IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Arrow Street 402c

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Unlucky Dog
Rajdowiec

avatar

Liczba postów : 111
Dołączył : 19/09/2013

Godność : Paul (Fran) Carter
Wiek : 23 lata
Zawód : Student filologii francuskiej
Wzrost i waga : 182cm | 79kg
Aktualny ubiór : W ~uj pedalskie, granatowe rurki; luźna, biała bokserka; czarna bluza z kapturem i siwymi ściągaczami; czarne adidasy; na szyi turkusowa bandana.
Ekwipunek : Telefon, scyzoryk, paczka fajek, zapalniczka.

PisanieTemat: Arrow Street 402c   Pon Wrz 30, 2013 8:51 pm

Choć mieszkanie Paula położone jest w bogatym apartamentowcu, nie można powiedzieć, aby był to jakiś pełen przepychu zakątek. Chłopak zajmuje to mieszkanie jedynie dlatego, że jego matka nie pozwoliła, aby zagnieździł się w jednej z mniej zamożnych dzielnic. Mamy tu więc dwa pokoje, naprawdę nieduży salon połączony z kuchnią oraz łazienkę. Tarasu brak, ale widok na miasto i tak jest nieziemski, więc rekompensuje ten brak.

***

To był dzień jak co dzień, nic szczególnego. Może z tym wyjątkiem, że Fran akurat siedział w domu, zamiast zajmować się... cóż, czymkolwiek innym. Dał sobie na razie spokój z nauką, w pracy to nie była jego zmiana, a Wilki nie dawały o sobie znać, komunikując brak kierowcy. Mógł więc z powodzeniem oddać się słodkiemu lenistwu i temu, co po prostu lubił.
Domowe zajęcia Paula i jego zainteresowania związane z grzaniem tyłka w domu nie należały do szczególnie spektakularnych. szczerze powiedziawszy, dla obserwatorów były po prostu nudne jak flaki z olejem. Bo to akurat dzisiaj blondyn zdecydował się zaszaleć i wypróbować nowy przepis na ciasto do pizzy. Czy mieszanie mąki z drożdżami było interesująca czynnością, to już kwestia tego, co kto lubi. W tle leniwie leciała jakaś muzyka, która równie dobrze mogła być hitem ze stacji muzycznej, co zwyczajnym podkładem do lecącej reklamy - zielonooki nie miał pojęcia, co właśnie leci w telewizji. Włączył to pudło tylko po to, żeby nie było tak cicho, ale nawet nie zerknął na ekran. Zajęty był krojeniem warzyw i niecierpliwym zerkaniem na ciasto, czy aby dobrze rosło. Nuda. Po prostu piekielna nuda, a mimo wszystko nie chciało mu się ruszać dupy z domu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askel
Informator

avatar

Liczba postów : 146
Dołączył : 18/09/2013

FUNKCJA : Moderacyjny królik.
Godność : Claude Artemis Keith Carreac
Wiek : 23
Zawód : Student oraz barman, dorywczo.
Orientacja : Aseksualista.
Partner : Prawa ręka.
Wzrost i waga : 179/62
Aktualny ubiór : No to.
Ekwipunek : Trzy telefony, portfel, nóż motylkowy, klucze.

PisanieTemat: Re: Arrow Street 402c   Wto Paź 01, 2013 1:42 pm

"Łajzo bura, będę u Ciebie za 10 minut. Ubierz majtki."

Taki oto przyjemny w treści i cokolwiek rzeczowy sms wystukał do brata i posłał, nie zamierzając nawet przejmować się ewentualnymi zastrzeżeniami. Tak to już czasami bywa, że trzeba się udać z niezapowiedzianą wizytą, które składali sobie od czasu do czasu, na złość temu drugiemu. Czasem było to spowodowane chorobą i niemożnością ruszenia się tego drugiego po głupie pudełko chusteczek, czasem zwykła chęć dokuczenia a czasem powód był całkiem dobry. Tak jak w jego przypadku. W przeciwieństwie do Frana nie zamieszkiwał jednej z lepszych i nowszych dzielnic tego miasta, co wiązało się z faktem, że chociażby taka kanalizacja lubiła nawalić i trzy dni był pozbawiony ciepłej wody. Nie planował tego znosić, od zimnej wody gorsza była zima w ogóle. Kot został podrzucony babci, która cieszyła się z małej, żarłocznej podopiecznej, a on, z niewielką torbą najpotrzebniejszych rzeczy (laptop się do nich zaliczał) postanowił wryć się bratu na hacjendę. Wiele do szczęścia nie potrzebował, oprócz poduszki, koca i własnego wygodnego kawałka podłogi. Jak rzekł, tak zrobił i po wyznaczonym czasie dobijał się bratu do drzwi, z torbą własnych rzeczy oraz siatką z lodami miętowymi, żeby ugłaskać obrazę majestatu, jaka za chwile miała mieć miejsce. Już samo to, że się wysilił było godne pochwały, ha.

_________________

Hi

What if I can't forget you?
I'll burn your name into my throat.
I'll be the fire that will catch you.
What's so good about picking up the pieces?
None of the colors ever light up anymore in this home.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Unlucky Dog
Rajdowiec

avatar

Liczba postów : 111
Dołączył : 19/09/2013

Godność : Paul (Fran) Carter
Wiek : 23 lata
Zawód : Student filologii francuskiej
Wzrost i waga : 182cm | 79kg
Aktualny ubiór : W ~uj pedalskie, granatowe rurki; luźna, biała bokserka; czarna bluza z kapturem i siwymi ściągaczami; czarne adidasy; na szyi turkusowa bandana.
Ekwipunek : Telefon, scyzoryk, paczka fajek, zapalniczka.

PisanieTemat: Re: Arrow Street 402c   Wto Paź 01, 2013 1:57 pm

Mruknął do siebie niezadowolony, kiedy dostał wiadomość. Rzucił prawie gniewne spojrzenie telefonowi leżącemu na stole w salonie, dokończył krojenie papryki, umył ręce i sięgnął po zabawkę, żeby zobaczyć, kto się do niego dobija. Zaskoczenia wielkiego nie było, a chociaż liczył na spokój i samotność do końca dnia, nie mógł nie uśmiechnąć się na myśl, że zobaczy brata. Owszem, był koszmarnym bucem, czasem do tego śmierdzącym, ale rodziny się nie wybiera. Fran od dawna chciał mieć małego braciszka, tylko rodzice nie do końca chcieli się zgodzić, bo matka nie chciała zaprzepaszczać kariery. Kiedy więc okazało się, że jednak ma brata i to wcale nie takiego małego, po prostu musiał potraktować to jako swego rodzaju dar od losu. Co z tego, że brat nie grzeszył dobrym wychowaniem? Paul wszystko przypisał temu, że został opuszczony przez ojca. Tak, usprawiedliwianie braciszka szło mu zwykle bardzo łatwo i było czymś jakby naturalnym, choć z zewnątrz nie wyglądało na to, aby blondyn jakoś przesadnie troszczył się o tę kanalię.
Kolejnych kilka minut minęło mu na kręceniu się po mieszkaniu, żeby je trochę ogarnąć. On, w przeciwieństwie do brata, cenił sobie jako taki porządek przynajmniej wtedy, kiedy ktoś go odwiedzał, więc zaniósł do zmywarki kolekcję zastawy stołowej porozstawianej w losowych miejscach w mieszkaniu. Zdążył jedynie zdziwić się, że naprawdę ma tyle różnych kubków, zanim usłyszał donośne pukanie do drzwi. Żegnaj, spokoju, zegnaj, samotności! Czas stawić czoła siłom zła. Blondyn powstrzymał się od wrzaśnięcia, że otwarte, i sam pofatygował się do drzwi, aby okazać gościowi chociaż to minimum szacunku, choć nie miał w tej chwili najmniejszej ochoty na jakieś kurtuazje. Otworzył bratu i choć uśmiechnął się radośnie na jego widok, już w pierwszej sekundzie ugodził w niego fakt, że chłopak ma przy sobie coś za dużo rzeczy jak na kilkugodzinną wizytę.
- Siema - mruknął na przywitanie, przepuszczając Claude'a do środka i mrużąc nieco oczy, aby przyjrzeć mu się uważniej. - Przyszedłeś rozbić obóz?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askel
Informator

avatar

Liczba postów : 146
Dołączył : 18/09/2013

FUNKCJA : Moderacyjny królik.
Godność : Claude Artemis Keith Carreac
Wiek : 23
Zawód : Student oraz barman, dorywczo.
Orientacja : Aseksualista.
Partner : Prawa ręka.
Wzrost i waga : 179/62
Aktualny ubiór : No to.
Ekwipunek : Trzy telefony, portfel, nóż motylkowy, klucze.

PisanieTemat: Re: Arrow Street 402c   Wto Paź 01, 2013 2:33 pm

Różnili się diametralnie, od koloru włosów, przez podejście do wielu spraw, po gust niemalże we wszystkim. Oczywiście, widać było podobieństwo wyglądu i zielone ślepia, nie do podrobienia, nawet jeśli zieleń Clauda była przyciemniana czarnymi rzęsami i wieczne lekko przymrużonymi oczami, podczas gdy Paul błyskał jak lampki choinkowe. Nigdy nie miał siły też tłumaczyć bratu, że ma troszkę ułomne pojmowanie świata i sytuacji – pan Carter obchodził go tyle co nic, miał własnych rodziców którzy nie skąpili mu uczuć rodzicielskich, przy czym czasownik ‘miał’ jest tutaj niezastąpiony, ze względu na fakt, że od ośmiu lat leżeli już na cmentarzu miejskim. Paul z dziecinnym uporem nie przyjmował wyrażenia ‘więź emocjonalna’, ba, w jego mniemaniu najwyraźniej uchodził za pokrzywdzonego, bo nie mógł widzieć osoby, która stała się autorem połowy jego materiału genetycznego. Na swój sposób było to nawet urocze, kiedy indziej doprowadzało bruneta do szewskiej pasji i nigdy nie odmawiał sobie okazji do plucia jadem, do momentu, w którym byli na skraju pobicia się. Gdzieś tam co prawda czaiła się świadomość, że kiepsko wypadłby wobec prawie dwudziestokilowej (na oko) przewagi Frani, jednak w ostatniej chwili zawsze się powstrzymywali, krążąc wokół siebie i warcząc. To znaczy Fran strzelał fochem, Askel warczał i tak im upływały dni do cichego rozejmu, bez wskazywana strony wygranej. Rodzeństwo do doprawdy zabawna sprawa, każą ci kogoś lubić tylko na podstawie pokrewieństwa.
W mieszkaniu Askela panował łagodny, artystyczny nieład, zwany kartonami z różnymi bzdetami, które nie warto chować po szafkach, zabawkami kota oraz stały punkt wystroju, czyli prawie litrowy kubek z „gwieździstą nocą” van Gogha, najczęściej wypełniony kawą albo innym, równie aromatycznym płynem nie będący ani czekoladą ani herbatą. Fran nie potrafił docenić tego, że brak pedantycznego porządku, gdzie podłoga lśni jak nowo położona, a zabawki kota znajdują się na idealnym stosiku jest swego rodzajem gestem zaufania ze strony brata, akceptacją na własnym terytorium. On zawsze to odbierał jako brak szacunku, Askel potakiwał i tak kończyła się konwersacja. Tak samo nigdy nie usługiwał, zbywając prośby o coś do picia krótkim „ dwie rączki masz, wiesz gdzie są szafki i czajnik, to wypierdalaj sam sobie zrobić herbatę”.
- Yo. – Rzucił, wyciągając przed siebie siatkę z przysmakiem dla starych dewotek, jak to zwykł określać pomiot lodami zwany. – Wyrąbało mi ciepłą wodę w mieszkaniu i moja stopa nie postanie tam, dopóki przemili panowie robotnicy, drący ryja o szóstej rano, tego nie naprawią. – Poinformował zwięźle, nie siląc się nawet na uprzejme ‘ mogę tu zamieszkać na ten czas?’. Akurat w kwestii współlokatorstwa był istota bezproblemową i jedna uwaga Frana., dotycząca przyprowadzenia koleżanki na noc, zakończyłaby się pięciominutową eksmisją, bo nie planował słuchać odgłosów miłości cielesnej zza ściany ani tym bardziej krępować brata swoją obecnością. To nie może być fajne uczucie stukać panienkę ze świadomością, że gdzieś tam leży inny facet, a przynajmniej tak wnioskował sobie to brunet. Chociaż, okazja do nabijania się jak ta lala, raz w życiu popełnili ten błąd ( nie pamiętał okoliczności, ale musiała to być naprawdę kryzysowa sytuacja) i pierwszym zdaniem wypowiedzianym o poranku w tonacji czystej, bezwzględnej złośliwości było pytanie, czy ‘lwico’ jest najbrzydszym słowem, na jakie Fran jest się w stanie zdobyć w trakcie szczytowania. Siniec na brzuchu, pozostawiony przez pięść rozeźlonego romantyka, leczył kolejny tydzień, ale było warto, tak bogatej gamy czerwieni, jaka wystąpiła na twarzy gołąbków, chyba nigdy nie widział na raz.
Ostrożnie wsunął się do mieszkania, upewniwszy się, że brat na pewno przyjął i przetrawił podaną mu ilość informacji, po czym ułożywszy swoje buty obok jego, położył torbę. Tak wiele znowu tego nie było.

_________________

Hi

What if I can't forget you?
I'll burn your name into my throat.
I'll be the fire that will catch you.
What's so good about picking up the pieces?
None of the colors ever light up anymore in this home.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Unlucky Dog
Rajdowiec

avatar

Liczba postów : 111
Dołączył : 19/09/2013

Godność : Paul (Fran) Carter
Wiek : 23 lata
Zawód : Student filologii francuskiej
Wzrost i waga : 182cm | 79kg
Aktualny ubiór : W ~uj pedalskie, granatowe rurki; luźna, biała bokserka; czarna bluza z kapturem i siwymi ściągaczami; czarne adidasy; na szyi turkusowa bandana.
Ekwipunek : Telefon, scyzoryk, paczka fajek, zapalniczka.

PisanieTemat: Re: Arrow Street 402c   Wto Paź 01, 2013 3:59 pm

Wręczanie łapówki na samym wstępie doprawdy odznaczało się subtelnością właściwą jedynie Askelowi. Dodajmy do tego postawę przejawiającą bezgraniczną wiarę w to, że blondyn bez zająknięcia przyjmie stan rzeczy, który miał nastąpić. Że nie będzie miał żadnych ale co do prośby brata, o ile prośbą można było jeszcze nazwać jego ton i bezceremonialne oznajmianie, że oto wprowadza się tu na kilka dni. I w zasadzie Claude nie pomylił się mocno, a jego oczekiwania był uzasadnione, bo przecież wiedział dobrze, że Paul jest bardzo ugodowym człowiekiem, a jego wysoko rozwinięta empatia pozwalała mu zrozumieć sytuację brata bez kolejnych tłumaczeń. Bo o ile Fran nie narzekałby na brak ciepłej wody, tak Claude i zimno w ogóle nie szło ze sobą w parze i ciemnowłosy prędzej dałby się wykastrować, niż wlazłby do lodowatej wody z własnej woli, kiedy miał jeszcze drugą, o wiele wygodniejszą opcję.
- Jesteś pewien? Może jednak przydałby ci się zimny prysznic? - spytał, przekrzywiając trochę głowę i uśmiechając się półgębkiem. Znał już jednak ton odpowiedzi, więc nie czekał na nią. Odmówił sobie tej przyjemności wysłuchania czegoś w stylu "chyba cię odrosty swędzą", nie pozwalając chłopakowi się odezwać. - Dobra, wlazł. Zanim cię sąsiedzi zobaczą - zaraz zamknął za nim drzwi, a potem pognał do lodówki, żeby odłożyć lody do zamrażalnika. Jak rażąco pedalskie by to nie było, nie zamierzał wypierać się swojej miłości do lodów, ostatecznie trzeba mieć bzika na jakimś punkcie.
- W sumie niedługo będzie obiad - stwierdził, zerkając w stronę miski z ciastem. Chwilę później coś sobie przypomniał, bo wrócił spojrzeniem do brata. - Aha, od razu mówię, że możesz zostać pod warunkiem, że moje fajki na tym nie ucierpią. Mają pozostać w całości, a nie, tak jak ostatnio, w kiblu - zmierzył brata nie do końca przychylnym spojrzeniem, upewniając się, czy ten go zrozumiał. Blondyn ostatnim razem praktycznie dostał szału, kiedy cały jego zapas papierosów skończył marnie na dnie muszli. Odbieranie mu standardowej dawki nikotyny było okrucieństwem, jeśli miało się wiedzę, jak przewrażliwiony był Paul na głodzie i jak potrafił się wtedy zachowywać. Lepiej nie pytać.
- Ale poza tym stęskniłem się - rozpromienił się nagle i prędko znalazł się przy bracie, aby zarzucić mu rękę na ramiona i pociągnąć go za sobą na kanapę. - Natychmiast mów, co u ciebie. Nie wyrzucili cię w międzyczasie z uczelni, co? - uniósł wyżej brwi, przyglądając się chłopakowi badawczo, jakby bał się, że coś takiego faktycznie mogło się wydarzyć. Równoznaczne byłoby to rzecz jasna z automatycznym opierdolem w kierunku Claude'a, ale to przecież tylko tak z miłości.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askel
Informator

avatar

Liczba postów : 146
Dołączył : 18/09/2013

FUNKCJA : Moderacyjny królik.
Godność : Claude Artemis Keith Carreac
Wiek : 23
Zawód : Student oraz barman, dorywczo.
Orientacja : Aseksualista.
Partner : Prawa ręka.
Wzrost i waga : 179/62
Aktualny ubiór : No to.
Ekwipunek : Trzy telefony, portfel, nóż motylkowy, klucze.

PisanieTemat: Re: Arrow Street 402c   Wto Paź 01, 2013 5:01 pm

Nie lubił bawić się w uśmieszki, wymienianie uprzejmych zwrotów na początku albo udawanie, że nie, ta siateczka to nic, tak po prostu w sklepie mu się przypomniało. Był subtelny kiedy wymagała tego sytuacja albo bardzo czegoś chciał, poza tymi wyjątkami jego subtelność była podobna do jeżowca bądź innego, równie paskudnego zwierzątka. I było mu z tym do twarzy.
Był ciepłolubny i gdyby nie obowiązki, takie chociażby jak kot, najchętniej zapadałby w sen zimowy, czekając, aż coś go obudzi i powie, że temperatura przekroczyła już 10 stopni i nigdzie nie leży ten cholerny śnieg. . Cóż, jedyne, co było ciekawego w zimie to patrzenie jak blondyn z uporem godnym lepszej sprawy, każdego roku dorywając się zaśnieżonej łąki czy innego pokrytego tym kurestwem kawałka ziemi cieszy się jak dziecko i próbuje zarazić entuzjazmem towarzystwo wokół. Askel kwitował to uśmiechem politowania, tak jak patrzy się na kogoś upośledzonego. Nie widział nic malowniczego w spadających, zamrożonych kroplach lodu, zwłaszcza gdy trzy godziny odmrażało sobie kuper na murku, bo jakiś padalec spóźniał się na spotkanie. Po takim czasie miało się ochotę skopać zad każdemu płatkowi śniegu w zasięgu wzroku.  To znaczy, jasne, gdyby nie było innej opcji to i ten zimny prysznic by ścierpiał, poczucie brudu na ciele zajmowało drugie miejsce zaraz po zimnie rzeczy najbardziej nielubianych. Trzecie dzielił gryzący dym fajek na równi ze słodyczami.  I można by tak wymieniać w nieskończoność.
- A co, będą dopytywać czy zacząłeś gustować w płaskich panienkach? – W tą wypowiedź wplótł nutkę kpiny, trzymając w pamięci sytuacje, w której jakiś kolega Paula, wyższy od nieszczęsnego bruneta o dobrej półtorej głowy, zapytał, dlaczego tak długo ukrywał taką ładną siostrę przed światem. Uwaga ta dotknęła, piętnastoletniego wówczas, ‘Chmurka’ do żywego, nie dał się ugłaskać ładnymi słówkami i skoro tylko zaczął się odzywać, puścił tak bogatą wiązankę, że wszystkie dzieciaki na około zamilkły. I tak oto wyszedł na buca.
- Nie, błagam, zaraz zacznę rzygać wysokiej jakości kostkami cukru. –Wyraźnie się skrzywił, przypominając sobie wizytę u rezolutnej, chociaż trochę zakręconej kobietki zwanej babcią, a konkretniej matką jego matki, która na stare lata wzgardziła językiem angielskim i porozumiewała się z otoczeniem tylko po francusku, kultywując przy okazji stare przepisy i inne chore rzeczy ze Starego Kontynentu. Nie żartował, jego żołądek był nabity do granic możliwości i nawet wizja zjedzenia czegoś gorzkiego napawała go skurczem wnętrzności. – Babcia wpakowała we mnie 6  crêpes au froment z jakimś malinowym dżemem czy innymi powidłami. – Słodycze jadł od święta, a i tak  o raz za dużo, ale spróbuj odmówić starszej pani, która marudzi, że ‘sama skóra i kości, ty na pewno dobrze się nie odżywiasz, no żeby cię matka zobaczyła, to by się popłakała, że dziecko takie zabiedzone”. Mimo całych pokładów chamstwa, nie potrafił zgasić kobitki i z powstrzymując mimikę twarzy zjadł, co miał do zjedzenia, wypił równie przesłodzoną kawę i ulotnił się.
Na wspomnienie fajek wzruszył jedynie ramionami.
- Jakbyś mi wtedy dymem nie chuchał w twarz i włosy, to bym ich nie wywalił. – Oznajmił to takim tonem, jakby tłumaczył Franowi jakiś banalnie prosty wzór czy inne zagadnienie. Kali ziemniak i te sprawy. Na nieprzychylne spojrzenie odpowiedziały lekko uniesione brwi, co miało oznaczać potwierdzenie przyjęcia wiadomości.
-Wzruszyłem się. – Powiedział to beznamiętnym, długo ćwiczonym, tonem wypowiedzi, wskazującym absolutny brak odwzajemnienia uczuć tego tu, po czym burknął coś w stylu ‘ nie szarp mnie’ i dał się zaciągnąć na kanapę. Ostatecznie z bezczelną miną ułożył się głową na kolanach Frana i wyciągnął ręce do jego twarzy, łapiąc ją w uścisk tworzący z ust karykaturalny dzióbek. – To teraz jeszcze wyznaj mi, jak bardzo mnie kochasz, chcesz spędzać każdą noc w moim uścisku i przypieczętuj to pocałunkiem, Prince Charming. – Prawie zarechotał, wygłosiwszy swoją kwestie, ale jakimś cudem ograniczył się do bezczelnego uśmiechu, wiedząc, że brat albo odda z nawiązką albo będzie bronił swojego heteryzmu. Na wszelki wypadek szybko się podniósł gdyby ten debil naprawdę przymierzał się do pocałunku. – Nie, nie wywali mnie, nawet stypendium dostaje za dobre oceny. A jak Twój beznadziejny akcent? – Jakoś tak się złożyło, że Paul studiował filologię francuską, co dla dwujęzycznego Askela było całkiem zabawne i nie mógł powstrzymać się od fali kolejnych złośliwości na tym tle, od wytykania złej wymowy po tworzenie akcentu z kosmosu. Z drugiej strony, jeśli miał okazje to coś tam Frani podpowiadał, podkreślał w notatkach i maltretował wymowę.

_________________

Hi

What if I can't forget you?
I'll burn your name into my throat.
I'll be the fire that will catch you.
What's so good about picking up the pieces?
None of the colors ever light up anymore in this home.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Unlucky Dog
Rajdowiec

avatar

Liczba postów : 111
Dołączył : 19/09/2013

Godność : Paul (Fran) Carter
Wiek : 23 lata
Zawód : Student filologii francuskiej
Wzrost i waga : 182cm | 79kg
Aktualny ubiór : W ~uj pedalskie, granatowe rurki; luźna, biała bokserka; czarna bluza z kapturem i siwymi ściągaczami; czarne adidasy; na szyi turkusowa bandana.
Ekwipunek : Telefon, scyzoryk, paczka fajek, zapalniczka.

PisanieTemat: Re: Arrow Street 402c   Sob Paź 19, 2013 1:36 pm

- Skąd, nie o to chodzi. Przecież się ciebie nie wstydzę. Ale ta wdowa po Brownie z naprzeciwka ostatnio coraz intensywniej szuka kandydata na męża dla swojej córki i już kilka razy zdążyła mnie o ciebie wypytywać, bo kojarzy cię z widzenia. Uwierz mi, że nie chcesz mieć do czynienia z Amelią. Jak piękna by nie była, jest mniej więcej tak rozgarnięta jak pudełko po szpilkach, które tak namiętnie nosi, żeby potem się o wszystko potykać. Dla świętego spokoju powiedziałem jej, że masz dziewczynę, więc lepiej tej wersji się trzymaj, jeśli spotkasz ją na klatce - zaczął się tłumaczyć, dopiero po chwili opamiętując się i uświadamiając sobie, że może nie powinien tyle mówić. Z drugiej strony był gadułą i czasem ciężko było mu się powstrzymać, kiedy już rozpoczął swój słowotok. Zwłaszcza, że bratu mógł powiedzieć praktycznie wszystko i przy nim jego hamulce działały o wiele gorzej. Nie wspominał przy nim jedynie o Wilkach, ale to z jasnych powodów. Po prostu cenił sobie własne życie i nie zamierzał ryzykować.
- Ale, ale... jeśli cię to pocieszy... moi znajomi już nie biorą cię za dziewczynę - uśmiechnął się lekko. - To znaczy nie tak często jak kiedyś - dodał trochę ciszej i odchrząknął nieznacznie. - Może gdybyś zrobił coś z tymi włosami... - zaczął, przeczesując palcami jego grzywkę, ale zaraz zabrał rękę. - Nie, nieważne. Tak jest ok - uśmiechnął się szerzej. Brat podobał mu się takim, jaki był i żadne opinie przyjaciół oraz dalszych znajomych nie mogły znacząco na to wpłynąć. Pomijając już fakt, że przecież nikomu nie przyznałby się, że zdarza mu się patrzeć w ten sposób na chłopaka, który bądź co bądź jest z nim dość blisko spokrewniony. Nawet w dobie najdziwniejszych fetyszy kazirodztwo wciąż uchodziło za coś ekstremalnie gorszącego większość społeczeństwa. I w sumie słusznie, ale przecież serce nie sługa.
- Rany, jakie biedactwo - parsknął cichym śmiechem, nie kryjąc ironii swojej wypowiedzi. - Następnym razem możesz mi trochę przynieść, twoja babcia gotuje lepiej niż wszyscy w mojej rodzinie razem wzięci - westchnął z lekkim utęsknieniem do francuskiej kuchni serwowanej przez grand-mère swojego braciszka. Trochę żałował, że nie dzielił z nim francuskich korzeni, ale nie można mieć w życiu wszystkiego. Dobrze, że przynajmniej sam Paul wychodził na ludzi nie palił wszystkiego na wiór jak jego matka. Ale to kobieta sukcesu, więc można jej było wybaczyć brak ogarnięcia w kuchni.
- Stałem trzy metry dalej - mruknął ledwie dosłyszalnie, bo niby nie chciał kontynuować tematu fajek, aby nie kłócić się z bratem, ale z drugiej strony nie potrafił powstrzymać się od tego komentarza. Tak, tak, czasem powinien jednak trzymać język za zębami.
- Oh, mon ami... - powiedział cicho, niemal szeptem, patrząc na niego z góry, kiedy już zabrał jego ręce od swojej twarzy. Nie grał jednak długo, prychnął cicho i szturchnął bruneta, zanim jeszcze ten zdążył się podnieść. - Chciałbyś - rzucił krótko. Nie strzępił już języka na inne wywody na temat swojej orientacji bądź epitety pod adresem brata, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ten drugi odbije piłeczkę w jakiś nieprzyjemny sposób. Tym razem Fran wyjątkowo nie miał jakiejś wielkiej ochoty na sprzeczki i szarpaniny, a tym mogłoby się skończyć dalsze dogryzanie sobie nawzajem.
- Stypendium? - Spojrzał na brata w sposób, który wyrażał najszczersze zdumienie, choć lekko skrywane. Uśmiechnął się trochę krzywo, jakby chciał ukryć swoje rozbawienie tym wyznaniem. - Brawo. Zawsze w ciebie wierzyłem - poklepał go po ramieniu, mało nie dusząc się z powstrzymywanego śmiechu. Przestał, kiedy usłyszał złośliwy komentarz, lecz nie zmyło to pogodnego wyrazu z jego twarzy. Przyzwyczaił się już do stosunku, jaki Claude miał do jego francuskiego. Niezależnie od tego, jak Paul by się nie starał, zawsze było coś nie tak, bo przecież daleko było mu do rodowitego Francuza władającego tym językiem od urodzenia. Zarówno akcent, jak i odwzorowanie tego rzężącego "r" nie należało do najłatwiejszych sztuk, jeśli nie miało się naturalnych predyspozycji do modulowania swojego głosu jak popadnie.
- Mój akcent ma się genialnie, jak zwykle. Ale jeszcze nie opanowałem do końca sztuki wyrywania lasek na przypadkowe kwestie. Muszę nad tym popracować, ostatnio miałem na to mało czasu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askel
Informator

avatar

Liczba postów : 146
Dołączył : 18/09/2013

FUNKCJA : Moderacyjny królik.
Godność : Claude Artemis Keith Carreac
Wiek : 23
Zawód : Student oraz barman, dorywczo.
Orientacja : Aseksualista.
Partner : Prawa ręka.
Wzrost i waga : 179/62
Aktualny ubiór : No to.
Ekwipunek : Trzy telefony, portfel, nóż motylkowy, klucze.

PisanieTemat: Re: Arrow Street 402c   Sob Paź 19, 2013 2:28 pm

Takiej odpowiedzi się nie spodziewał i można to było przypisać dziwnej (czy tam unikalnej) zdolności brata do, nie tyle zaskakiwania, co urozmaicania czasu dość zawirowanymi historyjkami i zwrotami akcji. Z wrażenia parsknął śmiechem.
- I nie wiem teraz, czy to z troski o mnie, czy jednak o nią, że przypadkiem mógłbym psychicznie ją zniszczyć w trakcie pierwszej nocy poślubnej. – Nie to, że uważał się za najwybitniejszego ze wszystkich geniuszy tego świata, a jednak przebywanie w towarzystwie osób głupich wzbudzało w nim pokłady tak głęboko zakopanego chamstwa, że czasem aż sam się sobie dziwił. Przez pierwszych 5 sekund od momentu zawiśnięcia w eterze zjadliwego tekstu, potem dopiero się rozkręcał albo ewakuował chcąc ratować szare komórki. - Bardziej by zadziałało jakbym powiedział, że mam chłopaka, ale wtedy chyba nie miałbyś już tutaj życia. – Lubił gadulstwo brata, to była jedna z nielicznych cech, która od czasu do czasu ich łączyła, kiedy włączał się w nim zawzięty orator. O duszkach również nie planował się przyznawać, ostatnie czego potrzebował to moralizatorskie wykłady o tym, jakie to niebezpieczne i jak się marnuje, bo takowych przecież się spodziewał.
Prychnął jak rozjuszony kot i odepchnął rękę brata, przyspieszając tym samym proces odklejania jej od swoich włosów. – Skoro twoi znajomy są na tyle ślepi, żeby mylić mnie z dziewczyną, to już rozumiem czemu przebywają z tobą. – Kręciła mu się po języku jakaś wstawka na temat różowych spinek i warkoczyków, ale szybko z niej zrezygnował. Dzień dziecka to to nie był, żeby zaraz brata rozśmieszać w tak mało wyrafinowany sposób, jeszcze by się zachwycił wizją Clauda w iście dziewczęcym wydaniu, pfe.
- Zastanawiałem się nad tym, ale do jutra bym z tymi pakunkami nie dotarł. - Nie wiedział w których szafkach ta, z pozoru niewysoka i drobna, kobietka to wszystko chowa, wiedział za to, że dałaby mu miesięczny zapas wszystkiego, co by się do zjedzenia dać dało. – Następnym razem wezmę cie po prostu ze sobą. – Zadecydował nagle lekkim tonem, stwierdziwszy, że babci wszystko jedno, kogo wnuczek przyprowadzi. Zwrotu o gotowaniu w domu nie poruszał już, dawno temu wyrabiając sobie zasadę, że im mniej ma wspólnego z państwem Carter, tym lepiej na tym wszyscy wychodzą. Taki chłodny szacunek. Ani razu w trakcie pobytu nie skomentował przypalenia wody na herbatę ( i przy okazji czajnika) ani nawet nie odpyskował matce Frana, nawet będąc na skraju wytrzymałości psychicznej. Jak chciał, to potrafił, o!
Dźgnął łagodnie Franie pod żebra, rozsiadając się wygodniej na kanapie. – Jak to ‘chciałbyś’, chcesz mi powiedzieć, że nie występuje w twoich nocnych fantazjach?! – Tu aż przyłożył palec do ust, grając tym samym oburzoną, niewinną dziewczynkę, która właśnie się przekonała, że nie jest całym światem lubego. – I nie jest to takie dziwne, że dali mi stypendium. Nie mam stałych dochodów, a na utrzymanie łoży babcia z emerytury. Dobre oceny to ostatnie, co o tym przesądziło. – Wzruszył ramionami. Z tymi dochodami to było w pewnym sensie kłamstewko, ale rejestrowanie własnego zawodu chyba nie wyszło by mu na dobre. Lepiej tak niż dostawać paczki do więzienia.
- W tym ci nie pomogę, nie przeżyłbym patrzenia na przyszłą bratową ze świadomością, że miałem swój udział w całym tym procesie. - Wyrażenie „ popełniania błędu” jakoś tam mu nie pasowało, w końcu aż taką łajzą nie był, żeby nie pozostawiać na blondynie suchej nitki i poważnie podkopywać jego wiare w samego siebie. Co to, to nie. -[b] Ale podpowiem ci piosenki Edith Piaf, i to nie tylko milord. - No dobra, będzie to miał na sumieniu.

_________________

Hi

What if I can't forget you?
I'll burn your name into my throat.
I'll be the fire that will catch you.
What's so good about picking up the pieces?
None of the colors ever light up anymore in this home.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Unlucky Dog
Rajdowiec

avatar

Liczba postów : 111
Dołączył : 19/09/2013

Godność : Paul (Fran) Carter
Wiek : 23 lata
Zawód : Student filologii francuskiej
Wzrost i waga : 182cm | 79kg
Aktualny ubiór : W ~uj pedalskie, granatowe rurki; luźna, biała bokserka; czarna bluza z kapturem i siwymi ściągaczami; czarne adidasy; na szyi turkusowa bandana.
Ekwipunek : Telefon, scyzoryk, paczka fajek, zapalniczka.

PisanieTemat: Re: Arrow Street 402c   Sob Paź 19, 2013 3:03 pm

- W sumie... jedno i drugie - odezwał się po chwili namysłu, chociaż zawahał się odrobinę. Nie lubił Amelii, ale nie był takim skurwysynem, żeby narażać ją na bliskie towarzystwo brata, który zrównałby ją z ziemią kilkoma słowami. - To nie do końca jej wina, że jest taka, jaka jest - dyplomatycznie powstrzymał się od użycia prostego słowa, które idealnie oddałoby postać córki sąsiadki; głupia. Amelia była po prostu głupia. - Jeszcze przeżyłaby jakąś traumę i miałbym ją na sumieniu, rozumiesz. A wtedy jej matka uczepiłaby się mnie i znowu z dobrego serca zgodziłbym się na randkę z Amą. Przeżyłem trzy takie spotkania i o trzy za dużo - stwierdził lekko podłamany na myśl o tych aranżowanych randkach. Fran po prostu czasami pokładał zbyt wielką wiarę w ludzi i usiłował wtedy wierzyć, że Amelia reprezentuje sobą coś więcej, jeśli ją bliżej poznać. Dawno nie przeżył takiego rozczarowania jak na ostatnim z tych spotkań, kiedy dziewczyna zaczęła żalić mu się, że mama żałuje jej pieniędzy na operację plastyczną nosa, któremu naprawdę niewiele brakowało do ideału. Choć blondyn był bardzo tolerancyjny, nie potrafił długo wytrzymać w towarzystwie dziewczyny, której największe zmartwienia sprowadzały się do bzdur takich jak detale związane z urodą bądź fakt, że nie chciano jej jako stałej klientce dać zniżki na torebkę Gucciego.
- W sumie mieszka tu jeden gej - rzucił bez zastanowienia, bo przypomniało mu się to po słowach brata na temat posiadania chłopaka. - Nie dalej niż kilka tygodni temu w ruch poszła petycja w sprawie usunięcia go z apartamentu jakoby zachowywał się skandalicznie i gorszył resztę porządnych mieszkańców. Oczywiście podał do sądu organizatorów tej akcji - wzruszył ramionami. Faktycznie nie miałby życia, gdyby zaczęły krążyć plotki, że odwiedza go brat homoseksualista. - Obiecaj mi, że nie będziesz się obnażał przy sąsiadach ze swoimi preferencjami, jeśli przypadkiem są odmienne od tych uznawanych za normalne. Przynajmniej w domu chcę mieć spokój - poprosił go. Wolał nie słuchać lamentów skrajnie konserwatywnych sąsiadów i sąsiadek, a przeprowadzka nie była mu w smak, bo już się tu zadomowił. Nic dziwnego, bo mieszkanko było wcale wygodne i dobrze strzeżone. Tylko skończony idiota by wybrzydzał.
Szturchnięty przez brata wzdrygnął się lekko i roześmiał cicho, zaraz potem lekko kręcąc głową. Wkrótce oparł się o niego nieznacznie, stykając się z nim ramię w ramię.
- Moje fantazje to moja sprawa - skomentował krótko, nie zamierzając kontynuować tego tematu. Askel i tak aż zbyt dobrze wiedział, że Fran czasami lubił trochę się do niego poprzytulać, przy czym nie zakrawało to już na braterską, zupełnie niewinną miłość. Aczkolwiek Franek nigdy nie powiedział mu wprost czegoś, co mogłoby zostać odebrane jako prawdziwe zaloty.
- Ucz się, ucz, tylko żebyś potem się nie zdziwił, ile znajomości potrzeba, aby znaleźć dobrą pracę. Ale w razie czego masz mnie - uśmiechnął się odrobinę wrednie. Nie podobał mu się ten system i realia, ale nie przeszkadzało mu to w udawaniu, że idealnie się w tym wszystkim odnajduje. Byłby głupcem, gdyby będąc dość blisko pani prezydent afiszował się ze swoimi poglądami. Wśród wszystkich Wilków był raczej cichym pieskiem, który nie wychylał się za bardzo mimo jak najlepszych intencji. Zawsze mógł się tłumaczyć prostą prawdą: przyjaciół należy trzymać blisko, a wrogów jeszcze bliżej.
- Nie..? - Posłał bratu jakby zawiedzione, nieco smutne spojrzenie, kiedy ten z góry odmówił mu pomocy, choć nawet nie został o nią poproszony. Zaraz jednak rozpromienił się słysząc radę płynącą z ust bruneta. W uśmiechu zmrużył lekko oczy. - A jednak masz jakieś sumienie - mruknął zadowolony.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askel
Informator

avatar

Liczba postów : 146
Dołączył : 18/09/2013

FUNKCJA : Moderacyjny królik.
Godność : Claude Artemis Keith Carreac
Wiek : 23
Zawód : Student oraz barman, dorywczo.
Orientacja : Aseksualista.
Partner : Prawa ręka.
Wzrost i waga : 179/62
Aktualny ubiór : No to.
Ekwipunek : Trzy telefony, portfel, nóż motylkowy, klucze.

PisanieTemat: Re: Arrow Street 402c   Nie Paź 20, 2013 12:25 am

- Psychologia pokazuje, że w niektórych przypadkach traumatyczne przeżycie wpływa rozwijająco na osobność. Częściej nie, ale tam, szczegóły. – Jakby w ogóle miał chęć użerać się z obcą dziewczyną o inteligencji pietruszki, bo tak mniej więcej przedstawił ją brat. Wróć, z jakimikolwiek ludźmi w celu innym, niż czysto towarzyskim i ku chwale wyciągania różnych ciekawych rzeczy. Inna rzecz że nie potrafił pojąć, dlaczego blondyn w ogóle się na więcej niż jedno spotkanie zgodził skoro wiedział, jaki będzie jego przebieg. Nie planował tym bardziej współczuć tak jawnego aktu głupoty.
- Zniszczyłeś mój plan rozwieszania plakatu o spotkaniu fanów MLP i zamówienia sobie torby z nimi, z którą planowałem każdorazowo do ciebie przychodzić. – Oznajmił wesoło, bo młody mężczyzna zajmujący się kolorowymi kucykami zdecydowanie nie mógł być przypadkiem zdrowym. Nie wspominając o tym, że spotkał się z wirtualnymi delikwentami twierdzącymi, jakoby piski tych mutantów działały lepiej stymulująco, niż porządne porno z HD. A może jego brak zrozumienia dla tej odmiennej orientacji wynikał z faktu, że porno to było za mało, żeby krew popłynęła chociaż trochę szybciej. Problemy ludzi obojętnych, eh.
Na gest brata lekko naparł na niego, tak jakby chciał go popchnąć, ale obyło się to bez wyzwisk czy wyraźnej wiadomości oznajmienia, że mu się to nie podoba.
- I niech tak pozostanie, nie chce mieć swoich prywatnych 50 twarzy Greya odtwarzanych w rozmowach. – Wystarczyło, że przypadkowe osoby mu się z tego zwierzały, twierdząc, że on ma przecież taką twarz, której warto zaufać. Po prawdzie szczerze go to nie interesowało, ale jak zwał, tak zwał, może na tym polega właśnie zaufanie pomiędzy przyjaciółmi, że głęboko i daleko mieli cudze życie intymne i uczuciowe. Nie mniej jednak, braterska miłość była tu wyrażeniem mocno naciągniętym, w gruncie rzeczy znali się całe osiem lat i właśnie w tym czasie musiał wyrastać ten dziwny twór zwany uczuciami. Poszło im tak nieźle, bo przecież mogliby skończyć w trwałej nienawiści, jako dwa pomioty lędźwi biologicznego ojca, a do czego przecież spokojnie dałoby się doprowadzić z tymi charakterkami. Mimo to Askel doceniał swojego brata i traktował jako nieliczną osobę mającą wstęp na prywatne terytorium zwane mieszkaniem i odrobiną swoich uczuć. Po prostu miło było mieć…kogokolwiek. Chociażby żeby czasem się przytulić i nie musieć się z tego tłumaczyć, żeby móc wchrzanić się do łóżka i zabierać kołdrę albo zjeść wspólnie śniadanie. Bycie emocjonalną kaleką jest trudne w świecie, kiedy trzeba się ze wszystkich swoich zachowań tłumaczyć, choćby nawet były najniewinniejsze. Bo przecież z tych pozostałych wytłumaczyłby się z czystą radością i ku zawstydzeniu rozmówcy.
- Człowieku, jestem na kulturoznawstwie. Doprawdy sądzisz, że czeka mnie w tym zawodzie wielka kariera? –Doprawdy nie wiedział po co to studiował oprócz samej ciekawości, co się robi na tym kierunku. Miał swoją pasje i raczej z nią wiązał jakąś tam przyszłość. Grzebanie w elektronice i każdej jej możliwej odmianie sprawiało mu przyjemność. Taak, tu powstawało pytanie, czemu nie wybrał związanego z tym kierunku… Lenistwo i parę innych.
- Non, rien de rieeeen. – Ni to zawył, ni to zanucił, dając do zrozumienia, że jego sumienie zostaje absolutnie czyste i nie ma wpływu na rozwój wypadku. Edith Piaf znał nie przypadkowo, bo jego matka często albo wspomniane utwory grywała na pianinie, albo puszczała mu, co by się dziecko osłuchało. Swoją drogą, po dziś dzień był to jego ulubiony sposób zasypiania – słyszenie czegokolwiek w tle. Było całkiem uspokajające wiedzieć, że ktoś tam jest i coś się dzieje. Ekscesy sąsiadów słyszane przez ścianę się nie liczyły.

_________________

Hi

What if I can't forget you?
I'll burn your name into my throat.
I'll be the fire that will catch you.
What's so good about picking up the pieces?
None of the colors ever light up anymore in this home.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Unlucky Dog
Rajdowiec

avatar

Liczba postów : 111
Dołączył : 19/09/2013

Godność : Paul (Fran) Carter
Wiek : 23 lata
Zawód : Student filologii francuskiej
Wzrost i waga : 182cm | 79kg
Aktualny ubiór : W ~uj pedalskie, granatowe rurki; luźna, biała bokserka; czarna bluza z kapturem i siwymi ściągaczami; czarne adidasy; na szyi turkusowa bandana.
Ekwipunek : Telefon, scyzoryk, paczka fajek, zapalniczka.

PisanieTemat: Re: Arrow Street 402c   Wto Lis 05, 2013 10:33 pm

- Błagam, tylko nie baw się w psychologa - niemalże jęknął, jakby wizja brata pomagającego jakimś znękanym duszom była naprawdę przerażająca. - Nie wydaje mi się, abyś sie do tego nadawał - uzupełnił swą wypowiedź, powstrzymując się jednak od teatralnego wywrócenia oczami, bo tym razem nie zamierzał być wobec Chmurka aż tak wredny. Choć z drugiej strony nie umiał darować sobie jeszcze paru komentarzy. - Już widzę, jak wszystkim po kolei fundujesz terapie wstrząsowe, uważając je za jedyne słuszne - parsknął cicho i nieznacznie pokręcił głową. Subtelne westchnienie, który wydał z siebie chwilę później, miało zapewne oznaczać, że właśnie skończył podsumowywać sobie w myślach tę absurdalną wizję Askela jako psychologa i widząc wyniki swoich przemysleń, musiał dać choćby niemy upust swojej beznadziejnej bezradności. Na całe szczęście nie zapowiadało się jednak, aby którakolwiek z tych imaginacji miała wejść w życie. No cóż, przynajmniej nie w najbliższym czasie.
- Chmurku..? - spojrzał na brata jak na osobę, która do reszty postradała już wszelkie zmysły. Za bardzo się pewnie nie pomylił. Oczywiście załapał, że jego wypowiedź była żartem, ale nie wymazało to autentycznego zaskoczenia z jego mimiki. - Jaśli naprawdę ci zależy, urządzę ci niedaleko za miastem jakąś samotnię w ziemiance, żebyś tam mógł do woli oglądac kucyki, co ty na to? - spytał z troską, patając go pobłażliwie po głowie, zupełnie jakby chciał uspokoić małe dziecko i zapewnić je, że wszystko będzie w porządku; wujek Paul się wszystkim zajmie.
Wzruszył ramionami i roześmiał się niezbyt głośno. To oczywiste, że nie zamierzał tak na chama dzielić się z bratem swoimi ewentualnymi wizjami i fantazjami erotycznymi, bo... hej, jednak znał jakieś granice i nie zamierzał ich przekraczać w ten sposób. Równie dobrze mógłby zdzielić braciszka glanem po ryju, bo byłoby to tak samo taktowne. Ale nie, Franek postanowił trzymać się jeszcze jako takich zasad dobrego wychowania, aby nawet w sytuacji jeden na jeden dowieść, że to on był z ich dwójki tym normalnym członkiem społeczeństwa.
- No to przecież mówię... jakby co, powołaj się na mnie. Jestem pewien, ze zdołałbym załatwić ci stanowisko przy zlewozmywaku w jakiejś naprawdę dobrej restauracji - wyszczerzył się do czarnowłosego. - No chyba, że wolisz sprzątać pokoje hotelowe albo biura, ale tu musiałbym się zastanowić, czy nie wymagasz zbyt wiele... - na chwilę zawiesił wzrok na nieruchomym punkcie przed sobą, jakby już teraz rozważał tę opcję. Zaraz jednak na powrót uśmiechnął się. To jasne, że Claude nigdy nie będzie parał się zadną pracą fizyczną, a już na pewno nie będzie to jego źródło utrzymania, Paul zdawał sobie z tego sprawę. Mimo wszystko przyjemnie było trochę z niego podrwić, jak zwykle.
Zasłonił usta brata dłonią zaraz po tym, jak ten zaczął wyć.
- Ej, ja cię nie katuję, więc ty też w moim domu się jakoś zachowuj - prychnął. Był to jego jedyny, ale za to jakże wymowny komentarz co do parodii śpiewu, jaką zaserwował mu Askel.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askel
Informator

avatar

Liczba postów : 146
Dołączył : 18/09/2013

FUNKCJA : Moderacyjny królik.
Godność : Claude Artemis Keith Carreac
Wiek : 23
Zawód : Student oraz barman, dorywczo.
Orientacja : Aseksualista.
Partner : Prawa ręka.
Wzrost i waga : 179/62
Aktualny ubiór : No to.
Ekwipunek : Trzy telefony, portfel, nóż motylkowy, klucze.

PisanieTemat: Re: Arrow Street 402c   Nie Lis 24, 2013 6:56 pm

- Żałuje że nie wierzysz w mój potencjał, zostałbym czymś na kształt Freuda i Nietzche w jednym, a potem darł się na spotkaniach naukowych, że wszystkich zgromadzonych mam w tak głębokim poważaniu, że proktolog miałby problem ze zlokalizowaniem tego punktu. – Radosno-złośliwe kurwiki błysnęły w tej przepastnej zieleni a cwany, koci uśmiech na dobre przykleił się do jego twarzy na samą wizje bycia autorytetem, którego słowa zabiedzeni studenci musieliby klepać niczym pacierz. Jak skończą mu się pomysły na życie to zostanie autorytetem w jakiejś dziedzinie i będzie wydawał książki po tysiąc stron, z których będzie wynikało absolutnie nic. Musi to dopisać do listy potencjalnych zawodów albo zeznań na komisariacie.
- Tylko pod warunkiem że każdego miesiąca będę dostawał nie więcej niż dwudziestoletnią dziewice do urządzania zabaw pokroju ludzkiej stonogi albo składania jej w ofierze siłom wyższym. W sensie kucykom. - Już nie chciał odgrywać zbolałej miny człowieka, którego szlag by trafił po pierwszych 15 minutach bez telefonu albo laptopa. O nieee, to nie wchodziło w rachubę. Poza tym, nie wątpił że po tygodniu, najdalej dwóch któraś zaprzyjaźniona kanalia w końcu wpadłaby w odwiedziny, co by się upewnić, że ziemianka nie jest przyszłym grobem bo cięty język nie został w miarę szybko zastopowany zdrowym rozsądkiem albo fangą prosto w zęby. Ryzyko zawodowe, powiedziałby ktoś, a on na to, że nie można być takim sztywnym.
- Ha. Ha. Ha. – Nie był to śmiech, ale puste sylaby, wyzute z jakichkolwiek oznak rozbawienia. – Jesteś tak zabawny, że pewnie comedy central wali do Ciebie drzwiami i oknami, żebyś im teksty do seriali pisał. Znalazłem odpowiedź dlaczego moje szare komórki popełniają zbiorowe samobójstwo, ilekroć oglądam ten kanał przez dłużej niż dziesięć minut. - Umiar nie był ulubionym ani pierwszym słowem w jego słowniku, z drugiej strony, był to komentarz o tyle niewinni, że nawet nie wart obrażania się o to. Zdarzały im się gorsze, prawdziwe kłótnie. Jeśli słowa mogłyby zostawiać realne ślady na ciele, to obydwaj przypominaliby mielonke, przepuszczoną przez to zabawne urządzenie przynajmniej z trzy, cztery razy. – Zawsze możesz mi załatwić stanowisko pokojówki u jakiegoś podstarzałego gubernatorka, ciągle jeszcze czułego na młodociane wdzięki. Strój francuskiej pokojówki na pewno dodałby mi powabu. - Tutaj zerwał się z kanapy i okręcił na pięcie stając przodem do brata, jednak nie kontynuował tematu istot odzianych jedynie w zgrabny fartuszek, którego tylne części ograniczały się do wiązanych na plecach paseczków.
Wyrwawszy się spod łapsk brata poczuł wibracje w okolicach kieszeni spodni, toteż zerknął kątem oka na telefon, by następnie wcisnąć go z powrotem w odmęty przepastnych schowków na wszystko, co musi być pod ręką i zaćwierkał wyrzucając definitywnie za dużo słów przy zbyt małej ilości tlenu i jeszcze krótszym czasie.
- Dzięki za gościnę, wzywają mnie do papieżomobilu, ide uratować świat, ciasto zaraz obryzgnie Ci kafelki i będziesz to szorował szczoteczką do zębów, spróbuj zrobić to moją a następnego dnia znajdziesz ją w swoim tyłku, będę jak wrócę. – Pstryknąwszy brata w czoło podreptał w strone wyjścia i, założywszy buty, opuścił przytulne gniazdko.

zt

_________________

Hi

What if I can't forget you?
I'll burn your name into my throat.
I'll be the fire that will catch you.
What's so good about picking up the pieces?
None of the colors ever light up anymore in this home.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Arrow Street 402c   

Powrót do góry Go down
 
Arrow Street 402c
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
centrum miasta
 :: Apartamentowce
-
Skocz do: