi się powodu zaniku mięśni klatki piersiowej , co za przykry los ją czekał. Normalny człowiek już dawno kazałby iść się jej leczyć, co wcale nie było takim złym pomysłem. Nadawała się jednak na odwyk, a nie do psychiatryka. A na takim oddziale zamkniętym dla wszystkich ćpunów, alkoholików i innych uzależnionych biedaków, popełniłaby samobójstwo, gdyby całkowicie pozbawili ją dostępu do sieci.
Insomnia powoli otworzyła jedno oko, potem drugie i w końcu zamrugała kilka razy, sycząc cicho ze złości. Wymacała laptopa, na szczęście nic mu nie było. Wstała szybko rozmasowując obolały tyłek i otarła rękawem uronioną łzę. Nagle zauważyła, że zgubiła swoje drugie cacko. Aż pisnęła ze strachu i zaczęła szamotać się dookoła w poszukiwaniu telefonu.
Nie, nie, nie, nie - powtarzała jak modlitwę w agonii szukając swojej zguby.
Nagle przyszedł ratunek, jakiś zielonooki olbrzym rzucił w jej stronę iPhona. Mady zanim go w końcu pochwyciła w ręce, wykonała serię podrzutów i złapań, żeby nie spadł na ziemię. Popatrzyła na nieznajomego z wyrzutem.
- Ciołek!
Wykrzyknęła pokazując mu język i ruszyła w stronę, z której przyszła, burcząc coś pod nosem. Jej kaczkowaty chód był pewnie spowodowany obiciem sobie kości ogonowej, jednak Sonia była tak naburmuszona, że nawet tego nie zauważyła. Kilka kroków dalej zatrzymała się i odwróciła na pięcie, maszerując z powrotem. Kiedy dotarła wreszcie do tej pamiętnej ławki, zatrzymała się przed nieznajomym, który zdążył już przysiąść na tym obiekcie tortur i ułożyła ręce na biodrach.
- Jestem Madelaine, ale możesz mówić mi Mady. A ty jak masz na imię?
Zaczęła paplać bez sensu, uśmiechając się jak głupia. No cóż typowa lekkomyślna gaduła, która lubi irytować innych. Teraz koleś miał pecha, nie pozbędzie się jej tak łatwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amnesia
Szpieg

avatar

Liczba postów : 56
Dołączył : 14/09/2013

Godność : Christian Nathanaiel Byron
Wiek : 27
Wzrost i waga : 192cm / 74kg
Znaki szczególne : Kilka blizn na przedniej stronie korpusu
Aktualny ubiór : Poprzecierane tu i ówdzie spodnie, biała koszulka, ciemna, skórzana kurtka. Buty ponad kostkę wiązane dookoła.
Ekwipunek : paczka tanich papierosów, zapałki i gumki z 'chętnych ud', klucze do mieszkania
Obrażenia : rozcięty wierzch prawej dłoni. Siniak i rozcięcie przy lewej kości policzkowej. Siniaki i otarcia na korpusie.

PisanieTemat: Re: Staw   Sob Wrz 28, 2013 3:39 pm

Na złośliwe określenie wykrzywił wargi w grymas uśmiechu i przez ułamek sekundy obserwował, jak kibić chwieje się w kaczym chodzie w kierunku wyjścia z parku. Mentalne wzruszenie ramion i wzrok utkwiony z ciemniejącym niebie w następstwie dziwnego spotkania były jak powrót do normalności, którym niestety nie mógł się długo cieszyć.
Rozpostarł ręce na oparciu i oparł zewnętrzną część łydki o kolano. Wpierw skierował spojrzenie w kierunku dziewczyny, potem zaś całą twarz odwróciła się ku niej, by móc tkwić frontalnie w chwilowym niezrozumieniu. Przetrawił dziwne powitanie marszcząc czoło, lecz chwilę po tym jakby oprzytomniał. Ludzie i ich głupie bolączki.
- Oddałem Ci telefon. Nic z nim nie zrobiłem, nigdzie nie zaglądałem. Czuj się bezpieczna.
Jeżeli Madelaine martwiła się o to, co przed chwilą zaszło, mogła być pewna, że Christian nie zepsuje jej wątpliwej reputacji budując dookoła noże z plotek. Fałszywe informacje roznosił jedynie w przypadku, gdy miał z nich jakąś korzyść. Wystawianie jej n pośmiewisko, bądź obarczenie ciężarem pomówień wybitnie mu się nie uśmiechało. Zbyt wiele wysiłku za darmo. Nie był człowiekiem działającym charytatywnie. Ba, nawet nie interesowało go robienie pod górkę osobom, które mijał co dzień, nawet nie zwracając na nie uwagi. Nie potrafiłby dla czystej satysfakcji powiedzieć nic o tym, co niedawno zaszło. Nie poprzestawiał także nic w jej zabawce, znając jedynie opcję wejścia w internet i dzwonienia. Obsługę elektorniki zostawiał internetowym zapaleńcom, bądź miłośnikom wszelakich nowinek. Stare dobre telefony z klapką były jednak niezastąpione. Nie widział też innego powodu, dla którego dziewczyna chciałaby zamienić z nim słowo. Sam sobie nie wydawał się osobą miłą, no a już na pewno nie kontaktową. Chyba, że była istotą wybitnie ubogą w instynkt samozachowawczy, bądź nie potrafiącą znaleźć sobie normalniejszego człowieka do radosnych pogawędek o niczym. Christian zmarszczył brwi. Odgrywała samotną, złaknioną kontaktu?
To by nawet pasowało. Jako ten, który pierwszy stanął na jej drodze, mógł być dobrą alternatywą dla wbicia się w ruch uliczny. Jednak w tym momencie poczuł się jak zwierzyna łowna, co nieco wybiło go z wnioskowania, bowiem było to uczucie nowe. Wow, nikt nigdy nie okazał mu tyle uwagi. Nawet matka.

wybacz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Insomnia
Kundel

avatar

Liczba postów : 15
Dołączył : 24/09/2013

Godność : Madelaine Kavanagh
Wiek : 19 lat
Zawód : Studentka
Orientacja : Biseksualna
Partner : iPhone
Wzrost i waga : 165cm
Znaki szczególne : Długie blond włosy, jasno szare oczy, blizna cięta na obojczyku.
Aktualny ubiór : Oprócz czarnej, sportowej bielizny, ma na sobie ten komplet.
Ekwipunek : Biały i czarny iPhone 5s; laptop; gumy orbit
Obrażenia : Zdrowa rybka.
Multikonta : Anastasia

PisanieTemat: Re: Staw   Nie Wrz 29, 2013 1:41 pm

Sonia miała bardzo niski potencjał samozachowawczy. To prawda. uchodziła raczej za osóbkę miłą, ale niejako głupiutką i lekkomyślną. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku, bo na przykład do zamaskowanego kolesia z bronią w ręce nie zaczęłaby się łasić, ale do gangu motorowego już pewnie tak. Było to głównie związane z poczuciem swojej wartości. W tym perfidnym i brutalnym, realnym świecie była nikim i tak też się czuła. Było jej obojętne, czy ktoś ją teraz uderzy, napluje na nią, czy może uściśnie jej dłoń. Wszystko jednak zmieniało zalogowanie do sieci, wtedy czuła się ważna, miała władzę i siłę, to czego pragnie większość osób po tej stronie globu.
Tak czy owak ten pan tutaj przyciągnął na siebie jej uwagę (samobójca jak nic) i teraz już nie miała zamiaru zostawić go w spokoju. Przecież była bardzo otwartą osobą, lubiła poznawać nowych ludzi, a tu proszę idealna okazja! Taki miły, starszy pan i do tego oddał jej skarb i nawet nie zrobił mu krzywdy. Brakowało tylko siwej brody i czerwonego wdzianka, a Mady zaczęłaby mówić do niego święty Mikołaju. Na jego słowa przewróciła teatralnie oczami, ale ten dziwny, uroczy uśmiech nie schodził z jej twarzyczki.
- Oddałem czy Telefon to prawdziwe Twoje imię?
Zapytała chichocząc jak typowa nastolatka. Po chwili jednak westchnęła ciężko, jak gdyby wykonywała jakąś potwornie ciężką robotę i szybciutko wcisnęła się na ławkę tuż obok nieznajomego, czyli lekkomyślność poziom hard.
- Lubisz spacerować?
Zapytała tak z dupy, żeby sobie pogadać. Co poradzić, taki charakter. Gaduła na sto dwa i więcej. Jeśli Chris jakoś szybko ją nie uciszy, to rozgada się na dobre i potem będzie miał koszmary z nią w roli głównej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amnesia
Szpieg

avatar

Liczba postów : 56
Dołączył : 14/09/2013

Godność : Christian Nathanaiel Byron
Wiek : 27
Wzrost i waga : 192cm / 74kg
Znaki szczególne : Kilka blizn na przedniej stronie korpusu
Aktualny ubiór : Poprzecierane tu i ówdzie spodnie, biała koszulka, ciemna, skórzana kurtka. Buty ponad kostkę wiązane dookoła.
Ekwipunek : paczka tanich papierosów, zapałki i gumki z 'chętnych ud', klucze do mieszkania
Obrażenia : rozcięty wierzch prawej dłoni. Siniak i rozcięcie przy lewej kości policzkowej. Siniaki i otarcia na korpusie.

PisanieTemat: Re: Staw   Sro Paź 02, 2013 1:41 pm

Christian odwrócił spojrzenie od roztrzepotanych rzęs i słodkiego uśmieszku. Żadne z dotychczasowych zagrań nie wywarło na nim jakiegoś szczególnie pozytywnego wrażenia, poza tym jakoś nie nabrał ochoty odwzajemniania zainteresowania, którego nie poczuł. Nienaturalna dla niego była otwartość, zakrawająca pod bezczelność młodości. On sam niezbyt komfortowo czuł się pod ostrzałem szarych oczu.
- Niezbyt.
Kiwnął kolanem w dół dla zajęcia myśli. Skoncentrował się na lekkich, nieistotnych ruchach kończyn i drganiach powiek, odganiając chęć kapitulacji i odejścia w kierunku szarzejącego wschodu. Kilka razy westchnął głęboko, nie mogąc jednak pokonać chęci obserwacji istoty ludzkiej, odchylił twarz lekko pod kątem i rejestrował ruchy kobiecego korpusu. Zlepek żeńskich hormonów zdawał się być nadpobudliwy i chyba lekko podniecony perspektywą kontaktów międzyludzkich. Ciekawym był fakt, że pomimo nieznajomości jego zwyczajów, Insomnnia raczej nie przejmowała się wywartym wrażeniem, bądź odbiorem, bardziej nastawiając się na masywny przekaz, niż wymianę poglądów. Gdyby ująć to w prostsze słowa – nie liczyła się z jego zapatrywaniem na tą sytuację. Zupełnie, jak gdyby wszystko zależało od niej i tylko ona miała jakikolwiek wpływ na przebieg. Z jednej strony to także było ciekawe, bowiem jeżeli wszyscy obcy są takimi ‘duszkami Casperkami’ maltretującymi czas wolny, trudniej będzie się od nich opędzić, niż złapać w pułapkę. Coś w stylu kartonu pozostawionego dla zwabienia kota – wkrótce trzeba będzie liczyć się z tym, że kot sam o niego poprosi.
Nie pozostało także zignorowane przesłanie o rozsupłanie języka, które zawarła w najbardziej bezsensownym pytaniu, jakie mogła zadać. To jednak postanowił pozostawić swojemu losowi i jedynie być sobą – milczącym, niemiłym i chamskim gburem, na jakiego wychowało go prawie samotne życie. Nie będzie dziś gryzienia się w język i miękkich uprzejmości. Amnesia wygrał sam ze sobą zakład, który nie mógł być rozstrzygnięty. Spychał wewnętrzną potrzebę otoczenia płci pięknej opieką na rzecz stoickiego odbierania bodźców, jakie ta dawała. Dlatego też nie spuszczał z niej oczu, obserwując jakby ukradkiem, jak zareaguje, bądź co zrobi jej ciało. Przeszłoby to bez uwagi zapewne, gdyby nie jeden istotny szkopuł – chyba jedynie on siedział do rozmówczyni profilem, nieprawdaż?

Wybaczx2. Mogę się jednak pochwalić, że sprawozdania ogarnięte
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Insomnia
Kundel

avatar

Liczba postów : 15
Dołączył : 24/09/2013

Godność : Madelaine Kavanagh
Wiek : 19 lat
Zawód : Studentka
Orientacja : Biseksualna
Partner : iPhone
Wzrost i waga : 165cm
Znaki szczególne : Długie blond włosy, jasno szare oczy, blizna cięta na obojczyku.
Aktualny ubiór : Oprócz czarnej, sportowej bielizny, ma na sobie ten komplet.
Ekwipunek : Biały i czarny iPhone 5s; laptop; gumy orbit
Obrażenia : Zdrowa rybka.
Multikonta : Anastasia

PisanieTemat: Re: Staw   Nie Paź 06, 2013 7:28 pm

Oczywiście, że tylko on siedział do niej profilem! Mady usiadła na ławce po turecku twarzą do niego. Przecież ciągle coś do niego paplała i musiała na niego patrzeć! Nie chciała wywrzeć na nim jakiegoś specjalnego wrażenia, wręcz przeciwnie. Jej trzepoczące rzęsy i słodki uśmiech, były czymś naturalnym. Jak gdyby z góry przypisanym do jej ciałka i osobowości. Dziewczyna nie przywykła do smutku, całkiem odwrotnie była uosobieniem wesołości i wszystkiego co malutkie i kochane. Przynajmniej na razie.
Oczywiście potrafiła też być bezwzględną i wredną zołzą, jednak tylko w sieci. W życiu realnym była tylko nieporadną nastolatką. Trochę zbyt lekkomyślną jak na swój wiek. Przecież dziewiętnaście lat to już nie tak mało. Skończyła nawet liceum i była nową studentką. Najwyższy czas spoważnieć, jednak Mady nie spieszyła się do tego.
- A czym zajmujesz się w wolnym czasie, Telefonie?
Zaświergotała wesoło, nadając mu takie imię, jak jej pasowało. W końcu jej nie poprawił, a ona nie lubiła zwracać się bezosobowo. Tak więc wybrała to pierwsze lepsze. Całkiem niezłe przezwisko. Miała nadzieję, że jej rozmówca się nie pogniewa, przecież nie miała żadnych złych zamiarów. Nic z tych rzeczy!
Obserwował ją? Ona za to wlepiła w niego spojrzenie swoich szarych tęczówek i bezceremonialnie się na niego gapiła z przylepionym uśmiechem na twarzy. Po chwili jednak zaczęła skubać ciemnogranatowy lakier na paznokciach, wyglądając na odrobinę speszoną i zawstydzoną. No co nie chciała męczyć go swoją osobą... A tak serio to chciała. W końcu jednak wykonała najgłupszy ruch, jaki mogła zrobić. Lewą ręką lekko klepnęła go w ramię.
- Nie śpij!
Wykrzyknęła chichocząc wesoło. Ups, miejmy nadzieję, że Chris nie ma mani swojej przestrzeni osobistej, bo w kontaktach z Insomnią coś takiego nie istnieje. Miała nadzieję, że nie napyta sobie biedy. W końcu Wilki nie byłyby zbyt zadowolone z perspektywy ratowania jej. Znowu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flower Boy
Wschodząca gwiazda

avatar

Liczba postów : 238
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Do Kyungsoo | Thomas White
Wiek : 21
Zawód : Wokalista, kompozytor, tekściarz
Orientacja : Daisy przeżywa teraz okres, w którym zadaje wiele pytań, a znajduje tak mało odpowiedzi...
Partner : Brak, ale przydałby się ktoś do przytulania.
Wzrost i waga : 173 cm | 55 kg
Znaki szczególne : Duże oczy, wydatne usta. Włosy obecnie pofarbowane na czerwono, wygolone boki oraz tył głowy.
Aktualny ubiór : Granatowe, dopasowane dżinsy; czarny t-shirt z białym nadrukiem przedstawiającym chińskie znaki oznaczające muzykę; dość obszerna, biała bluza z grafitowymi rękawami, kapturem i ściągaczem na dole; czarne adidasy z czerwonymi paskami.
Ekwipunek : Paczka papierosów, klucze, dowód osobisty, rozładowany telefon.
Multikonta : Unlucky Dog, Kryśka

PisanieTemat: Re: Staw   Nie Paź 13, 2013 11:36 pm

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że dzień powoli dobiegał końca. Niebo stopniowo ciemniało, ludzie zmierzali do domów i coraz mniej ich można było spotkać w parku, bo tak już było, że po zmierzchu podobne miejsca nie budziły wielkiego zaufania niezależnie od tego, jak romantyczne by nie były. Kyungsoo może doceniłby częściowo pożółkłe już liście oświetlone subtelnym blaskiem niedawno włączonych latarni, za sprawą których po alejkach przesuwały się nienaturalnie roztańczone cienie spacerowiczów, lecz był zbyt zmęczony, aby zwracać na to wszystko uwagę. W prawej dłoni trzymał smycz, za pomocą której rozsądnie ograniczał pole manewru swojego golden retrievera. Miał szczęście, że Bento był grzeczny i nie szarpał się, a jedynie spokojnie obwąchiwał chodnik i swoim psim zwyczajem po prostu machał ogonem, gdy trafił na jakiś interesujący zapach, bo wystarczyłby tylko trochę gwałtowniejszy ruch czworonoga, aby nie do końca przytomny chłopak wypuścił smycz z dłoni. Zwłaszcza, że część swojej uwagi skupiał na towarzyszącym mu osobniku.
Mężczyzna był wyższy od niego mniej więcej o głowę i trzymał obie ręce w kieszeniach kurtki, której kołnierz postawił na sztorc, aby uchronić się przed nieprzyjemnym wiatrem. Opowiadał coś z rozgorączkowaniem, a Kyungsoo słuchał go, za wszelką cenę starając się nie odpływać myślami do swojego apartamentu, w którym czekało na niego wygodne łóżko z czystą pościelą. Zanim jednak będzie miał okazję się w nim położyć, musiał wysłuchać uwag fotografa odnośnie jego koncepcji na nową sesję zdjęciową, w której Daisy miał wziąć udział. Zgodził się głównie dlatego, że takie było życzenie jego menadżera, a po drugie po to, aby spotkać znów tego modela, na którego widok jego serce ostatnimi czasy biło mocniej. Pomyślał o nim, kiedy kątem oka dostrzegł upadającą na ziemię blondynkę. Zaraz jednak odwrócił wzrok do swojego rozmówcy.
- Co? - odezwał się po raz pierwszy od kwadransu, wreszcie pozwalając sobie na małą uwagę do wywodu fotografa, gdy przystanęli nad stawem. Bento podszedł bliżej wody i zajął się starannym badaniem linii brzegowej. - Nie będzie tu za zimno na tę kolekcję? - spytał nie do końca pewnym tonem. Różni artyści potrafili mieć naprawdę rozmaite wizje, a projektanci mody z pewnością należeli nieraz do szaleńców. Daisy starał się akceptować wszelkie ich dziwactwa, bo zwykle go one nie dotyczyły, ale widział już ubrania, w które niebawem miał się wcisnąć do sesji. Sceneria do robienia zdjęć i obecna pogoda nie do końca mu odpowiadały, bo nie był pewien, czy chce narażać zdrowie paradując nad stawem w deszczu, mając na sobie ubrania, które prędzej określiłby mianem letnich niż jesiennych. W odpowiedzi usłyszał jedynie, że da sobie radę i nic mu nie będzie. Westchnął cicho i bez większego przekonania pokiwał głową, zgadzając się na podane warunki. Zuch chłopak nie było czymś, co chciał wtedy usłyszeć jako aprobatę, gdyż poczuł się jak dziecko, lecz dzielnie zniósł i to; w końcu to nie pierwszy i nie ostatni raz.
Wkrótce zaczęło kropić. Dzięki wciąż gęstym koronom drzew ten słaby deszcz nie był szczególnie dokuczliwy, lecz mimo tego fotograf zbył chłopca marnymi pozdrowieniami i oddalił się, wystraszony kiepską pogodą. Kyungsoo wyszedł z założenia, że sam z cukru nie jest, więc się nie rozpuści, dlatego kontynuował spacer. Głównie po to, aby zapewnić więcej ruchu swojemu pupilowi łaknącemu rozrywki. Najchętniej spuściłby go ze smyczy i pozwoliłby mu pobiegać, lecz w okolicy wciąż było zbyt wielu ludzi, aby miał narażać się na ich niezadowolone jęki i narzekania, że pies biega bez kagańca. W zasadzie takie reakcje byłyby dla niego zupełnie zrozumiałe, w końcu sam nie ręczyłby do końca za swojego przyjaciela.
Stawiając niespiesznie kolejne kroki zajął sie przeszukiwaniem własnych kieszeni. Z jednej z nich wyjął wreszcie paczkę papierosów i schował ją z powrotem, kiedy już filtr jednej z fajek znalazł się między jego wargami. Kontynuował poszukiwania zapalniczki, które wkrótce okazały się bezowocne. Palił zbyt rzadko, by zawsze pamiętać o noszeniu przy sobie tego małego, przydantego gadżetu. Na zapałki też nie mógł liczyć. Nim się jednak spostrzegł, dotarł w pobliże ławki, na której siedziała teraz wcześniej wspomniana blondynka oraz wcale niebrzydki mężczyzna, którego uwagę dziewczyna chyba chciała na siebie zwrócić. Czerwonowłosy wyjął papierosa z ust i zwilżył językiem wargi, nim się odezwał.
- Przepraszam bardzo, ma pan może ogień? - zwrócił się bezpośrednio do Christiana, bo to jego prędzej niż nastolatkę podejrzewałby o noszenie przy sobie zapalniczki. Taka przynajmniej wydawała mu się być naturalna kolej rzeczy.

_________________

__bento | i'm so excited | mieszkanie | info/relacje__
I can't hear you over the sound of how awesome I am.
Sorry I'm not sorry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amnesia
Szpieg

avatar

Liczba postów : 56
Dołączył : 14/09/2013

Godność : Christian Nathanaiel Byron
Wiek : 27
Wzrost i waga : 192cm / 74kg
Znaki szczególne : Kilka blizn na przedniej stronie korpusu
Aktualny ubiór : Poprzecierane tu i ówdzie spodnie, biała koszulka, ciemna, skórzana kurtka. Buty ponad kostkę wiązane dookoła.
Ekwipunek : paczka tanich papierosów, zapałki i gumki z 'chętnych ud', klucze do mieszkania
Obrażenia : rozcięty wierzch prawej dłoni. Siniak i rozcięcie przy lewej kości policzkowej. Siniaki i otarcia na korpusie.

PisanieTemat: Re: Staw   Pon Paź 14, 2013 9:28 pm

Co lubił robić? Jego zwyczaje i tęsknoty ograniczały się zazwyczaj do chwili teraźniejszej, także nie umiał jakoś dokładnie odpowiedzieć na pytanie. Nic nigdy nie sprawiało mu jakiejś większej radości, by mógł obarczyć to wpływem uczucia. W jego słowniku nie było nawet słowa ‘ulubione’. Jednostajność i przyzwyczajenie określiły całość dnia równymi odczuciami w ten sposób, iż mężczyzna nawet nie chciał niczego zmieniać. Nie było w jego życiu wartości większych niż podstawowe ‘zjedz, nim inni zjedzą Ciebie’. Christian wzruszył ramionami, marszcząc po raz kolejny brwi i jednostajnie, miękko artykułując słowa:
- Chodzić. Siedzieć. Jeść. Spać. Pieprzyć się. Mówić.
Nie twierdził, iż czynności te mają jakąkolwiek wartość. Były proste i równe, o takim samym wydźwięku emocjonalnym jak reszta głupiutkich ludzkich namiętności. Dobrze się bawić? On nie wiedział nawet, czy bawi się źle!
Nagle jakby wszystko się zmieniło… Pomijając ‘przyjacielskie’ klepnięcie dziewczyny, otoczenie nabierało weselszych dla Christiana kolorów. Rzeczywiście. Z urokliwego, ciepłego wieczoru pozostawało powoli jedynie wspomnienie, ulotnie dając się uchwycić gdzieś pomiędzy kroplami spadającymi we włosy. Niebo przykryło się brudną szarością, granatem i skrawkami radioaktywnej żółci, spuszczając na ziemię uroby skroplonej wcześniej pary. Chociaż nic wcześniej nie zapowiadało takiego finału, teraz Christian musiał przeciwstawiać się nie tylko uroczej osóbce Madelaine, lecz do tego także wilgotności ubioru. Nie, żeby to jakoś specjalnie pogorszyło jego sytuację.
Amnesia nie zaliczał się do typu osób, które na pierwsze wspomnienie deszczu lecą pędem do suchego pomieszczenia. Nie uciekał, nie krył się, nie narzekał. Przyjmował na siebie to wszystko z ciągle niewzruszoną postawą, dając kroplom padać sobie w oczy i kłaść włosy po czaszce. Gdzieś tam z boku niezrażona Insomnia, dookoła ludzie jak mrówki i chłód wdzierający się lekkim wietrzykiem pod bluzkę. Obrzydliwa słodycz chwili uciekła aż do momentu, w którym wszystko zburzył nieznajomy stający tuż nieopodal. Dwójka nieznajomych – jeden w obroży, drugi trzymający go na smyczy.
Christian przeniósł wzrok, mierząc chłopaczka od stóp okutych w ciemne buty, aż po oczy o dziwnym wyrazie przestraszonego kota. W pierwszej chwili miał zamiar ściągnąć usta w wąską linię i odesłać go w diabły, jednak coś podpowiedziało mu, iż bardziej interesujące będzie podzielenie się zapałkami, które nota bene i tak wyniósł bez wkładu własnego. Taki o, prezent w ramach opłaconej usługi. Mężczyzna ściągnął rękę z oparcia i zanurzył ją w kieszeni kurtki, natrafiając palcami na klucze. Pogrzebał chwilę w takt metalicznego brzęku kółek, zagłuszanego przez spadające krople i w końcu wygrzebał to, czego szukał. Rzucił paczką w skośnookiego.
- Trzymaj Mały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Insomnia
Kundel

avatar

Liczba postów : 15
Dołączył : 24/09/2013

Godność : Madelaine Kavanagh
Wiek : 19 lat
Zawód : Studentka
Orientacja : Biseksualna
Partner : iPhone
Wzrost i waga : 165cm
Znaki szczególne : Długie blond włosy, jasno szare oczy, blizna cięta na obojczyku.
Aktualny ubiór : Oprócz czarnej, sportowej bielizny, ma na sobie ten komplet.
Ekwipunek : Biały i czarny iPhone 5s; laptop; gumy orbit
Obrażenia : Zdrowa rybka.
Multikonta : Anastasia

PisanieTemat: Re: Staw   Sob Paź 26, 2013 9:53 pm

Sonia siedziała tak trochę speszona, trochę wystraszona, ale na jej twarzyczce nadal widniał wielki uśmiech od ucha do ucha. Oczywiście odejmował jej on z kilka lat jak nic, przez co musiała wyglądać jak jakaś parszywa pierwszoklasistka pobliskiego liceum, ale kto by się tym przejmował?
Dostała smsa na swoje białe cacko, którego odczytała machinalnie, z przyzwyczajenia. Odpisała na niego z prędkością światła. Szybkim ruchem wyciągnęła samoprzylepne karteczki. Zapisała na nim ciąg liter, potem ciąg cyfr i nim się wszyscy obejrzeli - przykleiła Chrisowi na czoło. Oczywiście odskoczyła od niego, gdyby przypadkiem chciał jej zrobić krzywdę.
- Papatki!
Wykrzyczała jeszcze, gdy biegła jak torpeda do domu. Na kartce był podany numer telefonu z podpisem Insomnia, czy Christian będzie wiedział kto to? Zależało jak często oglądał wiadomości, albo czy serfował po necie.

zt

Przepraszam bardzo, że was blokuję. Nie mam kiedy odpisać, więc znikam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flower Boy
Wschodząca gwiazda

avatar

Liczba postów : 238
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Do Kyungsoo | Thomas White
Wiek : 21
Zawód : Wokalista, kompozytor, tekściarz
Orientacja : Daisy przeżywa teraz okres, w którym zadaje wiele pytań, a znajduje tak mało odpowiedzi...
Partner : Brak, ale przydałby się ktoś do przytulania.
Wzrost i waga : 173 cm | 55 kg
Znaki szczególne : Duże oczy, wydatne usta. Włosy obecnie pofarbowane na czerwono, wygolone boki oraz tył głowy.
Aktualny ubiór : Granatowe, dopasowane dżinsy; czarny t-shirt z białym nadrukiem przedstawiającym chińskie znaki oznaczające muzykę; dość obszerna, biała bluza z grafitowymi rękawami, kapturem i ściągaczem na dole; czarne adidasy z czerwonymi paskami.
Ekwipunek : Paczka papierosów, klucze, dowód osobisty, rozładowany telefon.
Multikonta : Unlucky Dog, Kryśka

PisanieTemat: Re: Staw   Sob Paź 26, 2013 10:23 pm

Przez sekundę czy dwie chłopak zastanawiał się, czy dobrze zrobił, prosząc nieznajomego o ogień. Nie dlatego, że wyglądał na szczeniaka, który nie powinien palić; i także nie dlatego, że mógł narazić się na rozpoznanie i kłopotliwe pytania. Po prostu był osobą, która miała tendencję do wątpienia w swoje postępowania, włączając w to nawet takie nieznaczące drobiazgi jak skierowanie prośby o wyświadczenie drobnej przysługi do losowego mężczyzny spotkanego w parku. To mógł być przecież ktokolwiek inny, ale Bento poprowadził Koreańczyka akurat w tę, a nie w inną stronę. Czyste zrządzenie losu zadecydowało o jego zatrzymaniu się na krótką chwilę w tym miejscu przed Christianem, którego imię tak właściwie nie było mu jeszcze znane i nic w zasadzie nie wskazywało na to, aby miał je poznać. Ostatecznie nawet nie był ciekaw jego godności, tak samo jak nie obchodziły go imiona całej reszty obcych mu ludzi znajdujących się teraz w tym samym parku i moknących od kropli deszczu z tych samych chmur nad ich wspólnym niebem.
Nie zdążył nawet dobrze przyjrzeć się blondynce towarzyszącej Christianowi, kiedy ta zerwała się z miejsca, wcześniej w trochę nietypowy sposób dzieląc się z nim jakąś notatką, na którą Kwiatek nie zwrócił jednak większej uwagi, stwierdzając, że to przecież nie jego sprawa. Trwał w niepewności, póki mężczyzna nie zdecydował się sięgnąć do kieszeni po przedmiot, który miał okazać się dla Kyungsoo wybawieniem. Palił tylko od okazji do okazji, przy czym aktualną okazją był paradoksalnie jej brak. Czasami trzeba znajdować dla swoich słabości wymówki brzmiące nieco bardziej zdecydowanie nic zwyczajne i oklepane "bo tak". Szczególnie, że takie nieuprzejme słowa nie przeszłyby czerwonowłosemu przez gardło, gdyby ktoś spytał go o powód trucia się w tym momencie. Daisy był chorobliwie miły, co z całą stanowczością było dość poważną dolegliwością, biorąc pod uwagę czasy, w jakich przyszło mu żyć i walczyć o przetrwanie.
Naprawdę niewiele brakowało, aby Kwiatek upuścił pudełko zapałek tuż po złapaniu go w swoje zgrabne dłonie. Zgrabność była tu pojęciem względnym, bo o ile z postawy prezentował się całkiem nieźle, to mimo tego kondycję miał zerową, w tym i refleks średnio wyćwiczony. Nie przywykł do łapania rzeczy znienacka rzuconych w jego stronę, więc i na cud zakrawał fakt, iż rzeczone pudełeczko nie spotkało się z moknącym żwirem udeptanej alejki pod nogami młodzieńca i jego czworonożnego przyjaciela, który to z kolei zareagował bardzo cichym, ostrzegawczym warknięciem i spięciem mięśni na ruch, który przecież mógł, choć nie musiał być atakiem na jego pana. Kiedy jednak Kyungsoo nie wykazał żadnych obaw względem tajemniczego przedmiotu rzuconego ku niemu, a wręcz przeciwnie, uśmiechnął się lekko i rozluźnił, również Bento uspokoił się i wrócił do merdania ogonem w bardzo leniwym, nierównym tempie. Mimo pozorów spokoju miał jednak na oku obcego mężczyznę i jego podejrzane dłonie rzucające jakimiś cudeńkami dobytymi z przepastnych kieszeni.
- Dziękuję - odparł łagodnie chłopak, ignorując określenie, jakie zostało mu przydzielone przez Chrisa. Mały? Już nie takich tytułów musiał słuchać, więc nie przyjął tego jako obelgi. Może przez chwilę przemknęła mu przez głowę myśl, jakoby mężczyzna chciał mu w ten sposób ubliżyć, ale prędko ją odrzucił. Bo nawet, jeśli tak było, to cóż z tego? Kwiatek miał mnóstwo fanów, a antyfanów prawdopodobnie drugie tyle, o ile nie więcej, więc wykazałby się zdecydowanie przesadzonym przewrażliwienie​m, gdyby przejął się tak drobną, uszczypliwa uwagą ze strony kogoś, kogo prawdopodobnie miał już nigdy w życiu nie spotkać. Na jego twarzy wykwitł wyraz lekkiej konsternacji, kiedy przyjrzał się lepiej oprawie graficznej otrzymanego pudełka, ale nie okazał żadnych więcej emocji związanych z odkryciem faktu, iż oto przyszło mu podpalać papierosa zapałką pochodzącą ni mniej, ni więcej, tylko po prostu z burdelu. Ale cóż to za różnica? Toż to siarka równie dobra jak każda inna. Może i Kwiatek odczuwał wstręt względem prostytutek i formy ich pracy, ale przecież żadna choroba weneryczna nie miała szans dopaść go za pośrednictwem tego maleńkiego drewienka, które i tak wkrótce spoczęło zwęglone w ozdobnym śmietniku nieopodal ławki.
Dym papierosowy nie był szczególnie przyjemny ani nieprzyjemny. Nie przynosił szczególnego ukojenia ani nie smakował szczególnie dobrze ani źle. Dość powiedzieć, że w żaden sposób nie był szczególny. Po prostu był, ale w tym wypadku to wystarczyło, aby zadowolony Daisy uspokoił się odrobinę i nabrał przekonania, że ten dzień był dobrym dniem, choć w jego trakcie młodzieńcowi zdarzyło się kilka razy przyłapać samego siebie na cichym narzekaniu na napięty grafik. A przecież ostatecznie był tu jeszcze przed nocą. Miał wolne i właśnie powoli zmierzał do domu. A raczej zmierzałby, gdyby nie stał wciąż przy tej samej ławce, jakby trzymała go w tym konkretnym miejscu jakaś niewidzialna siła. Zaciągnął się dymem po raz kolejny, nim ocknął się z dziwnego letargu, spowodowanego najpewniej zwyczajnym przemęczeniem i chwilą słabości, na którą powinien pozwolić sobie dopiero w domu, zamiast w środku miasta. Wyciągnął dłoń z pudełkiem w kierunku jego właściciela, aby zwrócić mu własność. Zapałki mogły się przecież przydać, a Kwiatek wolał, by kochana pani menadżer, jego powierniczka, opiekunka i kat w jednym nie znalazła w jego posiadaniu pamiątek z przybytku rozkoszy cielesnych.
- Mógłby mi pan jeszcze powiedzieć, którą mamy godzinę? - spytał młody. Owszem, miał przy sobie telefon, jednak rozładowany, więc marny był z niego pożytek. Taka to już jednak wada smartfonów, że ich baterie zwykle nie wytrzymywały zbyt długo intensywnej eksploatacji, a kiedy w każdej wolnej chwili uruchamia się aplikację do zapisu nut, aby utrwalić nową linię melodyczną, która przyszła do głowy podczas ustalania warunków kolejnej umowy albo wybierania okładki płyty... cóż, biedne urządzenie w końcu ma prawo zwyczajnie paść. Pod jakimkolwiek innym względem Kwiatek nie byłby niezwykły, nie oznaczało to, że jego sprzęt elektroniczny nie ma prawa go czasami zawieść. Wzdrygnął się jeszcze lekko, kiedy kiedy wiatr postanowił uraczyć go zimniejszym podmuchem i przez chwilę żałował, że nie zdecydował się ubrać jednak odrobinę cieplej.

_________________

__bento | i'm so excited | mieszkanie | info/relacje__
I can't hear you over the sound of how awesome I am.
Sorry I'm not sorry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amnesia
Szpieg

avatar

Liczba postów : 56
Dołączył : 14/09/2013

Godność : Christian Nathanaiel Byron
Wiek : 27
Wzrost i waga : 192cm / 74kg
Znaki szczególne : Kilka blizn na przedniej stronie korpusu
Aktualny ubiór : Poprzecierane tu i ówdzie spodnie, biała koszulka, ciemna, skórzana kurtka. Buty ponad kostkę wiązane dookoła.
Ekwipunek : paczka tanich papierosów, zapałki i gumki z 'chętnych ud', klucze do mieszkania
Obrażenia : rozcięty wierzch prawej dłoni. Siniak i rozcięcie przy lewej kości policzkowej. Siniaki i otarcia na korpusie.

PisanieTemat: Re: Staw   Pon Paź 28, 2013 1:16 pm

Wszystko działo się zbyt szybko. Ledwo zdążył zarejestrować pojawienie się drugiej persony a już pierwsza pozbawiała go swego towarzystwa. Wiecznie zabiegani, młodzi ludzie. Widok tak częsty i normalny, że nie robił wrażenia już na nikim. Insomnia podniosła się szybko i nader zgrabnie, co w porównaniu z pierwszym wrażeniem upadającej na ziemię, pokonanej Nike rozmyło się w kolejny brak zdania, lecz i szczerą zadumę. Późniejsze czyny także nie świadczyły o niej jakoś szczególnie dobrze. Mała karteczka przyczepiła się do mokrej skóry, zaś lekkie słowa utonęły w szumie liści. Christian nie zdążył nawet pomyśleć o tym, że to chyba był ten czas, by podnieść rękę i pomachać oddalającej się kobiecie, kiedy ta już upłynniała się w szarzejącym powietrzu, podejmując się swoich szalonych gierek. Świat młodych osóbek zintegrowanych z wirtualną rzeczywistością musiał być pasjonujący. Kolorowe diody i kabelki. Mnogość baterii, kodów, elektronicznych grymasów i oznakowań zastępujących zapisane dotychczas karty historii. Ludzie nie mieli już czasu wyjść na powietrze i spotkać się w barze. Za wspólne picie piwa starczały im komunikatory i portale społecznościowe. Chatroomy, w których wiadomości z całego świata docierały w ułamkach sekundy, by rzucać światło nie tyle na skrawek ich rzeczywistości, ale i całego świata. Odszedł bóg z Kościołów, pojawił się w kapliczkach z monitorów.
Tak więc, proszę Pań i Panów, Christian z Kwiatkiem zostali sami. Nie licząc węszącego gdzieś przy nodze psa maści i rasy nieokreślonej zdaniem Amnesii, ludzi uciekających do domów i ulotnego wspomnienia żywotnej kobietki, pozostali jako jedyni żyjący o inteligencji powyżej przeciętnej małpy. Wierzchnia odzież chłonęła wilgoć brudnego deszczu, lecz obaj tego jakby nie zauważali, bądź nie chcieli zarejestrować, pochłonięci nieistotnymi problemami. Christian, rozpostarty na ławce niby na tronie zastygł w bezruchu uprzejmego spojrzenia, wciskając wargi w siebie i kiwając paliczkami palców wskazujących w rytm jakiejś smutnej piosenki. Czekał, aż chłopak nacieszy się pudełeczkiem i postanowi je zwrócić, znał bowiem wartość rzeczy darmowych.
Twarz nieznacznie drgnęła mu w nienazwanym grymasie, gdy usłyszał lekkie podziękowanie. Uprzejmość drugiego człowieka nie znała granic, gdy był w potrzebie. Uczucie podrapało Christiana po policzku, nie potrafiąc wedrzeć się do jego głowy. Jak miał to nazwać? Dobre wychowanie? Kultura osobista? Chęć na więcej uprzejmości z jego strony? Niemożność zakwalifikowania prostego słowa ‘dziękuję’ stanęła mu gulą w gardle, którą zaraz przełknął, by przejść do dalszej codzienności. Ściągnął ręce z oparcia i ustawił je na zebranych kolanach, pochylając się w kierunku rozmówcy. Ktoś kiedyś powiedział mu, że to taka metoda na dobre wrażenie. Ponoć pokazywało to, jak otwarty potrafi być człowiek i jak bliskie są mu rozmowy. Cóż, cel w tym miał. Mały cel, obracany teraz w dziwnie kruchych rączkach skośnookiego chłopca.
Gdy zaś przyjemny zapach nikotyny rozszedł się po ciężkim od deszczu powietrzu, Christian zaciągnął się, imaginując sobie w głowie, że też ma zgrabny kawałek filtra pomiędzy spękanymi wargami. Dzierżył to wyobrażenie niby król koronę, rozkoszując się ulotnym wrażeniem spełnienia. Ostatnio nawyk palenia dopadał go coraz częściej, powodowany mnogością nakładających się na siebie czynników zewnętrznych i problemów natury nerwowej. Opór wychudłego portfela nie pozostawał złudzeń – nie mógł dać obracać się nałogowi ludzi ustatkowanych, póki nie wyciągnie spomiędzy tłustych łapsk oblanego potem urzędasa pliku należnych mu banknotów. W tym momencie śmiało można było stwierdzić, iż biedny był jak mysz kościelna, co jednak nie przeszkadzało mu żyć w świecie złudnych zastępstw. Wszak kiedy paliła okolica, paliłeś i ty. Niezależnie od stopnia zidiocenia tego poglądu i udziału dobrych chęci, każdy sposób wydawał się być dobry, by nakarmić rozpasane kaprysy. Idealny wręcz.
Chłopiec jednak chyba z zamiłowania był kleptomanem, bowiem nie tylko nie oddał paczki, ale i z zapałem godnym masochistycznego szaleńca trwał w miejscu i trawił własne myśli. Zapytany o godzinę Christian zmrużył powieki. Suche ‘nie’ wydostało się z ust i uleciało w kierunku chmurnego nieba, przelatując jeszcze pomiędzy nim i Azjatą. Fenomen odmowy polegał na tym, że nawet, gdyby dziwnym zrządzeniem losu miał chęć mu pomóc, nie miał jak tego zrobić. Nie posiadał na stanie żadnego zegarka. Na podorędziu nie miał także telefonu, który zapomniany i obity leżał gdzieś pod stertą wymiętych, powyciąganych koszulek w rogu łóżka. Wyciągnął dłoń i powolnym gestem zebrał pudełeczko spomiędzy długich palców chłopaka. Nareszcie. Dzięki wszelkim niepoznanym jeszcze bogom wreszcie był kompletny. Upozorował uprzejme skinienie głowy.
- Pędź do domu Mały. Zmokniesz.
Skrył paczuszkę w czeluści kieszeni i zerknął w kierunku nóg chłopięcych. Zupełnie zapomniał, co tam może napotkać i ujrzawszy duży, mokry nos i jasną sierść odruchowo się odsunął. Nie można było powiedzieć, że lubił zwierzęta, nie mając nigdy żadnego obok siebie. Był może nie tyle nastawiony negatywnie, co neutralnie z lekką dozą sekundowego ataku serca. Ni to warknął, ni to mruknął.
Dziś nie był dobry dzień na niespodzianki.

brak konstruktywności i pomysłu na część dalszą zwalam na mój brak mózgu zajętego przez brak intercyzy małżeńskiej. Przepraszam, poprawię się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flower Boy
Wschodząca gwiazda

avatar

Liczba postów : 238
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Do Kyungsoo | Thomas White
Wiek : 21
Zawód : Wokalista, kompozytor, tekściarz
Orientacja : Daisy przeżywa teraz okres, w którym zadaje wiele pytań, a znajduje tak mało odpowiedzi...
Partner : Brak, ale przydałby się ktoś do przytulania.
Wzrost i waga : 173 cm | 55 kg
Znaki szczególne : Duże oczy, wydatne usta. Włosy obecnie pofarbowane na czerwono, wygolone boki oraz tył głowy.
Aktualny ubiór : Granatowe, dopasowane dżinsy; czarny t-shirt z białym nadrukiem przedstawiającym chińskie znaki oznaczające muzykę; dość obszerna, biała bluza z grafitowymi rękawami, kapturem i ściągaczem na dole; czarne adidasy z czerwonymi paskami.
Ekwipunek : Paczka papierosów, klucze, dowód osobisty, rozładowany telefon.
Multikonta : Unlucky Dog, Kryśka

PisanieTemat: Re: Staw   Wto Paź 29, 2013 3:11 pm

Gdy Amnesia pochylił się nieco w jego kierunku, Kyungsoo wykorzystał tę okazję, aby przyjrzeć mu się trochę lepiej. Mężczyzna nie był przesadnie zadbany, ale przecież nie wymagało się tego od przeciętnego obywatela. Ponadto ta niedbałość w jego wyglądzie całkiem do niego pasowała i nie ujmowała mu ani trochę z jego urody, bo z pewnością był przystojny, choć niektórzy powiedzieliby, że raczej w ten brzydki sposób. Ale co kto woli, o gustach się nie dyskutuje. Młody spojrzał w zielone oczy nieznajomego, a potem na dłuższą chwilę zatrzymał wzrok na jego suchych, ale całkiem kształtnych ustach, by chwilę później odchrząknąć cicho i odwrócić spojrzenie. Speszyło go trochę jego własne zachowanie i fakt, że pozwolił sobie tak bezczelnie gapić się na tego mężczyznę. Przecież to niegrzeczne. Po raz kolejny zadrżał z zimna, ignorując jednak możliwość przeziębienia się.
Nie? Co miała znaczyć ta odmowa? Kwiatek wykonał nie do końca określony ruch głową, jakby jednocześnie chciał dać rozmówcy znać, że rozumie, że nic nie szkodzi, że ta godzina w zasadzie nie jest dla niego aż taka ważna i gdyby Christian zamierzał się martwić, to wcale nie musi, bo on da sobie jakoś radę i bez tej wiedzy, przecież to nic takiego. Tyle informacji było zawartych w tym jednym geście, podczas gdy oczy mówiły jeszcze coś innego: dlaczego? Daisy jednak nie wypowiedział tego pytania na głos uznawszy, że skoro znajomy nie chce udzielić mu odpowiedzi na pytanie, prawdopodobnie już tego nie zrobi. Kyungsoo nie wziął pod uwagę faktu, że Chris mógł zwyczajnie nie mieć możliwości sprawdzenia godziny. Wyszedł z założenia, że w takim wypadku ludzie mówią coś w stylu: przepraszam, nie mam przy sobie zegarka. Natomiast to jedno niezbyt przyjemne słowo sprawiło, iż Soo poczuł się w pewien sposób odtrącony. Nie było to może szczególnie dotkliwe, ale jednak się wydarzyło. Na szczęście chyba nie było to nic, czym powinien się bardziej przejąć.
Gdy nieznajomy pogonił go do domu, Soo drgnął nieznacznie. Był dość podatny na wpływy i sugestie, więc pierwszym jego odruchem po usłyszeniu tej kwestii było lekkie skinienie głową, które miało oznaczać zarówno zgodę, jak i pożegnanie. Nie wypadało przecież mówić do widzenia komuś, kogo miało się już później nie spotkać. A może jednak wypadało? Nie był co do tego pewien, ale mimo wszystko nie odezwał się już. Lekko pociągnął za smycz, gdyż Bento jakoś nie palił się do dalszej drogi, zajmując się obwąchiwaniem stopy mężczyzny siedzącego na ławce. Wkrótce jednak pies zrównał się z nogami swojego pana i ponownie się zatrzymał, bo to samo zrobił Kwiatek. Chłopiec obejrzał się na Chrisa chcąc spytać, dlaczego on nie zamierza iść jeszcze do domu, lecz ostatecznie utrzymał swoją ciekawość na wodzy. Życie nieznajomego mężczyzny nie było jego sprawą i nie powinien go poganiać. Poprawił więc po prostu kaptur na głowie i po tej chwili wahania odwrócił się, by dalej odrobinę niepewnym i zmęczonym krokiem kontynuować powrót do domu, zostawiając za sobą woń dymu papierosowego, coraz bardziej zresztą niewyraźną za sprawą deszczu. Nie zaszedł jednak daleko, a usłyszał obok czyjś zachrypnięty głos.
- Wyskakuj z fantów, złotko - zdezorientowany Kyungsoo odwrócił się na dźwięk tego polecenia, by zobaczyć obok niezbyt przyjemnie wyglądającego, młodego mężczyznę. Obleśny grymas rozciągający nieszczególnie wyjściową twarz kojarzył się z uśmiechem, ale bynajmniej nie z takim, który miał dodawać otuchy.
- Słucham? - tylko Daisy mógł w taki sposób zareagować na ewidentną próbę rabunku. A może po prostu nie przyszło mu do głowy, że ktoś może chcieć skroić go w środku parku. Dopiero po chwili dotarło do niego, że poza nim, rabusiem i mężczyzną od zapałek w okolicy nie było już absolutnie nikogo. Nagły deszcz skutecznie odstraszył ostatnich spacerowiczów, czyniąc z Kwiatka pozornie łatwy cel.
- Słyszałeś, ruchy - ponaglił go tamten.
- Nie mam najmniejszego zamiaru... - czerwonowłosy nie dokończył zdania, gdyż w oczy rzucił mu się blask ostrza wysuwanego zza pazuchy. Jeszcze przed sekundą chciał poszczuć na rabusia swojego czworonoga, lecz prędko zrezygnował z tego, nie chcąc narażać przyjaciela na niebezpieczeństwo. I chociaż Bento wyczuł jego strach i warknął ostrzegawczo na nieznajomego, nie zrobił nic więcej, nauczony nie działać bez komendy w sytuacji, kiedy jego pan nie znajdował się jeszcze w sytuacji zagrażającej życiu. Kyungsoo wycofał się więc po prostu, chcąc ratować się ucieczką, ale też nie garnąc się zanadto do odwrócenia się plecami do napastnika.
- Słuchaj, dogadamy się po dobroci, albo będę musiał użyć siły, co ty na to? - mruknął natręt, powoli niwelując dystans między sobą a swoją przyszłą ofiarą. Daisy już nawet zaczął rozważać oddanie mężczyźnie telefonu, aby tylko mieć spokój, ale zaraz przypomniał sobie o zapisanych na nim ważnych informacjach, nagraniach i notatkach, które robił w ciągu dnia. Dla artysty jego dzieło było ważniejsze niż życie, dlatego Soo twardo obstawał przy swoim, nieumiejętnie szukając drogi ucieczki.

_________________

__bento | i'm so excited | mieszkanie | info/relacje__
I can't hear you over the sound of how awesome I am.
Sorry I'm not sorry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amnesia
Szpieg

avatar

Liczba postów : 56
Dołączył : 14/09/2013

Godność : Christian Nathanaiel Byron
Wiek : 27
Wzrost i waga : 192cm / 74kg
Znaki szczególne : Kilka blizn na przedniej stronie korpusu
Aktualny ubiór : Poprzecierane tu i ówdzie spodnie, biała koszulka, ciemna, skórzana kurtka. Buty ponad kostkę wiązane dookoła.
Ekwipunek : paczka tanich papierosów, zapałki i gumki z 'chętnych ud', klucze do mieszkania
Obrażenia : rozcięty wierzch prawej dłoni. Siniak i rozcięcie przy lewej kości policzkowej. Siniaki i otarcia na korpusie.

PisanieTemat: Re: Staw   Czw Paź 31, 2013 8:58 pm

mam to GŁĘBOKO w dupie. Sztuczność wali po mordzie i od głupoty krwawią oczodoły, ale chuj... No. Amen.

Jestem złość. Mam wiele znaczeń, wszystkie pokrewne sobie. Nazywają mnie gniewem, agresją i wzburzeniem. Przychodzę znikąd i znikam nie wiadomo gdzie. Napadam na jednostki, pary, grupy, stada, populacje. Jestem wszędzie i panuję nad każdym, chociaż nigdy nie pracuję w pełnym wymiarze godzin. Reaguję na utratę kontroli, strach, brak możliwości zrobienia czegoś, zupę ogórkową. Nie lubię się z innymi. Jestem chciwa, ale znam swoje granice. Nigdy nie przejmę żywiciela w pełni. Podążają za mną rozczarowania i niemoc. Często widuje się mnie na usługach Większej Sprawy. Jestem cechą charakterystyczną ludzi słabych i zbyt silnych, ciemnej strony mocy i Sosnowca. Tłumi się mnie i otumania, jednak ja nie zniknę nigdy.
Jestem złość. Przyjaciele mówią na mnie Anka.
***
Jako typowy przedstawiciel homo sapiens sapiens, młody chłopak był wyjątkowo podatny na wszelkie sugestie noszące znamiona rozkazu. Dosyć sprawnie udało mu się co prawda ukryć zawahanie skinieniem głowy i pewnym, pierwszym krokiem, jednak w końcu uległ pokusie i zwątpił w logikę swojego chwilowego celu. Odwrócił się w jego stronę z pytaniem tak jaskrawo wymalowanym na twarzy, iż bardziej oczywistym być się nie dało. Nawet pomimo wątpliwych umiejętności Christiana w interpretowaniu przekazów niewerbalnych, potrafił od domyślić się, że wyrażona tym samym ciekawość co do jego zamiarów nie była jedynie nadinterpretacją. Prawdopodobnie powinno mu to w pewnym stopniu schlebić, jednak i tu odezwały się jego przyzwyczajenia i odruchy. Spuścił nieco głowę, wlepiając sowie spojrzenie w chudą postać, wyglądając nieco jak wilk tropiący oddalającą się zwierzynę.
I już był wolny, już mógł unieść tułów i wrócić do domu, jednak życie postanowiło ponownie zadrwić z jego oczekiwań.
Na drodze chłopca bowiem stanął zbir. Człek typowy tak bardzo, że nie mógł uchodzić za nikogo innego, niż złodziej i mordoklep. Obrośnięta rzadkim włosiem, kwadratowa szczęka mieliła słowa jak ochłapy mięsa na kotlety. Zapadnięte, podkrążone oczy lustrowały otoczenie, zaś głód narkotyku wymalowany na całej jego sylwetce jaskrawił się czerwono wobec intuicji chyba każdego człowieka w promieniu kilku metrów. Ćpun, degenerat, moczymorda. Zdecydowany wziąć, co mu się zamarzyło, nie bacząc na możliwe konsekwencje i otoczenie. Nie wiedzieć czemu, Christianowi – człowiekowi, który z reguły nie oceniał innych ludzi – typ ów nie spodobał się  już od samego początku, przekreślając szanse na jakiekolwiek dobre stosunki. Może i prezentowali się podobnie (nie oszukujmy się, wyjściowej mordy Amnesia nie przywdział), jednak porównanie ich byłoby głupsze niż próba zestawienia cech kojota i teriera. Poza tym mężczyzna przejawiał wręcz chorobliwą pewność siebie (w takim mniej skurwysyńskim wydaniu), uwłaczającą logice ludzi złych. Nie planował, nie oceniał, nie ważył korzyści i strat. Był po prostu tępym ludzikiem nakręcanym potrzebą złupienia bezbronnego dzieciaka, nie dopuszczającym do siebie możliwości, że coś pójdzie nie tak. Nawet, jeżeli tym czymś miałby być drugi mężczyzna, zamierzający w tej chwili odejść.
Wszystko pewnie potoczyłoby się inaczej, gdyby Christian podniósł tyłek kilka minut wcześniej. Po prostu odwróciłby się na pięcie, kierowany przekonaniem, że to nie jego sprawa. Odszedłby spokojnie do domu, pławiąc się w ciężkim deszczu jak duch we mgle, wymazując młodą facjatę z pamięci równie szybko, co wzorowy student materiał po sesji. Jednak zrobił najgorszy błąd, jaki mógł uczynić – zwlekał. Nieumyślnie i raczej przypadkowo. Nie chciał się przyglądać potyczce i broń boże, nie chciał opowiadać się po jednej, bądź drugiej stronie. Przestępstwa wszak zdarzają się w całym, błogosławionym królestwie rathelonowych ziem, zaś Christian nie był pieprzonym superbohaterem, by chronić niewinnych i prać pyski opryszkom. Jednak w chwili, gdy już obracał się w kierunku mieszkanka, Azjata wpadł na niego swoim małym ciałem, cofając się przed napastnikiem w drodze ratunku. Bento zaplątał się gdzieś pomiędzy ich nogami, zaś Amnesia złapał się ramion chłopaka, by nie wylądować na rozmiękłej od kałuży ziemi. Wtedy też, w jego mniemaniu cała rzeczywistość uległa zmianie. Nie, nie poczuł potrzeby pomagania. Ciągle głęboko w dupie miał los skośnookiego, jednak został dotknięty rozwojem sytuacji, a lata w slumsach spędzone na podziwianiu podobnych typowi szumowin wydarły się z głębin pamięci i wypłynęły na powierzchnię. Christian nigdy nie lubił swoich rówieśników, ani nikogo, kto wyszedł z podobnego jemu środowiska. Zaraz – w sumie to nie lubił nikogo, jednak ten margines społeczny zyskał specjalne miejsce w jego sercu. Wiedział, że cokolwiek się nie stanie, to i tak wynikną z tego upierdliwe problemy i potrzeba integracji. Dlatego się zirytował – bo stracił kontrolę nad tym, co się wydarzy już w momencie zetknięcia się z Kwiatkiem. Tkwił tam pomiędzy jednym i drugim, z chłopcem uczepionym jego ubrań i nienazwanym mężczyzną, który aż śmierdział slumsami. Wplątany został w grę, która mu się nie podobała. Wpierw stał i oceniał, co wcześniej wydawało się wbrew jego naturze. Opryszek nie wydawał się trudnym przeciwnikiem. Z pewnością nie był czymś w rodzaju jakiegokolwiek bossa, którego pokonanie mogłoby sprawić wiele trudności. Klasyfikował się raczej jako przeciętny facet raczej szczupłej budowy i roszczeniowego nastawienia. Nie można było powiedzieć, że Christian liczył na zbawienny wpływ logicznych argumentów. Nie potrafiłby nawet takich sprecyzować.
- Cukiereczek znalazł sobie tatusia? – Oprych przeniósł ciężar ciała do przodu, zbliżając się do tkwiącej w miejscu dwójki. Christian zmarszczył brwi i warknął coś niewyraźnie, co mogło być zarówno ‘kurwą’, jak i ‘bogiem’. Postanowił się odezwać.
- Won. To nie Twój teren kolego.
- Nie Twoja sprawa, brudasie. Pierwszy go złapałem.
Tu Christian wykrzywił twarz w grymas nieudanego uśmiechu. Nie, nie był szczęśliwy. Raczej rozbawiony oczywistym kłamstwem.
- Rozmawiamy. Rusz dupę i spierdalaj.
- Zaraz przestaniesz ćwierkać.
Syknął przeciągle w kierunku napastnika, mrużąc oczy i wysuwając się przed Kwiatka. Można było to błędnie odczytać jako gest ochrony, jednak prawda była trywialna – tak wygodniej patrzyło się w twarz nieznajomemu, który już nie skupiał wzroku na ‘bezbronnej zwierzynie’. Wtedy też Christian zauważył coś, co przeoczył wcześniej.
Ręce, które do tej pory zbir trzymał pod kurtką, teraz dzierżyły niewielki (ale jednak!) nóż z uszczerbionym ostrzem. Co prawda nie oburącz, jednak w odległości pozwalającej na szybką zmianę ręki ‘trzymającej’ i potencjalny atak. Ten zaś dość szybko nastąpił, w akompaniamencie pierwszego odgłosu uderzenia skóry o skórę, kiedy to Christian dostał pięścią prosto w lewy profil. Zachwiał się i przesunął o kilka kroków, sycząc jak rozdrażnione zwierzę. Zieleń tęczówek zapłonęła żądzą odwetu. Nie był mistrzem walki wręcz. Nie potrafił się sprawnie bić, nie miał też w sobie gracji pozwalającej na wyprowadzenie równych, płynnych ciosów. Była w nim jednak ta kurewska desperacja i werwa, jak w młodym jelonku, który próbuje udowodnić swą wartość w ‘starciu’ z innym. Wytrzymałość godna wręcz pochwały i głównej strony w nekrologu. Zamachując się może nieco za bardzo, uraził mężczyznę w szyję, by potem na oślep walnąć w szczękę i klatkę piersiową. Walki uliczne zaś miały to do siebie, że nie przeprowadzano ich jak rozmów w tonie ‘sir’. Rzezimieszek dość szybko odzyskał rezon i wtedy po raz pierwszy użył dobytego noża. Wraził go (zapewne nieumyślnie. Musiał wszak celować gdzie indziej) częścią sztychową w wierzch christianowej dłoni płytko i prawie pieszczotliwie, po czym szarpnął ręką, rozcinając skórę aż do połączenia kciuka z palcem wskazującym. Wbrew sobie i całemu mamtowdupizmowi, Amnesia zawył, cofając się w stronę Kwiatka i ujadającego, owłosionego paskudztwa na smyczy. Ręka zapiekła, zaś czerwony ślad krwi zdążył w nierozwadze umoczyć już spodnie i buty, kapiąc dookoła ciepłą juchą. Nie szło na pierwszy rzut oka stwierdzić, czy była to rana raczej powierzchowna, czy może wymagająca interwencji lekarza.
- Idź stąd.
Warknął w kierunku czerwonowłosego, przyciskając dłoń do klatki piersiowej. W tej samej chwili zwarł się z napastnikiem w przeklinającą, złą i brudną rzeźbę rąk, nóg i korpusów, starając się nie dopuścić do ponownego wsadzenia ostrza tam, gdzie nie powinno się znaleźć. Działał instynktownie, wcześniej nie uświadczywszy agresji zogniskowanej na sobie samym. Długie chwile obserwacji za młodu i kiepskawa pogoda zadziałały dzięki bogom na jego korzyść, powodując przechył dwójki walczących w kierunku błota i wbicie w momencie runięcia na ziemię jednego z christianowych kolan w okolice śledziony nieznajomego. Ten zachłysnął się powietrzem i jęknął, machając ręką z nożem na oślep i raniąc dodatkowo Amnesię w kraniec policzka.
Christian trafem szczęścia wytrącił przeciwnikowi nóż z dłoni gdzieś w kałużę, obrywając przy tym w okolice skroni i nosa. Ubabrany krwią, błotem i śliną (o.O) po łokcie i jeszcze wyżej, charczał na bezimiennego i bez gracji, czy jakiegokolwiek pomyślunku okładał go pięściami. Brak wyczucia rekompensował mu tymczasowy zbytek siły. Sam nie wychodził bez szwanku z tej szarpaniny i nieobecność jakiejkolwiek formy broni bodła w szanse na jego zwycięstwo, jak zawodowy znacznik krów na dzikim zachodzie. Jedyne, co przyszłoby mu łatwo, to piśnięcie ‘aua’ i podkulenie ogona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flower Boy
Wschodząca gwiazda

avatar

Liczba postów : 238
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Do Kyungsoo | Thomas White
Wiek : 21
Zawód : Wokalista, kompozytor, tekściarz
Orientacja : Daisy przeżywa teraz okres, w którym zadaje wiele pytań, a znajduje tak mało odpowiedzi...
Partner : Brak, ale przydałby się ktoś do przytulania.
Wzrost i waga : 173 cm | 55 kg
Znaki szczególne : Duże oczy, wydatne usta. Włosy obecnie pofarbowane na czerwono, wygolone boki oraz tył głowy.
Aktualny ubiór : Granatowe, dopasowane dżinsy; czarny t-shirt z białym nadrukiem przedstawiającym chińskie znaki oznaczające muzykę; dość obszerna, biała bluza z grafitowymi rękawami, kapturem i ściągaczem na dole; czarne adidasy z czerwonymi paskami.
Ekwipunek : Paczka papierosów, klucze, dowód osobisty, rozładowany telefon.
Multikonta : Unlucky Dog, Kryśka

PisanieTemat: Re: Staw   Czw Paź 31, 2013 11:40 pm

Uczuciem, które w głównej mierze towarzyszyło w tej chwili Kwiatkowi, był po prostu strach. Nie był to jednak strach przed konsekwencjami napotkania na swej drodze przedstawiciela marginesu społecznego, lecz przed nieznanym. Ta sytuacja była dla niego zupełnie nowa i absolutnie nie wiedział, co w takim wypadku powinien uczynić. Pamiętał, że parę lat temu w liceum dla każdej klasy zorganizowano lekcje z samoobrony prowadzone przez doświadczonych policjantów. Daisy pamiętał w tej chwili twarz mężczyzny, który mówił mu, gdzie należy uderzyć napastnika, jeśli dojdzie do sytuacji, w której bezpośrednie starcie będzie już nieuniknione. Jednak twarz policjanta i jego zdecydowany ton było wszystkim, co czerwonowłosy potrafił sobie w tym momencie przypomnieć. Cała ta wiedza, którą kiedyś otrzymał, teraz jakby bezpowrotnie uleciała z jego głowy i zamiast racjonalnie myśleć, potrafił jedynie cofać się, jakby łudził się, że będzie mógł w ten sposób w nieskończoność unikać przeciwnika. A może bandyta znudzi się i sobie pójdzie? Szansa na taki obrót sprawy była niewielka, w zasadzie żadna, ale Kyungsoo wciąż miał chyba nadzieję, że znajduje się po prostu w jakimś programie. Tak, z pewnością to jakaś kolejna ukryta kamera czy coś w tym rodzaju. Za bardzo się jednak bał, żeby odwrócić wzrok od napastnika i poszukać ukrytych w zaroślach obiektywów kamer. Ostatni krok niespodziewanie doprowadził do jego zderzenia z jakimś początkowo niezidentyfikowanym obiektem. To, rzecz jasna, jeszcze bardziej wystraszyło Kwiatka, który wydał z siebie coś na podobieństwo zduszonego krzyku zdziwienia i przerażenia zarazem. Wypalony do połowy papieros nie miał szans utrzymać się w jego rozchylonych ustach i upadł na ziemię, gasnąc zaraz w płytkiej kałuży. Młody automatycznie przytrzymał się Christiana jako swojej ostatniej deski ratunku. Nie chciał nakłaniać mężczyzny do tego, aby ten stawał w jego obronie, ale instynktownie schował się za nim. Wątły Kwiatek zdecydowanie nie był kimś, kto sam umiałby się obronić. Nawet jego menadżerka poradziłaby sobie w takiej sytuacji lepiej od niego, zdzielając mężczyznę ciężką torebką, bijąc go po twarzy kluczami albo atakując szpilkami. A on? No cóż, on nigdy nie wychylał się przed szereg pod tym względem. Był tylko pieskiem salonowym ze spiłowanymi pazurkami, a nie wilczurem chętnie eksponującym kły.
- Nie musisz... - mruknął naprawdę bardzo cicho, słuchając wymiany zdań między mężczyznami. Jeden i drugi był dla niego tylko nieznajomym, ale do Chrisa mógł czuć przynajmniej cień sympatii za sprawą w miarę dobrego pierwszego wrażenia. No dobrze, może było ono bardziej neutralne niż dobre, ale grunt, że Christian nie groził mu jeszcze do tej pory nożem. Nie chciał, aby nieznajomy czuł się zobligowany do pomocy mu, stąd ten jego niepewny sprzeciw. Nie wydawało mu się także, aby te potyczki słowne miały czemuś służyć, a według niego tylko rozjuszały bandytę, dlatego wydały mu się być nie na miejscu. A może jednak Chris wiedział, co robi? Może miał w tym jakiś cel, którego Kyungsoo nie był w stanie odgadnąć? Cholera wie. W tej chwili był tylko drżącym z przerażenia dzieckiem.
Wreszcie stało się to, czego Thomas podświadomie się obawiał: nieusazadniony gniew degenerata przeszedł z młodego na drugiego mężczyznę, który w ten konflikt został wplątany zupełnie przypadkiem. Soo wiedział dobrze, że ten cios przeznaczony był w domyśle wpierw dla niego, a Chris oberwał tylko dlatego, że znalazł się w nieodpowiednim miejscu o złej porze. Soo nie przywykł do oglądania jakichkolwiek bójek, a już na pewno nie z takiej odległości, więc zrobił jeszcze kilka kroków do tyłu, wciąż utrzymując na smyczy coraz bardziej poruszonego Bento. Podekscytowany czworonóg zajął obronną pozycję przed swoim właścicielem, rozstawiając szerzej łapy i szczekając na źródło całego niepokoju, jaki nawiedził jego oraz czerwonowłosego.
Daisy otworzył szerzej oczy w wyrazie czystego przerażenia, gdy jego obrońca z przypadku znów znalazł się bliżej niego. Widok krwi ani trochę nie pomógł mu w uspokajaniu skołatanych nerwów, ale na całe szczęście chłopiec nie był aż tak delikatny, aby mdleć na widok czerwonej cieczy. Niemal podskoczył w miejscu, kiedy Chris odezwał się do niego. Faktycznie powinien uciekać, to było całkiem rozsądne wyjście. Mimo wszystko sumienie nie pozwoliło mu już nawet na jeden krok wstecz, bo jakże mógłby zostawić w tym miejscu walczącego w jego sprawie obcego mężczyznę, podczas gdy sam zaszyłby się w bezpiecznym apartamencie? To nie byłoby w porządku, nawet nie chciał o tym myśleć. Z drugiej strony jednak nie wiedział także, jak może pomóc. Pierwszą myślą było wezwanie policji, ale z kompletnie rozładowanym telefonem byłby to dość trudny do wykonania manewr.
Sekundy mijały, bójka przeniosła się na poziom bliższy brudnej ziemi, a Kwiatek zrobił to, co w tym momencie uznał za najsłuszniejsze: spuścił psa ze smyczy. W podjęciu tej decyzji pomógł mu widok noża lądującego z dala od jego właściciela, co minimalizowało niebezpieczeństwo zagrażające ujadającemu pupilowi.
- Bierz go! - krótka, wyraźna komenda była wszystkim, czego Bento potrzebował, aby opuścić swój dotychczasowy posterunek i pokazać niedoszłemu rabusiowi, gdzie jego miejsce. Okrzyk bólu przeszył powietrze w towarzystwie soczystych przekleństw, kiedy silne szczęki uzbrojone w ostre kły zacisnęły się na ręce złodzieja między jego łokciem a nadgarstkiem, uniemożliwiając mu korzystanie z tej kończyny podczas dalszej walki. Rozdzierający ból skutecznie odwrócił także uwagę napastnika od manewrów Chrisa, dając temu drugiemu większe pole do popisu. A co w tym czasie robił Kwiatek? Przez kilka pierwszych chwil stał jeszcze sparaliżowany strachem, ale kiedy zaczęło mu się wydawać, że wszystko jest już mniej więcej pod kontrolą, podbiegł do źródła zamieszania, aby od tyłu chwycić za ramię mężczyznę od zapałek i odciągnąć go w swoją stronę. Śmiałość i zdecydowanie, z jakim to uczynił, napełniły go zaraz wielkim zdumieniem, ale nie zrezygnował z tego, co już zaczął robić. Mocniej zacisnął dłoń na ramieniu Christiana, nie chcąc ustąpić.
- Wystarczy. Stop, on już ma dość - apelował Kyungsoo, pomagając Byronowi wstać. - Bento, noga - zebrał w sobie resztki pewności siebie, aby wydać to zdecydowane polecenie. Zmotywowała go do tego tylko pełna świadomość faktu, że pies nie posłuchałby jego drżącego głosu. Daisy poniekąd miał w tej chwili rację, bo bandyta na razie bynajmniej nie zamierzał podnosić się z ziemi. Widok jego osłabionego, umorusanego błotem i krwią, ciężko oddychającego ciała napawał Thomasa przerażeniem niemniej niż drugi osobnik, którego przedramion kurczowo się teraz trzymał.
- Twoja ręka... odwiozę cię do szpitala. Natychmiast - zaczął nalegać, chwytając Chrisa za przegub zdrowej dłoni i ciągnąc go alejką w stronę, w którą wcześniej sam zmierzał, nim znalazł się w tym paskudnym potrzasku. Chciał jak najszybciej oddalić się z tego miejsca, zanim jego niedoszłemu oprawcy przyszłoby do głowy, że jednak może wstać i popędzić za nimi. Wciąż pobudzony pies podążył za swoim panem, gotów wypełnić każde jego kolejne polecenie, gdyby takowe miało paść.

_________________

__bento | i'm so excited | mieszkanie | info/relacje__
I can't hear you over the sound of how awesome I am.
Sorry I'm not sorry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amnesia
Szpieg

avatar

Liczba postów : 56
Dołączył : 14/09/2013

Godność : Christian Nathanaiel Byron
Wiek : 27
Wzrost i waga : 192cm / 74kg
Znaki szczególne : Kilka blizn na przedniej stronie korpusu
Aktualny ubiór : Poprzecierane tu i ówdzie spodnie, biała koszulka, ciemna, skórzana kurtka. Buty ponad kostkę wiązane dookoła.
Ekwipunek : paczka tanich papierosów, zapałki i gumki z 'chętnych ud', klucze do mieszkania
Obrażenia : rozcięty wierzch prawej dłoni. Siniak i rozcięcie przy lewej kości policzkowej. Siniaki i otarcia na korpusie.

PisanieTemat: Re: Staw   Czw Lis 07, 2013 1:59 pm

Już wystarczająco krwi przelał za ojczyznę, której tak w zasadzie nie posiadał. Zaraz, wróć, nie walczył za swój kraj, czy tam dom, tylko w obronie najprawdopodobniej małoletniego bachora, który wlazł mu w drogę i w tym samym czasie miał czelność wplątać się w kłopoty. Zupełnie jakby Christian wyglądał jak pieprzona Matka Teresa. W toku rozwoju sytuacji tak bardzo skupił się na rozłożeniu ciała obok siebie na części pierwsze, że nawet zapomniał, że tuż obok stoi przerażony człowiek i przytrzymuje ujadającą bestię na smyczy.
Jednak, jak każdy statystyczny mężczyzna w sile wieku, mimo iż niespecjalnie lubił jakąkolwiek integrację z przedstawicielami swojego gatunku (byli nudni, nieciekawi i śmierdzieli potem), porwany w wir utarczki na pięści (i noże), oddał się jej całym swoim brakiem serca. Prościej mówiąc, jak już zaczął, ciężko było mu przestać. Jedyne, co zarejestrował, to kupa futra z zębami lecąca w jego kierunku… Wtedy też automatycznie odsunął się kawałek, co poskutkowało pociągnięciem go i podniesieniem do pionu. Gdyby nie Bento, dzieciak dostałby prawdopodobnie po nosie od Christiana, który nawet nie spostrzegłby, że bije osobę, którą bądź co bądź uratował.
Mężczyzna złapał nieco chwiejny pion i otarł knykciem ubrudzony podbródek. Ciągle żyła w nim chęć doskoczenia do leżącego i wymierzenia mu porządnego kopniaka w żebra. Mimo to szczątki trzeźwego myślenia poczęły dochodzić do głosu mnożąc się w tempie ekspresowym, adrenalina powoli opadała i siły jakoś tak ubywało. Na powrót z dzikiego, agresywnego zwierzaka bazującego na pierwotnych instynktach stawał się statystycznym Rathelończykiem obdarzonym potrzebą odsuwania się od wszelkiej aktywności fizyczno-intelektualnej. Odchrząknął, splunął krwią, śliną i błotem, po czym przetarł do końca twarz, rozgryzając drobinki piasku między zębami.
- Nie. Nie…. Nie.
Idąc przez dobrą chwilę tuż za ciągnącym go Kwiatkiem, Chris ochłonął na tyle, że powróciły do niego pierwotne obawy i zwyczaje, które wyniosły się gdzieś w nieświadomość podczas bójki. Zatrzymał się wpół kroku i wyrwał rękę z uścisku chłopaka, obdarzając go trudnym do nazwania spojrzeniem. Zupełnie nie ogarniał, czemu ten to wszystko robi. Czemu wpierw wplątał go (może nieumyślnie) w to całe nieporozumienie i teraz zachowuje się, jakby nagle cały świat zaczynał umierać, bo Christian ma kilka plamek na ubraniu. No ok, mocno przesadził, okrajając swój stan z tłuszczu realności. Był od stóp aż po czubek głowy wprost upierdolony krwią i błotem. Z samej kurtki dałoby się wyodrębnić DNA przynajmniej pięciu zdrowych mężczyzn i dwóch kobiet, nie mówiąc już o wcześniejszych śladach kontaktu. Dochodziła do tego jeszcze długa, psia sierść okalająca okolice jego nóg i rąk oraz wyraz twarzy, jakby przed chwilą kogoś zamordował i starał się ukryć ciało. Tak, proszę Państwa, wyglądał bowiem Amnesia, kiedy porządkował sobie chaos w głowie i usiłował przystosować się do społecznych reakcji. Nie jak wrak człowieka, tylko morderca z syndromem idioty.
- To nic. Trzeba tylko umyć.
Awersję do białych kitlów, strzykawek i mdłego zapachu umierających w spokoju ludzi zyskał już za młodu, kiedy do zamykany z innymi dzieciakami w Sali leczył połamane żebra, czy wykręcone na cztery strony świata kończyny. Ponadto, nie poddawany regularnie kontroli dentystycznej, zmuszony przez Mary gdzieś na samym początku ich znajomości, w widoczną niechęcią udał się do gabinetu, by ko kilkunastu wizytach na koszt państwa wyjść ze zdrowymi zębami i chęcią mordu na pierwszym, kto się nawinie pod ręce. Lekarze wszelkiej maści kojarzyli mu się tylko z bólem, większym bólem, bólem nie do wytrzymania, wbijaniem strzykawek gdzie popadnie i monotonnym tonem wypowiedzi. Wzbraniał się jak mógł przed wizytami u któregokolwiek i nawet rząd, który zaoferował mu znakomite warunki lecznicze nie był w stanie przekonać go do zmiany podejścia. Przeżywał choroby dużo gorzej, jednak jeszcze nie umarł, co było dla niego znakiem, że bez recepty da się przeżyć wystarczająco długo. Słowo ‘szpital’ spowodowało, że po jego karku przebiegły zimne dreszcze i pewny siebie dotychczas, stracił rezon, starając się wykręcić.
- Pójdę i umyję. Wystarczy.
Wyrwał rękę z uścisku Azjaty i sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów, która dzięki Opatrzności nie zamokła jak znakomita większość rzeczy pokitranych blisko jego ciała. Wysunął papierosa starego jak świat; paczka kupiona dawno temu służyć mu miała przez długi czas, bowiem palił okazjonalnie, przeważnie, by ukryć targającą nim niepewność. Chwilę zajęło mu odpalenie papierosa, jednak gdy błysk płomyka przegonił na ułamek sekundy wieczorny mrok z brudnej twarzy, Christian wyprostował się, zaciągnął gryzącym dymem i rzekł ochryple, lecz tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Żadnych szpitali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flower Boy
Wschodząca gwiazda

avatar

Liczba postów : 238
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Do Kyungsoo | Thomas White
Wiek : 21
Zawód : Wokalista, kompozytor, tekściarz
Orientacja : Daisy przeżywa teraz okres, w którym zadaje wiele pytań, a znajduje tak mało odpowiedzi...
Partner : Brak, ale przydałby się ktoś do przytulania.
Wzrost i waga : 173 cm | 55 kg
Znaki szczególne : Duże oczy, wydatne usta. Włosy obecnie pofarbowane na czerwono, wygolone boki oraz tył głowy.
Aktualny ubiór : Granatowe, dopasowane dżinsy; czarny t-shirt z białym nadrukiem przedstawiającym chińskie znaki oznaczające muzykę; dość obszerna, biała bluza z grafitowymi rękawami, kapturem i ściągaczem na dole; czarne adidasy z czerwonymi paskami.
Ekwipunek : Paczka papierosów, klucze, dowód osobisty, rozładowany telefon.
Multikonta : Unlucky Dog, Kryśka

PisanieTemat: Re: Staw   Sob Lis 09, 2013 12:18 am

Christian budził lekki przestrach w Kwiatku już wcześniej. Był to lęk takiego pokroju, jaki mógł wzbudzić w tym bojaźliwym Azjacie dowolny obcy, starszy od niego mężczyzna, do którego ten postanowił odezwać się z jakiegoś powodu. Cóż to było? No tak, jeszcze parę chwil temu Daisy miał wielką chęć, aby zapalić. Teraz natomiast w ogóle nie przejmował się tym, że dopalony ledwie do połowy papieros wylądował na mokrym chodniku i prawdopodobnie został stratowany przez czyjeś nogi. Z wielką chęcią wyjąłby z paczki następnego i ponownie zapalił, lecz głupio byłoby mu w tej chwili znów prosić mężczyznę o ogień; tego samego gościa, który budził w nim teraz jeszcze większe przerażenie niż wcześniej. Co z tego, że uratował go z opersji, skoro wyglądał w tym momencie tak, jakby właśnie kogoś zabił? Ba, Kwiatek był wręcz pewien, że gdyby nie interwencja Bento, a później jego samego, Chris miałby już na sumieniu życie tamtego rabusia. Szumowina bo szumowina, fakt, ale zabijesz szmatę, a pójdziesz siedzieć za człowieka. Dochodziła jeszcze do tego wszystkiego kwestia delikatnego Kyungsoo, który nie miał najmniejszego zamiaru być świadkiem morderstwa. Prawda, po takim traumatycznym przeżyciu mógłby pewnie napisać kilka udanych piosenek o depresyjnym nastroju, ale nie uważał, aby taki interes mu się kalkulował.
- Jak to nie? - Chociaż Amnesia powtórzył to słowo aż trzy razy, Kwiatek sprawiał wrażenie, jakby nie do końca go zrozumiał. Młody White nie miał żadnej awersji względem lekarzy i sam w takiej sytuacji chciałby, aby obejrzał go człowiek, który się na tym zna. Bez żadnych oporów grzecznie oddałby się w ręce wszystkich ludzi, którzy zechcieliby się nim zająć; lekarzy, pielęgniarek, kogokolwiek. Ness miał jednak najwyraźniej jakieś opory przed odwiedzeniem przychodni w szpitalu, czego młody nie mógł pojąć. Puścił go jednak posłusznie, bo nie miał żadnego wyboru, a poza tym nie chciał jeszcze bardziej mu się narażać. Zerknął jeszcze raz na poharataną dłoń Chrisa i mimowolnie skrzywił się.
- Moim zdaniem powinien to obejrzeć lekarz - zaczął znów nalegać, nie chcąc zostawić mężczyzny w tym stanie bez opieki. Czuł, że był mu coś winien. Nie potrafił tak zwyczajnie podziękować mu, odwrócić się i odejść, żeby dalej żyć swoim od niedawna bardzo wygodnym życiem. Może najpierw wmówiłby sobie, że wszystko jest w porządku, ale później zjadłyby go wyrzuty sumienia. Widząc jednak to specyficzne spojrzenie mężczyzny, zwątpił w swoją pewność siebie. - No ale... jak pan uważa - mruknął, znów zwracając się do niego bardziej formalnie i tym samym zwiększając metaforyczny dystans między nimi. Nie zmieniło to jednak faktu, iż wciąż dręczyła go jedna myśl. Nie mógł tak po prostu zostawić swojego wybawiciela samopas.
- Ok, żadnych szpitali - powtórzył po nim, wzdychając ciężko z rezygnacją. - W takim razie... mieszkam niedaleko - powiedział trochę ciszej, jakby niepewnie. Miał wrażenie, że proponuje swojemu prywatnemu bohaterowi jakąś kompletną głupotę, za którą ten mógł go jedynie wyśmiać. - Mogę pomóc. Obiecuję, że nie rezyduję w szpitalu i nie chowam w szafie ani jednego lekarza - dodał, żeby choć minimalnie rozładować atmosferę i przy okazji namówić Christiana na zgodę na udzielenie mu pomocy. Soo czuł się niewymownie głupio, bo przecież nie chciał wpędzać nieznajomego w taką sytuację. Tym bardziej czuł teraz potrzebę odkupieia swoich win.

_________________

__bento | i'm so excited | mieszkanie | info/relacje__
I can't hear you over the sound of how awesome I am.
Sorry I'm not sorry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amnesia
Szpieg

avatar

Liczba postów : 56
Dołączył : 14/09/2013

Godność : Christian Nathanaiel Byron
Wiek : 27
Wzrost i waga : 192cm / 74kg
Znaki szczególne : Kilka blizn na przedniej stronie korpusu
Aktualny ubiór : Poprzecierane tu i ówdzie spodnie, biała koszulka, ciemna, skórzana kurtka. Buty ponad kostkę wiązane dookoła.
Ekwipunek : paczka tanich papierosów, zapałki i gumki z 'chętnych ud', klucze do mieszkania
Obrażenia : rozcięty wierzch prawej dłoni. Siniak i rozcięcie przy lewej kości policzkowej. Siniaki i otarcia na korpusie.

PisanieTemat: Re: Staw   Pią Lis 15, 2013 6:07 pm

Chęć odsunięcia się i odwrócenia w kierunku własnego mieszkania walczyła gdzieś w środku z denerwująco miłym i uległym usposobieniem chłopaka zapraszającym go do siebie. Ostatnie dni spędzone wśród czterech ścian zagraconych prywatnym życiem Amnesii nakręcały umysł i spokój ducha na wołanie o oddech. Chwila zapomnienia, kiedy okładał i dał się okładać po mordzie wieńczyła piramidę drobnych kroczków ku niechętnemu, milczącemu przytaknięciu.
Chociaż nie… Stwierdzić, że robił to z jakąś wielką awersją do swojej decyzji byłoby wierutnym kłamstwem. Z drugiej strony, nie było w nim chęci, czy potrzeby uspołeczniania się. Teraz nie miał niczyjego bata nad karkiem, więc robił co uważał za stosowne, z wulgarną satysfakcją patrząc na wszechrzecz z perspektywy człowieka, którego nic nie obchodzi. Rzadko kiedy imały się go jakiekolwiek obelgi, przymusy traktował jak szczekanie w obcym dialekcie, nie pojmował wszelakich konwenansów i stereotypów. Jednak żyły w nim takie chwile wewnętrznego załamania, kiedy robił rzeczy skrajnie nieodpowiedzialne z wcześniejszego punktu widzenia. Był wtedy mentalnie nagi i podatny na wszelkie ciosy, zrzucając pancerz mamtowdupizmu we wcześniejszym wybuchu. Sytuacje napędzane przypadkiem, adrenaliną czy skrajnym załamaniem obnażały nie tyle jego człowieczeństwo, czy wrażliwszą stronę ‘ja’, ile jakiś wkurzający, ułomny gen odpowiadający za chwilowe zamroczenie. Pieprzony neuron działający na odwrót, czy jedną z miliona krwinek, która się zbuntowała i nie ominęła serca, zostawiając w nim ładunek świeżego powietrza.
Tak, czy inaczej, paląc spokojnie papierosa i wydmuchując dym w mżawkę, jak gdyby wcześniej nic się nie stało (magiczna siła przyzwyczajeń), postanowił popełnić ten wielki życiowy błąd i zaufać małemu Azjacie z psem u nogi. Wcześniej odetchnął kilkukrotnie, jakby mu to miało ułatwić mówienie, jednak ostatecznie zrezygnował z artykułowania czegokolwiek, poza mrukliwym ‘mmm’ i kiwnięciem głowy. Naturalnie, Flo mógł to zinterpretować różnorako, jednak spokojny, stojący do niego frontem Chris chyba jakąś jedną miliardową całego swego jestestwa musiał mu przekazywać tą radosną nowinę – niech prowadzi!
Przez myśl mu nawet nie przeszło, żeby zaprosić go do siebie. Nie pamiętał już, że także nieopodal, jednak w drugą stronę mieści się jego małe mieszkanko. To coś na wzór nieumiejętności skorzystania z nadarzającej się okazji. Poza tym, Christian nie należał do osób gościnnych. Nie miał ręki do porządków, zwierząt, nowinek technicznych, czy nawet kuchni. Wszędobylskie graty stanowiące jego prywatny świat walały się wszędzie, bowiem od wieków chyba nikt prócz Christiana tam nie zaglądał, on zaś nie czuł potrzeby zmieniania czegokolwiek.
Pociągnął jeszcze kilkukrotnie papierowa i niepomny marnotrawstwa rzucił go w błoto i przydeptał. Zrobił krok w kierunku chłopaka i zastygł, czekając, co ten uczyni…
W końcu mogło mu się odwidzieć, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flower Boy
Wschodząca gwiazda

avatar

Liczba postów : 238
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Do Kyungsoo | Thomas White
Wiek : 21
Zawód : Wokalista, kompozytor, tekściarz
Orientacja : Daisy przeżywa teraz okres, w którym zadaje wiele pytań, a znajduje tak mało odpowiedzi...
Partner : Brak, ale przydałby się ktoś do przytulania.
Wzrost i waga : 173 cm | 55 kg
Znaki szczególne : Duże oczy, wydatne usta. Włosy obecnie pofarbowane na czerwono, wygolone boki oraz tył głowy.
Aktualny ubiór : Granatowe, dopasowane dżinsy; czarny t-shirt z białym nadrukiem przedstawiającym chińskie znaki oznaczające muzykę; dość obszerna, biała bluza z grafitowymi rękawami, kapturem i ściągaczem na dole; czarne adidasy z czerwonymi paskami.
Ekwipunek : Paczka papierosów, klucze, dowód osobisty, rozładowany telefon.
Multikonta : Unlucky Dog, Kryśka

PisanieTemat: Re: Staw   Pią Lis 15, 2013 10:10 pm

To był głupi pomysł. Naprawdę bardzo, bardzo głupi. Dlaczego Daisy myślał, że może tak po prostu zaprosić do siebie tego mężczyznę, który mimo tego, że właśnie uratował jego godność, a może nawet i życie, wciąż był mu kompletnie obcy? Christian był postawny i o wiele wyższy od drobnego Azjaty, który w tym momencie stał przed nim niepewnie i ledwo powstrzymywał drżenie całego ciała, aby nie pokazać, jak bardzo wciąż był przejęty sytuacją. I choć udawało mu się nie trząść jak galaretka, nie potrafił do końca uspokoić nierównego, trochę zbyt płytkiego oddechu. Wciąż był jednak tym samym grzecznym, niepozornym, miłym chłopcem, który po prostu chciał dobrze.
Ale dlaczego Amnesia miał przyjąć to durne zaproszenie? Dlaczego ten śmieszny, skośny człowieczek pomyślał sobie, że ktoś taki w ogóle będzie chciał od niego jakiejkolwiek pomocy? Kyungsoo nastawił się wkrótce na odmowę. Już myślał nad tym, co zrobi, kiedy mężczyzna poleci mu walić się na ryj i nie pokazywać mu się nigdy więcej na oczy. Młody skinie głową, spuści wzrok, jeszcze raz niepewnie podziękuje swojemu wybawcy, przeprosi go za całe zamieszanie, po raz kolejny zostanie skarcony i oddali się, aby już nie denerwować mężczyzny. Po prostu zabierze ze sobą psa i wróci do domu, tak zwyczajnie. Nawet już pochylił się do Bento, aby przypiąć smycz do jego obroży i zaraz potem przygotować się do samotnego odejścia, ale kiedy się wyprostował, nie spotkał się z odmową.
Dłuższą chwilę zajęło mu interpretowanie postawy nieznajomego. Zawsze miał problem z odgadnięciem, co kto może mieć na myśli - zwłaszcza, jeśli kompletnie nie znał tej osoby. Musiał więc chwilę poprzypatrywać się Chrisowi z tym swoim naiwnym wyrazem twarzy niewinnego dziecka, nim wreszcie zaryzykował stwierdzenie, że tamten przyjął jego zaproszenie. Tak, to chyba było to. Kwiatek mógł się mylić i wyjść przez to na idiotę, ale postanowił zaryzykować i uznać, że przed chwilą zamiast cichego mruknięcia usłyszał pełną, klarowną odpowiedź. Uśmiechnął się więc odrobinę pewniej, ale nic nie powiedział. Odwrócił się w odpowiednią stronę, by udać się do domu, uprzednio jedynie skinieniem głowy zachęcając Ness do pójścia w jego ślady.

[zt] x2

_________________

__bento | i'm so excited | mieszkanie | info/relacje__
I can't hear you over the sound of how awesome I am.
Sorry I'm not sorry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eiko
Sweet Star

avatar

Liczba postów : 22
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Na scenie znana jako Eiko Okashi. W rzeczywistości - Angela Ellsworth.
Wiek : 19 lat.
Zawód : Uczennica/Piosenkarka i modelka.
Orientacja : Heteroseksualna.
Partner : Brak, ale ktoś już znalazł sobie miejsce w jej serduszku...
Wzrost i waga : 158 cm i 54kg.
Znaki szczególne : Podobieństwo do aniołów, duże ding... ekhm, duży biust.
Aktualny ubiór : Czarny sweter, czerwona spódniczka a pod nią legginsy, kozaki.
Multikonta : Akira.

PisanieTemat: Re: Staw   Czw Lut 20, 2014 10:57 am

Jak ona nienawidziła, gdy temperatura spadała poniżej 10 stopni! Nie chodziło o to, że musiała się opatulać miliardem płaszczy, kurtek czy szalików by nie było jej tak cholernie zimno - po prostu robiła się wtedy taka bardziej... leniwa? Nie, ujmijmy to inaczej - zmęczona, tak! Nie miała na nic siły, wolała tylko przeleżeć cały dzień w łóżku. No, dodajmy może do tego zajmowanie się starszym bratem, ale to taki szczegół...
Ale nie mogła sobie pozwolić na rozleniwienie się! Jeśli choć raz by tak zrobiła, potem zaczęłaby się do tego przyzwyczajać i nie dałoby się jej w ogóle wyciągnąć z domu. Pozostała tylko jedno rozwiązanie - wyjść. Najzwyczajniej w świecie przejść się po mieście, nawet jeśli miałoby to trwać tylko dziesięć minut. Postanowiła więc przejść się do parku - bardzo lubiła to miejsce, no i może kogoś by tam spotkała?
W końcu po kilku minutach łażenia dotarła na miejsce. Od razu zaczęła rozglądać się dookoła w poszukiwaniu żywej duszy. Niestety nikogo nie znalazła. No cóż, a więc na razie brak jakiegokolwiek towarzysza do pogadania... da się przeżyć.
-Jak ja nie lubię takiej pogodyy... - mruknęła pod nosem, opadając na jedną z ławek oczyszczonych już ze śniegu. Wiele to pewnie nie da, bo i tak z nieba zaczął spadać biały puch, ale przynajmniej tyłek jej całkowicie nie zmarznie. To teraz tylko trzeba poczekać, aż ktoś się pojawi, ale po pół godzinie pójść do domu - raczej ta pierwsza opcja bardziej się blondynce widziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walker
Szarak

avatar

Liczba postów : 24
Dołączył : 16/02/2014

Godność : Obecnie Walker Christopher Ellsworth. Dawniej Alan C.E.
Wiek : Niecałe dwadzieścia dwa lata.
Zawód : Żyje na utrzymaniu rodziców, pasożyt.
Orientacja : Bi, choć sam o tym nie wie, myśląc, iż jest aseksem.
Partner : Bałwan. Taki sam, jak i on.
Wzrost i waga : 160cm|40kg
Znaki szczególne : Albinizm; blizna po oparzeniu, ciągnąca się od lewego policzka do skroni; liczne blizny po cięciach; młodzieńczy wygląd i krucha budowa; jakiś tatuaż, ale nie wiem, jaki i nie wiem, gdzie; wiecznie nosi jakąś czapkę, debil.
Aktualny ubiór : Jeansowe spodnie ciemnoszarego koloru, spadające z dupy; czarne skarpetki; NAGA KLATA, RAWAWAWA.
Ekwipunek : Paczka chusteczek, gum jabłkowych, telefon komórkowy i jakaś kasa.
Obrażenia : Pełno śladów po cięciach, sołimoł.
Multikonta : Lew, Lolicon i Błazen.

PisanieTemat: Re: Staw   Czw Lut 20, 2014 7:45 pm

Myśleliby, że uśmiech w jego przypadku jest niemożliwością. Myśleliby, że nie uda mu się wyjść i że nawet nie będzie miał ochoty. Myśleliby, że już do końca życia umierałby w domu i siedział w kąciku, emując. Myśleliby... nie myśleliby. Wyszedł. Wyciągnął się ze swoich czterech ścian, włożył płaszczyk i wypierdzielił w teren. Powód był tylko jeden i wcale nie była nim jego siostra. Przyczyną jego wyjścia był... śnieg.
Robił to wszystko, bo śnieg. Kochał śnieg. Wywoływał u niego uśmiech, którym promieniował przez całą drogę. Leciał z nieba, osiadając po kolei, każdym płatkiem, na włóczkowych wiązaniach na jego czapce. Spoglądał w szarzejące niebo, zupełnie nie zwracając uwagi na swoje otoczenie. Mimo wszystko, z łatwością omijał wszelkie słupy (ta, telegraficzne), hydranty, drzewa, ławki... e, ogólnie wszystko. Nie wiadomo, jak, nie wiadomo, czemu. Nie wiadomo nawet, po co ja to wszystko piszę. To nawet nie jest lanie wody. Jakby mi wenę wyssało.
Ale wracając - śnieg był teraz naprawdę ważny. Ellsworth uwielbiał ten biały chłód, atakujący przechodniów, którzy go hejcili, później z radością lepiąc bałwana, zupełnie zapominając o wyrzutach, jakie mieli względem jego budulca. Wtedy też ujawniała się jego nienawiść do tych durnych pseudo-hipokrytów. Mógłby ich wgnieść w ziemię za to, jak fałszywie uśmiechali się do białych śladów, odmrażających im palce. Poodcinać głowy za te wszystkie śmiechy, jakimi darzyli zimowe duchy, zgniatając je w podekscytowaniu i rzucając w siebie zbitymi z nich kulami. Był zdolny uczynić naprawdę wiele dla tych drobnych płatków, byleby tylko zostawili je w spokoju i przestali na nie narzekać, wiedząc, że zaraz będą się bawić ich kosztem, nawet ich uprzednio nie przepraszając za wcześniejsze słowa, czy dziękując za posługę.
Wśród tych osób pojawiła się jeszcze jedna, drobna blondyneczka, przesiadująca na parkowej ławeczce. Skupiła na sobie wzrok Chrissa tylko dlatego, że zwyczajnie skądś kojarzył ten złotawy odcień. Poprawił lokatą grzywkę, na drobny ułamek sekundy odsłaniając zamaskowane błękitne ślepie, by móc dokładniej przyjrzeć się "nieznajomej" i stwierdzić, że wcale tak źle jej nie znał.
Nie wiedział, czy w ogóle powinien zwracać uwagę na to, że tam siedziała. Mogła na kogoś czekać, a on, jako jej rodzeństwo, byłby peszącym elementem przeszkadzającym. Mimo wszystko odważył się i, powolnym krokiem, zaczął zbliżać do panienki Okashi. Nim jeszcze zdążyła zauważyć, niczym cień zasiadł na miejscu obok niej i przysunął usta niebezpiecznie blisko jej ucha. Nie chciał być złośliwy, ani też jej przestraszyć. Dzieło przypadku, i tyle. Po prostu zwykle mówił dość cicho, tak więc lepiej było się wysilić na jakąś bliskość, niźli niepotrzebnie krzyczeć.
- Angela? Co Ty tu robisz? - Wymamrotał, odsuwając się nieco, w powolnym tempie. - Nie przeziębisz się?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eiko
Sweet Star

avatar

Liczba postów : 22
Dołączył : 20/09/2013

Godność : Na scenie znana jako Eiko Okashi. W rzeczywistości - Angela Ellsworth.
Wiek : 19 lat.
Zawód : Uczennica/Piosenkarka i modelka.
Orientacja : Heteroseksualna.
Partner : Brak, ale ktoś już znalazł sobie miejsce w jej serduszku...
Wzrost i waga : 158 cm i 54kg.
Znaki szczególne : Podobieństwo do aniołów, duże ding... ekhm, duży biust.
Aktualny ubiór : Czarny sweter, czerwona spódniczka a pod nią legginsy, kozaki.
Multikonta : Akira.

PisanieTemat: Re: Staw   Czw Lut 20, 2014 9:47 pm

Siedziała tak sobie niewinnie na ławce, od czasu do czasu machając nogami niczym małe dziecko. Pewnie z daleka wyglądała jak jeden z takich bachorów z tym swoim wzrostem i dziecięcą twarzyczką. Oczywiście jakby ktoś jej to powiedział to by natychmiastowo dostał z liścia, ale jak tego mogłaby się spodziewać osoba, która by ją widziała po raz pierwszy? No, jeśli ktoś akurat skupiłby swój wzrok w okolicach klatki piersiowej to by od razu powiedział, że jest już dojrzałą kobietą... no ale nic nie mogła na to poradzić. Tych krągłości to już chyba nic nie mogło zakryć... ale my nie o tym!
No dobra, może ten sam śnieg tak bardzo jej nie przeszkadzał. W końcu jak była mniejsza to sama uwielbiała wylatywać z domu bez kurtki, by móc rzucić się w największa zaspę i potem męcząc się z ogromnym przeziębieniem. Jeśli już zachorowała, to tak łatwo jej nie przechodziło - musiała leżeć w łóżku przez co najmniej dwa tygodnie! Do dziś przeklina swój słaby organizm...
Ale mówmy dalej o tym śniegu. Tolerowała go też z innego powodu - jej brat go lubił. A jeśli on coś lubił to to naprawdę było coś! Rzadko mogła widzieć uśmiech na jego twarzy, dlatego gdy już udało jej się go zobaczyć, sama nie mogła powstrzymać swojej radości. A właśnie ten niewinny, biały puch był jednym z powodów, dla których Walker jeszcze się szczerzył.
Tak bardzo była pochłonięta własnymi myślami, że na początku w ogóle nie poczuła obecności drugiej osoby. Dopiero gdy poczuła oddech na swoim uchu drgnęła, ogarnięta paniką. Szybko zaczęła analizować w głowie głos nieznajomego, próbując go rozpoznać. Wtem domyśliła się do kogo on należał i natychmiastowo na jej policzkach pojawił się ogromny rumieniec. No tak, musiał się pojawić akurat w tej chwili!
-J-ja? Po prostu ten... na spacerek sobie wyszłam. A ty? - odpowiedziała, przechylając lekko głowę w bok. Na jego drugie pytanie napuszyła lekko policzki.
-Dziękuję za troskę ale ze mną w porządku, nie mogę zachorować! Takiego zwrotu już nie ma w moim słowniku! Ale powinieneś bardziej się martwić o siebie samego, w końcu z twoim stanem zdrowia... - mruknęła, a w jej głosie dało się wyczuć nutę zmartwienia. W ostatniej chwili powstrzymała chęć pogłaskania go po głowie, zamiast tego zacisnęła palce na materiale płaszczu, który niedawno sobie kupiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walker
Szarak

avatar

Liczba postów : 24
Dołączył : 16/02/2014

Godność : Obecnie Walker Christopher Ellsworth. Dawniej Alan C.E.
Wiek : Niecałe dwadzieścia dwa lata.
Zawód : Żyje na utrzymaniu rodziców, pasożyt.
Orientacja : Bi, choć sam o tym nie wie, myśląc, iż jest aseksem.
Partner : Bałwan. Taki sam, jak i on.
Wzrost i waga : 160cm|40kg
Znaki szczególne : Albinizm; blizna po oparzeniu, ciągnąca się od lewego policzka do skroni; liczne blizny po cięciach; młodzieńczy wygląd i krucha budowa; jakiś tatuaż, ale nie wiem, jaki i nie wiem, gdzie; wiecznie nosi jakąś czapkę, debil.
Aktualny ubiór : Jeansowe spodnie ciemnoszarego koloru, spadające z dupy; czarne skarpetki; NAGA KLATA, RAWAWAWA.
Ekwipunek : Paczka chusteczek, gum jabłkowych, telefon komórkowy i jakaś kasa.
Obrażenia : Pełno śladów po cięciach, sołimoł.
Multikonta : Lew, Lolicon i Błazen.

PisanieTemat: Re: Staw   Pią Lut 21, 2014 3:46 am

"Lubił" to tak mało powiedziane, że uznałby za grzesznika każdego, kto by tak powiedział. No, dobra, może przesadzam, bo przecież Alan nie chciałby nikogo przeklinać, ani nic z tych rzeczy, ale mimo wszystko... on śnieg kochał ponad własne życie, które i tak było już coraz bardziej malutkie. Nie znaczyło to jednak, że wraz ze zbliżaniem się do granicy, cenił biały puszek coraz mniej. O nie! To tylko napędzało jego sympatię, bo nie musiał wkładać jej tyle w samego siebie. Choć nie należy zapominać o tym, że znajdował się on daleko w tyle, a sama zamrożona woda też nie była pierwsza. Ubiegała się o miejsce na szczycie podium, nieustannie rywalizując ze swoją gorącą odmianą, maltretującą torebki z liśćmi. O tak! Mimo wszystkim opiniom, jego pierwszą miłością była herbata. A siostra? Sam nie wiedział. Nie wliczał jej w to, bo nie miałby pojęcia, gdzie ją umieścić. Takie tam drobne nieuświadomienie co do relacji międzyludzkich. Czy należy cenić człowieka bardziej od herbaty, czy może to ten cudowny napój był lepszy? A może człowiek powinien znaleźć się gdzieś daleko w tyle? Nie było wiele rzeczy, które Walker lubił, więc i tak bardzo łatwo można było dostać się do tych najulubieńszych.
Poprawił jeszcze czapkę, słuchając jej słów, naciągając ją niżej, jeszcze bardziej zakrywając swoje włosy. Nawet, jeśli przed nią się zasłaniać nie musiał (tak, jak przed nikim, ale wiadomo, że to zwykły idiota, więc...), to i tak wolał zachować ostrożność. Gdyby ktoś go zobaczył, uznałby go za przerażającego albo - co gorsza - odmiennego frajera do pognębienia, przynajmniej w jego mniemaniu. Ale przecież nie był nikim takim. Sam do końca nie był pewien, dlaczego w ogóle obawiał się bycia zauważonym przez tłum ludzi, wśród których jakieś 90% nie będzie wiedziało o istnieniu albinosów, w tym kolejnych 70% okaże się być moherami, które uznają go za jakiś szatański pomiot. No ej! Miał normalną matkę, ojca w sumie też, a sam był z kolei dość głupi. Do tego był bratem Eiko, która bardziej kojarzyła się z aniołami, więc...
Cholera, zapomniałabym o niej!
- Śnieg pada. - Krótka odpowiedź, jaka powinna w zupełności satysfakcjonować dziewczynę. Nie miał powodu, by owijać w bawełnę, czy się jakkolwiek dłużej nad tym rozwodzić - powód był jeden i właśnie go zdradził. Wyszedł ze względu na uwielbianą przez siebie pogodę. Nie mógł więc nazwać tego spacerem, bo wcale nie zależało mu na przejściu się. Bardziej spotykał się z kochanką, która spadła mu dosłownie z nieba.
"...z twoim stanem zdrowia..."
Przewrócił oczyma, kręcąc przy tym głową, jak gdyby coś mu wirowało przed twarzą. Jego mimika jednak wciąż pozostała nienaruszona i polegała na kropce, myślniku, a potem jeszcze jednej kropce. Jak gdyby miał jakiegoś raka normalnie. Nie miał żadnych problemów, więc o co jej chodziło? Ułożył dłoń na jej głowie i pogładził blond kłaki, pozwalając sobie na westchnienie.
- Przeżyję to. Nie czekasz na nikogo? - Zmienił prędko temat. Nie miał zamiaru znów pozwalać jej się o niego martwić. Żył to żył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Staw   

Powrót do góry Go down
 
Staw
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
centrum miasta
 :: Park miejski
-
Skocz do: