IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kawiarnia "Black Chocolate"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Demi
Wiceprezydent

avatar

Liczba postów : 96
Dołączył : 19/01/2014

Godność : Demetria Madeleine Ferguson.
Wiek : Trzydzieści dwa latka
Zawód : Wiceprezydent
Orientacja : Biseksualna
Partner : Po co jej kolejny fagas?
Wzrost i waga : 168 cm i 52 kg
Znaki szczególne : Ciemne, farbowane włosy.
Aura wredności, która się wokół niej roztacza.
Aktualny ubiór : Bielizna, pończoszki czy coś w tym stylu, czarne spodnie typu rurki, elegancka pudrowa bluzka z aksamitu, jasna luźna marynarka, czółenka na wysokim obcasie. Na chłodne dni i wieczory płaszcz i apaszka. Sznur białych pereł, o tak +10 do elegancji. O tak :3
Ekwipunek : Torebka, a w niej, telefon, kalendarz, klucze, gaz pieprzowy na nachalnych wielbicieli i babskie pierdoły.
Obrażenia : - Delikatne sine ślady na szyi od podduszania - obecnie zatuszowane korektorami, podkładami i wszystkim czym się da.
- Rany na prawej dłoni spowodowane wbiciem w skórę roztrzaskanych kawałków szkła - zabandażowana dłoń.
Multikonta : Nic mi na ten temat nie wiadomo.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Black Chocolate"   Sro Sty 22, 2014 6:38 pm

Już dawno się nauczyła, że nie można zbyt często i za bardzo rozpamiętywać przeszłości. Gdybanie też nie jest żadnym wyjściem, nie zmienią niczego więc trzeba się z tym pogodzić i cieszyć, że udało im się przypadkiem spotkać po latach. I teraz koncentrować się na tym co dalej. Jakby wyglądało ich życie gdyby nie utracili kontaktu? Jest na to jednak prosta odpowiedź: Cholera wie.
Nie poganiała, czekała spokojnie, aż ochłonie, odetchnie. No proszę jaka z niej dobra kobiecina jest, kto by się spodziewał. A na dymka można zawsze wyjść na zewnątrz. To nie problem, bo i ona mogłaby zapalić. Co prawda nie robi tego często, ale się jej zdarza, więc smak i zapach papierosa jest jej doskonale znany. Przeważnie pali do alkoholu, do towarzystwa. Zawsze tak jakoś w ciągu dnia wychodzi, że nie ma czasu nawet jeżeli by chciała. Coś ją wiecznie godni i... a zresztą nie ważne. Wybudziła przystojniaczka z jego świata fantazji i rozmyśleń. Dotyk jego skóry był przyjemny, ale jak tylko znów zaczął kontaktować zabrała dłoń. Nie chciała mu się zbytnio narzucać, ach ta nasza ułożona pani wiceprezydent. Ta, tylko w tym przypadku, tak to potrafi nieźle kogoś zakręcić, ale kurczę to inna sprawa była. Może potrzebny jakiś pretekst aby zrobić coś więcej.
Pracy na dziś miała już dość, chyba tak z przyzwyczajenie zerknęła na powoli wlekące się wskazówki. Nie zdradzała nic więc, jedynie zasygnalizowała, że czegoś takiego jej trzeba.
-Czyli jednak się tym zajmujesz, to dobrze.
O tak potwierdził tym, że to jego fucha, ale jak dla blondyny to dobrze. Uśmiechnęła się słodko i przybliżyła do przyjaciela.
-To oczywiste, że nie tu.
Przewróciła oczami, poczuła się jak małe skarcone dziecko, ale dobra niech tam mu już będzie.
-Musimy nadrobić kontakty.
Wyjęła z torebki bardzo ładną wizytówkę, a na jej odwrocie zapisała numer prywatny. Po czym kładąc ją na barze przesunęła ją w stronę mężczyzny.
-Możesz być pewny, że mnie stać na to. W końcu nie rozmawiasz z byle kim.
I doskonale wiedziała, że będzie ją to kosztować. Nawet nie pomyślała aby chcieć informacje od niego za darmo. A czym zapłaci to już kwestia dogadania się, miała wiele środków i rzeczy do dyspozycji. Tak swoje ciało również. To jednak dopiero jak będą informacje.

_________________

Liam Nash - Inspektor (NPC) | Jasmine Howell - Senator (NPC)
VvV
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bel
Informator

avatar

Liczba postów : 57
Dołączył : 16/01/2014

Godność : Belial Marcus Rammstein
Wiek : 32 lata
Zawód : Lekarz, psychiatra
Orientacja : Heteroseksualna
Partner : Brak takowych, sorka.
Wzrost i waga : 185 cm i 81 kg
Znaki szczególne : Okolczykowane uszy, kolczyk w języku. Białe włosy, styl ubierania, tatuaż na klatce piersiowej i prawym przedramieniu.
Aktualny ubiór : Koszula flanelowa w czerwono-czarną kratę, skórzana kurtka z długimi rękawami. Czarne, poprzecierane dżinsy, na prawej pieszczocha z trzema rzędami srebrnych kolców. Kolczyki, srebrny naszyjnik z krzyżykiem. Czternasto dziurkowe glany, czarna bielizna, do spodni przypięty srebrny łańcuch. Na dłoniach krótkie, czarne, skórzane rękawice z elementami umiękczającymi na kostkach, by na wypadek walki nie ucierpiały za bardzo.
Ekwipunek : Portfel z pieniędzmi, dokumentami, klucze do domu i jakieś tam bzdety. Oprócz tego w kieszeniach skóry umieszczone ma dwie paczki Marlboro czerwonych wraz ze srebrną zapalniczką zippo. W spodniach trzyma telefon komórkowy, scyzoryk. Tabletki różnego rodzaju nosi również w kurtce, tak samo notatnik z drogim długopisem firmy Parker do zapisywania bieżących informacji cennych do sprzedania. Na lewym nadgarstku mobilny zegarek PRADA Link łączący się z telefonem.
Obrażenia : Na razie fizycznie jest cały zdrowy, co innego na tle psychicznym.
Multikonta : Nie posiadam

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Black Chocolate"   Sro Sty 22, 2014 9:37 pm

Wziął filiżankę, a w sumie specjalną, nieco podłużną szklaneczkę z kawą, bo w takiej podają waniliową. Wypił do końca swoje zamówienie, szybko jeszcze dokończył porcję lodów jedynie oblizując językiem swoje usta. Rzeczywiście... Były teraz bardzo słodkie.
No akurat Bel był nałogowym palaczem. Co mu tam! Nawet dwie do trzech paczek w ciągu dnia potrafił wyjarać, teraz fakt, że siedzi tu o suchym pysku jest na prawdę czymś wielkim dla niego. Mało kto go widzi bez ciągłego trzymania papierosa między wargami. Wielki szacuneczek dla ponętnej blondynki, że nawet od czegoś takiego go powstrzymuje. Niech jeszcze doprowadzi do tego stanu, że jego ataki nie będą tak mu szkodziły to już w ogóle będzie dla niego Bogiem!
-Zajmuję i wiem więcej o Tobie niż pewnie sama się spodziewasz...
Tak dorzucił jej trochę, by rozgrzać ten piecyk nutką tajemniczości. Wiadomo! Myślicie, że nie pilnował wiceprezydent? Oj i to nieźle, sporo o niej słyszał, ba! Może kiedyś nawet zdarzało się trochę za nią powędrować po mieście. Nawet jeszcze pamięta twarz złodzieja, który próbował jej zabrać torebkę, a ona dzielnie broniła swego. Jego pamięć jest niezawodna.
Wziął wizytówkę do ręki, przejrzał, zapamiętał numer i schował. Najprawdopodobniej spali ją tuż po wyjściu z lokalu, w końcu to numer dla niego, tak? Jeszcze ktoś by znalazł tą wizytóweczkę, a na kiego wała im numer do Maddie? Ręką sięgnął do tylnej kieszeni od spodni, wyciągnął swój skórzany portfelik, otworzył i również pozwolił kobiecie poczęstował się takowym świstkiem tekturki z jego numerem. Fakt, faktem był tam służbowy tylko, jako psychiatry zatem również dopisał na szybko swój prywatny, który w sumie ma bardzo małe grono istot.
-Odezwę się kiedy znajdę czas na takową robotę, wtedy też pogadamy o zapłacie.
I to na tyle. Stwierdził, że jeszcze się gdzieś wyluzuje i zacznie pracować, bo co innego ma do roboty? Ba! Niedługo chyba będzie miał terapię prowadzić dla swojej pacjentki, przykre...
Posłał jej delikatny, lecz bardzo szczery uśmiech. Nachylił się momentalnie do niej, łapiąc prawą dłonią za żuchwę, jeśli tak można nazwać. Cmoknął ją w usta przez co mogła poczuć samą słodycz pochodzącą od deseru lodowego! Zrobił to na tyle szybko, żeby nie miała jakichś szans na odsunięcie się. Trzeba przyznać, że był może nieco nachalny w tym geście, ale również bezpośredni. Tak po prostu, po tylu latach! No nic... Odwrócił się i wyszedł z kawiarni. Jeszcze przez okno jej delikatnie machając ręką, gdzieś tam zniknął za winklem. Spalił tak jak wcześniej mówiłem wizytówkę, a od niej odpalił fajkę. I gdzieś powędrował! Jak na ducha przystało zniknął gdzieś w tłumie przechodniów.


z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte
Kobieta teatru

avatar

Liczba postów : 77
Dołączył : 19/01/2014

Godność : Charlotte Scarlett Ferguson. Albo po prostu Lotte.
Wiek : Dwadzieścia dwie wiosny.
Zawód : Aktorka.
Orientacja : Stuprocentowa heteroseksualistka. Tak tak.
Partner : Kto?
Wzrost i waga : 170 cm wzrostu i 55 kg.
Znaki szczególne : Cała jej persona jest szczególna! ; >
Aktualny ubiór : Czarna koszulka, zwana potocznie "bokserką", zarzucona na nią marynarka w kolorze także ciemnym. Na nogach czarnego koloru rurki, stopy okryte litami w kolorze całego ubioru. Na ramie przerzucona torba z bibelotami i innymi takimi sprawami. Nadgarstki posiadają na sobie bransoletki, włosy rozpuszczone, oczy podkreślone eyelinerem oraz tuszem do rzęs. No i jak zawsze - zakolczykowane ucho kolczykami będącymi średnimi kółkami. Naturalnie - nie zapominajmy o koronkowej, czarnej bieliźnie!
Na zewnątrz posiada jeszcze płaszcz sięgający do połowy jej ud.
Ekwipunek : Wszystko to, co kobiecie jest potrzebne do szczęścia poza domem. No i jeszcze telefon, portfel z dokumentami, słuchawki, klucze do domu i samochodu a także i gaz pieprzowy - tak na wszelki wypadek, co nie?
Obrażenia : Żadnych!
Multikonta : Nic mi na ten temat nie wiadomo.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Black Chocolate"   Sro Sty 22, 2014 10:00 pm

Dziewczyna długo nie musiała czekać na odpowiedź drogą smsową, trafiła na wskazane miejsce przez swoją siostrę. Uradowało ją, poniekąd, to, że otrzymała drugą szansę od niej. Nie spodziewała się tego za nic w świecie - to musiała przyznać bardzo szczerze. Dlatego też szła zadowolona do umówionego miejsca.
Z drugiej strony... Czuła się taka... Przytłoczona tym, że ma się spotkać z kimś, komu rozwaliła, poniekąd, życie. W końcu doprowadziła do rozwodu swojej rodzonej siostry. To trochę może i chore, to trochę jakby patologiczne, ale... Nie żałuje tego. Poza tym - ostatnio myślała, czy by nie przerwać owych spotkań z Reinierem. Sama nie wiedziała czemu. Znudził się jej kochanek? Na to mogłoby wyglądać, jednak nie chciała już. Potrzebowała czegoś innego. Miała te 22 lata na karku, chyba czas się za serio w kimś zakochać.
Zaraz. co ona pierdoli, za przeproszeniem? Przecież to całkowicie nie w jej stylu! No tak... Ona i te jej głupie, zwariowane i nielogiczne dla innych pomysły. Czasem i właścicielka się w nich gubi, więc mniej więcej rozumiała społeczeństwo otaczające jej osobę.
My tu gadu gadu, a Lotte znalazła się w środku kawiarni. Rozejrzała się uważnie po lokalu w celu odnalezienia swojej siostry. Było już za późno. Nie mogła się wycofać. Teraz jedynie pozostało jej znaleźć ją, przysiąść się i zacząć... Po prostu rozmawiać. Nie powiem, zaczęło się ściskanie żołądka i powstawanie gula, który jakby uniemożliwiał jej mówienie, co jeszcze bardziej doprowadzało do nerwowych zachowań. Ale... Przecież nie może się bać! Nie może zostać rozszyfrowana. Nigdy tego nie lubiła. Zawsze lepiej czuła się z myślą, że nikt nie wie co ona w danych sytuacjach czuje.
Podczas jeszcze tego krótkiego, chwilowego wręcz, rozglądania się, poczuła na sobie wzrok chyba wszystkich przybyłych tutaj ludzi. No tak... Bycie znaną gwiazdą, która odwiedziła najnormalniejsze miejsce na świecie, jest nie małym zaskoczeniem. Rozpięła trochę swój płaszcz, by następnie ujrzeć swoją siostrę przy barze na jednym z krzesełek. Zdecydowanym krokiem ruszyła w tym kierunku.
- Cześć. - odparła, siadając na krzesełku obok niej, po czym posłała jej uśmiech. Poprawiła włosy, zarzucając je na plecy i spoglądając na kelnera, który oczekiwał z wybałuszonymi oczami na jakieś zamówienie z jej strony.
- Czekoladowe Cappuccino poproszę. - rzuciła i powróciła wzrokiem na Demi.
- Czemu akurat to miejsce? - zapytała ot tak, aby jakoś rozpocząć tą rozmowę, która, miejmy nadzieję, nie zakończy się kłótnią.

_________________

_______
Gallery :
# # #
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Demi
Wiceprezydent

avatar

Liczba postów : 96
Dołączył : 19/01/2014

Godność : Demetria Madeleine Ferguson.
Wiek : Trzydzieści dwa latka
Zawód : Wiceprezydent
Orientacja : Biseksualna
Partner : Po co jej kolejny fagas?
Wzrost i waga : 168 cm i 52 kg
Znaki szczególne : Ciemne, farbowane włosy.
Aura wredności, która się wokół niej roztacza.
Aktualny ubiór : Bielizna, pończoszki czy coś w tym stylu, czarne spodnie typu rurki, elegancka pudrowa bluzka z aksamitu, jasna luźna marynarka, czółenka na wysokim obcasie. Na chłodne dni i wieczory płaszcz i apaszka. Sznur białych pereł, o tak +10 do elegancji. O tak :3
Ekwipunek : Torebka, a w niej, telefon, kalendarz, klucze, gaz pieprzowy na nachalnych wielbicieli i babskie pierdoły.
Obrażenia : - Delikatne sine ślady na szyi od podduszania - obecnie zatuszowane korektorami, podkładami i wszystkim czym się da.
- Rany na prawej dłoni spowodowane wbiciem w skórę roztrzaskanych kawałków szkła - zabandażowana dłoń.
Multikonta : Nic mi na ten temat nie wiadomo.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Black Chocolate"   Sro Sty 22, 2014 10:30 pm

Tego się właśnie spodziewała po Belu, wiedział jaką to miała przeszłość. Wiedział więcej niż chciała, ale no cóż, nie poradzi na to nic. Tak blondi była dzielna, znała sztukę samoobrony i umiała przywalić takiemu ulicznemu dupkowi co się za kobiecą torebkę ogląda.
W każdym razie wymienili się wizytówkami. Obiecali jeszcze się ze sobą skontaktować. I Bel postanowił się zbierać, w sumie jak na pierwsze spotkanie po latach starczy. Jednak zrobił coś czego pani wiceprezydent się nie spodziewała. Była na tyle zaskoczona, że nawet niebyła by wstanie się cofnąć jakby chciała. Może i było to cmoknięcie w usta, jednak nigdy z tego co pamięta nawet do tego się nie posunęli. Kiedy mężczyzna wychodził z lokalu obejrzała się za nim, to naturalne. I również pomachała mu przez szybę na pożegnanie. Troszkę się rozmarzyła, wróciła myślami do nastoletniej miłostki. Z zamyślenia jednak wyrwał ją dźwięk telefonu. Nie spodziewała się, gdyż prywatny numer jest znany skromnej garstce znajomych i rodzinie. Spojrzała na telefon i prawie oczy wyszły jej na wierzch. Lotte! Szok, czegóż ona chciała, ta mała... yhhh. Odczytała es i chwilę nad nim myślała. W sumie miała na tyle dobry humor, że może się z nią spotkać, w chwili obecnej nie ma jej nic do zarzucenia. Fagas był starą historią, skoro się tak dal małolacie nie był wart zachodu. Odpisała i czekała.
I nawet się szybko doczekała. W międzyczasie zamówiła sobie nową dużą kawę, ha taki mały psikus, waniliową, posmakowało jej to. Mieszając ją z nudów łyżeczką odwróciła się w stronę siostry.
-Cześć.
Odparła nieco sucho i obojętnie. To, że dostała szansę nie znaczy, że się Dem będzie rzucać z uśmiechem na jej szyję. Na to trzeba zapracować. Zresztą ta blondyna nie należy do takich osóbek. Była rzeczowa i taka chłodna, a rozpalała się dopiero przy facetach. Poczekała aż zamówi, wygodniej się rozsiądzie na krześle. Milczała, w końcu to młodsza Ferguson zaproponowała spotkanie. Uśmiechnęła się słysząc to pytanie. I zaczęła się zastanawiać czy powiedzieć jej prawdę.
-Jest blisko urzędu i mają tu smaczną kawę.
Kiwnęła z przekonaniem głową i zebrała złote kosmyki włosów na jedno ramię.
-Widziałam się tu wcześniej z kimś.
Odchyliła się nieznacznie do tyłu na krzesełku mierząc spojrzeniem siostrę.
-Pamiętasz mojego przyjaciela z dziecięcych lat? Jeśli tak to masz odpowiedź.
Uśmiech nie schodził jej z twarzy, przypadkowe spotkanie zacznie poprawiło jej nastrój. Och no i wizytówkę schowała w bezpieczne miejsce, żeby nie było, że zostanie porzucona na blacie.
-Dobrze wyglądasz, promieniejesz. Dorwałaś jeszcze jakiegoś faceta?
A takie kąśliwe pytanko. Chciała w sumie dorzucić pytanie, czy mężczyzna był żonaty, ale darowała sobie. W końcu miały ratować to co zostało z ich siostrzanej relacji, a nie dobijać.

_________________

Liam Nash - Inspektor (NPC) | Jasmine Howell - Senator (NPC)
VvV
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte
Kobieta teatru

avatar

Liczba postów : 77
Dołączył : 19/01/2014

Godność : Charlotte Scarlett Ferguson. Albo po prostu Lotte.
Wiek : Dwadzieścia dwie wiosny.
Zawód : Aktorka.
Orientacja : Stuprocentowa heteroseksualistka. Tak tak.
Partner : Kto?
Wzrost i waga : 170 cm wzrostu i 55 kg.
Znaki szczególne : Cała jej persona jest szczególna! ; >
Aktualny ubiór : Czarna koszulka, zwana potocznie "bokserką", zarzucona na nią marynarka w kolorze także ciemnym. Na nogach czarnego koloru rurki, stopy okryte litami w kolorze całego ubioru. Na ramie przerzucona torba z bibelotami i innymi takimi sprawami. Nadgarstki posiadają na sobie bransoletki, włosy rozpuszczone, oczy podkreślone eyelinerem oraz tuszem do rzęs. No i jak zawsze - zakolczykowane ucho kolczykami będącymi średnimi kółkami. Naturalnie - nie zapominajmy o koronkowej, czarnej bieliźnie!
Na zewnątrz posiada jeszcze płaszcz sięgający do połowy jej ud.
Ekwipunek : Wszystko to, co kobiecie jest potrzebne do szczęścia poza domem. No i jeszcze telefon, portfel z dokumentami, słuchawki, klucze do domu i samochodu a także i gaz pieprzowy - tak na wszelki wypadek, co nie?
Obrażenia : Żadnych!
Multikonta : Nic mi na ten temat nie wiadomo.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Black Chocolate"   Sro Sty 22, 2014 10:58 pm

Aha. Sucho. Bardzo sucho. Niczym jak na pustyni. Tak jak przypuszczała. Demi nie będzie taka łatwa w kontaktach. Z resztą, nawet nie liczyła na siostrzane okrzyki, typu : "O Boże, jaka jesteś piękna, jak wyładniałaś, gdzie kupiłaś to i to?!?!!?", jak to potrafią niektóre. W dodatku, wiedziała, że jakoś musi sobie zapracować na "lepsze" traktowanie, chociaż i tak pewnie okaże się, że nie ma takiej potrzeby, bo swojego stosunku wobec niej nie zmieni. A to by był dopiero psikus.
Przyjrzała się uważnie swojej siostrze, która przecież nie jest byle kim - w końcu to wiceprezydent! Może i nigdy nie pochwalała polityki, jaka zawładnęła całą, no prawie całą, rodziną Fergusonów, jednak mogła powiedzieć śmiało, że była z niej, na swój sposób, dumna. Bądź co bądź, pomimo wojen i sprzeczek oraz problemów pomiędzy nimi miała do tego prawo. Osiągnęła swój cel, zupełnie jak i Czarna Owca Fergusonów, więc mogła spokojnie jej pogratulować objętego stanowiska w obecnym rządzie tego kraju. Ciekawe tylko, czy podoła... Będzie obserwowała przebieg wydarzeń. nie, żeby w nią wątpiła. Po prostu wrodziła się w niej ta znane wszystkim zainteresowanie owym tematem.
Po chwili otrzymała swoje zamówienie. Posłała ciepły uśmiech barmanowi i upiła łyk ciepłego cappuccino. Idealne. Na prawdę było niesamowite. Akurat na taką rozmowę jest w sam raz. Gdy się zdenerwuje, zawsze może sięgnąć po swój napój, aby ukoić niepotrzebnie zrodzone nerwy.
Popatrzyła na nią chwilę, po czym słuchała odpowiedzi na swoje pytanie. Widziała się tu wcześniej z kimś? Z kim? Wraz z tą myślą uzyskała odpowiedź. Przyglądała jej się badawczo, zastanawiając się, czy to prawda, czy też nie. Poniekąd, dlaczego miałaby kłamać? Toteż, gdy uwierzyła jej całkowicie na słowo, przypomniał jej się ten białowłosy chłopak. Aleksander... Prawda? Tak, tak miał na imię. A więc jednak utrzymują ze sobą kontakt... To dobrze. Przynajmniej, na to wychodzi, ma jakieś wsparcie w codziennej walce z ludem, który przeciwstawia się rządowi.
- Tak, pamiętam, pamiętam. - zapewniła, nic więcej nie dodając na ten temat, żeby znowu nie wyszło, że jest zainteresowana kolejnym facetem, który znajduje się w kręgu jej znajomości. Mogłaby znowu się oburzać, dąsać, wydzierać i nie wiadomo co jeszcze. A tak - miała święty spokój i możliwość normalnej rozmowy, dzięki której, może, sobie wszystko wyjaśnią.
- Dziękuję za komplement. I nie, nie mam nikogo. Z czego się akurat cieszę. Czemu pytasz? - odparła, zachowując spokój ducha, aby nie wybuchnąć. Doskonale wiedziała, że to pytanie zostało specjalnie zadane, aby odwrócić uwagę Lotte. nie... Ona się tak łatwo nie da.
- Ty też się zmieniłaś na pozytyw. Muszę to przyznać całkiem szczerze. Kariera Ci służy. No i gratuluję stanowiska. - dodała, posyłając jej miły uśmiech. Tak. Charlotte była totalnie nastawiona na dobroć, bo nie chciała już wojen. No, jak na razie. Zaczęła obiecująca pracę aktorki, w której się dobrze czuła, toteż teraz chciała odzyskać jakieś stare kontakty, po części rodzinę. Trzeba zaczynać wkraczać w dorosłość, tak, jak to powinna była zrobić już w wieku 18 lat.

_________________

_______
Gallery :
# # #
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Demi
Wiceprezydent

avatar

Liczba postów : 96
Dołączył : 19/01/2014

Godność : Demetria Madeleine Ferguson.
Wiek : Trzydzieści dwa latka
Zawód : Wiceprezydent
Orientacja : Biseksualna
Partner : Po co jej kolejny fagas?
Wzrost i waga : 168 cm i 52 kg
Znaki szczególne : Ciemne, farbowane włosy.
Aura wredności, która się wokół niej roztacza.
Aktualny ubiór : Bielizna, pończoszki czy coś w tym stylu, czarne spodnie typu rurki, elegancka pudrowa bluzka z aksamitu, jasna luźna marynarka, czółenka na wysokim obcasie. Na chłodne dni i wieczory płaszcz i apaszka. Sznur białych pereł, o tak +10 do elegancji. O tak :3
Ekwipunek : Torebka, a w niej, telefon, kalendarz, klucze, gaz pieprzowy na nachalnych wielbicieli i babskie pierdoły.
Obrażenia : - Delikatne sine ślady na szyi od podduszania - obecnie zatuszowane korektorami, podkładami i wszystkim czym się da.
- Rany na prawej dłoni spowodowane wbiciem w skórę roztrzaskanych kawałków szkła - zabandażowana dłoń.
Multikonta : Nic mi na ten temat nie wiadomo.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Black Chocolate"   Czw Sty 23, 2014 10:40 am

Pewnie, że sucho. Niektóre potrafią tak skakać, możliwe, że Dem również tak mogłaby robić jakby ich kontakty były od zawsze dużo lepsze.
Demetria postanowiła dać szansę, więc kto wie, w końcu nie jest aż taką wredną suką bez serca... Chociaż chwila, a może właśnie jest? Kurde, na pewno trzymała swoją władzę mocno i już szykowała nowe reformy dla miasta. Otoczone zmyślna bajeczką dla mieszkańców, że tak będzie się im żyć lepiej. To kwestia paru dni aby weszło to w życie. Nie ma innej opcji niż podołać, to jej żywioł, nawet jeżeli jest ograniczona przez prezydenta całkiem nieźle sobie radzi. Wie co robi.
Nie zakładajmy od razu, że się Lottka zdenerwuje, nie ma powodów. To Dem może być wpieniona, ale na szczęście kilka minut temu dostała niezły `środek uspokajający` połączony z rozweselaczem. I łatwo się było domyślić, że niebyły to wcale jakieś tabsy, a pewna osoba.
Niech sobie aktoreczka tylko nie wyobraża, że wiceprezydent widziała się tu z Fagasem. Nic z tych rzeczy, wystarczy, że czasem musi się z nim gryźć w urzędzie. Całe szczęście, może mijać jego gabinet szerokim łukiem. Czasem jak potrzebowała jego podpis pod jakimś świstkiem wybierała się tam przy okazji jakoś uprzykrzając mu dzień, a czasem wysyłała sekretarkę, albo panią senator, która lubiła taka małe spiski. Wracając jednak do tematu, Dem nie kłamała, bo po co. Choć w sumie jeżeli chciałaby ukryć tożsamość Reina, ale nie. Nie miała powodu aby się z nim umawiać na kawę. Wszystko było między nimi skończone, a z tego co jej informatorzy mówili ta dwójka wciąż się czasem spotykała. Więc po kiego?
Charlottka potwierdziła, starsza z sióstr kiwnęła na to głową i nie ciągnęła tematu. Jej siostra interesowała się jednym facetem za dużo z którym spotykała się Mad. Jej mężem i mimo iż między nią, a Belem nie ma niczego więcej niż przyjaźni to i tak nie miała w tej chwili zamiaru o nim z Lotte rozmawiać.
-Ciekawość. Chyba mogę zainteresować się nieco życiem siostry.
Odparła nieco ze zdziwieniem. Nie miała w tym pytaniu żadnego większego interesu, zastanawiała się jedynie jak to tam z nią jest. Jak traktuje to coś co jest między nią, a gubernatorem. No i może, żeby zejść z tematu przyjaciela.
-Dziękuję, wiesz odkąd mam na głowie tylko karierę żyje mi się lepiej.
Nacisnęła mocno na tylko z szerokim uśmiechem. Było łatwiej, nikt się jej nie czepiał, nie marudził. Miała święty spokój.
-A jak Twoja kariera, ostatnio nabrała niezłego rozpędu. Jakaś nowa rola wpadła?
Mimo iż ledwo trawiła młodszą z Fergusonów to była z niej dumna, że poszła własną drogą, nie zbłądziła i osiągnęła tak wiele w młodym wieku. Ona dziesięć lat temu, kiedy miała dwadzieścia dwa lata wpadła w chorą miłość i zamiast być na szczycie, była na szarym dnie. Oby jej to nie spotkało. Ta ich relacja była bardzo dziwna, z jednej strony szczera nienawiść, a z drugiej ta mocna siostrzana więź, która zmuszała obie do ciągłego kontaktu i próby ratowania tego. Ciekawe...
Wiceprezydent zanurzyła jeszcze usta w swojej słodkiej kawie upijając kilka łyków. Mmm, rzeczywiście bardzo dobra.

_________________

Liam Nash - Inspektor (NPC) | Jasmine Howell - Senator (NPC)
VvV
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte
Kobieta teatru

avatar

Liczba postów : 77
Dołączył : 19/01/2014

Godność : Charlotte Scarlett Ferguson. Albo po prostu Lotte.
Wiek : Dwadzieścia dwie wiosny.
Zawód : Aktorka.
Orientacja : Stuprocentowa heteroseksualistka. Tak tak.
Partner : Kto?
Wzrost i waga : 170 cm wzrostu i 55 kg.
Znaki szczególne : Cała jej persona jest szczególna! ; >
Aktualny ubiór : Czarna koszulka, zwana potocznie "bokserką", zarzucona na nią marynarka w kolorze także ciemnym. Na nogach czarnego koloru rurki, stopy okryte litami w kolorze całego ubioru. Na ramie przerzucona torba z bibelotami i innymi takimi sprawami. Nadgarstki posiadają na sobie bransoletki, włosy rozpuszczone, oczy podkreślone eyelinerem oraz tuszem do rzęs. No i jak zawsze - zakolczykowane ucho kolczykami będącymi średnimi kółkami. Naturalnie - nie zapominajmy o koronkowej, czarnej bieliźnie!
Na zewnątrz posiada jeszcze płaszcz sięgający do połowy jej ud.
Ekwipunek : Wszystko to, co kobiecie jest potrzebne do szczęścia poza domem. No i jeszcze telefon, portfel z dokumentami, słuchawki, klucze do domu i samochodu a także i gaz pieprzowy - tak na wszelki wypadek, co nie?
Obrażenia : Żadnych!
Multikonta : Nic mi na ten temat nie wiadomo.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Black Chocolate"   Czw Sty 23, 2014 4:29 pm

Ona o czymś rozmyślała, co doskonale po niej widziała, a natomiast sama Lotte obserwowała swoją siostrę. Była zadbana, o wiele bardziej od ostatniego razu, gdy ją widziała. W końcu, ostatnie ich widzenie się było dosyć... Niecodzienne. Najpierw była pijana, a na następny dzień, czy też dwa dni później, w sądzie, w którym obrażała jej osobę przed sądem. o mało co, a nie zapłaciłaby kary grzywny! Jednak... Teraz stara się o tym zapominać. Jeżeli na serio mają się pojednać i zacząć wzajemnie wspierać, to powinny zapomnieć o tym wszystkim, co się dzieje między nimi złego. Prawda? Lotte ma zamiar tego dokonać, a czy jej blond włosa starsza siostra też ku temu zamierza? Byłoby miło. Ale... Pewnie i tak by się o tym nie dowiedziała, na pewno nie w najbliższym czasie.
Bądź co bądź, widać też było, że jest dziwnie zadowolona. Doskonale wiedziała, że Aleksander potrafił zawsze poprawić jej humor. Doskonale pamiętała te odległe czasy, co jest dziwne. Lecz pamięć ma niezwykłą i pozwalała jej wspominać okres dziecinny. A szczególnie, że też białowłosy potrafił i ją doprowadzić do uśmiechu na ustach, pomimo iż miała o wiele mniej lat od nich. Niesamowite, że jeszcze to wszystko potrafiła powiedzieć, bez żadnej pomyłki. To chyba było jej przeznaczone - bycie aktorką. W końcu nie mogła zmarnować takiego pamiętliwego umysłu.
- Oczywiście, że możesz. Nic się nie dzieje. Nie mam zamiaru się wiązać... Chyba. Nie potrzebuję aż tak bardzo w swoim życiu mężczyzny. Radzę sobie nieźle, potrafię sama o siebie zadbać i wykonać niektóre obowiązki w domu. - odparła, wyjawiając wszystko zgodnie z prawdą. Czemu tak nagle zrobiła się wobec niej prawdomówna i szczera? Sama nie wiedziała. Prawdopodobnie potrzebowała się komuś wreszcie wygadać, bo nie miała do kogo otworzyć gębę. Posiadanie tak sławnego imienia i nazwiska może i przynosi korzyści, ale na pewno nie takie, jak mieć dobrego przyjaciela. Nie posiadała nikogo takiego, jak Demi. Takiego kogoś jak Aleksandra. Aż na samą myśl coś ją ukłuło w sercu. To jednak trochę smutne, że nie umiała nigdy się przed kimś otworzyć, a większość ludzi widziała w niej karierowiczkę. Albo, jeżeli idzie o panów, obiekt pożądania. Otrząsnęła się jednak, wracając do dalszej rozmowy.
- No to się cieszę, że Ci się powodzi! - zawołała radośnie, z całkowitą szczerością, upijając kolejny łyk cappuccino. Oblizała leniwie wargi, aby pozbyć się tej delikatnej pianki i wilgoci, które pozostały na ustach.
- Ano, rozpędziło się to moje aktorstwo. Jednak... Postanowiłam zrobić sobie małe wakacje, gdyż w lato byłam całkowicie zabiegana, zero odpoczynku. A póki jest jeszcze dosyć ciepło, przed tą całą zimą, chcę jakoś z tego korzystać. Ale, przyznam, dostałam jedną, interesującą rolę, nad którą się zastanawiam. - wyznała, by znów na koniec, po całej gadaninie, upić kolejnego łyka czekoladowego napoju. Był jeszcze ciepły, z czego była niesamowicie zadowolona. Popatrzyła na nią.
- Coś planujesz, jeśli idzie o zmiany, co do tego kraju? - zapytała z ciekawością słyszaną dosyć dobrze w głosie, znów przyglądając się swojej rozmówczyni.
Wpadła przy okazji na pewien pomysł... Może by się przeszły na małe co nieco? A na co dokładnie? Napić się czegoś mocniejszego! Tak, miała wielką na to ochotę, bo nie pamiętała kiedy ostatnio się upiła. A, poza tym, alkohol mógł pomóc i jednej i drugiej się bardziej otworzyć do rozmów. Nie głupie. Ale na razie nie zaproponuje tego. Niech jeszcze trochę posiedzą, pogadają przy ciepłych napojach.

_________________

_______
Gallery :
# # #
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Demi
Wiceprezydent

avatar

Liczba postów : 96
Dołączył : 19/01/2014

Godność : Demetria Madeleine Ferguson.
Wiek : Trzydzieści dwa latka
Zawód : Wiceprezydent
Orientacja : Biseksualna
Partner : Po co jej kolejny fagas?
Wzrost i waga : 168 cm i 52 kg
Znaki szczególne : Ciemne, farbowane włosy.
Aura wredności, która się wokół niej roztacza.
Aktualny ubiór : Bielizna, pończoszki czy coś w tym stylu, czarne spodnie typu rurki, elegancka pudrowa bluzka z aksamitu, jasna luźna marynarka, czółenka na wysokim obcasie. Na chłodne dni i wieczory płaszcz i apaszka. Sznur białych pereł, o tak +10 do elegancji. O tak :3
Ekwipunek : Torebka, a w niej, telefon, kalendarz, klucze, gaz pieprzowy na nachalnych wielbicieli i babskie pierdoły.
Obrażenia : - Delikatne sine ślady na szyi od podduszania - obecnie zatuszowane korektorami, podkładami i wszystkim czym się da.
- Rany na prawej dłoni spowodowane wbiciem w skórę roztrzaskanych kawałków szkła - zabandażowana dłoń.
Multikonta : Nic mi na ten temat nie wiadomo.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Black Chocolate"   Czw Sty 23, 2014 6:28 pm

Była zamyślona, miała w końcu dużo na głowie. Pełniła nie byle jaką funkcję w mieście. Miała teraz co prawdę chwilę dla siebie, ale zawsze te sprawy rządowe się za nią ciągnęły. Myślała też o wielu innych sprawach i osobach, ale to nie jest aż tak ważne w tej chwili. Powoli wracała do rzeczywistości, a cała swoją uwagę powoli skupiała na siostrze. Ostatnio jak się z nią widziała, to owszem bluzgi leciały niesamowite, kurewskie przecinki jeden po drugim, ale któż by się na jej miejscu nie zdenerwował. Było minęło, czuła się lepiej, oddała się pracy i jej przeszło. Nawet złość odpuszczała, doszła do wniosku, że tak jest jej lepiej. Charlotte oddała jej przysługę sypiając z Reinierem. Małżeństwo ją ograniczało, a tak robiła co chciała i nikt się nie czepiał. Próbowała oczywiście wypchnąć go z rządu, ale okazało się, że wkręcenie go na różne posadki było znacznie łatwiejsze niż wykurzenie go. Smuteczek. Demetria będzie się starać, oj tak, ale co z tego wyjdzie? Zobaczymy, jedno spotkanie nie naprawi wszystkiego, ale może pokazać czy jest sens starać się dalej. Dobrze by było, żeby siostry zaczęły się dogadywać.
To prawda, ten facet koił jej wszystkie nerwy, nawet teraz po wielu latach rozłąki, aż się tego nie spodziewała. Więc była naprawdę miło zaskoczona. Kurcze, Demi może się denerwować jak to Lottka będzie wykazywać nadmierne zainteresowanie Belema, ale jak on również podchwyci temat, to przecież nie będzie mu zabraniać. Dorosły facet, robi co chce i z kim chce. Proste. Nikt nie ma żadnych zobowiązań wobec blondynki i miała nadzieję, że już tak zostanie.
-Chyba? Nie masz nikogo na oku, żaden przystojniaczek nie kręci się po planach filmowych?
Dopytywała i dopytywała, ach ta ciekawość, ale również chciała podtrzymać rozmowę, bo przecież nie będą siedzieć gapić się na siebie i tylko moczyć usta w kawie.
-Dobrze, że jesteś na tyle samowystarczalna, ale.. czasem dobrze jest mieć to wsparcie męskiego ramienia.
Taaaak, jasna, a ona się na tym znała najlepiej. Głupia baba, jej przygody miłosne to były same porażki. Postanowiła być sama ze sobą i czasem jakimś przystojniaczkiem, a takie morały prawi młodszej siostrze. Niech się wiceprezydent walnie w łeb i lepiej zajmie ustawami, bo w życiu tylko to jej wychodzi.
Jeżeli chce odbudować coś co z tych ruin zostało musi być szczera, ba nawet Dem się wzięła za mówienie prawdy. Trzeba to docenić. Nie moja droga, nie ma czego zazdrościć. Starsza z sióstr była długo samotna, kiedy rozwiodła się z mężem została sama. Otaczali ją tylko sprzymierzeńcy z partii, koledzy z rządu. Przyjaciela było brak. Więc obie Fergusonówny były bardzo samotne, cóż z tego, że tak rozpoznawalne? Kobieta obracała w dłoni wysoką szklankę z kawą, zerkając co jakiś czas na Lottkę.
-Też się cieszę.
Odparła krótko mocząc wargi w waniliowej piance. Słuchała teraz co jej towarzyszka ma do powiedzenia, czasem wydobyła z siebie krótkie mrukniecie typu mhm, czasem kiwnęła głową. Wszystko to na znak zrozumienia.
-Jeżeli jest to interesująca rola i może dać Ci jakieś nowe perspektywy, myślę, że warto skorzystać z tego. Może się okazać, że będzie to naprawdę świetny kontrakt. Oczywiście też żebyś się nie przepracowała, bieganie z jednego plany na drugi może Cie wykończyć. A jak skończysz na przymusowym urlopie wypadniesz z obiegu, zresztą znasz lepiej ten brutalny świat Hollywoodu znacznie lepiej ode mnie.
Zaśmiała się lekko, uświadamiając sobie, że to ona powinna jej takie rzeczy opowiadać. Jednak starsza siostra chciała jej służyć tylko dobrą radą i to chyba pierwszy raz w życiu.
-Planów trochę jest, zobaczymy jak wyjdzie. Wszystko przechodzi przez biurko prezydenta. Jego podpis jest najważniejszy. Więc wiesz ograniczenia pewne są, ale w sumie to dobrze. Cała ta wesoła gromadka gubernatorów nie może mieć od tak wolnej ręki.
Powiedziała z wielkim przekonaniem, osobiście wydawało się jej, że w chwili obecnej rząd był jak raczkujące niemowlę, bo osoby, które powinny myśleć nad reformami, dupczą się po kątach i bawią zarobioną forsą.
Tak! To genialny pomysł, jak skończą pić ciepłe kawusie mogą się wybrać na coś znacznie mocniejszego. Rozluźnią się i może coś się ruszy, a Dem jak ma dobry humor i procenty jest naprawdę przeurocza.

_________________

Liam Nash - Inspektor (NPC) | Jasmine Howell - Senator (NPC)
VvV
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte
Kobieta teatru

avatar

Liczba postów : 77
Dołączył : 19/01/2014

Godność : Charlotte Scarlett Ferguson. Albo po prostu Lotte.
Wiek : Dwadzieścia dwie wiosny.
Zawód : Aktorka.
Orientacja : Stuprocentowa heteroseksualistka. Tak tak.
Partner : Kto?
Wzrost i waga : 170 cm wzrostu i 55 kg.
Znaki szczególne : Cała jej persona jest szczególna! ; >
Aktualny ubiór : Czarna koszulka, zwana potocznie "bokserką", zarzucona na nią marynarka w kolorze także ciemnym. Na nogach czarnego koloru rurki, stopy okryte litami w kolorze całego ubioru. Na ramie przerzucona torba z bibelotami i innymi takimi sprawami. Nadgarstki posiadają na sobie bransoletki, włosy rozpuszczone, oczy podkreślone eyelinerem oraz tuszem do rzęs. No i jak zawsze - zakolczykowane ucho kolczykami będącymi średnimi kółkami. Naturalnie - nie zapominajmy o koronkowej, czarnej bieliźnie!
Na zewnątrz posiada jeszcze płaszcz sięgający do połowy jej ud.
Ekwipunek : Wszystko to, co kobiecie jest potrzebne do szczęścia poza domem. No i jeszcze telefon, portfel z dokumentami, słuchawki, klucze do domu i samochodu a także i gaz pieprzowy - tak na wszelki wypadek, co nie?
Obrażenia : Żadnych!
Multikonta : Nic mi na ten temat nie wiadomo.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Black Chocolate"   Czw Sty 23, 2014 8:11 pm

Jej pytanie ją... Trochę zaskoczyło. Tego się jak najbardziej po niej nie spodziewała. Aż się jej przyjrzała uważnie, a po chwili zastanowiła nad tym, co chciała wiedzieć. No może i rzeczywiście byli przystojni tam, na planie, aktorzy, reżyserzy, gdy trafiał się jakiś młody, pomocnik czy ktokolwiek taki, ale... To nie była jej liga. a może to ona sobie tak wbiła do głowy po prostu, bo się bała obowiązku, jakim jest stały i poważny związek pomiędzy dwojgiem ludzi? To także jest możliwe. Sama już nie wiedziała. Posiadała niemały mętlik w głowie, ot co. Wolała już odpowiedzieć swojej siostrze zgodnie z prawdą, niż wymyślać jakieś historie nie z tej ziemi, że przespała się z każdym aktorem tego świata i jeszcze więcej. Przecież to by dopiero było kłamstwo. A jak mają zaczynać odbudowę, to muszą ze sobą być szczerze, prawda? No więc właśnie - tego się trzymała nasza mała Lotte.
- Tak, są. Na prawdę niektórzy są boscy i warci zawieszenia trochę dłużej na nich wzroku, ale... To nie to. Każdy ma jakąś dziwną wadę, usterkę, którą wiem, że nie da się naprawić. Poza tym... Chyba nie czuję się, tak do końca, gotowa na poważny związek. Za dużo obowiązku, a ja jestem jeszcze młoda, w dodatku rozwijam się zawodowo. Obawiam się, że go zranię tym, że go zaniedbam. Może i też tego, że się w nim zakocham? Sama nie wiem. Jestem sławna, może on nie będzie chciał, aby był także sławny? Wszystko jest tutaj możliwe, wszystko pasuje. Także... Na razie poczekam, może ktoś się trafi wyjątkowy? - końcowe pytanie zadała jakby z nutką małej nadziei, która iskrzyła się, iskrzyła, ale mogła za chwilę zaraz całkiem zgasnąć. Nie była niczym napędzana. Nigdy nie czuła się w pełni szczęśliwa. Nawet to, że osiągnęła taką dobrą drogą w życiu zawodowym nie przyniosło jej pełnego zadowolenia, gdzie miała nadzieję, że będzie całkowicie inaczej. Fakty, faktami. Tego nie zmienimy. Poza tym - nie przypuszczała, aby jakiś mężczyzna w jej życiu zapełnił jej jakąś taką... pustkę, którą nosiła w sobie. Była zawsze tajemnicza, nieodgadniona. Czasem samej siebie nie rozumiała. A tutaj był największy w niej błąd. Dlatego odsuwała się na bok od historii miłosnych. Nie chciała sobie psuć psychiki nadmiernie.
- Nie wiem. Nigdy tego nie poczułam, to nie wiem, czy się mogą z Tobą zgodzić. Jednak, jak się coś zmieni w moim życiu - zostaniesz o tym jako pierwsza powiadomiona! No, chyba, że wcześniej uprzedzi mnie jakieś czasopismo w sklepie. - odparła, cicho chichocząc z tego powodu, wyobrażając sobie, iż ledwo poznała jakiegoś faceta, a oni uważają go za partnera naszej Kobiety Teatru.
Po wysłuchaniu jej dalszej wypowiedzi, chwilę się nad nią zastanowiła. Może i miała Demi rację? Może i powinna się podjąć tej roli? Co jej szkodzi? Jedna, kolejna duża rola i zrobi sobie chwilę odpoczynku, o czym powiadomi nawet publicznie, aby zostało przedstawione w gazetach. Nie może się przecież zakatować. Tyle filmów z jej udziałem zostało nakręconych - pora na odpoczynek. Ma dopiero 22 lata, a nie pamiętała, kiedy ostatnio była w jakimś klubie zaszaleć!
- Wiesz, masz rację. Gdy wrócę do domu, od razu zacznę się nad tym intensywniej zastanawiać. Może jeszcze ta jedna rola i zrobię sobie po niej przerwę chwilową? - odparła, nie spuszczając jej z oka. Kolejny łyk. Drugi. Trzeci. Nie piła bez powodu tak szybko. Miała pewien pomysł. Ale o tym za chwilę.
- Nie zawiedź nas, siostrzyczko. - rzuciła, nie wierząc, że się tak do niej odezwała. Jednak, nie chcąc dać po sobie cokolwiek poznać, posłała jej uśmiech, pełen ciepła, całkowicie miły i przyjazny. Widać było, że na prawdę zależało Lotte na tym całym ich zjednaniu się. I teraz właśnie przechodzimy do meritum sprawy.
- A teraz... Dopijaj szybko! Porywam Cię w bardziej szalone miejsce, gdzie możemy się napić spokojnie czegoś mocniejszego. Chyba wiesz o co mi chodzi, prawda? - poruszyła porozumiewawczo brewkami, po czym dopiła do końca swój już chłodnawy napój, oczekując, aż Demi dokończy swoje.
- No to chodźmy! - rzuciła zadowolona, płacąc przy okazji za nie obydwie. Barman chyba jeszcze aż tak dużego napiwku od jednego klienta nie widział. Jednakże, nie przejęła się tym Lotte. Powstała ze swojego krzesełka, nałożyła płaszcz, potem torbę i wyszły razem, gdy i Dem była gotowa do wyjścia. Czas zaszaleć.

[ z tematu : Lotte & Demi ]

_________________

_______
Gallery :
# # #
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Natsume
Obywatel

avatar

Liczba postów : 33
Dołączył : 05/10/2013

Godność : Natsume „Noah” Okamura.
Wiek : Dwadzieścia trzy lata.
Zawód : Robi za kelnera.
Orientacja : Biseksualizm.
Partner : Hold my hands above my head and push my face into the bed. 'Cause I'm a screamer baby, make me a mute.
Wzrost i waga : 178 cm | 64 kilogramy.
Aktualny ubiór : Z Jeffem i z Mio, bo w sumie nie chce mi się szukać innego obrazka, ani opisywać.
Ekwipunek : Komórka, portfel (dużo to tam nie ma), klucze do domu, paczka wiśniowych papierosów, zapalniczka benzynowa.
Multikonta : Take.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Black Chocolate"   Nie Mar 02, 2014 10:17 am

Gdyby teraz spytano go, co podkusiło go do tego, by jednak się zgodzić, powiedziałby, że nie ma pojęcia. Nie ukrywając, towarzystwo Mio wcale nie było mu na rękę, o czym dokładniej przekonał się w momencie, w którym stwierdziła, że jest geniuszem. Nie polemizowałby, chociaż przez chwilę miał wrażenie, że sobie z niego żartuje. Może wyglądała niepozornie, wydawało się, że jest cholernie naiwna i nie byłaby w stanie podejść do niego ironicznie lub sarkastycznie, ale z drugiej strony właśnie takie były najgorsze. Problem tkwił w tym, że szybko przekonał się o tym, że potraktowała jego genialne rady na poważnie. Postanowił już nic nie mówić na ten temat, bo dzieciaki z podstawówki mogłyby skończyć nie najlepiej, chociaż... Gdyby zajęła się jakimś chłystkiem, on zyskałby sobie spokój, czyli to też nie był taki najgorszy pomysł. Tak czy inaczej, właśnie byli w drodze do kawiarni, a Natsume jakoś nie palił się do rozmowy. Rozmasował swój kark, na którym jeszcze zdawał się czuć wcześniejszy uścisk kuzynki i w międzyczasie, wolną ręką, wyciągnął z kieszeni telefon. Odblokował ekran, przeszedł do skrzynki, wybrał odpowiedni numer i sprawnie wystukał treść wiadomości. Z tego wszystkiego zapomniał poinformować znajomą, że sobie poszedł, bo został napadnięty przez dziewczynkę metr pięćdziesiąt w kapeluszu. Sytuacja była o tyle poważna, że musiał jak najszybciej spieprzać. Trochę mijało się to z prawdą, ale czasem dobrze było ubarwić niektóre sytuacje. Poza tym był lekko poirytowany tą nagłą koniecznością zmiany swoich ambitnych planów, jakimi było uwalenie się na łóżku i przespanie dobrych kilku godzin, a później zrobienie sobie czegoś smacznego do jedzenia.
Schowawszy telefon, ziewnął przeciągle, zasłaniając usta ręką. Znużone spojrzenie ogarnęło pobliską okolicę, w oczekiwaniu na to, że zaraz dojrzy szyld kawiarni, w której wreszcie będzie mógł usadowić swoje szanowne cztery litery na wygodnym fotelu. Pod pewnymi względami wyjście tam wcale nie było takie złe. Mógł napić się pysznego, gorącego napoju i najeść się kawałkiem jakiegoś ładnie wyglądającego ciasta. Rzecz jasna, mógłby zrobić to i bez towarzystwa, ale już chyba tyle mógł znieść. Zerknął z ukosa na Amasakawę.
Co do wcześniejszego... sam za siebie zapłacę. W końcu nie jestem aż tak biedny ― zaznaczył markotnie. Jakoś nie odpowiadało mu to, żeby płaciła za niego przedstawicielka płci żeńskiej. Może było to wygodne, ale w portfelu miał wystarczająco dużo pieniędzy, by zapłacić sobie za taką drobnostkę. Poza tym po coś chodził do tej pracy, prawda? Nie cierpiał się wysilać, ale nie miał większego wyboru.
I wreszcie znaleźli się na miejscu, młodzieniec otworzył drzwi, w których oczywiście nie przepuścił dziewczyny, przekraczając próg jako pierwszy. W obecności członkini rodziny, nie czuł się w obowiązku by udawać dżentelmena, którym w zasadzie i tak nie był. Czasami stosował takie gesty, tylko po to by uniknąć wymownego kasłania albo oburzenia pań i ich litanii na temat tego, że jest niekulturalny, niewychowany i w ogóle be. A tak chciały równouprawnienia!
Dzień dobry ― rzucił do przechodzącej obok kelnerki, która z uśmiechem odpowiedziała tym samym. Blondyn skierował się do jednego z wolnych stolików i zaraz rozsiadł się wygodnie w fotelu, uprzednio ściągnąwszy z siebie kurtkę, którą przewiesił przez oparcie. Skrzyżował nogi w kostkach, wyciągnąwszy je nieco przez siebie i z nieco odleglejszej perspektywy przyjrzał się, stojącemu na środku stolika menu. ― Właściwie co u brata? ― spytał, nawet nie patrząc na dziewczynę, gdyż był zbyt zajęty podziwianiem różnorodności kaw i ciast w lokalu. Aż trudno było się zdecydować! Na szczęście miał trochę czasu, bo pracowniczka była tymczasowo zajęta obsługiwaniem innych stolików.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Black Chocolate"   Nie Mar 02, 2014 12:36 pm

Ona z kolei rozdziawiała buzię praktycznie co chwila, chcąc zacząć jakąś ambitną konwersację z mężczyzną, kończąc niestety jeszcze w przedbiegach, bo nim cokolwiek z siebie wykrztusiła, zawsze uprzednio zerkała na niego kątem oka, by sprawdzić, czy w ogóle wykazuje zainteresowanie zamianą z nią kilku zdań. Kończyło się więc ciągłymi porażkami, i tak całą długą drogę. Niby raz już miała chwycić za rękaw jego kurtki i podpytać, co tak właściwie u niego, czy nie męczą go za bardzo w pracy, czy się wysypia, czy dobrze je... takie standardowe pytania zatroskanego Lwiątka. No, ale tylko "miała", bo w momencie, w którym wyciągnęła dłoń w jego kierunku, sam jej towarzysz zdążył pochwycić za klamkę drzwi, prowadzących do wnętrza kawiarni, którą wybrała. Wyrwało jej się więc tylko cichutkie: "a Natsu...?", którego młodzieniec nawet nie miał prawa usłyszeć.
Zamiast tego, odezwał się jej opóźniony o dłuższą już chwilę zapłon. Przecież Noah nie milczał tak cały czas. Nawet nie okazała mu, że zrozumiała i przyjęła do wiadomości to, co miał jej wcześniej do powiedzenia. Więc kiedy już powitała ciepło panią z obsługi, którą mijali - oczywiście w duchu życząc jej śmierci, bo przecież jak ona mogła w ogóle śmieć spojrzeć na JEJ kuzyna - rzuciła w kierunku jasnowłosego czymś w rodzaju: "dobrzeee~". Początkowo mógł w ogóle nie pojąć, co miała zamiar mu przekazać, jednakże nawet to przewidziała, więc tuż po chwili dorzuciła:
- W sensie, jeśli chcesz płacić sam, to płać~.
No przecież nic nie mogło jej już zepsuć humoru, skoro Natsume zrobił jej taki dzień dobroci dla rodziny i pozwolił spędzić ze sobą trochę czasu. Cholera wie, może nawet popata ją na do widzenia? Nigdy nie mogła tracić nadziei na takie głupoty. Przecież ten dzień już był tak strasznie wyjątkowy. Więc z uśmiechem, jakich mało, zajęła miejsce przy stoliku, jaki obrał sobie za cel młodzian, idąc również w jego ślady w przypadku zdjęcia wierzchniego okrycia. Zrzuciła z siebie płaszczyk i elegancko rozwiesiła na oparciu siedziska, nie tracąc na entuzjaźmie, gdy...
"Właściwie, co u brata?"
Zazgrzytała zębami, zacisnęła pięści, a gdyby miała w którejś z dłoni szklankę wody, to pochlapałaby całą podłogę mieszaniną mineralnej i własnej posoki z pociętych szkłem palców. Ale - hej! - on niczego nie wiedział! Wdech i wydech, Mio. Wdech i wydech.
Pomyślmy... robi za zabijakę, usuwającego ludzi, którym śmierdzi cały ten pseudo-utopijny system, i ugania się za mną, jak jakiś ślepo przywiązany kundel. Nie, Natsu. Ja już nie mam brata.
Uniosła spojrzenie znad własnej karty, by utkwić je w osobie Okamury. Mówić wszystko czy może nie mówić? Jak zwykle musiała odpowiadać szczerze, ale niekompletnie. Uśmiechnęła się ciepło do krewniaka, chcąc nieco załagodzić tę ciężką atmosferę, spowodowaną ciszą z jej strony. Nawet, jeśli jej nie obserwował, pewnie mógłby to dostrzec, choćby kątem oka. Zresztą, co za różnica? I tak sam fakt, że siedziała cicho, był taki... podejrzany. Ale wreszcie rozchyliła wargi, huh.
- W sumie, nie mam pojęcia. - Odparła cichcem, z trudem powstrzymując się od obrobienia Ochidzie dupska w iście nieelegancki sposób, przy okazji wyrażając swoją dezaprobatę względem zachowania i słów kuzyna, który przecież nie miał prawa wiedzieć, co się tak naprawdę stało. No przecież mu nie powie, że chce rozpierdolić rząd, a jej brat to śmierdzący zdrajca, który jest po przeciwnej stronie, twierdząc, że to jej otoczenie jest tym złym. - Nie kontaktuję się z nim od dawna. Właściwie, to się przed nim ukrywam. - Przewróciła oczyma, zerkając na przechadzającą się po kawiarni kelnerkę. Zupełnie tak, jakby nie wiedziała, że to ich stolik jest najważniejszy. W końcu siedział przy nim Natsume, cholera! Powinna nad nim stać i mu doradzić! - Wiesz, jaki jest. Gorszy od... ode mnie.
...wutwut~.
- A jak u wujka? U cioci Ayame? Są zdrowi? Może powinniśmy ich odwiedzić? - Początek męczącej wymiany zdań czas zacząć. - I jak w pracy? Rajciu tęczowy, pewnie Cię tam zamęczają, prawda!? Powinieneś wziąć wolne, czy coś! Wyglądasz na takiego strasznie zmęczonego... wysypiasz się, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Natsume
Obywatel

avatar

Liczba postów : 33
Dołączył : 05/10/2013

Godność : Natsume „Noah” Okamura.
Wiek : Dwadzieścia trzy lata.
Zawód : Robi za kelnera.
Orientacja : Biseksualizm.
Partner : Hold my hands above my head and push my face into the bed. 'Cause I'm a screamer baby, make me a mute.
Wzrost i waga : 178 cm | 64 kilogramy.
Aktualny ubiór : Z Jeffem i z Mio, bo w sumie nie chce mi się szukać innego obrazka, ani opisywać.
Ekwipunek : Komórka, portfel (dużo to tam nie ma), klucze do domu, paczka wiśniowych papierosów, zapalniczka benzynowa.
Multikonta : Take.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Black Chocolate"   Sob Mar 15, 2014 10:57 am

Uniósł brew, dostrzegłszy dziwną reakcję na zadane pytanie. Właściwie tak rzadko je zadawał, że zapomniał, iż był to drażliwy temat. Mimo to, Natsumie nie czuł się winny z powodu tego, że prawdopodobnie na chwilę zepsuł Mio nastrój. Nie chciał jednak drążyć tego tematu, bo sam nie był jakoś bardzo zaznajomiony z Yuu, ale gdyby miał okazję usłyszeć jej myśli, bez zawahania stwierdziłby, że mieli ze sobą coś wspólnego. Może właściwością rodziny Amasakawa było to, że przywiązywali się do kogoś, a później za tym kimś się zwyczajnie uganiali? Czy z tej perspektywy też mógłby stwierdzić, że nie są już kuzynostwem? W końcu nie tak kuzynostwo się zachowywało. To jest – Noah zachowywał się całkiem normalnie (może był odrobinę zbyt odpychający), ale to ona musiała nabrać dystansu do łączącej ich relacji. W każdym razie nawet ta wiadomość wydła mu się dość dziwna. Oczywiście wiedział, że zdarzały się przypadki, w których rodzeństwo za sobą nie przepadało, ale o ukrywaniu się jeszcze nie dane było mu usłyszeć. Pokręcił głową z lekkim niedowierzaniem, ale jakoś nie paliło mu się do wypytywania jej o to. Zresztą, wplątałby się niepotrzebnie w jakąś aferę, a różowowłosa i tak po raz pierwszy nie wydawała mu się być zbyt skora do rozmowy.
„Wiesz, jaki jest. Gorszy od... ode mnie.”
Seriooo?
Mimo szczerego zwątpienia w te słowa zdołał ugryźć się w język. W gruncie rzeczy nie lubił spotkań rodzinnych w ogóle, także przeważnie stronił od swojego kuzynostwa, zapominając o tym, że w ogóle ma jakąś rodzinę. Może dla innych było to przykre, ale z jego perspektywy całkiem wygodnie. To, że lubił obserwować ludzi, nie oznaczało, że wpatrywanie się w gęby, które znał już od lat też sprawiało mu przyjemność.
Skoro tak uważasz. ― Przesunął ręką po karku i odchylił na chwilę głowę do tyłu, jakby nadmiar wysiłku skumulował się właśnie tam. W końcu przywykł do miękkich poduszek i dużej ilości leżenia. ― I raczej nie powinnaś się o nich martwić. Dobrze wiesz, że są niezniszcza-- ― przerwał przez niekontrolowanie ziewnięcie, przy którym zasłonił usta wierzchem dłoni. ― --lni. Bo jak to tak? Oni mieliby odpuścić sobie dzień pracy? Nie ma mowy. Zastanawiam się, skąd biorą tyle siły. I nie sądzę, żeby potrzebowali odwiedzin, a jak chcesz, to możesz iść sama. ― Machnął ręką, bo sam tak czy inaczej musiał znosić ich obecność w weekendy, o ile nie zaznaczał, że gdzieś wychodzi i nie ma czasu. Czasami mówił to nawet z rozmysłem. Wyrodny syn, ale tak właśnie kończyło się zaganianie go do pracy. Nie, żeby robił sobie wielkie nadzieje na to, że przez większość życia będzie siedział na dupie, ale miał swoją pokrętną logikę. No i to też nie tak, że nie był im wdzięczny za to, ale – jak wiadomo – pozytywy zwykle przyćmiewane były przez ciemniejsze strony. ― Każda praca jest w jakiś sposób męcząca, ale jest w porządku. Tak sądzę. Przynajmniej jeszcze nie wyleciałem. I rany... nie zachowuj się jak moja matka ― burknął oburzony i spojrzał na nią spod była. ― Jedna w zupełności mi wystarczy.
Chociaż nawet ona nie jest aż tak opiekuńcza.
Na chwilę oderwał od niej wzrok, ale tylko dlatego, że kątem oka dostrzegł jakiś ruch w pobliżu ich stolika. Okazało się, że kelnerka wreszcie podeszła do ich stolika, gotowa przyjąć zamówienie, o które poprosiła oklepanym pytaniem, które sam znał aż za dobrze. Każdy taki lokal boleśnie przypominał mu o pracy, ale przynajmniej teraz to nie jego obsługiwano.
Dla mnie cappuccino i kawałek ciasta czekoladowego ― odparł i na menu wskazał dokładnie, którym przysmakiem jest zainteresowany. Pracownica skinęła głową i zanotowała jego prośbę na kartce, po czym spojrzała na dziewczynkę, siedzącą naprzeciwko blondyna:
A dla pani?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Black Chocolate"   Nie Mar 16, 2014 7:11 am

Bez przesady. Na pewno nie było aż tak źle, biorąc pod uwagę fakt, iż jej rodzice byli w miarę normalni. To znaczy, przynajmniej matka, w którą raczej wdał się Yuusuke, a która była dość ułożona. Ojciec, fakt, potrafił być nieco ekscentryczny, ale na pewno za nikim się nie uganiał. Przynajmniej nie z takim entuzjazmem. Robił to ze względu na robotę, więc... na pewno totalnie go to nudziło, szczególnie, że potrzebował jakichś wrażeń, a gówno z tej "posady" miał. Zresztą, Mio była idealną kuzynką. Z niewielką obsesją na punkcie swojego krewniaka, ale poza tym nie było w jej zachowaniu żadnej skazy. No bo przecież takie rzeczy kładziono jej do głowy. "Opiekuj się tym leniem", "sam nie da sobie rady", "musisz go traktować, jakby był z porcelany, bo się rozpadnie!", "pewnie wolisz kuzyna, co? aż tak bardzo chce ci się przy nim skakać? nienawidzę go", "*zieeeeew*". Oczywiście wiadomo, co podziałało na nią najbardziej. Tak więc może i z jego perspektywy wyglądało to niecodziennie, dziwnie, a nawet zniechęcająco, ale ten dzieciak po prostu się martwił. A że dodatkowo przepadała za jego mordą...
Zmrużyła nieco oczy. Tak, dokładnie tak myślała. I mimo, że nie zrzucała z ust swojego typowego zacieszu, to zmarszczony nosek dawał wiele do myślenia. Wszystko jednak jakby wyparowało, kiedy przeciągnęła się z rozkosznym pomrukiem. Dosłownie na sekundę, by znowu wrócić do bacznego obserwowania ciotecznego brata.
- Tak, tak uważam. Nie wierzysz mi...? - Wymamrotała w odpowiedzi, nachylając się nieco ku niemu, z podejrzliwym wyrazem mordki, porzucając swoje zainteresowanie tematem w tej samej sekundzie, w której Noah po raz kolejny otwarł usta. Matko, jesteś za słodkiiii~! - wyrwałoby się z jej ust, gdyby mózg zręcznie nie zatrzymał tych słów w głowie. Dla niej jego oznaki rozleniwienia były urocze. U narratorki z kolei wywołują napady takich samych ziewnięć. I to wcale nie jest już takie urocze. - Sama? Ale jesteś ich synem! Powinieneś pójść ze mną... n-no chyba, że się widujecie. Znaczy, bo ja nie wiem! B-b-bo myślałam, że się nie spotykacie, ani nic, no i moglibyśmy... p-przepraszam.
Paskudne zająknięcia. Doskonale wiedziała, jak Okamura "kochał" widywać się z cudowną rodziną, szczególnie uwzględniając tu właśnie te trzy największe rzepy - rodziców i obecną tuż obok Terrell, która, pomimo tej świadomości, wciąż próbowała go do siebie przekonać, choćby na siłę. Pewnie nie miałby nic przeciwko jej obecności, gdyby nie była aż tak głośna, nie skakała przy nim, jak małpa i nie naciskała na czułości. Może kiedyś zrozumie, że jeśli dałaby mu trochę luzu, to w końcu sam by do niej przyszedł i może nawet pogłaskał. Na razie jednak nadopiekuńczość i rzepowatość brała górę, co nawet i sam Natsume podkreślił swoimi słowami:
"Nie zachowuj się, jak moja matka."
- Przepra-... - reszta słowa uciekła wraz ze wzrokiem kuzyna, zajmującego się składaniem zamówienia. Miała już dość tego paskudnie sztucznego uśmiechu, którym kelnerki w takich lokalach obdarowywały klientów. Mogłyby się chociaż trochę wysilić, żeby wyglądało to bardziej... no nie wiem, szczerze? Chociaż troszeczkę. Aż cisnęły jej się na język nieprzyjemne słowa, gdy widziała, jak hańbią dobre imię jej posady tym plastikowym ryjem ze szczękościskiem a'la lalka Barbie we własnej osobie. Zresztą, dla niej nawet ta baba zbytnio się od niej nie różniła. Mimo wszystko zapytana o swoją "zachciankę", nie wybrzydzała i nie parsknęła, że złoży zamówienie dopiero kelnerowi z mordą i klatą kogoś pokroju G-Dragona. A powinna, kurna.
- Nie jestem żadną panią. - Mruknęła bardziej do siebie, więc zapewne tylko młodzieniec był w stanie usłyszeć jej słowa. - Bananowy parfait proszę. I gorącą czekoladę~. - Dodała, już z większą siłą i entuzjazmem, zerkając przyjaźnie na kogoś, kogo jeszcze przed chwilą ochrzciła mianem androida z przepalonymi obwodami. Skończywszy swoje jakże głębokie przemyślenia, znów skierowała całą uwagę na jasnowłosego. - Właściwie, itoko... może byś kiedyś przyszedł na chwilę mnie odwiedzić? Tylko na kawę, i już~. - Nawet nie brzmiało to aż tak podejrzanie, jak zwykle winno. Ot, taka luźna propozycja. Tym bardziej coś tu śmierdziało. - Bo w sumie, to mamy nowe kiciusiątko pod dachem i pewnie chciałby Cię poznać. Prawda, że Mockie by chciał, Rysiu?
Kocisko tylko na ułamek sekundy wychyliło łeb spod stołu, gdzie dotychczas się ukrywało, by prychnąć głośno, zasyczeć, a następnie schować się z powrotem.
- ...nie przepadają za sobą. Ale i tak Cię zapraszam~. No i spokojnie, nie przywiążę Cię do kaloryfera, ani łóżka, ani w ogóle niczego~. No, w ogóle nic Ci nie zrobię~! Pomyślisz, prawda...?
Te kocie wabiki... wut.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Black Chocolate"   

Powrót do góry Go down
 
Kawiarnia "Black Chocolate"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» oscar black - thomas davenport

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
centrum miasta
 :: Główna ulica
-
Skocz do: