IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kawiarnia przy plaży ~ [kreatywności się zachciało? lol, nope]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Sparky
Badass Chihuahua

avatar

Liczba postów : 32
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Colette Pandora Sparkling (Acciai do niedawna)
Wiek : 24 lata.
Zawód : Właścicielka kawiarni.
Orientacja : Heteroseksualna.
Partner : Butelka szkockiej, ciastka, fastfoody i okazjonalnie jakaś zapijaczona morda w klubie, nim obije jej właściciela za pchanie jej łap tam, gdzie nie wolno.
Wzrost i waga : 165 cm || 53 kg
Znaki szczególne : płeć bliżej nieokreślona na pierwszy rzut oka; czerwone pasemka; intensywnie czerwone szkła kontaktowe; tatuaż za uchem;
Aktualny ubiór : uuum. ~
Ekwipunek : Telefon z przywieszką w kształcie głowy zombie + zestaw słuchawkowy, portfel, piersiówka 240ml, pudełko Lucky Strike Additive Free Red + czerwona zippo z podobizną smoka, miętowe gumy do żucia.
Multikonta : Nazi Kaczka z Hivem. c:

PisanieTemat: Kawiarnia przy plaży ~ [kreatywności się zachciało? lol, nope]   Sob Lis 30, 2013 10:39 pm


[kliknij na zdjęcie dla powiększenia. taka, kurna, medżik.]
Oryginalnie lokal należał do Celio Acciai, jednak po jego śmierci przed dwoma laty, kawiarnia przypisana została jego synowi, który wspaniałomyślnie pozbył się jej na korzyść Colette Sparkling. Głównym barmanem lokalu jest Marco, zajmujący się przede wszystkim sprzedażą i przygotowaniem zamówień, oprócz niego jest również Alex - pomocnik Marco oraz swego rodzaju kelner. Dodatkowo okresowo w kawiarni pracuje dwójka studentów zatrudnianych na niedługi okres w celach dorobkowych. Ci zajmują się utrzymywaniem porządku i roznoszeniem zamówień w razie potrzeby.
Prócz głównego wystroju widocznego na zdjęciu, do lokalu należy również magazyn znajdujący się za barem oraz niewielka szatnia dla pracowników, ulokowana obok magazynu. Poza tym schody widoczne na zdjęciu prowadzą do jedynego pomieszczenia, które zazwyczaj zamykane jest na klucz. Jest to w teorii gabinet właściciela, gdzie Celio zajmował się dokumentacją i rachunkami kawiarni. Obecnie pomieszczenie służy za drugi dom Colette, która zwykła sypiać w gabinecie przez większość tygodnia. I choć w teorii przedstawia się ono tak (zdjęcie robione z widoku ze sporej kanapy), to rzeczywistość w postaci Sparky obeszła się z nim znacznie okrutniej, zostawiając za sobą pobojowisko i centrum czerpania butelek po alkoholu do skupu (co przy okazji jest głównym źródłem finansowym kawiarni).

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sparky
Badass Chihuahua

avatar

Liczba postów : 32
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Colette Pandora Sparkling (Acciai do niedawna)
Wiek : 24 lata.
Zawód : Właścicielka kawiarni.
Orientacja : Heteroseksualna.
Partner : Butelka szkockiej, ciastka, fastfoody i okazjonalnie jakaś zapijaczona morda w klubie, nim obije jej właściciela za pchanie jej łap tam, gdzie nie wolno.
Wzrost i waga : 165 cm || 53 kg
Znaki szczególne : płeć bliżej nieokreślona na pierwszy rzut oka; czerwone pasemka; intensywnie czerwone szkła kontaktowe; tatuaż za uchem;
Aktualny ubiór : uuum. ~
Ekwipunek : Telefon z przywieszką w kształcie głowy zombie + zestaw słuchawkowy, portfel, piersiówka 240ml, pudełko Lucky Strike Additive Free Red + czerwona zippo z podobizną smoka, miętowe gumy do żucia.
Multikonta : Nazi Kaczka z Hivem. c:

PisanieTemat: Re: Kawiarnia przy plaży ~ [kreatywności się zachciało? lol, nope]   Nie Gru 01, 2013 12:34 am

In your head, in your head...
Pełnymi niechcenia krokami przemierzała brzeg plaży, z kapturem naciągniętymi na czubek głowy i marsową miną, która mogła odstraszyć każdego potencjalnego pedofila w zasięgu wzroku. Cudem uniknęła prawdopodobnie wielu upadków, gdyż kiwała się na boki przy każdym nieco silniejszym porywie wiatru, wsuwając mocniej dłonie do kieszeni spodni, jak gdyby to mogło ułatwić jej utrzymanie równowagi. W tym momencie nic nie miało takiej siły i jedynie słowo honoru pozwalało jej nie wywinąć pełnego gracji kozła prosto w przypływ, które w porach wieczornych zdecydowanie nabierały na sile. Dla przypadkowym bywalców jawić się mogła jak zmęczona życiem, prostu chora tudzież zmęczona osoba. Niezgrabnie stawiane kroki, tendencja do kołysania się na boki wraz z kierunkiem wiejącego wiatru oraz dwa czy trzy podejścia do upadku, zakończone pełnymi gracji podskokami. Dzięki temu niegdyś bijące po oczy czystością buty coraz bardziej zakopywały się w zwilgotniały już piasek. Gdyby jeszcze robiło to na niej jakiekolwiek wrażenie...
...zombie, zombie, zombie...
Raptownie Colette przystanęła i dopiero wtedy rozejrzała ukradkiem, próbując wyłapać jak najmniej zaciekawionych spojrzeń, choć pomijając ludzi zajętych własnym życiem, ci co dociekliwsi mierzyli ją wzrokiem już dobrą chwilę, ustanawiając zakłady.
,,Stawiam dychę, że padnie nim dotrze do piaskowych ruin zamku."
,,Dwie dychy, że wyląduje na zamku."

Blondynka prychnęła ostentacyjnie jak gdyby do jej uszu docierało cokolwiek prócz szumu wody i głosów w głowie. W rzeczywistości nie zważała na kompletnie nic. No, może z małym wyjątkiem. Błysnęła stalowej barwy zakrętka piersiówki, którą dziewczę wydobyło z kieszeni obszernego płaszcza, by w następnej chwili wlać sobie ledwie kilka do kilkunastu kropel jej zawartości do gardła. Odsunęła ją i potrząsnęła głową, sprawiając że kaptur zsunął się nieznacznie, demonstrując przechodniom kilka czerwieńszych kosmyków. Nie zadbała o poprawienie wizerunku, wciskając naczynie do pierwotnego miejsca jej przebywania i wznowiła drogę, kontynuując niemal groteskowo taneczne kroki w stronę lokalu, który był jej celem na dzisiejszy wieczór. A w którym winna była znaleźć się już przeszło godzinę temu, jednakże porwał ją duch zabawy. Czy raczej whiskey wypełniająca metalową piersiówkę, doprawiona nieco bardziej interesującymi płynami, którymi pozwoliła sobie przyprawić swoje drinki tego wieczoru.
Trzy potknięcia później dziewczę stanęło wreszcie przed drzwiami lokalu, po czym nonszalancko wpakowało się do środka. Całe szczęście, że wewnątrz znajdował się jeszcze jedynie Marco, który - widząc swoją szefową - zerwał się z niewielkiego taboretu za barem i oparł o ladę, mierząc ją nieprzychylnie.
- Sparky - rzucił poważnym tonem, chcąc zwrócić na siebie jej uwagę. Blondynka mało przytomnym ruchem zsunęła do końca kaptur z czerepu, a następnie spojrzała na niego przez ramię. Musiało minąć kilka sekund podczas których zapewne starała sobie uzmysłowić cel jego obecności w kawiarni, lecz po tym jej twarz rozjaśnił nikły uśmiech.
- Caro mio~ - zaświergotała ochryple, a następnie uniosła dłoń, by otrzeć nią wargi. Oderwała się wreszcie od podłogi i pokonała najprawdopodobniej jedną z trudniejszych tras w życiu, ostatecznie lądując na krześle przy podłużnym stole, gdyż doczłapanie się do lady stanowiło na dany moment czyn nieosiągalny. Ledwo słaniała się na nogach w drodze powrotnej, a nie była dla siebie na tyle surowa, by torturować się dalej.
- Jesteś zawiana - oznajmił z politowaniem mężczyzna, wychodząc zza baru. Stanął tuż nad nią z rękoma założonymi na piersi. - W dodatku się spóźniłaś.
- Mhm, prawdopodobnie... - czknęła i parsknęła cichym śmiechem, po czym spojrzała na niego z nagłą uwagą, jak gdyby dopiero zorientowała się, że z kimś rozmawia. - Nie matkuj mi, szeregowy,... bo zdetronizuję Cię... do roli szorowa~acza pokładu - wybełkotała odrobinę nieskładnie, po czym podparła brodę na dłoni, która ledwo utrzymywała się na blacie stołu.
- Oczywiście - przytaknął Marco, najwyraźniej nawet nieszczególnie słuchając, co jego szefowa ma do powiedzenia. - Masz szczęście, że mały był dzisiaj ruch - ciągnął, lecz widząc, że ta nie zamierza go słuchać, wzruszył po prostu barkami i rzucił jej na blat klucz. - Poczekaj trochę i zamknij wszystko jak już wytrzeźwiejesz. Do jutra - pożegnał się, a następnie po prostu wyszedł, zostawiając Sparky w niewielkiej konsternacji. W dodatku nie kwapił się, by odwrócić tabliczkę, która w dalszym ciągu sugerowała iż lokal jest otwarty. Teoretycznie jeszcze przez jakąś godzinę powinien funkcjonować, lecz zazwyczaj w takim wypadku i tak kończyło się na zamykaniu wcześniej. Ostatnimi czasy nie prosperował zbyt dobrze (może dlatego, że szefowa zwykła przepierdalać pieniądze na głupoty), a sytuację pogarszał brak alkoholu (przynajmniej tego sprzedawanego). Sama szefowa nie miała najmniejszej ochoty na podnoszenie zgrabnego tyłka z ławki. Jedyne, na co było ją stać, to zrzucenie z pleców żółtego plecaka wraz z kurtką, z której uprzednio (ostatkiem racjonalności) wygrzebała naczynie. Odkręciła zakrętkę i pociągnęła żywszy łyk, zapominając o całym świecie. Jakie wesołe jest życie alkoholika.~
Hey, hey, hey, hey, oh, dou, dou, dou, dou, dou...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Sheep
Przybysz

avatar

Liczba postów : 6
Dołączył : 25/10/2013

Godność : Nathaniel Garrett Grimshaw.
Wiek : Dwadzieścia osiem lat.
Orientacja : Biseksualizm wrodzony.
Wzrost i waga : 189 cm | 79 kilogramów.
Znaki szczególne : Heterochromia (prawe oko szaroniebieskie, a lewe brązowe); długie włosy w kolorze ciemnego blondu; tatuaż na przedramieniu; brytyjski akcent.
Aktualny ubiór : W kawiarni Sparky. ~
Ekwipunek : Kluczyki do samochodu, telefon, portfel.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia przy plaży ~ [kreatywności się zachciało? lol, nope]   Nie Gru 01, 2013 12:45 pm

Silnik sportowego samochodu ucichł. W taką pogodę nad wyraz niechętnie przyjmowało się opuszczanie ogrzewanej kabiny pasażera. Mężczyzna wyjrzał przez okno, po którym leniwie spływały pierwsze krople jesiennego deszczu. Przemknął wzrokiem wzdłuż plaży, która już skryła się w półmroku, ale jego głównym celem było miejsce, oddalone od jego obecnego miejsca pobytu o dobre kilkaset metrów. Plusem był fakt, że dostrzegał jeszcze palące się tam światło, co było wyraźnym znakiem tego, że istniała niewielka szansa na to, że zastanie swoją dłużniczkę. Poniekąd nie miał większego powodu, by upominać się o swoje. W świetle całego jego majątku, były to nędzne grosze. Cała ta wyprawa była po prostu pakowaniem głowy wprost do paszczy lwa. Ale kto nie lubił ryzyka? Koniec końców i tak kończyło się na tym, iż lwie zębiska nie zaciskały się na szyi odważnego delikwenta, a rozdrażnione zwierzę musiało wrócić do swojej klatki i po czasie zapomnieć o nieprzyjemnościach, które zostały mu wyrządzone na arenie. Jednak różnica między tym lwem a cyrkowym pupilem była taka, że temu pierwszemu trudno było zapomnieć.
Nathaniel mimowolnie uśmiechnął się pod nosem i wreszcie wyszedł na zewnątrz, zatrzaskując za sobą drzwi. Światła mignęły, informując o tym, że drzwi zostały zamknięte. Wsunął kluczyki do kieszeni spodki, zaś ręce zaraz schował w kieszeniach kurtki, czując dotkliwy chłód, który o tej porze roku był normą w Rathelonie, jednak mimo wszystko trudno było się do niego przyzwyczaić. Deptakiem ruszył przed siebie, po drodze mijając ostatnich kręcących się tu wieczorami przechodniów. Po drodze mignęła mu znajoma twarz i dość szybko skojarzył ją z miejscem, do którego właśnie zmierzał. Jeszcze raz skierował wzrok w tamtym kierunku. Światło nadal się świeciło. Wyglądało na to, że szefowa została sama (o ile ktokolwiek pozwalał jej na zarządzanie kawiarnią samodzielnie, co – oczywiście według Czarnej Owcy tego miasta – wydawało się nierozsądne i wkrótce miało się okazać, że to podejście było całkiem słuszne).
W niedługim czasie znalazł się na miejscu. Wywieszona na drzwiach tabliczka wręcz zapraszała do środka nowego gościa. Nie widział przeszkód we wpakowaniu się do środka i to właśnie uczynił. Szybko przemknął wzrokiem po niemalże doszczętnie opustoszałym lokalu i zaraz namierzył wzrokiem rozwaloną na ławce drobną sylwetkę. Prawdę mówiąc, nie zdziwił się widząc ją w tym wydaniu. Trzeba też przyznać, że to mogło znacząco ułatwić mu sprawę, jeżeli kobieta w połowie ich, jak zwykle, miłej konwersacji nie postanowiłaby odpłynąć. Już nie takie sytuacje zdarzały się wesołym alkoholikom. Grimshaw'owi takie widoki nie były obce, choć nawet w tej chwili traktował notoryczne zalewanie się w trupa z niejakim politowaniem. Nie dało się ukryć, że Sparky nie było z tym do twarzy. Jeżeli już z czymkolwiek miało być jej do twarzy, to... Nie, właściwie nigdy się nad tym nie zastanawiał. Teraz też nie. W końcu nie przyszedł tutaj, by oceniać jej wątpliwy urok.
No proszę, nasz mały kastrat znów topi smutki w nadmiarze procentów ― rzucił zgryźliwie, a kąciki jego ust wykrzywiły się w firmowym już uśmiechu rasowego skurwiela, który często lubił przypominać innym o przykrych wpadkach. Bez zawahania podszedł bliżej i – najwidoczniej nie widząc nic złego w tym, by czuć się jak u siebie – zajął miejsce naprzeciwko jasnowłosej. ― Pracownicy klubów pewnie są ci wdzięczni za to, że to nie nad nimi sprawujesz szefostwo. Zbankrutowaliby przez ilość dodatkowych butelek do zamówienia, co? ― mruknął i uniósł brwi, w tym czasie sięgając po piersiówkę, którą Colette trzymała w ręce. Nie przyszedł jej ojcować, więc oczywiście po skosztowaniu łyku zaraz zwrócił jej przedmiot. ― Kiepskie połączenie ― ocenił. No tak – ktoś taki, jak on mógł sobie pozwolić na większe luksusy, więc miał okazję kosztować lepszych drinków. Pieprzony książę.
Oparł przedramiona o blat i splótł ze sobą palce, obrzucając Acciai znaczącym spojrzeniem różnokolorowych tęczówek. Nie przejmował się jej brakiem trzeźwości, w związku z którym ta konwersacja na pewno nie miała wnieść się na wyżyny elokwencji.
W każdym razie sprawa jest dość oczywista, a skoro masz możliwość szlajania się po sklepach monopolowych, pewnie w końcu masz możliwość zwrócenia wszystkich należności. Sama rozumiesz, nie można czekać wiecznie. Nie sądzę też, bym był ci cokolwiek winien, a zabawa w sponsora bez żadnych korzyści nikomu się nie uśmiecha ― wyjaśnił i rozłożył bezradnie ręce. Taka prawda. ― To jak, Colette?

Umiejętności: Modulacja głosu, aktorstwo, free running, walka wręcz, umiejętności rajdowe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sparky
Badass Chihuahua

avatar

Liczba postów : 32
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Colette Pandora Sparkling (Acciai do niedawna)
Wiek : 24 lata.
Zawód : Właścicielka kawiarni.
Orientacja : Heteroseksualna.
Partner : Butelka szkockiej, ciastka, fastfoody i okazjonalnie jakaś zapijaczona morda w klubie, nim obije jej właściciela za pchanie jej łap tam, gdzie nie wolno.
Wzrost i waga : 165 cm || 53 kg
Znaki szczególne : płeć bliżej nieokreślona na pierwszy rzut oka; czerwone pasemka; intensywnie czerwone szkła kontaktowe; tatuaż za uchem;
Aktualny ubiór : uuum. ~
Ekwipunek : Telefon z przywieszką w kształcie głowy zombie + zestaw słuchawkowy, portfel, piersiówka 240ml, pudełko Lucky Strike Additive Free Red + czerwona zippo z podobizną smoka, miętowe gumy do żucia.
Multikonta : Nazi Kaczka z Hivem. c:

PisanieTemat: Re: Kawiarnia przy plaży ~ [kreatywności się zachciało? lol, nope]   Nie Gru 01, 2013 4:16 pm

Dalsza część wieczoru w jej mniemaniu nie zapowiadała się ani trochę ciekawie. Nikt nie zwykł zaglądać do kawiarni o tej porze, a już szczególnie w  pogodę, której ona sama chyba nie dostrzegała. W końcu jaką różnicę mogło jej to sprawić? Alkohol nie uleciałby jej z głowy wraz ze zbawiennymi właściwościami sączącego deszczu. Tak czy inaczej, blondynka była święcie przekonana, że nikt nie będzie śmiał zakłócać tej rzadkiej chwili odpoczynku, kiedy nic ani nikt nie przeszkadzało jej w samotnym oddawaniu się kontemplacji na temat życia. W tym wypadku - drzemaniu na drewnianej ławie. Ręka z wolna osuwała się, przez co w ostateczności dziewczyna ułożyła brodę na przedramieniu i przymknęła oczy, wzdychając ciężko. Kotłowało jej się w głowie, ale świat nadal był względnie kolorowy. Przynajmniej do czasu... Dźwięk otwieranych na nowo drzwi nie zdołał wymusić na niej stanie na baczności, ale zdecydowanie zwrócił jej uwagę, co w obecnej sytuacji i tak było ledwie dostrzegalne. W pierwszej chwili sądziła, że to Marco, lecz ten nie zwykł zapominać niczego w lokalu... Prócz swojej dumy, skoro pracował pod kimś takim, ale to już inna sprawa. Nie podejrzewała, że mógłby być to klient. Nie myliła się, lecz przyszło jej dowiedzieć się tego w nieprzyjemny sposób.
,,Kastrat."
Na jej nieszczęście nawet po pijanemu (na szczęście zalana w trupa nie była) przyporządkowywała to określenie do ust konkretnej osoby, w czym pomógł głos, którego nie można było zapomnieć tak łatwo. Głównie ze względu na to, że poza momentami kiedy bywał przydatny, po prostu nie przepadała za jego właścicielem.
- Kurna - warknęła odruchowo, lecz zabrzmiało to jak niezrozumiały bełkot. Gdyby miała nieco więcej sił witalnych i utrzymywała się na nogach, pewnie spróbowałaby wywalić go za drzwi. Ale nim zdążyła ułożyć sobie w głowie zamienny plan, unosząc przy tym wolno głowę, ujrzała na przeciwko siebie tę paskudną facjatę. Świetnie. Słowa mężczyzny, rzecz jasna, docierały do niej w całości, chociaż starała się za wszelką cenę go ignorować, w myśl zasady ,,Ignoruj go - wtedy sobie pójdzie". Nie mogła jednak olać faktu, że dobierał się do jej eliksiru szczęścia. Prychnęła urażona, przyciągając do siebie piersiówkę, kiedy ten postanowił wzgardzić jej zawartością.
- Skończyłeś? - wycharczała, nie licząc na odpowiedź. Pragnienie ucieczki wzbierało, ale pokraczna wiedza o czymś równie bagatelnym jak honor, utrzymał jej tyłek na stołku. Ponowne podźwignięcie się do pozornie prostego siadu wydawało się być znacznie trudniejsze niż sądziła. W ostateczności wisiała nad blatem niczym Śmierć nad śmiertelnie chorym i z pod byka przyglądała się tej wypacykowanej męskiej laleczce, która śmiała zakłócać jej spokój. W dodatku ciągle mówił, jakby kogokolwiek obchodziło to, co mógłby mieć do powiedzenia. Jej na pewno nie, choć wisiała mu kasę. Była jednocześnie niewysłowienie wdzięczna, iż Marco zdecydował się tym razem nie czekać z zamknięciem do samego końca, bawiąc się potem w oddelegowywanie jej na górę, bo do domu raczej nie miałaby siły się fatygować. I choć pomoc wydawała się w tej chwili zbawienna, to nie bardzo miała ochotę, by chłopak uczestniczył w tym dziwnym spotkaniu. Sama nie skakała z radości na widok Nathaniela, ale ona musiała to jakimś cudem przełknąć, sama sobie była winna. Nawet jeśli niezmiennie upierała się przy tym, że karma to podła suka.
- Otóż... - zaczęła i zaraz potrząsnęła leniwie głową. - Przylazłeś tu na próżno, skarbie~ – oznajmiła zadziwiająco weselszym głosem. - Pieniądze są... – czknęła znowu i wolno uniosła metalowy przedmiot do góry, machając nim na boki i niemalże wytrącając go sobie z rąk. Uśmiechnęła się przy tym leniwie, następnie odstawiając z hukiem piersiówkę i podparła się dłońmi o blat, niezgrabnie podnosząc się z siadu, w efekcie czego przechyliła się lekko do przodu i siłą rzeczy znalazła bliżej niego. - Nie masz tu... czego szukać – dopowiedziała, zniżając głos prawie do szeptu. Odsunęła się równie mozolnie, ale w dalszym ciągu musiała podpierać, by złapać równowagę. Zdawało się, że automatycznie straciła zainteresowanie osobnikiem w kawiarni, bo ledwo upewniwszy się, iż utrzymanie równowagi nie będzie takie trudne jak już załapie bakcyla, dziewczę odsunęło się od lady i spojrzało tęsknie w kierunku schodów. Na górze znajdował się jej główny i obecnie jedyny kochanek w postaci wygodnego mebla. W dodatku prawdopodobnie znalazłoby się obok niego kilka butelek z zachęcającą zawartością.
- Możesz mi pomóc wejść... wejść taaa~am i wtedy... - zastanowiła się, uśmiechając się do samej siebie lekko. - Wtedy sobie pójdziesz... a ja oddam ci pieniądze... kiedyś – zakończyła całkiem sensownie. - Taaaa, kiedyś na pewno – przytaknęła samej sobie i zerknęła na niego z wyczekiwaniem, chociaż równie dobrze mogła obserwować ścianę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Sheep
Przybysz

avatar

Liczba postów : 6
Dołączył : 25/10/2013

Godność : Nathaniel Garrett Grimshaw.
Wiek : Dwadzieścia osiem lat.
Orientacja : Biseksualizm wrodzony.
Wzrost i waga : 189 cm | 79 kilogramów.
Znaki szczególne : Heterochromia (prawe oko szaroniebieskie, a lewe brązowe); długie włosy w kolorze ciemnego blondu; tatuaż na przedramieniu; brytyjski akcent.
Aktualny ubiór : W kawiarni Sparky. ~
Ekwipunek : Kluczyki do samochodu, telefon, portfel.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia przy plaży ~ [kreatywności się zachciało? lol, nope]   Nie Gru 01, 2013 9:36 pm

Niestety w jego przypadku ignorowanie się nie sprawdzało. Ponadto na pewno nie wypadało kręcić w jego obecności. Pomimo tego, że potrafił grać wielkodusznego, ostatecznie okazywało się, że też miał swoje granice. Może takie sytuacje nie wyprowadzały go z równowagi, ale nie dało się ukryć, że miał dość brutalne metody. Poza tym raz, dwa albo ewentualnie trzy razy można było się o coś jeszcze uprzejmie upraszać, a więcej takich przypadków wymagało już bardziej zdecydowanych środków. Niektórym jednak wciąż wydawało się, że groźby nie mają pokrycia, aczkolwiek potwierdzono, że mając znajomości oraz fundusze, można było bez problemu zniszczyć życie drugiej osobie. Jeszcze w taki sposób, by nikt nie uwierzył, że to nasza sprawka. Najniebezpieczniejsze w tym było to, że Nathaniel doskonale zdawał sobie z tego sprawę, ale jednocześnie jeszcze powstrzymywał się przed podobnymi posunięciami w przypadku Acciai, chociaż to, że za nim nie przepadała rzucało się w oczy, jednak osobiście traktował ją raczej neutralnie, a dogryzanie było efektem tego, że słuchanie ripost, które spływały po nim nie pozostawiając żadnych szkód, zapewniało mu jakąś drobną rozrywkę. Niezbyt wyszukaną, ale zawsze.
„Skończyłeś?”
Mimowolnie wykonał uciszający gest ręką. Na pewno nie zamierzał już wypowiadać się na temat alkoholu, który pozostawił po sobie nieprzyjemny posmak w jego ustach. Z niejakim rozbawieniem przyglądał się jej marnej próbie doprowadzenia się do jako takiego porządku. I jak miał stłumić w sobie chęć uprzykrzania jej życia, skoro sama się o to prosiła? Nawet kolejne słowa nie zdołały przegonić jego pogodniejszego nastroju. Po prostu był na to przygotowany. Różnokolorowe tęczówki jak na zawołanie przyjrzały się piersiówce, którą jasnowłosa wymachiwała mu przed nosem.
Więc nawet tutaj mają z tobą spory kłopot ― odparł i westchnął zrezygnowany. Nie poczuł się zrażony nagłym zmniejszeniem dystansu, choć jego rozmówczyni pachniała, jakby obrabowała cały monopol. Chwała, że był w stanie znieść tę woń, choć działało to na niekorzyść Sparky. ― Nadal utrzymuję się przy swoim. Jestem pewien, że jeszcze doszczętnie nie zbankrutowałaś, a najwyżej na kilka dni będziesz musiała odpuścić sobie przyjemności ― odparł, unosząc brew. Kobieta mogła nie być zadowolona z tego stanu rzeczy, ale blondyn nie zamierzał odpuszczać. Zastukał palcami o blat, udając, że jest już nieco zniecierpliwiony, po czym powiódł spojrzeniem w kierunku schodów, wiedziony tym, co przykuło uwagę Colette. Odruchowo parsknął, ostatecznie starając się stłumić śmiech. Już ucieka? Wyobraźnia lubiła płatać figle w najmniej oczekiwanych momentach, toteż szybko nasunęła mu się wizja pokracznej wspinaczki po stopniach.
„Możesz mi pomóc wejść...”
Zerknął na nią z ukosa. Chyba nie sądziła, że to wystarczyło, by ruszył tyłek z miejsca?
Pozwól, że się zastanowię ― och, wcale nie zamierzał czekać na pozwolenie! Jednak potarł podbródek w zamyśleniu, przyglądając się jej oceniającym wzrokiem. Przy okazji wysłuchał tego, co jeszcze miała mu do powiedzenia, bo miało to ogromny wpływ na jego końcową decyzję. ― Jesteś naprawdę beznadziejna w robieniu interesów. Skoro ja kiedyś dostanę pieniądze, ty kiedyś dostaniesz towar, jeśli wiesz, o czym mówię. Klienci ze złą sławą nie są mile widziani w naszych stronach, więc lepiej to przemyśl. O ile jesteś w stanie się skupić ― wzruszył lekceważąco barkami. ― Możesz też spróbować się targować, ale zakładam, że w tym też nie jesteś najlepsza. Nie każdy da się naciągnąć na butelkę wódki ― mruknął i oparł policzek na dłoni. Cholera wie, co siedziało w jego brytyjskim czerepie, ale na pewno nic, co miałoby przynieść korzyść Acciai. ― Ale nadal istnieje szansa, że ci pomogę ― dodał z większym entuzjazmem, choć krył się w nim podstęp.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sparky
Badass Chihuahua

avatar

Liczba postów : 32
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Colette Pandora Sparkling (Acciai do niedawna)
Wiek : 24 lata.
Zawód : Właścicielka kawiarni.
Orientacja : Heteroseksualna.
Partner : Butelka szkockiej, ciastka, fastfoody i okazjonalnie jakaś zapijaczona morda w klubie, nim obije jej właściciela za pchanie jej łap tam, gdzie nie wolno.
Wzrost i waga : 165 cm || 53 kg
Znaki szczególne : płeć bliżej nieokreślona na pierwszy rzut oka; czerwone pasemka; intensywnie czerwone szkła kontaktowe; tatuaż za uchem;
Aktualny ubiór : uuum. ~
Ekwipunek : Telefon z przywieszką w kształcie głowy zombie + zestaw słuchawkowy, portfel, piersiówka 240ml, pudełko Lucky Strike Additive Free Red + czerwona zippo z podobizną smoka, miętowe gumy do żucia.
Multikonta : Nazi Kaczka z Hivem. c:

PisanieTemat: Re: Kawiarnia przy plaży ~ [kreatywności się zachciało? lol, nope]   Pon Gru 02, 2013 1:03 pm

Prawdopodobnie mężczyzna bez większych problemów poradziłby sobie z wyegzekwowaniem odpowiedniej opłaty... Gdyby nie miał do czynienia z Colette. Kobieta bowiem pozbawiona była instynktu samozachowawczego, a i długi wobec innych nie stanowiły dla niej problemu. Owszem, nie było jej to na rękę, ale na dłuższą metę i tak starała się nie wchodzić wierzycielom w drogę. Mogło i być to z jej strony wielce niemądrym posunięciem, zwłaszcza że ci miewali czasem mało humanitarne sposoby na wyciśnięcie od delikwenta należności. Sparkling od pewnego czasu żyła jednak myślą, że karma to niewdzięczna suka z oraz bez pomagania jej, więc jeśli cokolwiek miało kopnąć ją w dupę za błędy przeszłości, prędzej czy później i tak by to zrobiło. A oddanie komuś pieniędzy raczej nie odwlekałoby wyroku.
Istniało wiele powodów, dla których nie lubiła widoku tego mężczyzny. Połowa z nich zazębiała się w kategoriach, o których nie zwykło się mówić przed godziną 22. Reszta dotyczyła mniej przyziemnych kwestii, ale oczywistym było, że któryś z punktów zawiera w sobie jej niechęć do sposobu jego bycia. Nawet będąc niezupełnie trzeźwą (optymistka) potrafiła bez problemu stwierdzić, że rozmówca był chrzanionym gburem.
- Cenię sobie tę przyjemność - odparła wesoło, co znaczyło, że nie będzie mogła tak łatwo pozwolić sobie na zrezygnowanie z niego. Choćby na kilka dni, a przecież nie upijała się codziennie. Kiedyś wypadało też pracować. Wypadało, właśnie. Na korzyść wszystkich obecnych działał jej stan upojenia, bo dzięki temu nie kwapiła się nawet by słuchać złośliwych przycinków. Po procentach świat zdawał się być dużo radośniejszy, a więc i ona stroniła od bycia marudną zołzą.
Możliwe, że była naiwna, sądząc iż proszenie go o pomoc faktycznie się sprawdzi, ale do samej Colette nie dotarła jeszcze bezmyślność tej propozycji. Nie chodziło nawet o drugie dno, po prostu ktoś kto przyszedł odebrać od niej co swoje raczej nie miał cierpliwości, by użerać się z nią w stanie podchmielenia.
- Pozwalam~ - weszła mu w słowo niemal uradowana okazją do udzielenia odpowiedzi. Nie było to jednak przemyślane, bo gdyby Garrett rzucił "nie pozwól", automatycznie zabroniłaby mu robienia tego, co zrobić chciał. Chodziło po prostu o gotową ripostę, którą wygłosiła zadowolona z siebie. Mniej zadowolona jednak była z tego, iż sprawy ciągnęły się żółwim tempem. Zdążyła prawdopodobnie zauważyć powód jego przybycia, bo gdy skończył mówić, westchnęła ciężko.
- Ranyyy - jęknęła i potrząsnęła głową. W zamiarze lekko - w rzeczywistości krótkie włosy zakołysały się wokół jej głowy tak, że gdy ją zatrzymała, te zdołały powpadać jej do ust i konieczna była interwencja rąk, by się od nich uwolnić. Przy okazji musiała ponownie się o coś oprzeć, bo szanse upadku wzrosły. - Jesteś taaaa-aki drobiazgowy... Ale nie lubię wódki - dodała, marszcząc komicznie lekko piegowaty nos. Z sensu całej jego wypowiedzi zdołała chyba wyłuskać tylko to. Swoją drogą - ognista woda prawdopodobnie również znalazła się w jej manierce, ale to już siła przypadku.
- I straaasznie... okroopnie długo się zastanawiasz - zauważyła, pochylając się znowu do przodu, ale tym razem powstrzymała się od naruszenia jego przestrzeni osobistej. Chociaż ją korciło. - Poradzę sobie sama, żyrafo, możesz odmaszerować! - powiedziała już głośniej, demonstrując mu swoje uzębienie. Zaraz sięgnęła po piersiówkę i pociągnęła z niej kolejny łyk, orientując się, że zostało naprawdę niewiele. Zamiast jednak cokolwiek z tym zrobić, ponownie usadowiła się na stołku, w ostatniej chwili łapiąc się krawędzi, bo mało brakowało a poleciałaby czerepem do tyłu i rozpieprzyła go na czystej posadzce.
- Chyba jednak jeszcze chwilę posiedzę - wymruczała sama do siebie i wzdrygnęła się, po czym uniosła dłoń i potarła jej wierzchem usta i nos, jakby chciała pozbyć się swędzenia. Zerknęła przelotnie na Barana i zmrużyła oczy. - A sio! - syknęła i machnęła na niego ręką.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Sheep
Przybysz

avatar

Liczba postów : 6
Dołączył : 25/10/2013

Godność : Nathaniel Garrett Grimshaw.
Wiek : Dwadzieścia osiem lat.
Orientacja : Biseksualizm wrodzony.
Wzrost i waga : 189 cm | 79 kilogramów.
Znaki szczególne : Heterochromia (prawe oko szaroniebieskie, a lewe brązowe); długie włosy w kolorze ciemnego blondu; tatuaż na przedramieniu; brytyjski akcent.
Aktualny ubiór : W kawiarni Sparky. ~
Ekwipunek : Kluczyki do samochodu, telefon, portfel.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia przy plaży ~ [kreatywności się zachciało? lol, nope]   Wto Gru 03, 2013 9:59 am

Gburem? G b u r e m? To na pewno nie było określenie, które idealnie odzwierciedlało jego osobowość. Mimo wszystko budził sympatię tych, który jeszcze nie poznali jego prawdziwej strony; strony, która potrafiła potraktować innych dużą dawką bezwzględności. Poza tym ubieganie się o coś, co zwyczajnie mu się należało – bo było po prostu jego – nie kwalifikowało się do nienormalnego odruchu. Nie mógł przez cały czas przytakiwać głową i ze zrozumieniem przesuwać każdy termin. Po co miałby to robić dla kogoś, komu nie odpowiadało jego towarzystwo? Ponadto sam także nie miał najlepszego zdania o Colette. Nie chodziło tu nawet o jej usposobienie, bo nie miał absolutnie nic do opryskliwych ludzi, a wręcz przeciwnie – uwielbiał się z nimi droczyć. Po prostu, jako ktoś z dobrego domu (choć niekoniecznie zachowywał się jak ułożony panicz), wychodził z założenia, że spotykanie kobiety – to nic, że przypisującej sobie męskie cechy – w takiej sytuacji, przyprawiało o niesmak. Na dobre wychodziło jej jedynie to, że jeszcze kontaktowała. W miarę, bo nie nazwałby tego szczytem jej możliwości.
Mówisz? Prawie umknął mi ten szczegół ― mruknął, kręcąc głową. Oparł policzek na dłoni i przesunął spojrzeniem po jej piegowatej twarzy. Najpierw zahaczył o nos, później o usta, podbródek, a na koniec przyjrzał się jeszcze szyi. Miała sporo szczęścia, że robiła interesy akurat z nim, choć nawet jemu do głowy przychodziły najróżniejsze pomysły, które raz na zawsze zakończyłyby kwestię długów. Mógł na przykład skręcić jej kark. Była pijana, więc wszyscy mogli uznać to za przykry wypadek. Nikt nie tęskniłby za takim pasożytem społecznym. Zerowy łeb do interesów i przepijanie każdego zarobionego centa. Z drugiej strony...
Nie, tu zdecydowanie nie ma drugiej strony.
Ponownie skupił wzrok na jej twarzy. A może jednak? Grunt, że nie był zrażony jej zachowaniem. Zdusił w sobie zaledwie chęć do odpłacenia się jej ironicznym komentarzem na temat jej poczucia humoru. Przecież była taka zabawna, sądząc, że jej odpowiedzi były ambitne! Poza tym, gdyby nie kawiarnia, zapewne już dawno spałaby pod jakimś mostem i żebrała o drobniaki „na chleb”. Przynajmniej on tak to widział.
Oczywiście. Nikt jej nie lubi. Piją ją, żeby nie poczuła się smutna ― wzruszył barkami. ― Czyli jednak muszę używać prostszych słów ― wywrócił teatralnie oczami, aczkolwiek wciąż wykazywał się sporą cierpliwością. ― Nie dostaniesz żadnych dragów, Sparky. Ani ode mnie, ani od nikogo innego. Być może będziesz też musiała zadowolić się resztkami tych alkoholi, które zostały ci w domu. Może wtedy nauczysz się robienia interesów ― tu ściszył głos. W końcu poruszał tematy, których nawet ściany nie mogły usłyszeć, a wystarczyło, że jego słowa były wystarczająco wyraźne dla Acciai.
Ponownie jego ramiona uniosły się wyżej, by zaraz opaść na wcześniejsze miejsce. Mogła być tak blisko, jak tylko jej się podobało, a on nie poczułby cienia skrępowania. Ponownie zaśmiał się pod nosem, jakby właśnie opowiedziała mu żart. Uniósł brwi i nawet nie drgnął, gdy była bliska upadku. O tak, z pewnością miała poradzić sobie sama!
Nigdzie się nie wybieram ― zadeklarował pewnie, a gdy machnęła ręką, w ostatniej chwili złapał ją za nadgarstek. Paradoksalnie do swoich słów, podniósł się z miejsca, ani myśląc przy tym, by ją puścić. A skoro był żyrafą, która była znacznie postawniejsza, niż drobnej postury kobieta, podciągnął ją do góry, jakby była po prostu pacynką. Czy wykorzystywał swoją przewagę? Jak najbardziej. Nie widział powodów ku temu, by się ograniczać. ― I co teraz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sparky
Badass Chihuahua

avatar

Liczba postów : 32
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Colette Pandora Sparkling (Acciai do niedawna)
Wiek : 24 lata.
Zawód : Właścicielka kawiarni.
Orientacja : Heteroseksualna.
Partner : Butelka szkockiej, ciastka, fastfoody i okazjonalnie jakaś zapijaczona morda w klubie, nim obije jej właściciela za pchanie jej łap tam, gdzie nie wolno.
Wzrost i waga : 165 cm || 53 kg
Znaki szczególne : płeć bliżej nieokreślona na pierwszy rzut oka; czerwone pasemka; intensywnie czerwone szkła kontaktowe; tatuaż za uchem;
Aktualny ubiór : uuum. ~
Ekwipunek : Telefon z przywieszką w kształcie głowy zombie + zestaw słuchawkowy, portfel, piersiówka 240ml, pudełko Lucky Strike Additive Free Red + czerwona zippo z podobizną smoka, miętowe gumy do żucia.
Multikonta : Nazi Kaczka z Hivem. c:

PisanieTemat: Re: Kawiarnia przy plaży ~ [kreatywności się zachciało? lol, nope]   Sro Gru 04, 2013 5:14 pm

W słowniku Colette znajdowało się naprawdę wiele co oryginalniejszych bluzg i chociaż nie Nathaniel zasłużył sobie na każdą jedną, którą rzucała w chwilach wściekłości, bo spójrzmy prawdzie w oczy - nie zdołał narazić jej się na tyle, by zostać perfidnie obrzuconym mięsem przy zaledwie zalążku do konfliktu. O nie, to miejsce należało do innego palanta, jednak w zapijaniu smutków chodziło głównie o to, by zapomnieć o zidiociałych namiastkach ludzi, którzy zniszczyli nam życie, więc na daną chwilę to Grimshaw miał stać się ofiarą jej niechęci. Choć w tym wypadku było to pojęciem względnym, jako że daleko jej było do użalającej się nad sobą pijaczki. Była w szampańskim nastroju... jak widać na załączonym obrazku.
Powinna była spodziewać się, że nie pójdzie jej z nim tak łatwo, skoro ten uparcie wracał i wracał, a ona najwyraźniej z własnej masochistycznej przyjemności zezwalała mu na nieustanne dręczenie i zmuszała do oglądania tego plugawego pyska, który niedługo zacznie śnić się jej po nocach. Ale nawet podpita miała pewność, że skoro już pofatygował się tak daleko, teraz konieczne będzie włożenie znacznie więcej wysiłku w próbę przegnania go.
- Bardzo śmieszne, ale ja naprawdę... - zaczęła, ale ostatecznie potrząsnęła znowu głową. Nie będzie się z nim kłócić, choć wódka faktycznie przyprawiała ją w stan obrzydzenia. Czysta wódka. Taka zmieszana z milionem innych specyfików ledwie dawała o sobie znać. A jednak trzeba było mieć stępione kubki smakowe (jak Sparky), by wciąż stać po takim misz-maszu.
Zdawało się, że wreszcie coś do niej dotarło. Gapiła się na niego nieco tępo, nie mówiąc już ani słowa i chyba analizowała fakty. Tak to wyglądało... Dopóki jej ust nie wykrzywił uśmiech, a sama dziewczyna nie parsknęła perliście.
- Pffhhh, jaki poważny - wydusiła i znowu prychnęła, nie przestając rechotać. Nie, wciąż nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji i nie docierało do niej nic poza podszeptami otępiałego umysłu. I najwyraźniej niewiele miało się zmienić, bo sama kobieta nie zamierzała słuchać. Nie jego. Nie tego bandy...
- Nikt cię nie py-... ej! - Nie zareagowała zbyt dobrze na zostanie podźwigniętą do pionu jak bezwładna laleczka, w dodatku zemdliło ją przez gwałtowny ruch wykonany gdy starała się chwilę odpocząć. Niemrawo poruszyła ręką i zmarszczyła czoło, tym razem spoglądając na niego z dołu ze znacznie większą trzeźwością, ale i zacięciem, które mogło sugerować, że z nią również nie będzie tak łatwo, ale również że opuściła ją chęć do żartowania sobie z niego. Nie mogła dać sobą pomiatać w swoim miejscu pracy, a w szczególności nie komuś tak bezczelnemu. Jego problem polegał na tym, że nie trafił na kogoś, kto nabierze do niego respektu tylko dlatego, że był odrobinę większy, silniejszy, trzeźwy.. Oh, zamknijcie się.
- Teraz, mój książę... Puś-... puścisz mnie - oznajmiła łagodniej niż wskazywać by mogła na to jej nieusatysfakcjonowana mina. - Po prostu... puść - wznowiła, nie chcąc przyjąć do wiadomości odmowy. Drań pozwalał sobie na zbyt wiele. - Nie będę się z tobą użerać... Tym sposobem nic nie wskórasz.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Sheep
Przybysz

avatar

Liczba postów : 6
Dołączył : 25/10/2013

Godność : Nathaniel Garrett Grimshaw.
Wiek : Dwadzieścia osiem lat.
Orientacja : Biseksualizm wrodzony.
Wzrost i waga : 189 cm | 79 kilogramów.
Znaki szczególne : Heterochromia (prawe oko szaroniebieskie, a lewe brązowe); długie włosy w kolorze ciemnego blondu; tatuaż na przedramieniu; brytyjski akcent.
Aktualny ubiór : W kawiarni Sparky. ~
Ekwipunek : Kluczyki do samochodu, telefon, portfel.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia przy plaży ~ [kreatywności się zachciało? lol, nope]   Pią Gru 06, 2013 9:31 am

Ten jej szampański nastrój zdecydowanie utrudniał mu pracę, ale dla odmiany nie zniechęcał. Był ciekawą odskocznią po wszystkich ich mniej przyjemniejszych spotkaniach – nawet, jeżeli alkohol nie sprawił, by zapomniała o tym, że Nathanielowi znacznie bliżej było do trafienia na czarną listę. Rzecz jasna, o ile już tam nie widniał, a zakładał, że mógł. Miały w tym zasługę wszystkie bluzki, które już kiedyś zdążyły paść w jego stronę, ale – co zajebiście mocno rzucało się w oczy i pewnie w stanie trzeźwości panna Colette przeklinała za to los – jeszcze żył i miał się całkiem nieźle. Ale istniała jeszcze nadzieja! Podobno ludzie igrający z ogniem żyją krócej. On stąpał po polu minowym w świecie, w którym przestępczość była na porządku dziennym, a jako diler z pewnością mógł trafić na niezadowolonego klienta o brutalnych metodach puszczania w niepamięć własnych długów. Ale Grimshaw starał się, by nikt nie był niezadowolony. Może z tym jednym wyjątkiem, na który właśnie spoglądały jego różnobarwne oczy.
Nie zamierzał dać się wygonić. Jeżeli ktoś uważał, że w danej chwili rozdawał karty, on odwracał sytuację. Albo przynajmniej był na tyle uparty, by odebrać drugiej osobie radość z myślenia, że ich słowa miały duże znaczenie i na pewno były wpływowe.
Nieważne ― wtrącił jej się w słowo, by ją uciszyć. Może nie poszło mu to tak, jak sobie to zaplanował, ale kobieta na całe szczęście zrezygnowała z dalszego wywodu. Przecież to nie był czas na dyskutowanie o upodobaniach alkoholowych. Ale czego miał się spodziewać? Wychodziło na to, że powinien unikać niepotrzebnych przykładów w towarzystwie pijanej osoby, bo brała to za bardzo do siebie. Niestety jego urok polegał na tym, że gdy już się rozgadał, trudno było sprecyzować, w którym momencie wreszcie się zamknie.
Westchnął ze zrezygnowaniem i rozmasował kark dłonią, słysząc, że Acciai nie wzięła jego słów na poważnie. Poklepałby ją po policzku, by doszła do siebie i nieco się opamiętała, ale nie warto było. Różnokolorowe tęczówki spojrzały na nią z góry, a z jego twarzy znów dało wyczytać się pobłażliwość, która zdecydowanie ujmowała jej punktów. Panie i panowie, oto okaz zdziecinniałej właścicielki baru w stanie upojenia! Starajcie się nie podchodzić za blisko, gdy będziecie chcieli zrobić zdjęcia, może przypadkiem zatoczyć się i uszkodzić wasz sprzęt.
Oczywiście zasada niezbliżania się nie dotyczyła Garretta.
Tym razem to on zaśmiał się, choć zapewne nie w sposób, w który wcześniej zrobiła to Sparkling. był w tym bardziej powściągliwy, aczkolwiek skurwysyński błysk w oczach mówił sam za siebie. Na prośbę jasnowłosej, właściwie przytrzymał ją mocnej, ale dla większej wygody opuścił jej rękę, jednak wraz z tym ruchem przysunął się bliżej, gdyby tak przypadkiem miała wylądować na podłodze.
Skąd ten pomysł? ― uniósł brwi. ― Przecież chciałaś, żebym zaprowadził cię na górę. Nie wiem co jeszcze uroiłaś sobie w swojej głowie ― mruknął i wzruszył barkami. Postawa grzecznego chłopca nieszczególnie mu pasowała, ale potrafił ją dobrze symulować. ― Mam cię wnieść na rękach czy użerać się z tobą, gdy będziesz pokonywać kolejne stopnie? ― w tym momencie oderwał wzrok od blondynki i przyjrzał się schodom. Druga opcja na pewno mniej mu odpowiadała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sparky
Badass Chihuahua

avatar

Liczba postów : 32
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Colette Pandora Sparkling (Acciai do niedawna)
Wiek : 24 lata.
Zawód : Właścicielka kawiarni.
Orientacja : Heteroseksualna.
Partner : Butelka szkockiej, ciastka, fastfoody i okazjonalnie jakaś zapijaczona morda w klubie, nim obije jej właściciela za pchanie jej łap tam, gdzie nie wolno.
Wzrost i waga : 165 cm || 53 kg
Znaki szczególne : płeć bliżej nieokreślona na pierwszy rzut oka; czerwone pasemka; intensywnie czerwone szkła kontaktowe; tatuaż za uchem;
Aktualny ubiór : uuum. ~
Ekwipunek : Telefon z przywieszką w kształcie głowy zombie + zestaw słuchawkowy, portfel, piersiówka 240ml, pudełko Lucky Strike Additive Free Red + czerwona zippo z podobizną smoka, miętowe gumy do żucia.
Multikonta : Nazi Kaczka z Hivem. c:

PisanieTemat: Re: Kawiarnia przy plaży ~ [kreatywności się zachciało? lol, nope]   Pią Gru 06, 2013 10:17 pm

Najprawdopodobniej gdyby na miejscu Grimshaw'a znalazła się Sparkling, już dawno zarwałaby kulkę w łeb. I nie szło tutaj nawet o kompletną dezorganizację dosłownie każdego aspektu w życiu. O nie. W końcu nie można być fatalnym we wszystkim, nieprawdaż? Jak na moje oko Colette zdołałaby z zadziwiającą wręcz wprawą poradzić sobie z wyzwaniem jakim byłoby zaopatrywanie największych ćpunów z miasta w towar. Możliwe, że dawanie nie było jej mocną stroną... od nigdy, ale robienie czegoś, co w gruncie rzeczy jej przynosiłoby korzyść nie stanowiło nigdy problemu. To właśnie ten niewielki kruczek - kawiarenka. W gruncie rzeczy nie przyniosłaby jej nigdy tak sporych zysków jak oczekiwała. I może dlatego z taką namiętnością pozwalała jej na powolną śmierć... I z równie wielką przyjemnością zatruwała życie tego ustawionego na wieki paniczyka, który po raz wtóry pozwolił sobie na naruszenie jej spokoju. Tylko idiota nie zrozumiałby, że w gruncie rzeczy właśnie o to jej szło - ciągłe wizyty sprzyjały okazjom do dawania mu się we znaki jako najgorsza z możliwych klientek. Nie była masochistką, nie była też głupia (choć czasem miewało się wątpliwości). Po prostu lubiła od czasu do czasu poznęcać się nad jakimiś naiwnymi owieczkami. W tym wypadku jedną... Niestety niezbyt naiwną, niech to szlag.
Naprawdę zaczynało jej huczeć w głowie. W dodatku organizm odmawiał posłuszeństwa, a każda część ciała błagała o moment odpoczynku. Jak na złość sytuacja nie układała się po jej myśli, choć na dobrą sprawę Nathaniel wykazał się ogromną łaską, kiedy opuścił jej dłoń, nie zmuszając do nadwyrężania mięśni. Przy czym ponowna bliskość nie była już wielce wskazana. Ani oczekiwana.
- Niczego... zmieniłam zdanie, jasne?! - wyrzuciła z siebie głośniej, przez co dało się słyszeć bardzo wyraźną chrypę w jej głosie. Nieładnie sobie z nią pogrywał. - Powiedziałam, że nie potrzebuję... że dam radę... po prostu mnie puść i niech cię nogi poniosą z dala od mojego lokalu - wywarczała nadzwyczaj trzeźwo jak na siebie i spróbowała się odsunąć, przez co zakołysała się niebezpiecznie, zaraz rzucając mu rozeźlone spojrzenie. - Możesz poużerać się sam ze sobą. Gdzie indziej - dorzuciła dobitniej i po chwili na jej piegowatą mordę wstąpił niemal szelmowski uśmiech. Trwało to krótką chwilę, jednak wstarczyło w zasugerowaniu, że pod tą blond czupryną umiejscowiła się jakaś myśl w postaci kleszcza, którego nie tak łatwo było się pozbyć. I najprawdopodobniej wypowiadanie tego, co naszło ją niespodziewanie nie było zbyt mądrym pomysłem, a jednak wytrwała w tym zuchwałym wyrazie twarzy, nie miarkując się dalej. Cholera determinacja, psia krew. Powinna się była kiedyś nauczyć.
- Jesteś aż tak zdesperowany, by skłonić się ku spełnianiu moich zachcianek...? - wymruczała, mrugając rzęsami z aktorską wprawą. Prezentowałoby się to, rzecz jasna, znacznie lepiej gdyby nie była podpita, jej twarz nie ozdabiały rumieńce i nie unosiła się wokół niej woń gorzały. Ta, to pewnie byłoby znacznie bardziej spektakularne. Sęk w tym jednakże, by dopiąć swego, a ona pragnęła jedynie sprowokować go do zebrania swojego zgrabnego tyłka z zasięgu jej wzroku (och, to zabrzmiało tak... tak bardzo źle). To wszystko, w końcu nie wymagała od życia zbyt wiele, prawda? Właściwie na tym mogłaby się ich rozmowa zakończyć, czy raczej uparte próby dziewczęcia by zszedł z jej oczu. Ale nie, tak byłoby zbyt prosto, a alkohol dodawał przecież uwagi - choć Sparky raczej nie potrzebowała nigdy jakiejś szczególnej zachęty. Niewiele miała do stracenia, ten gość nie był nikim szczególnym - mógł sobie stanowić dość atrakcyjną część jej życia, niestety również tą skurwielowatą i średnio wyczekiwaną każdego dnia. Ale równie dobrze poradzi sobie bez niego... Od tabletek raz na jakiś czas pewnie nieco gorzej, ale nad tym można było jeszcze popracować.
- Choćbym... miała się tam wczołgać... nie potrzebuję do tego ciebie - wycedziła wciąż zadowolona z siebie, a przecież doskonale było widać, że mało brakowało a już dawno leżałaby plackiem na posadzce. Tyle że naprawdę ostatnie czego sobie życzyła to pomoc ze strony dilera. Jak gdyby zażenowanie nie mogło osiągnąć już swojego pułapu tego dnia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Sheep
Przybysz

avatar

Liczba postów : 6
Dołączył : 25/10/2013

Godność : Nathaniel Garrett Grimshaw.
Wiek : Dwadzieścia osiem lat.
Orientacja : Biseksualizm wrodzony.
Wzrost i waga : 189 cm | 79 kilogramów.
Znaki szczególne : Heterochromia (prawe oko szaroniebieskie, a lewe brązowe); długie włosy w kolorze ciemnego blondu; tatuaż na przedramieniu; brytyjski akcent.
Aktualny ubiór : W kawiarni Sparky. ~
Ekwipunek : Kluczyki do samochodu, telefon, portfel.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia przy plaży ~ [kreatywności się zachciało? lol, nope]   Nie Gru 08, 2013 10:23 am

Zdaje się, że los na moment przejął jego stronę. Zdarzało się, że ludzie uważali za swój osobisty sukces wyprowadzenie drugiej osoby z równowagi i – co tu kryć? – to faktycznie dawało im niewielką przewagę. Nie można było jednak powiedzieć, że igranie z kimś, kto pięścią mógłby rozłupać nam czaszkę, było rozsądnym posunięciem, ale w tym wypadku nie musiał mieć takich obaw. W najgorszym wypadku mógł przeżyć nieprzyjemne spotkanie z jej pięścią, ale raczej wątpił w poważniejsze uszczerbki na zdrowi. No i niekoniecznie musiała trafić w tym stanie, zaś on z kolei mógł wykonać szybki unik, bez obawy o to, że zachwieje się i przypadkiem to sobie zrobi krzywdę. Jasnowłosa jednak, pomimo swojej burkliwości, nie wydawała się bardzo skora do przemocy. Ale zawsze dobrze było być przygotowanym na najgorsze. W końcu nie był naiwny, choć niektórzy czasem odnosili takie wrażenie. Właściwie to tylko działało na jego korzyść, gdyż usypianie czujności okazywało się wtedy całkiem przydatne. To, że paniczyk, wcale nie oznaczało, że niewiele wiedział. Był rozpuszczony, zdawał się nie widzieć świata poza czubkiem własnego nosa, jednak całkiem sprawnie wychodził mu udział w tej przeklętej grze, w której stawką mogło okazać się własne życie.
Fakt. Zupełnie zapomniałem, jakie zmienne są kobiety ― mruknął, a ostatnie słowo wypowiedzi doczekało się odpowiedniego nacisku, z czego mogła nie być zadowolona. Nikt też nie obiecywał jej łatwej i przyjemnej gry. Zresztą, co to byłaby za atrakcja? ― Też coś powiedziałem, ale widocznie nie słuchasz. W tym wypadku ja też nie czuję się w obowiązku, by spełnić twoje zachcianki ― rzucił zgryźliwie. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Tym razem to jego proste, białe zęby wychynęły spomiędzy warg w perfidnym uśmiechu. Jeszcze nie nauczyła się, że brak szacunku traktowany był tym samym? Mogła pozbyć się go w bardzo prosty sposób, ale najwyraźniej chęć nieudolnego „znęcania się” nad nim górowała nad jej rozsądkiem. On naprawdę mógł walczyć w nieskończoność. Był do bólu cierpliwy. Nie byłby nawet poirytowany tym, że musiałby posunąć się do gorszych rzeczy, bo uważał je po prostu za coś koniecznego i przede wszystkim nie były one niczym nowym. ― Nie mogę, bo w jakiś niezrozumiały sposób wytrzymuję ze sobą.
Zdesperowany?
Mógł spodziewać się nadinterpretacji. Zdawał się być ślepy na zachęcające mruganie – właśnie dlatego, że nie prezentowało się zbyt ładnie z całą otoczką pijaństwa. Siłą rzeczy tym bardziej nie czuł się zachęcony, choć zapewne przysporzyłby jej tym wiele problemów. Nie odpowiedział, zanim nie cofnął się, odciągając ją tym samym od ławy, która przestała być jej źródłem oparcia, gdyby miał nastąpić nagły wypadek. W jego obecności o wiele lepiej było zastanowić się nad własnymi słowami. Triumfalny błysk w oku sprawił, że nie można było oprzeć się wrażeniu, iż Nathaniel coś kombinował. Teraz to Colette nieświadomie prosiła się o nieprzyjemne traktowanie, choć wyraz jego twarzy nadal pozostawał niezaprzeczalnie łagodny, jakby po prostu właśnie sobie z niej żartował, a za chwilę miała przyjść kolej na przyjacielskie poklepanie jej po ramieniu i perlisty śmiech.
Nic z tych rzeczy.
Gdybym był zdesperowany, już dawno grzebałbym w waszej kasie, ale mam jeszcze trochę taktu. Na przyszłość powinnaś to docenić, jednak wygląda na to, że nie potrafisz. Uwierz, że capiąc alkoholem trudno o to, by bronić swoją dumę, jednak jeśli tak bardzo chceeesz... ― przeciągnął na końcu i wreszcie puścił Acciai. Zaraz cofnął się i zmierzył ją spojrzeniem od głowy do stóp i z powrotem. ― Proszę bardzo.
Nie zamierzał wychodzić. Chciał popatrzeć jak się czołga.

// Bezwenie. I masz pozdrowienia od Leny. ._.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sparky
Badass Chihuahua

avatar

Liczba postów : 32
Dołączył : 29/09/2013

Godność : Colette Pandora Sparkling (Acciai do niedawna)
Wiek : 24 lata.
Zawód : Właścicielka kawiarni.
Orientacja : Heteroseksualna.
Partner : Butelka szkockiej, ciastka, fastfoody i okazjonalnie jakaś zapijaczona morda w klubie, nim obije jej właściciela za pchanie jej łap tam, gdzie nie wolno.
Wzrost i waga : 165 cm || 53 kg
Znaki szczególne : płeć bliżej nieokreślona na pierwszy rzut oka; czerwone pasemka; intensywnie czerwone szkła kontaktowe; tatuaż za uchem;
Aktualny ubiór : uuum. ~
Ekwipunek : Telefon z przywieszką w kształcie głowy zombie + zestaw słuchawkowy, portfel, piersiówka 240ml, pudełko Lucky Strike Additive Free Red + czerwona zippo z podobizną smoka, miętowe gumy do żucia.
Multikonta : Nazi Kaczka z Hivem. c:

PisanieTemat: Re: Kawiarnia przy plaży ~ [kreatywności się zachciało? lol, nope]   Sob Gru 14, 2013 7:52 pm

Zdziwiłby się jak często używała przemocy jako rozwiązania, kiedy ktoś nadepnął jej na odcisk w najmniej oczekiwanym momencie. Możliwe, że nie wyglądała na kogoś takiego, do pewnego wieku nie sądziła nawet, by podniesienie na kogoś ręki było odpowiednim wyjściem, wręcz przeciwnie. Teraz zdawać się mogło, iż kobieta pozbyła się wszelakich hamulców, a wyjechanie komuś z sierpowego było równie dobrą opcją jak słowne przemówienie mu do rozsądku. Prawdopodobnie nawet znacznie lepszą.
Automatycznie zmrużyła powieki, unosząc jeden kąt ust w słabej imitacji zadowolonego uśmiechu, kiedy z jego ust padło to konkretne słowo wypowiadane w tak nieprzyjemny sposób. Może i miała niekiedy niewielkie problemy z zaakceptowaniem swej powierzchowności, ale nie będzie jej taki dupek sypał aluzjami odnośnie jej płci.
- Bardzo - przytaknęła jednak, zamiast ozdobić jego twarz własną pięścią. Niemniej doceniłaby urodę jego pyska znacznie okazalej, gdyby zdobił go ślad po jakimś zręcznym ciosie. - Zrobiłbyś coś pożytecznego z tym pyskiem i go zamknął - wymruczała głośniej niż powinna, ale za to uśmiechnęła się naprawdę urokliwie, maskując odrobinę fakt, że obrażała go tak ostentacyjnie. W końcu dobrze wiedział, że nie pałała do niego głębokim uczuciem, a kolejne spotkania tylko to pogarszały.
Na końcu języka miała adekwatny komentarz odnośnie wytrzymywania ze sobą, ale tym razem zostawiła go dla własnej informacji, nie życząc sobie przeciągania dyskusji. On miał cierpliwość, za to ona była po prostu zmęczona, niemniej w dalszym ciągu z chęcią mogła uraczyć go wykwintniejszymi obelgami byle tylko zabrał się z przed jej pięknych oczu. Chociaż podziw dla jego wytrzymałości został i tak skomentowany cichym gwizdnięciem i próbą parsknięcia, choć czknięcie nieco utrudniło jej to ostatnie.
Tu nie szło nawet o nadinterpretację, ile o sprowokowanie go. Ale nie zamierzała skłaniać go do niczego prócz zostawienia jej w spokoju, a by dopiąć tego nie przebierała w środkach. Pomyliła się jednak odrobinę, sądząc że pójdzie jej tak łatwo. Nie tyle ze zdumieniem ile jawnym zdegustowaniem wypisanym na twarzy zareagowała na gwałtowny gest odciągający ją od bezpiecznego miejsca. Prychnęła i szarpnęła ramieniem, chcąc się wyrwać, przez co po raz któryś już tego dnia zakołysała się niebezpiecznie. Nie miała już nawet ochoty na wysłuchiwanie bzdur, które wygadywał, bo to tylko sprawiało, że robiło jej się niedobrze.
- Skruwiel - wypluła w odpowiedzi i chwilę później była wolna... Co nie zapowiadało się zbyt dobrze, zwłaszcza że utrzymywanie pionu nie wychodziło jej za bardzo w tej sytuacji. Uniosła ręce do góry i łypnęła na niego z pod byka, nadymając nozdrza jak wściekły byczek szykujący się do ataku. - Doskonale poradzę sobie... bez twojej pomocy, gnido - sapnęła i ruszyła wolnym, nieporadnym krokiem w stronę schodów, które znajdowały się stosunkowo blisko, a jednak dotarcie do nich było sporym osiągnięciem. Obyło się bez upadku, mimo że gibała się na boki non stop, mając wrażenie, że coś sobie połamie. Gdy jednak jej dłoń zacisnęła się na metalowej siatce, uniemożliwiając lądowanie na gruncie, ta odwróciła gwałtownie głowę w jego kierunku.
- Zjeżdżaj - wycedziła, po czym skierowała się do samych schodów, ostatecznie po prostu siadając na drugim stopniu i pochylając się niebezpiecznie do przodu, przez co wylądowała z głową między nogami, wsuwając jedną dłoń między własne włosy, zaś drugą podpierając się z boku. - Grzebanie w kasie, a potem co? Podebranie mi portfela? - wyrzuciła z siebie stłumionym głosem, nawet na niego nie patrząc.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Sheep
Przybysz

avatar

Liczba postów : 6
Dołączył : 25/10/2013

Godność : Nathaniel Garrett Grimshaw.
Wiek : Dwadzieścia osiem lat.
Orientacja : Biseksualizm wrodzony.
Wzrost i waga : 189 cm | 79 kilogramów.
Znaki szczególne : Heterochromia (prawe oko szaroniebieskie, a lewe brązowe); długie włosy w kolorze ciemnego blondu; tatuaż na przedramieniu; brytyjski akcent.
Aktualny ubiór : W kawiarni Sparky. ~
Ekwipunek : Kluczyki do samochodu, telefon, portfel.

PisanieTemat: Re: Kawiarnia przy plaży ~ [kreatywności się zachciało? lol, nope]   Sro Sty 08, 2014 11:24 am

Nie będzie? Pod tym względem nie widział żadnych przeszkód. Właściwie sam dał sobie prawo do uprzykrzania jej życia, chociażby wszelkimi nieprzyjemnymi odzywkami. Kto bogatemu zabroni? Ponadto trudno było mu traktować z należytym szacunkiem kogoś, kto leciał sobie w kulki i najwidoczniej liczył na to, że uda mu się zrobić go w chuja, zwlekając z wypełnieniem koniecznej części umowy. Niestety, ale świat nie był pełen narkotykowych promocji. Powinna liczyć się z tym, gdy po raz pierwszy wepchała się do świata oszustów ze swoimi buciorami. Było łatwo się tam dostać, jednak o wiele trudniej było z niego wyjść. Był pułapką, w której podtruwano ludzkie umysły. Jego własny także był zatruty, jednak w zgoła inny sposób, bo tego typu używki były dla innych, a nie dla niego. On tylko sprzedawał innym złudzenie szczęścia, chwilowo odsuwając na bok życiowe problemy za pomocą magicznych proszków, kolorowych tabletek i zabijających szarzyznę strzykawek, aczkolwiek trudno było uznać go za Samarytanina. Złudzenia bywały szkodliwe w nadmiarze.
Uniósł ręce do góry w symulacji obronnego gestu, chociaż rozbawienie na jego twarzy i niejaka pobłażliwość w stosunku do kobiety sprawiły, że bynajmniej nie wyglądał na przerażonego. Był zbyt pewny siebie, by zrazić się tak kiepskimi docinkami zapitej blondynki. Zaraz założył ręce na klatce piersiowej.
Nie tak ostro. ― Wykrzywił kąciki ust w lekkim i łobuzerskim uśmiechu. Różnobarwne tęczówki błysnęły wyzywająco, co idealnie skomponowało się z grymasem na jego twarzy. Tym sposobem na pewno znacznie trudniej miało być im dojść do porozumienia, choć z drugiej strony jeszcze nie doszło do rzucania krzesłami, stołami czy butelkami (dobra, tego akurat właścicielce kawiarni mogło być szkoda). ― Ja tylko sprawiam, że nasze spotkanie jest mniej milczące. Niezręczna cisza wcale nie należy do najprzyjemniejszych. Poza tym trudno, byś lekko podpita reagowała na znaczące spojrzenia. ― Rozłożył bezradnie ręce, po czym wsunął dłonie w kieszenie spodni.
Pewnie, że wolałby być teraz gdzieś indziej. Na jakiejś imprezie lub po prostu wygrzewać się w gorącej wodzie w swojej własnej wannie. Ale zawsze musiał dopiąć swego, toteż nie przyjął do swojej wiadomości tego, że nic nie stało mu na przeszkodzie ku opuszczeniu lokalu. Prędzej czy później miał wyjść stąd ze swoją zapłatą. Nieważne w jakiej postaci.
„Skurwiel.”
Staram się.
Oczywiście. Pozwól, że przyjrzę się twoim wysiłkom. ― Przekrzywił głowę na bok, śledząc każdy jej pokraczny ruch. Nikt pewnie nie powiedziałby jej, że zostałaby mistrzynią baletu. Cóż, nie można mu mieć za złe tego stwierdzenia, skoro nie znał jej na tyle dobrze. Widocznie też nie chciał poznać. Szczerze mówiąc liczył na to, że jasnowłosa zacznie wdrapywać się po schodach na górę, a sporym rozczarowaniem okazało się, że odmówiła sobie tego trudu. Blondyn westchnął zrezygnowany i wrócił na swoje poprzednie miejsce, siadając tyłem do stołu, o który oparł łokcie. Najwidoczniej nigdzie się nie wybierał. ― Skąd. Niepotrzebny mi twój portfel. Zakładam, że za wiele tam już nie ma. Nie rozumiem tylko, dlaczego wszystko utrudniasz. Hm?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kawiarnia przy plaży ~ [kreatywności się zachciało? lol, nope]   

Powrót do góry Go down
 
Kawiarnia przy plaży ~ [kreatywności się zachciało? lol, nope]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Bimber
» Stanowiska
» Cynamon reguluje cukier we krwi
» Księgi POZABIBLIJNE
» Ulica przy barze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
centrum miasta
 :: Rathelon Beach
-
Skocz do: