IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Uliczka

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Cas
Paser

avatar

Liczba postów : 53
Dołączył : 17/09/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry.
Godność : Casimir Meier.
Wiek : 25.
Zawód : Paser.
Wzrost i waga : 166 cm, 55 kg.
Znaki szczególne : Niski, chudy jak badyl i jakiś taki wypłowiały; ukruszone zęby: górna dwójka i kawałek jedynki; śmierdzi trochę (najczęściej potem, alkoholem i kiepskim tytoniem).
Aktualny ubiór : Buty na płaskiej podeszwie, znoszone spodnie, gładka koszulka, cienka bluza z kapturem i rozpięta kurtka, wszystko w odcieniach spranej czerni.
Ekwipunek : Telefon, klucze, jakieś drobne, składany nóż.
Multikonta : Mel, Red, Alexis.

PisanieTemat: Uliczka   Czw Paź 17, 2013 2:40 pm

Kawałek chodnika na tyłach ściśniętych gęsto starych bloków. Pozbawione okien ściany, prowadzące nie wiadomo dokąd drzwi, wysypujące się z kontenerów śmieci... Urokliwa slumsowa atmosfera. Uliczka z jednej strony prowadzi dalej w głąb zaniedbanego osiedla mieszkaniowego, z drugiej otwiera się na ulicę, wzdłuż której w dziesięć minut szybkiego spaceru można dotrzeć do trochę bardziej cywilizowanych części miasta.

_________________
you'll be a man, boy
but for now it's time to run, it's time to run
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mel
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 16
Dołączył : 12/10/2013

Godność : Mel Bailey.
Wiek : 26.
Zawód : Pożal-się-boże-student, zawodowy nierób.
Wzrost i waga : 172 cm, 53 kg.
Znaki szczególne : Bliżej nieokreślona płeć; mnóstwo blizn pod ubraniem.
Aktualny ubiór : O rozmiar za duże szare trampki, czarne dżinsy, koszula w niebiesko-burą kratkę.
Ekwipunek : Nic.
Obrażenia : „Kac” po ecstasy, masa świeżych, płytkich ran ciętych na udach.
Multikonta : Cas, Red, Alexis.

PisanieTemat: Re: Uliczka   Czw Paź 17, 2013 2:41 pm

Snuła się chodnikiem, krok za krokiem powłócząc nogami, tak blisko ściany jednego z bloków, że prawie ocierała się ramieniem o beton. Szła powoli, jakby niechętnie, z rękami wciśniętymi głęboko w kieszenie kurtki, szurając butami o chodnik, za leniwa, żeby jak normalny człowiek podnieść nogę i zrobić przyzwoity krok. Siąpił deszczyk, drobny, ale zauważalny, a że nie miała parasola ani nawet kaptura, co jakiś czas potrząsała gwałtownie głową — wilgotne włosy odlepiały się wtedy od czoła i odsuwały sprzed oczu, na chwilę odsłaniając jej widok. Inna sprawa, że w najbliższej okolicy nie było absolutnie nic ciekawego do zobaczenia, wobec czego głównie wlepiała spojrzenie w swoje uświnione błotem i bóg wie czym jeszcze buty, podnosząc wzrok tylko od czasu do czasu, żeby upewnić się, czy nie rozpędziła się i nie minęła aby miejsca, gdzie trzeba było zakręcić.
Zobaczyła go właśnie w jednej z takich chwil, jeszcze zanim on ją wypatrzył. Z wrażenia mało nie potknęła się o własne nogi; oparła się dłonią o ścianę i zastygła w bezruchu jak królik schwytany w światła reflektorów. Zmrużyła ślepia, próbując przez półmrok i deszcz dostrzec, czy to na sto procent on, ale jakżeby mogła nie mieć racji, ten niebieski czerep był przecież nie do pomylenia, poza tym co jak co, ale wzrok miała niezły — w rozpoznawaniu swoich byłych na odległość do pięćdziesięciu metrów była istną mistrzynią. Stała przez chwilę, gryząc dolną wargę, kołysząc się lekko w przód i w tył i myśląc, ale szybko podjęła decyzję. Ruszyła w jego stronę szybkim, zdecydowanym krokiem, zupełnie innym niż to niezborne snucie, które uskuteczniała jeszcze kilka minut temu, jakby strasznie jej się do niego spieszyło — na tyle, że ostatnie kilka metrów przebyła truchtem, prawie biegiem, jakby chciała z rozpędu rzucić mu się na szyję, i być może taki właśnie był jej zamiar, ale zrezygnowała z niego w ostatniej chwili i koniec końców po prostu stanęła przed Kenziem jak słup. Zadarła łeb nieco do góry — był od niej przecież wyższy, i to o ponad pół głowy — i wlepiła w jego twarz to nachalne spojrzenie, w którym tak się specjalizowała, puste, pozbawione właściwie jakichkolwiek emocji, ale bardzo intensywne i nie wiadomo czemu strasznie natrętne.
— Cześć, Niklaus — powiedziała, każdą głoskę wymawiając bardzo uważnie, a potem natychmiast uciekła wzrokiem, jakby w jednej chwili opuściła ją cała odwaga. Wbiła ręce jeszcze głębiej w kieszenie, garbiąc się trochę, i podjęła uważną obserwację jego butów.
— Jak leci? — wymamrotała po chwili, tak cicho, że równie dobrze mógł uznać, że się przesłyszał.

_________________

traktuj mnie źle, tak jak zawsze mnie traktujesz
bo kiedy cię nie ma jest jeszcze gorzej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MacKenzie
Mechanik

avatar

Liczba postów : 105
Dołączył : 16/09/2013

Godność : Niklaus Schneider
Wiek : 26-28, trudno stwierdzić;
Zawód : mechanik; a to ci niespodzianka, no nie?
Orientacja : straight as duck
Partner : lewarek, kierfa;
Wzrost i waga : 186 cm | 76-9 kg
Znaki szczególne : blizna przecinająca brew; czupryna wpadająca barwą w granat; intensywnie niebieskie tęczówki; aparycją aż nazbyt prezentuje się jak zapyziały bezdomny; generalnie całkiem ruchable, no nie? taki nieco powycierany życiowo, zniechęcony życiem... z trzydniowym zarostem;
Aktualny ubiór : Zadziwiająco czysty i niepognieciony biały podkoszulek, czarna skórzana kurtka, ciemne powycierane jeansy zapięte sporym skórzanym czarnym paskiem, zapinany metalową klamrą, wysokie brązowe oficerki do połowy łydki.
Ekwipunek : obdrapana zapalniczka; pęk kluczy; dokumenty; pieniądze;
Multikonta : Sparky

PisanieTemat: Re: Uliczka   Czw Paź 17, 2013 4:03 pm

Ledwie zdążył wyściubić nos z mieszkania, gdzie humor miał przedni, już pieprzona pogoda przywróciła niezmiennie paskudny wyraz niezadowolenia na jego mordzie.
-Scheiße - warknął ochryple zerkając w górę i zaraz przymykając jedno oko, kiedy wpadła w nie kropla deszczu. Wystarczyłoby wrócić do Billy'ego, tego cholernego lesera, który wymusił nim odwiedziny, zamiast samemu pofatygować się do warsztatu. Mógł się po prostu cofnąć i podwędzić mu parasol, ale nie miał ochoty na zabawę w uprzejmości, a pakowanie mu się ponownie do mieszkania prawdopodobnie by się z tym łączyło. Pozostawało mu więc wykorzystanie kaptura, ale uznał, że to jeszcze nie moment, w którym przeszkadza mu siąpiący deszcz. Z cukru nie był, więc osłonka była zbyteczna, ale to nie zmieniało faktu, że nie w smak mu było przebieranie się, kiedy już doczłapie się z powrotem do mieszkania. Ostatecznie wzruszył barkami sam do siebie i wcisnął dłonie w kieszenie spodni, by ruszyć wolnym, niemalże nonszalancko zrezygnowanym krokiem przed siebie. Raczej nie podejrzewał teraz, że zmuszony będzie ponownie bez sensu otwierać gębę częściej, niż było to konieczne i to był błąd w jego rozumowaniu.
W pierwszym momencie nie zwrócił większej uwagi na zbliżającą się w zastraszającym tempie drobną postać, a przynajmniej nie na tyle, by obeszła go obecność drugiego człowieka w odległości dwudziestu metrów. Gdyby zbliżyła się zanadto, pewnie instynktownie wykonałby unik i ruszył w swoją stronę, nie zaprzątając sobie głowy tym losowym zdarzeniem, lecz nim zdołał przemyśleć dokładniej konsekwencje swojej decyzji, domniemany nieznajomy znalazł się tuż przy nim, wymuszając machinalne osunięcie się na powrót na piętę. Zmrużył powieki w bezwarunkowym odruchu, przypatrując się błękitnymi ślepiami osobie, która na domiar złego nie była mu taka znowu nieznana. Wystarczyło usłyszeć własne imię wypowiedziane głosem, który nie tak dawno słyszał niemal każdego dnia i powoli zarysował mu się w czerepie odpowiedni obrazek.
- Melanie - wyrzucił z siebie zdawkowo, jak gdyby mówienie tego na głos było wyczerpujące. I pewnie było, co dało się wywnioskować z wyraźnej niechęci bijącej z jego twarzy. - Tylko ciebie tu brakowało - syknął sam do siebie i spojrzał w odległy punkt nad jej głową, mając nadzieję, że kiedy ponownie wróci do niej spojrzeniem, dziewczyny tam nie będzie. Na próżno, psia mać. Nie miał chęci na użeranie się z nią, zbyt wiele czasu już poświęcił tej małej cholerze.
- Wspaniale - odparł krótko głosem przesiąkniętym znużeniem i sprawnie ją wyminął. - To do zobaczenia - rzucił, sprawnie wznawiając przymusową przebieżkę. Nie oglądał się nawet przez ramię, zamiast tego uniósł do góry dłoń, jakby dodatkowo chciał ją pożegnać. Prawdopodobnie zachował się jak ostatni bydlak, ale niewiele go teraz obchodziło. Może prócz deszczu, który niestety nie zamierzał dać mu spokoju. Kenzie narzucił więc kaptur na łeb i wsunął ręce dla odmiany do kieszeni bluzy, przystając jedynie na moment, by poprawić trampka, który najwyraźniej planował zsunąć się z jego stopy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mel
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 16
Dołączył : 12/10/2013

Godność : Mel Bailey.
Wiek : 26.
Zawód : Pożal-się-boże-student, zawodowy nierób.
Wzrost i waga : 172 cm, 53 kg.
Znaki szczególne : Bliżej nieokreślona płeć; mnóstwo blizn pod ubraniem.
Aktualny ubiór : O rozmiar za duże szare trampki, czarne dżinsy, koszula w niebiesko-burą kratkę.
Ekwipunek : Nic.
Obrażenia : „Kac” po ecstasy, masa świeżych, płytkich ran ciętych na udach.
Multikonta : Cas, Red, Alexis.

PisanieTemat: Re: Uliczka   Czw Paź 17, 2013 6:52 pm

Nie zamierzała dać się spławić, o nie. Nie ona. Co prawda pozwoliła mu się ominąć, ale zaraz obróciła się na pięcie i podreptała za nim, bez wahania, bez chwili zastanowienia i bez najmniejszego zainteresowania jego reakcją. Dogoniła go w moment, chociaż kroki sadził wielkie jak zwykle i musiała energicznie przebierać nogami, żeby nadążyć; zrównała się z nim, przez chwilę nawet prawie go wyprzedzała, ale zaraz zajęła strategiczne miejsce krok w lewo i pół kroku za nim i tak już szła, nie zwracając uwagi na to, że ewidentnie próbował się jej pozbyć. Nie powinno to zresztą być dla niego żadnym zaskoczeniem, znał ją przecież nie od dzisiaj.
— To miło — odpowiedziała, i zabrzmiało to, jakby faktycznie tak uważała — chociaż z drugiej strony wszystko, co mówiła, tak brzmiało. Zamilkła na chwilę, ale bynajmniej nie znaczyło to, że da mu spokój, wręcz przeciwnie; zaczęła grać z nim (czy też raczej — grać nim, brał bowiem udział jako obiekt, nie jako pełnoprawny uczestnik) w kolejną ze swoich ulubionych małych gier. Ta polegała na patrzeniu na niego tak przenikliwie jak to tylko możliwe, jakby chciała zajrzeć mu głęboko w duszę i wyczytać z niej wszystkie tajemnice, ale tylko kiedy on nie patrzył, wtedy bowiem natychmiast uciekała wzrokiem w kompletnie przeciwną stronę. Zabawiała się tak, patrząc to na jego ucho, to na ścianę bloku, to na jego ramię, to na chodnik pod nogami, to na jego włosy, to na mijaną właśnie latarnię, aż jej się nie znudziło, czyli jakieś czterdzieści sekund; potem odezwała się znowu.
— U mnie też — poinformowała go nieproszona, odgarniając z czoła mokre włosy. — No, może nie wspaniale, ale całkiem dobrze. Mhm, kończę studia w tym roku. Mam już załatwioną pracę. Poznałam takiego chłopaka... — wyliczała niby z pamięci, w istocie z głowy, lekko i swobodnie wymyślając sobie na bieżąco ostatnie kilka miesięcy życia. Prawdę mówiąc nie było u niej tak różowo, wręcz dokładnie odwrotnie, ale po co go miała zanudzać rzewnymi historiami o poprawkach, szpitalach i kolejnych burzliwych związkach?
— Moja matka nie żyje — dodała obojętnie po chwili zastanowienia. — No, ale to nieważne — przerwała sama sobie i znowu łypnęła w bok, mierząc wzrokiem lewy profil Kenziego; jej zdaniem, ten lepszy. Chociaż w ogóle oba profile miał niczego sobie. — Dokąd idziemy? — zainteresowała się nagle.

_________________

traktuj mnie źle, tak jak zawsze mnie traktujesz
bo kiedy cię nie ma jest jeszcze gorzej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MacKenzie
Mechanik

avatar

Liczba postów : 105
Dołączył : 16/09/2013

Godność : Niklaus Schneider
Wiek : 26-28, trudno stwierdzić;
Zawód : mechanik; a to ci niespodzianka, no nie?
Orientacja : straight as duck
Partner : lewarek, kierfa;
Wzrost i waga : 186 cm | 76-9 kg
Znaki szczególne : blizna przecinająca brew; czupryna wpadająca barwą w granat; intensywnie niebieskie tęczówki; aparycją aż nazbyt prezentuje się jak zapyziały bezdomny; generalnie całkiem ruchable, no nie? taki nieco powycierany życiowo, zniechęcony życiem... z trzydniowym zarostem;
Aktualny ubiór : Zadziwiająco czysty i niepognieciony biały podkoszulek, czarna skórzana kurtka, ciemne powycierane jeansy zapięte sporym skórzanym czarnym paskiem, zapinany metalową klamrą, wysokie brązowe oficerki do połowy łydki.
Ekwipunek : obdrapana zapalniczka; pęk kluczy; dokumenty; pieniądze;
Multikonta : Sparky

PisanieTemat: Re: Uliczka   Czw Paź 17, 2013 9:30 pm

Powinien się był spodziewać, że właśnie tak się to skończy... Możliwe, że to przewidział, ale w odruchu niemal desperacji postanowił zdusić w zarodku jej zainteresowanie swoją osobą, modląc się w duchu, że naprawdę da sobie spokój. Gdy jednak chwilę później usłyszał tuż za sobą kroki, z jego ust wydobyła się cicha wiązanka niemieckich przekleństw. Nie sposób było dziwić się tej reakcji, choć po prawdzie sam do tego doprowadził. Najwyraźniej zdołał zatrzeć nieco w pamięci kilka faktów na temat dziewczyny - jej się nie dało pozbyć z taką łatwością, a Kenziemu nie w smak było szarpać się z nią na środku ulicy wyłącznie po to, by dać jej znać, jak niewielką ma ochotę na spędzanie z nią czasu.
- Mh - wyrzucił z siebie tę namiastkę odpowiedzi i mechanicznie przyspieszył kroku, za wszelką cenę starając się nie zważać na jej dociekliwe spojrzenie. Omijał ją wzrokiem z niesamowitą wprawą, ale wyraźnie czuł na sobie te jej dwa bajorka. Odruchowo poprawił kaptur, starając się uniemożliwić jej to natarczywe przypatrywanie się, jak gdyby był bóg wie jakim dziełem w muzeum, czy interesującym zjawiskiem, które oglądało się przez lupę. Raz nawet przystanął, cholera, wiedziony przeczuciem, że jeżeli tylko zgromi ją wzrokiem, ta odwróci się na pięcie i podrepcze w odwrotnym kierunku, ale były to tylko czcze marzenia. Mel niestrudzenie podążała u jego boku, więc pozostawało mu jedynie zgubienie jej. Gdyby tylko odwrócił jej uwagę... Szlag by to trafił, czemu w ogóle zastanawiał się nad odstawianiem takich cyrków?
- Yhy, co ty nie powiesz... - skwitował, nawet nie kryjąc, że w najmniejszym stopniu nie obchodziło go jej życie. Nie miał interesu w słuchaniu tych bzdur, ale jednym uchem zmuszony był do rejestrowania tej jej niemal wyuczonej prawdopodobnie regułki. Nie miał dowodów, że dziewczyna wymyśla to na poczekaniu, ale też nie ufał jej tak stuprocentowo. Wielokrotnie przejechał się na wierze w jej durne historyjki, więc ostatecznie zaczął podchodzić do tego z dystansem, a teraz mógł jedynie przybierać coraz to ciekawsze niezadowolone miny.
- Co? - Raptownie przystanął. Wciąż za nic miał jej istnienie, ale był jednak człowiekiem i nie potrafił przewidzieć swoich reakcji. A ona wyjeżdża jak gdyby nigdy nic ze śmiercią matki! Jasna cholera, z nią to tak zawsze! - Verflucht - splunął siarczyście i przez raptem parę sekund gapił się na nią jak ciele w malowane wrota, przy okazji pocierając stopą łydkę drugiej nogi, ale zaraz ruszył dalej. Jedyne, co go zastanawiało to to, czy dziewczyna robiła to naumyślnie, czy nieświadomie sprowadzała rozmowy na takie tory? - Ja idę do siebie - burknął mimo wszystko niezbyt przyjaźnie i zaraz westchnął, wyciągając z kieszeni zapalniczkę, którą zaczął rytmicznie i nerwowo otwierać, a następnie zamykać. Paliwo się skończyło, a nie miał okazji go napełnić, więc teraz przedmiot służył do odstresowania się. Przy okazji miał okazję pozbierać myśli, bo zaraz łypnął na nią przelotnie, bez żadnej emocji malującej się na twarzy. - Kiedy twoja matka... no wiesz... - kopnęła w kalendarz? Wyrzucił to z siebie znowu z ogromnym trudem. Nie chciał o tym gadać, ale kurde, nie mógłby sobie darować. Przyzwoitość wymagała, czy ki dziadostwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mel
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 16
Dołączył : 12/10/2013

Godność : Mel Bailey.
Wiek : 26.
Zawód : Pożal-się-boże-student, zawodowy nierób.
Wzrost i waga : 172 cm, 53 kg.
Znaki szczególne : Bliżej nieokreślona płeć; mnóstwo blizn pod ubraniem.
Aktualny ubiór : O rozmiar za duże szare trampki, czarne dżinsy, koszula w niebiesko-burą kratkę.
Ekwipunek : Nic.
Obrażenia : „Kac” po ecstasy, masa świeżych, płytkich ran ciętych na udach.
Multikonta : Cas, Red, Alexis.

PisanieTemat: Re: Uliczka   Pią Paź 18, 2013 6:41 pm

Triumfowała, słysząc jego przekleństwa, znosząc jego spojrzenie w obojętnej ciszy, z wzrokiem teatralnie odwróconym gdzieś na bok, widząc jego minę tylko kątem oka. Chodziło jej dokładnie o to — o zwrócenie na chwilę jego uwagi tylko i wyłącznie na siebie — a że przyszło jej w tym celu uśmiercić własną matkę, cóż, nie takie zbrodnie już popełniała na potrzeby jednej czy dwóch rozmów. W istocie jej rodzicielka miała się zupełnie dobrze, w tej konkretnej chwili zapewne robiła sobie herbatę albo może kładła się wcześniej spać i nie miała oczywiście pojęcia o tym, że córeczka odesłała ją do krainy wiecznych łowów, w dodatku w jednym krótkim zdaniu.
— Uhm — skwitowała niezbyt elokwentnie. Podążyła oczywiście za nim, kiedy już skończył jej się przyglądać, i dreptała teraz nieco bliżej niż poprzednio; gdyby nagle przystanął, prawie na pewno by na niego wpadła. — Dalej mieszkasz tam, gdzie wcześniej? — spytała, nie oczekując w zasadzie odpowiedzi. Gdyby się przeprowadził, pewnie szybko by się o tym dowiedziała — wypytywała o niego (i nie tylko niego) wspólnych znajomych z zastraszającą regularnością, zupełnie nieprzystojącą osobie, która jeszcze nie tak dawno zarzekała się, że nie chce go już nigdy więcej widzieć na oczy.
Długo nie odpowiadała na jego pytanie, tak długo, że mógł się nawet zacząć zastanawiać, czy aby na pewno je usłyszała i zrozumiała. Jak najbardziej — zastanawiała się po prostu. Nawet nie nad tym, co dokładnie mu powiedzieć, bo to, jak zwykle, przyszłoby samo, dokładnie w chwili, kiedy nabrałaby powietrza; chodziło raczej o to, że coś w tym pytaniu (może ton głosu, może ewidentna trudność, z jaką mu przyszło) kazało jej przez chwilę pomyśleć o tym, co właściwie mu powiedziała. Skłamała bezwiednie, nawet nie orientując się do końca, co mówi, i dopiero teraz to sobie uświadomiła. W zasadzie, gdyby chciała, mogłaby to jeszcze odkręcić, ale... Co tam. Wzruszyła ramionami, zarówno mentalnie, jak i fizycznie, zupełnie widocznie, jeszcze umacniając wrażenie obojętności i jakiejś takiej nonszalancji, jakby los matki nie mógł jej mniej obchodzić. W zasadzie nie byłoby to niczym dziwnym, nie miały najlepszych relacji i nawet Kenzie to wiedział, choć Melanie o swojej rodzinie zawsze mówiła bardzo niechętnie.
— W tym tygodniu — rzuciła w końcu, jakoś tak cicho, ale wciąż bez większych emocji. Kopnęła leżący na chodniku kapsel od piwa; nie trafiła. — Pogrzeb jest jutro. Mhm. W południe.

_________________

traktuj mnie źle, tak jak zawsze mnie traktujesz
bo kiedy cię nie ma jest jeszcze gorzej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MacKenzie
Mechanik

avatar

Liczba postów : 105
Dołączył : 16/09/2013

Godność : Niklaus Schneider
Wiek : 26-28, trudno stwierdzić;
Zawód : mechanik; a to ci niespodzianka, no nie?
Orientacja : straight as duck
Partner : lewarek, kierfa;
Wzrost i waga : 186 cm | 76-9 kg
Znaki szczególne : blizna przecinająca brew; czupryna wpadająca barwą w granat; intensywnie niebieskie tęczówki; aparycją aż nazbyt prezentuje się jak zapyziały bezdomny; generalnie całkiem ruchable, no nie? taki nieco powycierany życiowo, zniechęcony życiem... z trzydniowym zarostem;
Aktualny ubiór : Zadziwiająco czysty i niepognieciony biały podkoszulek, czarna skórzana kurtka, ciemne powycierane jeansy zapięte sporym skórzanym czarnym paskiem, zapinany metalową klamrą, wysokie brązowe oficerki do połowy łydki.
Ekwipunek : obdrapana zapalniczka; pęk kluczy; dokumenty; pieniądze;
Multikonta : Sparky

PisanieTemat: Re: Uliczka   Pią Paź 18, 2013 9:11 pm

Był idiotą wierząc, że dziewczyna nie mogła posunąć się do naumyślnego uśmiercenia matki w swojej głowie, wyłącznie z powodu... Cholera ją wie, chyba nawet nie podejrzewałby, że chęć bycia taką za przeproszeniem attention whore popchnęłaby ją do takich słów. Szczęście w nieszczęściu, iż zadecydowała nie prostować wypowiedzianych przez siebie słów, bo mężczyzna gotów byłby zrobić jej krzywdę za tę psychiczną udrękę jaką mu serwowała. Pomyślałby kto, że mogłaby przynajmniej udawać, że kieruje się namiastką sentymentu, skoro jednak byli ze sobą przez jakiś czas i z początku wszystko układało się poprawnie. Choć poprawnie to dość niefortunne określenie, kiedy miało się przed oczyma tę dwójkę.
- Ta - wymruczał odpowiedź od niechcenia, całkowicie na odczepnego, ale Melanie najwyraźniej nie zamierzała ciągnąć go za język, co przyjął ze swoistą ulgą. Kłamstwo nie wchodziło w grę; w końcu nie mógł odciągnąć jej na drugi koniec miasta tylko po to, by wracać z powrotem pod własny adres. Był prawie pewien, że dziewczyna w dalszym ciągu śledziłaby go jak pies. Może faktycznie winien zaopatrzyć się w jakiś maleńki rewolwer, nawet niekoniecznie działający, ale na tyle realistyczny, by ewentualnie odstraszyć jakąś natrętną muchę?
Czas dłużył mi się niemiłosiernie kiedy jego niesławna eks milczała i milczała. Brała go chęć, by powtórzyć pytanie, ale ilekroć rzucał na nią okiem na ułamek sekundy, zaraz rezygnował. Mogłoby stworzyć to złudne wrażenie, że interesowały go jej zmartwienia, choć w rzeczywistości daleko mu było do tego było. Upewniał więc sam siebie, że milczenie wynikało z trudności mówienia o zmarłej matce, nawet jeżeli dobrze wiedział, że nie łączyły ją z Mel ogromne zażyłości. Ale nawet te jawne kłamstwo było lepsze niż domysły. Starał się zająć głowę czymś innym, aczkolwiek niewiele przychodziło do głowy. Może jednak powiedzieć jej wprost, żeby sobie poszła...? Nie powinno jej to dziwić, nawet gdy byli razem, Kenzie nie kwapił się do okazywania jej mnogości uczuć, bo to po prostu nie było w jego stylu. Byli razem - fajnie. Rozstali się - mniej fajnie, zwłaszcza, że to ona wypieprzyła go ze swojego życia niczym nudną zabawkę, ale generalnie nie miał w zamiarze robienia z tego tragedii.
- Aha - odpowiedź zawisła między nimi, poprzedzając kolejną ciszę, do której doprowadził całkiem nienaumyślnie, podczas gdy Niklaus rozważał, co jeszcze mógłby jej rzec. Słowa pocieszenia odpadały; w dalszym ciągu miał do niej żal, że pod koniec bajki okazała się stuknięta, a i nigdy nie był zbyt dobry w służeniu za poduszkę do wypłakania. Choć ta tutaj nie wyglądała na potrzebującą. - I co teraz? - Dopiero wtedy ponownie przystanął i odwrócił się do niej przodem, powodując okazjonalne zderzenie, ale odruchowo zapobiegł większym szkodom, zaciskając dłoń na jej ramieniu, by ją podtrzymać. Ręka bardzo szybko na powrót znalazła się w jego kieszeni, a mężczyzna stał tak, przypatrując się twarzy, którą jakiś czas temu tak dobrze znał i nieznacznie uniesionymi łukami brwiowymi wyrażał tę imitację ciekawości. Pytania nie skonkretyzował, nie powtarzał się też ani też nie dodawał niczego więcej. Może sam nie bardzo wiedział, czego oczekiwał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mel
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 16
Dołączył : 12/10/2013

Godność : Mel Bailey.
Wiek : 26.
Zawód : Pożal-się-boże-student, zawodowy nierób.
Wzrost i waga : 172 cm, 53 kg.
Znaki szczególne : Bliżej nieokreślona płeć; mnóstwo blizn pod ubraniem.
Aktualny ubiór : O rozmiar za duże szare trampki, czarne dżinsy, koszula w niebiesko-burą kratkę.
Ekwipunek : Nic.
Obrażenia : „Kac” po ecstasy, masa świeżych, płytkich ran ciętych na udach.
Multikonta : Cas, Red, Alexis.

PisanieTemat: Re: Uliczka   Sob Paź 19, 2013 10:40 am

— Co teraz? — powtórzyła, bezwiednie naśladując ton jego głosu. Uparcie wbijała wzrok w jakiś punkt troszkę nad jego lewym ramieniem, z głową lekko przechyloną w tę stronę. Z jej twarzy za cholerę nie dało się wyczytać żadnych jednoznacznych emocji; nie wyglądała jak pogrążone w rozpaczy dziecko, które dopiero co straciło matkę, ale nie była też zupełnie spokojna. Nie podobała jej się ta rozmowa, tak przynajmniej można by wnioskować ze zmarszczonych brwi i lekko przygryzionej dolnej wargi, a jednak nie zamierzała jej ucinać, zaraz bowiem odezwała się z powrotem.
— Teraz? Nie wiem. Szłam dokądś... Ale nieważne. Mhm, teraz chyba pójdę sobie za tobą, dopóki mi się nie znudzi. Albo tobie, ale tobie to chyba już się dawno znudziło, nie? — Wygłosiwszy tę zaskakująco przytomną obserwację, podniosła gwałtownie głowę, spojrzała mu na chwilę prosto w twarz ostrym spojrzeniem, jakby go o coś oskarżając (cholerna wariatka, komu jak komu, ale akurat jemu niewiele mogła mieć do zarzucenia), ale zaraz znowu stchórzyła, odwróciła wzrok, mocniej gryząc wargę. Dobrze zauważył kilka chwil temu: z nią to tak zawsze. Nie było żadnego sensu, żadnej spójności w jej reakcjach, przynajmniej na pierwszy rzut oka wydawały się jakąś losową zbitką odruchów, dokładnie tak, jak było zawsze. Była w tym jakaś paradoksalna stabilność — nigdy się nie wiedziało, czego się po niej spodziewać, ale jeśli znało się ją tak długo jak on, można się do tego było po pewnym czasie przyzwyczaić.
— No więc — powtórzyła po krótkiej chwili — no więc, pójdę za tobą, aż nie każesz mi spierdalać, a potem dokądś tam. Nie wiem jeszcze. Może do domu, może, mhm, może do kogoś, o, czekaj chwileczkę... — urwała w pozornie przypadkowym momencie, wyciągnęła rękę z jednej kieszeni (kurtki) i zaczęła grzebać w drugiej (spodni), ewidentnie w pośpiechu czegoś szukając. Przez chwilę wyglądało to kompletnie absurdalnie, dopóki nie wyjęła telefonu, którego dzwonek, początkowo cichy, stopniowo coraz głośniejszy, zaczął mniej więcej w tej chwili docierać do uszu Kenziego. Gestem wskazała Niklausowi, żeby chwileczkę poczekał, i odebrała.
— Mhm? Cześć, Billy. Co? Tak... Tak, miałam, teraz, jak o tym mówisz, to pamiętam. Nie przyjdę. Sorry. Wpadłam na... — Zerknęła na niego kątem oka, potem znowu odwróciła wzrok. — Uhm. No, nieważne. W każdym razie, tego, do jutra. — I rozłączyła się, nie dając biednemu Billy’emu (z którym najwyraźniej również była dziś umówiona; jaki ten świat mały...) dojść do słowa. Wcisnęła telefon i rękę z powrotem do kieszeni (dwóch różnych).
— No. Przepraszam. W każdym razie... Właśnie to teraz — zakończyła dość kulawo.

_________________

traktuj mnie źle, tak jak zawsze mnie traktujesz
bo kiedy cię nie ma jest jeszcze gorzej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MacKenzie
Mechanik

avatar

Liczba postów : 105
Dołączył : 16/09/2013

Godność : Niklaus Schneider
Wiek : 26-28, trudno stwierdzić;
Zawód : mechanik; a to ci niespodzianka, no nie?
Orientacja : straight as duck
Partner : lewarek, kierfa;
Wzrost i waga : 186 cm | 76-9 kg
Znaki szczególne : blizna przecinająca brew; czupryna wpadająca barwą w granat; intensywnie niebieskie tęczówki; aparycją aż nazbyt prezentuje się jak zapyziały bezdomny; generalnie całkiem ruchable, no nie? taki nieco powycierany życiowo, zniechęcony życiem... z trzydniowym zarostem;
Aktualny ubiór : Zadziwiająco czysty i niepognieciony biały podkoszulek, czarna skórzana kurtka, ciemne powycierane jeansy zapięte sporym skórzanym czarnym paskiem, zapinany metalową klamrą, wysokie brązowe oficerki do połowy łydki.
Ekwipunek : obdrapana zapalniczka; pęk kluczy; dokumenty; pieniądze;
Multikonta : Sparky

PisanieTemat: Re: Uliczka   Sob Paź 19, 2013 2:12 pm

- No? - ponaglił niemrawo, otwierając usta od niechcenia, więc wypowiedziany wyraz zabrzmiał niczym pomruk. Całą swoją postawą nie wykazywał zresztą szczególnego ożywienia; nie sposób było doszukać się w mowie jego ciała nawet udawanego entuzjazmu. Mur, który powstał już jakiś czas temu, w dalszym ciągu był piekielnie trwały.
- Jakbyś zgadła - odparł cicho z równym wczuciem, ale nie opuszczało go wrażenie, że bez względu na jego odpowiedź, a nawet jej brak, dziewczyna i tak zrobiłaby to, co chciała. Do tej pory nie potrzebowała pozwolenia do bycia niepoprawną i nieprzewidywalną. Czemu więc teraz miała posłuchać, nawet jeśli wyraźnie biła od niego awersja? Z drugiej strony, w dalszym ciągu potrafiła zadziwić go czymś, co było oczywiste w swoim paradoksalnym sensie.
Stał więc jak ten słup, wykonując jedynie niepotrzebne gesty jak poprawienie jakiegoś fragmentu materiału, otarcie zimnej kropli z nosa przy pomocy grzbietu dłoni lub bezcelowe zerkanie ponad nią, obok niej, czy gdziekolwiek indziej, byle tylko nie utrzymać dlugiego kontaktu wzrokowego, nie prowokować, nie kusić losu. Bycie aspołecznym utrudniało funkcjonowanie, ale przecież kiedyś potrafili wzajemnie się znosić.
- Świetnie. - Wzruszył barkami spoglądając przez moment na telefon, po czym przeniósł niebieskie tęczówki na jego właścicielkę, wypuszczając powietrze z ust. Jeszcze chwila i całkowicie skapituluje, a przecież równie dobrze teraz mógł odwrócić się na pięcie i odejść, zostawiając ją samą sobie. Oczywiście, podążyłaby za nim, ale zyskałby ze dwie minuty spokoju i skombinował jakiś chytry plan spławienia jej. Teraz przyszło mu do głowy, że może powrót do domu nie był tak dobrym pomysłem? Wlec się z nią na powrót do mieszkania? Idiotyzm.
Zdążył zaledwie odwrócić się bokiem do dziewczyny, kiedy ta skończyła rozmowę i zawisł tak w niewygodnej pozycji, z głową przekręconą na bok i wyrazem twarzy mówiącym dlaczego ja?
- A.
Niezręczność chwili dawała mu się we znaki, więc gdy wznowił kroki, z wysiłkiem wyrzucił z siebie dłuższe zdanie.
- Cokolwiek, poczekam aż ci się znudzi - oznajmił ni stąd ni zowąd pogodzony z losem, ale nie skierował się wraz z nią do mieszkania, tylko do warsztatu. Może praca ułatwi mu ignorowanie jej obecności...


    zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: Re: Uliczka   Sob Lis 02, 2013 6:36 pm

Szef mnie chyba naprawdę nie lubi...
"Odkryłaś Amerykę."
Jesteśmy w Ameryce, durna.
"Nie pyskuj."

Westchnęła głośno, przechadzając się chodnikiem. Bezśpiesznie, bezmyślnie, a nawet i bezcelowo stawiała kroki, postukując podeszwami butów o kostkę brukową, prowadząc się tam, gdzie na pewno nie powinna była się zapuszczać.
Jak już wspominałam, ta wycieczka odbywała się bez ni chwili pomyślunku, więc jasnym było, iż wreszcie trafi w nieodpowiednie miejsce, do tego o nieodpowiedniej porze. Słońce chyliło się ku zachodowi, a niebo właśnie chciało gasić światła - niegwałtownie, aczkolwiek prędko. Gdy ciemność dała się we znaki, a jedynym źródełkiem pozwalającym na dostrzeżenie czegokolwiek stała się ledwo dająca radę spełniać swą rolę lampa uliczna, zaczęła się zastanawiać, co w nią właściwie wstąpiło, żeby tu przychodzić. I dlaczego w ogóle minęła swój przytulny domek, skoro na pewno miała go po drodze, a nic ciekawego do roboty się już jej znaleźć nie miało (no, przynajmniej w ciągu tego dnia. Przecież wyczerpała limit na spotkania ze znajomymi).
Ale po co wpadać w panikę? W końcu, pomimo paskudnego wyglądu, okolica ta była często przez nią odwiedzaną, tak więc bezproblemowo mogła trafić z niej do bardziej swojskich okolic. Tak więc spokojnie szła dalej, tylko czasem zerkając na powyginane drogowskazy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sparky
Badass Chihuahua

avatar

Liczba postów : 32
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Colette Pandora Sparkling (Acciai do niedawna)
Wiek : 24 lata.
Zawód : Właścicielka kawiarni.
Orientacja : Heteroseksualna.
Partner : Butelka szkockiej, ciastka, fastfoody i okazjonalnie jakaś zapijaczona morda w klubie, nim obije jej właściciela za pchanie jej łap tam, gdzie nie wolno.
Wzrost i waga : 165 cm || 53 kg
Znaki szczególne : płeć bliżej nieokreślona na pierwszy rzut oka; czerwone pasemka; intensywnie czerwone szkła kontaktowe; tatuaż za uchem;
Aktualny ubiór : uuum. ~
Ekwipunek : Telefon z przywieszką w kształcie głowy zombie + zestaw słuchawkowy, portfel, piersiówka 240ml, pudełko Lucky Strike Additive Free Red + czerwona zippo z podobizną smoka, miętowe gumy do żucia.
Multikonta : Nazi Kaczka z Hivem. c:

PisanieTemat: Re: Uliczka   Sob Lis 02, 2013 7:14 pm

Prócz niemożliwie głośnej muzyki dudniącej w uszach niczym podczas koncertu rockowego, do dziewczyny nie docierał żaden, najmniejszy nawet dźwięk. Skrupulatnie postarała się o to, by nic ani nikt nie przerwał jej tego spaceru, skoro już wymusiła na sobie pójście piechotą. Branie samochodu wiązałoby się ze znacznie szybszym dotarciem do celu, jednak raz na jakiś czas przydawało jej się spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu. W tym wypadku świeżość była tylko względna, ale to nie przeszkadzało Colette, która zdołała już przywyknąć do wad sporych miast. Jedynym pocieszeniem stanowił fakt bycia anonimową. Jak najdłużej starała się zachować taki stan rzeczy, więc nawet jeśli ktokolwiek mógłby ją poznać i chcieć zaczepić, odstraszyłaby go obojętna na wszystko postawa kobiety. Nie podejrzewała, by wracając do domu otarła się o jakąś żywą duszę, co wprawiało ją w niezmierne zadowolenie.
Szła wolnym krokiem, przewrotnie do rytmu muzyki, nie zwracając praktycznie na nic uwagi. Po jakimś czasie wysupłała z kieszeni opakowanie papierosów wraz z zapalniczką, po czym po kilku chwilach delektowała się truskawkowym paskudztwem, które powoli wyniszczało jej płuca. Świetnie.~
Właśnie zaciągnęła się po raz kolejny i wypuściła dym przez usta z cichym pomrukiem aprobaty, kiedy jej wzrok przyciągnął dziwnie zachowujący się mężczyzna. Była przekonana, że szedł przed nią od pewnego czasu, jednak do tej pory nie zwracała na niego uwagi. Dopiero gdy ten po raz trzeci zatrzymał się w kompletnie randomowym miejscu, rozejrzał na boki mało dyskretnie i po chwili ruszył dalej, Sparky z zainteresowaniem zaczęła śledzić jego poczynania. Wyglądało to niemal... jakby za kimś szedł, o czym zorientowała się kiedy ujrzała drepczącą kilka metrów dalej niebieskowłosą istotkę. Nie sprawiała wrażenia świadomej, że jakiś podejrzany typek idzie za nią i zatrzymuje się dokładnie w tych samych momentach, odwracając się na tyle, by nikt nie zdołał dojrzeć jego twarzy.
Miasto wykolejeńców...
Nie zamierzała się tym interesować, w końcu to nie była jej sprawa. Nie było na tyle późno, by dziewczyna nie dała sobie rady sama, a Colette nie miała weny na bawienie się super bohatera... Mimo wszystko nie spuszczała wzroku to z błękitnowłosej to z mężczyzny, jak gdyby chciała znaleźć powód, dla którego winna się poświęcać. Równie dobrze mogło jej się po prostu wydawać, w końcu życie nie było tanim sitcomem... Mimo tego zbieg okoliczności nie dawał jej spokoju. Kilka kroków zajęło jej zsunięcie słuchawek z uszu, zaciągnięcie się raz jeszcze papierosem, a następnie zrzucenie go na ziemię, przydeptując podeszwą. Poprawiła czapkę na głowie i westchnęła cicho, unosząc palce do ust. Zaraz po tym rozległ się przeciągły gwizd.
- Hej, młoda! - krzyknęła donośnie do dziewczyny, jednocześnie rejestrując moment, w którym gość przystanął i odwrócił się zdezorientowany. Sparky nie dała po sobie poznać, że podejrzewała go o szemrane zapędy. Ruszyła po prostu przed siebie, wymijając go zgrabnie i sycząc odruchowo gdy znalazła się tuż obok, a następnie dogoniła nieświadomą niczego panienkę, przygarniając ją do siebie ramieniem. - Nie próbuj krzyczeć, bo sobie pójdę i skończysz jako aktorka tanich filmów porno z udziałem innych dwunastolatek - oznajmiła, klepiąc ją po ramieniu. Odwróciła się przez ramię na mężczyznę, w dalszym ciągu stojącego jak oniemiały i klepnęła niebieskowłosą po ramieniu, patrząc przed siebie. Dla postronnego widza wyglądało to, jakby się znały. I to wystarczyło.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: Re: Uliczka   Sob Lis 02, 2013 7:59 pm

Oczywiście, że nic nie podejrzewała. Czego można się było spodziewać po tak idiotycznej istotce, jaką była Mio? Nie wiedziała, co się wokół niej dzieje, nie rozumiała, o co w ogóle chodziło z niebezpieczeństwem wieczorem i pedofilami na drogach. W końcu na drogach byli piraci, chociaż ich miejscem były morza i oceany. Może na asfalcie mieli więcej rumu? A może po prostu tak się mówiło? Grunt, że nie widziała żadnego stręczyciela, bo oczu z tyłu głowy nie miała.
"Hej, młoda!"
Zatrzymała się nagle, ale ani pomyślała, żeby się odwrócić. W końcu... po co? Co, jak za nią stał potwór? Grzecznie poczekała, aż nieznajoma osóbka do niej podeszła, z czystej ciekawości, kto to taki, aż nagle... BADUM! Zupełnie nie zrozumiała przekazu padającego z ust obcego młodzieńca (znaczy, panienki, ale tsiii), dopóki nie zerknęła przez ramię, nieomal piszcząc z przerażenia na widok obcego faceta. Spojrzała na dłoń ułożoną na różu sweterka, a następnie na twarz jej posiadacza, która nie wyglądała zbyt przyjaźnie, aczkolwiek nie mogła nie unieść kącików ust w górę i pozwolić sobie uczepić się materiału odzienia dziewcz... chłopca. I TAK, ZARUMIENIŁA SIĘ.
- Dzię... dziękuję za pomoc, paniczu... - szepnęła nagle, spoglądając na jegoją spod byka, choć nie miało to wyglądać jakoś... źle. No po prostu była niższa. Mimo wszystko szła z nim...ą dalej, kurczowo trzymając się jejgo kurtkobluzy, a także ciepło uśmiechając się do tej bishowatej buźki. - Jest panicz prawdziwym rycerzem! - Cichutki chichot i jeszcze mocniej zaciśnięte paluszki nie wróżyły niczego dobrego dla Colette. To mogło oznaczać tylko rytuał zostania ofiarą małego rzepa, a tego sama dziewczyna pewnie nie chciała. No, ale to jej wina, że postanowiła jej pomóc. Mio mogłaby równie dobrze zostać dwunastoletnią gwiazdą porno. A skoro o tym mowa... - Z tym, że mam osiemnaście lat...
Choć wiem, że wyglądam, jak dziecko.
- Choć wiem, że wyglądam, jak dziecko. - Westchnęła po dłuższej chwili.
Nagle jednak pociągnęła owego "panicza" za pierwszy lepszy budyneczek. Nie miało to niczego wielkiego na celu, ale po prostu wciąż czuła, jakoby tamten stranger się na nich gapił.
- P... przepraszam! - Wypaliła nagle. - To tak... dla... dla świętego spokoju...
Och, serio? A nie chcesz zmacać klaty? Nie no, pewnie nie.
- Swoją drogą, cny rycerzu... jak brzmi Twe imię...?
STANDARDOWE PYTANIE RAZY RAZ, DZIFFKO.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sparky
Badass Chihuahua

avatar

Liczba postów : 32
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Colette Pandora Sparkling (Acciai do niedawna)
Wiek : 24 lata.
Zawód : Właścicielka kawiarni.
Orientacja : Heteroseksualna.
Partner : Butelka szkockiej, ciastka, fastfoody i okazjonalnie jakaś zapijaczona morda w klubie, nim obije jej właściciela za pchanie jej łap tam, gdzie nie wolno.
Wzrost i waga : 165 cm || 53 kg
Znaki szczególne : płeć bliżej nieokreślona na pierwszy rzut oka; czerwone pasemka; intensywnie czerwone szkła kontaktowe; tatuaż za uchem;
Aktualny ubiór : uuum. ~
Ekwipunek : Telefon z przywieszką w kształcie głowy zombie + zestaw słuchawkowy, portfel, piersiówka 240ml, pudełko Lucky Strike Additive Free Red + czerwona zippo z podobizną smoka, miętowe gumy do żucia.
Multikonta : Nazi Kaczka z Hivem. c:

PisanieTemat: Re: Uliczka   Sob Lis 02, 2013 10:56 pm

Nie miała zapędów co do ratowania z opresji małych księżniczek, jednak na widok tej jednej wziął ją specyficzny sentyment. Nim nauczyła się bronić własnego tyłka i stała się całkowitym przeciwieństwem porządnej kobiety w wieku niespełna dwudziestupięciu lat, była - o ile można to tak ująć - całkiem dziewczęcą i delikatną istotką. To zdecydowanie nie tak, że w tej niebieskowłosej podfruwajce widziała siebie. Jedynym wytłumaczeniem był... impuls. Cholera no, nie mogła bezczynnie iść obok, kiedy ten podejrzany typek mógł mieć wobec nieświadomej zagrożenia panienki jakieś złe plany. W końcu należało spełnić jeden dobry uczynek każdego dnia, no nie? Tak więc Colette spełniła właśnie taki dobry uczynek na następne dziesięć dni. Chwalmy Pana.
Postanowiła sobie, że gdy tylko zagrożenie zniknie z zasięgu jej wzroku, uszu oraz słuchu, odbębni swoją dolę i będzie wolna. Nie musiała w końcu rozmawiać z dziewczynką. Uratowała jej płaski tyłek i tyle. Niech idzie dalej rozpleniać tęczę i jednorożce.
Paniczu?
Dziewczyna mimowolnie ściągnęła łuki brwiowe, marszcząc przy okazji nos. Zrozumiała, rzecz jasna, że chodzi o przekonanie młodej, że uratował ją jakiś niewyrośnięty nastolatek, akurat to nie ulegało wątpliwości. Natomiast powodem zdziwienia blondynki było określenie, którym została ochrzczona. Nikt nigdy nie mówił do niej per "paniczu". Najelegantszym określeniem jakie miała okazję usłyszeć był "chłoptaś". A ta tutaj bez ceregieli strzelała tym określeniem na prawo i lewo i nie poprzestawała na tym. Sparky starała się nie demonstrować jej swojej mimiki, choć "rycerz" wybitnie ją przygniótł.
- Osiemnaście? - Gwizdnęła pod nosem nieświadomie i pokręciła głową, następnie zdejmując rękę z jej ramienia. Nie potrzebowały zbliżeń, misja została wykonana, a gość już dawno poszedł swoją stroną.
Zerknęła na nią uważniej i uniosła łuki brwiowe.
- Owszem, wyglądasz - przytaknęła, bo czemu miałaby kłamać? Dobrze, że mała się nie łudziła. Nie wyglądała przy tym na zdziwioną, choć dałaby głowę, że miała obok siebie co najwyżej piętnastolatkę.
Już chciała się z nią pożegnać, kiedy ta pociągnęła ją w nieznanym kierunku. Colette łypnęła na nią podejrzliwie, obejrzała się przez ramię by upewnić się, że za nimi naprawdę nikogo nie było, po czym znowu zerknęła na panienkę i westchnęła cicho. Ma się to szczęście.
- Uh, w porządku? - wzruszyła barkami i obserwowała ją przez kolejną chwilę, zastanawiając się, czy ta nie postanowi znowu z czymś wyskoczyć. Naprawdę jej się nie nudziło, wolałaby siedzieć teraz choćby w kawiarni. Sama.
- Um... na co ci imię? Nie wystarczyłby panicz? - wymruczała z delikatnym uśmiechem, ale zaraz pokręciła głową. - Co... Charlie - oznajmiła, posługując się imieniem, które zwyczajowo przybierała, gdy próbowała bawić się w płeć przeciwną. - Dobra, właściwie to... poradzisz sobie już sama, no nie, młoda? Dobra, w sumie możesz mi powiedzieć jak masz na imię. Zapiszę sobie gdzieś ten triumf - parsknęła.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: Re: Uliczka   Nie Lis 03, 2013 9:04 am

To było nieco nie na miejscu, gdy tak po prostu ciaśniej wtuliła główkę w domniemaną klatę "Panicza". Zupełnie, jak gdyby czerpała pełnymi garściami z tego, że on, czy może raczej ona sama pomogła jej pozbyć się tego dziwnego pana. Nawet, jeśli do tej pory go nie zauważyła, to i tak próbowała zachowywać się w taki sposób, jak gdyby tylko czekała na ratunek. Choć zdziwienie na jej pyszczku w chwili, w której zobaczyła mężczyznę, już na starcie zrujnowało jej plany. Chociaż... może nie.
Pokiwała jedynie głową w pełnym zrozumieniu co do reakcji Colette na informację o jej prawdziwym wieku. Oczywiście, że wiedziała, że to dziwnie brzmi. Nie tylko wyglądała, jak małe dziecko, ale i ubierała się, jak jedno z nich. No, przynajmniej najczęściej, kiedy akurat nic nie zapieprzyła z szafy kuzyna, co i tak zdarzało się bardzo rzadko. Na razie jednak nie o nim była mowa, a o jej nietypowej aparycji. Czy Azjaci po prostu nie wyglądali z deczka młodziej? Oj no, rany, nie jej wina! Dajcie spokóóój...
Choć w sumie, nikt się nie czepiał, e. Nevermind.
Uśmiechnęła się promiennie, widząc, że nie rozzłościła nieznajomej tym nieco dziwnym zachowaniem, przejawiającym się w taki, a nie inny sposób. W końcu mogła pomyśleć, że Mio zaciągnęła ją tu z jakichś nietypowych pobudek, zupełnie niepasujących do jej niewinnego wyglądu. Nie wiem, zgwałcić ją chciała, czy coś. Przecież wciąż widziała w niej zwyczajnie przesadnie pięknego młodzieńca, a w główkach porąbanych nastolatek rodzą się naprawdę różne plany.
- Bo jestem pewna, że Twoje imię jest piękne! - Odparła, zupełnie przekonana co do swoich racji. I, jak się okazało... nie pomyliła się ani trochę. Jak gdyby automatem chwyciła za dłonie nieznajomej i wlepiła w jej twarz wzrok pełen zachwytu, który jednocześnie nie był zwiastunem niczego dobrego, a jedynie dalszego zakłócania spokoju Colette. Znaczy, Charlie'go. - Jest Panicz pewien? Jakoś się Panicz zawahał... no nic. Więc... Sir Charles, tak? Bardzo to do Panicza pasuje! Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że jest wręcz...
Zastygła nagle, momentalnie przywdziewając zrozpaczoną maskę dziecka, któremu odebrano jego ulubione złote misie Haribo, czy kolorowe papierki z gum Orbit, kiedy akurat chciało układać z nich komiks. Minęły może ze dwie sekundy, nim ręce dziewczyny otrzymały wolność, by ramiona Amasakawy mogły przepełznąć po jej bokach i ułożyć dłonie na plecach. Ciasno wtuliła się w klatkę piersiową Sparky, przygryzając wargę, choć nie powstrzymała się ani na chwilę od nerwowego łkania i upuszczania łez.
- Nie... niech mnie Panicz nie zostawia! Błagam! Błagam, błagam, błagam! Nie dam sobie rady... boję się! Niech Panicz ze mną zostanie do końca... - wręcz jojczała, kurczowo zaciskając palce na jej ubraniach, po jakimś czasie unosząc spojrzenie tak, by spoglądać na samą twarz jasnowłosej. - Panicz nie zostawi Ruby, prawda...?
I może jeszcze ma Cię wyeskortować pod samo mieszkanie? Albo pozwolić nocować u siebie? Pf.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sparky
Badass Chihuahua

avatar

Liczba postów : 32
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Colette Pandora Sparkling (Acciai do niedawna)
Wiek : 24 lata.
Zawód : Właścicielka kawiarni.
Orientacja : Heteroseksualna.
Partner : Butelka szkockiej, ciastka, fastfoody i okazjonalnie jakaś zapijaczona morda w klubie, nim obije jej właściciela za pchanie jej łap tam, gdzie nie wolno.
Wzrost i waga : 165 cm || 53 kg
Znaki szczególne : płeć bliżej nieokreślona na pierwszy rzut oka; czerwone pasemka; intensywnie czerwone szkła kontaktowe; tatuaż za uchem;
Aktualny ubiór : uuum. ~
Ekwipunek : Telefon z przywieszką w kształcie głowy zombie + zestaw słuchawkowy, portfel, piersiówka 240ml, pudełko Lucky Strike Additive Free Red + czerwona zippo z podobizną smoka, miętowe gumy do żucia.
Multikonta : Nazi Kaczka z Hivem. c:

PisanieTemat: Re: Uliczka   Wto Lis 05, 2013 3:06 pm

Najwyraźniej była zbyt zmęczona, muzyka ją otępiła, a wyrządzenie lichego dobrego uczynku wprawiło w stan pseudo euforii. To jedyne wyjaśnienie jakie nasuwały się na wieść, że Sparky jeszcze nie zdzieliła małej po głowie... Albo uznała, że ta nie jest jeszcze wystarczająco irytująca, co na nieszczęście samej Colette, mogło się prędko skończyć. Teraz chciała po prostu wrócić do domu, ale była skłonna poświęcić jej kilka minut, byleby ta uspokoiła się i dała spokój również jej. W końcu tacy przystojni chłopcy mają pewnie mnóstwo dam do ratowania, no nie? Eish.
Skrzywiła się skonsternowana, wlepiając spojrzenie sztucznie czerwonych tęczówek w dłonie młodej, teraz dzierżące jej ręce. Ke? To jakiś nowy rodzaj podziękowania? Zaraz dezorientacja na jej twarzy powiększyła się dostrzegalnie. Nie bardzo rozumiała, co ćpał ten liliput, ale trzeba było jej powiedzieć, że czasem należy przystopować.
- Panicz nie był pewien, czy powinien zdradzać swoje imię - odparła bez mrugnięcia, ale zaraz pokręciła głową, wzdychając. - Wystarczy Charlie, serio - oznajmiła stanowczo. Nie chciała uczestniczyć w jakimś pokręconym cyrku. Ale najwidoczniej nie miała na to szans.
Popełniła błąd. I nie, nie chodziło o oznajmianie jej, że to koniec tego integracyjnego spotkania. Nie powinna była wcale jej ratować. A nuż tamten gość nie miał złych zamiarów? Zerknęła mimowolnie w bok, przy okazji oszczędzając sobie żałosnego widoku, jaki prezentowała sobą dziewczynka. Uniosła ramiona w górę i wyglądała teraz jak osoba, której ktoś na siłę próbuje wepchnąć dziecko do opieki, podczas gdy ta ich nie cierpi. Nie mijało się to z prawdą.
- Cholera jasna, mała, zluzuj trochę, bo mnie udusisz tymi swoimi ośmiorniczymi odnogami - jęknęła błagalnie. Nie sądziła jednak, by to miało poskutkować, nie była taką optymistką. Sięgnęła więc dłońmi do ramion dziewczęcia, zacisnęła na nich palce, a następnie ostrożnie, acz stanowczo, odciągnęła ją od siebie.
- Słuchaj... Ruby - dodała, przypominając sobie imię niebieskowłosej. - Przestań histeryzować, to raz. Nie lubię tego - oznajmiła ze sztucznym uśmiechem. - Nie wydaje mi się, bym m...mógł zostać z tobą do końca. Tylko nie zaczynaj znowu! - zareagowała, nim ta wszczęła teatrzyk. - Panicz musi się zastanowić... Może jak cię gdzieś opchnę, to zyskam trochę większe profity z tej głupiej akcji - ostatnie słowa wymruczała niemal do samej siebie. Pokręciła głową i poprawiła czapkę. - Nie ma kto po ciebie przyjechać, czy coś? - spytała z nadzieją.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: Re: Uliczka   Wto Lis 05, 2013 5:14 pm

Momentalnie rozpromieniała, jak gdyby właśnie została wdrożona w szczegóły jakiegoś bardzo ciekawego i uroczego planu na życie. Z drugiej jednak strony, nawet nie wiedziała, o co chodziło z tą pewnością Colette.
- Uaaa~! To tak, jakbyś był jakimś tajnym agentem, który musi uważać, komu ujawnia swoją tożsamość! - Takiego agenta bardziej przypominała sama Mio. Jasnowłosa została po prostu pokręcona z facetem i to nie jej wina, że wolała kontynuować tę szopkę. Zapewne na własną korzyść, bo gdyby marzenia Mio o zostaniu uratowaną przez pięknego rycerza cofnęły się z punktu spełnienia do stadium zwykłych snów, załamałaby się do końca i prześladowała dziewczynę do końca życia, co kilka kroków wygarniając jej oszustwa. Choć tak na dobrą sprawę, to ona nic nie zrobiła. Biedna Sparkuś. Dostała najgorszy rzep, jaki można było jej zesłać. Przynajmniej udało jej się nieco speszyć Lwiątko zezwoleniem na nazywanie jej wyłącznie po "imieniu", po którym odwróciła zażenowany wzrok w jakimś bezpieczniejszym kierunku. Wyrazem zrozumienia dla jej słów było z kolei skinienie głową. Drobniutkie, acz dobrze widoczne.
Nagle rozluźniła nieco uścisk, niczym na komendę otrzymaną od szkarłatnookiej, która jednak miała swoje skutki uboczne - jej ubranie otrzymało darmowe pranie w soli o jeszcze większej ilości łez, niż wcześniej. W końcu... nie była ośmiornicą. Dlaczego więc tak strasznie się do niej odnosiła? To coś złego, że poczuła potrzebę przyklejenia się do kogoś?
Och, kogo ja oszukuję. Oczywiście, że to coś złego. Przecież wcale jej nie zna!
Po usłyszeniu swojego imienia, uniosła wzrok na twarz Sparkling. Jakoś tak spodziewała się odmowy udzielenia jej aż tak wielkiej pomocy, ale nadal miała cichutką nadzieję na ogromny cud, jakim miałaby być możliwość spędzenia ze swoim nowym rycerzem nieco dłuższej chwili. No przecież chyba nic złego by się nie stało, gdyby choć momencik się nią zaopiekował i ją odprowadził!
- Przyjechać...? - Zastanowiła się chwileczkę, aczkolwiek już z góry wiedziała, co będzie musiała odpowiedzieć. W końcu innej opcji nie było, i nie chodziło tu już nawet o egoistyczne pobudki Amasakawy. - Nie bardzo. Rodzice nie żyją, mieszkam sama... i chyba nie mam kolegów, którzy by mogli jeździć.
Żebyś ty jeszcze w ogóle miała kolegów~. Nie no.
- Więc... jeśli Charlie nie chce pomóc, to poradzę sobie sama... samiutka... może tamten dziwny pan mi pomoże... a może potem znajdzie też panicza. Panicza można pomylić z dziewczyną. Ma taki strasznie słodki głos i uroczą buzię. Jak dziewczynka. Pewnie też byś został gwiazdą filmową... i zajmował się wszystkimi dziewczynkami po kolei.
...e?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sparky
Badass Chihuahua

avatar

Liczba postów : 32
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Colette Pandora Sparkling (Acciai do niedawna)
Wiek : 24 lata.
Zawód : Właścicielka kawiarni.
Orientacja : Heteroseksualna.
Partner : Butelka szkockiej, ciastka, fastfoody i okazjonalnie jakaś zapijaczona morda w klubie, nim obije jej właściciela za pchanie jej łap tam, gdzie nie wolno.
Wzrost i waga : 165 cm || 53 kg
Znaki szczególne : płeć bliżej nieokreślona na pierwszy rzut oka; czerwone pasemka; intensywnie czerwone szkła kontaktowe; tatuaż za uchem;
Aktualny ubiór : uuum. ~
Ekwipunek : Telefon z przywieszką w kształcie głowy zombie + zestaw słuchawkowy, portfel, piersiówka 240ml, pudełko Lucky Strike Additive Free Red + czerwona zippo z podobizną smoka, miętowe gumy do żucia.
Multikonta : Nazi Kaczka z Hivem. c:

PisanieTemat: Re: Uliczka   Sro Lis 06, 2013 5:09 pm

- Taa, dokładnie tak - przytaknęła krótko. Nie chciała na razie dopowiadać, że nie zdradzała jej go głównie po to, by nie narażać się na kolejne spotkanie, w którego wypadku znajomość jej imienia mogłaby utrudnić dziewczynie pozbycie się przybłędy. W przypadku gdyby go nie poznała, Colette zawsze mogła udawać, że nie ma pojęcia, kim jest kolorowy dzieciak skaczący wokół niej. Nie powiedziała tego na głos, ponieważ już i tak sytuacja wydawała się poważna. Po części młoda miała rację. Nie wszystkim powinno się podawać swoje imię.
Odetchnęła dyskretnie z ulga, widząc, że nie będzie musiała siłą wbijać jej do głowy ludzkie odnoszenie się względem niej. Nie chciała się szarpać z takim uparciuchem... Choć najwyraźniej nie miała szansy na sprzeciw. Spokojne popołudnie nagle zmieniło się w tor przeszkód. A Sparky nie znała się na dzieciach. I nie chciała poznawać.
- Jak ty buczysz - mruknęła cicho, nie mogąc się powstrzymać od komentowania jej infantylnego zachowania. Osiemnastolatka dorównująca dojrzałością dwunastolatce? Ktoś je zamienił mózgami?
- Eh? - Powtórzyła zdezorientowana i zaraz przez jej twarz przemknął niezauważalny grymas. Szlag. By. To. - Przykro mi - oznajmiła w odpowiedzi, ale nie było to bliskie prawdy. Nie znała jej, więc trudno było wykazać się odrobiną empatii. W przypadku Sparkling było to dodatkowo trudne do osiągnięcia. Ona nie współczuła. Chyba że samej sobie. Jak teraz.
Wraz z kolejnymi słowami niebieskowłosej, łuki brwiowe kobiety unosiły się wyżej w niemym zdumieniu. Nie musiała się zastanawiać by odkryć, że dziewczyna próbuje zagrać na jej uczuciach. Główny problem polegał na tym, że mogło jej to przysporzyć więcej kłopotów... O czym powinna się przekonać.
- A nie przyszło ci do głowy... - zaczęła cicho, a następnie znowu zacisnęła dłonie na ramionach dziewczyny, aby płynnym ruchem zamienić się z nią miejscami. Oparła donosicielkę o ścianę i pochyliła się lekko, przybierając dość sugestywny uśmiech. - ...że mogę być równie niebezpieczny? Albo gorszy? W końcu to mógł być podstęp... I nie masz pewności, że nie jest. Nie stanowisz dla mnie żadnego zagrożenia, poradziłbym sobie z tobą i bez tej całej szopki, udając wybawiciela. Załóżmy, że pracuję w zmowie z tamtym gościem... - Chciała ją po prostu sprawdzić, choć głos nie przywodził na myśl zwyczajnej gry aktorskiej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: Re: Uliczka   Czw Lis 07, 2013 6:16 pm

Więc naprawdę była agentem? Jej! Wiedziała! Ona to miała nosa do takich spraw. Za każdym razem wyczuwała, jak ktoś był jakimś tajniakiem, muszącym pozostać incognito od samego początku do końca, żeby tylko uniknąć kłopotów związanych z odsłonięciem swojej tożsamości przed przypadkowo spotkaną, niepozornie wyglądającą dziewczynką. Kto wie, czy ona też nie pracuje dla jakiejś tajnej organizacji, która mogłaby takiego człowieka zapierdolić, żeby tylko nie przeszkadzał im po drodze do rozwalenia całego tego wrogiego gangu.
Sęk w tym, że Sparky wcale do żadnej takiej szajki nie należała. Ale tego Mio świadoma już nie była.
Zerknęła na nią tylko kątem oka, kiedy uraczyła ją zgryźliwym komentarzem. Nienawidziła takich słów kierowanych w jej stronę, ale jednocześnie nie mogła zaprzeczyć faktom, które mówiły same przez się. Także nijak jej nie odpowiedziała.
"Przykro mi."
- Nie chodziło mi o to. - Rzuciła, jakby wyraźnie odrzucała wszelkie współczucie. - Po prostu nikt nie przyjedzie. - Wzruszyła ramionami, kończąc swoją myśl. Co za różnica, czy jej przykro, czy nie? To jest... oczywiście, że wiedziała, że nie mówi tego szczerze. Tylko sama Ren ma tak wysoki poziom empatii w serduszku, żeby przejmować się nawet obcymi osobami.
Zaraz... wat? - przemknęło jej przez myśl, gdy słyszała tego nietypowego gdybania, jakim zajęła się jasnowłosa, a jakie wydawało się kompletnie bez sensu. Po co udawać bohatera, skoro zaraz okazuje się być kimś zupełnie innym. Okropnym. Nagle podłapała, o co w tym wszystkim chodziło (albo przynajmniej jej się tak wydawało), więc jej usta wygięły się w delikatnym uśmieszku.
- Nie mógłbyś być z nim w zmowie, jeśli ja bym była. A co, jeśli jestem? Może to było odgórnie zaplanowane? Może dla niego pracuję i przewidzieliśmy, że mnie uratujesz, a wtedy ja zaprowadzę Cię tutaj i rzucą się na Ciebie jakieś dryblasy? - Wyszczerzyła się po zakończeniu tej jakże inteligentnej kontynuacji gry, by w końcu westchnąć ciężko i przybrać nieco cieplejszy wyraz twarzy. - A tak na poważnie, to oboje doskonale wiemy, że żadne z nas z nim nie współdziała, prawda? P... prawda...?
Choć w tonie jej głosu tkwiło naprawdę mocne powątpiewanie, to nie próbowała nawet na chwileczkę się wyrwać, by choć postarać się uciec. No w końcu wiedziała, że Colette nie mogłaby być w zmowie z tym kolesiem. Jego zdziwienie było zbyt prawdziwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sparky
Badass Chihuahua

avatar

Liczba postów : 32
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Colette Pandora Sparkling (Acciai do niedawna)
Wiek : 24 lata.
Zawód : Właścicielka kawiarni.
Orientacja : Heteroseksualna.
Partner : Butelka szkockiej, ciastka, fastfoody i okazjonalnie jakaś zapijaczona morda w klubie, nim obije jej właściciela za pchanie jej łap tam, gdzie nie wolno.
Wzrost i waga : 165 cm || 53 kg
Znaki szczególne : płeć bliżej nieokreślona na pierwszy rzut oka; czerwone pasemka; intensywnie czerwone szkła kontaktowe; tatuaż za uchem;
Aktualny ubiór : uuum. ~
Ekwipunek : Telefon z przywieszką w kształcie głowy zombie + zestaw słuchawkowy, portfel, piersiówka 240ml, pudełko Lucky Strike Additive Free Red + czerwona zippo z podobizną smoka, miętowe gumy do żucia.
Multikonta : Nazi Kaczka z Hivem. c:

PisanieTemat: Re: Uliczka   Sob Lis 09, 2013 9:32 pm

Gdyby Sparky faktycznie należała do jakiejś supertajnej organizacji i obawiała się odkrycia swojej tożsamości, raczej nie pchałaby się w ratowanie niepozornych dziewczynek (w przypadku, gdzie nie przynosiło jej to nawet namiastki korzyści), gdyż pewnie miałaby ważniejsze sprawy na głowie. I kreatywniejsze, niźli pakowanie się w takie bagno z własnej woli. O czym nie wiedziała do momentu, w którym Ruby postanowiła dobrać się do prawa głosu i wszcząć ten łzawy pokaz, chcąc najwyraźniej doprowadzić blondynkę do szału. To znaczy, w mniemaniu małej prawdopodobnie nie rozwścieczenie jej było głównym celem, jednak Sparkling nie miała najmniejszych wątpliwości, że ta tylko czeka na moment, w którym struna zostanie przegięta.
- Tsa, to zrozumiałem - przytaknął, nie chcąc kontynuować tematu fałszywego współczucia. W gruncie rzeczy nadal nie pałała do niej jakąś wyraźną sympatią, chociaż MOŻE w innych okolicznościach zdołałaby nawet polubić Mio. Problem w tym, że Colette z reguły dzieci nienawidziła. A osiemnastolatki mierzące mniej niż półtorej metra, obdarzone twarzą niewiniątka i, na domiar złego, wystrojone w nadmiernie dziewczęce fatałaszki... Cóż, najwyraźniej zaliczały się do tej kategorii i tego nie mogła przeoczyć nawet gdyby chciała.
Najwyraźniej sądziła, że gdy tylko zacznie swoją gdybaninę, dziewczyna po prostu wystraszy się i zwieje, uwalniając ją od zbędnej odpowiedzialności. Tak się jednak nie stało, lecz Sparky nie dała tego po sobie poznać, choć łuki brwiowe mimowolnie ściągnęły się, raczej w wyrazie skonsternowania odnośnie uśmiechu dziewczyny, a zaraz potem jej odpowiedzi. A więc zamierzała bawić się w ten sposób, huh? Niech będzie. Cóż, przynajmniej zdołała zawczasu przyznać się, że nie była spiskowcem, nim Colette wpadła.
- Oboje doskonale wiemy, że ty z nim nie współdziałasz. Co do mnie w dalszym ciągu nie masz pewności - oznajmiła spokojnie, po czym podważyła podbródek dziewczyny palcem wskazującym i uśmiechnęła się sugestywnie. - Mógłbym bez problemu zrobić ci znacznie poważniejszą krzywdę niż tamten gość, a ty nawet byś nie pisnęła, bo podreptałaś ze mną niczym posłuszny szczeniak, za nic mając porzekadło, by nie ufać nieznajomym. Rodzice cię nie... Och, no tak - zamyśliła się, wydymając wargi, zaś po chwili uśmiech wrócił na jej twarz. - To jak, nie zamierzasz uciekać? - spytała, opuszczając dłoń i cofając się o krok.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: Re: Uliczka   Pon Lis 11, 2013 8:50 am

Niemogęniemogęniemogę.
Dokładnie - nie mogła. Powstrzymać się od śmiechu, gdy tak wysłuchiwała całego tego wielkiego przemówienia na temat tego, jaki to okrutny nie mógłby być los, zsyłając na nią Sparky. Próbowała jednak zachować ciszę, choć, jak wiadomo w przypadku tej oto dziewczynki - było to dość trudne. Spoglądała spod byka na jasnowłosą, licząc, że takim ułożeniem głowy jakoś ukryje swoje rozbawienie, aczkolwiek wszystko było widać po radosnych iskierkach w dwubarwnych tęczówkach.
- Mam pewność! - Wypaliła z dumą, wchodząc jej w słowo i nawet nie zrażając się zachowaniem dziewczyny, a uroczy chichot rozbrzmiał wokół już chwilę po jej kolejnej wypowiedzi. Czy ona naprawdę uważała ją za aż tak głupią? Przecież... - ...każdy prawdziwy łobuz nie mówiłby, że potencjalnie mógłby takim kimś być. To od razu zmniejsza jego szanse na odniesienie skucesu w "operacji" - tu nawet gestem ukazała cudzysłów - bo ofiara, choć nie do końca wierzy, nie traci już czujności i wie, co może jej się stać~. Tak więc: nie. Nie zamierzam uciekać, bo wiem, że nic złego mi nie będzie, ne~. Jesteś kochanym rycerzem, a nie łobuzem. - Na koniec wzruszyła ramionami, a jej uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył. - Poza tym, w czasie, kiedy tak gadałeś, zdążyłbyś mnie odprowadzić do domu już kilkanaście razy, wiesz? To naprawdę nie aż takie trudne.
Nadal się upierała? No cóż, raczej nie miała zamiaru dać za wygraną, co zresztą łatwo było wychwycić nawet wtedy, kiedy było się skończonym debilem. Pochwyciła w drobną dłoń jeden z palców dziewczyny (ten środkowy, żeby przypadkiem nie wystawiła go w jej kierunku), a reszta potoczyła się sama. Sparkling została wygrzebana z powrotem na chodnik, dzięki któremu dane jej było poznać Lion... co zapewne nie było zbyt szczęśliwym wydarzeniem... a następnie wskazała paluszkiem kierunek, w którym powinny się udać, by trafić do jej domku.
- To jakieś dziesięć-dwadzieścia minut drogi, ne... jesteś w stanie mi tyle poświęcić, Sir Charles? Mogę Cię o to prosić...? - Spytała, a następnie przeniosła spojrzenie na twarz jasnowłosej i uwiesiła się na ułamek sekundy na jej karku. - Ja... naprawdę się boję.
Ojeeeej.
Zią, miej to w dupie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sparky
Badass Chihuahua

avatar

Liczba postów : 32
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Colette Pandora Sparkling (Acciai do niedawna)
Wiek : 24 lata.
Zawód : Właścicielka kawiarni.
Orientacja : Heteroseksualna.
Partner : Butelka szkockiej, ciastka, fastfoody i okazjonalnie jakaś zapijaczona morda w klubie, nim obije jej właściciela za pchanie jej łap tam, gdzie nie wolno.
Wzrost i waga : 165 cm || 53 kg
Znaki szczególne : płeć bliżej nieokreślona na pierwszy rzut oka; czerwone pasemka; intensywnie czerwone szkła kontaktowe; tatuaż za uchem;
Aktualny ubiór : uuum. ~
Ekwipunek : Telefon z przywieszką w kształcie głowy zombie + zestaw słuchawkowy, portfel, piersiówka 240ml, pudełko Lucky Strike Additive Free Red + czerwona zippo z podobizną smoka, miętowe gumy do żucia.
Multikonta : Nazi Kaczka z Hivem. c:

PisanieTemat: Re: Uliczka   Czw Lis 14, 2013 6:53 pm

O ile Sparky lubiła udawać kogoś kim nie była i prowadzić różnorakie gdy, które mogłyby wprowadzić ludzi w osłupienie lub konsternację, o tyle teraz próbowała swoich sił, by... przepłoszyć dziewczynę. Naprawdę nie zależało jej na tym, by mała się jej tak naprawdę bała, jednak pozbycie się odpowiedzialności w tym wypadku wymagało od niej poświęceń. I nawet nie musiało tutaj chodzić o konkretną niechęć względem niebieskowłosej, bo gdyby na jej miejscu znalazł się ktokolwiek inny, Colette z równą zapalczywością próbowałaby się go pozbyć... Jedyny wyjątek stanowiłby wysoki, ozdobiony tatuażami i akceptowalną ilością piercingu, przystojny Brytyjczyk. Nie musiałby nawet mieć szczególnie sympatycznej mordy. Zaakceptowałaby również dziwny kolor włosów, miłość wymaga poświęceń.
- Eish, jesteś cholernie upartym dzieciakiem... - jęknęła blondwłosa z całkowitą rezygnacją. Odechciało jej się upierać przy swoim, chociaż gdyby mogła, pewnie zdołałaby napędzić młodej strachu. Tym czy innym sposobem. - Skoro tak sądzisz - wywróciła ostentacyjnie oczyma, choć pewnie zdołałaby odprowadzić ją zaledwie do połowy za pierwszym razem, podczas kontynuowania tego monologu. Nie obchodziło jej to szczególnie. Nadkładanie drogi, z drugiej strony, bardzo.
Chwilę potem odebrano jej nawet szansę na kolejne marudzenie, więc podążyła znudzona za młodą, spoglądając sugestywnie w kierunku trzymanego palca. Możliwe, że miałaby chęć zademonstrować jej środkowy palec, a ta odebrała jej okazję ku temu, chamstwo w państwie.
- Charlie - powtórzyła niezmiennie. Zaczynała ją bawić ta szopka, ale bynajmniej nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Zerknęła na dziewczynę uważniej i westchnęła ciężko. - W porządku, odprowadzę cię - oznajmiła wreszcie. Mogła nadrobić drogi i pozbyć się problemu. - Pod warunkiem, że przestaniesz przekręcać moje imię. I nie będziesz robiła dramatu, inaczej zostawię cię na środku drogi i wrócę do siebie - zaznaczyła, jednak jej głos nie brzmiał w żaden sposób agresywnie. Tym razem nie zależało jej na zrobieniu na dziewczynie wrażenia. - Prowadź - mruknęła i wyciągnęła z opakowania kolejnego papierosa, którego po chwili wpakowała sobie w usta. Poprzedni został zdeptany na rzecz ratowania komuś życia, cholera. Tyle zmarnowanej nikotyny. - Tylko puść moją rękę, nie ucieknę... Chyba że na coś liczysz, hum? - Mruknęła z rozbawieniem, mierząc dziewczę kątem oka.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lion
Donosiciel

avatar

Liczba postów : 327
Dołączył : 11/10/2013

FUNKCJA : Mistrz Gry; moderatorka spisu rang.
Godność : Mio Misao Mizuki Ren Shiori Hotaru Sayaka `Lion` Amasakawa, ale większość zna ją jako Ruby Gráinne Elisabeth Terrell-Murillo.
Wiek : Osiemnaście wiosen.
Zawód : W organizacji robi jako durny konfident, natomiast publicznie dorabia sobie jako kelnerka w kawiarence. I podobno chodzi do liceum.
Orientacja : Ponoć aseksualna, ale i tak wszyscy wiemy, że to bi.
Partner : Drozd~. A nie, zaraz... Drozda nie ma! Q_Q
Wzrost i waga : 148cm | 39kg
Znaki szczególne : Heterochromia (aktualnie nosi czerwone soczewki); aktualnie różowe włosy; tatuaże; mnogość kolczyków w uszach; ponadprzeciętny debilizm; alter ego.
Aktualny ubiór : Feliks: Bu~ + włosy splecione w warkocz.
Natsume: To + grube, bladoróżowe rajstopy, taki sam płaszczyk, a zamiast koturnów białe glany 15-stki. Włosy związane w dwa wysokie kucyki.
Ekwipunek : W torbie: portfel (w tym pieniążki i dokumentyyy) i klucze do mieszkania. W kieszeni telefon komórkowy, za cholewą buta granatowy nożyk do tapet, a na rączkach mały skurwiel... yyy, kotek.
Obrażenia : Ledwo widoczne zadrapanie na prawym policzku.
Multikonta : Jester | Yuu | Walker

PisanieTemat: Re: Uliczka   Sob Lis 16, 2013 10:41 am

Ostrzeżenie: Krótkie posty są krótkie, a to będzie BARDZO krótki post, bo... i tak nie ma tu czego pisać.

- No dobrze. Od teraz będę mówić tylko "Charlie". - Pokiwała główką, tym razem już naprawdę jej to obiecując, jednocześnie swoją miną oświadczając, że o dramacie nie ma już nawet mowy, skoro uśmiech rozkwitał coraz piękniej, kiedy tylko z ust kobiety padło magiczne słowo. Co prawda skrzywiła się chwilowo na widok paskudnego mordercy nikotynowego, lądującego pomiędzy wargami jej rycerza, ale z drugiej strony... przyzwyczaiła się już. Znała już tylu palaczy, że nic jej nie mogło zaszkodzić. A i wszyscy palili jakieś zarąbiste smakówki, więc nie przeszkadzało jej to aż nadto.
Choć kolejne słowa szkarłatnookiej już tak. A przynajmniej jej zarumienionym policzkom i zażenowanemu spojrzeniu, które zaraz zeskoczyło na kostkę brukową.
- N... na nic nie liczę... n-nie oczekuję niczego... t-takiego. - Wydukała, natychmiast puszczając trzymaną dłoń, by wreszcie skierować się w stronę ogromnych, rozświetlonych budynków.

[z/t + Sparky -> here]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicole
Alabastrowa Tancerka

avatar

Liczba postów : 5
Dołączył : 07/01/2014

Wzrost i waga : 166 cm, 50kg

PisanieTemat: Re: Uliczka   Nie Sty 12, 2014 3:38 pm

Nicole od zawsze pociągały miejsca niebezpieczne, takie w które żaden zdrowy psychicznie człowiek by się nie zapuścił. Ludzie byli bojaźliwi, człowiek bał się człowieka. Czyż to nie bezsensowne? Oczywiście, że tak. Podobno to człowiek jest zdolny wyrządzić największą krzywdę, ale jaki był sens w krzywdzeniu swojego bliźniego? Nie mogła tego pojąć, jedynym logicznym wyjaśnieniem było to, że ludzie są najgorszymi potworami z tych, które kiedykolwiek stąpały po świecie, w którym teraz żyjemy. Przykre, acz prawdziwe. Dziewczyna była zbyt odważna, zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństwa, które mogło czyhać za niemal każdym rogiem, bądź chować się za kontenerami wypchanymi po brzegi śmierdzącymi odpadami. Slumsy były najgorszą okolicą, bezmyślne z jej strony było przybycie tu, a jednak - zrobiła to.
Szła powoli ciemną uliczką, patrząc pod nogi, by nie wejść przypadkowo w jakieś błoto, albo coś gorszego. Strasznie tu śmierdziało, niekiedy odór zgnilizny uderzający do nozdrzy sprawiał, że ją mdliło. Ale czego innego można się spodziewać? W końcu bądź co bądź, były to slumsy... To tutaj normalne. Prócz niej nie było tu nikogo, no może prócz jakiegoś pijanego mężczyzny śpiącego na stercie gazet. Przykry był fakt, jak bardzo alkohol może niszczyć ludzi... Dlatego dziewczyna wolała nie pić, nie chciałaby skończyć jak ten mężczyzna w którym nie było odrobiny życia. Mogłaby tu stać i zastanawiać się nad tym, czy owy człowiek żyje, czy też jest to trup, ale nie chciała. Rzuciła więc przelotne spojrzenie owej osobie i szła dalej. Podniosła głowę, patrząc po blokach i kamienicach. Wszystko się sypało, nie było okien, ani niczego, ale rarytasów się nie spodziewała po takim miejscu jak to. Gdyby rodzice dowiedzieli się, że obecnie znajduje się w miejscu gdzie dominował głód i ubóstwo prawdopodobnie dostałaby szlaban od ojca i kazanie od matki na ten temat, że jest strasznie bezmyślna... Pruli się do niej już o same kolczyki, tatuaż i ubrania, gdyby wiedzieli, że znalazła się tu, prawdopodobnie zostałaby udupiona. Jej rodzice byli zbyt rygorystyczni i poukładani, nie mogli znieść myśli, że na świecie żyją osoby biedne, ich zdaniem "zatruwają tylko powietrze, nie powinno ich być", ale niestety dzieci nie mają wpływu na to, jak majętni są ich rodzice. Nicole po prostu miała szczęście.
Pochłonięta rozmyśleniami nawet nie zauważyła, że skończyła jej się droga. Gdyby nie uniosła głowy i nie zwróciła uwagi na mur, prawdopodobnie by na niego wpadła. W pobliżu nikogo nie było, więc dziewczyna usiadła na jakiejś, o dziwo - czystej cegle i podpierając rękoma podbródek rozmyślała dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hazy
Oszust

avatar

Liczba postów : 7
Dołączył : 04/01/2014

Godność : Charley Skarsgård.
Wiek : 20.
Zawód : Konserwator powierzchni płaskich na wysokościach w szpitalu rano i wieczorem; w wolnych chwilach złodziej i oszust.
Wzrost i waga : 174cm/52kg.
Znaki szczególne : Włosy o trudnym do określenia kolorze, czerwone oczy.
Aktualny ubiór : Czarna kurtka do połowy uda z futerkiem przy kapturze, powyciągany i rozpruty sweter w szaro-czarne paski, pod spodem bura koszulka z, aktualnie już nieczytelnym, logiem jakiegoś zespołu; ciemne, dość obcisłe jeansy i skórzane buty do połowy łydki, z dziurami zaklejonymi srebrną taśmą naprawczą.
Ekwipunek : Telefon komórkowy, paczka najtańszych papierosów, zapalniczka, parę wsuwek i klucze do mieszkania.

PisanieTemat: Re: Uliczka   Nie Sty 12, 2014 5:39 pm

O ile w dzisiejszych czasach "zawód" złodzieja był dość dochodowy, o tyle wiązał się z dość dużym ryzykiem. Jeżeli w dodatku należało się do jednej z paru największych organizacji, które panowały nad miastem - ryzyko było przynajmniej trzykrotnie większe. I wystarczyło, że takiemu oszustowi noga powinie się na najmniejszym szczególe, a już jego zdrowie, jeśli nie życie, było zagrożone. Wstępując do Ghost, Hazy nie myślał o podobnych detalach. Ostatecznie został do tego niejako zmuszony, chociaż tak naprawdę gdyby chciał, mógłby się z tego wykręcić. Zgodził się jednak, bo wyglądało na to, że zadania, których miał podejmować się w przyszłości, nie będą dla niego niczym trudniejszym od plecenia siatki kłamstw, którą zaczął tworzyć już w dzieciństwie. Matka kurwa, ojciec alkoholik, pozbawienie praw rodzicielskich i adoptowanie przez inne małżeństwo - od tego się zaczęło, a końca nie było widać.
Niestety, każdy miał swoje złe dni. W przypadku Jessego objawiały się rozdrażnieniem niekiedy przebijającym przez kreację "postaci", w której rolę się wcielał i nieco mniejszą kontrolą nad słowami. Zdarzało mu się powiedzieć, coś, co zupełnie nie pasowało do obmyślonej przez niego historii, zachował się nie tak, jak powinien, uniósł się irracjonalnym gniewem, czy też za mocno się ucieszył, a wszystko runęło, jak pieczołowicie układany domek z kart. Sytuacja, którą jeszcze parę minut temu kontrolował, teraz była dla niego wybitnie niekorzystna i musiał się... ewakuować. Biegiem. Na szczęście w tym akurat był dobry i nie miały znaczenia okoliczności. Klucząc pomiędzy znanymi sobie uliczkami, nagle znalazł się w slumsach i poczuł się jak w domu. To znaczy - bezpiecznie, bo doskonale wiedział, że jego poprzedni "cel" w życiu by się tutaj nie zapuścił. Żeby mniej odstawać od szarej codzienności obrzeży miasta, nasunął na głowę kaptur od kurtki i oparł się plecami o najbliższą ścianę, by choć przez chwilę zaczerpnąć powietrza. Śmierdzącego, bo śmierdzącego, ale zapach nie miał aż tak wielkiej wagi w porównaniu do myśli, że nikt już mu nie poderżnie gardła. Chyba nie powinien brać na siebie tak ważnych zadań...
W każdym razie, kiedy już uspokoił oddech i rozszalałe serce, rozejrzał się po otoczeniu, próbując ocenić, w którą konkretnie część slumsów trafił. Zmarszczył lekko brwi, gdy pomiędzy jednym a drugim śmietnikiem wypatrzył osobę - konkretniej młodą dziewczynę - która kompletnie tu nie pasowała. Była dobrze i schludnie ubrana, definitywnie nie wyglądała na kogoś, kto by tutaj rezydował. A z resztą, prychnął w myślach, stwierdziwszy, że nie powinno go to obchodzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicole
Alabastrowa Tancerka

avatar

Liczba postów : 5
Dołączył : 07/01/2014

Wzrost i waga : 166 cm, 50kg

PisanieTemat: Re: Uliczka   Nie Sty 12, 2014 6:20 pm

Każdy zawód wiązał się z jakimś ryzykiem, jeśli złodziejstwo można nazwać "zawodem" oczywiście. Chirurg musiał wiedzieć, że gdy operacja się nie uda jest ryzyko, że pacjent umrze.. Fryzjerzy zdają sobie sprawę z tego, że niekiedy mogą spalić komuś włosy, a to się wiąże z ryzykiem, że pójdą do więzienia, jeżeli klientka się poskarży. Niestety żaden zawód nie jest kolorowy.
Nicole siedziała skulona, rozmyślając nad sensem swojego istnienia, życia, jego celem i milionami innych spraw, które nie powinny ją interesować. Obecnie jej uwagę przykuła jakaś plama na ziemi, która zapewne musiała mieć bogatą historię. Albo kogoś zabili, albo zamordowali, albo zgwałcili.. Cóż, snuła miliony teorii na ten temat co się wydarzyło, ciekawe czy któraś z nich była w ogóle trafna, w końcu nigdy nie wiadomo co się wydarzyło przed jej przybyciem w to miejsce.  
Z rozmyśleń wyrwał ją chłodny powiew wiatru, a chwilę później czyjeś kroki, które były coraz głośniejsze - jakby ktoś biegł. Dziewczyna szybko podniosła się z cegły, wsłuchując się uważnie w kroki, które w pewnej chwili umilkły... W tym samym czasie przed jej oczami pojawiła się postać chłopaka, czy też mężczyzny, który opierał się o ścianę. W pewnej chwili pod wpływem spojrzenia chłopaka przeszedł ją dreszcz. Opanuj się, Nicole... To tylko jakiś chłopak, stoi grzecznie pod ścianą, przecież nic ci nie zrobi.. Przeszło jej przez myśl. Teraz jakoś nie przejmowała się obecnością obcego, usiadła ponownie na cegle. Nie miała zamiaru się odzywać, nie było żadnego sensu. Mimo tego uważnie go obserwowała. Musiała mieć sytuację opanowaną, w razie gdyby zrobił chociaż jeden nieprzyzwoity ruch, który wyjątkowo by jej się nie spodobał, mogłaby coś wykombinować i się wywinąć. W sumie jakby tylko podszedł, to nic by się nie stało. Na szczęście była dziewczyną nieufną, więc nie będzie tak łatwo wzbudzić jej zaufania. Na jej zaufanie trzeba zapracować, nie zdobędzie się go tak szybko. W sumie nikt nie mówił o tym, że chłopak w ogóle będzie miał ochotę na nawiązanie z nią jakiegokolwiek kontaktu, ale w jej głowie tworzyły się już różne scenariusze. Niestety dziewczyny już tak mają. Niektóre tworzą same złe scenariusze, inne pozytywne, a jeszcze inne pośrednie - ni złe, ni dobre a Nicole zdecydowanie należała do tych trzecich. W końcu nie zawsze to co wydaje się straszne i złe okaże się takie naprawdę, dlatego wolała nie zapeszać i nie panikować zawczasu, gdyż nie miało to sensu. Czekała na to, co się wydarzy. Wszystko ma swoją kolej rzeczy, należy być cierpliwym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Uliczka   

Powrót do góry Go down
 
Uliczka
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
obrzeża miasta
 :: Slumsy
-
Skocz do: